Język
Wyświetlenia
1,9 tys.
Jolinar 2 1

SŁUŻEBNICA BOŻA ROZALIA CELAKÓWNA - ŻYCIORYS I POSŁANNICTWO

SŁUŻEBNICA BOŻA ROZALIA CELAKÓWNA - ŻYCIORYS I POSŁANNICTWO

Stowarzyszenie RÓŻA 18.03.2007

Służebnica Boża Rozalia Celakówna urodziła się w Polsce, w Jachówce na Podhalu, w archidiecezji krakowskiej, 19 września 1901 roku. Była pierwszym z ośmiorga dzieci Tomasza i Joanny z domu Kachnic. Rodzice Rozalii byli chłopami małorolnymi i utrzymywali się głównie z pracy na własnej ziemi. Jako ludzie bogobojni, o surowych zasadach, a przy tym bardzo uczynni i gościnni, cieszyli się powszechnym poważaniem. Bardzo dbali o religijne wychowanie dzieci. Cała rodzina w każdą niedzielę uczęszczała do kościoła parafialnego w Bieńkówce, odległego o 5 km, lub do Budzowa. Regularnie przystępowano do sakramentów świętych. Nierzadko zdarzało się, że rodzice chodzili do kościoła także w dni powszednie. Czytano też wspólnie książki religijne i prasę katolicką.

Na pobożność Rozalii największy wpływ wywarła jej matka, Joanna, która wszystkie swoje dzieci, jeszcze przed urodzeniem, ofiarowała Najświętszej Maryi Pannie. Rozbudziła ona w Rózi miłość do Pana Jezusa Eucharystycznego. Uwrażliwiła ją też na miłość bliźniego, wyrażającą się w konkretnej pomocy. W ubogich i proszących o jałmużnę uczyła dostrzegać Pana Jezusa.

Rozalia w wieku 7 lat, zgodnie ze zwyczajem, przystąpiła po raz pierwszy do spowiedzi więtej, by po trzech latach (11 maja 1911 roku) przygotowań przyjąć I Komunię świętą. Dzień ten był dla Rozalii ogromnym przeżyciem. Od pierwszej Komunii św. - wspomina potem - Pan Jezus wlał w me serce szczególniejszą miłość do Najświętszego Sakramentu.
Pierwszy bliższy kontakt wewnętrzny z Panem Jezusem miała w wieku 6 lat. Pan ezus dał jej wtedy odczuć swoją obecność, co później wielokrotnie się powtarzało. W takich chwilach opuszczała swoje koleżanki i szukała samotności w lesie, nad rzeką lub na łące. Jezus coraz bardziej pociągał ją ku Sobie.

Od wczesnych lat rozpoczęła też pracę nad sobą. Będąc z natury dzieckiem porywczym, łatwo wpadającym w gniew i z trudem przyjmującym nakazy surowych i wymagających rodzi ów, z czasem wyrobiła w sobie usposobienie łagodne i pogodne.

Lubiła modlić się i chodzić do kościoła. Najczęściej stawała wtedy blisko ołtarza. Często można ją też było widzieć przed bocznym ołtarzem, gdzie była figura Matki Boskiej z Lourdes, do której Rozalia miała szczególne nabożeństwo.

Za najważniejsze "książki", z których uczyła się o Panu Bogu, uważała: Najświętszy Sakrament, Najświętszą Maryję Pannę i Krzyż Jezusa. W wieku 13-14 lat pojawiło się w niej pragnienie świętości poprzez ukochanie Pana Jezusa aż do zupełnego zapomnienia o sobie. Pragnęła - jak to później określi - spalić się jako ofiara na ołtarzu miłości.

W 1914 roku z bardzo dobrymi wynikami Rozalia ukończyła 6-oddziałową szkołę powszechną. Z racji ubóstwa rodziców nie mogła kontynuować nauki w pobliskim miasteczku. Pomagała rodzicom w pracach polowych i domowych, opiekowała się też młodszym rodzeństwem. W roku 1916 zapadła w ciężką chorobę, której lekarz nie umiał rozpoznać. Wyzdrowienie nastąpiło w dziewiątym dniu nowenny do Najświętszej Maryi Panny. Rozalia wstała z łóżka zupełnie zdrowa po miesięcznej chorobie. Z perspektywy czasu Rozalia uznała, że ta choroba była przygotowaniem do późniejszych cierpień duchowych.

