Clicks283
chemikus
1

Trzymać się z daleka od Muzeum POLIN! Przestać finasować wylęgarnię antypolonizmu - list otwarty do premiera Glińskiego

Jesteśmy we własnym kraju obrażani, wyzywani od antysemitów i jeszcze za to szczodrze płacimy. Ewenement w skali światowej
Ryszard Makowski

wpolityce.pl/polityka/386355-jestesmy…

Tylko senatorowie PiS Artur Warzocha i Rafał Ślusarz zabrali publicznie głos po skandalicznym „wykładzie” w Muzeum POLIN.
Niebezpieczny dla władzy jest moment kiedy jej przekaz zaczyna zdecydowanie odbiegać od nastrojów najwierniejszego elektoratu. Od chwili zaatakowania Polski przez rząd Izraela słowami ambasador tego kraju wypowiedzianymi w szczególnym miejscu czyli w Auschwitz, nasze władze czynią starania by załagodzić sytuację. Szukanie porozumienia i wyjaśnienia zadrażnień jest słuszną linią postępowania. Jednak w tym przypadku natrafiamy na tak nieprzejednaną wolę drugiej strony, że dalsze ustępstwa zaczynają wyglądać na rejteradę.
Taktyka przeczekania, nierozdmuchiwania pewnych tematów, robienia uników w nadziei, że sprawa straci paliwo i samoczynnie się ulotni, niestety nie przynosi rezultatu. A co więcej, natrafia na coraz większe zdumienie elektoratu. Prowokacje przeciwko dobrym stosunkom polsko-żydowskim są podejmowane tu na miejscu, a ci którzy nas swobodnie szkalują śmieją się nam w nos. I trudno im się dziwić.
Fundujemy im wygodne i dostanie życie i zapewniamy komfortowe warunki do pomawiania nas o co tylko zapragną. Ostatnio jest trend by z nas robić na siłę antysemitów. Paradoksalnie można podejrzewać, że ta ostentacyjna walka środowisk żydowskich z antysemityzmem, ma na celu wzniecenie właśnie nastrojów antysemickich. Tu trzeba zauważyć, że nasze społeczeństwo zachowuje się nad wyraz cierpliwie i odpowiedzialnie. Nie dajemy się podjudzić jawną hucpą i to bardzo dobrze.
Natomiast trudno, żeby Polacy nie czuli doskwierającego dyskomfortu i żeby nie narastało zbulwersowanie. Niewybredny paszkwilant jakim jest dr hab. Michał Bilewicz, który na podstawie wielce naciąganych dowodów prowadził debatę pt. „Epidemie mowy nienawiści. Jaki blisko Marca‘68 jesteśmy?”, nie dość, że jest opłacany przez Uniwersytet Warszawski jako pracownik uczelni, to jeszcze na swoje wypocinowe dociekania dostał od Narodowego Centrum Nauki grant wysokości 2 mln zł.
W zasadzie tak jak się należy zareagowali tylko dwaj senatorowie PIS, Artur Warzocha i Rafał Ślusarz. Skierowali oświadczenie adresowane do marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego pytając, czy „tego typu działalność”powinna być wspierana ze środków publicznych?
