Clicks409
Krzyżak

Katolicyzm topnieje, pogaństwo tężeje

Autor: Krzysztof Pilawski
Wywiad z Prof. Zbigniewem Mikołejko

Foto: Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta - Prof. Zbigniew Mikołejko

Mamy zalew pogańskich w istocie praktyk szerzonych przez duchownych katolickich.

Odgórnie i brutalnie

– Panie profesorze, około roku 966, pewnie trochę wcześniej, Mieszko I przyjął chrzest. Czy w przyszłości będzie się pisać, że po śmierci papieża Jana Pawła II Polska zaczęła wracać do pogaństwa?

Prof. Zbigniew Mikołejko*:
– Procesy chrystianizacji i dechrystianizacji w Polsce są naprzemienne. Już w XI w., za Mieszka II i Kazimierza Odnowiciela, mieliśmy antykościelny bunt pogański.

– To była zewnętrzna reakcja na chrystianizację, ja mam na myśli pogaństwo, które wychodzi z łona Kościoła.

– Poganizacja nasiliła się po 1989 r., a zwłaszcza po śmierci Jana Pawła II. Ten proces ujawnił w całej okazałości mocno synkretyczną, mocno „zlepkowatą” naturę chrześcijaństwa w Polsce.

– Czyli?

– Chrześcijaństwo wkraczało wszędzie niczym lodowiec. I zasysało zdruzgotane przez siebie albo jedynie poharatane na powierzchni mity i motywy pogańskie. W innych częściach Europy mieliśmy jednak do czynienia z długofalową osmozą, dzięki temu do tej pory w kulturach celtyckich czy skandynawskich spokojnie funkcjonują motywy, o których wiadomo, że są pogańskie. W Polsce było inaczej – chrześcijaństwo zostało narzucone odgórnie i brutalnie przez władzę polityczną w bardzo krótkim czasie. Bo 100 czy 200 lat z punktu widzenia dziejów to drobnostka. Szybko więc przechodząc przez ziemie polskie, ten chrześcijański lodowiec wchłonął i przykrył motywy pogańskie zewnętrzną tylko polerką. Obecnie – w warunkach demokratycznego porządku i świeckiego w istocie społeczeństwa – ów lodowiec się rozpuszcza. I wyłaniają się z niego elementy dawnej spuścizny: rozmaite zespoły rytuałów, obrzędów, symboli, które – choć są uznawane za chrześcijańskie – należą do kultury pogańskiej.

Bogini matka

– O co przede wszystkim chodzi?


– Na przykład o żeńskość kultury polskiej.

– Jakbym czytał „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna. Pan napisał posłowie do polskiego wydania tej książki.

– To trochę inna historia. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy królowie uznani za świętych – od Borysa i Gleba po Ludwika IX Świętego czy Stefana Węgierskiego – byli mężczyznami. Tacy święci królowie mężczyźni byli i na Wschodzie, i na Zachodzie – Ruś ma św. Igora, Anglia – św. Edwarda. Polska jest bodaj jedynym krajem, który nie ma świętego króla mężczyzny. Za to w przeciwieństwie do innych krajów mamy świętego króla (nie królową) kobietę – Jadwigę. To widoczny przejaw żeńskości przypuszczalnie właściwej dla archaicznej kultury na naszych ziemiach.

– Zmierza pan do świętokradztwa: kult Matki Boskiej w Polsce ma rodowód pogański?

