언어
클릭 수
451
ZBM

Niestosowności w liturgii - ks. Jacek Bałemba

Niestosowności w liturgii (1)

„Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę,
w razie potrzeby wykaż błąd”
(2 Tm 4, 2).


W czasach pomieszania powszechnego szaleje kult bożka tolerancji. Co oznacza między innymi całkowity zakaz oceniania, wskazywania błędu, upominania, odwoływania się do obiektywnych kryteriów prawdy. Upadek intelektu i uwiąd sumienia. Już niektórzy katolicy bez własnej winy zainfekowani nową religią – new religion – zaczynają się oskarżać, że zło nazywają złem i zło odróżniają od dobra, i że kogoś tam upomnieli. Niesłusznie się oskarżają!

Budowniczy nowego porządku – new order – niedwuznacznie dają do zrozumienia, że nie tolerują i nie będą tolerować braku tolerancji. Nie ma tolerancji dla braku tolerancji. Paradoks? Tragicznie aktualne realia!

Te problemy od kilkudziesięciu lat z impetem wtargnęły w sam środek Kościoła, a zwłaszcza w najświętszą rzeczywistość kultu Bożego, świętej liturgii, oddawania czci Panu Bogu w Trójcy Jedynemu. Wpływowe środowiska – sprytnie bądź bezczelnie, dyplomatycznie bądź prostacko, jawnie bądź skrycie – doprowadziły i nadal prowadzą do tego, że zaciera się wszelka różnica między kultem a profanacją, między teocentryzmem a antropocentryzmem, między cultus latriae należnym tylko Bogu a kultem człowieka (ipso facto bluźnierczym, poza podporządkowanym Bogu uprawnionym kultem Matki Bożej cultus hyperduliae i kultem świętych cultus duliae). Liturgia jest w wielu wydaniach i wielu środowiskach rewią samouwielbienia przed ołtarzem Pańskim. Uzurpacje, profanacje, bezprawne koncesje, kreacje, oklaski, zabawa i inne „atrakcje” to tragiczne przejawy kompletnego zagubienia istotnego sensu i celu liturgii. Kardynał Joseph Ratzinger stwierdzał jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku z przenikliwością i realizmem: „Kościół po soborze przypomina wielki plac budowy. (…) na tym placu zagubiono projekt budowy i każdy teraz ją kontynuuje wedle swego upodobania” (Raport o stanie wiary).

Kategoria spontaniczności i kreatywności jest radykalnie sprzeczna z istotą liturgii, która właśnie z istoty swojej jest uroczystym powtórzeniem rytu danego z góry. „Dlatego nikomu innemu, choćby nawet był kapłanem, nie wolno na własną rękę niczego dodawać, ujmować ani zmieniać w liturgii” (Sacrosanctum Concilium, 22 §3).

Krótki cykl artykułów, zainicjowany kilkoma powyższymi refleksjami wstępnymi, zaledwie wskaże na niektóre – powiedzmy oględnie – niestosowności w zakresie świętej liturgii Kościoła.

Miłość współweseli się z prawdą congaudet veritati (1 Kor 13, 6). Wskazywanie błędu nie jest możliwością optional. Wskazywanie błędu jest obowiązkiem. Wskazywanie błędu jest obowiązkiem pasterza. Wskazywanie błędu jest obowiązkiem miłości. Wskazywanie błędu jest przejawem odpowiedzialności i miłości pasterskiej. Wskazywanie błędu odsłania prawdę i jest punktem wyjścia do korekty, poprawy, obrania drogi właściwej.

Św. Grzegorz Wielki w Regule pasterskiej Regula pastoralis wyjaśnia: „Słowa skarcenia są jakby kluczem, który odsłania winę, nierzadko nie znaną nawet temu, kto ją popełnił”.

A św. Jan Bosko pisał: „Nikt dla zaspokojenia własnych wygód nie zaniedba najściślejszego obowiązku czujności; nikt też dla próżnego względu ludzkiego nie powstrzyma się od upomnienia tego, kogo upomnieć należy. Jeżeli będzie panować prawdziwa miłość, nie będzie się szukało niczego innego, jak tylko chwały Bożej i zbawienia dusz” (List z Rzymu).

W tej perspektywie umieszcza się skromny cykl artykułów zatytułowany Niestosowności w liturgii.

Niestosowności w liturgii (2):
niechęci i zakazy wpływowych środowisk


„To, co przez poprzednie pokolenia było święte, również dla nas pozostaje święte i wielkie, i nie może być nagle całkowicie zabronione albo potraktowane jako szkodliwe” (Benedykt XVI, List do Biskupów, 7.07.2007).

Roboczo sformułujmy: Msza Święta w rycie trydenckim czy Msza Święta w rycie posoborowym (Novus Ordo Missae Pawła VI)? Stosując terminologię Benedykta XVI stwierdzamy: „Są to (…) dwie formy tego samego Rytu Rzymskiego” [Summorum Pontificum, art. 1].

Nie do utrzymania jest rozpowszechniony, z nie do końca jasnych powodów, pseudodogmat: to, co nowsze, jest lepsze.

Kompetentni hierarchowie i teologowie katoliccy, m. in. Kard. Alfredo Ottaviani i Kard. Antonio Bacci, w swojej pracy komparatywno-analitycznej klarownie wykazują doskonałość rytu trydenckiego oraz braki i deformacje, jakie zawiera ryt Novus Ordo Missae Pawła VI. Na ten temat pisali także Kard. Joseph Ratzinger oraz Kard. Alfonso Maria Stickler SDB.

Msza Święta w rycie trydenckim jest doskonalszym aktem kultu niż Msza Święta w rycie posoborowym (Novus Ordo Missae Pawła VI). Msza Święta w rycie posoborowym (Novus Ordo Missae Pawła VI) jest mniej doskonała niż Msza Święta w rycie trydenckim.

Msza Święta w rycie trydenckim jest najdokonalszym aktem kultu. W pełni odpowiada katolickiej wierze i katolickiemu rozumieniu Mszy Świętej jako Ofiary. W pełni odpowiada katolickiej wierze i katolickiemu rozumieniu kapłaństwa.

Panu Bogu należy ofiarować to, co najlepsze. Zatem, mając wybór – a mamy takowy! – składamy Panu Bogu doskonalszy akt kultu. To oczywiste. Szlachetna powinność!

Jakiż bowiem poważny argument można przedłożyć, aby dać pierwszeństwo aktowi kultu mniej doskonałemu?

Ze strony Stolicy Apostolskiej mamy koncesję jednoznaczną, wspaniałomyślną i hojną:

„W Mszach odprawianych bez udziału ludu, każdy ksiądz katolicki obrządku łacińskiego, diecezjalny czy zakonny, może używać Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez bł. Jana XXIII w 1962” (Summorum Pontificum, art. 2).

„W Mszach odprawianych zgodnie z przepisami art. 2 mogą uczestniczyć z własnej woli – zachowując wszystkie normy prawne – wierni, którzy wyrażą taką chęć” (Summorum Pontificum, art. 4).

„W parafiach, w których jest stale obecna grupa wiernych przywiązanych do wcześniejszych tradycji liturgicznych, proboszcz powinien chętnie przyjąć ich prośbę o odprawianie Mszy rycie Mszału Rzymskiego ogłoszonego w 1962” (Summorum Pontificum, art. 5 § 1).

