Język
Wyświetlenia
202
EON 1

Byli gorsi od Niemców i Armii Czerwonej. Jak Szwedzi złupili Polskę podczas Potopu?

Po ataku Protestanckich wojsk Karola Gustawa Rzeczpospolita wyglądała jak po apokalipsie. Protestanccy Szwedzi, zalewający Polskę, w niczym nie ustępowali starożytnym barbarzyńcom. A hitlerowcom i krasnoarmiejcom, którzy wkroczyli do Rzeczpospolitej kilka wieków później, mogliby posłużyć za niechlubny przykład.

W trakcie Potopu Protestanccy Szwedzi niemal doszczętnie ograbili Polskę. Na ilustracji fragment obrazu Henryka Pilattiego „Szwedzi

Potop przyniósł Rzeczypospolitej ogromne zniszczenia, porównywalne chyba tylko z gehenną II wojny światowej. Najeźdźcy zachowywali się w Polsce niczym Hunowie lub Wandalowie. Populacja państwa zmniejszyła się nawet o 40 procent. Z dziesięciu milionów mieszkańców zostało sześć. W Wielkopolsce, gdzie wojska Karola Gustawa zabawiły najdłużej, przeżyła zaledwie połowa ludności.

Skąd u północnych protestanckich sąsiadów takie barbarzyństwo? Wszystko przez to, że ówczesna Szwecja była… biedna jak mysz kościelna. Jej królowie mogli tylko marzyć o luksusowych rezydencjach i meblach. Kraj miał ledwie milion mieszkańców, a jego szkatuła świeciła pustkami. Możnowładcy żyli skromnie, ucztując na drewnianych ławach i stołach bez obrusów. Jak opowiada szwedzki historyk Herman Lindqvist:
Protestancka Szwecja wyglądała jak zapadła wioska. Premiery sztuk Szekspira odbywały się w Sztokholmie 15 lat później niż w Warszawie. W Warszawie pokazywał je słynny szekspirowski teatr The Globe ze Stratford-upon-Avon, a do Szwecji docierały zaledwie trzeciorzędne trupy teatralne.
Złoto zeskrobane z listew
Skandynawowie w historii nieraz łupili i niszczyli Rzeczpospolitą. Na początku XVII wieku, za czasów Gustawa Adolfa, wywieźli z Fromborka księgozbiór Kopernika. Z kolei pod koniec tego stulecia, za Karola XII, zdarzało im się użyć archiwalnych polskich ksiąg jako podściółki dla koni. Skala grabieży, do której doszło podczas Potopu, okazała się jednak nieporównywalnie większa. W 1655 roku żołdacy Karola Gustawa, rozbestwieni podczas zakończonej siedem lat wcześniej wojny trzydziestoletniej, rzucili się na Polskę jak wygłodniałe zwierzę.

Protestanccy Szwedzi brali dosłownie wszystko. W ich ręce wpadały obrazy, biżuteria, zastawy, lustra i obrusy. Z kościołów znikały ołtarze, krucyfiksy, ornaty, kapy, organy, chrzcielnice i świeczniki, a także puszki, baldachimy i popiersia. Nie oszczędzano i większych przedmiotów, jak rzeźby, fontanny, tablice, epitafia, regalia, a nawet… dzwony. Dużym powodzeniem wśród grabieżców cieszyły się marmury, misy, dzbany i talerze, ale zagarniano i kominki, zrywano podłogi i obicia. Wywożono skóry zwierząt, suknie, militaria, sztandary, namioty, gobeliny, dywany, oraz wszelkie meble: szafy, fotele, stoły, skrzynie, schody, balustrady, parapety i drzwi – razem futrynami. Żołnierze, by niczego nie pominąć, zeskrobywali nawet złocenia z listew!
Co ciekawe, łupy z polskich kościołów zabierano często do protestanckich świątyń i składano je tam jako pobożne dary po udanej wyprawie wojennej. Zdobycz z katolickiej Polski w protestanckim zborze miała wartość symboliczną: oto reformacja zwyciężyła nad papistami.
Podczas wojen z Rzeczpospolitą północni sąsiedzi złupili co najmniej 17 archiwów i 67 bibliotek. Tylko w trakcie Potopu wywieźli księgozbiory między innymi z Poznania, Warszawy, Krakowa, Torunia, Bydgoszczy, Grudziądza, Lublina, Sandomierza i Radomia. Zachowały się nawet nazwiska szczególnie aktywnych rabusiów. Na przykład za złupienie księgozbiorów jezuickich w Bydgoszczy i Toruniu w 1656 roku odpowiadał szwedzki dyplomata Schering Rosenhane. Dzięki swojej wojennej aktywności później mógł się pochwalić jedną z największych bibliotek w Szwecji.
Stolica w ruinie
Warszawa po protestanckiej okupacji przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Liczba mieszkańców stolicy zmniejszyła się z piętnastu tysięcy do sześciu. Najeźdźcy zrujnowali pałace biskupie, bogate rezydencje Kazanowskich, Ossolińskich i Daniłowiczów, a także domy mieszczan. Rozkradli zamek i pałace królewskie. Jak 8 listopada 1655 roku informowano polskiego króla z Warszawy, Karol Gustaw:
kazał poobdzierać obicia w trzech pałacach i powyjmować marmurowe ściany, rozebrać lożę w ogrodzie złożoną z 32 pięknych kolumn marmurowych, które przy rozbieraniu potłuczono. Lecz to nie dosyć: każe brać okna i szyby.

