Language
Clicks
9.9k
m.rekinek

Nie potrzebujemy relacji z Jezusem !



Prośba teologa.

Kochani, pragnę podzielić się refleksją, która zrodziła się we mnie po rekolekcjach w Licheniu.

Nie potrzebujemy relacji z Jezusem


Moja przygoda z teologią trwa już prawie 30 lat. Rozpocząłem studia na Papieskim Wydziale Teologicznym w Poznaniu w 1987 roku. Pracę magisterską na seminarium z Pisma Świętego pisałem pod kierunkiem księdza profesora Jana Kantego Pytla. W dalszych latach zdobywałem kolejne stopnie naukowe. W czasie studiów wiele razy uczestniczyłem w rekolekcjach, jak również w systematycznych dniach skupieniach, proponowanych studentom. Od ponad 30 lat jesteśmy wraz z moją żoną Jolą we wspólnocie Domowy Kościół. Najpierw dosyć regularnie jeździliśmy na rekolekcje wakacyjne jako uczestnicy, a następnie już jako osoby prowadzące. Obecnie moja posługa w Kościele polega głównie na prowadzeniu rekolekcji oraz publikowaniu książek o tematyce małżeństwa, rodziny, wychowania, ojcostwa, męskości, cierpienia.

Od pewnego czasu, może od około 10 lat, obserwuję bardzo mnie niepokojące zjawisko, występujące w różnych formach przepowiadania, zarówno w czasie prowadzenia rekolekcji, jak i w głoszeniu homilii. Jest nim niezwykle intensywnie obecne słowo: relacje. Kilka tygodni temu uczestniczyliśmy w cztero - dniowych rekolekcjach dla małżeństw, prowadzonych przez jedną ze wspólnot charyzmatycznych, z udziałem niezwykle przeze mnie cenionego ugandyjskiego księdza Johna Bashoborę. W trakcie nauczania, głównie kiedy przemawiał i prowadził uwielbienie polski lider wspólnoty, słowo to wypowiedziane było niezliczoną ilość razy. Jako teolog biblista i pastoralista jestem tym faktem mocno zaniepokojony.

Wspomniałem wcześniej, że w przeszłości sam uczestniczyłem w dużej ilości rekolekcji głoszonych przez wyjątkowych teologów i wymienione słowo w nauczaniu nie występowało prawie nigdy. Myślę, że nastąpiła tu pewnego rodzaju zmiana pokoleniowa i obecnie kapłani młodsi, angażujący się w różne formy Nowej Ewangelizacji,
zostali zarażeni tym słowem, wpojono im (zapewne w sposób niezamierzony), że nie jest się w stanie wygłosić dobrego, przekonującego, porywającego, poruszającego nauczania, jeśli nie będzie w nim co najmniej kilkanaście (a i kilkadziesiąt) razy wypowiedziane słowo relacje, relacja. Odnoszę wrażenie, że zapanowała moda na używanie tego terminu i wielu nie zastanawiając się głębiej, nurtowi temu ulega. A owa refleksja jest w moim przekonaniu konieczna.