2 lipca 1917 roku przyjęła z rąk księcia biskupa krakowskiego Stefana Sapiehy sakrament bierzmowania. Około roku 1918 złożyła prywatny ślub czystości przed figurą Matki Bożej Niepokalanej w kościele w Bieńkówce.
W roku 1919 rozpoczęła się "noc ciemności", trwająca sześć lat. W tym okresie Rozalia odczuwała wielką oschłość i rozproszenia w czasie modlitwy oraz obojętność na rzeczy święte. Miała wizje piekła i potępieńców. Nawiedzały ją też rozmaite pokusy i choć im nie ulegała, czasem wydawało jej się, że Bóg odrzuca ją za "straszne" grzechy (jeden z późniejszych kierowników duchowych spowiedników Rozalii powiedział o niej, że wedle jego przekonania dobrowolnie nie popełniła ona nigdy nawet grzechu lekkiego). Owocem tej ciemnej nocy była
świadomość obecności Jezusa w duszy, pokój serca i radość, a ponadto oderwanie duszy od stworzeń oraz ustanie wszelkich pokus przeciw czystości.
Pragnąc rozeznać wolę Bożą co do swej przyszłości, udała się z pieszą pielgrzymką do Częstochowy oraz do sanktuarium maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.
W 23 roku życia przełamuje opór rodziców i udaje się do Krakowa. Była przekonana, że taka jest wola Boża względem niej i że Pan Jezus chce ją tam mieć. Nie bez znaczenia był fakt, że pobyt w Krakowie daje możliwość codziennego udziału we Mszy św. i stałego kierownictwa duchowego, którego brak w Jachówce bardzo dotkliwie odczuwała. Przez niespełna rok zatrzymała się u starszej kobiety, której pomagała w zajęciach domowych. Nurtowało ją silne pragnienie wstąpienia do zakonu klauzurowego.

W kwietniu 1925 roku podjęła pracę posługaczki chorych w Szpitalu św. ?azarza na oddziale chirurgii. Szczególną opieką otaczała tam chorych biednych i opuszczonych oraz tych, przy których najtrudniej było pracować.
W czerwcu 1925 r. Rozalia została urzędowo przeniesiona na oddział dermatologiczny, gdzie usługiwała osobom chorym wenerycznie. W wewnętrznym natchnieniu Rozalia usłyszała słowa Jezusa: "Moje dziecko! W szpitalu jest miejsce dla ciebie z mojej woli ci przeznaczone". A jednak zetknięcie z brutalnością grzechu wywoływało w niej wielkie cierpienia duchowe. Nadal też płonęło w jej sercu pragnienie wstąpienia do zakonu, aby pełniej oddać się
Panu Jezusowi.

Za radą spowiednika 5 grudnia 1927 roku Rozalia wstąpiła do klasztoru Sióstr Klarysek. Zły stan zdrowia nie pozwalał jednak na dłuższe przebywanie w klasztorze, dnia 1 marca 1928 roku opuściła więc Klaryski i wróciła do Szpitala św. ?azarza, gdzie początkowo pracowała w izbie przyjęć, następnie została zatrudniona w Klinice Okulistycznej. 30 września 1929 roku - wbrew ludzkiej logice, gdyż w poprzednich miejscach pracy miała wyższą pensję i lepsze warunki - wróciła na oddział chorych wenerycznie Szpitala św. Łazarza, aby lepiej zaświadczyć czynem o swej wierności Jezusowi cierpiącemu.

W październiku 1932 roku zapisała się na kursy pielęgniarskie Polskiego Czerwonego Krzyża. W roku 1933 eksternistycznie zdała egzamin VII klasy szkoły powszechnej, aby móc się dalej kształcić. 4 sierpnia 1937 roku złożyła państwowy egzamin pielęgniarski.
Pracę wykonywała sumiennie i z wielkim oddaniem dla chorych, przez co zyskała sobie ich zaufanie i szacunek. Była pielęgniarką nie tylko co do ciała, ale i co do ducha, dlatego jej podopieczne nazywały ją "matką". Kilkunastu z nich pomogła znaleźć uczciwą pracę. Można wnioskować, że w ciągu 19 lat jej praktyki w szpitalu, na jej dyżurze nikt nie odszedł z tego świata bez pojednania się z Panem Bogiem.

W tym czasie doznawała wielu łask. Pan Jezus darzył ją wielką zażyłością. Poprzez różne wizje i spotkania kształtował jej serce, a zarazem przygotowywał ją do dalszych zadań. Często słyszała z Jego ust wezwanie, by wynagradzała Mu za grzechy swych podopiecznych i by złożyła Mu w ofierze swe życie. W jej sercu zrodziło się pragnienie cierpienia z miłości dla Jezusa. Ponadto coraz większy akcent padał w życiu duchowym Rozalii na życie ukryte i na dziecięctwo Boże, połączone z ideą uznania swej maleńkości przed Bogiem, a także na całkowite poświęcenie się Sercu Jezusa. Dzięki temu wzrastała jej ufność, pokój oraz moc duchowa.

