Język
Wyświetlenia
1,9 tys.
mkatana 2

Coraz więcej Polaków przechodzi na islam.

Coraz więcej Polaków, głównie młodych, przechodzi na islam
Nie jest ich jeszcze tak dużo, jak w Wielkiej Brytanii czy Francji, gdzie liczba konwertytów idzie w dziesiątki tysięcy, ale jeśli ta tendencja się utrzyma, to kto wie. Naszym neofitom bliżej jednak do bliskowschodnich fundamentalistów niż rodzimych muzułmanów – Tatarów żyjących w Rzeczypospolitej od wieków.
W oddziale Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP przy ul. Wiertniczej w Warszawie można spotkać wielu Polaków, którzy przeszli na islam. Pojawiają się również w siedmiu pozostałych gminach MZR rozsianych po kraju. A także w kilku innych organizacjach, które konkurują z MZR o rząd dusz – choćby Stowarzyszenia Jedności Muzułmańskiej.
Dominują młodzi, głównie studenci i pracownicy naukowi, ale są wśród nich dziennikarze, artyści (choćby Piotr Kalwas, scenarzysta Świata według Kiepskich), a nawet liderzy kapel hiphopowych, na przykład Włodi z grupy Molesta i Eldo (Leszek Kazimierczak) z zespołu Gramatik. Zwłaszcza widok tych ostatnich każe się zastanawiać nad rzeczywistymi przyczynami ich konwersji: czyżby chodziło o zwykły bunt przeciw społeczeństwu, a nie nawrócenie? “Każdy ma w życiu chwile, żeby to wszystko j[...], ale trzeba je przetrwać, powierzyć się Bogu” – śpiewa w swoim największym hicie Kazimierczak (nazywany Khaled na znak przynależności do nowej religii).
Garstka do garstki
Liczba neofitów w Polsce jest trudna do ustalenia, między innymi dlatego, że urzędy państwowe nie mogą zbierać oficjalnych informacji na temat wyznania obywateli. Z kolei danych o osobach porzucających wyznanie katolickie nie gromadzą żadne instytucje kościelne. Powód jest prozaiczny. Brakuje pieniędzy, jak usłyszeliśmy w Instytucie Statystyki Kościoła Katolickiego.
Na razie polskich konwertytów na islam jest niewielu. Muzułmański Związek Religijny w RP – najstarsza organizacja zrzeszająca wyznawców Allaha – doliczył się około 800 takich osób. Znacznie więcej, bo około 2,5 tysiąca neofitów, rekrutuje się spośród przybyszów z krajów muzułmańskich – biznesmenów i studentów – którzy dopiero w Polsce przyjęli nową religię. Według Józefa Konopackiego, wiceprzewodniczącego Kolegium Najwyższego MZR i jednocześnie wiceprzewodniczącego Związku Tatarów Polskich, w samej Warszawie mieszka około 90 neofitów. Do MZR należy około 50. – Do tego trzeba jeszcze doliczyć tych, którzy nie przynależą do żadnej polskiej organizacji muzułmańskiej – dodaje Konopacki. Ale nie wiadomo, ilu ich jest.
A jeszcze na początku lat 90. nie było w ogóle konwertytów na islam, mamy więc do czynienia z niezwykle szybkim ich przyrostem. Według danych MZR i bardziej radykalnej Ligi Muzułmańskiej, drugiej pod względem liczebności organizacji islamskiej zrzeszającej głównie konwertytów i Arabów, konwersje nasiliły się gwałtowne po 11 września 2001 roku. Zdaniem Selima Chazbijewicza, przewodniczącego Związku Tatarów Rzeczypospolitej i do niedawna członka Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego Związku Religijnego odpowiedzialnego za sprawy doktryny, jest to wynik nagłego zainteresowania światem islamu i zwykłej mody. Jak uważa Chazbijewicz, polscy konwertyci pomylili fascynację kulturową z fascynacją religijną. Jego zdaniem, moda nie jest niczym złym, jeśli idzie w parze ze zgłębieniem tematu. Tak było w XIX wieku w wypadku generała Bema [po upadku powstania węgierskiego w 1849 roku znalazł azyl w Turcji, gdzie przeszedł na islam i przyjął imię Murad Pasza - red.]. Jednak współcześni Polacy nie mają odpowiedniego dystansu. Na islam przechodzą skini i punkowcy, którzy chcą się wyróżnić.