Słowo relacja odnosi się najpierw do więzów pokrewieństwa, do określania, jak jesteśmy z kimś połączeni w wyniku linii pokoleniowych, więzi genealogicznych. Używa się go też do określania powiązań emocjonalno – uczuciowych, jakie mogą występować w obrębie związków różnych osób. Relacja to także zajęcie pozycji, stanowiska, ustosunkowani się do sytuacji, zjawisk, osób. Słowo to ma znaczenie dosyć szerokie i w istocie swojej jest neutralne, ani złe, ani dobre. Dopiero kontekst, dopowiedzenie, wybór osobisty dopełnia jego treść. Mogę być z kimś pokłócony, skonfliktowany i wówczas będę z nim w złych relacjach. I odwrotnie, kiedy dobrze się dogadujemy, szanujemy, rozumiemy, wówczas możemy powiedzieć, że łączą nas serdeczne, dobre relacje z taką osobą. W złych relacjach mogę być także z przedstawicielami różnych grup, partii, środowisk. Wystarczy, że nie myślimy podobnie, nie zgadzamy się, co do różnych kwestii i wówczas, nie koniecznie trwając w konflikcie, nasze relacje są nadszarpnięte. Podobna sytuacja może mieć miejsce w obrębie osób blisko ze sobą spokrewnionych. Możemy być w bardzo bliskich relacjach krwi, a jednocześnie nasze relacje uczuciowe, emocjonalne mogą być bardzo kiepskiej jakości, ponieważ nie dogadujemy się w sprawach spadkowych, światopoglądowych, ideowych. W skrajnym przypadku możemy się nawet nienawidzić i to także jest rodzaj łączących nas relacji. W odniesieniu do Boga ateista także jest w relacji z Absolutem – jest to relacja odrzucenia, zanegowania.

Zauważmy, że używając tego słowa w przepowiadaniu, nauczaniu, wypowiada się je najczęściej bez dopowiedzeń, bez doprecyzowania. Mamy być w relacji z Jezusem, powinniśmy się koncentrować na rozwijaniu relacji z Bogiem, liczą się tylko relacje. I w zasadzie na tym poprzestajemy. Jest więc to niezwykłe uproszczenie, spłycenie, czasami być może pustosłowie.

Słowo relacja jest pojęciem zasadniczo z zakresu psychologii, mocno obecne w różnego rodzaju terapiach, sesjach, spotkaniach grup wsparcia.

Mamy więc do czynienia z prostym przeniesieniem terminu z jednej dziedziny do innej, wielokrotnie ze skutkiem wypierania w tej drugiej słów tam wcześniej obecnych i bardzo precyzyjnie określających kategorie więzi, ich rodzaj. Zaraz o tym.

Nie możemy też nie dostrzec zjawiska, przed którym przestrzega nas wielu uznanych teologów, a którym jest psychologizacja teologii, czy wręcz psychologizacja Ewangelii, nauczania Jezusa. To zaś ma swoje korzenie w wielu nurtach protestanckich, a więc jest to przejaw protestantyzacji Kościoła Katolickiego.

Jezus w swoim niezwykle precyzyjnym, klarownym, jasnym i w pełnie skutecznym nauczaniu nie mówi nic o relacjach !

Tak brzmiące słowo, w greckim tekście Nowego Testamentu, zapisane jako aitia – oznaczające winę, oskarżenie, motyw, ale także rodzaj więzi, użyte jest tylko raz. Jest to znany fragment z Mt 19,10: „Rzekli Mu uczniowie: «Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić»”. Tekst oryginalny należało by przetłumaczyć nieco inaczej: „Mówią mu uczniowie jego: jeśli takie jest powiązanie (aitia) człowieka z żoną…”. Jest więc ono zastosowane, powtarzam: tylko ten jeden raz, w kontekście ukazania jakiego rodzaju jest więź małżonków.

W swoim nauczaniu Mistrz z Nazaretu zachęca nas do wchodzenia z nim nie tyle w relacje, ile nade wszystko w zjednoczenie, w komunię. Mocno także zachęca do posłuszeństwa Jego słowu, do bezgranicznego zaufania.

Najwymowniejszym przykładem nauczania Ewangelicznego, określającego do jakiego rodzaju więzi mamy dążyć, jest fragment Ewangelii Janowej: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17, 20-21). Jezus modli się, abyśmy się zespolili w jedno ze sobą i trwali w jedności z Ojcem i Synem. Wyraźnie określa rodzaj więzi. Ma być ona bardzo ścisła. Niezwykle precyzyjnie opisuje to także św. Paweł, nazywając owo zjednoczenie jednym ciałem, jakie tworzymy w zjednoczeniu z Chrystusem: „Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało” (1 Kor 12, 12-13). Oryginalne greckie brzmienie tego wyrażenia to: en soma.

