Clicks107
120 na 90
1

Duch ludzki i Lucyfer. Wolna wola.

Duch ludzki i Lucyfer. Wolna wola.

Pozostajemy w bezpośrednim, codziennym i rzeczywistym kontakcie z wpływami zarówno Jezusa, jak i Lucyfera.

Malachi Martin. Zakładnicy diabła. Kulminacja. Exter 1993

W historii egzorcyzmów stale pojawiają się odniesienia do złych duchów: do Szatana (albo Lucyfera) jako ich zwierzchnika lub wodza i do całego zamieszkanego przez nie świata. W pięciu przypadkach, które przedstawiliśmy wcześniej, świat zasiedlony przez złe duchy najczęściej określany jest mianem „Królestwa”.
Gdybyśmy mieli pominąć kwestię wiary w ten świat lub zaprzeczyć jego istnieniu, zatraciłby się sens chrześcijaństwa. W Nowym Testamencie i tradycji chrześcijańskiej zbawienie przedstawiane jest jako zwycięstwo nad wrogą i groźną inteligencją należącą do bezcielesnej istoty. Nie jest to proste i prymitywne poskramianie ślepych sił materialnych. Nie jest to też jedynie tło dla przykładów z zakresu etyki i zasad moralnych. „Królestwu Bożemu” zawsze przeciwstawia się „Królestwo Zła", czy też Szatana.
Nie sposób mówić o „historii” tych duchów w potocznym rozumieniu tego słowa. Ich byt nie ma swego początku i nie jest przypisany do kontinuum czasoprzestrzennego, od którego uzależniony jest bieg historii. A jednak z tradycji wynika, że cały byt i los tych duchów pozostaje w niezwykle ścisłym i wieloznacznym związku ze znanym nam światem ludzi. Tradycja mówi o pierwszym grzechu, jakiego, buntując się przeciwko Bogu, dopuściła się część duchów, wiedziona przez tego, którego umownie nazywa się Lucyferem („Synem Poranka”, by podkreślić jego wyjątkowe cechy) albo Szatanem (by wskazać na to, że jest głównym antagonistą Boga), Jeżeli oprzeć się na rzadko występujących w Piśmie Świętym wzmiankach, uwagach, jakie za swego życia czynił Jezus, i całej tradycji chrześcijańskiej, ogólny zarys „historii”tych duchów i ich związków z Jezusem i naszym światem wyglądałby tak, jak to przedstawimy w dalszej części wywodu.
To, że Bóg postanowił stworzyć istoty inteligentne - duchy i ludzi, istoty mogące kochać Go lub odrzucić - było ściśle związane z postanowieniem przyjęcia postaci człowieka. Ale mówiąc o tej Bożej decyzji, musimy dokonać rozróżnienia pomiędzy sposobem, w jaki my ją rozumiemy i traktujemy, a tym, co zrobił Bóg i jak to nadal realizuje. Nasze rozumienie tej decyzji i mówienie o niej podporządkowane jest kategoriom chronologicznym.
Najpierw stworzenie duchów. Potem ich bunt. Później stworzenie człowieka. Następnie bunt człowieka. Potem koncepcja narodzin Jezusa i zrealizowanie jej. Później ofiara i zmartwychwstanie Jezusa i, w konsekwencji, zbawienie ludzkości. Następnie życie ludzi napastowanych przez zbuntowane duchy. Musimy tak to widzieć. Ale to wynika z naszego ograniczenia. Dla Boga nie było to i nie jest procesem stopniowym. Wbrew pozorom, nie zdecydował najpierw, że stworzy duchy, by po namyśle dojść do wniosku, że stworzy jeszcze ludzi, a po chwili refleksji - że stanie się człowiekiem.
