Język
Wyświetlenia
302
Soli Deo gloria 3

Izrael i Ukraina zawarły tajne porozumienie

- które przewiduje masową emigrację Żydów na Ukrainę


W ciągu 10 lat nie będzie Izraela” – taką opinię wygłosił w 2012 r. Henry Kissinger, wybitny amerykański polityk, dyplomata i specjalista od spraw międzynarodowych. Kissinger jest Żydem, trudno mu więc zarzucać antypatię czy wrogość wobec Izraela. Czarny scenariusz dla Izraela był przedmiotem badań ekspertów z wielu renomowanych ośrodków.

W czasach prezydentury Baracka Obamy w USA powstał nawet raport stworzony przez analityków i ekspertów ze wszystkich amerykańskich agencji wywiadowczych pod bardzo sugestywnym tytułem Preparing for a Post – Izrael Middle East (Przygotowując się na Bliski Wschód bez Izraela), który również przewidywał ponurą przyszłość dla żydowskiego państwa. Raport stwierdził również, że Izrael wciąga USA w antyarabską politykę, gdy tymczasem w interesie Amerykanów jest przeciągnięcie Arabów do własnego obozu. Przy takim publicznym stawianiu sprawy widać, że gwarancje amerykańskie dla istnienia Izraela mogą się zmienić. Z ryzyka zdają sobie sprawę rządzący Izraelem. Dlatego od paru lat izraelskie władze podejmują dyskretne działania, które tworzą zręby „planu awaryjnego” dla zamieszkałych w Izraelu Żydów. Jedną z takich opcji jest emigracja Żydów na południową Ukrainę, gdzie w przeszłości istniało imperium Chazarów, tureckiego ludu, który w VIII w. przyjął judaizm (państwo chazarskie zostało w XI w. podbite przez Ruś). Dziennik „The Time of Israel” ujawnił plany izraelskiej emigracji na Ukrainę. Rozmowy z ukraińskimi władzami miały zakończyć się zawarciem tajnego porozumienia. Izraelski dziennik zaznaczył, że informacje te są wiarygodne, bo pochodzą od jednego z doradców premiera Binjamina Netanjahu. Jeżeli to prawda, to oznacza to, że nawet premier Izraela nie wierzy już w przetrwanie żydowskiego państwa na Bliskim Wschodzie.

Nowa odsłona starej wojny

Izrael od chwili swojego powstania 15 maja 1948 r. ma otwarty konfliktem ze światem arabskim. Już w momencie ogłoszenia deklaracji niepodległości doszło do pierwszej wojny. Koalicja arabska (Egipt, Irak, Syria, Liban, Transjordania) wkroczyła na terytorium Izraela. Wojna ta zakończyła się w 1949 r. żydowskim zwycięstwem, a Izrael poszerzył swoje terytorium (przyznane mu przez Organizację Narodów Zjednoczonych) o zachodnią Galileę, zachodni Negew i część Jerozolimy.

Do kolejnej doszło w 1956 r., gdy Egipt znacjonalizował Kanał Sueski. Francja, Wielka Brytania oraz Izrael dokonały wówczas inwazji na Egipt, która zakończyła się jego militarną klęską. Pod naciskiem ONZ agresorzy jednak wycofali się i zawarto pokój. W 1967 r. wybuchła tzw. wojna sześciodniowa. Kolejna koalicja państw arabskich (Egipt, Syria, Jordania) szykowała się wówczas do uderzenia na Izrael. Ten jednak dokonał błyskawicznej ofensywy, zadając im druzgocącą klęskę. Na skutek tego konfliktu półwysep Synaj podobnie jak Wzgórza Golan dostały się pod władanie Izraela i stały się przyczyną kolejnych konfliktów. Pierwszy z nich miał miejsce w latach 1967–1970 i miał charakter statycznej wojny frontowej.

Państwa arabskie nie zamierzały zrezygnować z utraconych wcześniej na rzecz Izraela ziem i szykowały się do kolejnej wojny z nim. Ta zaczęła się w 1973 r. dokładnie w dzień żydowskiego święta Jom Kippur (stąd nazwa Wojna Jom Kippur). Siły zbrojne kolejnej koalicji państw arabskich (Egipt, Syria, Irak, a także Jordania, Maroko, Libia, Arabia Saudyjska, Kuwejt) tym razem dokonały ataku z zaskoczenia. Izrael wprawdzie odparł natarcie egipskiej armii, ale nie poradził sobie kompletnie z syryjskim natarciem. Syryjczycy jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi zatrzymali swoją dobrze rozwijającą się ofensywę, co okazało się totalnym błędem. Izrael natychmiast przeszedł do kontrofensywy, odrzucając syryjskie siły. Podobnie jak w poprzedniej wojnie obie strony miały wsparcie Stanów Zjednoczonych (Izrael) i Związku Sowieckiego (państwa arabskie). W końcu zawarto rozejm i zaczął się długi proces pokojowy, który jednak trwał latami. Dopiero w 1982 r. Izrael zawarł pokój, ale tylko z Egiptem, zwracając mu półwysep Synaj. Od tego pokoju zdystansowały się jednak pozostałe kraje arabskie. W międzyczasie doszło do nowego konfliktu zbrojnego. W 1975 r. wybuchła wojna domowa w Libanie, a Syria, wykorzystując tę sytuację, zaczęła wspierać ataki na Izrael dokonywane z południowej części tego kraju. W efekcie w 1978 r. obszar ten został zajęty przez armię izraelską, która wyparła z niej wszystkie arabskie bojówki odpowiedzialne za ataki na terytorium Izraela. To jednak doprowadziło do wybuchu kolejnej wojny izraelsko-arabskiej (wojna libańska), która trwała w latach 1982–1985. W jej trakcie izraelskie wojska dokonały inwazji na cały Liban i starły się ze stacjonującymi tam wojskami syryjskimi. Gdy wygrały to starcie, ustanowiono strefę buforową na granicy izraelsko-libańskiej, która miała chronić Izrael. Niedługo jednak po wygraniu wojny w Libanie w państwie żydowskim wybuchła intifada (powstanie Palestyńczyków kierowane przez Jasera Arafata), która trwała w latach 1987–1991. Ponownie wybuchła ona w 2000 r. (druga intifada) i zakończyła się dopiero po śmierci Arafata w 2004 r. W lipcu 2006 r. wybuchła kolejna wojna libańska (II wojna libańska), w której celem Izraela było pokonanie libańskiego Hezbollahu. W sierpniu 2006 r. zostało zawarte zawieszenie broni, ale bez rozstrzygnięcia ostatecznego tego konfliktu. Od tego czasu otwartej wojny nie ma, ale nie ma również pokoju. Izraelscy politycy są przekonani, że do wojny dojdzie, gdy Iran zdobędzie upragnioną broń atomową.

