언어
클릭 수
552
ŚW.FILOMENA

Andrea Bocelli: Talent mam od Boga



Już zdążył posiwieć, ale wciąż daje kilkanaście koncertów rocznie. Andrea Bocelli od lat dzieli się z nami swoim darem, który, jak otwarcie przyznaje, dostał od Boga.

We wrześniu 1999 r. łódzki Teatr Wielki pękał w szwach. Stało się tak nie tylko za sprawą osób na co dzień słuchających muzyki klasycznej, ale także dzięki obecności najbardziej znanych w tamtym czasie osobistości tzw. polskiego show-biznesu. Prawdziwą sensacją było jednak przybycie czołowych polityków. Prezes rządzącej wówczas AWS Marian Krzaklewski oraz szef SLD Leszek Miller niejako ponad podziałami przyjechali posłuchać wspaniałego głosu włoskiego tenora.

Najtańsze bilety kosztowały 1200 zł, najdroższe prawie 10 tys. zł. Dla tych, którzy nie mogli uczestniczyć w koncercie, przed teatrem wystawiono telebimy. Największą niespodzianką tego wieczoru było wyjście artysty na balkon. Bocelli postanowił zaśpiewać kilka utworów dla zgromadzonej na zewnątrz publiczności. Krzyczano: „Andrzejku, zaśpiewaj jeszcze!”, a do wielu domów zawitały wtedy sprzedawane po koncercie kasety magnetofonowe z największym przebojem artysty „Con te partirò”, znanym także pod tytułem „Time to say goodbye”.

Ten epizod sprzed lat chyba najlepiej wyjaśnia fenomen włoskiego tenora. Dzięki połączeniu operowego śpiewu i nowoczesnych aranżacji jego utwory podobają się nie tylko entuzjastom klasyki, ale wywołują radość na twarzach praktycznie wszystkich, którzy ich słuchają. Potwierdza to rekordowa liczba 80 mln egzemplarzy sprzedanych płyt i żywiołowe reakcje publiczności wszędzie tam, gdzie pojawia się skromny tenor z Toskanii.

Niebieskooki
– Mimo najlepszych chęci nie potrafię uwierzyć w to, co mnie spotyka. Być może kiedyś napiszę książkę o swoim życiu, przeznaczoną dla moich dzieci i wnuków – napisał w 1998 r. Bocelli w reakcji na kolejne zapełnione po brzegi sale koncertowe. Artysta dotrzymał słowa już rok później, wydając „Muzykę ciszy”. W książce, która dotarła do polskich czytelników dopiero w 2014 r., opisuje swoją historię, która zaczyna się od mocnego doświadczenia cierpienia.

Państwo Bocelli mieszkali w dużym domu w niewielkiej miejscowości La Stera.
Żyli na dość wysokim poziomie, zajmując się produkcją wina i sprzedażą maszyn rolniczych. Ich syn Andrea urodził się w 1958 r. – Miał piękne niebieskie oczy... Niedługo potem przyszedł zimny prysznic – wspominała pierwsze miesiące po jego przyjściu na świat matka artysty. Okazało się, że syn cierpi na obustronną jaskrę, która skazuje go na całkowitą ślepotę. Mama przyszłego tenora już w czasie ciąży wiedziała, że Andrea może być poważnie chory. Lekarze zalecali jej aborcję – kategorycznie odmówiła. Bocelli chętnie opowiada tę historię, podkreślając, jak ważna jest dzisiaj ochrona życia poczętego.

– Chciałem, by był to mój osobisty apel, który zaniesie nadzieję światu. Powtarzam go ciągle: mamy, które się wahacie, może jesteście w skomplikowanej sytuacji, przeżywacie dramat, ocalcie życie waszych dzieci! – mówił w wywiadzie, który ukazał się w „Gościu” w ubiegłym roku.

Mały Andrea bardzo szybko zaczął zdradzać zainteresowanie muzyką. Uspokajała go, kiedy był niemowlakiem, a gdy miał kilka lat, na dźwięk głosu śpiewaka Beniamina Giglego ogarniało go głębokie wzruszenie. Jego dzieciństwo było wypełnione wizytami u lekarzy i licznymi operacjami – to właśnie muzyka dawała mu nadzieję i chwile wytchnienia.Jako ociemniały uczęszczał do specjalnej szkoły z internatem. Rodzice zapisali go także na lekcje gry na fortepianie, a później na flecie, trąbce, saksofonie, gitarze i perkusji. Zamiłowanie do śpiewu pojawiło się trochę później za sprawą niani chłopca – dzięki Orianie Andrea poznał twórczość tenora Franco Corellego. Nie miał wątpliwości: w przyszłości na pewno zostanie śpiewakiem.
Kawiarniany talent show

Kiedy Bocelli miał 12 lat, w wyniku wylewu krwi do mózgu całkowicie stracił wzrok. Tym faktem najbardziej załamała się jego matka. – Nie mogła znieść myśli, że po tylu wyrzeczeniach, nadziejach jej syn skazany będzie na życie w ciemnościach – wspominał po latach Bocelli. On sam zaskoczył wszystkich: chcąc udowodnić rodzinie, że jest silny i odważny, szybko zdecydował się na wyjazd do szkoły w Bolonii, gdzie fachowcy mieli go nauczyć samodzielnego życia z niepełnosprawnością.

