Wyświetlenia370
EON
5

Kim naprawdę jest JAN OLSZEWSKI?

Umarł Jan Olszewski, co wywołało wiele komentarzy, zarówno życzliwych, jak i nieprzyjaznych. Ciekawe, że komentarze nieprzyjazne płyną ze środowisk ultra-patriotycznych – przeważnie od osób, które albo komuny nie pamiętają, albo siedzieli wtedy, jak myszy pod miotłą.
Oto jeden z takich nieprzejednanych przeciwników komuny pisze, że Jan Olszewski był częścią tamtego układu, tyle, że podstawioną w charakterze opozycjonisty. Inny z kolei komentator chłoszcze Jana Olszewskiego, że był masonem i socjalistą. To akurat prawda – ale wydaje mi się, że Jan Olszewski był socjalistą z rodzinnej tradycji i przekonania, a nie dla koniunktury, a masonem był rzeczywiście, chociaż rytuały masońskie podobno go rozśmieszały, a sam twierdził, że ta cała masoneria była tylko przykrywką do kontynuowania działalności Klubu Krzywego Koła. Kiedy czytam te komentarze, to przypomina mi się felieton „Hamiltona” z warszawskiej „Kultury”. Pisał on o swojej ciotce, która ma taką obsesję, że nie może wziąć na kolana kota, bo zaraz musi szukać mu pcheł. Ale przecież nie pchły świadczą o kocie, tylko coś zupełnie innego.
Ksiądz Jan Twardowski w wierszu „Teraz” pisze, że „teraz się rodzi poezja religijna, co krok nawrócenia, lepiej nie mówić, kogo nastraszył buldog sumienia. Ale Ty, co świecisz w oczach, jak w Ostrej Bramie nie zapominaj, że pisząc wiersze, byłem Ci wierny w czasach Stalina”. Jan Olszewski w czasach Stalina związał się początkowo z PSL – ale wtedy oznaczało to sprzeciw wobec sowieckiej okupacji. Toteż kiedy PSL został rozgromiony przez komunę, Jan Olszewski nie ma już nic wspólnego z ZSL-em. Po skończeniu studiów prawniczych pracował najpierw w Ministerstwie Sprawiedliwości, a potem – w Instytucie Nauk Prawnych PAN. Ale znany był przede wszystkim jako adwokat – jeden z kilku odważnych adwokatów, m.in. Stanisława Szczuki, czy Andrzeja Grabińskiego, którzy podejmowali się obrony osób oskarżanych o „działalność antysocjalistyczną”, albo o jeszcze gorsze zbrodnie, jak na przykład Wojciech Ziembiński, który był oskarżony o... traktat ryski („proces piski o traktat ryski”). Nie przypominam sobie, by jakaś akcja skierowana przeciwko PZPR odbyła się bez udziału Jana Olszewskiego. Toteż oskarżenia, że był „częścią układu” w gruncie rzeczy sprowadzają się do tego, że jawnie występował przeciwko komunie i... żył. Ciekawe, że ja też spotykam się z takimi oskarżeniami i doprawdy nie wiem, jak mógłbym udelektować moich oskarżycieli. Toteż i Jan Olszewski żył w czasach PRL, jak gdyby nigdy nic – ale po drugiej stronie barykady. W odróżnieniu od innych, którzy np. w PRL aktywizowali się w Stowarzyszeniu Ateistów i Wolnomyślicieli, a po sławnej transformacji ustrojowej jednym susem wskoczyli do Zakonu Synów Przymierza, czyli Loży B`nai B`ritch, Jan Olszewski takich slalomów nie uprawiał. Dlatego sądzę, że wytykanie mu nieubłaganym palcem tego, że nie popełnił wtedy harakiri, w najlepszym razie wynika z nieznajomości realiów w PRL, a w najgorszym – z odreagowywania jakichś kompleksów.