„Jeśli grupa wiernych świeckich nie otrzymała od proboszcza zgody na swoją prośbę, o której mowa w art. 5 § 1 informuje o tym biskupa diecezjalnego, który jest usilnie proszony o spełnienie ich prośby. Jeśli biskup z jakiegokolwiek powodu nie może zapewnić takiej celebracji, sprawa kierowana jest do Papieskiej Komisji «Ecclesia Dei»” (Summorum Pontificum, art. 7).

„Biskup, który chce uczynić zadość takim prośbom wiernych świeckich, ale z różnych powodów nie jest w stanie tego uczynić może zwrócić się do Papieskiej Komisji «Ecclesia Dei», która zapewni mu radę i pomoc” [Summorum Pontificum, art. 8].

To tylko niektóre zalecenia naszego Papieża Benedykta XVI. Prawodawstwo zobowiązujące dla Kościoła. Prawodawstwo jednoznaczne, wspaniałomyślne i hojne.

W kontekście powyższego postawmy pytania:

Czym uzasadnić niechęć niektórych wpływowych środowisk wobec najdoskonalszego aktu kultu, jakim jest Msza Święta w rycie trydenckim?

Czym uzasadnić opozycję niektórych wpływowych środowisk wobec najdoskonalszego aktu kultu, jakim jest Msza Święta w rycie trydenckim?

Czym uzasadnić mające miejsce – także w Polsce – zakazy celebrowania najdoskonalszego aktu kultu, jakim jest Msza Święta w rycie trydenckim?


Konstruktywna konkluzja lapidarna – na czasy pomieszania powszechnego:

Podejmując, w posłuszeństwie Tradycji i naszemu Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI, wszelkie godziwe starania, aby w Kościele – w diecezjach, parafiach, wspólnotach – rozkwitała codzienna praktyka celebracji najdoskonalszego aktu kultu, jakim jest Msza Święta w rycie trydenckim, przyczyniamy się do ocalenia i przekazania następnym pokoleniom czystej katolickiej wiary, katolickiego rozumienia Mszy Świętej, katolickiego rozumienia kapłaństwa, w zgodzie z Tradycją, w jedności z Następcą św. Piotra. Wyborna i zaszczytna służba eklezjalna! Nagląca!

Niestosowności w liturgii (3):
pomylone oklaski


„Klaskaniem mając obrzękłe prawice,
Znudzony pieśnią, lud wołał o czyny”

Tak pisał Cyprian Kamil Norwid.


Liturgia jest w wielu wydaniach i wielu środowiskach rewią samouwielbienia przed ołtarzem Pańskim. Uzurpacje, profanacje, bezprawne koncesje, kreacje, nadmiar gadulstwa i „komentarzowania”, podkreślanie ludzkich zasług, powitania, pożegnania, pozdrowienia, życzenia, zabawa i inne „atrakcje” – niejednokrotnie oklaskiwane – to przejawy kompletnego zagubienia istotnego sensu i celu liturgii.

Są mody różne. Nastała w ostatnich kilkudziesięciu latach moda na oklaski w kościołach. Klaskać można z motywów różnych. Klaskaniem można wyrazić nastawienia i sentymenty. Klaskanie może mieć cele różne.

Sprecyzujmy: nastała w ostatnich kilkudziesięciu latach moda na oklaski podczas liturgii. Ściślej: oklaskuje się w liturgii ludzkie dokonania. Pomylone oklaski.

Liturgia jest przede wszystkim aktem kultu, celebrowanym na chwałę Boga w Trójcy Jedynego – ad maiorem Dei gloriam. Na ten fundamentalny cel liturgii wskazują słowa samej liturgii, m. in. te wypowiadane przez wiernych do kapłana: „Suscipiat Dominus sacrificium de manibus tuis ad laudem et gloriam nominis sui…” – „Niech Pan przyjmie ofiarę z rąk twoich na cześć i chwałę swojego Imienia…”.

Sługa Boży Papież Pius XII w encyklice Mediator Dei naucza:

„Liturgia święta stanowi więc kult publiczny, jaki Zbawiciel nasz, Głowa Kościoła, żywi dla Ojca Niebieskiego, i jaki społeczność wiernych oddaje Założycielowi swojemu, a przezeń Ojcu Przedwiecznemu. Krótko mówiąc, liturgia obejmuje całkowity kult publiczny Ciała Mistycznego Jezusa Chrystusa, a więc jego Głowy i członków”.

W świetle powyższego oklaskiwanie ludzkich dokonań podczas liturgii jest całkowitym zaprzeczeniem sensu i celu liturgii. Manowce.

Kard. Joseph Ratzinger odnosząc się do pewnych nadużyć polegających na „uatrakcyjnianiu” liturgii m. in. przez taniec czy pantomimę, oklaskiwanych przez zgromadzonych, stwierdza klarownie:

„Jeśli w liturgii oklaskuje się ludzkie dokonania, to jest to zawsze ewidentny znak tego, iż całkowicie zagubiono istotę liturgii i zastąpiono ją rodzajem religijnej rozrywki. Atrakcyjność taka nie trwa długo; na rynku ofert spędzania wolnego czasu, gdzie rozmaite formy religijności coraz częściej funkcjonują jako rodzaj podniety, konkurencja jest nie do pokonania. Sam doświadczyłem sytuacji, w której akt pokuty zastąpiony został przedstawieniem tanecznym, co oczywiście nagrodzono brawami; czy można się jeszcze bardziej oddalić od tego, czym rzeczywiście jest pokuta?” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

W kontekście powyższego postawmy pytania:

Czym uzasadnić wprowadzanie w niektórych środowiskach praktyki oklaskiwania ludzkich dokonań podczas liturgii?

Czym uzasadnić akceptowanie w niektórych środowiskach praktyki oklaskiwania ludzkich dokonań podczas liturgii?

Czym uzasadnić podtrzymywanie w niektórych środowiskach – także w Polsce – praktyki oklaskiwania ludzkich dokonań podczas liturgii?

Konstruktywna konkluzja lapidarna – na czasy pomieszania powszechnego:

Podejmując, w posłuszeństwie Tradycji i naszemu Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI, wszelkie godziwe starania, aby w Kościele – w diecezjach, parafiach, wspólnotach – rozkwitała codzienna praktyka świętej liturgii, celebrowana digne, attente ac devote, świadomie i rozumnie na chwałę Boga w Trójcy Jedynego, przyczyniamy się do ocalenia i przekazania następnym pokoleniom czystej katolickiej wiary, katolickiego rozumienia Mszy Świętej jako Ofiary i jako najdoskonalszego aktu kultu, w zgodzie z Tradycją, w jedności z Następcą św. Piotra. Wyborna i zaszczytna służba eklezjalna! Nagląca!

„Liturgia może przyciągać ludzi tylko wówczas, gdy nie spogląda na samą siebie, lecz na Boga, gdy pozwala Mu wejść w siebie i działać. Wówczas rzeczywiście wydarza się coś jedynego w swoim rodzaju, poza konkurencją, a ludzie czują, że jest to coś więcej niż tylko sposób spędzania wolnego czasu” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

Niestosowności w liturgii (4):
zagubiony kierunek


„Istotną kwestią jest (…) wspólne zwrócenie się na Wschód w czasie Modlitwy eucharystycznej. Nie chodzi tu o coś przypadkowego, lecz o rzecz zasadniczą”

(Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).