3. Villa Regia widoczna na fragmencie panoramy Warszawy autorstwa Erika Dahlberga
Po wojnie sekretarz królowej Ludwiki Marii opisywał, że „ Protestanccy Szwedzi tak bardzo zanieczyścili zamek, że nie jest on zdatny do zamieszkania. Konie wprowadzali nawet do komnat trzeciego piętra, które są pełne gnoju i ciał poległych szwedzkich żołnierzy”. Rezydencja nie nadawała się do użytku, więc Jan Kazimierz zamieszkał w Villa Regia (Pałacu Kazimierzowskim). Nawet później, mimo szybkiej renowacji, nie wróciła do dawnej świetności. Król Michał Korybut Wiśniowiecki wolał mieszkać na Zamku Ujazdowskim, a Jan III Sobieski poza okresem sejmów preferował Wilanów.
Co ciekawe, Szwedzi nie zrabowali z Warszawy kolumny Zygmunta. Jej rozebranie okazało się zbyt trudne i nie znalazł się inżynier, który podołałby temu zadaniu. Było to bardzo nie w smak Karolowi Gustawowi, który chciał się jej pozbyć, aby nie przypominała o dawnych polskich zwycięstwach i o pretensjach Wazów znad Wisły do szwedzkiego tronu. Kiedy nie wypalił pomysł z przeniesieniem lub wywiezieniem zabytku, szwedzki król rozmyślał nawet, czy by jej nie wysadzić. Ostatecznie zachował ją z myślą o ewentualnej „wymianie” za swego wziętego do niewoli feldmarszałka Arvida Wittenberga.
Kulturalna pustynia
Fala Potopu uderzyła także w inne miasta. Nie miało przy tym znaczenia, czy się broniły, czy poddawały, czy obiecano ich nie rabować, czy nie. Kraków zawierzył słowu najeźdźców i drogo za to zapłacił. Skandynawowie łupili Wawel i katedrę aż ośmiokrotnie! Zerwali srebrne blachy z ołtarza św. Stanisława, a z trumny Władysława IV wyrwali srebrne gwoździe. Podobnie było gdzie indziej. Z większych ośrodków w Rzeczypospolitej podczas najazdu nie ucierpiały tylko Gdańsk i Lwów.
Zrujnowane były i zamki. Z rezydencji Lubomirskich w Wiśniczu Szwedzi wywieźli 150 wozów pełnych łupów, po czym częściowo ją wysadzili. Zdewastowali też Krzyżtopór, Czersk, Tenczyn, Lanckoronę, Pieskową Skałę… Orle Gniazda z czasów Kazimierza Wielkiego legły w gruzach. Okradano też niezliczone kościoły i klasztory. Wywożono kolekcje kościelne i prywatne.
Grabieży nie uniknęły nawet mniejsze osady, bo przecież podczas długich przemarszów wojsko musiało „samo się wyżywić”. W efekcie aż kilkaset wsi zniknęło z map. W Wielkopolsce trzy czwarte gruntów leżało ugorem, a naMobsiewano nie Mazowszu więcej niż połowę pól.
Nie jest przesadą twierdzenie, że wojny ze Szwedami zamieniły Rzeczpospolitą w ruinę gospodarczą i w pustynię kulturalną. - Według wielu historyków ani późniejsze zabory, ani okupacja hitlerowska, ani radzieckie brygady trofiejne nie wyrządziły takich strat dla polskiej kultury narodowej – zwracają uwagę Marcin Jamkowski i Hubert Kowalski, autorzy książki „Uratowane z Potopu”.

