Język
Wyświetlenia
53
Brat Kamil 1 2

Zazdrość o dzieci

Myśl wyrachowana: Każdy człowiek jest cudem – problem w tym, że wielu nie wierzy w cuda.

Niedawno ulubiony artysta ludzi religijnych inaczej Adam „Nergal” Darski wyraził swoją irytację programem 500 Plus. „Dajecie im po 500 zł, żeby się, ku**a, rozmnażali, by sami bezmyślni ludzie powiększali wasz elektorat, przedłużając waszą kadencję!” – wściekał się. Tych, którzy otrzymują świadczenie, nazwał darmozjadami.

Gniew z powodu „rozmnażania” się ludzi w wykonaniu satanisty nie dziwi. Narodziny człowieka to dla jego mrocznego idola zawsze klęska i powód do rzucania smołą.

Bo takie są fakty, że program 500 Plus wpłynął na większą liczbę urodzeń. Pewnie, że ta liczba nie jest tak wielka, żeby mogła rozwiązać problem zapaści demograficznej, ale kierunek jest dobry.

Jednak nie tylko Nergalowi to się nie podoba. Są też inni, w mediach bardzo głośni, którzy większą liczbę najmłodszych Polaków witają z irytacją. Ich szlachetne serca znieść nie mogą myśli, że ktoś z ich rodaków mógłby zdecydować się na dzieci ośmielony perspektywą otrzymania pieniędzy na ich wychowanie.

– Jak można rodzić dzieci za 500 złotych miesięcznie! – oburzają się. Oni nigdy by się do tego nie posunęli. Oni chcieliby społeczeństwa o krystalicznie czystych motywacjach prokreacyjnych. Żadnych tam zachęt, żadnych ułatwień, żadnych pieniędzy. Oni pragną, aby Polacy decydowali się na posiadanie dzieci absolutnie bezinteresownie, bez żadnych nacisków z jakiejkolwiek strony, natury nie wyłączając.

Ciekawe, że w drugą stronę to u tych ludzi nie działa. Bo aby dzieci nie mieć – a nawet żeby się ich pozbyć, gdy już się poczną – nie trzeba szczytnej motywacji. Wystarczy byle powód, na przykład nieduże mieszkanie i brak miejsca na pudełka z zabawkami.

Zostaliśmy do takiego myślenia przyzwyczajeni. Przez lata słyszeliśmy, że Polacy mają mało dzieci, bo ich nie stać. W mediach leciały wyliczenia, ile też kosztuje wychowanie jednego dziecka, a były to kwoty gigantyczne. Gdy człowiek coś takiego słyszał, dochodził do wniosku, że stać go najwyżej na jedną trzecią dziecka – więc wielu wolało sobie „adoptować” psa.

I to miało być dla wszystkich zrozumiałe: nie masz kasy, nie masz dzieci. To było OK. Tymczasem gdy dziś ktoś ze względu na większe bezpieczeństwo ekonomiczne decyduje się na dzieci – to nie jest OK. Nie mieć dzieci z powodów finansowych można, ale mieć je z tych samych powodów nie można.

Zastanawiająca jest ta niechęć do dzieci, do rodzin wielodzietnych i do działań mających poprawić alarmującą sytuację demograficzną. W pojawieniu się na świecie każdy powinien dostrzec przynajmniej własny interes. Ale dziwnie często nawet tego nie dostrzega.

Dlaczego? Chyba głównie z powodów duchowych. Gdybyśmy byli tylko ciałem, pewnie nie byłoby problemu. Ale jesteśmy też istotami duchowymi, nieśmiertelnymi, odkupionymi – i ktoś jest o to zazdrosny.

www.gosc.pl/doc/5097690.Zazdrosc-o-dzieci
Napisz komentarz