Zdaniem Chazbijewicza, za powierzchownością “nawróceń” przemawiają statystyki. Według szacunków MZR, 80-90 procent konwertytów wraca na łono Kościoła katolickiego. Mają na ogół problemy osobowościowe, ich relacje z rodzinami są – często nieodwracalnie – zachwiane, bo na przykład usiłowali nawracać na islam swoich bliskich. O takich konsekwencjach uczciwie ostrzegają muzułmańskie organizacje legalnie działające w Polsce. Nielegalne milczą na ten temat, a to głównie do nich ściągają “nawróceni”. Najwięcej jest wśród nich kobiet, które wyszły lub chcą wyjść za mąż za muzułmanina. Selim Chazbijewicz odradza kobietom przechodzenie na islam ze względów uczuciowych. Fascynacja partnerem minie i pojawi się kryzys religijny w małżeństwie.
Na dodatek wielu polskich konwertytów zna swoją nową wiarę powierzchownie. Chazbijewicz oburza się, że niewiele wiedzą o islamie, a są skrajni w poglądach. Usiłują być bardziej papiescy od papieża, zarzucając polskim Tatarom rażące odstępstwa od wiary i przekreślając tym samym ich kilkusetletnią tradycję.
Wojna o dusze
Islam w Polsce ma długą tradycję. Jego wyznawcami byli Tatarzy, których osiedlił na ziemiach litewskich jeszcze książę Witold. Część z nich mieszkała na terenach obecnej Polski i zostali tu do dziś. Obecnie żyje u nas około 5 tysięcy Tatarów. Zamieszkują kolonie tatarskie na Białostocczyźnie (Bohoniki i Kruszyniany), są też na Pomorzu (Gdańsk), w Wielkopolsce (Poznań, Gorzów Wielkopolski), na Śląsku i Mazowszu (Warszawa). Nie zachowali własnego języka, przetrwali jako grupa etniczna wyłącznie dzięki religii. Większość uznaje się za Polaków – w spisie powszechnym przeprowadzonym w 2002 roku do narodowości tatarskiej przyznało się tylko 500 osób. Przez sześćset lat swojej obecności na ziemiach polsko-litewskich Tatarzy (zwani w przeszłości Lipkami) kształtowali wizerunek islamu jako religii nieortodoksyjnej, pełnej europejskich naleciałości. Założyli Muzułmański Związek Religijny, który przed wojną był jedyną organizacją muzułmańską w Polsce. Taka sytuacja utrzymywała się do 1988 roku.
Tatarzy przestali być większością wśród muzułmanów w Polsce, kiedy zaczęli do nas przyjeżdżać, głównie na studia, mieszkańcy krajów Bliskiego Wschodu, przede wszystkim arabskich. W latach 60., 70. i 80. przybyło ich łącznie około 20 tysięcy. Tu zakładali rodziny, powoli wtapiali się w społeczeństwo. Problem stanowią imigranci świeżej daty, którzy nie chcą się asymilować i nie myślą o wiązaniu się z którąś z zarejestrowanych formalnie organizacji muzułmańskich. Według Józefa Konopackiego, około 8 tysięcy z nich to Arabowie, 2-3 tysiące – Czeczeni, 1-1,5 tysiąca – Turcy i pół tysiąca – Irańczycy. Bliżej nieznana jest liczba muzułmanów z krajów byłych republik sowieckich. To tylko imigranci legalni, ilu jest nielegalnych – nie wiadomo.
Dzisiaj w Polsce żyje około 30 tysięcy muzułmanów, a jeszcze na początku lat 90. było ich pięć razy mniej. Oznacza to, że co roku nad Wisłą przybywa około 2 tysięcy wyznawców Allaha. W porównaniu z Francją, Niemcami i Wielką Brytanią, gdzie są ich miliony, to niewiele.
Przyjezdni z Bliskiego Wschodu po roku 1990 zaczęli zakładać nieformalne struktury o charakterze fundamentalistycznym – były one w dużym stopniu ekspozyturami podobnych, znacznie silniejszych organizacji działających w Europie Zachodniej i na Bliskim Wschodzie. Jedna z nich to grupa poznańska skupiona wokół wydalonego z Polski w ubiegłym roku jemeńskiego imama Ahmeda Ammara, który wprost nawoływał do walki zbrojnej z “niewiernymi”. Struktury te są raczej luźnymi związkami o charakterze religijno-towarzyskimi i to do nich najczęściej trafiają polscy konwertyci. Tajemnicą poliszynela jest, że właśnie z owych grup powstała konkurencyjna wobec MZR Liga Muzułmańska, która jest ich legalnym przedstawicielstwem.