Coraz bardziej stawała się człowiekiem wielkiej modlitwy. Codziennie uczestniczyła we Mszy św., odprawiała też stacje Drogi Krzyżowej i adorowała Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Modlitwą przeniknięta była także jej praca. Modliła się o świętych kapłanów i o nawrócenie grzeszników. Z czasem do tych intencji doszło wynagradzanie za grzechy - szczególnie za grzech nieczystości i nienawiści - oraz prośba o przyspieszenie intronizacji. Pan Jezus wyjawił jej też potrzebę ekspiacji za grzechy Narodu i kapłanów.
Na polecenie kolejnych spowiedników spisywała notatki z przeżyć duchowych. Niektóre z nich miały charakter przesłania do większych społeczności. Podczas modlitwy, a czasem we śnie Rozalia miała kontakt ze świętymi, a także z Matką Bożą i z Panem Jezusem. Była przynaglana do całkowitego oddania się Panu Jezusowi i do tego, aby Polska i inne kraje oddały się Jego Najświętszemu Sercu i uznały Go za swego Króla. W tym Akcie Intronizacji uczestniczyć mają nie tylko poszczególne części kraju, ale całe państwo z rządem na czele. Skutkiem tego aktu ma być nawrócenie się wielu dusz i podporządkowanie się przez nie prawu Bożemu.
Spowiednik poinformował o tych wizjach swojego przełożonego, Generała Paulinów, o. Piusa Przeździeckiego, który z kolei doniósł o tym ks. Prymasowi Polski, Augustowi Hlondowi. Dla upewnienia się o wiarygodności objawień Rozalii zalecił poddanie jej badaniu lekarskiemu. 17 i 21 września 1938 roku Rozalia - na polecenie swego spowiednika - poddała się takiemu badaniu, które nie wykazało u niej choroby nerwowej ani odchyleń psychicznych. Wręcz przeciwnie, wzbudziło badającego ją lekarza wielki szacunek.

Cicha, pokorna i uczynna wielu osobom służyła pomocą, a ubogim dawała jałmużnę, sama żyjąc w ubóstwie. Mimo to miała wrogów, była upokarzana, a nawet prześladowana. Liczne obowiązki w pracy i poza nią nadwerężyły jej siły. 7 września 1944 roku bardzo poważnie zapadła na zdrowiu. Wezwany lekarz stwierdził u niej anginę Plauta i Vincenta i polecił odwieźć ją do szpitala. 12 września Rozalia poprosiła o kapłana. Po spowiedzi i przyjęciu wiatyku i namaszczenia chorych, 13 września o godzinie 2 nad ranem spokojnie umarła.
Pogrzeb odbył się 15 września na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pomimo trwania
wojny uczestniczyło w nim wiele osób - duchownych i świeckich. Warto zaznaczyć, że przeżycia i wizje Rozalii stały się fundamentem zatwierdzonego przez Stolicę Świętą tuż po wojnie Dzieła Osobistego Poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa, które wypracowało bogaty program i w latach powojennych przyczyniło się do osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa bardzo wielu Polaków.

Od śmierci Rozalii trwa nieprzerwanie kult prywatny, wyrażający się w zanoszeniu przez jej wstawiennictwo różnych próśb do Najświętszego Serca Jezusa. Bardzo wiele z tych próśb zostało wysłuchanych, co sprawiło, że do tej pory pamięć o Rozalii trwa w Polsce, a jej grób na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie jest zawsze pełen kwiatów i świateł.

Zbieranie materiałów do procesu kanonizacyjnego Rozalii Celakówny rozpoczęło się już w sześć lat po jej śmierci. Oficjalne rozpoczęcie procesu odbyło się na prośbę Fundacji Serca Jezusa 5 listopada 1996 roku, a dokonał go ks. Kardynał Franciszek Macharski, Arcybiskup Metropolita Krakowski. opracowała Sylwia Kaczmarek

Ważniejsze daty w życiu Rozalii

19 IX 1901- przychodzi na świat w Jachówce k. Makowa Podhalańskiego

20 IX 1901 -otrzymuje Chrzest św. w kościele parafialnym w Bieńkówce

1902- ciężko choruje na świnkę

1907- "pierwsze wewnętrzne spotkanie" z Panem Jezusem

1 IX 1908 -zaczyna uczęszczać do szkoły powszechnej w Jachówce

1908 -przystępuje do I spowiedzi świętej

1909- choruje na dyfterię

11 V 1911 - przyjmuje I Komunię świętej

30 VI 1914 - kończy 6-oddziałową szkołę powszechną

1914 - znajduje ideał w "Małej Drodze" św. Teresy od Dzieciątka Jezus

1915 - obiera sobie św. Józefa "za Ojca i Opiekuna"

