Język
Wyświetlenia
2,4 tys.
Anja39 2 2

Saul i Dawid: odrzucenie i wybór

Saul i Dawid:
odrzucenie i wybór

Dzieje Dawida przekazane w 1 i 2 Księdze Samuela to typowa historia człowieka nieznanego, który wspina się na najwyższe szczyty władzy i godności, a zarazem klasyczny przykład wybrania osoby z pozoru mało znaczącej, bez wielkich możliwości, wobec której Bóg dokonuje wielkich rzeczy. Dzieje Dawida są bardzo długie, dlatego w książce omówione zostaną tylko wydarzenia najważniejsze.
Najpierw musimy się przyjrzeć dwóm postaciom: Dawidowi i Saulowi, które są symbolem odrzucenia i wyboru. Saul był pierwszym królem Izraela. Lud prosił Boga o króla, a Bóg wskazał na Saula, dlatego Samuel namaścił go na króla. Mogłoby się wydawać, że historia ta niesie pozytywne treści: Izrael ma króla! Tymczasem Saul jest postacią złożoną, kontrowersyjną.
Rozważając historię Saula, musimy zrozumieć, dlaczego Izraelici chcieli mieć władcę, dlaczego prosili Samuela o nowego króla. Po osiedleniu się w ziemi obiecanej Izraelici żyli w całkowitej zależności od Boga, który był prawdziwym przywódcą Izraela, królem. Był ich przewodnikiem na pustyni, a teraz stał się przewodnikiem Izraela na jego ziemi. Prowadząc swój lud, Bóg posługuje się sędziami — charyzmatycznymi postaciami, przez które działa. Powołuje sędziów wtedy, gdy trwa wojna, kiedy pokolenia Izraela wdają się w spór, gdy jest Mu potrzebne ludzkie pośrednictwo. To Bóg jest przywódcą, a sędzia tylko chwilowym pośrednikiem. Pełni swą funkcję dopóty, dopóki jest potrzebny.
Izraelici żyli więc w całkowitej zależności od Boga. Prosząc Go o króla, mówili, że „tak jak jest u wszystkich innych ludów”1, Izraelici chcą mieć króla podobnego do innych królów, pragną państwa stworzonego na wzór krajów sąsiednich. Chcą żyć zwyczajnie, mieć państwo podobnie jak inne ludy.
Dobrze jest mieć Boga za króla, ale ten stan wywołuje poczucie odmienności, wymaga posłuszeństwa wobec prawa różnego od tego, którym kierują się inni ludzie, i opartego na innych kryteriach. Są to kryteria Boże, a podążanie drogą zgodną z nimi jest trudne i męczące, wymaga czujności, każe samotnie iść pod prąd. Izrael czuje się samotny i opuszczony, gdy zbliżają się wrogowie — Ammonici. Izraelici wiedzą, że mają Boga, ale ich Bóg jest niewidzialny, tymczasem wróg stoi pod murami miasta. Bóg jest królem Izraela, ale Go nie widać, natomiast król Ammonitów jest widoczny i budzi strach. To dlatego Izraelici chcą mieć króla, który pójdzie na czele wojska i będzie walczył w obronie swojego ludu.
Bóg walczy lepiej niż król, jest od niego silniejszy, więc Izraelowi opłaca się mieć Boga za króla, ale mieć Boga za króla oznacza też nigdy nie wiedzieć, co On zrobi: czy będzie za nich walczył, czy poczeka? Myśli Boże różnią się od naszych, dla Niego wygrać, znaczy czasem przegrać, dlatego nigdy nie wiadomo, czy Bóg pokona Ammonitów, czy nie. Król-człowiek jest słabszy od Boga, ale przynajmniej można mieć pewność, że spróbuje walczyć, tak jak chcą poddani. Dlatego Izrael prosi o takiego króla, jakiego mają inni.
Samuel ostrzega ich jednak przed tym, co zrobi nowy władca, tłumacząc, że wprawdzie król będzie za nich walczył, ale jednocześnie skorzysta ze swojej władzy. „Będzie zabierał wasze dobra, będzie brał waszych synów do swojego wojska, weźmie wasze córki i uczyni z nich swe niewolnice, zbierze owoce z waszych pól dla własnego dworu. Będzie brał”2 — powtarza Samuel. I to będzie jego królewskie prawo. Tak więc będzie to władca, który bierze jak inni królowie, tak różny od Boga, który daje, zamiast brać.
Lud nie słucha jednak głosu Samuela, a wtedy Bóg wskazuje na Saula, który zostaje namaszczony na króla Izraela. Jego historia okaże się tragiczna, bo Saul zachoruje na władzę. Władza może stać się chorobą. Przekonują nas o tym dwa ważne wydarzenia opisane w rozdziałach trzynastym i piętnastym w 1 Księdze Samuela.