Nadużywany dzisiaj termin orientacja pochodzi od łacińskiego słowa oriens – wschód, wschodzące słońce. Orientacja zatem do zwrócenie się ku wschodowi, skierowanie się na wschód. Kierunek wschodni jest związany z Chrystusem i Jego powtórnym przyjściem. W Ewangelii czytamy słowa odnoszące się do Chrystusa: „visitabit nos oriens ex alto” „nawiedzi nas z wysoka wschodzące Słońce” [Łk 1, 78].

Liturgia jest kultem skierowanym ku Bogu, jest kultem zorientowanym. „W obliczu rozwoju i przekształceń trzeba oczywiście postawić pytanie o to, co odpowiada istocie kultu Bożego, a co od niego oddala. (…) Niezależnie jednak od wszelkich zmian, aż do początku drugiego tysiąclecia czymś oczywistym dla całego chrześcijaństwa jest modlitwa skierowana na Wschód, która od zarania stanowi tradycję i podstawowy wyraz chrześcijańskiej syntezy kosmosu i historii, syntezy zakorzenienia w jednorazowości historii zbawienia oraz zbliżania się do przychodzącego Pana. (…)

Kosmiczny symbol wschodzącego słońca wyraża uniwersalność przekraczającą wszystkie miejsca, zachowując jednak konkretność Bożego objawienia. Nasza modlitwa włącza się w pochód narodów zmierzających do Boga. (…)

Profesor Cyrille Vogel dowiódł, że jeśli w ogóle przywiązywano do czegoś wagę, to do tego właśnie, czy kapłan powinien odmawiać Modlitwę eucharystyczną oraz inne modlitwy skierowany na Wschód” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

Liturgia jest dzisiaj w wielu wydaniach i wielu środowiskach rewią samouwielbienia przed ołtarzem Pańskim. Staje się aktem antropocentrycznym. „Najświętszą” regułą staje nieusuwalny wymóg wzajemnego patrzenia na siebie kapłana i wiernych. Jak się mówi tu i tam: liturgia jest dla człowieka. Stąd niedorzeczne – bo ignorujące teocentryczne zorientowanie liturgii – określenia: celebrowanie do ściany, odprawianie tyłem do ludzi.

„Tak naprawdę doszło tutaj do klerykalizacji, której wcześniej w tym miejscu nigdy nie było. Kapłan – jako przewodniczący liturgii (jak się go teraz chętnie nazywa) – staje się teraz właściwym punktem odniesienia dla całości. Wszystko zależy od niego. To jego trzeba widzieć, to w jego działaniu brać udział, jemu odpowiadać – to jego kreatywność podtrzymuje całość. W sposób uzasadniony podejmowana jest próba zredukowania tej dopiero co powołanej do życia roli poprzez rozdzielenie różnorodnych czynności i powierzenie «twórczego» opracowania liturgii grupom wiernych przygotowujących nabożeństwo, które powinny, a przede wszystkim chcą «włączyć siebie» w przebieg Mszy. Coraz mniej widać tu Boga, coraz ważniejsze staje się to, co czynią ludzie, którzy spotykają się tutaj i którzy wcale nie chcą się już poddać «danemu z góry schematowi». Zwrócenie się kapłana czyni ze wspólnoty zamknięty krąg. Wspólnota w swoim kształcie nie jest już otwarta ani do przodu, ani do góry, lecz zamyka się w sobie samej. Wspólne zwrócenie na Wschód nie oznaczało ani tego, że «celebruje się do ściany», ani tego, że kapłan «odwraca się plecami do ludu» (nie był on po prostu uważany za aż tak ważnego). Albowiem tak jak w synagodze wspólnie patrzono w stronę Jerozolimy, tak i tutaj wspólnie patrzy się «na Pana». Jak wyraził to J. A. Jungmann, jeden z ojców Konstytucji o Liturgii Świętej Soboru Watykańskiego II, chodziło raczej o ten sam kierunek zwrócenia się kapłana i ludu, którzy wiedzieli, iż wspólnie zmierzają do Pana. Nie zamykają się w kręgu, nie przyglądają się sobie wzajemnie, lecz jako wędrujący lud Boży kierują się na Wschód, w stronę Chrystusa, który wychodzi nam naprzeciw” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

Istotnym celem liturgii jest Pan Bóg w Trójcy Świętej Jedyny. Istotnym celem liturgii jest najdoskonalsze oddanie chwały Panu Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu.

Powszechną praktyką stało się celebrowanie versus populum w kierunku ludu. Uczciwość nakazuje przypomnieć: żaden z dokumentów Soboru Watykańskiego II nie nakazywał, ani nawet nie sugerował, aby rezygnować z celebrowania versus Deum ku Bogu.

„Istotną kwestią jest (…) wspólne zwrócenie się na Wschód w czasie Modlitwy eucharystycznej. Nie chodzi tu o coś przypadkowego, lecz o rzecz zasadniczą. To nie spojrzenie na kapłana jest ważne, lecz wspólne spojrzenie na Chrystusa. Nie chodzi tutaj o dialog, lecz o wspólną adorację, o wyjście naprzeciw Temu, który nadchodzi. To nie zamknięty krąg odpowiada istocie wydarzenia, lecz wspólne wyruszenie w drogę, wyrażające się we wspólnym kierunku” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

W poruszanej problematyce orientacji Modlitwy eucharystycznej „nie chodzi bynajmniej o romantyczną ucieczkę w przeszłość, lecz o ponowne odkrywanie istoty, w której liturgia chrześcijańska wyraża swój obowiązujący kierunek” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

Nasz Ojciec Święty Benedykt XVI, daje dzisiaj Kościołowi, w czasach pomieszania powszechnego, remedium na poważny problem zagubionej orientacji. Rozwiązaniem jest Krzyż umiejscowiony w samym centrum ołtarza, pasyjką w stronę celebransa. Tak wygląda ołtarz podczas liturgii celebrowanych przez Papieża Benedykta XVI. Wzór i przykład dla całego Kościoła.

Jeszcze jako kardynał pisał na ten temat:

„Ważniejsze jest tu jednakże zastrzeżenie praktyczne. Czy mamy więc teraz wszystko na nowo przestawiać? Nic nie jest przecież tak szkodliwe dla liturgii, jak właśnie ciągłe jej «robienie», nawet jeśli wydaje się, że chodzi tu o rzeczywistą odnowę. Wyjście dostrzegam tu w sugestii Erika Petersona. Kierunek wschodni był łączony, jak już słyszeliśmy, ze «znakiem Syna Bożego», z krzyżem, z powtórnym przyjściem Chrystusa. Tym samym Wschód był od początków związany ze znakiem krzyża. Tam, gdzie wspólne zwrócenie się na Wschód nie jest możliwe, tam jako Wschód duchowy służyć może krzyż. Powinien on stać na środku ołtarza oraz być punktem skupiającym wzrok kapłana i modlącego się zgromadzenia. W ten sposób postępujemy zgodnie z dawnym wezwaniem do modlitwy, znajdującym się na progu Eucharystii: Conversi ad Dominum – zwróćcie się do Pana. Patrzymy zatem wspólnie na Tego, który reprezentuje nas przed Ojcem i zamyka nas w swoich ramionach, na Tego, który czyni nas żywą świątynią. Do prawdziwie absurdalnych zjawisk ostatnich dziesięcioleci zaliczam fakt, że krzyż jest odstawiany na bok, aby nie zasłaniał kapłana. Czy krzyż przeszkadza Eucharystii? Czy kapłan jest ważniejszy od Chrystusa? Ten błąd należy naprawić możliwie jak najszybciej; da się to zrobić bez konieczności ponownych przebudowań. Punktem odniesienia jest Pan. Jest On wschodzącym Słońcem historii. Można zatem wybrać krzyż przedstawiający Mękę, uobecniający Cierpiącego, który za nas pozwala przebić swój bok, z którego wypływa krew i woda – Eucharystia i chrzest, bądź też krzyż Chrystusa tryumfującego, który wyraża myśl o Powtórnym Przyjściu i na nie kieruje spojrzenie. Zawsze jest to bowiem «Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki» [Hbr 13, 8]” (Duch liturgii).