Narastający radykalizm części muzułmanów, w tym neofitów, skłonił władze MZR do działania. Receptą na zarysowujący się rozłam miało być powołanie muftiego, najwyższego znawcy prawa islamskiego, mającego prawo wydawania fatw, który pojednałby wszystkich muzułmanów. Został nim w marcu ubiegłym roku Tatar Tomasz Miśkiewicz, ledwie 26-letni imam meczetu w Białymstoku, wykształcony w Arabii Saudyjskiej, znany ze swojego radykalizmu religijnego. Właśnie to – zdaniem działaczy MZR, którzy go wybrali – miało skłonić radykałów do kompromisu.
Miśkiewicza trudno uznać za zwolennika starej tatarskiej wersji islamu, niektórzy zarzucają mu nawet skłonności wahabickie. [Wahabityzm jest doktryną religijną sformułowaną w XVIII wieku przez Muhamada Al-Wahabiego, obecnie pozostaje obowiązującą wykładnią islamu w Arabii Saudyjskiej. Głosi potrzebę powrotu do źródeł koranicznych i odrzucenia wszystkich naleciałości zniekształcających islam na przestrzeni wieków jego rozwoju, w tym kult świętych miejsc i mężów czy Mahometa. Wahabityzm inspiruje główne muzułmańskie ugrupowania zbrojne w Czeczenii, Azji Środkowej, Kaszmirze - przyp. red.]. Mufti nabrał ich podczas studiów teologicznych w Arabii Saudyjskiej, gdzie pobierał wysokie stypendium, z którego korzystali też jego rodzice. To właśnie jego związki z Arabią budzą najwięcej wątpliwości. Choć Miśkiewicz nie przyznaje się do wahabizmu, zdaniem jego tatarskich adwersarzy, mówi jak wahabici. Tak jak oni neguje tradycje rozwoju islamu, który ma różne oblicza. W wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego (nr 6/2005) podkreślał, że islam jest jeden, może się różnić wyłącznie otoczką kulturową.
Powołanie muftiego nie polepszyło sytuacji, a wręcz ją pogorszyło. Jego autorytet, mimo pewnych zastrzeżeń, uznaje tylko MZR, natomiast nie akceptuje go Liga Muzułmańska, tocząca spór z MZR o władzę i pieniądze, płynące do polskich muzułmanów z Arabii Saudyjskiej i innych krajów arabskich. Imam Abdelwahab Bouali, Arab z pochodzenia, szara eminencja Ligi Muzułmańskiej, dyrektor Centrum Islamu w Białymstoku, kwestionuje przywództwo Miśkiewicza, zarzucając mu, że nie reprezentuje wszystkich muzułmanów w Polsce, a tylko Muzułmański Związek Religijny w RP.
Na konflikcie między legalnie działającymi organizacjami zyskują nieformalne grupy o skrajnym charakterze. Właśnie przed nimi ostrzega mufti Miśkiewicz na łamach prasy. Ma do nich pretensje, że propagują islam w zbyt radykalnej wersji, niemożliwej do przyjęcia w Polsce i że są zbyt agresywne.
“Nawracanie” w Internecie
Ekstremiści prowadzą ożywiony marketing religijny, nawołują do oczyszczenia islamu, werbują i szkolą młodych radykałów. Działalność wielu takich wspólnot jest finansowana z zewnątrz, głównie przez fundacje z Arabii Saudyjskiej. Radykałowie stawiają przede wszystkim na wychowanie młodego pokolenia w duchu fundamentalistycznym.
Metody werbunku nowych członków przejęli od sekt. Organizują na przykład pogadanki na uniwersytetach, choćby pod hasłem “Kim jest Jezus i co o nim napisano w Koranie”, na których pod płaszczykiem otwartej debaty propagują swoją ideologię. Na oficjalnej stronie Związku Muzułmanów Polskich można znaleźć link do witryny, na której Osama bin Laden jest przedstawiany jako bojownik o prawa muzułmanów, nie ma zaś ani słowa o jego działalności terrorystycznej. Inny link prowadzi do strony, na której po podaniu swoich danych i kliknięciu: “akceptuj” pod tekstem muzułmańskiego wyznania wiary można zostać przyjętym w poczet wyznawców Allaha.
W ocenie Tomasza Miśkiewicza, ten sposób przejścia na islam rozmija się z obowiązującym prawem muzułmańskim. – Bracia, którzy prowadzą tę stronę internetową, przesadzili – twierdzi. – Nakłaniałem ich, by ją zlikwidowali, ale mnie nie posłuchali.