Pierwsze wydarzenie ma miejsce wówczas, gdy Izrael znów przeżywa trudny moment, bo następni nieprzyjaciele — Filistyni — nadciągają wielką armią. Samuel poleca Saulowi poczekać na siebie, żeby złożyć ofiarę, zanim rozpocznie się wojna. Saul czeka. Mija ustalonych siedem dni, a Samuela nie widać, więc król decyduje, że sam złoży ofiarę, bo lud żyje w strachu i wojsko zaczyna się rozchodzić. Saul myśli, że uroczystość religijna będzie miała pozytywny wpływ na wojsko i na lud, przywróci ufność i poczucie bezpieczeństwa. Przez tę ofiarę stara się zjednoczyć swoich poddanych, umocnić ich w wierze, aby mogli lepiej walczyć, zwracając się do Boga. Prawda jest jednak taka, że Saul nie czeka na czas wybrany przez Boga, zatem okazuje Bogu nieposłuszeństwo, a wtedy ofiara staje się środkiem, w którym Saul szuka ocalenia. Saul zwraca się do Boga przez ofiarę, ale sam chce decydować o tym, jak znaleźć ocalenie. Przez złożenie ofiary stara się sprowokować Boga, by ratował lud. Szuka pomocy według własnego planu, zamiast trwać w postawie ufności i wiary. Ucieka się do Pana, ale zaniedbuje to, co najważniejsze, co stanowi fundament jego władzy nad Izraelem, czyli posłuszeństwo Bogu. Poprzez nieposłuszeństwo Saul nadużywa swojej władzy królewskiej i wkracza w sferę sacrum, wykorzystując ją do wzmocnienia własnej władzy. To jest pierwsze kontrowersyjne wydarzenie w historii Saula.
Później Saul nie zgładzi Amalekitów — innego wrogiego narodu. Izrael ma wielu wrogów, ale Amalekici zajmują wśród nich szczególne miejsce, bo to oni w czasie wędrówki Izraela do ziemi obiecanej przeciwstawili się Bożemu planowi zbawienia, zdradziecko atakując Izraelitów na pustyni. Teraz Saul powinien zniszczyć tego nieprzyjaciela, aby uwidocznić zwycięstwo Boga nad tymi, którzy Mu się sprzeciwiają. Dlatego Bóg polecił Saulowi, by wyniszczył Amalekitów. Oczywiście, jest to fakt symboliczny ukazujący, że ten, kto przeciwstawia się Bogu, wybiera śmierć i niszczy samego siebie. Amalekici sprzeciwili się Bogu i to powinno stać się przyczyną ich śmierci. Tymczasem Saul nie zabija wszystkich Amalekitów, Bogu składa w ofierze całopalnej ich zwierzęta, które oszczędził.
Może się wydawać, że jest to sposób oddania czci Bogu, ale to tylko pozory. Saul składa Bogu ofiarę, ale w rzeczywistości ponownie okazuje Mu nieposłuszeństwo. Tak naprawdę nie czyni tego, by uczcić Boga, lecz po to, by uhonorować samego siebie jako króla. Poprzez tę wielką ofiarę Saul mógł uroczyście świętować zwycięstwo nad Amalekitami, przemieniając je w celebrację triumfalną. O zwycięstwie tak fetowanym lud pamiętałby zawsze, a więc zawsze pamiętałby o Saulu. W ten sposób król uwieczniłby swoje imię, a lud miałby radość ze świętowania. Dlatego król chce dać satysfakcję żołnierzom, ale przede wszystkim chce umocnić swoją władzę. I tak Saul stopniowo oddala się od Boga i od własnej misji. Ulega pokusom władzy i szaleństwa, a zatem Bóg oznajmi mu za pośrednictwem Samuela, że odrzuca go jako króla.
Na jego miejsce Pan wybiera Dawida, króla według serca Bożego. To odrzucenie Saula stanowi dla nas problem, ponieważ Bóg najpierw go wybrał, teraz go odrzuca. Dzieje się tak dlatego, że to Saul odrzucił Boga. Historyczna postać Saula staje się zarazem postacią, w której objawia się coś z wymiaru eschatologicznego. Jako egocentryczny przedstawiciel władzy zamyka się w niej, a to prowadzi do odrzucenia go przez Boga. To odrzucenie nie jest jednakże potępieniem eschatologicznym Saula-człowieka, ale staje się objawieniem Bożego potępienia wobec władzy, która zamyka się w sobie, staje się arogancka, stawiając siebie na miejscu Boga.
Samuel zostaje posłany do Betlejem, gdzie ma namaścić innego króla (1 Sm 16), co nie jest proste, bo król Saul wciąż żyje. Samuel wie, że Saul jest niebezpiecznym człowiekiem, i wie, ile ryzykuje, udając się do Betlejem. Król dowiedział się bowiem od Samuela, że Bóg chce, by na jego miejscu był ktoś inny, dlatego uważnie obserwuje sytuację, wiedząc, że jego panowanie jest zagrożone. Jeśli dowie się o tym, co ma się stać, prorok będzie zgubiony. Samuel odpowiada więc Bogu: „Jakże pójdę? Usłyszy o tym Saul i zabije mnie” (1 Sm 16, 2). Prorok boi się, próbuje uciec przed zadaniem powierzonym mu przez Boga, ale Bóg nalega i wskazuje mu drogę. Samuel pójdzie do Betlejem pod pretekstem złożenia ofiary. To nie kłamstwo, prorok złoży ofiarę, ale w istocie najważniejszą sprawą nie będzie ofiara, lecz namaszczenie nowego króla.