W kontekście powyższego postawmy pytania poważne:


Czym uzasadnić powszechne i pospieszne przyjęcie „najświętszej” reguły – nieusuwalnego wymogu wzajemnego patrzenia na siebie kapłana i wiernych?

Czym uzasadnić radykalną niechęć większości środowisk do celebrowania ad orientem, versus Deum?

Czym uzasadnić powszechne – także w Polsce – opór, niechęć, bunt i agresję przeciwko umiejscowieniu Krzyża w centrum ołtarza?

Czym uzasadnić powszechny i uparty – także w Polsce – bojkot i ignorowanie pierwszego Liturga, jakim aktualnie jest nasz Ojciec Święty Benedykt XVI?

Czym uzasadnić dyscyplinowanie, pacyfikowanie, dezawuowanie i karanie (łącznie z pozbawianiem możliwości odprawiania Mszy Świętej w funkcji głównego celebransa; permanentny przymus koncelebry!) kapłanów, którzy – także w Polsce – bez ubocznych motywów pragną naśladować pierwszego Liturga Kościoła?

By zakończyć pozytywnie:

Są w Kościele i w Polsce miejsca ważne – można powiedzieć: strategiczne – w których zachowano katolicką orientację Eucharystii. Oto kilka z nich: kaplica papieska i kaplica Sykstyńska na Watykanie, kaplica Cudownego Obrazu na Jasnej Górze, kaplica św. Józefa w sanktuarium w Kaliszu. Szlachetne przykłady. Wołające przykłady.

„Istotną kwestią jest (…) wspólne zwrócenie się na Wschód w czasie Modlitwy eucharystycznej. Nie chodzi tu o coś przypadkowego, lecz o rzecz zasadniczą” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

Niestosowności w liturgii (5):
fałszywie rozpoznany paradygmat topograficzny


Kilka refleksji w uzupełnieniu poprzedniego wpisu.

Niektóre środowiska odwołują się do początków, do źródeł. Postulat metodologicznie uprawniony i słuszny, domagający się jednak spojrzenia integralnego, nie cząstkowego i punktowego. Sługa Boży Papież Pius XII w encyklice Mediator Dei przestrzegał przed „archeologizmem”. Ta ważna przestroga ukierunkowuje i poszerza nasze spojrzenie, by uwzględniało cały historyczny proces doskonalenia i rozwoju kultu, nie ograniczając się tylko do punktu wyjścia. Jest to stricte katolickie spojrzenie na Kościół, na teologię, na rozwój kultu. Gdybyśmy bowiem popadli w „archeologizm”, moglibyśmy podnosić absurdalne zarzuty typu: Pan Jezus nie robił wystawienia Najświętszego Sakramentu w monstrancji, więc i my nie powinniśmy robić. Rozumiemy niestosowność takiej argumentacji.

Do integralnego spojrzenia – w perspektywie historycznej – na proces dojrzewania katolickiego kultu, można bez obawy błędu zastosować słowa św. Pawła: „omnia autem probate, quod bonum est tenete” „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie!” (1 Tes 5, 21). W tej perspektywie umieszcza się katolicka reguła, którą klarownie wyartykułował nasz Ojciec Święty Benedykt XVI w Liście do Biskupów z dnia 7 lipca 2007 roku: „To, co przez poprzednie pokolenia było święte, również dla nas pozostaje święte i wielkie, i nie może być nagle całkowicie zabronione albo potraktowane jako szkodliwe”.

W tej problematyce jest jeden wątek szczegółowy, który możemy sformułować w formie pytania: czy nasze rozpoznanie początków i źródeł jest adekwatne, poprawne, zgodne za stanem faktycznym, zgodne z prawdą?

W tym kontekście weźmy pod uwagę jeden aspekt: kierunek modlitwy liturgicznej oraz usytuowanie celebransa względem wspólnoty. Środowiska lubujące się w „ucztowaniu”, w których wymóg wzajemnego patrzenia na siebie celebransa i wspólnoty jest traktowany jako najświętszy i nieusuwalny dogmat, z zapałem powołują się na początki, na źródła. Ale tu właśnie pojawia się problem metodologiczny: czy to powoływanie się jest adekwatne, poprawne, zgodne ze stanem faktycznym, zgodne z prawdą?

Oto co na ten temat pisał Louis Bouyer:

„Pomysł, iż celebracja Mszy św. versus populum jest formą pierwotną, a w sposób szczególny formą Ostatniej Wieczerzy, polega po prostu na błędnym wyobrażeniu starożytnej chrześcijańskiej bądź niechrześcijańskiej uczty. W czasach wczesnego chrześcijaństwa przewodzący uczcie nigdy nie zajmował miejsca naprzeciw innych uczestników. Wszyscy siedzieli lub leżeli po wypukłej stronie stołu w kształcie sigmy lub też podkowy [...]. Nigdzie w chrześcijańskiej starożytności nie mogła pojawić się myśl, że przewodzący uczcie powinien zajmować miejsce versus populum. Wspólnotowy charakter posiłku był podkreślony właśnie przez porządek przeciwny, czyli fakt, że wszyscy uczestnicy znajdowali się po tej samej stronie stołu” (Louis Bouyer, cyt. za: Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

Ważny szczegół. Kwestia uczciwości metodologicznej. Nieodzownej!

Niestosowności w liturgii (6):
Smętne pięć lat oporu, bojkotu, sabotażu


Dwa epokowe dokumenty naszego Ojca Świętego Benedykta XVI!

Dzisiaj mija piąta rocznica ogłoszenia motu proprio Summorum PontificumLINK.

Dzisiaj mija piąta rocznica ogłoszenia Listu do BiskupówLINK.

Lektura obowiązkowa dla każdego katolika – duchownego i świeckiego!

Dokumenty dotyczą wielkodusznej, szerokiej koncesji Papieża i konkretnych uregulowań dotyczących najdoskonalszego aktu kultu, jakim jest Msza Święta w rycie trydenckim.

Mądrzy ludzie wskażą na pozytywne aspekty recepcji tych epokowych dokumentów. Jest ich niemało.

Osobiście pozwolę sobie umieścić tę poblematykę w ramach cyklu Niestosowności w liturgii, wydobywając aspekty problematyczne – aktualne, niestety.

Z ostatnich miesięcy i tygodni mamy wiadomości smętne: niektórzy z polskich biskupów, wbrew zaleceniom Ojca Świętego Benedykta XVI, zakazują odprawiania Mszy Świętej w rycie trydenckim. Zakazują!