1916 - Matka Boska Bolesna cudownie uzdrawia ją z ciężkiej choroby; doznaje mistycznej pociechy u stóp Najświętszej Panny Różańcowej u OO. Dominikanów w Krakowie

2 VII 1917 - w Budzowie otrzymuje bierzmowanie z rąk Księcia Abpa Sapiehy

1918 ? - składa ślub czystości u stóp Niepokalanej w Bieńkówce

1919 - rozpoczyna swą "noc ciemności"

VII 1922 - odbywa pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę celem poznania woli Bożej

15 VIII 1923 - ma mistyczne przeżycia miłości u stóp Najświętszej Maryi Panny w Kalwarii
Zebrzydowskiej

27 VIII 1924 - z woli Bożej opuszcza dom rodzinny i udaje się do Krakowa

III 1925 -nadzwyczajna spowiedź w kościele św. Mikołaja; wizja piekła i nieba; u końca "nocy ciemności" otrzymuje dar wolności od pokus nieskromnych

IV 1925 - obejmuje pracę w Szpitalu św. ?azarza w Krakowie na chirurgii

1 VI 1925 - urzędowo zostaje przeniesiona na Oddział Dermatologiczny

5/6 XII 1925 - znowu ma wizję piekła

1926 - podupada na zdrowiu na skutek silnego przeziębienia się

11 VI 1926 - przeżywa wielką wizję Chrystusa w uroczystość Jego Najświętszego Serca

IX 1927 - doznaje mistycznego jakby "ugodzenia sztyletem" w kościele SS. Felicjanek
przy ul. Smoleńsk

5 XII 1927 - opuszcza pracę szpitalną i wstępuje do Zakonu SS. Klarysek w Krakowie

15 I 1928 - ukazuje się jej pewna zmarła i bardzo cierpiąca znajoma

26 II 1928 - ma wizję dwóch szczytów

1 III 1928 - opuszcza Zakon SS. Klarysek "z rozkazu przełożonych" i z woli Jezusa ponownie
podejmuje pracę w szpitalu, w Izbie Przyjęć; otrzymuje dar chodzenia w obecności Bożej

15 IX 1928 - przyjmuje bardzo dobrą pracę na Klinice Okulistycznej

X 1928 - pierwszy raz przystępuje do konfesjonału o. Henryka Jakubca OP

1928/1929 - zimą choruje na zapalenie płuc

IX 1929 - ma wizję: św. Teresy od Dzieciątka Jezus, "Ecce Homo" - spoczywa na Boskim
Sercu Jezusa

30 XI 1929 - z woli Jezusa powraca na Oddział Dermatologiczny, gdzie zostaje do śmierci

1930 - zaczyna uczęszczać do spowiedzi św. również do o. Władysława Całki CSsR

IX 1930 - ukazuje się jej świątobliwa M. Ksawera, karmelitanka zmarła w 1928 r. w Krakowie. Ma wizje: Chrystusa w monstrancji w olbrzymim kościele oraz św. Michała Archanioła

1931 - przez kilka miesięcy kuruje swe płuca

VII 1932 - składa ślub czynienia tego, co lepsze

23 VIII 1932 - drugi raz odwiedza Jasną Górę

X 1932 - zapisuje się na kursy pielęgniarskie PCK

I 1933 - przerabia z profesorem UJ VII klasę szkoły powszechnej i dalsze gimnazjalne

9 I 1933 - kończy kursy gazoznawstwa

1933 - jako eksternistka zdaje egzamin z VII klasy szkoły powszechnej w Wadowicach

26 III 1933 - składa egzamin z pełnego kursu "dla sióstr pogotowia sanitarnego" PCK

8 VI 1934 - przybywa na rekolekcje u OO. Redemptorystów w Toruniu

26 VII 1934 - ma wizję sądu Bożego nad duszami miłosiernymi

15 VIII 1934 - w Kalwarii Zebrzydowskiej w sposób mistyczny przeżywa szczęście Wniebowziętej

IX 1934 - trzeci raz odwiedza Jasną Górę X 1934 - czwarty raz odwiedza Jasną Górę