Samuel wyrusza w drogę, aby wykonać polecenie. To Bóg decyduje o wszystkim, a on jest tylko pośrednikiem. Bóg powiedział mu: „Ja wtedy powiem ci, co masz robić: wtedy namaścisz tego, którego ci wskażę” (1 Sm 16, 3). Samuel ma być tylko posłuszny. Po raz drugi jest zmuszony dokonać namaszczenia króla, czego nigdy nie zamierzał uczynić. Nie chciał, żeby Izrael miał króla, więc nie chciał namaścić Saula, a tym bardziej nie chce czynić tego powtórnie, bo pierwszy król, którego Samuel nie chciał, wciąż istnieje i jest niebezpieczny. Samuel wprawdzie boi się ryzykować, ale skoro był posłuszny za pierwszym razem, także drugi raz daje się przekonać i w tym posłuszeństwie jest naprawdę prorokiem i pośrednikiem. Jest pośrednikiem zbawienia, bo jest posłuszny.
Samuel dociera do Betlejem i zaprasza do udziału w ofierze Jessego z rodziną, aby pośród jego synów znaleźć nowego króla. Teraz narracja staje się powolna, poznajemy szczegóły spotkania Samuela z synami Jessego. Jesse przedstawia mu pierworodnego Eliaba. Jako pierworodny Eliab jest najważniejszy, więc prawdopodobnie to on powinien być królem. Co więcej, jest nie tylko najważniejszy, lecz także najwyższy, a to jest zaleta, bo wysoki król ma większy autorytet, wydaje się dysponować większą siłą i odwagą niż niski władca, a zatem budzi podziw, także wśród innych narodów. Samuel widzi wysokiego Eliaba i myśli: „To on. To on jest królem!”3, pamiętając, że również Saul był tak wysoki, że przewyższał wszystkich o głowę. Wielki król! Samuel myśli: „Skoro Bóg wybrał wysokiego Saula, teraz także będzie chciał wysokiego króla”.
A tymczasem Bóg stosuje inne kryteria; mówi do Samuela: „Nie patrz na jego wygląd ani na jego wzrost. Nie wybrałem go”4. Bóg nie patrzy bowiem tak, jak patrzą ludzie. Bóg nie patrzy na wzrost, tylko na serce. Samuel jest prorokiem, więc powinien umieć zobaczyć rzeczywistość oczyma Boga. Prorok to ten, kto widzi tak jak Bóg. Samuel nie myśli teraz jak prorok, bo pozostaje w niewoli starych schematów związanych z wyobrażeniem wielkiego, potężnego króla. A Bóg myśli inaczej. W tej chwili trzeba poszukać kogoś innego, pozwolić, żeby to Bóg zdecydował. Posłuszeństwo Samuela, tak jak posłuszeństwo każdego z nas, musi być ciągle odnawiane. Nie wystarczy, że już raz zrozumieliśmy, trzeba wciąż słuchać, pozwalać się nauczać, stale być posłusznym.
I tak przechodzi przed Samuelem siedmiu synów Jessego, jeden za drugim. Za każdym razem Samuel pyta Boga, czy to jest Jego wybraniec, i w każdym wypadku musi odkryć, że to nie ten. Po przejściu kolejnego syna zmartwiony Samuel musi powiedzieć: „Pan go nie wybrał”. Za każdym razem ma nadzieję, że to będzie ten, i za każdym razem mówi: „nie”. Po przejściu wszystkich synów Jessego Samuel nie wie, co robić. Uporczywie trwając w nadziei, pyta Jessego: „Czy to już wszyscy młodzieńcy?” (1 Sm 16, 11). Okazuje się, że nie, nie wszyscy, pozostał jeszcze jeden.
Czytelnik o tym nie wiedział, bo nie wiedział o tym nawet Samuel. Był jeszcze jeden syn — chłopiec, który pasł stado. Był najmniejszy z rodzeństwa, najbardziej niepozorny i dlatego nawet go nie zawołano, gdy składano ofiarę. Może wręcz zapomniano o tym, że chłopiec istnieje. Samuel chwyta się szansy i każe mu przyjść. Może nie ma już nadziei, ale ufa Bogu. Chłopiec przychodzi. Dowiadujemy się, że miał rude włosy, piękne oczy i miły wygląd. I wtedy Pan mówi: „Wstań i namaść go, to ten” (1 Sm 16, 12). Samuel namaszcza go, a Duch Pański zstępuje na niego. Wtedy autor mówi nam, że chłopiec ma na imię Dawid.
Kryteria Boże różnią się od kryteriów ludzkich. Jego pomazaniec nie jest wielki, nie jest ważny, jest tylko chłopcem, który właśnie ze względu na swoją małość nadaje się do tego, by stać się znakiem mocy Bożej wśród Jego ludu. Zgodnie bowiem z jedną z głównych cech historii zbawienia właśnie małość jest uprzywilejowana w wybieraniu i objawianiu tego, co Boże. Wystarczy wspomnieć o Ablu, Jakubie, Gedeonie, Jeremiaszu, a także o kobietach — tradycyjnie uważanych za nieważne i słabe — takich, jak Debora, Judyta, Estera. To poprzez te słabe kobiety Bóg ukazuje swoją moc, aż do tej młodej kobiety, Dziewicy Maryi. I tak jest aż do ostatecznej manifestacji mocy Bożej w absolutnej słabości krzyża i w tajemnicy Człowieka, który umiera. Także On, jak Dawid, narodził się w Betlejem, także On był uważany za kogoś słabego, z kim nie trzeba się liczyć, a tymczasem to On jest ostatecznym Pomazańcem Pańskim, prawdziwym Mesjaszem, Synem Bożym, który zbawia świat. Dawid jest tylko Jego figurą, ale figurą ważną, dlatego uważnie będziemy śledzić historię Dawida, chłopca o rudych włosach i pięknych oczach.