Jeśli chodzi o recepcję dwóch papieskich epokowych dokumentów niestosowności przejawiają się na różne sposoby. Mamy oto m. in.:

- milczenie na temat dwóch wyżej wymienionych epokowych dokumentów,

- ignorowanie tej tematyki w duszpasterstwie Kościoła,

- całkowite (lub prawie całkowite) pomijanie milczeniem tej tematyki przez media, które określają siebie jako katolickie (?),

- nieodpowiedzialne wypowiedzi na ten temat,

- nieuczciwe wypowiedzi w optyce establishmentowej poprawności, z pominięciem rzetelnego merytorycznego wglądu w tematykę,

- wyznawanie fałszywego dogmatu „nowe jest lepsze” (w przypadku rytów mszalnych fałsz tego „dogmatu” wyjątkowo zgrzyta),

- dezaprobata (w różnej formie – subtelnej bądź bezczelnej) wyrażana wobec kapłanów, którzy na ten temat mówią publicznie,

- dezaprobata (w różnej formie – subtelnej bądź bezczelnej) wyrażana wobec kapłanów, którzy celebrują Mszę Świętą w rycie trydenckim,

- dezaprobata (w różnej formie – subtelnej bądź bezczelnej) wyrażana wobec wiernych, którzy kompetentnie wypowiadają się na ten temat,

- dezaprobata (w różnej formie – subtelnej bądź bezczelnej) wyrażana wobec wiernych, którzy proszą o celebrację Mszy Świętej w rycie trydenckim,

- traktowanie celebracji Mszy Świętej w rycie trydenckim jako zła koniecznego i proponowanie niewygodnych godzin i miejsc na jej celebrowanie,

- uzurpacyjny zakaz celebrowania Mszy Świętej w rycie trydenckim,

- wygórowane wymogi (ponad te określone przez Ojca Świętego), od których spełnienia uzależnia się zgodę na celebrację,

- opór,

- bojkot,

- sabotaż,

- fałszywe publiczne deklaracje werbalne o jedności z Papieżem przy jednoczesnym nieposłuszeństwie, oporze, bojkotowaniu i sabotowaniu Jego zaleceń.

Oto smętne realia. Sytuacja, w jakiej znajduje się dzisiaj nasz Ojciec Święty Benedykt XVI budzi najwyższe zdumienie, niepokój i niezgodę: tak być nie może! Problem dotyczy przecież najdoskonalszego aktu kultu, dzięki któremu kształtowały się rzesze Świętych i rzesze uczciwych katolików, pokolenia, które poprzedziły nas, także na polskiej ziemi. Pytamy dzisiaj: „«Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?» Odpowiedział im: «Nieprzyjazny człowiek to sprawił»” [Mt 13, 27-28]. Chwast niechęci i pogardy dla Tradycji posiał nieprzyjazny człowiek!

To, że ktoś grzmi publicznie i solennie do mikrofonu o swojej solidarności z Ojcem Świętym Benedyktem XVI, to jeszcze nie znaczy, że de facto tak działa.

Pierwszym liturgiem Kościoła jest każdorazowy prawowity następca św. Piotra.

Pierwszym nauczycielem wiary w Kościele jest każdorazowy prawowity następca św. Piotra.

Pierwszym prawodawcą w Kościele jest każdorazowy prawowity następca św. Piotra.

Można sobie wyobrazić uprawniony opór, bojkot i sabotowanie takich rozporządzeń papieża, które zaprzeczałyby Tradycji, czyli wierze katolickiej.

Natomiast opór, bojkotowanie i sabotowanie rozporządzeń papieża będących wprost na linii wierności Tradycji jest działaniem antyeklezjalnym, idącym w kierunku heretyckiej separacji od Stolicy Apostolskiej. Robi się nieciekawie, destrukcyjnie, dziwnie i niebezpiecznie.

Konstruktywna konkluzja lapidarna – na czasy pomieszania powszechnego:

Podejmując, w posłuszeństwie Tradycji i naszemu Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI, wszelkie godziwe starania, aby w Kościele – w diecezjach, parafiach, wspólnotach – rozkwitała codzienna praktyka liturgii Mszy Świętej celebrowanej w rycie trydenckim na chwałę Boga w Trójcy Jedynego, przyczyniamy się do ocalenia i przekazania następnym pokoleniom czystej katolickiej wiary, katolickiego rozumienia Mszy Świętej jako Ofiary i jako najdoskonalszego aktu kultu. Wyborna i zaszczytna służba eklezjalna! Możliwa. Nagląca!

Niestosowności w liturgii (7):
satanistyczny gest


„dicentes ligno: «Pater meus es tu» et lapidi: «Tu me genuisti».

Verterunt ad me tergum et non faciem”.

„Ci, którzy mówią do drzewa: «Ty jesteś moim ojcem»,

a do kamienia: «Ty mnie zrodziłeś»,

do Mnie zaś obracają się plecami a nie twarzą”

(Jr 2, 27).


Bezczelnie szybko, nachalnie i bezproblemowo znalazł sobie drogę do polskich kościołów i kaplic satanistyczny gest: wypinanie się tyłem do Pana Jezusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Takie zachowanie nie ma precedensu w historii Kościoła! Rozpowszechnia się gest kłaniania się do drzewa i do kamienia (pomijamy tutaj kwestię uprawnionych i należnych znaków rewerencji wobec konsekrowanego ołtarza z relikwiami, np. przez ucałowanie, co Kościół czyni od wieków).

Pan Jezus mówi prawdę: „Et ecce ego vobiscum sum omnibus diebus usque ad consummationem saeculi” „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20).

To słowo realizuje się w sposób najpełniejszy i najzupełniejszy w Najświętszym Sakramencie. Transsubstantiatio – przeistoczenie – podczas Mszy Świętej to istotowa przemiana: nie ma już chleba i wina, jest Ciało i Krew Chrystusa obecne vere, realiter, substantialiter – prawdziwie, rzeczywiście, substancjalnie.

Kościół zawsze otaczał najwyższym szacunkiem i czcią Eucharystię, Ciało i Krew Chrystusa. Już sama nazwa Sanctissimum Sacramentum – Najświętszy (!) Sakrament – odzwierciedla obiektywną rzeczywistość: hic est Deus – tutaj jest Bóg. Stąd Najświętszemu Sakramentowi oddawana jest cześć boska, najwyższy kult: cultus latriae.

Jednym z istotnych i integralnych elementów kultu jest zwrócenie się w kierunku Pana Jezusa, postawa klęcząca i przyklęknięcie – pełne szacunku, pokory, uniżenia przed majestatem Boga skrytym w Hostii tej. Klęczymy w momencie przeistoczenia, klęczymy przyjmując Komunię Świętą, klęczymy podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu, podczas adoracji wspólnej i prywatnej, przyklękamy kiedy wchodzimy do kościoła, przyklękamy kiedy wychodzimy z kościoła, przyklękamy kiedy przechodzimy przez środek kościoła.

Tu oto jesteśmy w samym centrum Kościoła. Tu oto jesteśmy w samym centrum spraw Kościoła. Tu oto jesteśmy w samym centrum życia Kościoła jako wspólnoty kultu, adoracji i czci wobec Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Króla.