W życiu Jana Olszewskiego szczytem aktywności politycznej było objęcie stanowiska Prezesa Rady Ministrów 6 grudnia 1991 roku. Ten rząd długo nie potrwał, bo 4 czerwca 1992 roku został obalony w następstwie „nocnej zmiany”, to jest – narady osobistości zaniepokojonych możliwością lustracji. I myślę, że w tym momencie ujawniła się pewna cecha charakteru, którą można porównać do choroby zawodowej. Jak wspomniałem – Jan Olszewski był adwokatem z powołania. A co robi adwokat? Adwokat dostarcza argumentów, które mogą być pomocne przy podjęciu decyzji – ale już przez kogoś innego. Toteż kiedy Jan Olszewski wygłaszał swoje ostatnie przemówienie w charakterze premiera rządu, było ono od strony retorycznej znakomite, ale – jak to zauważył Otto Bismarck – zagadnień dziejowych nie rozstrzyga się przemówieniami, tylko „krwią i żelazem”. Toteż nadzieje, jakie z rządem premiera Olszewskiego wiązała ta część opinii publicznej, która oczekiwała dekomunizacji Polski, okazały się nieporozumieniem. Trudno powiedzieć, jak potoczyłyby się wydarzenia, gdyby Jan Olszewski wykorzystał możliwości, jakie dawało mu jego stanowisko, do rozgromienia swoich przeciwników, podobnie, jak trudno powiedzieć jaki był tak naprawdę zakres tych możliwości. Nawet znacznie później mogliśmy się bowiem wielokrotnie przekonać, że władza niektórych dygnitarzy nie przekracza progu ich gabinetów, bo pomieszczenia sekretarek, nie mówiąc już o korytarzach ministerstw, są już eksterytorialne. Możliwe, że Jan Olszewski wiedział o tym lepiej, niż ktokolwiek inny i że ta okoliczność powstrzymała go przed podjęciem stanowczych kroków w obronie swego rządu. Ale po tym upadku już się nie podniósł, bo założony przez niego Ruch Odbudowy Polski nie zyskał uznania nie tylko opinii publicznej, ale i „Solidarności”. O ile bowiem jeszcze po upadku jego rządu, Jan Olszewski był owacyjnie witany na zjeździe „Solidarności”, o tyle kilka lat później jego przedstawiciel nie został nawet na kolejny zjazd tego związku wpuszczony. Ale Akcja Wyborcza „Solidarność”, która w roku 1997 wygrała wybory i wraz z Unią Wolności utworzyła rząd z „charyzmatycznym” Jerzym Buzkiem na czele i z Leszkiem Balcerowiczem jako wicepremierem i ministrem finansów, w roku 2001 już przestała istnieć. Jan Olszewski bywał jeszcze posłem – ostatni raz z listy Ligi Polskich Rodzin – ale wtedy funkcjonował jako poseł niezależny.
Z politycznego niebytu wydobył go prezydent Lech Kaczyński, czyniąc go swoim doradcą i powierzając mu w 2007 roku stanowisko szefa komisji weryfikacyjnej rozwiązanych rok wcześniej Wojskowych Służb Informacyjnych. Trybunał Konstytucyjny uznał, że publikacja „Aneksu” do Raportu o rozwiązaniu WSI, co przewidywała stosowna ustawa, byłoby sprzeczne z konstytucją. W rezultacie prezydent Lech Kaczyński w roku poprzedzającym rok wyborów prezydenckich, został jedynym „właścicielem” wiadomości tam zawartych i ujawnił, ze te wiadomości zna, a jak będzie trzeba – zrobi z nich użytek. Jak pamiętamy, zwrócił się do pani red. Moniki Olejnik jej pseudonimem operacyjnym „Stokrotka”. Pani redaktor, nie spodziewająca się takiego noża, podobno dostała spazmów, więc następnego dnia, gwoli zatarcia niemiłego wrażenia, posłał jej bukiet kwiatów – ale kto miał się dowiedzieć, że nie jest bezpiecznie – ten się dowiedział. Czy można z tym faktem wiązać katastrofę smoleńską – tego nie wiem, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby taki związek został kiedyś odkryty.