Podobne pytania pchają się namolnie w przypadku niezwykle hojnie obdarowywanych jednostek, które ostentacyjnie prowadzą działalność antypolską. Ponadto wygląda na to, że donator z lekką ręką jakim jest nasz rząd, nie ma nawet ostatecznego wpływu na obsadę dyrekcji tych instytucji, nie mówiąc o ich poczynaniach. Praktycznie utrzymujemy z pieniędzy polskiego podatnika eksterytorialne placówki nie kryjące do nas niechęci. Trudnią się akcjami dyfamacyjnymi łakomie powielanymi przez media całego świata.
Największym problemem jest obóz w Auschwitz. Finansujemy miejsce, które wykorzystywane jest do oskarżeń nas o współudział w Holocauście. To tu przyjeżdżają wycieczki z całego świata. Czy wielu z tych turystów zadaje sobie trud zrozumienia, że to niemieckie obozy zagłady? Słyszał, że to są „polskie obozy śmierci”, rzeczywiście to jest w Polsce, więc wszystko pasuje.
A już czymś na co się zupełnie nie można zgodzić, to jest tendencyjne pomijanie polskich ofiar tego obozu i „wychowawczy” aspekt wizyt młodzieży z Izraela, której jest wpajana nienawiść do Polaków jako sprawców cierpień ich przodków.
Był drukowany w portalu „wPolityce.pl” list do naszych władz, opisujący praktyki jakie mają miejsce na terenie obozu Auschwitz. Niestety został praktycznie zignorowany.
List otwarty do premiera Glińskiego w sprawie fałszowania historii w muzeum KL Auschwitz
Może należałoby rozważyć wariant austriacki zamykania dawnych obozów śmierci. Obecnie nie służą one przestrzeganiu ludzi przed okropieństwem ludobójczych totalitaryzmów, tylko wytaczaniem przeciwko nam najbrudniejszych kampanii. I my jeszcze za to płacimy. I finansowo i wizerunkowo.
To co się dzieje w Muzeum POLIN to kontynuacja pedagogiki wstydu stosowanej niezwykle skutecznie w stosunku do Polaków w III RP. I nie wywołuje to oddźwięku władzy, którą powinna nas stanowczo reprezentować. W dużej części społeczeństwa zaistniała sytuacja budzi sprzeciw. I wręcz szokuje postępowanie władz, obiecujących otwieranie kolejnych przyczółków mogących być ośrodkami antypolskiej propagandy. Jeśli jakaś instytucja nie działa zgodnie ze statutem, a ktoś komu przydzielono grant zachowuje się niegodnie, chyba istnieją możliwości zweryfikowania czy nadal należy go wpierać.
Dochodzimy do takiego absurdu, że ministrowie, którzy przeważnie uczciwie pracują mają być pozbawieni nagród, - ale tych, którzy nas bez skrupułów obrażają nie można w żaden sposób tknąć. I nadal trzeba ich obsypywać publicznym groszem.
Na razie sondaże są dla PiS przychylne, ale sondaże mają to do siebie, że wykazują się bezwładnością. PiS zrobił dużo dobrego dla Polaków i to cały czas procentuje. Jednak niezadowolenie z tego, że we własnym kraju jesteśmy arogancko obrażani i jeszcze za to płacimy, narasta. Rząd pomimo niezwykle trudnej sytuacji w jakiej został postawiony, musi dać jasny sygnał, po której stronie wojny informacyjnej się opowiada. Bo że taka wojna się intensywnie toczy to chyba nikt nie ma wątpliwości.