I oto w tę delikatną dziedzinę, w tę centralną dziedzinę życia Kościoła wpływowe środowiska w ostatnich kilkudziesięciu latach nachalnie i bezczelnie wprowadziły zamęt i doprowadziły do umniejszenia czci wobec Pana Jezusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Ten destrukcyjny proces trwa nadal w najlepsze i wiele wskazuje na to, że jeśli nie postawimy uprawnionego katolickiego oporu – za wzorem Świętych! – staniemy się współwinni umiejszenia czci wobec Pana Jezusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Straszliwy grzech przeciwko czci Bożej! Destrukcja Kościoła. Destrukcja wiary katolickiej.

Ks. prałat Nicola Bux w niedawnym wywiadzie mówił: „W liturgii stracono wymiar wertykalny, podobnie zresztą, jak w etyce czy życiu społecznym. A zatem liturgia przestała być rozumiana jako prawo Boga do bycia czczonym tak, jak On sam to ustalił. I stała się naszą uzurpacją do swobodnego tworzenia kultu i sprawowania go według naszych zwyczajów. Jak mówił prorok Izajasz: zamieniliście mój kult na własny, sklecony z waszych zwyczajów. Liturgia stała się – jak pisał Papież, kiedy był jeszcze teologiem-kardynałem – swoistą formą rozrywki, spędzania wolnego czasu. (…)

Wielu pojęło reformę jako rewolucję. Czyli wszystko wywracamy do góry nogami, w centrum liturgii stawiamy człowieka zamiast Boga, człowieka ze swymi uzurpacjami, pragnieniami, a także z jego – trzeba to powiedzieć – nieodpartą wolą dominacji, zapominając przy tym, że główną postacią w liturgii jest kto inny: nasz Pan, Bóg. (…)

Tabernakulum, na co żali się wielu świeckich, chowa się do kąta, że nie można go w ogóle znaleźć, a w miejscu centralnym stawia się tron dla kapłana. Na to Sobór nigdy nie pozwolił. Doszło do tego na zasadzie stopniowych ustępstw: najpierw usunęliśmy z centralnego miejsca Pana Boga w Najświętszym Sakramencie, a Jego miejsce zajęliśmy my, duchowni. I to w okresie, gdy my, kapłani, nie mamy się czym chwalić. Będzie lepiej, jeśli pozostaniemy z boku, jak słudzy” (RV).

Staliśmy się ateistami. Staliśmy się religijnymi egoistami. Ważniejsze dla nas jest nasze „ja”, nasze wspólnoty, nasze ucztowanie, nasze świętowanie, nasze sprawy, nasze prawa, nasze powodzenie, nasze inicjatywy, nasze przedsięwzięcia, nasze pomysły, nasze przepisy i przepisiki, nasze ustalenia, nasze struktury, nasze środowiska, nasz dobrobyt, nasza ekologia, nasze bezpieczeństwo i co tam jeszcze. Sprawa czci wobec Pana Jezusa jest dzisiaj w Kościele marginalna! Człowiek i jego sprawy są nadmuchane do niebotycznych rozmiarów (o czym można się przekonać obserwując niektóre „celebracje” – czy jeszcze katolickie?), a cześć wobec Pana Jezusa utajonego w Najświętszym Sakramencie jest nieobecna lub zdawkowa, bądź traktowana skrajnie marginalnie. Bluźnierstwo i nadmuchana pycha!

W tym kontekście wskażmy tylko na jeden grzech umniejszenia czci wobec Pana Jezusa. Chodzi o zaprzestanie lub sprowadzenie do minimum praktyki klękania i przyklękania przed Najświętszym Sakramentem. Co gorsza: wypinanie się tyłem do Pana Jezusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Tak się dzieje w Polsce w coraz większej ilości parafii! Ideologów nie brakuje – z mądrą miną bezczelnie indoktrynują wiernych, że tak powinno być. Nikt nie protestuje! Tak się ateizuje dzieci, młodzież, lektorów, ministrantów, wiernych. Antyduszpasterstwo! Prosta droga do ateizmu, do wykasowania powołań kapłańskich, do pustych kościołów.

W większości kościołów katolickich Tabernaculum jest umieszczone w centralnym miejscu, na środku, jako istotny element ołtarza, dobrze widoczne już przy wejściu do kościoła. Wieczna lampka – żywy, podtrzymywany z troską ogień! – przypomina o obecności Pana Jezusa i zagrzewa do oddawania Mu czci, do adoracji, do uniżenia się, do ugięcia kolan. Żaden człowiek choćby trochę wierzący, żaden człowiek o używalności rozumu nie będzie odwracał się tyłem bądź wypinał się tyłem do Pana Jezusa utajonego w Najświętszym Sakramencie.

W kościołach katolickich po Soborze Watykańskim II postawiono stoły, błędnie nazywane ołtarzami soborowymi. Błędnie, ponieważ sam Sobór ani w żadnym dokumencie, ani w żadnym sformułowaniu nie nakazywał, ani nawet nie sugerował odwracania kapłana tyłem do Pana Jezusa i stawiania stołów versus populum. Klasyczny układ pięknie ocalał w jasnogórskiej kaplicy!

Weźmy teraz sytuację praktyczną. Czas poza Mszą Świętą albo w czasie Liturgii Słowa podczas Mszy Świętej. Ktoś ze służby liturgicznej (ministrant, lektor) ma przejść z jednej strony prezbiterium na drugą. Idąc przez prezbiterium, ma po drodze Tabernaculum po jednej stronie a stół posoborowy po drugiej. Powszechnie wprowadzaną i obowiązującą podczas Mszy Świętej modą staje się totalne ignorowanie Tabernaculum, w którym stale jest obecny Pan Jezus, a kłanianie się stołowi posoborowemu i ludziom. I oto mamy sytuację taką: kłaniając się stołowi posoborowemu jednocześnie wypina się tyłem do Tabernaculum, do Najświętszego Sakramentu. Satanistyczny gest! Czy nikt tego nie widzi?

Niedawno nasz Ojciec Święty Benedykt XVI przypomniał o Tabernaculum, przypomniał, że „w kościołach miejscem najświętszym jest to, w którym przechowuje się Eucharystię” (RV).

Pan Jezus na czas Mszy Świętej nie ulatnia się z Tabernaculum. I nie ma żadnego konfliktu obecności, o którym perorowali niektórzy liturgiści. Transsubstancjacja (przeistoczenie), która zachodzi podczas celebracji liturgicznej (actio), nie stoi w żadnym konflikcie z trwałą obecnością Pana Jezusa w Tabernaculum. Jakiż tu mógłby być konflikt? Przez wieki Kościół celebrował Mszę Świętą na ołtarzach, na których na stałe było umieszczone Tabernaculum. Tak się nadal dzieje, gdzieniegdzie. Przez wieki Kościół celebrował niektóre uroczyste Msze Święte przed wystawionym Najświętszym Sakramentem coram Sanctissimo. Nie było tu żadnego konfliktu obecności.

Gesty uszanowania, czci, pokory, uniżenia – do kogo przede wszystkim, do kogo najpierw, do kogo nieodzownie chcemy je kierować? Ołtarz czy stół posoborowy, z drewna bądź z kamienia, jest tylko przedmiotem. W Tabernaculum jest żywa OSOBA – NASZ PAN JEZUS CHRYSTUS. BÓG!

Dokąd więc chcemy kierować wyrazy najwyższego szacunku, czci, uniżenia?

Czy można pomyśleć, żeby człowiek mający choć odrobinę wiary i używalności rozumu do Pana Jezusa wypinał się tyłem?

