Język
Wyświetlenia
165
frondziak

Marek Budzisz: Waszyngton przygotowuje cios w Berlin. Razem z Moskwą?

fot. kremlin.ru; fot. Gage Skidmore, lic. CC BY-SA 2.0 via Flickr, zdj. edyt.

Wczoraj przebywał w Moskwie doradca amerykańskiego prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego i już z grubsza wiadomo, jak zaplanowano spotkanie na szczycie Putin – Trump. Amerykański prezydent w jednym ze swoich ostatnich tweetów napisał, że do spotkania dojdzie w trakcie jego najbliższej europejskiej podróży po odbyciu szczytu NATO w Brukseli, a zatem po 11 – 12 lipca. Najprawdopodobniej prezydenci spotkają się w Helsinkach, stolicy Finlandii, której prezydent już oficjalnie zadeklarował gotowość goszczenia spotkania. Jak informował na wspólnej konferencji prasowej doradca Putina ds. polityki zagranicznej Uszakow, spotkanie zaplanowano na kilka godzin, podczas których odbędą się zarówno rozmowy w cztery oczy, prezydenci w towarzystwie doradców zjedzą roboczy posiłek, ale też pracować będą zespoły ekspertów.

Boltona przy okazji jego moskiewskiej wizyty przyjął rosyjski prezydent, który zadeklarował gotowość współpracy i normalizacji relacji zaznaczając, że obecny zły ich stan to raczej wynik wewnątrzamerykańskich rozgrywek niźli rosyjskiej polityki. Jeśli idzie o zaplanowaną tematykę rozmów, to zgodnie z przewidywaniami mają one dotyczyć kwestii spornych tj. sytuacji w Syrii, na Ukrainie, programu denuklearyzacji Korei Pn. oraz przyszłości rozmów rozbrojeniowych. Dziennikarze na konferencji prasowej pytali Boltona, czy znany ze swej niepunktualności Putin i tym razem kazał na siebie czekać amerykańskiemu gościowi, tak jak to było w przypadku Ojca Świętego czy brytyjskiej królowej. Ale okazało się, że tym razem był punktualny, co zgromadzeni odczytali, jako wyraz tego, że Kreml przykłada wielką wagę do szczytu i sam Putin kieruje przygotowaniami. Oczywiście to wszystko trochę wróżenie z fusów, ale oddaje trochę panujące nastroje.

Wydaje się jednak, że nie dyplomatyczne, a faktyczne przygotowania do szczytu idą już pełną parą. Warto zwrócić uwagę na kilka wydarzeń z ostatnich dni.