Jeśli chodzi o mnie, to znałem Jana Olszewskiego osobiście, ale raczej przy okazjach towarzyskich, a konkretnie – podczas wieczorów u Janusza Szpotańskiego, które ich uczestnikom dostarczały wiele radości. Przy takich okazjach Jan Olszewski był niezwykle czarującym człowiekiem i takim właśnie chciałbym go zapamiętać. Jego śmierć zamyka pewien okres w historii Polski, w którym również mnie było dane żyć. Niech spoczywa w pokoju.

Autor: Stanisław Michalkiewicz
Źródło: prawy.pl
Dwutygodnik „Najjaśniejsza Rzeczypospolita” jest to pismo, bardzo popularne w kręgach polskiej prawicy. Co ciekawe, „Najjaśniejsza” czytana jest we wszystkich gabinetach bez względu na to, czy znajdują się one w pałacyku Sobańskich, czy też w kamienicy przy ulicy Marszałkowskiej pod numerem 60. Przynajmniej tak było do niedawna. Kilka tygodni temu wydawca i redaktor naczelny pisma dr. Andrzej Reymann, poruszony - jak sam pisze - „niepokojącymi zjawiskami w Ruchu Odbudowy Polski” zainicjował dyskusję na ten temat. Po serii artykułów, w których zastanawiano się dokąd zmierza ROP pod auspicjami obecnego kierownictwa, ostatni numer „Najjaśniejszej” (z 19 kwietnia) przynosi rewelacyjny materiał o Janie Olszewskim.

Wróćmy jednak do „Najjaśniejszej’. Karol Oksner bogaty Żyd berliński jeszcze przed I wojną światową lub zaraz po niej - informacje są różne - kupił duży majątek Kuźnica Grabowska, położony około 30 kilometrów od Kalisza. W okolicy mówiło się, że nowy właściciel Kuźnicy choć mason, to mimo wszystko dobry człowiek. Karol Oksner miał trzech synów i dwie córki. Głównym spadkobiercą Kuźnicy został najstarszy z latorośli - Seweryn oraz krewna Oksnerów, Żydówka rosyjska, Helena Lubrzyńska, gospodarująca wraz z zięciem Michałem Hellerem. Jej drugi zięć to postać historyczna - prezes światowego Kongresu Żydów z lat 1932-1948 i pierwszy prezydent Izraela dr Chaim Weizman. Seweryn Oksner ożenił się z Marią Hertz, córką bogatego fabrykanta łódzkiego, ewangelika z wyznania i miał z nią jednego syna Jana. Poza majątkiem pracował także w przedwojennym Ministerstwie Rolnictwa i Reform Rolnych. Miał także w Warszawie mieszkanie w już nie istniejącej kamienicy przy ul. Marszałkowskiej 9. W dworze w Kuźnicy Grabowskiej prowadzono szerokie życie towarzyskie. Bywali tam np. Hertzowie z synem Zygmuntem, późniejszym dziennikarzem Radia Wolna Europa, znany sportowiec i dziennikarz Wojciech Trojanowski oraz żydowski pisarz Bruno Winawer. Seweryn podobnie jak jego ojciec miał dobre stosunki z miejscową ludnością.
Relacje świadków różnią się w szczegółach dotyczących urodzin i dziecięcych lat małego Jasia. Jedni mówią, że urodził się i do szkoły chodził w Kuźnicy, inni że w Warszawie, a do majątku przyjeżdżał tylko w wakacje. Jedni twierdzą, że „Oksnerowie jeszcze przed wojną zmienili nazwisko na Olszewscy”, inni że w czasie wojny lub bezpośrednio po niej. Na wojnie we wrześniu Seweryn Oksner vel Olszewski zmobilizowany został jako oficer. Wrócił po miesiącu i został aresztowany przez Niemców, lecz wnet zwolniony dzięki zabiegom wójta i znaczniejszych gospodarzy. W czasie okupacji rodzina mieszkała w Warszawie, a po powstaniu została wywieziona do jakiejś fabryki. Po wojnie ojciec Jana Olszewskiego był dyrektorem w którymś z urzędów wysiedleńczych lub przesiedleńczych - tego nie udało się autorom dokładnie ustalić. Mimo to wydaje się być pewnym, że opowieści pana Jana, iż pochodzi z rodziny warszawskich kolejarzy włożyć można między bajki.
