Język
Wyświetlenia
212
Pascendis Dominicis Gregis 2 11

O. Wenanty Katarzyniec

Spośród gorliwszych naszych braci w ostatnich czasach wyróżnił się śp. o. Wenanty Katarzyniec z Prowincji polskiej.

Urodził się w południowo-wschodniej części Polski, we wsi Obydów w diecezji lwowskiej, 7 października 1889. Rodzice jego byli ubogimi wieśniakami, lecz bardzo gorliwymi chrześcijanami. Jako mały chłopiec pasał bydło i w tych okolicznościach rozpoczął już praktykować apostolstwo wśród innych chłopców-pasterzy, stroniąc od złych i dając napomnienia, niekiedy również surowe, a jeśli zachodziła potrzeba – grożąc karą Bożą. On sam jednak przy tym zajęciu lubił śpiewać pieśni pobożne, szczególnie do Matki Bożej.

Najpierw uczęszczał do szkoły w rodzinnej wiosce, potem do miasta Kamionka Strumiłłowa, odległego o 4 kilometry. Pomimo zimna lub deszczu codziennie odbywał tę drogę i zawsze szybko się zwijał wychodząc, o godzinę wcześniej, by mieć czas na wysłuchanie Mszy lub do służenia do niej. Zdarzało się wiele razy, że chcąc to osiągnąć, musiał zrezygnować ze spożycia śniadania.

A jak się wówczas modlił w kościele, możemy sobie wyobrazić z zeznania jego proboszcza: „A jak ładnie ten chłopczyna się modlił”.

Co miesiąc przystępował do Sakramentów świętych i w ten sposób dawał dobry przykład innym. W szkole był bardzo pilny, tak że nauczyciele zaświadczali, iż takiego ucznia nigdy nie mieli. Po skończeniu szkoły w Kamionce udał się do Seminarium Nauczycielskiego we Lwowie i uzyskał na zakończenie nauki bardzo dobre świadectwo. Jego ojciec był z tego zadowolony i sądził, że go wkrótce zobaczy jako dobrego nauczyciela.

Lecz młody Józef, bo takie było jego imię chrzestne, myślał o zostaniu zakonnikiem i o przywdzianiu franciszkańskiego habitu. Kiedy ojciec chciał go odwieść od tego postanowienia, odpowiedział: „na świecie stałbym się złym człowiekiem”.

Jeszcze przed ukończeniem Seminarium Nauczycielskiego spragniony życia zakonnego przedstawia się O. Prowincjałowi [1] we Lwowie i prosi o przyjęcie do Zakonu. Jednak nie znał łaciny, gdyż tego język nie uczono w Seminarium. Z tego powodu O. Prowincjał nie mógł go przyjąć. Młodzieniec obiecał, że jeszcze w tym samym roku nauczy się tego, co konieczne, co też uczynił ku wielkiemu zdumieniu przełożonych, i został przyjęty do Zakonu.

W posłuszeństwie bardzo dokładny, nawet najdrobniejszy rozkaz wypełniał skrupulatnie. Pomny tego, że bez łaski Bożej nie będzie się mógł uświęcić, dużo się modlił i często schodził do chórku przyległego do nowicjatu na modlitwę. Również i innych zachęcał do tego, aby się dużo modlili.

Jego postępowanie podczas nowicjatu było tak przykładne, że mistrz nowicjatu o. Dionizy Sowiak nie wahał się twierdzić: „Mam dwóch świętych na nowicjacie” – myśląc również o nim [2].

Na studiach filozoficznych i teologicznych był wśród pierwszych i chętnie pomagał wszystkim kolegom, którzy przychodzili prosić go o pomoc w nauce.

W roku 1914 został wyświęcony na kapłana. Kiedy młody o. Wenanty udał się do rodzinnej wioski, aby tam odprawić swą Mszę św. prymicyjną, wybuchła wojna światowa. Austriacy, do których należała ta część Polski, wycofali się i wnet ją mieli zająć Rosjanie. Ludność była w wielkiej trwodze, lecz nowo wyświęcony kapłan, o. Wenanty, uspokajał wszystkich mówiąc, iż Rosjanie nie tylko że nie zabiją nikogo, ale będą się nawet spowiadać. I jego przepowiednia się sprawdziła, gdyż wśród wojska rosyjskiego byli również Polacy, którzy przyjmowali sakramenty z rąk o. Wenantego.