– Tego świętokradztwa dokonał przede mną m.in. Adam Mickiewicz w inwokacji do „Pana Tadeusza”. Skojarzył Matkę Boską Królową Polski z pogańską boginią matką. Mickiewicz był geniuszem, wiedział, co pisze. W inwokacji mamy więc do czynienia z trzema obrazami maryjnymi – częstochowskim, wileńskim i nowogródzkim. Ten ostatni został wymyślony przez poetę, bo w Nowogródku nie było żadnego obrazu Matki Boskiej. Tymczasem w „Panu Tadeuszu” ta nowogródzka Matka Boska daje narratorowi życie: „Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę / Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę”. A dalej ta figura Matki Boskiej zostaje ściśle powiązana z opisem „pagórków leśnych”, „łąk zielonych, szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych” i „pól malowanych zbożem rozmaitem”, które tworzą jak gdyby płaszcz Maryi. Ta Mickiewiczowska osoba święta jest więc w istocie boginią ziemi, płodności, życia i śmierci. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w bajce „O krasnoludkach i sierotce Marysi” Marii Konopnickiej. Przedstawiona w niej wiosna z jednej strony odzwierciedla pogańskie wyobrażenia o boskości, z drugiej zaś można w niej rozpoznać Matkę Boską: „Od południowego stoku wzgórza wyszła piękna dziewica, trzymając ręce wzniesione nad ziemią i błogosławiące. Bosa szła, a spod jej stóp błyskały bratki i stokrocie; cicha szła, a dokoła niej dźwięczały pieśni ptasze i trzepoty skrzydeł; ciemna była na twarzy, jak ciemną jest świeżo zaorana ziemia, a gdzie przeszła, budziły się tęcze i kolory; oczy spuszczone miała, a spod jej rzęsów biły modre blaski”.

– W sierpniu na Jasnej Górze widziałem tysiące osób pielgrzymujących do obrazu Matki Boskiej – ludzie ci czczą pogańską boginię?

– Pogańska żeńskość kultury polskiej nałożyła się na tradycję chrześcijańską i bardzo mocny w ostatnich stuleciach kult maryjny w innych częściach Europy. O ile wcześniej mieliśmy do czynienia głównie z objawieniami Chrystusa, to w XIX i XX w. wyparły je objawienia Matki Boskiej dozawane często przez dzieci. Ich charakter był zupełnie inny – objawienia Chrystusa miały wymiar dojrzały i głęboki, Matki Boskiej – ludowy, zmysłowy, bliski zmysłowości pogańskiej. Warto zobaczyć stare wieńce dożynkowe w muzeum regionalnym w Łowiczu.

– Oglądałem tegoroczne, wystawione w łowickiej bazylice, elementem niektórych był klasyczny wizerunek Matki Boskiej.

– W muzeum jest robiący ogromne wrażenie stary wieniec przedstawiający Matkę Boską jako boginię matkę, boginię ziemi i płodności.

– W Łowiczu jest także kościół Mariawitów założony przez zakonnicę Feliksę Kozłowską, której objawiła się Matka Boska.

– Mariawityzm wyrósł z żeńskości polskiej kultury, z połączenia ludowego, bardzo demokratycznego w swej istocie kultu bogini matki z upowszechnionym przez chrześcijaństwo obrazem Matki Boskiej.

Zmysłowa pobożność

– Pogański śmigus-dyngus, pogańskie święto wiosny zamienione w Zielone Świątki, wywodzące się z myślenia magicznego krzyże na rozstajach dróg odpędzające złe moce, jasełka…


– Akurat jasełka zostały przyniesione z Włoch, ich twórcą był św. Franciszek z Asyżu. Jasełka nawiązywały do ludowej pobożności i zmysłowości, dlatego trafiły w Polsce na bardzo podatny grunt.

– Gdyby 30 lat temu księża zobaczyli przejście przez Bramę Rybę w Lednicy, powiedzieliby, że to pogański obrządek.

– Ja dziś też tak powiem. To przypomina pogański ryt inicjacyjny, nie chrześcijaństwo, bo proste zmysłowe doznania nie mają niczego wspólnego z głębokim przeżywaniem wiary. Mamy coraz więcej tego typu praktyk, wpisują się one nie tylko w katolicyzm ludowy, ale także w dzisiejszą epokę popkultury, infantylizacji życia, powierzchowności, w świat prostych podziałów, silnej zmysłowości i doraźnych doznań. To właściwie ortopraksja – liczą się czyste praktyki, a nie ich prawowierna treść.

– Nie dziwi pana widok tysięcy młodych ludzi w Lednicy, którzy, przechodząc przez Bramę Rybę, wprawiają się w trans rytmicznymi ruchami ciała, pieśniami lub powtarzaniem wypranych z treści haseł typu: „Nie lękajcie się – otwórzcie drzwi Chrystusowi”?

– Masowa obecność młodzieży w Lednicy związana jest nie z religią, lecz z problemem ludzkiej samotności. Ci młodzi chcą być z innymi, we wspólnocie.