Obyśmy nie należeli do tych, o których Słowo Boże mówi:

„Et non audierunt nec inclinaverunt aurem suam, sed abierunt in voluntatibus et in pravitate cordis sui mali factique sunt retrorsum et non in ante”.

„Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli według zatwardziałości swego przewrotnego serca; odwrócili się plecami, a nie twarzą” (Jr 7, 24).

Czas się obudzić. Czas budzić innych. Największym skarbem Kościoła jest Pan Jezus utajony w Najświętszym Sakramencie. Nie ma w Kościele ważniejszej sprawy, niż najwyższa troska o godne uczczenie Pana Jezusa utajonego w Najświętszym Sakramencie.

„A kto się przejmuje Jego losem?” [Iz 53, 8].

Niestosowności w liturgii [8]:
Wyrzucony Krzyż


Nie jest trudno mówić o zewnętrznych siłach wrogich Kościołowi. Jeśli przeakcentuje się takie widzenie, grozi nam pominięcie najistotniejszych sił wrogich Kościołowi. A są nimi te, które rujnują Kościół od środka.

Papież św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis pisał:

„zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. Będziemy więc mówić, Czcigodni Bracia, nie o niekatolikach, lecz o wielu z liczby katolików świeckich, oraz – co jest boleśniejsze – o wielu z grona samych kapłanów, którzy wiedzeni pozorną miłością do Kościoła, pozbawieni silnej podstawy filozoficznej i teologicznej, przepojeni natomiast do gruntu zatrutymi doktrynami, głoszonymi przez wrogów Kościoła, zarozumiale siebie mienią odnowicielami tego Kościoła”.

Centralnym problemem Kościoła jest błąd i grzech.

Centralnym problemem Kościoła jest zdrada Prawdy i zdrada łaski.

Centralnym problemem Kościoła jest herezja i grzech.

Centralnym problemem Kościoła jest zdrada Słowa Bożego i Tradycji.

Centralnym problemem Kościoła jest zdrada Chrystusa.

Drogą Kościoła jest Prawda i łaska.

Drogą Kościoła jest wierność Prawdzie i łasce.

Drogą Kościoła odrzucenie herezji i grzechu.

Drogą Kościoła jest wierność Słowu Bożemu i Tradycji.

Drogą Kościoła jest wierność Chrystusowi.

Drogą Kościoła jest Chrystus – ukrzyżowany i zmartwychwstały!

Oto jak przenikliwie żalił się Panu Jezusowi Kard. Ratzinger w Wielki Piątek 2005 roku:

„Co mówi nam trzeci upadek Jezusa

pod ciężarem krzyża?

Może nasuwać myśli o upadku wszystkich ludzi,

o oddaleniu się od Chrystusa wielu chrześcijan,

zdających się na sekularyzm bez Boga.

Czy jednak nie powinniśmy myśleć także o tym,

ile Chrystus musi wycierpieć w swoim Kościele?

Ileż razy nadużywa się sakramentu Jego obecności,

jak często wchodzi On w puste i niegodziwe serca!

Ileż razy czcimy samych siebie,

nie biorąc Go nawet pod uwagę!

Ileż razy Jego słowo

jest wypaczane i nadużywane!

Jak mało wiary jest w licznych teoriach,

ileż pustych słów!

Ile brudu jest w Kościele,

i to właśnie wśród tych,

którzy poprzez kapłaństwo

powinni należeć całkowicie do Niego!

Ileż pychy i samouwielbienia!

Jak mało cenimy sobie sakrament pojednania,

w którym On czeka, by nas podźwignąć z upadków!

To wszystko jest obecne w Jego męce.

Zdrada uczniów,

niegodne przyjmowanie Jego Ciała i Krwi

jest z pewnością największym bólem,

który przeszywa serce Zbawiciela.

Nie pozostaje nam nic innego,

jak z głębi duszy wołać do Niego

Kyrie, eleison — Panie, ratuj! (por. Mt 8, 25).

Panie, tak często Twój Kościół

przypomina tonącą łódź,

łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron.

Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża.

Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła.

Ale to my sami je zbrukaliśmy!

To my zdradzamy Cię za każdym razem,

po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach.

Zmiłuj się nad Twoim Kościołem:

także w nim Adam ciągle na nowo upada.

Naszym upadkiem powalamy Cię na ziemię.

A szatan śmieje się szyderczo z nadzieją,

że nie zdołasz podnieść się więcej z tego upadku.

Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła,

będziesz leżał na ziemi, pokonany.

Ty jednak podniesiesz się.

Podniosłeś się, zmartwychwstałeś

i możesz podźwignąć także nas.

Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół.

Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich”.

Jednym z przejawów błędu i grzechu jest wyrzucenie Krzyża z centralnego miejsca ołtarza, na którym składana jest Najświętsza Ofiara.

Od wieków Krzyż towarzyszył Mszy Świętej. Nasz Papież Benedykt XVI, wierny temu zwyczajowi, stawia Krzyż w samym centrum ołtarza, na środku, pasyjką w stronę celebransa.

Niestety, w tej kwestii, jak i w wielu innych, nasz Ojciec Święty pozostaje sam! Co się stało? Dlaczego Ojciec Święty pozostaje sam? Dlaczego wyrzuciliśmy Krzyż z centralnego miejsca ołtarza? Dlaczego nie chcemy, aby Krzyż tam powrócił?

Ileż wykrzywień! Krzyż wieszany jest na ścianach, nad drzwiami zakrystii, stawiany jest z boku, z tyłu, poza ołtarzem, a jeśli już na ołtarzu to z boku, bokiem, a jeśli już na środku ołtarza to pasyjką w stronę ludzi. Wszystko, byle tylko nie tak, jak być powinno. Wszystko, byle tylko nie tak, jak wzór daje nam Ojciec Święty Benedykt XVI. Jak to się dzieje, że kapłan katolicki celebrując Ofiarę Mszy Świętej nie chce mieć przed oczami wizerunku Chrystusa Ukrzyżowanego?

Ileż problemów z Krzyżem! Kapłani, którzy bez ubocznych motywacji chcą naśladować Ojca Świętego w aranżacji ołtarza, stawiając Krzyż w centrum, pasyjką w stronę celebransa, są dyskryminowani, pouczani, dyscyplinowani, marginalizowani, wprost zakazuje się im stawiania Krzyża na środku ołtarza, zakazuje się im odprawiania Mszy Świętej w funkcji głównego celebransa (permanentny przymus koncelebry!), zarzuca się im nieposłuszeństwo i inne niestosowności.

Niesłychaną zuchwałością jest usunięcie Krzyża z centralnego miejsca ołtarza. Do czegośmy doszli? Jakiż w ogóle może być problem z Krzyżem? Dla kogo to jest problem? Dlaczego to jest problem?

Wyartykułujmy to klarownie:

Kapłani, którzy bez ubocznych motywacji chcąc naśladować Ojca Świętego w aranżacji ołtarza, stawiają Krzyż w centrum, pasyjką w stronę celebransa, pełnią dzisiaj wybitną rolę eklezjalną: ocalają czystą katolicką wiarę, ocalają katolickie rozumienie Mszy Świętej jako Ofiary, ocalają jedność z następcą św. Piotra w najświętszej aktywności Kościoła – w świętej liturgii. Bezcenna służba. Bezcenna jedność. Bezcenne posłuszeństwo pierwszemu Liturgowi Kościoła.