Zjednoczenie, komunia, niezwykle silne więzi z Chrystusem i między sobą to cel naszych ćwiczeń duchowych i wszelkich działań, które można określić jako rozwój duchowy. Szczególnie ważnym sposobem dochodzenia do takiego poziomu więzi jest życie sakramentalne, nade wszystko regularna spowiedź i częste przystępowanie do Komunii. Można to czynić także poprzez wybór jednej z wielu dróg rozwoju duchowego, wypracowanych przez Tradycję Kościoła. Dla licznych pokoleń takim sposobem była lektura Żywotów Świętych, Dzienniczka św. Faustyny, czytanie książeczki O naśladowaniu Chrystusa, zafascynowanie się duchowością benedyktyńską, dominikańską, franciszkańską, ignacjańską. Jednak, obok życia sakramentalnego, najistotniejszym sposobem pogłębiania komunii z Jezusem jest czytanie Słowa Bożego i wprowadzanie go w życie.

Jezus nic nie mówi o relacjach, ale zachęca nas do pójścia za Nim: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8, 34- 35). Dostrzeżmy, bez wielkiej analizy psychologicznej, że mamy tu bardzo klarowne wskazanie jak mamy żyć jako członkowie Jednego Ciała, jako posłuszni uczniowie Mistrza z Nazaretu. Nie musimy się zastanawiać jaka jest jakość naszych relacji z Jezusem, tylko posłusznie podjąć trud realizacji tych wskazań. Podobnie w dziesiątku innych sytuacjach. Przywołajmy jeszcze niezwykle ważne wezwania: „Wy zaś nie tak macie postępować. Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa!” ( Łk 22, 26); „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17, 10); „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13, 15). Ten ostatni cytat pochodzi z opisu sceny umycia nóg. Jezus w tych wszystkich sytuacjach nie nakazuje budowania relacji z Nim, lecz pokazuje, co konkretnie mamy czynić jako Jego wyznawcy, jak się mamy zachowywać, jaka ma być nasza postawa wobec innych. Mocno zachęcam, w tym kontekście, do przeczytania przypowieści: „O faryzeuszu i celniku” (Łk 18, 9–14), „O miłosiernym samarytaninie” (Łk 10, 30-37), „O nielitościwym dłużniku” (Mt 18, 23-35).

Wiem, że można powiedzieć, iż być może mówimy o tym samym. Posłuszeństwo wobec Mistrza, wypełnianie nauczania zawartego w Ewangelii, przyjmowania postawy sługi nieużytecznego, nakarmienie głodnego, przyodzianie nagiego, odwiedzenie chorego (por. Mt 25, 35-36), pełny udział w Mszy, aby żyć wiecznie (por. J 6, 58), są to wszystko bez wątpienia przejawy właściwych relacji z Jezusem.
Ale może jednak warto używać słów zawartych w Piśmie Świętym i w wielowiekowej Tradycji Kościoła, a nie tych z zakresu psychologii. Przyglądając się tekstom Nowego Testamentu zachwycam się nade wszystko precyzją i bezpośredniością nauczania Jezusa i Apostołów. Metodologia naszego Pana jest wzorcowa, nie wymagająca psychologicznego i merytorycznego poprawiania, udoskonalania. Wystarczy tylko wnikliwie czytać, medytować, a jak jest potrzeba, poczytać to, co zawierają katolickie komentarze i słowniki.

Jeszcze raz podkreślę, że w moim odczuciu tak częste stosowanie słowa relacja prowadzi do spłycenia treści przesłania zawartego w Tekstach Natchnionych i w Tradycji.

Jest to też dosyć smutnym przejawem pójścia za nurtami protestanckimi.

Może warto zadać sobie trochę trudu i wypowiadając nauczanie podjąć postanowienie, że nie wypowie się ani razu tego słowa (piszący te słowa tak czyni). Wówczas staniemy przed koniecznością znalezienia innego terminu, aby opisać, co nas łączy, czy ma łączyć, z Jezusem.