Co do byłego premiera, to po zdaniu matury w 1949 roku został przyjęty na wydział prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Następny etap jego życia to praca w ministerstwie sprawiedliwości. W tym miejscu należałoby się chwilę zastanowić, bowiem czasy o których mówimy to okres srogiego stalinizmu i, po pierwsze, pracę podejmowano w systemie nakazowym, a po drugie, to urzędy państwowe zapełniane były tylko osobami politycznie sprawdzonymi i godnymi zaufania dla bolszewickiej władzy. Tak samo zagadkowy jest udział mecenasa w sławnym Klubie Krzywego Koła, założonym z inicjatywy Jakuba Bermana i Luny Bristigerowej przez jej syna Michała. Jak wiadomo, ta wylęgarnia syjonistów i masonów była podłożem, na którym ukształtował się później KOR. W tym okresie patriota Olszewski wchodzi także do redakcji wybitnie antypolskiego pisma „Poprostu’, gdzie rychło daje się poznać jako zaciekły przeciwnik polskiej reakcji i antysemityzmu. Stan ten trwa do dzisiaj, wystarczy bowiem przypomnieć jego histeryczną reakcję na niedawną manifestację polskich narodowców w Oświęcimiu. Przyjaźnie z „Poprostu” trwają do chwili obecnej. Autorzy artykułu wskazują na fakt odmowy prof. Benderowi udziału w procesie przeciwko Urbanowi. Olszewski stwierdził wówczas, że nie może występować przeciwko przyjacielowi z „Poprostu”. Urban przyjacielem Olszewskiego? Tego dotąd członkom ROP nie powiedziano.
Innymi zagadkami są: udział pana Jana wraz z Mazowieckim w akcji namawiania uwięzionych w stanie wojennym działaczy „Solidarności” do wyjazdu za granicę, postępowanie w czasie strajku w 1988 roku w Nowej Hucie oraz rola jaką odegrał w obradach okrągłego stołu, których był aktywnym uczestnikiem, chociaż dzisiaj jawi się jako ich krytyk. Jak twierdzi w książce Kozakiewicza „Byłem marszałkiem kontraktowym Sejmu” dawny funkcjonariusz PZPR - Fiszbach, „po stronie „solidarnościowej” okrągłego stołu na 64 działaczy 57 było Żydami”.
Osobnym zagadnieniem - jak piszą Andrzej Reymann i Kazimierz Świtoń - jest ocena Olszewskiego jako premiera. Polityka przez niego prowadzona - poza kilkoma wyjątkami - niczym nie różniła się od tej jaką prowadził jego rodak Mazowiecki. Charakteryzowała się więc wzrostem inflacji i coraz większym ubożeniem społeczeństwa, pogłębiał się także kryzys panujący w polskim wymiarze sprawiedliwości. „Listę zarzutów” wobec Olszewskiego (dzisiaj wypiera się wszystkich) można uzupełnić o utrzymywanie na stanowiskach ludzi absolutnie się do tego nie nadających (były wykładowca marksizmu i leninizmu Jan Parys ministrem obrony narodowej) oraz nie rozliczenie ani jednej sprawy wielkoaferowej. Najważniejsze przedsięwzięcie byłego premiera - lustracja (wnioskowana zresztą przez Janusza Korwina- Mikke, a nie przez niego, jak stara się dzisiaj przedstawiać), została tak nieudolnie przeprowadzona, że nasuwa się wniosek, iż było to działanie celowe. W roku 1995, w kolejną rocznicę obalenia rządu Olszewskiego, w radiu „Zet” odbyła się rozmowa między Antonim Macierewiczem a Zbigniewem Siemiątkowskim, obecnym szefem MSW. W czasie jej trwania Z. Siemiątkowski zapytał rozmówcę dlaczego ukrył teczki 6 osób, w tym Jana Olszewskiego. W odpowiedzi Macierewicz nie zaprzeczając odparł: „A Oleksy jako oficer SB werbował agentów”. Komentarz dla wszystkich normalnie myślących chyba zbyteczny, prawda? Zresztą na liście Macierewicza było wyjątkowo mało Żydów.