Stworzenie nie przypominało rozwijającej się taśmy. Wynikało z jednej decyzji obejmującej duchy, ludzi i Boga-Człowieka. I to decyzji podję- tej nie w jakimś konkretnym punkcie czasu, ale w wieczności. Boga nie sposób od niej oddzielić. To oznacza, że decyzja ta od samego początku łączyła w sobie przyczyny i skutki. To, czego Bóg oczekiwał po wszystkich swoich tworach, jest tożsame z tym, co działo się, dzieje i będzie się działo do końca czasu i przestrzeni. Jego widzenie rzeczy zawsze było pełne. Wszystkie szczegóły tej decyzji tworzyły integralną, poczętą w wieczności całość, uwzględniającą wszelkie warianty ludzkich działań i reakcji, a także ich skutków. Osią owej decyzji był wybór, jakiego dokonał Bóg, postanawiając, że stanie się człowiekiem tak, jak Jego boskość - mówiąc językiem ludzi - zwróciła się w tym konkretnym kierunku, tak samo wszystkie „elementy"Bożej decyzji - łącznie z duchami - stworzone i przygotowane zostały właśnie po to.
Bóg miał nawiązać bliski kontakt z materią - z przestrzenią, czasem, przedmiotami i ludźmi. A zatem i jego twory, duchy, stworzone i przygotowane zostały w tym samym celu. Ich przeznaczenie, moce, osobiste względy i cały byt, ich najtajniejsze instynkty i zapędy, wszystko to było i na zawsze pozostanie skoncentrowane na świecie ludzi, na wszystkim, co ten świat zawiera, i - przede wszystkim - na Jezusie, źródle jego znaczenia.
Chrześcijańska tradycja przypisuje tym duchom rolę pośredników. Były i są bezcielesne - jak Bóg. Były i są owocem stworzenia - jak ludzie. W szczegółowym planie realizacji owej Bożej decyzji w czasie i przestrzeni, a także w umysłach i sercach miliardów ludzi otoczonych przez rzeczy materialne duchom tym przydzielono funkcje, których możemy się tylko domyślać. Funkcje związane ze światem człowieka i z Jego postanowieniem, iż stanie się częścią tego świata,
Na tym etapie naszego rozumienia ducha mogą nam nieco pomóc uwagi Jezusa. Mówił On raz lub dwa, dość tajemniczo, ale zarazem treściwie, o najważniejszym spośród tych duchów, które zbuntowały się przeciw swemu Stwórcy - o Lucyferze. Odpierając ataki tych, którzy nękali go na ulicach Jerozolimy, zarzucając mu zło, Jezus powiedział z oburzeniem: „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcę i ojcem kłamstwa".
To, co ówcześni Żydzi rozumieli pod pojęciem „zabójcy", niewiele miało wspólnego z kategoriami prawnymi, z jakimi dziś je wiążemy. Bliższe było naszemu „bluźniercy”, czy też „świętokradcy”. Jezus dodał jeszcze, że drugim elementem buntu Lucyfera było kłamstwo. I znów, w Jego ustach, słowo to oznaczało nie tyle łgarstwa i cygaństwa, co „pozory”, „oszustwo” i „fałszywe świadectwa”.
Sens tych słów Jezusa jest całkiem jasny. Lucyfer dał i daje początek wszystkim bluźnierstwom i oszustwom w stworzonym przez Boga świecie ducha - do tego stopnia, że ci wszyscy, którzy oszukują i miotają najgorsze bluźnierstwa, jedynie idą śladem tych samych żądzy. W jakiś tajemniczy sposób wspierają i pomnażają jego kłamstwa i bluźnierstwa. „Wy macie diabła za ojca” Jezus uzupełnia to kilkoma szczegółami. „Od początku” zdaje się wskazywać, że bunt był równoznaczny ze stworzeniem inteligencji Lucyfera. Nawet przez ułamek chwili nie był on zwolennikiem Boga. Co więcej, Lucyfer jest „kłamcą”. Oszustwa i bluźnierstwa są dla niego czymś „naturalnym”. Jezus używa tych mocnych i całkowicie czytelnych pojęć, by opisać totalne zło. Nie tyle totalnie złą istotę, co raczej istotę będącą źródłem wszelkiego zła w świecie ludzi. Te kilka uwag pozwala się nam domyślać natury owego buntu, kiedy Lucyfera poparło niezliczone mrowie innych duchów. Rebelia opierała się na bluźnierstwie i oszustwie. Dotyczyła Jezusa jako Boga i Zbawiciela, dotyczyła też ludzi jako dopuszczonych do pełni Jezusowego człowieczeństwa.