Siłą rzeczy trzeba będzie powiedzieć :

więzi,
komunia,
złączenie,
bycie jedno,
posłuszeństwo,
poddanie,

uniżenie, ….

Piszę to jako teolog mający 57 lat życia i spore doświadczenie w głoszeniu, nauczaniu, przekonywaniu. Jestem już w pewnym sensie seniorem, w odniesieniu do „młodych wilków” ewangelizacji, do dynamizmu i pomysłowości których mam wielki szacunek. Proszę, przemyślcie delikatnie moje podpowiedzi, nie odrzucajcie ich tylko dlatego, że mam już nieco więcej lat. Wiem, że nie brakuje wam bystrości, przebiegłości, błyskotliwości umysłu, że potraficie niezwykle skutecznie wykorzystywać otrzymane dary, charyzmaty, talenty. Nie ustawajcie w tym co, robicie. A jeśli ktoś o nieco większym doświadczeniu próbuje coś podpowiadać, to z wyrozumiałością przyjmijcie.

Mieczysław Guzewicz


Katolickie Radio Londyn

www.krlradio.com/…/801-nie-potrzeb…

Write a comment …
Ewangelista
@m.rekinek s o true - dzięki; to takie prawdziwe.
Ewangelista likes this.
Ewangelista
@abracham Znam Zielińskiego. On już dawno odleciał. To manipulator. Owinął wokół palca księdza z zadębia. Wie kolega, że kiedyś ukradł klucze do kościoła i nielegalnie je sobie dorobił, żeby mogli "uwielbiać". Ehhh... odradzam trzymanie się tego środowiska. Oni ileś lat byli w zborze, nasiąkali protestantyzmem, a teraz w kościele, pod szyldem katolicyzmu dokonują swoich "cudowności". Odradzam z czystego serca.
yuitrel
Relacja z Jezusem to nic innego tylko protestanckie " relationship with Jesus"
Ewangelista likes this.
klara5
Dziękujemy za piękny, rzeczowy artykuł.
Ewangelista likes this.
klara5 likes this.
VRS
"Dla licznych pokoleń takim sposobem była lektura Żywotów Świętych, Dzienniczka św. Faustyny, czytanie książeczki O naśladowaniu Chrystusa..."
----
Zestawienie i teza ("dla licznych pokoleń...") dość odważne, zważywszy że I wydanie "Dzienniczka" to, zdaje się, rok 1981.
abracham
ja to ostatnio słyszałem u marcina zielinskiego ze trzeba miec relacje z jezusem chyba sie boi zeby powiedziedziec ze trzeba isc za jezusem i go naśladować słowo relacje to słowo zastępcze zastepuje nasladowac jezusa
imbirell likes this.
tomaszw
ludzie robią sobie sami problemy, zależy kto co rozumie przez określenie relacje z Bogiem a każdy może to rozumieć inaczej, ja wolałbym lepszą osobistą relacje z Bogiem niż bycie teologiem , znajomość na pamięc pisma św ,liczne rekolekcje ewangelizacyjne, czy prowadzenie rekolekcji, bycie w dowolnej wspólnocie neok. , dom. kość. , odn. w Duchu itd.
Weronika.S
Katolika obowiązuje zasada czci względem Chrystusa. ,,Relacja,, nie jest pojęciem teologicznym. Pismo Święte nie mówi o ,,relacjach,, z Bogiem tylko zasadzie podporządkowania człowieka Bogu, które to podporządkowanie ma wymiar Bożych przykazań. Niestety współcześni modernistyczni hierarchowie chcą partnerskich relacji z ,,tymże,, Bogiem i Panem, stąd ich różne propozycje, sprzeczne z tradycyjną nauką Kościoła Katolickiego.
Quas Primas likes this.
Ewangelista likes this.
dubon likes this.