Dlatego część artykułu dotyczy oceny Jana Olszewskiego jako polityka. Autorom wydaje się bardzo dziwnym fakt, iż człowiek ten „regularnie ponosi porażki wyborcze, do których sam się przyczynia popełniając ciągle te same błędy”. Mimo, że na scenie politycznej działa już siedem lat, do chwili obecnej nie posiada żadnego programu, jeśli nie liczyć zbioru banałów i ogólników jakim jest „Program Naprawy Państwa”. Co ciekawe, szczególnie dla nas Polaków, obserwując polityczną karierę mecenasa łatwo zauważyć, iż nigdy nie potępił on zbrodni żydowskich dokonanych na naszym narodzie, nigdy nie zażądał ukarania ich sprawców oraz nigdy nie potępił Żydów za ich ciągłą oszczerczą kampanię prowadzoną przeciw Polsce. Ponadto władze ROP nie zareagowały na niedawno przyjętą ustawę o sprzedaży ziemi cudzoziemcom, na której Żydom tak bardzo zależy. I wreszcie sprawa - wspomniałem o niej na początku - lansowania Jana Olszewskiego przez polskie środki masowego przekazu, pozostające jak wiadomo w rękach żydo-komunistów. Czym wytłumaczyć fenomen popierania polityka „niepodległościowego”, przez śmiertelnych wrogów narodu i Państwa Polskiego? W kręgach prawicy trwa ciągła dyskusja zjednoczeniowa. Z niewyjaśnionych przyczyn nie bierze w niej udziału (lub udaje że bierze) ROP. Co się za tym kryje? Czyżby teoria o pseudoprawicowych partiach stworzonych przez Żydów przy okrągłym stole do rozbijania rzeczywistej prawicy miała większy zasięg, niż się poprzednio wszystkim wydawało? Konkluzja, jaką przedstawiają panowie Reymann i Świtoń wydaje się być oczywista. Ruch Odbudowy Polski, niepodległościowy w intencjach jego szeregowych członków, nie jest w wykonaniu jego obecnego kierownictwa takim, za jaki się podaje, a jego przywódcy nie zasługują na zaufanie. Czy jednak zdają sobie z tego sprawę ci, którzy podchodzą do mecenasa bezkrytycznie, a wszelką krytykę traktują jako prowokację? Czy nabijanie w butelkę łatwowiernych Polaków i drenowanie ich kieszeni stanie się już normalną praktyką? Pisałem kiedyś, że jednym z haseł masonerii jest „Niszcz, aby budować!”, co więc buduje za pomocą swego ruchu Jan Olszewski?

Autorzy, wspomniany wyżej Andrzej Reymann i Kazimierz Świtoń - dawni sympatycy i współpracownicy premiera - zainspirowani przez jednego z czytelników, zadali sobie wiele trudu aby zbadać jego przeszłość i rodzinne powiązania. Ich wysiłkom - jak sami przyznają - przyświecał jeden cel: znalezienie odpowiedzi na pytanie, dlaczego „Jan Olszewski ciągle otacza się Żydami”. Dlaczego były szef krótkotrwałego rządu szuka politycznych przyjaciół tylko wśród reprezentantów „narodu wybranego”. Jak wytłumaczyć te szczególne sympatie, które niewątpliwie rzutują na całość polityki prowadzonej przez ROP. Z rozmów, które przeprowadzili z żyjącymi jeszcze ludźmi pamiętającymi rodziców, a niektórzy nawet dziadków pana Jana wyłania się zaskakujący obraz człowieka, który przez większość Polaków jeszcze ciągle postrzegany jest jako wzór prawości i patriotyzmu. Dlatego nie zdziwi mnie, iż niektórzy czytający te słowa nie dadzą im wiary, szczególnie w Chicago, gdzie Olszewskiego wciąż otacza aura „męża opatrznościowego”, jedynego „zbawiciela” Rzeczypospolitej. Warto jednak, a i czas ku temu najwyższy, zastanowić się przez chwilę - i być może - zrewidować swe poglądy. Uczynić to muszą przede wszystkim ci, którzy w dobrej wierze zapełnili swego czasu jedną z sal budynku Stanowego Wydziału KPA (Kongres Polonii Amerykańskiej), aby oglądać farsę pt. Tworzenie struktur ROP w Ameryce. Wiem, że to trudne, podobnie jak trudno jest uwierzyć części Polonii, iż ci, którzy wypłakują się publicznie w Chicago - sam byłem tego świadkiem - z powodu blokady informacyjnej i lekceważenia przez krajowe media są prawie codziennymi gośćmi programów radiowych i telewizyjnych, a ich zdjęcia zdobią pierwsze strony polskich gazet.