------------------------------------------------


Polacy jako pożeracze zwłok, pod auspicjami Matki Boskiej Bolesnej.
Takie powieściowe „cudo” reklamuje izraelski Haaretz
Muzeum POLIN to fabryka nienawiści i antypolska szczujnia.
Mar 17, 2018
Katarzyna TS

wprawo.pl/…/polacy-jako-poz…

13 marca br. na łamach izraelskiego dziennika „Haaretz” ukazał się wywiad z pisarką Joanną Bator. „Bator udała się aż do Japonii, żeby lepiej przyjrzeć się swojej ojczyźnie, Polsce, i panującemu w niej antysemityzmowi. Dziś jej książka przetłumaczona na hebrajski staje się samospełniającą się przepowiednią” – brzmi wstęp do wywiadu.
O jaką książkę chodzi? O powieść „Ciemno, prawie noc”, którą na łamach „Gazety Wyborczej” polecała Olga Tokarczuk: „Bierzemy udział w horrorze, mrocznej wizji, w której wychodzą na powierzchnię najgorsze ludzkie instynkty. W powieści Bator Wałbrzych to horror, soczewka, w której skupiają się prawdziwie ciemne siły”.
Dzieło Bator nie trafiło do moich rąk, ale najwyraźniej musi być to książka niezwykle cenna, a nawet bezcenna, skoro przetłumaczono ją na hebrajski, a w promocję włączył się Haaretz. Zajrzałam więc do recenzji zamieszczonej w „Gazecie Wyborczej”, z którą Bator współpracuje. Z wrażenia opadła mi szczęka.
Oto streszczenie fabuły (cyt. za GW): „Młoda dziennikarka z Warszawy Alicja Tabor wraca do Wałbrzycha. Ma zebrać materiały o dzieciach zaginionych w niewyjaśnionych okolicznościach. (…)Atmosfera jest od początku gęsta i upiorna. Wśród mieszkańców Wałbrzycha poruszonych znikaniem dzieci narasta gniew, który uderza w Cyganów. W mieście pojawia się prorok Jan Kołek, który głosi konieczność powrotu do życia zgodnego z Ewangelią. Po jego śmierci duchowy spadkobierca Jerzy Łabędź organizuje zbiórkę pieniędzy na budowę wielkiego pomnika Matki Boskiej Bolesnej z dwójką zaginionych dziatek. A potem nakłania zwolenników do wykopywania ludzkich kości i sprzedawania ich wiernym jako relikwii. Kult Maryi wzmocniony kultem Kołka wypełnia się nacjonalizmem i nienawiścią wobec obcych. Przeciwna budowie pomnika grupa mieszkańców wywiesza transparenty z napisami „Katotaliby do Katostanu”. W dniu bezpośredniego starcia, gdy Łabędź nad trumną Kołka nawołuje do zwiększenia ofiarności, następuje eksplozja społecznych emocji. Ludzie rozbijają trumnę, rozszarpują zwłoki i zaczynają je pożerać”.
Uff, robi wrażenie, c’nie? Nie ma co się dziwić, że tłumaczenie na hebrajski było niezbędne. Polacy jako pożeracze zwłok pod auspicjami Matki Boskiej Bolesnej, to jest nawet lepsze niż Polacy krzyżujący na drzwiach stodoły chłopa ratującego zbezczeszczone macewy. Ale gdzie tu antysemityzm i „samospełniająca się przepowiednia”?
Joanna Bator wyjaśnia na łamach „Haaretz”: „Napisałam tę książkę w Japonii w 2011 roku. Myślę, że dystans, jaki tam miałem, dał mi bardzo skupioną perspektywę, jeśli chodzi o to, co nadchodzi, co już kipiało na forach internetowych, w ludzkich umysłach. Teraz groteskowy język nienawiści, który artystycznie odtworzono w mojej powieści, można usłyszeć w polskich mediach, w polskim parlamencie. To smutne i wstydliwe. Kiedy społeczeństwo koncentruje się na nienawiści, prawdziwe zło może się rozwinąć.”
Następnie Bator przechodzi do krytyki nowelizacji ustawy o IPN. Jest oczywiście teza o tym, że Polska próbuje się wybielić udając, że Polacy nie mieli nic wspólnego z Holokaustem. Jest Jedwabne jako przykład polskiego bestialstwa wobec Żydów oraz „homofobiczne i mizoginiczne tendencje polskiej partii rządzącej”, a także naganna „obsesja na punkcie przeszłości, która tęskni za zapomnianą chwałą, wielkością i wyjątkowością Polski”. W wywiadzie jest też nawiązanie do poprzedniej książki Bator „Piaskowa góra”, w której „jedyna czarująca postać, Dominika, ma żydowskie pochodzenie”.