A postawienie Krzyża w centrum ołtarza nie jest problemem. Jest przywilejem!

Liturgia jest dzisiaj w wielu wydaniach i wielu środowiskach rewią samouwielbienia przed ołtarzem Pańskim. Staje się aktem antropocentrycznym. „Najświętszą” regułą staje nieusuwalny wymóg wzajemnego patrzenia na siebie kapłana i wiernych. Jak się mówi tu i tam: liturgia jest dla człowieka. Stąd niedorzeczne – bo ignorujące teocentryczne zorientowanie liturgii – określenia: celebrowanie do ściany, odprawianie tyłem do ludzi, Krzyż przeszkadza.

„Tak naprawdę doszło tutaj do klerykalizacji, której wcześniej w tym miejscu nigdy nie było. Kapłan – jako przewodniczący liturgii (jak się go teraz chętnie nazywa) – staje się teraz właściwym punktem odniesienia dla całości. Wszystko zależy od niego. To jego trzeba widzieć, to w jego działaniu brać udział, jemu odpowiadać – to jego kreatywność podtrzymuje całość. W sposób uzasadniony podejmowana jest próba zredukowania tej dopiero co powołanej do życia roli poprzez rozdzielenie różnorodnych czynności i powierzenie «twórczego» opracowania liturgii grupom wiernych przygotowujących nabożeństwo, które powinny, a przede wszystkim chcą «włączyć siebie» w przebieg Mszy. Coraz mniej widać tu Boga, coraz ważniejsze staje się to, co czynią ludzie, którzy spotykają się tutaj i którzy wcale nie chcą się już poddać «danemu z góry schematowi». Zwrócenie się kapłana czyni ze wspólnoty zamknięty krąg. Wspólnota w swoim kształcie nie jest już otwarta ani do przodu, ani do góry, lecz zamyka się w sobie samej. Wspólne zwrócenie na Wschód nie oznaczało ani tego, że «celebruje się do ściany», ani tego, że kapłan «odwraca się plecami do ludu» (nie był on po prostu uważany za aż tak ważnego). Albowiem tak jak w synagodze wspólnie patrzono w stronę Jerozolimy, tak i tutaj wspólnie patrzy się «na Pana». Jak wyraził to J. A. Jungmann, jeden z ojców Konstytucji o Liturgii Świętej Soboru Watykańskiego II, chodziło raczej o ten sam kierunek zwrócenia się kapłana i ludu, którzy wiedzieli, iż wspólnie zmierzają do Pana. Nie zamykają się w kręgu, nie przyglądają się sobie wzajemnie, lecz jako wędrujący lud Boży kierują się na Wschód, w stronę Chrystusa, który wychodzi nam naprzeciw” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

Nasz Ojciec Święty Benedykt XVI, daje dzisiaj Kościołowi, w czasach pomieszania powszechnego, remedium na poważny problem zagubionej orientacji. Rozwiązaniem jest Krzyż umiejscowiony w samym centrum ołtarza, pasyjką w stronę celebransa. Tak wygląda ołtarz podczas liturgii celebrowanych przez Papieża Benedykta XVI. Wzór i przykład dla całego Kościoła. Te kwestię w sposób klarowny przedstawił jeszcze jako kardynał. Pisał:

„Ważniejsze jest tu jednakże zastrzeżenie praktyczne. Czy mamy więc teraz wszystko na nowo przestawiać? Nic nie jest przecież tak szkodliwe dla liturgii, jak właśnie ciągłe jej «robienie», nawet jeśli wydaje się, że chodzi tu o rzeczywistą odnowę. Wyjście dostrzegam tu w sugestii Erika Petersona. Kierunek wschodni był łączony, jak już słyszeliśmy, ze «znakiem Syna Bożego», z krzyżem, z powtórnym przyjściem Chrystusa. Tym samym Wschód był od początków związany ze znakiem krzyża. Tam, gdzie wspólne zwrócenie się na Wschód nie jest możliwe, tam jako Wschód duchowy służyć może krzyż. Powinien on stać na środku ołtarza oraz być punktem skupiającym wzrok kapłana i modlącego się zgromadzenia. W ten sposób postępujemy zgodnie z dawnym wezwaniem do modlitwy, znajdującym się na progu Eucharystii: Conversi ad Dominum – zwróćcie się do Pana. Patrzymy zatem wspólnie na Tego, który reprezentuje nas przed Ojcem i zamyka nas w swoich ramionach, na Tego, który czyni nas żywą świątynią. Do prawdziwie absurdalnych zjawisk ostatnich dziesięcioleci zaliczam fakt, że krzyż jest odstawiany na bok, aby nie zasłaniał kapłana. Czy krzyż przeszkadza Eucharystii? Czy kapłan jest ważniejszy od Chrystusa? Ten błąd należy naprawić możliwie jak najszybciej; da się to zrobić bez konieczności ponownych przebudowań. Punktem odniesienia jest Pan. Jest On wschodzącym Słońcem historii. Można zatem wybrać krzyż przedstawiający Mękę, uobecniający Cierpiącego, który za nas pozwala przebić swój bok, z którego wypływa krew i woda – Eucharystia i chrzest, bądź też krzyż Chrystusa tryumfującego, który wyraża myśl o Powtórnym Przyjściu i na nie kieruje spojrzenie. Zawsze jest to bowiem «Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki» (Hbr 13, 8)” (Duch liturgii) (podkr. J.B.).

W kontekście powyższego postawmy pytania poważne:

Czym uzasadnić powszechne i pospieszne usunięcie Krzyża z centrum ołtarza?

Czym uzasadnić powszechne – także w Polsce – opór, niechęć, bunt i agresję przeciwko umiejscowieniu Krzyża w centrum ołtarza?

Czym uzasadnić powszechny i uparty – także w Polsce – bojkot i ignorowanie pierwszego Liturga, jakim aktualnie jest nasz Ojciec Święty Benedykt XVI?

Czym uzasadnić dyscyplinowanie, pacyfikowanie, dezawuowanie i karanie (łącznie z pozbawianiem możliwości odprawiania Mszy Świętej w funkcji głównego celebransa; permanentny przymus koncelebry!) kapłanów, którzy – także w Polsce – bez ubocznych motywacji pragną naśladować pierwszego Liturga Kościoła?

Konstruktywna konkluzja lapidarna – na czasy pomieszania powszechnego:

Podejmując, w posłuszeństwie Tradycji i naszemu Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI, wszelkie godziwe starania, aby w Kościele – w diecezjach, parafiach, wspólnotach – Krzyż powrócił na centralne miejsce ołtarza, przyczyniamy się do ocalenia i przekazania następnym pokoleniom czystej katolickiej wiary, katolickiego rozumienia Mszy Świętej jako Ofiary, katolickiego zorientowania akcji liturgicznej versus Deum. Ku Bogu!

Źródła:

sacerdoshyacinthus.wordpress.com/…/niestosownosci-…
sacerdoshyacinthus.wordpress.com/…/niestosownosci-…
sacerdoshyacinthus.wordpress.com/…/niestosownosci-…
sacerdoshyacinthus.wordpress.com/…/niestosownosci-…
sacerdoshyacinthus.wordpress.com/…/niestosownosci-…
sacerdoshyacinthus.wordpress.com/…/niestosownosci-…
sacerdoshyacinthus.wordpress.com/…/niestosownosci-…
sacerdoshyacinthus.com/…/niestosownosci-…