Marmurowe międzyłucze z królewskim herbem dynastii Wazów wydobyte z dna Wisły. Zdjęcie z książki „Uratowane z Potopu”
Skalę i brutalność szwedzkiego rabunku odkrywamy zresztą do dzisiaj. Dobrze pokazują ją skarby, które w ostatnich latach udało się wydobyć z Wisły. Zatonęły one w trakcie transportu w stronę Bałtyku. „Być może flisak nie znał rzeki i wpadł na podwodne głazy? Może ciężkie marmury przeciążyły szkuty i łodzie zaczęły nabierać wody? A może zostały ostrzelane? Tego nie wiadomo” – piszą Jamkowski i Kowalski. Wśród znalezisk można zobaczyć między innymi ogrodową fontannę z manierystycznymi maszkaronami i marmurowe międzyłucze z herbem dynastii Wazów. Aż nasuwa się pytanie, czy było coś, czego najeźdźcy nie chcieliby ukraść?

Skarby na strychu
Czy po zakończeniu wojny choćby część zrabowanych przedmiotów wróciła do Polski. Na mocy pokoju oliwskiego z 1660 roku można było oczekiwać przynajmniej zwrotu archiwaliów. Artykuł dziewiąty porozumienia głosił, że „wrócone będą ze strony szwedzkiej wszystkie archiwa, akta publiczne grodzkie, sądowe, duchowe oraz Biblioteka Królewska, które zostały wywiezione”. Artykuł siódmy obiecywał to samo także prywatnym właścicielom.
Praktyka pokazała jednak, że nie tak łatwo zinwentaryzować i odnaleźć zagrabione księgi. Polscy wysłannicy działali powolnie i nieudolnie. Potem przyszły kolejne wojny. Misje, organizowane za czasów Jana III Sobieskiego oraz Stanisława Augusta Poniatowskiego, także nie przyniosły efektów, aż w końcu Rzeczpospolita upadła.
Utracone przez Rzeczpospolitą skarby, które Szwedzi dumnie wystawiają w swoich muzeach, do dziś przyprawiają o ból głowy. Niestety, obecni właściciele nawet nie chcą dyskutować o ewentualnym zwrocie. Traktat oliwski tego przecież nie przewidywał. Obecnie pojawiają się zaś głosy, że w sumie… szwedzki rabunek ocalił polskie skarby przed nieuchronnym zniszczeniem podczas II wojny światowej!
Cytowany w „Uratowanych z Potopu” historyk Henryk Lindqvist uważa jednak, że sytuacja nie jest beznadziejna. Jak twierdzi:
"Osobiście mam nadzieję, że będzie można negocjować zwrot przedmiotów, które są ważne dla Polski, Danii i oddać je w geście przyjaźni. Zwłaszcza te, które są naprawdę istotne, które przynależą do narodu, są silnie związane z jego duszą i historią."
Może warto byłoby porozmawiać o tym z naszymi sąsiadami, którzy także ucierpieli w wyniku działań najeźdźców z północy? Z Pragi Szwedzi zabrali przecież słynny Codex Gigas, największy średniowieczny manuskrypt, nazywany też Biblią Diabła, oraz bezcenną Srebrną Biblię, spisaną w VI stuleciu w języku Gotów dla Teodoryka Wielkiego. Mają też hełm cara Iwana Groźnego, najpierw zrabowany z Kremla przez polską armię, a następnie wywieziony z Polski podczas Potopu. Gdyby połączyć wysiłki kilku krajów, może przynajmniej niektóre symboliczne zabytki wróciłoby na swoje miejsce: do Warszawy, Pragi, Moskwy?

wiadomosci.onet.pl/…/8ym9x0m