XII 1934 - obejmuje pracę w Ambulatorium Dermatologicznym

1 I 1935 - na życzenie Chrystusa składa ofiarę z siebie za kapłanów i grzeszników

I 1935 - ma wizję "olbrzymiego stada kozłów"

18/19 IV 1935 - w nocy z W. Czwartku na W. Piątek poddaje się operacji na wyrostek robaczkowy

8 V 1937 - zaczyna spowiadać się u OO. Paulinów na Skałce

4 VIII 1937 - składa państwowy egzamin pielęgniarski
IX 1937 - ma wizję: zbliżającej się wojny, niezwykłego pomnika Najświętszego Serca
Jezusa i Aktu Intronizacji

8 IX 1937 - otrzymuje świadectwo ukończenia nauk pielęgniarskich

XII 1937 - ma wizję najwyższego szczytu do osiągnięcia

24 VI 1938 - dokonuje "Aktu ofiarowania się Miłości Nieskończonej"

4 VII 1938 - przeżywa wizję globu ziemskiego i wojny z Niemcami

15 VIII 1938 - mistycznie przeżywa chwałę Wniebowziętej

17 VIII 1938 - otrzymuje brązowy medal "za długoletnią służbę"

17 i 21 IX 1938 - na polecenie spowiednika (który otrzymał zlecenie od Kardynała Hlonda)
poddaje się lekarskiemu badaniu przez neurologa

19 i 20 XI 1938 - po raz piąty jest na Jasnej Górze

16 XII 1938 - ma wizje: piekła, miasta z kryształu i diamentów, Najświętszej Maryi Panny

II 1939 - w sposób mistyczny widzi granicę polsko-niemiecką w ogniu

3 V 1939 - rozpoczyna swą "śmierć duchową", przebolesne napady nieznajomej półopętanej

18 V 1939 - przeżywa wizję wyższej uczelni i św. Teresy od Dzieciątka Jezus

28 V 1939 - ma objawienie dotyczące osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu
Jezusowemu - wizję "Ecce Homo"

12 VII 1939 - doznaje mistycznej pociechy w kościele w Bieńkówce

14 VII 1939 - otrzymuje niezwykły przypływ miłości (w Jachówce), "jakby ktoś mnie ugodził
strzałą w serce"

17 VIII 1939 - odwiedza Najświętszą Maryję Pannę w Kalwarii Zebrzydowskiej

24/25 IX 1939 - ma senną wizję św. Teresy od Jezusa; pokój przy Mikołajskiej staje się "kaplicą"

XI 1939 - doznaje od półopętanej publicznej potwarzy, bicia po głowie, targania za
włosy; "od bicia... (ma) pełno guzów na głowie"

9 X przeżywa wizję św. Teresy od Dzieciątka Jezus

XI 1940 - ma objawienia dotyczące "osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu
Jezusowemu"

2 I 1941 - odbiera mistyczne wskazania o intronizacji w duszach i narodach

2 V 1941 - dokonuje Aktu osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu wg
św. Małgorzaty Marii

5 IX 1942 - otrzymuje pouczenie, że "Mała Droga" jest bardzo aktualna w naszych czasach

XII 1942 - ma wizję św. Michała Archanioła i wilczych głów pobitych żołnierzy
niemieckich

7 IX 1944 - sama osłabiona, stawia bańki znajomej i zaziębia się

8 IX 1944 - (w święto narodzenia NMP) przyprowadzają ją ze szpitala do domu z gorączką

10 IX 1944 = Dr Koterla stwierdza anginę Plauta i Vincenta i poleca odwieźć chorą do szpitala

11 IX 1944 - chorą przewożą do szpitala, gdzie otrzymuje transfuzję krwi

12 IX 1944 - (w święto Imienia NMP) chora prosi o kapłana, spowiada się i przyjmuje Wiatyk święty i Namaszczenie Olejem świętym

13 IX 1944 - o godz. 2 podczas snu spokojnie oddaje duszę Bogu

14 IX 1944 - (w święto Podwyższenia Krzyża św.) o godz. 9 odprawiają się egzekwie i
uroczysta Msza św. pogrzebowa w kościele św. ?azarza

15 IX 1944 = (w święto Matki Boskiej Bolesnej) o godz.
15.30 odbywa się pogrzeb na
Cmentarzu Rakowickim

Posłannictwo Rozalii

Począwszy od 1930 roku, Pan Jezus zaczyna domagać się przez Rozalię od Polski uznania Go za swego Króla. Poucza Rozalię, że jest to sprawa ogromnej wagi i że w tej intencji trzeba wiele się modlić i wiele cierpieć, by przyśpieszyć intronizację w Polsce. Cóż może Rozalia uczynić w tej sprawie? Zwierza się swemu duchowemu kierownikowi: "Gdy przyszłam do szpitala, moje prace, małe krzyżyki i małe ofiary składałam Jezusowi, prosząc Go, by Jego Królestwo przyszło do dusz, do wszystkich serc, by On, Jezus, mógł królować wszechwładnie
w nich".