1"Ustanów raczej nad nami króla, aby nami rządzi?, tak jak to jest u innych narodów" (1 Sm 8, 5).
2"Synów waszych będzie on brał do swego rydwanu i swych koni ( ) Przygotowywać też będą broń wojenną i zaprzęgi do rydwanów. Córki wasze zabierze do przyrządzania wonności oraz na kucharki i piekarki. Zabierze równieź najlepsze wasze ziemie uprawne, winnice i sady oliwkowe, a podaruje je swoim sługom. Zasiewy wasze i winnice obciąży dziesięciną i odda ją swoim dworzanom i sługom. Weźmie wam również waszych niewolników, niewolnice, waszych najlepszych młodzieńców i osły wasze i obarczy pracą dla siebie" (1 Sm 8, 11-16).
3"Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i powiedzia?: ŤZ pewnością przed Panem jest jego pomazaniecť" (1 Sm 16, 6).
4"Pan jednak rzekł do Samuela: ŤNie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż odsunąłem goť" (1 Sm 16, 7).
opr. aw/aw

Sprzeniewierzenie się Bożemu wybraniu:
grzech z Batszebą

Zaczęliśmy nasze rozważania od stwierdzenia, że władza jest chorobą, więc trudno się jej oprzeć... i rzeczywiście, również Dawid zachoruje na tę chorobę, sprzeniewierzając się Bożemu wybraniu i swojej władzy królewskiej. Świadczy o tym moment grzechu z Batszebą, opowiedziany w 2 Księdze Samuela, w rozdziale jedenastym. Warto omówić ten rozdział, aby zrozumieć, co się stało, bo nie chodzi tu tylko o epizod z życia Dawida, ale jest to jakby paradygmat grzechu, coś, w czym każdy z nas musi zobaczyć siebie, z czym musi się skonfrontować. I dlatego każdy z nas jest podobny do Dawida w tym wydarzeniu.
Wszystko zaczyna się od ciężkiej obrazy, jakiej Dawid doznaje ze strony króla sąsiedniego ludu Ammonitów. Po śmierci starego króla Ammonitów Dawid wysyła ambasadorów do jego syna — dziedzica tronu, aby mu złożyć kondolencje. Ze strony Dawida jest to gest przyjaźni wobec nowego króla, jest to propozycja przymierza. Dawid-król wysyła do drugiego króla delegację, przez co jakby mówi: „bądźmy przyjaciółmi”. Tymczasem nowy król Ammonitów, młody i nierozważny, reaguje prowokacyjnie. Obcina do połowy brody i ubrania ambasadorów Dawida. Jest to wyjątkowe upokorzenie, bo broda była symbolem męskości, znakiem autorytetu, więc obcięcie jej do połowy ośmieszyło posłańców. Jeszcze gorsze było obcięcie ubrania — w ten sposób została odkryta nagość wysłanników. Był to akt absolutnie niestosowny, obraza i upokorzenie.
Na tak poważny afront Dawid musi odpowiedzieć, bo jest królem. Nie może dopuścić do tego, aby go upokarzano; jeżeli nie zareaguje, inne ludy pomyślą, że jest słaby i nie będą go już szanować. Dawid musi zatem dać nauczkę młodemu królowi. Odpowiada wojną. W rozdziale dziesiątym czytamy opis bitew; Dawid zwycięża, a następnie decyduje o ostatecznym uderzeniu. Posyła swoje wojsko z Joabem na czele, aby oblegać stolicę Ammonitów, a sam zostaje w Jerozolimie. I tu już coś się nie zgadza, bo był to czas, w którym królowie zazwyczaj prowadzili wojny, a to oznacza, że szli do walki razem ze swoimi wojskami. Kiedy Izraelici prosili Samuela o króla, powiedzieli: „Daj nam króla takiego, jak mają inni, aby szedł przed nami na wojnę”. Tymczasem teraz Dawid nie idzie przed nimi na wojnę. Posyła żołnierzy, a sam pozostaje w Jerozolimie. Czytelnik zadaje więc sobie pytanie, dlaczego Dawid został w mieście, a narrator budzi w czytelniku wątpliwość, czy Dawid nadal sprawuje władzę we właściwy sposób, czy może zaczyna już być potężnym królem, chorym na władzę. Gdy inni walczą i ryzykują życie na polu bitwy, pasterz, który powinien za nich oddawać życie, zostaje w pałacu, żyje wygodnie i bezpiecznie, nie dzieli ze swoim wojskiem ryzyka i trudu, tylko czeka, kiedy armia skończy oblężenie i nadejdzie wiadomość o przejęciu miasta. Wtedy Dawid pojedzie tam i przejmie miasto jako zdobywca, on, który pozostał w Jerozolimie.