– Po to nie trzeba jechać do Lednicy, wystarczy pójść na koncert lub mecz.

– To nie jest alternatywne. Przechodzący przez Rybę pewnie chodzą i na mecze, i na koncerty.

- Chrześcijaństwo przyniosło do Polski mądre księgi, pismo, duchowni zakładali szkoły. Teraz księża zamykają książki ze Słowem Bożym, wymyślając coraz to nowe imprezy.

– Widocznie tracą wiarę w moc Słowa Bożego. Tego Słowa prawie nikt nie czyta, nie studiuje, nie zna. Ks. Władysław Piwowarski, największy socjolog religii okresu powojennego, twierdził zresztą, że dwie trzecie katolików w Polsce to nieświadomi heretycy. Potwierdziły to później badania prof. Ireny Borowik – wierni nie rozumieją sensu prostych modlitw, które znają na pamięć. Nawet osoby wykształcone – pracownicy naukowi, prawnicy, lekarze – nie rozwijają swojej wiedzy religijnej, pozostaje ona, tak jak u prawie wszystkich polskich katolików, na poziomie dewocyjnych przeżyć z okresu komunijnego. Przez moje ręce przeszło ze 30 tys. studentów różnych kierunków, także humanistycznych. I często zadaję im pytanie, kto przeczytał jakąś ewangelię albo Księgę Hioba, która jest przecież w spisie lektur. Odpowiedź twierdząca prawie się nie zdarza. Kto u nas czyta encykliki Jana Pawła II? O jakim Słowie mówimy? Słowo jest nieważne – ważne, jak w ludowym pogaństwie, są dźwięk, obraz, emocja.

Ptaszysko w aureoli

– Mimo wszystko poziom wykształcenia społeczeństwa w ostatnich dekadach znacznie wzrósł. Wydawałoby się, że Kościół powinien dopasować swoją ofertę do lepiej przygotowanych odbiorców.


– Jak ma dopasować, skoro to Kościół wiejskich proboszczów, którzy awansowali na biskupów? Oni urodzili się na wsi lub w małych miasteczkach, przesiąkli feudalną mentalnością, proboszcz był dla nich osobą najważniejszą, a wierni jego poddanymi. No i skończyli prowincjonalne seminaria, w Rzymie napatrzyli się na wspaniałe pałace i rytuały, na przepych i dostojność kościelnej władzy. Przeszli bowiem awans społeczny, nie przechodząc awansu kulturowego. I ważniejsze od refleksji intelektualnej są dla nich przepych, rytuał, atrybuty władzy.

– Winna jest więc tylko biografia kapłanów?

– Skądże znowu, zalew tych w istocie pogańskich praktyk szerzonych przez duchownych katolickich znajduje rzesze odbiorców, do których przemawia to, co proste, zmysłowe i kolorowe, a nie to, co trudne, wymagające wysiłku intelektualnego. W innych krajach – we Francji, Włoszech, w Anglii – też jest mnóstwo badziewia kulturowego, ale tam jest klasa średnia, która się temu skutecznie opiera. W Polsce nie ma takiej zapory, bo klasy średniej w zasadzie nie ma – nie sprzyjały jej ani zabory, ani wojny. Wytworzona w PRL warstwa inteligencka przeciwstawiająca się kiczowi rozsypała się po przemianie ustrojowej. Dlatego tak mocno oddziałuje pogański autobus obwożący po Polsce sweter i buty Karola Wojtyły – po co rozważać kwestie podejmowane przez papieża, skoro prościej zobaczyć, pomacać, powąchać jego rzeczy. To zmysłowe pogaństwo ubrane w suknie chrystianizmu, nie ma w nim niczego z chrześcijaństwa.

– W kwietniu arcybiskup metropolita częstochowski w obecności lewicowego prezydenta Częstochowy poświęcił w tamtejszym Parku Miniatur Sakralnych wpisaną do Księgi rekordów Guinnessa największą, wykonaną z laminatu, figurę Jana Pawła II.

– Jeszcze „piękniejszy” jest pomnik Ducha Świętego w Gliwicach – ptaszysko w aureoli nad głową opiera się skrzydłem o cokół. Duch Święty, zgodnie z przekazem biblijnym, jest tchnieniem, powiewem. Jak można go postawić na słupku?

