Język
Wyświetlenia
272
euzebiusz

Słowo Boże na dziś 9 stycznia 2016 roku Marek 6,45-52 Nie bójcie się

Zaraz też przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzali Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!». I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. Oni tym bardziej byli zdumieni w duszy, że nie zrozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.

Wydaje się, że jesteśmy jak uczniowie wydani na niebezpieczeństwa szalejących żywiołów. Jezus każe im siadać do łodzi i płynąć, a sam znika. Jakby Go nie obchodzili. Jednak Ten, który się modli, nie może być nie zainteresowany sytuacją najbliższych osób. Uczniowie w niebezpieczeństwie. Czy Bóg jest blisko mnie, gdy się boję, gdy coś mi zagraża?

Jest blisko, lecz mogę Go nie rozpoznać. Strach, poczucie zagrożenia, szalejący żywioł ludzkich namiętności i pragnień może skłaniać do wątpienia o obecności Boga w moim życiu. Wątpienie nie jest przeszkodą aby rozmawiać z Bogiem. Nawet wtedy, gdy doświadczamy Jego bliskości, lęk każe być nieufnym. Nieufność zawsze sprowadza problemy: człowiek odczuwa, że traci kontrolę nad swoim życiem. Co pozostaje? Krzyk! Czy to jedynie psychiczne odreagowanie? Krzyk może być prośbą skierowaną do Jezusa. Gdy się bardzo boję, wówczas mogę głośno krzyczeć. Ludzie nie słyszą tego krzyku. A nawet gdy usłyszą, to nie rozumieją. Chrystus może odczytać ludzki krzyk powodowany niemocą, przerażeniem, bezsilnością – jako jedynie możliwą na tę chwilę, modlitwę człowieka.

Co może pomóc? Kto? Człowiek przyjazny. Jego słowa, którym ufamy. Obecność kogoś, na kim dotychczas nie zawiodłem się. Bóg posyła ludzi. Mówimy: on, ona – jest moim aniołem. Człowiek na czas jakiś pomaga. Potem trzeba większego oparcia, już nie z tej ziemi. Jeśli ktoś tego nie rozumie, wówczas tonie, a kochający ludzie nie mogą mu pomóc. Gdy uczniowie usłyszeli mówiącego Jezusa, uspokoili się. Gdy dziecko płacze w nocy czymś zaniepokojone, przychodzi mama, mówi do dziecka czule, pieszczotliwie równocześnie je dotykając. Dziecko uspokaja się, zasypia. Zna głos matki, który daje poczucie bezpieczeństwa. Bóg jest dla nas i matką i ojcem. Jego głos, słowa – dają poczucie bezpieczeństwa, uspokajają. Warto pamiętać, że słowa Jezusa, nie każdego człowieka, uspokajają. Potrzeba nie raz zbłądzić, zgrzeszyć, dojść do poczucia bezsensu, może nawet rozpaczy, żeby chcieć słuchać, co mówi Bóg.

Dlaczego toniemy w życiu? Dlaczego coś się wali, a my nie możemy nic zrobić? Wątpimy w wiele spraw: czyjąś uczciwość, prawdomówność, lojalność, wierność. Jak wątpimy w ludzi, w możliwość życia określonymi ideałami, w to, czy warto w tym świecie, być porządnym człowiekiem – może pojawić się wątpienie w Boga. Ci, którzy wątpią w innych, nie wierzą przynajmniej najbliższym, łatwiej zniechęcają się do życia, łatwiej mogą tonąć. Posiadamy określoną wizję życia. Nie chcemy, by coś się nam w nim popsuło. Załamujemy się, gdy przychodzi sytuacja bolesna. Bóg jest w tym, co nas boli. Dlaczego zatem, wielu nieszczęściom nie zapobiega? Tego nie wiemy. Więcej w naszej chrześcijańskiej wierze nie wiemy, niż wiemy. Jezus pragnie, byśmy Jemu wierzyli, bez względu na cierpienie, jakie nas spotyka.

To opis naszej drogi przez burze życia. Nasze życie z natury swej przechodzi kryzysy, stale wstrząsają nim burze zewnętrzne i wewnętrzne.

Napisz komentarz …