Tak zaczyna się jeden z najbardziej ponurych epizodów w historii Dawida. Korzystając z uprzywilejowanej sytuacji, Dawid bierze sobie żonę swojego oficera, który właśnie walczy dla niego, biorąc udział w oblężeniu stolicy Ammonitów. Oto co się dzieje: król Ammonitów źle potraktował i obraził ambasadorów Dawida, a teraz Dawid źle traktuje i obraża swojego poddanego, cudzołożąc z jego żoną. Afront wyrządzony przez Ammonitów naraził na szwank honor Dawida, ale on sam nie idzie na wojnę, by odpowiedzieć na zniewagę, za to naraża honor swojego poddanego. I on — król, zdobywa cudzą kobietę, podczas gdy inni walczą i giną, aby zdobyć dla niego miasto. Oni zdobywają miasto wroga, a on bierze żonę przyjaciela.
Wszystko dokonuje się pozornie przypadkiem. Widzimy Dawida po długim odpoczynku popołudniowym. Kto wie, dlaczego musiał odpoczywać... to prawda, że w Jerozolimie jest gorąco, więc po południu się odpoczywa, ale król zachowuje się trochę dziwnie, skoro leży w łóżku przez całe popołudnie. Inni pracują, walczą, giną, a on śpi. Wstaje wieczorem i przechadza się po tarasie swojego pałacu, który oczywiście jest położony wyżej niż inne domy. Dawid widzi z góry piękną kobietę kąpiącą się na podwórzu swojego domu. Myślę, że warto wyobrazić sobie tę scenę, żeby zrozumieć dalsze wydarzenia i znaleźć dla nich pewne wytłumaczenie.
Nadchodzi wiosenny gorący wieczór, a upał męczy i osłabia. Dawid niedawno się obudził, więc jeszcze jest półprzytomny i może też trochę martwi się wojną, a może czuje przytłaczający ciężar samotności, jaki zwykle pociąga za sobą Boże wybranie. Kto jest wybrany przez Boga, ten jest sam, sam wobec tajemnicy.
W melancholijnym spokoju wieczoru Dawid spaceruje po tarasie i patrzy na Jerozolimę, na swoją Jerozolimę: piękne miasto, które zdobył. Słońce zachodzi na ognistym, czerwonym horyzoncie, w dole widać małe domki, a wokół ciągną się kamienne wzgórza Pustyni Judzkiej z ich symetrią cienia i złocistego światła. Dawid patrzy na to wszystko, na migoczące kolory, światło i cienie i nagle, tuż pod swoim pałacem, dostrzega biel ciała pięknej nagiej kobiety. Dawid zachwyca się tym widokiem. Posyła sługi, by uzyskać informacje.
W ten sposób także czytelnik dowiaduje się, że ta piękna kobieta to Batszeba, żona Uriasza Chittyty. Chociaż wydaje się nam, że Dawid pyta, kim jest ta kobieta, w rzeczywistości, jeśli dobrze odczytamy tekst, zrozumiemy, że on prosi tylko o potwierdzenie. Dawid mówi: „Czy to nie jest Batszeba?”13, a zatem wie, kto to jest. On rozpoznał kobietę, także dlatego że Uriasz Chittyta był sławnym oficerem jego wojska, należącym do grupy trzydziestu doborowych wojowników. Zatem Dawid wie, że to Batszeba, wie, że jest mężatką i nie może należeć do niego, ale ogarnięty namiętnością, nie bacząc na inne względy, każe ją zawołać. Zresztą król jest przyzwyczajony do wydawania rozkazów, a wszyscy są mu posłuszni. I chociaż Dawid prosi o kogoś, kto nie należy do niego, któż odważy się mu sprzeciwić? Dawid wie, że ma władzę, i z niej korzysta. Tak jak powiedział Samuel, to on jest królem, więc bierze... bierze cudzą kobietę z pełną świadomością, że robi coś złego. Nie potrafi się oprzeć porywającej sile namiętności, dlatego staje się grzesznikiem i zarazem ofiarą. Wie doskonale, że popełnia niegodziwy czyn, jednak pragnienie prawdopodobnie jest tak wielkie, że Dawid zaczyna prowadzić ze sobą tradycyjne rozmowy, jakie każdy z nas prowadzi z samym sobą, kiedy decyduje się zrobić coś, o czym wie, że jest złe. Dawid pewnie zaczął myśleć: „Nie mogę wziąć tej kobiety, ale w gruncie rzeczy co w tym złego? To jest tylko sprawa między mną a nią, nikomu nie zaszkodzimy. Wezmę ją na jedną noc i tyle, zresztą potrzebuję tego, jestem zmartwiony, jest wojna, król Ammonitów obraził mnie i noszę w sobie ranę, jestem zdenerwowany. Jeżeli nie rozładuję napięcia, to stanie mi się coś złego... zachoruję albo będę źle traktował moich poddanych, więc lepiej, żebym wziął Batszebę. Uspokoję się, a potem będę królem lepszym niż przedtem. Wzięcie Batszeby jest złem, ale ostatecznie jeśli ją wezmę, to przyniesie dobre skutki, bo pozwoli mi być spokojniejszym, a król musi być spokojny, więc mogę wziąć Batszebę”. Każdy z nas ma swoją Batszebę i każdy z nas zna to rozumowanie.