Czy Lucyfer kłamliwie twierdził, że jest wyższy i godniejszy niż człowiek Jezus? Czy bluźnił, głosząc, że jego, Lucyfera, bezcielesnego ducha i najważniejszego z aniołów, powinno się uważać za większego od Jezusa, który - jak wszyscy ludzie - był po części duchem, po części materią? On, anioł, miałby wielbić kwilące niemowlę z Betlejem i zakrwawione pół-zwierzę, jęczące w obliczu śmierci na Golgocie?
A może zbuntował się, gdyż przeznaczeniem jego i innych aniołów miało być wsparcie procesu wyniesienia ludzi ponad materię i życie doczesne, nawet ponad poziom aniołów, dopuszczenia ich do udziału w życiu Boga? A może zanegował całość Bożej decyzji? Innymi słowy, czy zanegował decyzję, iż wszystko - nawet sam Bóg i stworzone przez Niego duchy - będzie ściśle związane ze światem ludzi? A jeśli tak, czy zdarzyło się to dlatego, że zanegował podstawę owej decyzji, świat istot - ludzi - potrzebujących współczucia, litości, pomocy i pokrzepienia?
Fakt, że duchy miały służyć owym współczuciem i nieść pomoc, by tamte stworzenia dostąpiły niezasłużonej chwały? A może Lucyfer, obdarzony anielską inteligencją, przewidział to, co jest ludziom przeznaczone, a o czym oni sami jesz- cze nie wiedzą - że po wielu eonach rozwoju, kiedy skolonizowane już zostaną miliardy galaktyk, ludzkość dojrzeje duchowo do niewyobrażalnego dzisiaj poziomu, na którym uwolni się od materii, ale będzie mogła nadal cieszyć się pięknem materialnego świata?
Zawiść? Ambicja? Duma? Wzgarda? Tego możemy się tylko domyślać. Czymkolwiek kierował się, Lucyfer, bluźnił przeciwko wyjątkowej świętości Boga i dawał fałszywe świadectwa. Kara była natychmiastowa. Jezus, jawnie odnosząc się do swoich wspomnień z okresu owego buntu, opowiedział o tym krótkim, straszliwym momencie strącenia i ukarania Lucyfera oraz tych duchów, które poszły jego śladem. Powiedział: „Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica". Tu znów mamy tak typowy dla Jezusa, sugestywny obraz: nagły błysk niezwykłej inteligencji Lucyfera na tle czystego nieba pierwszych dni Stworzenia, krótki płomień jego fałszywej chwały i, wreszcie, upokarzającą klęskę i odtrącenie przez Boga, strącenie go z jasnych i czystych poziomów miłości i niezmiennego piękna, poza granice szczęścia, do czeluści wiecznego wygna- nia, z dala od dobra i świętości. Bunt i kara nie zmieniły pierwotnej orientacji Lucyfera i tych duchów, które go wsparły. W ich naturze leżało pozostawanie w ścisłym kontakcie ze światem ludzi. Od tego nie potrafiły się uwolnić. Zachowały swą siłę woli i inteligencję. Te cechy jednak, pod wpływem buntu i skazania na wieczne potę- pienie, uległy wypaczeniu. Miejsce miłości do Boga, do Jezusa, a zatem i do ludzkości, zajęła nienawiść. Pozostała potrzeba wejścia w świat ludzi i nawiązania kontaktu z materią; teraz jednak stała się potrzebą obalania, plamienia, niszczenia, obrzydzania i deformowania. Znajomość prawdy służyła odtąd wyłącznie próbom zniekształcenia. Oddanie przeistoczyło się w urąganie i wzgardę. Marzenia o miłości ustąpiły miejsca prostackim groźbom. Światłość zmieniła się w mroczny chaos.