„Dziennik Nowojorski’’ - 3maja 1996 r. -Włodzimierz Wiktorowski.
EON
Socjaliści pełnią role liderów prawicowych.
Grzegorz Braun: Jan Olszewski i masoneria a nocna zmiana
olek19801
EON
EON
Comedia del arte
Polityka w Polsce, i to było widać wczoraj wyraźnie, w filmie Kurskiego i w tym drugim - „Prawnik w czasach bezprawia”, opiera się na skonstruowanym jeszcze w XIX wieku antycarskim schemacie operacyjnym, w którym socjaliści, bo dla nikogo innego nie było tam miejsca, podzieleni są na frakcje. One są z istoty sobie wrogie, choć wyrastają z tego samego budżetu. Ponieważ w czasie …Więcej
Comedia del arte
Polityka w Polsce, i to było widać wczoraj wyraźnie, w filmie Kurskiego i w tym drugim - „Prawnik w czasach bezprawia”, opiera się na skonstruowanym jeszcze w XIX wieku antycarskim schemacie operacyjnym, w którym socjaliści, bo dla nikogo innego nie było tam miejsca, podzieleni są na frakcje. One są z istoty sobie wrogie, choć wyrastają z tego samego budżetu. Ponieważ w czasie działań operacyjnych zleconych przez sponsora wrogość pomiędzy frakcjami narasta, a stopień zrozumienia sytuacji maleje, przywódcy frakcji próbują opisać swoją i swoich braci w wierze, sytuację za pomocą innych schematów operacyjnych, takich do których aspirują. Najważniejszy z nich jest brytyjski system parlamentarny. To jest wprost kłamstwo, ale pomyślane tak, żeby uratować ich mózgi oraz zrobić odpowiednie wrażenie na ludziach zwanych wyborcami. Mamy więc ten rzekomo realny schemat operacyjny wzorowany na brytyjskim parlamentaryzmie, a w nim prawicę, lewicę i centrum. To jest fikcja i wczoraj było to widać bardzo wyraźnie. Istotne jest coś innego – oni nie rozumieją dlaczego mają się zwalczać, ale się zwalczają. Najchętniej jednak by się pogodzili, ale ciągle coś im przeszkadza. Tym czymś jest istota schematu operacyjnego, czyli mechanizm wymyślony dawno temu gdzieś w piwnicach pałacu barona Rotschilda, zakładający, że nie może być żadnej zgody między braćmi. Musi być zawsze jakiś dobry powód, żeby oni zaczęli do siebie strzelać. Mike musi zabić Freda, bo ten się po prostu nie nadaje do prowadzenia interesu, a poza tym szuka sojuszy gdzie indziej. Jeśli nie rozumiecie o czym mówię przejdę do szczegółów.