Reasumując, jeden wielki rzyg na Polskę i Polaków. Dodam jeszcze, że powieść „Ciemno, prawie noc” została w 2013 roku nagrodzona Nagrodą Literacką Nike.
A teraz zestawmy literackie dokonania Bator reklamowane na łamach Haaretz z materiałami edukacyjnymi wyprodukowanymi przez Muzeum POLIN w celu właściwego naświetlenia powojennych relacji polsko-żydowskich. Nauczyciele otrzymują zestaw materiałów pt. „Przemoc antyżydowska w Polsce w latach 1944–1949” przeznaczony dla uczniów IV klasy szkoły ponadpodstawowej. Jaki jest cel zajęć? „Uczennica/uczeń po zajęciach: 1. Opisuje skalę i przejawy antyżydowskiej przemocy w powojennej Polsce. 2. Zabiera głos w dyskusji o jej przyczynach, używając logicznych argumentów. 3. Potrafi opisać, na czym polegał indywidualny, ludzki wymiar cierpienia spowodowanego nienawiścią ze względu na pochodzenie. 4. Podaje przykłady agresji w reakcji na inność występujące współcześnie.”
Jak osiągnąć ten efekt? Oto zalecenia dla nauczycieli wypracowane przez edukatorów z Muzeum POLIN: „Podsumowując, zwróć uwagę uczennic i uczniów na to, że [biskup] Kaczmarek idealizuje postawy Polaków wobec Żydów w czasie okupacji i tłumaczy niechęć do nich po wojnie wyłącznie ich związkiem z komunizmem. Podkreśl, że oceny w jego raporcie dotyczące zaangażowania Żydów w budowę systemu komunistycznego są przesadzone. (…) W trakcie dyskusji nad źródłami uprzedzeń wobec Żydów po wojnie zwróć uwagę uczennic i uczniów na takie czynniki, jak: dziedzictwo przedwojennego antysemityzmu i hitlerowskiej propagandy antysemickiej z czasów okupacji, demoralizujący wpływ bycia świadkiem lub – w przypadku niektórych osób – wręcz współuczestniczenia w masowym mordzie na Żydach podczas wojny, problem upominania się Żydów o przejęte przez Polaków mienie , sytuacja powojennej anomii, wszechobecność agresji i rozplenienie przestępczości pospolitej, strach przed komunizmem, wiara w mit żydokomuny i mechanizm przeniesienia agresji z nielubianej, ale dysponującej narzędziami wymuszania posłuszeństwa władzy na Żydów, funkcjonowanie w świadomości części społeczeństwa dawnych uprzedzeń i mitów (takich jak mit mordu rytualnego).”
Tak wygląda edukacja w POLIN. Dodam jeszcze, że w materiałach edukacyjnych pt. „Żydzi i komunizm w Polsce po 1945 roku” postawiono tezy następujące: „nieprawdziwe są twierdzenia o zdominowaniu aparatu bezpieczeństwa przez Żydów”; Jakub Berman wykazywał się gorliwością w wypełnianiu swoich zadań” ze strachu przed antysemityzmem, ale „trudno jednak mówić w jego przypadku – podobnie jak w przypadku większości komunistów żydowskiego pochodzenia – o głębokich związkach z kulturą żydowską”.
Co ma wspólnego powieść Bator i materiały edukacyjne przygotowane przez Muzeum POLIN? I jedno i drugie służy wywołaniu u odbiorcy instynktownej niechęci do Polaków, którzy są z natury źli, nienawistni, prymitywni i przepojeni agresją do wszystkich wokół.
A Żydzi, jeśli nawet robią jakieś złe rzeczy, to robią je ze strachu, a w ogóle to nie są Żydami, ponieważ nie mają „głębokich związków z kulturą żydowską”. Oczywiście, każdy przejaw polskiego buntu przeciwko tej narracji jest natychmiast stygmatyzowany jako antysemityzm i „samospełniająca się przepowiednia”.
Nie mam żadnych złudzeń, że za ten felieton po raz kolejny zostanę okrzyczana w komentarzach antysemitką. I powiem Wam, że w ogóle mnie to nie wzrusza.
Wprost przeciwnie: to mnie niezmiernie bawi, bo dowodzi tylko jednego – że poza pałką antysemityzmu antypolska szczujnia naprawdę nie ma już nic innego. Jeśli nie damy się po raz kolejny sterroryzować politrukom od „pedagogiki wstydu”, to nic nam nie zrobią.
I jeszcze jedno – wszystkim rodzicom radzę, żeby nie zgadzali się na edukowanie ich dzieci w tej fabryce nienawiści i antypolskiej szczujni jaką jest Muzeum POLIN. Od tego miejsca lepiej trzymać się z daleka.

za dakowski.pl
Agnus likes this.