Otóż w Waszyngtonie przebywał dwa dni temu rosyjski minister nadzorujący sektor paliwowy Nowak. Prowadził on rozmowy w Ministerstwie Finansów i Ministerstwie Energii, które, jak informują rosyjskie media, dotyczyły sankcji wobec sektora, a precyzyjnie rzecz ujmując zwolnienia niektórych amerykańskich firm spod obowiązujących restrykcji. W tym kontekście padły nazwy znanych koncernów, takich jak ExxonMobil, ale również, a może przede wszystkim Schlumberger oraz Halliburton, czyli firm specjalizujących się w przygotowywaniu pól naftowych do eksploatacji. Rosjanom zależy na tym, aby pracowały u nich, bo ich pola naftowe, które są obecnie eksploatowane zostały przygotowane przed rokiem 2014. Podczas ubiegłotygodniowego walnego zgromadzenia akcjonariuszy rosyjskiego giganta naftowego Rosnieft, jego prezes Sieczin mówił, iż na świecie w najbliższych latach zaznaczy się deficyt ropy naftowej. Będzie to rezultat wzrostu gospodarczego i rosnącego zapotrzebowania, ale nie zmienia to faktu, że do naftowego boomu trzeba się przygotować. Rosjanie nie mają niezbędnych technologii i potrzebują udziału firm amerykańskich, zwłaszcza, jeśli idzie o pola w trudnych lokalizacjach, a właściwie już niemal wyłącznie takie im pozostały. Ale w tle rozmów są jeszcze dwie sprawy – polityka wobec Iranu oraz przyszłość North Stream 2. Wydaje się, że obydwie kwestie wchodzą w swą decydującą fazę. Otóż jak niedawno potwierdzili przedstawiciele amerykańskiego Departamentu Stanu, Waszyngton chce, aby zakupy irańskiej ropy naftowej spadły do zera. Grożą przy tym sankcjami wszystkim krajom na świecie, bez wyjątku. To, że nie są to czcze deklaracje świadczy fakt, iż wyznaczony został nieodległy termin przestawienia się na zakupy z innych źródeł – listopad tego roku, oraz to, że amerykański urzędnicy już odwiedzają stolice państw importerów i prowadzą w tej sprawie poufne rozmowy. Oczywiście w przypadku Rosji mamy do czynienia z ewidentnymi targami. Moskwa najprawdopodobniej kuszona jest tym, że będzie mogła sprzedawać więcej ropy na światowych rynkach. Przypomnijmy, że dziś Teheran eksportuje dziennie 2,8 mln baryłek i ktoś tę lukę będzie musiał wypełnić. W praktyce wolne moce wydobywcze w skali, która może zaspokoić potrzeby mają trzy kraje – Rosja, Arabia Saudyjska i Stany Zjednoczone. Rosjanom zależy na wzroście sprzedaży i są przez Waszyngton kuszeni, ale jest rzeczą oczywistą, że tanio, jeśli w ogóle się nie sprzedadzą. Bo chodzi o sytuację w Syrii, faktyczny podział kraju i wyparcie stamtąd Iranu. Jeśli Moskwa się na taki ruch zgodzi, to pozostanie tam sama, bo jak potwierdzają niemal wszyscy rosyjscy eksperci Turcja jest sojusznikiem, na którego nie można do końca liczyć, realizującym własna politykę i nadal domagającym się odejścia Asada. A przy tym, o czym warto pamiętać, może nieposłusznym, ale nadal członkiem NATO, który jak niedawno zapowiedział jej prezydent „nigdy nie uzna aneksji Krymu”.