Jednakże Jezus Król domaga się od Rozalii czegoś więcej; konkretnych działań tej sprawie i na skalę przekraczającą jej możliwości. Dlatego zwraca się ona prośbą o pomoc do swego kierownika duchowego ks. Kazimierza Dobrzyckiego: "Od pewnego czasu jestem zmuszona jakąś siłą tajemniczą, by Ojcu powiedzieć to, co czuję w duszy, mianowicie to, by Ojciec Drogi napisał list do Jego Eminencji ks. kard. Hlonda, Prymasa Polski, o przyśpieszenie intronizacji (…). Pan Jezus w ten sposób chce ratować Polskę przed upadkiem". Następnie wyłuszcza ks. Dobrzyckiemu, jak należy rozumieć intronizację i na czym polega jej istota: "Pan Jezus chce być naszym Królem, Panem i zarazem Ojcem bardzo kochającym". I nieco dalej dodaje: "Pan Jezus w szczególny sposób chce być naszym Królem, tego On sobie życzy. Polska musi w sposób wyjątkowy, uroczyście ogłosić Pana Jezusa swym Królem przez intronizację (…). Intronizacja to nie tylko forma ofiarowania się, ale odrodzenie serc, poddanie ich pod słodkie panowanie Miłości!"

Ponieważ pojawienie się żądania, by Polska uznała w sposób oficjalny i uroczysty, poprzez Akt Intronizacji, Jezusa swym Królem, zaskakiwało swą oryginalnością i wiązało się z ogromnymi trudnościami w jego realizacji, dlatego Pan Jezus jeszcze wielokrotnie zwróci się do Rozalii w słowach bardzo łagodnych, lecz stanowczych: "Powiedz, moje dziecko, ojcu, by napisał w tej sprawie do Prymasa Polski. Teraz jest najodpowiedniejsza chwila, trzeba korzystać z czasu łaski". Z tego polecenia Rozalia wywiązała się, informując wszystkim swego kierownika duchowego i w pięknych słowach zachęcając go do działania: "Ojcze Kochany, coś dziwnego dzieje się w mej duszy, czuję przeogromne pragnienie, by wszystko uczynić i przecierpieć, by Jezus mógł swobodnie panować w naszej ukochanej Ojczyźnie, a przez Polskę, by zawładnął całym światem. Śmiem to twierdzić stanowczo, że Polska będzie silną potęgą, najsilniejszą nie tylko w Europie, ale na całym świecie, jeśli usłucha wezwania Pana Jezusa, a jeśli nie, to zginie. To nie są moje myśli i słowa (…). To mi pokazał Pan Bóg". Rozalia w pełni zdaje sobie sprawę, jak trudną misję powierzył jej Pan Jezus jak mała jest szansa na jej zrealizowanie. - "Zastanawiając się nad tym - pisze - ogromny ból ogarnął moją duszę, że Pan Jezus tak strasznie obrażany jest przez ludzi, że tak bardzo daleko do przemiany ludzkich serc, że sprawa intronizacji jest również daleka". Faktycznie Polska była bardzo atakowana przez siły zła, a Naród coraz bardziej ulegał demoralizacji.

Od września 1937 roku Rozalia otrzymuje szereg proroczych wizji, w których żądania Jezusa wobec Polski i świata zostały bardzo wyraźnie sprecyzowane. Od spełnienia tych żądań Bóg uzależniał los naszej Ojczyzny i innych narodów. Istotę tych objawień można sprowadzić do warunku: jeśli Polska chce ocalić siebie, musi uznać Jezusa swym Królem w całym tego słowa znaczeniu poprzez Akt Intronizacji. Ma być on dokonany przez cały Naród, a w szczególności przez władze państwowe i kościelne, które w imieniu Narodu mają wspólnie dokonać w sposób uroczysty tego Aktu. W następstwie za przykładem Polski pójdą inne narody i także one dokonają Aktu Intronizacji Jezusa na swego Króla. Wszystkie narody, które nie uznają Jezusa swym Królem, zginą.