Pokazywali wywiad w którym Lis Tomasz rozmawiał z Rokitą i Niesiołowskim. Myślałem, że zlecę ze stołka. Piekielnie inteligentny Rokita mówił, że uchwała lustracyjna to zło i akt antyprawny, a Niesiołowski mówił, że to uratuje Polskę i machał przy tym rękami. Potem, w czasie sławnej narady u Wałęsy, którą chyba wszyscy oglądają jednym okiem, widać ,prócz wszystkich ludzi Mike’a Corleone, także dwóch braci Tataglia czyli Janowskiego i Niesiołowskiego właśnie, na których nikt nie zwraca uwagi, bo i po co. Oni siedzą sobie z prawej strony Wałęsy, jakby byli podporą tronu. Niesiołowski nie mówi nic, a Janowski mówi, że trudno będzie przekonać jego klub do głosowania przeciwko rządowi.
EON
Oglądając wczoraj wszystkie wspominki o Janie Olszewskim, film „Nocna zmiana”, a także zmontowany na chybcika film „Prawnik w czasach bezprawia”, uświadomiłem sobie kilka spraw istotnych, zobaczyłem kilka istot zupełnie potwornych, kilku durniów, a także przekonałem się ostatecznie o niesamodzielności polityki polskiej w każdym jej dostępnym naszym zmysłom wymiarze.
Zrozumiałem także dlaczego …Więcej
Oglądając wczoraj wszystkie wspominki o Janie Olszewskim, film „Nocna zmiana”, a także zmontowany na chybcika film „Prawnik w czasach bezprawia”, uświadomiłem sobie kilka spraw istotnych, zobaczyłem kilka istot zupełnie potwornych, kilku durniów, a także przekonałem się ostatecznie o niesamodzielności polityki polskiej w każdym jej dostępnym naszym zmysłom wymiarze.
Zrozumiałem także dlaczego my, ludzie od polityki oddaleni, nigdy nie będziemy przez nią poważnie traktowani i dlaczego nie możemy nawiązać żadnej komunikacji z politykami. O tym jednak później. Zacznę może od tych potworów. Pokazywali Kuronia. Ja pierniczę….nie wiedziałem co powiedzieć i zrobić. Już o nim całkiem zapomniałem. Kilka razy zdarzyło mi się wysłuchać opowieści o tym, jak wrażliwy Kuroń cierpiał w celi z kryminalistami. Zobaczyłem wczoraj jakie spektrum emocji przewija się przez twarz pana Jacka w ciągu kilku sekund, kiedy zapytano go o uchwałę lustracyjną. To było naprawdę niezwykłe. Pomyślałem, że należy się jakaś specjalna renta tym wszystkim ludziom, których za karę zamknięto kiedyś w celi z Kuroniem. Ja bym się chyba ze strachu przecisnął przez to małe okienko i uciekł po ścianie.
Pokazywali też pana ministra Włodarczyka, który wyśpiewywał peany na cześć zmarłego. Mówił o jego uczciwości, prawości, charakterze i temu podobnych sprawach, całkowicie zwykle zafałszowanych, o których mówi się w godzinie śmierci. Wspominam o Włodarczyku albowiem napisałem do niego z pięć chyba maili z prośbą, żeby pozwolił mi wydać opracowane przez siebie wspomnienia Marii Kleniewskiej, cienką, ale ważną książeczkę dokumentującą życie ziemian na Powiślu Lubelskim. Nie odpowiedział ani razu. Poprosiłem Związek Powiślan z Wilkowa, żeby z nim porozmawiali. Bez skutku. Nie muszę więc chyba dodawać co sądzę o ludziach opowiadających w telewizorze o prawości, uczciwości, charakterze, których nie stać na to, by odpisać na list wydawcy zainteresowanego książką.
Wysłuchałem tego co mówili Zofia Romaszewska, Semka, Piotr Naimski i Antoni Macierewicz i nie mogłem wyjść ze zdumienia, że oto Jan Olszewski, siostrzeniec Stefka Okrzei zostaje premierem, gangi odwołują jego rząd, a na to Semka pisze książkę zatytułowaną „Lewy czerwcowy”. Rozumiem więc, że ów siostrzeniec Stefka Okrzei, wychowany w tradycji PPS reprezentował w Polsce prawicę?