Nie rezygnował także z muzyki. Pierwsza okazja do występu na scenie pojawiła się jeszcze w tym samym roku, kiedy stracił wzrok. Wspólnie z rodziną odwiedzili krewnych w Lido di Camaiore, gdzie w kawiarni Margherita organizowano konkurs śpiewaczy. Wujek Franco, wiedząc o pasji małego Andrei, stwierdził, że chłopak musi wziąć w nim udział. Bocelli wybrał utwór „O campagnola bella” i niepewnym krokiem, dzięki pomocy rodziny, wszedł na scenę. Nikt nie spodziewał się tak mocnej i wibrującej barwy głosu. – Szczupłe nogi, drobne ciało i chuda szyja zupełnie nie pasowały do silnego głosu. Ten rażący kontrast wywołał niemal histeryczną reakcję widzów, którzy wznosili okrzyki podziwu – wspomina swój debiut Bocelli. Wygrał w cuglach ze starszymi i bardziej doświadczonymi śpiewakami.

Muzyka podtrzymywała go na duchu, ale w nowej szkole brakowało mu rodziny. Spotkał się też z odrzuceniem ze strony kolegów. Próbując się do nich zbliżyć, sięgnął po papierosy i alkohol, ale to nie pomogło. Wieczorami przepraszał Boga za ten grzech, był zrozpaczony. Rodzice załatwili mu więc prywatnego nauczyciela.

Wkrótce Andrea po raz kolejny zmienił szkołę i równolegle z nią rozpoczął studia muzyczne w Livorno. Radził sobie nieźle, ale w trzeciej klasie szkoły średniej stwierdził, że jako ślepy powinien udowodnić innym, że może wykonywać zawód wymagający nie tylko zdolności manualnych i dobrego słuchu. Za namową rodziców w 1980 r. rozpoczął studia prawnicze na uniwersytecie w Pizie. Wieczorami grał na pianinie w barach, a zarobione w ten sposób pieniądze inwestował w naukę śpiewu. Pragnienie poświęcenia całego życia muzyce powracało do niego jak bumerang.

Tenor w kosmosie
Skończył studia, w zasięgu ręki znalazła się kariera prokuratora. Ciągle jednak po godzinach śpiewał i grał, komponował piosenki. W Rzymie i Mediolanie próbował namówić firmy fonograficzne do nagrania płyty. Bezskutecznie. – Nabrałem przekonania, że na polu muzycznym nie można zrobić kariery opartej na uczciwości, talencie, pracy – wspomina swoje refleksje z tamtego czasu Bocelli.

Lata 90. przyniosły mu jednak więcej szczęścia. Piosenkarka oraz tzw. łowczyni talentów Caterina Caselli z wytwórni Sugar odkryła predyspozycje artysty i załatwiła mu kontrakt na nagranie pierwszej płyty. Najpierw jednak zaproszony przez popularnego Zucchero miał zarejestrować z nim je- den utwór. Legenda włoskiej piosenki, zachwycona efektem współpracy, wysłała taśmę samemu Pavarottiemu. Tenor był pod ogromnym wrażeniem głosu Bocellego i szybko postanowił dołączyć do dwójki muzyków. W ten sposób powstał przebój „Miserere”, który zapewnił toskańskiemu śpiewakowi rozgłos na całym świecie. Od tego momentu jego kariera nabrała tempa.

W 1994 r. Andrea Bocelli zadebiutował w operze „Makbet” Verdiego rolą Macduffa, a w konkursie głównym na festiwalu w San Remo piosenką „Il mare calmo della sera” odniósł zwycięstwo w kategorii debiutów. Wydał także swój pierwszy album, który pokrył się platyną, a w Boże Narodzenie w bazylice św. Piotra zaśpiewał przed Janem Pawłem II.

Prawdziwy boom na twórczość tenora nastąpił w 1995 r. za sprawą wspomnianego już „Con te partirò”. Śpiewak stał się popularny niemal na całym świecie. We Włoszech ochrzczono jego imieniem asteroidę, a w Singapurze rzadki okaz orchidei. Występował m.in. na gali wręczania Oscarów i przed finałem piłkarskiej Ligi Mistrzów. W Polsce był już kilka razy, a w sierpniu br. wystąpi w Szczecinie. W dobie mediów społecznościowych duże wrażenie robi także liczba polubień jego strony na Facebooku: włoski tenor ma prawie 4 mln fanów.

Andrea Bocelli odniósł ogromny sukces, ale w życiu osobistym przeżywał upadki, rozczarowania i zdrady. Po latach przyznaje, że nie był święty, ale nigdy nie miał wątpliwości co do tego, że w chwilach ciemności nadziei trzeba szukać w Bogu. – To jest mój fundament. Bez Boga życie byłoby niczym zapowiedziana tragedia dla nas wszystkich – mówił w rozmowie z „Gościem”.•

za: gosc.pl/doc/3659793.Talent-mam-od-Boga



_______________________________

PROSZĘ, PRZECZYTAJ:

LIST DO RODZICA NIEPEŁNOSPRAWNEGO DZIECKA! POLECAM !!!


To jest loteria, a tyś ją wygrała! Świadectwo matki syna z zespołem Downa