Treść tych przesłań, tak brzemienna w skutkach, stanowiła dla Rozalii i jej kierownika duchowego, o. Kazimierza Dobrzyckiego, paulina, nie lada wyzwanie. Rozalia otrzymała wraz ze swą misją ogromny krzyż do dźwigania. Jak był on wielki i bolesny, świadczą o tym jej pisma. W jego dźwiganiu pomagali jej przede wszystkim Ojcowie Paulini, a szczególnie wymieniony o. Dobrzycki oraz Generał Paulinów o. Pius Przeździecki z Jasnej Góry. Nic w tym dziwnego, że Ojcowie Paulini zostali zaangażowani do tego dzieła. Przecież w tle misji Rózi stała dostojna Królowa Polski i to brzemienne pragnienie Jej Niepokalanego Serca zostało przekazane Rozalii, a przez nią Polsce za pośrednictwem Paulinów.
W marcu 1938 roku głos wewnętrzny pouczał Rozalię: "Trzeba ofiary za Polskę, za grzeszny świat (…), straszne są grzechy Narodu Polskiego. Bóg chce go ukarać. Ratunek dla Polski jest tylko w moim Boskim Sercu". Ponieważ mimo wielu starań do intronizacji w Polsce nie dochodziło, na parę miesięcy przed wybuchem drugiej wojny światowej Rozalia otrzymuje następną wizję ukazującą ogrom nieszczęść, jakie spadną na Polskę, a zarazem zapewnienie, że jeśli Polska, z rządem na czele, dokona intronizacji, do zapowiadanej wojny nie dojdzie. - "Pod koniec lutego 1939 roku - pisze Rozalia - Pan Jezus przedstawił mej duszy następujący obraz w czasie, gdy Mu polecałam naszą Ojczyznę i wszystkie narody świata. Zobaczyłam w sposób duchowy granicę polsko-niemiecką, począwszy od Śląska, aż po Pomorze, całą w ogniu. Widok był to naprawdę przerażający, zdawało mi się, że ten ogień zniszczy całkowicie cały świat. Po pewnym czasie ogień ogarnął całe Niemcy niszcząc je tak, że ani śladu nie pozostało z dzisiejszej Trzeciej Rzeszy. Wtedy usłyszałam w głębi duszy głos i równocześnie odczułam pewność niezwykłą, że tak się stanie: Moje dziecko, będzie wojna straszna, która spowoduje takie zniszczenie (…). Wielkie i straszne grzechy i zbrodnie są Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten Naród za grzechy, zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności poprzez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, a całkowitym zwrotem do Boga (…). Tylko we Mnie jest ratunek dla Polski".

Można sobie wyobrazić, co przeżywała Rozalia i osoby z nią związane w dziele intronizacji. W tamtym czasie wszyscy w Polsce mieli świadomość, że wojna z Niemcami zbliża się szybkimi krokami, ale tylko Rozalia w pełni zdawała sobie sprawę z koszmaru tej wojny i z możliwości jej zażegnania. Dlatego całe życie Rozalii zostało podporządkowane w intencji intronizacji: w szpitalu bierze najcięższe dyżury, podejmuje różne umartwienia i nieustannie się modli: "1 kwietnia 1939 roku gorąco polecałam, jak tylko umiałam, tę sprawę Panu Jezusowi za przyczyną Najświętszej Maryi Panny i świętego Józefa, prosząc o światło, co należy czynić, by ta sprawa była jak najlepiej i jak najprędzej przeprowadzona. I znowu głos mówił mej duszy: Powiedz, dziecko, ojcu, by napisał do Prymasa Polski przez Ojca Generała, by wszystko uczynił dla przyśpieszenia intronizacji. Jasna Góra jest stolicą Maryi. Przez Maryję przyszedł Syn Boży, by zbawić świat i tu również przez Maryję przyjdzie zbawienie dla Polski przez intronizację. Gdy się to stanie, wówczas Polska będzie przedmurzem chrześcijaństwa, silną i potężną, o którą rozbiją się wszelkie ataki nieprzyjacielskie".
W lipcu 1938 roku otrzymała proroczą wizję i pouczenie, dotyczące wtedy dość dalekiej przyszłości, a dla nas, dziś żyjących, bardzo bliskiej. Tak to opisuje: "Znalazłam się na wysokiej górze, na której zobaczyłam kulę zupełnie podobną do globusa, lecz bardzo dużą. Z wielkim zainteresowaniem oglądam ją. Pod względem geograficznym był to glob. Rozpoznawałam części świata i poszczególne państwa. Wtem staje przede mną postać męża pełna powagi i majestatu. Kto to był, nie wiem. Owa postać zbliżyła się do mnie, nawiązując rozmowę. Mówi do mnie: To jest kula ziemska, polecając mi wymienić i określić granice części świata, a w nich poszczególne państwa. Gdy odpowiedziałam na pytania, wówczas ta osoba mówi do mnie głosem pełnym powagi i namaszczenia: Moje dziecko! Za grzechy i zbrodnie popełnione przez ludzkość na całym świecie ześle Pan Bóg straszną karę. Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeśli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić intronizację (…) we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek.
Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną. Zapamiętaj to sobie, dziecko moje, zginą i już nigdy nie powstaną!!! (…) Pamiętaj, dziecko, by sprawa tak bardzo ważna nie była przeoczona i nie poszła w zapomnienie. (…) Intronizacja w Polsce musi być przeprowadzona". Rozalia przypomniała sobie, że ofiarowała się Panu Jezusowi z miłości ku Niemu na całkowite wyniszczenie za Polskę na pierwszym miejscu, a potem za Niemcy, Rosję, Hiszpanię i za cały świat. W tej chwili postać wzięła ją za rękę i zaprowadziła na drugą stronę globu. Wskazała na Amerykę i Australię i rzekła bólem: "Czyż za te dusze Chrystus nie cierpiał? Czyż one nie są odkupione Jego Najświętszą Krwią? Trzeba je, dziecko, włączyć, szczególnie Amerykę.
Dalej mówił z najgłębszym przekonaniem: Trzeba wszystko czynić, by intronizacja była przeprowadzona. Jest to ostatni wysiłek miłości Jezusowej na te ostatnie czasy! Pytam z bojaźnią tę osobę, czy Polska się ostoi? Odpowiada mi: Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeśli się podporządkuje pod Prawo Boże, pod prawo Jego miłości. Inaczej, moje dziecko, nie ostoi się. I jeszcze na ostatek mówi do mnie przekonywująco: Oświadczam ci to, moje dziecko, jeszcze raz, że tylko te państwa nie zginą, które będą oddane Jezusowemu Sercu przez intronizację, które Go uznają swym Królem i Panem. Przyjdzie straszna katastrofa na świat - mówił - jak zaraz zobaczysz.