Dawid posyła służących, którzy przyprowadzają mu Batszebę. Nic się nie mówi o reakcjach bohaterów tej sceny. Słudzy nie zadają pytań, cóż zresztą mogą powiedzieć? Batszeba idzie do pałacu, nie mówiąc ani słowa, bo i cóż mogła powiedzieć? W ten sposób w absolutnym milczeniu towarzyszących osób, przy bardzo niewielu słowach ze strony narratora, dokonuje się cudzołóstwo — grzech Dawida z Batszebą. Przy całej swej zwięzłości opowiadanie zawiera ważną uwagę: autor powiedział przedtem, że kobieta kąpała się, aby oczyścić się z miesięcznej nieczystości. Tak więc narrator sugeruje, że Batszeba jest w okresie płodnym, bo oczyszczenie następowało w połowie cyklu. A skoro Batszeba oczyszcza się z nieczystości miesięcznej, to poczęte teraz dziecko na pewno będzie dzieckiem Dawida. I rzeczywiście po pewnym czasie Batszeba zauważa, że jest w ciąży, albowiem czyny ludzkie, dobre czy złe, zawsze mają konsekwencje. Batszeba prawdopodobnie jest przerażona — cudzołóstwo było karane bardzo surowo, a ona jest sama, bo Dawid po nocy odesłał ją do domu. Nie chcąc być sama ze swoim problemem, posyła posłańca z prośbą o pomoc — powiadamia Dawida, że jest w ciąży.
Grzech staje się widoczny na zewnątrz i ujawnia swoją typową cechę: niemożność naprawienia, nieodwracalność. Dokonane czyny ludzkie trwają. Nie można ich odwrócić, przekreślić. Ta noc była i nie można niczego zrobić, żeby jej nie było. To, że była, widać w dziecku, którego oczekuje Batszeba. Zdrada okazuje się widoczna w swoich skutkach. I tak odkrywamy kolejną cechę charakterystyczną zła: nie tylko nie można się cofnąć, nie można zapomnieć, ale w dodatku zło zawsze jest czymś większym, niż się chciało. Dawid chciał tylko spędzić noc z Batszebą, a tymczasem jej skutkiem okazuje się dziecko. Jeżeli ten grzech nie zostanie wyznany, siłą rzeczy trzeba będzie popełnić kolejny, aby ukryć ten pierwszy. Batszeba jest brzemienna i jeżeli Dawid chce utrzymać w ukryciu grzech tej nocy, będzie musiał uwolnić się od dziecka.
Dawid zaczyna działać. Każe przysłać do siebie Uriasza i troskliwie zachęca go, by szedł do domu, do swojej żony. Mówi mu: „Zejdź do swojego domu i umyj sobie nogi” (2 Sm 11, 8), co ma oznaczać: idź do domu i śpij ze swoją żoną. Posyła też do jego domu wykwintne potrawy, aby Uriasz ucztował. W ten sposób Dawid myśli, że rozwiązał problem. Dla Uriasza (i dla wszystkich) dziecko Batszeby będzie owocem tego chwilowego powrotu męża do domu. Uriasz nie idzie jednak do żony, tylko kładzie się spać z innymi żołnierzami. Dawid przygotował pułapkę, ale nie uwzględnił lojalności swojego oficera, dwukrotnie oszukanego: po raz pierwszy kiedy zabrano mu żonę, po raz drugi, kiedy król chce, aby jego dziecko uznano za potomka Uriasza.
Uriasz niweczy plan Dawida. Król, który najwyraźniej go obserwuje, dowiaduje się, że Uriasz nie poszedł do żony, dlatego mówi do niego: „Ale ty jesteś poza domem od tak dawna, masz piękną żonę... (Dawid widział to osobiście!). Czy to możliwe, żebyś nie miał ochoty iść do niej”? Uriasz odpowiada: „Arka, Izrael i Juda przebywają w namiotach, podobnie też pan mój, Joab, wraz ze sługami mego pana obozują w otwartym polu, a ja miałbym pójść do swojego domu, aby jeść, pić i spać ze swoją żoną? Na życie Pana i na twoje, czegoś podobnego nie uczynię” (2 Sm 11, 11). Piękna jest postawa Uriasza z jego poczuciem obowiązku, z pragnieniem dzielenia aż do końca losu towarzyszy, z silnym poczuciem przynależności do wojska, do Izraela, do Boga, kiedy mówi, że Arka jest na polu bitwy. Trudno wręcz uwierzyć, że Uriasz Chittyta prawdopodobnie nawet nie pochodził z Izraela, a przynajmniej jego korzenie były cudzoziemskie. On, cudzoziemiec, przeżywa aż do głębi wierność wobec Boga i towarzyszy, a przed sobą ma Dawida, który nie jest cudzoziemcem — przeciwnie, jest królem... a chciałby, aby ten jego poddany nie był aż tak wierny. Oto tragiczny paradoks spowodowany przez grzech. Zaślepiony, głuchy Dawid brnie coraz głębiej w swoim działaniu, martwiąc się tylko o to, by ukryć winę, zamiast zastanowić się nad tym, co zrobił, i odczuć niepokój sumienia wobec pięknych słów poddanego. Zaprasza Uriasza na kolację, podaje mu dużo alkoholu, mając nadzieję, że alkohol zdoła pozbawić go ostatnich skrupułów i zastrzeżeń, tak iż pijany Uriasz pójdzie wreszcie do swojej żony. Ale Uriasz, chociaż pijany, nie idzie do żony i nadal śpi ze swoimi żołnierzami.