W myśl szarijatu, wyznanie wiary powinno być wypowiedziane w odpowiednim miejscu (najlepiej w meczecie), formie (ustnie) i we właściwy sposób (w obecności świadków, przed którymi stoi się twarzą w twarz). Czy osoby, które przyjmują islam poprzez Internet, są w ogóle muzułmanami? – Nie mnie oceniać, kto nim jest, na wszelki wypadek doradzam im (a zgłasza się ich sporo), aby przyszły do meczetu i powtórzyły wyznanie przed imamem – wyjaśnia Miśkiewicz.
Mniej wyrozumiały jest profesor Selim Chazbijewicz. Uważa, że taką stronę powinno się bezwzględnie zamknąć, gdyż może to być początek szerszej fali powstawania podobnych witryn prowadzonych przez niebezpieczne organizacje fundamentalistyczne, które za pośrednictwem sieci mogą werbować wiernych. W MZR obowiązują twarde zasady przyjmowania do wspólnoty: zgłębienie wiary i egzamin z wiedzy o islamie, przysięga na Koran w obecności świadków i wyznanie wiary. Nowy muzułmanin musi przysiąc, że nie weźmie alkoholu do ust i nie będzie jadł potraw rytualnie nieczystych (głównie wieprzowiny).
Darczyńca z Arabii Saudyjskiej
Miśkiewicz ściąga potrzebne fundusze dla polskich muzułmanów z zagranicy. Na przykład sponsorzy z Arabii Saudyjskiej finansują pielgrzymki do Mekki. (Do tej pory pokryli koszty 9 pielgrzymek, w których uczestniczyło blisko 100 muzułmanów.) Za pieniądze z Arabii ma powstać szkoła koraniczna w Białymstoku, wyremontowane zostaną też stare meczety. Mufti chce także postawić meczet w Warszawie. Idealnym miejscem jest działka przy ulicy Filtrowej, która przed wojną należała do Muzułmańskiego Związku Religijnego. – Co prawda teren odebrano nam w 1993 roku i obecnie znajduje się na nim park, ale staramy się o jego odzyskanie. Przygotowaliśmy projekt architektoniczny, wysłaliśmy pismo do gminy Centrum z prośbą o zwrot ziemi – wyjaśnia.
W rozmowie tuż przed wyborem na muftiego Miśkiewicz zdradził swoje dalekosiężne plany. Do 2010 roku miałoby powstać w Polsce około 8–10 meczetów w największych miastach. A wszędzie tam, gdzie mieszka ponad 50 muzułmanów – domy modlitwy. Łącznie ma ich być ponad 100. W Łodzi i Poznaniu działki pod przyszłe meczety kupiła Liga Muzułmańska. – Ale to wciąż za mało. W innych krajach Europy islam rozwija się dużo szybciej – mówi z żalem.
Dziś, po zdobyciu stanowiska, marzenia Miśkiewicza nabrały szerszego rozmachu. – Chciałbym stworzyć w Polsce Środkowoeuropejskie Centrum Islamu. Mamy ambicje zostać pośrednikiem między innymi państwami islamu. Polska może być ambasadorem tolerancji – przekonuje, wspominając o dobrych relacjach na linii państwo-muzułmanie i katolicy-muzułmanie. – W Polsce panuje tolerancja, którą chcemy wykorzystać jako argument w swoistej kampanii promującej nasz kraj w innych państwach świata.
Czy rzeczywiście Rzeczpospolita stanie się pomostem między światem islamu a chrześcijaństwem, czy może raczej kolejnym przyczółkiem w Europie dla muzułmańskich fundamentalistów? Na razie jest ich u nas niewielu, ale są świetnie zorganizowani, mają dostęp do ogromnych pieniędzy idących w miliony dolarów, pochodzących z niejasnych źródeł finansujących również działania ekstremistów i bojowników. Wszystko wskazuje też na to, że dawny zeuropeizowany islam tatarski ustępuje pola fundamentalistom, i to właśnie oni będą kształtowali przyszłość polskiego islamu w najbliższych dziesięcioleciach.
Źrudło: wiadomosci.onet.pl/1218051,240,4,kioskart.html
KR44
W pewnym sensie to zasługa naszych pasterzy... dzień islamu, judaizmu ... satanizmu,-po prostu tzw. ekumenizm.
Kasiula
Tragedia ....Od wiekow wiadomo bylo ze islam to religia szatana .....Kiedys nie do pomyslenia byo aby tworzyc meczety w Polsce. Mam nadzieje ze wiekszosc mysli podobnie, aby to zagrozenie jakim jest islam zniknelo z naszej Polski, bo Polska jest chrzescijanska i niech taka pozostanie ! Oby wszyscy muzulmanie wyjechali z Polski i zostawili nasz kraj czysty ! Tak mi dopomoz Bog i Ty nasz … Więcej