Sprawa przyszłości North Streamu 2 również zaczyna wyglądać, z naszego punktu widzenia ciekawie. Otóż w Danii przebywali ostatnio premier i minister spraw zagranicznych Ukrainy, odbyło się tam zresztą zorganizowane przez Duńczyków specjalne forum, w którym uczestniczyli ministrowie spraw zagranicznych państw atlantyckich zainteresowanych w sukcesie ukraińskiej integracji (ze strony polskiej był tam wiceminister). Powód rozmów ukraińsko – duńskich jest dość oczywisty. Otóż Dania jest ostatnim krajem, który dysponuje prawnymi możliwościami zablokowania rosyjskiego projektu. Kopenhaga nie zdecydowała się na taki krok, bo chce, aby to cała wspólnota europejska podjęła stosowną decyzję. Jest to jednak, w oczywisty sposób gra na czas i czekanie na efekt rozmów między Moskwą a Waszyngtonem, bo postawa europejskiej wspólnoty jest w tym względzie dość jednoznaczna. Przebywający w tym samym czasie, co minister Nowak w Waszyngtonie eurokomisarz Maroš Šefčovič odpowiadający w Komisji za europejska unię energetyczną w trakcie swego wystąpienia w Atlantic Council nie wykluczył, że w sytuacji amerykańskich sankcji wobec projektu Unia odpowie kontr-sankcjami. Przy czym, sam komisarz znany był do tej pory ze swego umiarkowanie krytycznego stanowiska wobec rosyjskiej rury, więc jego słowa oddają z jednej strony panujące w Brukseli nastroje po pierwszej rundzie wojny celnej, ale z drugiej pokazują ewolucję polityki europejskiej w tej materii. Bo teraz zaczynają spadać zasłony. Rosyjskie media przytaczają m.in. słowa ministra spraw zagranicznych Węgier, które, o ile nie okażą się manipulacją albo wręcz zmyśleniem, pokazują politykę Budapesztu w szerszym kontekście. Otóż jego zdaniem w państwach europejskich, jeśli idzie o North Stream 2, zaczynają panować podwójne standardy, które już raz zarysowały się, wówczas, kiedy Bułgaria pod presją Brukseli zablokowała projekt rurociągu mającego zaopatrywać południową Europę. Dla wyjaśnienia – kontekst tej wypowiedzi, mimo, iż jak minister sam oświadczył Węgry nie uczestniczą w rosyjskim przedsięwzięciu, jest jednoznaczny – gdyby standardy był klarowne, to rura po dnie Bałtyku winna zostać położona. Ale stanowisko Budapesztu w toczącej się rozgrywce nie jest istotne. Ważne są głosy płynące z Niemiec. Otóż wczoraj w wywiadzie dla Deutsche Welle, szef wschodniego komitetu niemieckiej gospodarki Michael Harms powiedział, że niezależnie od tego czy Dania da zgodę na położenie rosyjskiej rury w obszarze swych wód terytorialnych czy nie, to ona i tak powstanie, bo jest przygotowany „scenariusz zapasowy” takiej marszruty, która nie wymaga pozwolenia ze strony Kopenhagi. Jednocześnie opublikowano w Niemczech wyniki badań opinii publicznej, w świetle, których zwykli Niemcy, jeśliby mieli wybierać między dostawami gazu z Ameryki a tymi z Rosji, to zdecydowanie opowiedzieliby się za paliwem rosyjskim. Precyzyjnie rzecz ujmując, najlepiej widziane jest paliwo z Norwegii (71 % za), potem z Kanady (52 % na tak), na trzecim miejscu Rosja (49 %). Stany Zjednoczone o 1 % wyprzedzają Brazylię i Argentynę (20 %). Przy czym obserwatorzy zwracają uwagę, że od poprzedniego badania tego rodzaju liczba Niemców przyjaźnie spoglądających na dostawy z Ameryki spadła niemal dwukrotnie (wówczas 40 % za). Oczywiście można podnosić, że badanie przeprowadzone zostało na zamówienie podmiotu uczestniczącego w projekcie North Stream 2 (Wintershall) i, że próba była niewielka (1000 osób) a przez to mało reprezentatywna, ale takie badania zamawia się właśnie po to, aby na użytek trwających rozmów móc się nimi posługiwać, jako argumentem.

W takim samy celu Atlantic Council opublikował niedawno specjalny raport swego głównego analityka ds. energetycznych, w którym zebrane są argumenty, iż rosyjski rurociąg gazowy jest z punktu widzenia europejskiego rynku, zarówno pod względem ekonomicznym i bezpieczeństwa, projektem niekorzystnym. (Alan Riley, Nord Stream 2: Understanding the Potential Consequences, JUNE 20, 2018.) A wczoraj czeski think tank European Values opublikował list podpisany przez kilkudziesięciu polityków i ekspertów z naszej części Europy, w którym decyzję o budowie rosyjskiej rury określa się mianem „strategicznego błędu Berlina”, o konsekwencjach liczonych w dziesięcioleciach oraz wzywa do odstąpienia od tego przedsięwzięcia, a przynajmniej odłożenia w czasie jego realizacji.(Public Appeal of security experts from EU member states: 6 reasons Nord Stream 2 will be Germany’s strategic mistake for decades to come) Piszę o tym z pewnym smutkiem, bo jak się wydaje w przeddzień kluczowych w tej sprawie decyzji brak jest polskiego, głosu, zarówno ze środowisk eksperckich, jak i politycznych. Wydaje się, że jesteśmy zajęci głownie rozwiązywaniem problemów, które sami stworzyliśmy i w sprawach naprawdę dla nas ważnych trochę brakuje inicjatywy i tego „rzutu na taśmę”. Dobrze, że robią to za nas Czesi.