Wtedy Dawid postanawia działać radykalnie. Skoro nie można sprawić, żeby wydawało się, iż ojcem dziecka jest Uriasz, trzeba wyeliminować Uriasza. Dawid pisze list do Joaba, w którym daje instrukcje, aby postawić Uriasza w tak niebezpiecznej sytuacji, żeby zginął w bitwie. Dawid staje się podobny do Saula. Wręcza list Uriaszowi, aby zawiózł go Joabowi. Postać Uriasza jest w tym momencie patetyczna, wzruszająca. Niewinny i nieświadomy, idzie na spotkanie śmierci, niosąc list, w którym skazują go na śmierć. List jest krótki, bardzo jasny; Dawid nie używa parafraz, nie martwi się o to, co pomyśli Joab. Król rozkazuje wysłać Uriasza na śmierć, a Joab jest posłuszny. Prawdopodobnie wyczuwa, że coś się stało, wie, że to, o co się go prosi, jest złe. Jest jednak żołnierzem przyzwyczajonym do rozkazywania, ale też do posłuszeństwa, więc nie docieka, może też myśli, że ta sytuacja przyniesie mu korzyści, bo jest jasne, że coś się za tym kryje. Wysyłając Uriasza na śmierć, Joab ma teraz w ręce broń przeciwko Dawidowi: będzie mógł go szantażować, a to może przydać się w jego karierze. Wiele karier rozwija się w ten sposób, że przechowuje się czyjeś sekrety, a później się kogoś szantażuje, stając się jednak wspólnikiem w złu, nadużyciach, w śmierci, we krwi. W ten sposób on, Joab, generał, który był odpowiedzialny za życie swoich ludzi, organizuje wyprawę wojenną specjalnie po to, by wysłać na śmierć jednego ze swoich oficerów. Wraz z Uriaszem giną też inni żołnierze, niewinne ofiary, które płacą życiem za winę swojego króla i za wierność cudzoziemskiego oficera.
Król Dawid został już wciągnięty w spiralę grzechu, która kręci się coraz szybciej, i jej zatrzymanie nie wydaje się już możliwe. Musimy wiedzieć o tym, że kiedy zaczynamy grzeszyć, uruchamiamy coś, co później nas przerasta i nie poddaje się naszej kontroli. Widać to doskonale w przypadku Dawida. Batszeba jest piękna, więc Dawid bierze ją do siebie. Ona zachodzi w ciążę, dlatego Dawid wysyła do niej Uriasza, ale Uriasz nie chce iść do domu, zatem Dawid wysyła Uriasza na śmierć. Zaczęło się od cudzołóstwa, a kończy się morderstwem. Dawid nie zamierzał nikogo zabić, chciał tylko spędzić noc z piękną kobietą. Ale kiedy zło się zaczyna, później nie można go już zatrzymać. I tak dochodzi do zabójstwa, a co nieuniknione, tracą życie także inne niewinne ofiary. Dawid chciał, żeby zginął tylko Uriasz, ale uwiarygodnienie jego śmierci wymagało zabicia także innych, bo inaczej byłoby zbyt widoczne, że chodziło o śmierć Uriasza.
Wszystko to dokonuje się jakby przypadkowo. To jest następna cecha charakterystyczna grzechu: wydaje się, że znaleźliśmy się w danej sytuacji przypadkiem, niechcący. Właśnie tego wieczoru Dawid spacerował po tarasie. Gdyby wstał z łóżka pół godziny wcześniej lub później, nic by się nie stało. Przypadkiem zobaczył kobietę, która się kąpała. Akurat był to czas płodny tej kobiety... Wszystko dzieje się przypadkiem. Także w ten sposób przejawia się oszukańcza moc zła. Wszystko jest omotane oszustwem — dokonuje się jakby niechcący, ale w rzeczywistości świadomie i dobrowolnie. A ten, kto dopuszcza się zła — oto jego kolejna cecha — w sposób nieunikniony wciąga w swój czyn także innych: Uriasza, który umiera, Batszebę, służących — pośredników, Joaba — wykonawcę zbrodni. Nic nie można na to poradzić, zło jest zaraźliwe i rozszerza się jak plama oliwy. Grzech popełnił Dawid, ale teraz także Joab stał się odpowiedzialny za śmierć Uriasza. Był jeden grzesznik — Dawid, a teraz siłą rzeczy jest ich przynajmniej dwóch, dwóch winnych morderstwa. Joab najwyraźniej to czuje, bo kiedy posyła do Dawida informację o wykonaniu rozkazu i o śmierci Uriasza, jego słowa mają w sobie mroczny cień zła. Joab daje bowiem instrukcje posłańcowi, wskazując mu, co ma powiedzieć Dawidowi, ale zdaje sobie sprawę z tego, że król się zdenerwuje, słysząc o wyprawie wojennej, która doprowadziła do śmierci tylu żołnierzy. Myśli, że Dawid się rozzłości, bo on sam był zdenerwowany, nie umiejąc zaakceptować tego, do czego został zmuszony i co uczynił. Mówi więc posłańcowi: „Kiedy król się zdenerwuje, wyjaśnij, co się stało, i powiedz mu: «Także Uriasz zginął»”14. Tak jakby przekazanie tej informacji mogło uspokoić Dawida... a przecież powinno jeszcze bardziej go zdenerwować, bo zginął jeden z dowódców. Kto wie, co pomyślał posłaniec... Ponieważ on też jest żołnierzem przyzwyczajonym do posłuszeństwa, robi to, co Joab mu kazał. Stara się jednak uczynić wszystko, by uprzedzić gniewną reakcję Dawida. Wyjaśnia, dlaczego doszło do wojny, i zaraz dodaje magiczne słowa: „Uriasz zginął”. Król nie rozgniewał się, słucha w spokoju... a czytelnik dostrzega swoisty humor w opisie postępowania tego biednego posłańca, który pospiesznie, jednym tchem wygłasza przygotowaną wcześniej przemowę, aby jak najprędzej dojść do magicznego stwierdzenia: „Uriasz zginął”, i westchnąć z ulgą.