Po kilku tygodniach udało mu się przejść, pomimo obostrzeń wojennych, przez pola do klasztoru we Lwowie, skąd został przeznaczony do Czyszek jako wiary naszej parafii. O tym, jak był on tam przykładny, opowiada nam jego ówczesny proboszcz o. Karol Olbrycht:

„Na pozór nie wyróżniał się niczym od nas obu współpracowników. Czy to Mszę św. odprawiał, czy spowiedzi słuchał, czy słowo Boże głosił, czy spełniał inne czynności parafialne jak [jak pogrzeby, chrzty, wywody, śluby, zaopatrywanie chorych] [3], był zawsze zupełnie normalnym kapłanem. Nikt nigdy nie dopatrzył się u niego czegoś, co by mogło zadziwić, razić lub tchnąć jakąś śmiesznostką czy przesadą. A przecież czarował wszystkich swoją skromnością, skupieniem, pogodą umysłu i mimo woli zdradzał na każdym kroku wysoką świątobliwość.

Od ludzi nie stronił, ale w mowie zawsze rozważny, płochego słowa nigdy nie wymówił; wobec niewiast grzeczny, ale największą ostrożność zachowywał w ich towarzystwie. Unikał zbytniej poufałości nawet z mężczyznami”.

Rozumiał dobrze, jaką doniosłość ma w naszym Zakonie sprawa Niepokalanej, która jak złota nić wije się od kolebki naszego Zakonu przez całych siedem wieków prac dla sprawy przywileju Niepokalanego Poczęcia, prac ukoronowanych ogłoszeniem dogmatu. Pojmował dobrze, że odniesione zwycięstwo trzeba wyzyskać, że zdobywszy broń trzeb wyruszyć na zdobycie dusz dla Niepokalanej. Wpisawszy się więc do MI, założył między świeckimi, ale choroba mu na to nie pozwoliła. Również kiedy chodziło o rozpoczęcie wydawania czasopisma jako organu MI, zapytany o zdanie odpisał pokornie: „Jeśliby moje słowo miało mieć jakąś wartość, sądziłbym, że trzeba jak najprędzej zacząć wydawać czasopismo, organ MI”.

plan ogólny [4]
młodość, zakonnik, śmierć, po śmierci
plan szczegółowy
wstęp
młodość
, przyjście na świat, w domu ojcowskim (szkoła, zachowanie), seminarzysta zakonnik: nowicjusz, kleryk, pierwsza Msza, w Czyszkach, Mistrz nowicjuszy, Niepokalana
śmierć: choroba, przyczyny i objawy, jego zachowanie, w Kalwarii, śmierć i pogrzeb po śmierci: otrzymane łaski
koniec

Przypisy:

[1] O. Peregrynowi Haczeli.
[2] Wraz z br. Wenantym Katarzyńcem odbywali nowicjat w 1908/09 r.: br. Wojciech Sikorski, ks. Bonifacy Szwarc, br. Remigiusz Huppenthal, br. Kornel Czupryk, br. Cyprian Rozumkiewicz, br. Sylwester Pyznar, br. Wiktor Turek, br. Kajetan Krzyżanowski, br. Innocenty Guz – jak to wykazuje kartoteka Kandydaci Zakonu 1886-1923, 46-53. Być może drugim zasługującym na tak wysoką ocenę był bł. Innocenty Guz, męczennik II wojny światowej, beatyfikowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II w Warszawie 6 czerwca 1999 r.
[3] W klamrach dodano fragment listu o. Karola Olbrychta, nie wzięty pod uwagę przez św. Maksymiliana w tłumaczeniu włoskim – zob. Pisma, 996.
[4] Od tego miejsca szkic planu pełnej monografii o. Wenantego Katarzyńca, o której napisaniu myślał sam Święty, a także poddawał tę myśl innym.
wacula
Oto człowiek młody spragniony życia zakonnego przedstawia się O. Prowincjałowi i prosi o przyjęcie do Zakonu. Jednak nie znał łaciny.Gdyby nie upór tego zdolnego przyszłego zakonnika który pokonał pychę O. Prowincjała by nie było świętego.
PiotrM
Z takich ludzi trzeba brać przykład.