Wracając jednak do deklaracji niemieckich kół przemysłowych w kwestii rurociągu, to nawet, jeśli zapadnie decyzje o jego budowie i obejściu wód terytorialnych Danii, piłka będzie nadal w grze. Bo jeśli Waszyngton trwał będzie w swym twardym sprzeciwie, to zachodnie firmy w poczuciu zagrożenia mogą wycofać się z planów jego eksploatacji, czy wręcz zakupu gazu transportowanego tą drogą. I to jest realne, a przy tym, najgorsze z punktu widzenia Gazpromu rozwiązanie – pieniądze trzeba będzie wydać, spłacać kredyty (drogie) a rura nie będzie w pełni wykorzystywana. Negocjacje w tej sprawie też niewątpliwie trwają, bo jak zwracają uwagę eksperci Stany Zjednoczone, dość łatwo mogą przestawić się na sprzedaż gazu skroplonego do Chin. Tam rośnie popyt, deficyt handlowy ulegnie w wyniku takiego ruchu pożądanej z punktu widzenia Waszyngtonu poprawie, a dodatkowo proces denuklearyzacji Korei, bez wsparcia Pekinu, trudny do przeprowadzenia, będzie łatwiejszy. Może zwyciężyć opcja – jeśli Europa nie chce Amerykańskiego gazu, a Niemcy chcą się uzależniać od Rosjan – to wolna ręka. My będziemy sprzedawać gaz skroplony tym krajom w Europie Środkowej, które tego chcą, a na dodatek osłabieniu ulegnie europejska pozycja Niemiec, co chyba nie martwi Departamentu Stanu.

W zamian Waszyngton może grać na uzyskanie korzyści na Ukrainie. W tym tygodniu poinformowano o podpisaniu kontraktów na badania dwóch liczących się amerykańskich firm specjalizujących się w wydobyciu gazu szczelinowego, ale gra idzie o proces pokojowy w Donbasie. Waszyngton domagał się wprowadzenia tam międzynarodowych sił rozjemczych, na tyle licznych, aby realnie mogły doprowadzić do rozbrojenia i kontrolować granice. Volker mówił nawet o 80-tysięcznym kontyngencie. I teraz pojawiają się sygnały, że Moskwa przygotowuje się do takiego rozwiązania. Otóż w okolicach Noworosyjska trwają właśnie wspólne manewry pod dźwięcznym kryptonimem Słowiańskie Braterstwo. Odziały specjalne z Rosji, ale również, i to jest najbardziej interesujące, z Serbii i Białorusi, ćwiczą na Kubaniu, uczestnictwo w operacjach pokojowych. Eksperci wiążą to z perspektywą uczestnictwa kontyngentów z tych krajów w siłach rozjemczych, które miałyby nadzorować proces pokojowy w Donbasie. Jeśli idzie o Białorusinów, to mówi się, że przypadający na ten kraj kontyngent, mógłby obejmować nawet całość formacji desantowych – 10 tysięcy żołnierzy. Gdyby to się potwierdziło, to znaczyłoby to, że Amerykanie przeforsowali swą wizję rozgraniczenia.

Targi trwają. Ale z punktu widzenia Waszyngtonu, być może, najlepszym byłby następujący scenariusz – porozumienia z Rosją w kwestii Iranu, porozumienie w sprawie Syrii. Podział tortu gazowego i rosnącego zapotrzebowania świata na ropę. Uruchomienie realnego procesu pokojowego pod amerykańskim patronatem na Ukrainie. A rosyjska rura? Niech powstaje. Europa Środkowa będzie kupowała gaz skroplony ze Stanów Zjednoczonych, a Berlin i Bruksela pozostaną w konflikcie z naszą częścią kontynentu. Z punktu widzenia Waszyngtonu sytuacja win – win.

Marek Budzisz

mod/salon24.pl

www.fronda.pl/a/marek-budzisz-w…
Napisz komentarz