Z ulgą oddycha także król, bo usłyszał zdanie, na które czekał. A czytelnik, skamieniały z wrażenia, jest świadkiem porażającego cynizmu Dawida, który odpowiada posłańcowi: „Powiedz Joabowi, żeby się nie martwił. Tak już jest na wojnie, wojna nie wybiera swoich ofiar. Joab niech się nie smuci, musi dalej walczyć, a ty dodaj mu odwagi”. Czytelnik jest wstrząśnięty, bo widzi Dawida — króla wybranego i umiłowanego przez Boga, bohatera, który stawił czoło Goliatowi, ufając tylko Bogu, szlachetnego uciekiniera, który oszczędził życie Saula, odpowiadając dobrem na zło, króla błogosławionego przez Pana, mędrca, Dawida-pomazańca — jako... mordercę. Tak zmienił się król Izraela; stał się mordercą ze spokojem i łagodnością przekazującym pocieszające wiadomości swojemu wspólnikowi, który dla niego posłał na śmierć niewinnego człowieka. Król każe posłańcowi przekazać Joabowi słowa, które brzmią dosłownie: „Niech ta rzecz nie będzie złem w twoich oczach”. Posłaniec myśli, że „ta rzecz”, czyli śmierć żołnierzy, nie ma być złem w tym sensie, że Joab nie powinien zadręczać się z tego powodu, czuć się winny. A tymczasem czytelnik, który wie, co się stało, słyszy Dawida twierdzącego, że nie jest złem zabić niewinnego. „Niech to nie będzie złem”.
Uriasz zginął, Batszeba została wdową, a po upływie żałoby Dawid ją poślubił. I teraz może urodzić się dziecko, bo zgodnie z prawem są już mężem i żoną. Wszystko powraca do normalności, wszystko jest na swoim miejscu, zgodnie z regułami... ale jest Ktoś, Kto zna prawdę, bo Bóg widzi to, co jest ukryte przed oczami ludzi. I chociaż Dawid kazał powiedzieć Joabowi: „Niech ta rzecz nie będzie złem w twoich oczach”, narrator dodaje: „Postępek jednak, jakiego dopuścił się Dawid, nie podobał się Panu” (2 Sm 11, 27). Wydaje się, że kłamstwo triumfuje, ale jego zwycięstwo jest tylko pozorne i nie będzie mogło trwać długo, bo Bóg wie, co się stało, i już to osądził.
Warto powracać do tych tekstów i spojrzeć na własne życie w świetle dynamiki grzechu, który dokonuje się jakby przypadkiem, gdy łudzimy się, że zło jest małe, a tymczasem ono staje się coraz większe i zdaje się nie mieć końca. Możemy przerwać je tylko wtedy, kiedy wreszcie pozwolimy Bogu się wyzwolić. Niebawem zobaczymy, w jaki sposób Bóg nas wyzwala, a tymczasem niech każdy z nas skonfrontuje się z własną „Batszebą”, aby odkryć dobroć Pana, który nas kocha takich, jacy jesteśmy, i który nam przebacza.
13 "Dawid zasięgnął wiadomości o tej kobiecie. Powiedziano mu: ŤTo jest Batszeba, córka Eliasa, żona Uriasza Chittytyť" (2 Sm 11, 3).
14 Zob. 2 Sm 11, 19-21.
henryk33 wspomniał ten post w Saul i Dawid: odrzucenie i wybór.
Rybach
Autor opracowania, podając prawdziwe komentarze przyjmuje narrację Dawida w działaniu co do Uriasza. Ma chyba z sobą problem podobnego formatu a może większego. Pozdrawiam. Przepraszam za szczerość.
Anja39
Saul składa Bogu ofiarę, ale w rzeczywistości ponownie okazuje Mu nieposłuszeństwo. Tak naprawdę nie czyni tego, by uczcić Boga, lecz po to, by uhonorować samego siebie jako króla.