– To nie jest zwykły Duch Święty, lecz ten Duch Święty, który odmienił oblicze „ziemi, tej ziemi”. Wystarczy przeczytać cytat na cokole. A stoi obok Centrum Edukacyjnego im. Jana Pawła II. Mamy mnóstwo instytutów Jana Pawła II, one chyba powinny zadbać o poziom religijności, wiedzę o spuściźnie po papieżu Polaku?

– Mieliśmy dwóch-trzech intelektualistów na skalę światową. Jak na ponad 1000 lat chrześcijaństwa w Polsce chyba nie za wielu? Mimo to nie dostrzegam poważnych badań związanych z dorobkiem Jana Pawła II albo nawet zwykłej popularyzacji jego myśli. Wprost przeciwnie – Instytut Jana Pawła II w Warszawie rozprowadzał wśród dzieci Lolki – figurki małego Karola Wojtyły w bereciku.

– Mobilne Muzeum Jana Pawła II – przywołany przez pana 18-metrowy autobus ze swetrem, butami i nartami – należy do Instytutu Jana Pawła II w Krakowie. To zdumiewające, że katolickiego intelektualistę Kościół przerabia na bożka. A może Kościół w Polsce już nie ma nic do powiedzenia, więc tylko oddziałuje na emocje i zmysły?

– Przy całym krytycyzmie wobec Kościoła nie zgadzam się z tą opinią. W Kościele jest sporo sensownych duchownych, niewdeptanych w ziemię przez biskupów o mentalności wiejskich proboszczów. Mógłbym podać parę nazwisk, ale nie chcę nikomu zaszkodzić. Stoimy przy tym w obliczu pokoleniowej zmiany – kilkunastu biskupów osiąga wiek emerytalny, zobaczymy, kto ich zastąpi.

– To przyszłość, a my mówimy o dniu dzisiejszym.

– Dzień dzisiejszy wygląda zaś tak: Polacy coraz częściej ograniczają swoje kontakty z Kościołem do trzech rzeczy: chrzcin, ślubu i pochówku. I tak naprawdę katolicyzm jest religią mniejszości. W wymiarze praktycznym jedynie 40% Polaków przynajmniej raz w tygodniu bierze udział w mszy. W Warszawie to zaledwie 20%. Ten proces sekularyzacji, zeświecczenia społeczeństwa będzie postępował, a chrześcijański lodowiec tajał.

– Episkopat w odczytanym w marcu liście „O zagrożeniach naszej wiary” przestrzegł przed wróżbami, czarami, magią, jasnowidzami. Katolicka Agencja Informacyjna biła na alarm, że w Polsce jest trzy razy więcej wróżbitów niż księży. Kościół boi się pogaństwa, które sam produkuje. Skoro relikwia czyni cuda, to dlaczego podobną siłą nie ma być obdarzony amulet? W czym szaman jest gorszy od egzorcysty?

– Praktyczne życie religijne ma niewiele wspólnego z teologią. Wielu katolików wierzy i w zbawienie, i w reinkarnację, chodzi zarówno do spowiedzi, jak i do wróżki. Takie listy i apele do niczego nie prowadzą. Ilustrują jedynie obawę przed konkurencją, która zagospodarowuje przestrzeń duchową.

– Co się wyłoni z tego topniejącego chrześcijańskiego lodowca – pogaństwo czy nowa ziemia obiecana?

– Przestrzeń duchowa nie znosi pustki – na gruzach obecnej tradycji wyłoni się jakaś nowa duchowość. To dla mnie oczywiste, choć nie wiem, czy stanie się to za 100 czy 300 lat i czy ta nowa duchowość będzie niosła obietnicę zbawienia, czy też zajmie się stępianiem bolesnych kantów doczesnego życia.

*PROF. ZBIGNIEW MIKOŁEJKO – filozof i historyk religii, pracownik naukowy Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, autor książek, artykułów i esejów, bohater wydanego w tym roku przez Iskry wspólnie z Agorą wywiadu rzeki Doroty Kowalskiej „Jak błądzić skutecznie”.

Autor: Krzysztof Pilawski

wiadomosci.onet.pl/…/0h4r8