Siła i słabości

Izrael ma oczywiście całkiem spore szanse na to, aby i tym razem wyjść z tej wojny zwycięsko. Po pierwsze, jest sprawnie zarządzanym państwem. Po drugie, jest silnie zmilitaryzowany. Wprawdzie żydowska populacja w odniesieniu do otaczających ją populacji arabskich nie jest liczna (około 9 mln), ale w żydowskim państwie obowiązuje powszechny obowiązek wojskowy zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Większość izraelskiego społeczeństwa jest wojskowo wyszkolona i w razie zagrożenia państwa będzie zdolna do jego obrony. Izrael ma też bardzo silną stałą armię. W zasadzie nie ma ona słabości. Jest wręcz przesycona ilością nowoczesnego sprzętu o wysokiej jakości.

Nie ma oficjalnych informacji na temat tego, jak wygląda dziś izraelski potencjał jądrowy.Nieoficjalnie można jednak usłyszeć w kręgach ekspertów, że potencjał jądrowy Izraela to dzisiaj około 100 bomb jądrowych.

Oprócz silnej armii i sporego arsenału jądrowego Izrael ma też niezłe warunki geograficzne do obrony. Mały rozmiar państwa i dość zwarte granice sprawiają, że w wypadku ataku Izrael może bardzo szybko przerzucać swoje siły zbrojne po krótkich, bardzo dobrze skomunikowanych liniach wewnętrznych.

Izrael nie jest wolny od destrukcyjnych dla państwa procesów i zjawisk, jakie zachodzą dzisiaj w świecie Zachodu. Najgroźniejsza jest postępująca laicyzacja izraelskiego społeczeństwa, które coraz bardziej odchodzi od praktykowania judaizmu. Na to nakłada się niechęć kolejnych pokoleń do życia w stanie ciągłego zagrożenia. Izraelczycy zmierzają w kierunku modelu obranego przez społeczeństwa zachodnie, które wyznają prostą dewizę: „chcemy być syci i bogaci oraz żyć spokojnie najbardziej jak tylko jest to możliwe”. Ale jest jeszcze jeden problem społeczny, trudny do rozwiązania dla Izraela: to demografia. A raczej wyścig demograficzny, jaki toczy się pomiędzy Żydami a Arabami zamieszkującymi Palestynę. Na razie, jak mówią statystyki, ci pierwsi zdecydowanie przegrywają.

Od lat obserwujemy także radykalizację postawy świata arabskiego wobec Izraela. Głównie z powodu eksterminacyjnej polityki wobec Palestyńczyków. Polityka Izraela wobec Palestyńczyków budzi zresztą sprzeciw nawet już na Zachodzie, gdzie coraz bardziej postrzegana jest jako typowy apartheid i dyskryminacja rasowa Palestyńczyków.

Zdecydowanie największym zagrożeniem dla Izraela jest to, że świat arabski myśli dzisiaj o kolejnej wojnie z nim, w wyniku której żydowskie państwo miałoby całkowicie zniknąć z mapy. Tego chcą rządzący Iranem, którzy intensywnie pracują nad swoją bombą jądrową. Wcześniej czy później ich marzenia się spełnią. A wówczas kwestia kolejnej wojny będzie sprowadzała to pytanie nie „czy wybuchnie”, ale kiedy.

Cały tekst dr. Leszka Pietrzaka o planie awaryjnym Izraela na wypadek wyniszczającej wojny na Bliskim Wschodzie można przeczytać w najnowszej „Gazecie Finansowej”.
Napisane przez dr Leszek Pietrzak

warszawskagazeta.pl/…/5960-ujawniamy-…
Napisz komentarz
kovanecky 5 godziny temu

ciekawe że "dzielni" banderowcy siedzą teraz cicho jak kundle, gdy ich kraj zamienia się w Upadlinę pod butem starszych

///////////////////////////////////////////////////

..... "kundle " upatrzyli sobie Polskę za swój nowy kraj ! z nami zrobią " porządek " w czasach tzw 'Wielkiego ucisku " .
kovanecky
ciekawe że "dzielni" banderowcy siedzą teraz cicho jak kundle, gdy ich kraj zamienia się w Upadlinę pod butem starszych
ZBM lubi to.