Wyświetlenia73
EON
1

Anna Wazówna – królewna lekarka

© prawy.pl

Ktokolwiek odwiedzi kościół NMP w Toruniu, ujrzy w prezbiterium bogato zdobiony sarkofag z leżącą figurą kobiety, wykutą w białym alabastrze. To grobowiec niezwykłej niewiasty z królewskiego rodu. Kim była, że oddano jej szczątkom tak poczesne miejsce?
Odeszła z tego świata w mroźny lutowy dzień 1625r. na brodnickim zamku. Opłakiwał ją nie tylko sam polski król oraz jej dwór, ale też okoliczna ludność. Anna Wazówna, królewna szwedzka, siostra Zygmunta III Wazy była bowiem kobietą nietuzinkową. Urodziła się w 1568 r.ze związku władcy Szwecji Jana z Katarzyną, córką Bony i Zygmunta Starego. Do Polski przybyła w 1587 r. wraz z bratem powołanym na polski tron. I choć spędziła na wawelskim dworze kilkanaście lat, żyjąc w wielkiej przyjaźni ze swoją ciotką Anną Jagiellonką, siostrą Zygmunta Augusta, późniejszą żoną króla Batorego, to nie dworskie obowiązki były tym, co ją pociągało. Nie wyszła też za mąż, mimo że brat kilkakroć podejmował próby znalezienia odpowiedniego kandydata do jej ręki.
Jak na tamte czasy, Wazówna była kobietą wybitnie wykształconą. Znała kilka języków. Oprócz szwedzkiego i polskiego także niemiecki, łacinę i francuski. Fascynowała ją nauka, głównie przyroda. Toteż gdy w 1604 r. Zygmunt nadał jej starostwo w Brodnicy, a potem w Golubiu Dobrzeniu, opuściła bez żalu Kraków i przeniosła do swych nowych posiadłości. Z energią przystąpiła do pracy, oddając się badaniom przyrodniczo-medycznym. Wiedzę tę praktykowała w ogrodzie botanicznym założonym przy golubskim zamku. Uprawiała w nim wiele ziół leczniczych, z których sporządzała leki niosące ukojenie chorym nie tylko z jej bliskiego otoczenia, ale i z całej okolicy. Oddaje to inskrypcja na jej pośmiertnym sarkofagu w Brodnicy: „ Apteka dla chorych”.
Królewna Anna dbała o kształcenie nie tylko swoich dwórek ale i dziewcząt z ludu, co jak na owe czasy było rzadkością.Zabiegała też o wyższy poziom życia poddanych, za co otaczano ją wielkim szacunkiem,podziwiając za dobroczynność i poświęcenie dla innych. Wyraził to dobitnie jeden z dawnych profesorów Gimnazjum Akademickiego w Toruniu, pisząc: „Tu zioła lecznicze stały otworem dla chorego, żywność dla głodnego…Mała izba, składnica środków leczniczych, każdy zapas żywności – były publiczne…” (cyt. za znakomitą pracą dr Alicji Saar-Kozłowskiej „Infantka Szwecji i Polski Anna Wazówna. Legenda i rzeczywistość”, 1995 r.).
Przez wiele lat życia Anna zmagała się z własnymi chorobami. Gdy w 1995 r. dokonano badań jej szczątków złożonych w kościele NMP w Toruniu, okazało się, że cierpiała na ciężką wrodzoną wadę kręgosłupa, co wg. specjalistów musiało powodować ogromne bóle. Niestety, ten rodzaj schorzeń w tamtych czasach był nieuleczalny.
Pasje naukowe królewny nie ograniczały się do własnych badań i eksperymentów. Obserwowała również postępy czynione w tej dziedzinie przez innych, m.in. przez Szymona Syreniusza. Ten sławny w owym czasie profesor Akademii Krakowskiej i lekarz ludzi ubogich dokonał czegoś, co nie udało się przedtem nikomu. Przez dziesiątki lat wędrował po Europie i zbierał dane o roślinach leczniczych. Wiedzę zamknął w „Zielniku”, ogromnym dziele liczącym 1500 stron, bogato ilustrowanym rycinami przedstawiającymi setki ziół. Ale żeby mogło ono ujrzeć światło dzienne i służyć pomocą w leczeniu,niezbędne było wydanie drukiem, co wiązało się z gigantycznymi kosztami. Z pomocą finansową pospieszyła wówczas Wazówna, prawdopodobnie przeznaczając na ten cel część swoich sławnych klejnotów.„Zielnik”, pierwszą taką pracą w Europie, wydano w nakładzie 1 tys., do dziś zachowało się ok. 90 egzemplarzy.
Z życiem i śmiercią Wazówny łączy się sporo tajemnic i legend. Okoliczny lud, nie mogąc się pogodzić z jej odejściem opowiadał, że czuwa nad nimi nadal, przechadzając się po swych włościach pod postacią ducha.Wielką ciekawość budzi także sprawa klejnotów Anny.Te, które zdobiły jej trumienną suknię, zrabowali Szwedzi okupujący Brodnicę w 1629 r. Los pozostałych klejnotów z bogatej kolekcji nie jest znany.

Autor: Zuzanna Śliwa
Źródło: prawy.pl
Dziękuje za ten artykuł ,na dzisiejsze czasy potrzeba takich dobrych przykładów,należy się rozejrzeć a na pewno znajdziemy kogoś kto mądrze sie prowadzi.Znam starszą panią która do pięćdziesiątki paliła i piła jak smok (artystka) a potem odstawiła wszystko i żeby nie leczyć się na serce u lekarza to robiła sobie głodówki,dużo chodzenia pieszo i tak do dzisiaj sie trzyma,bez tabletek.Przypuszczam …Więcej
Dziękuje za ten artykuł ,na dzisiejsze czasy potrzeba takich dobrych przykładów,należy się rozejrzeć a na pewno znajdziemy kogoś kto mądrze sie prowadzi.Znam starszą panią która do pięćdziesiątki paliła i piła jak smok (artystka) a potem odstawiła wszystko i żeby nie leczyć się na serce u lekarza to robiła sobie głodówki,dużo chodzenia pieszo i tak do dzisiaj sie trzyma,bez tabletek.Przypuszczam że śmierć też będzie miała naturalną,w swoim czasie,bez tortur szpitalnych,tak jak dawniej mieli ludzie,wiedzieli kiedy przychodzi ten czas bo nie byli otumanieni prochami.Oczywiście ,lekarzy należy szanować i ich pomoc sobie cenić ale główną odpowiedzialność za zdrowie ponosimy sami i grzechem jest nie dbać o skarb jaki nam powierzono.W naturze , które zwierzę jest chore widać po zaniedbanym wyglądzie i osowiałym zachowaniu,zdrowe zawsze wygląda tak jak powinno wyglądać czyli przyjemnie dla oka.