A pierwotna misja owych duchów, czyniąca ich pomocnikami Jezusa, zaowocowała gorącą i zgubną nienawiścią do Niego, Jego miłości, Jego zbawienia i wszystkich tych, którzy są Mu wierni. Rzec można, że duchy te uwarunkowała do głębi ta diaboliczna „zmiana, ten sam szczególny, opaczny, zwichrowany i wynaturzony charakter, który możemy odnaleźć u ludzi „z gruntu złych, w targanym wojną świecie Michaela Stronga i w przerażającym i przenicowanym świecie każdego opętanego. Dość dużo ze szpetoty Lucyfera odnaleźć możemy w reakcjach ludzi totalnie obłąkanych, którzy całymi dniami śmieją się hałaśliwie ze swych własnych aberracji - z napadów agresji, z miłości do brudu i z samookaleczeń. Żałujemy ich jako ludzi nie panujących nad sobą, jako zagubionych i nieświadomych swego tragicznego losu. Ale i u nich, i w każdym uśmieszku, jaki wywołuje w nas cudze nieszczęście, możemy odkryć echo półtonów Lucyfera, jego sygnaturę, echo niepohamowanego i bezsensownego śmiechu, drwiny z własnego złudnego i dobrowolnie wybranego stanu absolutnej nienawiści.
„Dobro” i „zło", jako pojęcia odnoszące się jedynie do istot ludzkich, muszą nam zatem uzmysłowić, że pozostajemy w bezpośrednim, codziennym i rzeczywistym kontakcie z wpływami zarówno Jezusa, jak i Lucyfera.
Co więcej , „dobro” i „zło”, jako kategorie odnoszące się tylko do ludzi, zmuszają nas do uznania naszej indywidualnej woli. Czy mamy do czynienia z zaproszeniami od Jezusa, czy z pochlebstwami Lucyfera, sami dokonujemy wyboru, tak Jezusa, jak i Lucyfera. My wybieramy. Wiele z tego, co wiemy z naszych bezpośrednich doświadczeń ze złymi duchami, idzie w parze z tym, czego mogliśmy się spodziewać, opierając się na naszej wiedzy lub na domniemaniach dotyczących ich początków. Najbardziej znaczącym i dla wielu współczesnych umysłów paradoksalnym aspektem istnienia tych duchów jest to, że każ- dy duch wydaje się być bytem osobowym i inteligentnym, a nie istnieje fizycznie. Jest bezcielesny. To stały i naczelny element chrześcijańskiej wiary w ich istnienie, potwierdzony też dowodami, których dostarczyli egzorcyści.
.
Dość dużo ze szpetoty Lucyfera odnaleźć możemy w reakcjach ludzi totalnie obłąkanych, którzy całymi dniami śmieją się hałaśliwie ze swych własnych aberracji - z napadów agresji, z miłości do brudu i z samookaleczeń.

Żałujemy ich jako ludzi nie panujących nad sobą, jako zagubionych i nieświadomych swego tragicznego losu. Ale i u nich, i w każdym uśmieszku, jaki wywołuje w nas cudze nieszczęście…
More
.
Dość dużo ze szpetoty Lucyfera odnaleźć możemy w reakcjach ludzi totalnie obłąkanych, którzy całymi dniami śmieją się hałaśliwie ze swych własnych aberracji - z napadów agresji, z miłości do brudu i z samookaleczeń.

Żałujemy ich jako ludzi nie panujących nad sobą, jako zagubionych i nieświadomych swego tragicznego losu. Ale i u nich, i w każdym uśmieszku, jaki wywołuje w nas cudze nieszczęście, możemy odkryć echo półtonów Lucyfera, jego sygnaturę, echo niepohamowanego i bezsensownego śmiechu, drwiny z własnego złudnego i dobrowolnie wybranego stanu absolutnej nienawiści.