W tej chwili powstał straszliwy huk. Owa kula pękła. Z jej wnętrza wybuchnął ogromny ogień, za nim polała się obrzydliwa lawa jak z wulkanu, niszcząc doszczętnie wszystkie państwa, które nie uznały Chrystusa. Widziałam zniszczone Niemcy i inne zachodnie państwa Europy. Z przerażeniem zwróciłam się o ratunek do tego Pana, a on mi mówił: Nie bój się, dziecko, i trzymał mnie za ramiona. Pytam go: Czy to jest koniec świata, a ten ogień i lawa, czy to jest piekło? Otrzymuję odpowiedź: Nie jest to koniec świata ani piekło, tylko straszna
wojna, która ma dopełnić dzieła zniszczenia. Granice Polski były nienaruszone - Polska ocalała. Ta osoba nieznana mówi jeszcze do mnie: Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiemu Sercu, dojdą do szczytu potęgi i będzie już jedna Owczarnia i jeden Pasterz.

Po tych słowach wszystko znikło. W dniu następnym po Komunii świętej pytałam Pana Jezusa, co to ma znaczyć? Otrzymałam pouczenie: Tak się, dziecko, stanie, jeśli ludzkość nie zwróci się do Boga. Nie trzeba zaniedbywać sprawy przyspieszenia chwili intronizacji w Polsce".

Rozalia w liście do swego kierownika duchowego wyjaśnia, jakie zrozumienie towarzyszyło jej podczas powyższej wizji: "Były to słowa do głębi przekonujące mnie, że to wszystko się stanie, te państwa ostoją się tylko, które Mnie uznają swym Królem. Zniszczenie będzie wielkie wskutek grzechów, które się rozlały jak potop na ziemi, więc muszą być krwią zmyte, zwłaszcza tam, gdzie były popełniane w sposób najohydniejszy.
Gdy Pan Jezus będzie Królem i Panem naszego Narodu, wówczas my staniemy się bardzo silnymi, bo wszyscy będą się starali wypełniać wolę Pana Jezusa, nawet innowiercy będą prosić o przyjęcie ich na łono Kościoła katolickiego. Przyjdą straszne czasy, lecz my musimy wierzyć i ufać Panu Bogu, że On nas nie opuści, a zwłaszcza musimy odmienić życie, by było zgodne z prawem Bożym. Ludzie zobaczą skutki, ile intronizacja wleje siły i mocy w cały nasz Naród. Pan Jezus nie dopuści zniszczenia na ziemiach polskich. Prośmy gorąco Pana Jezusa o zbliżenie się Jego Królestwa, bo zbliżają się czasy, kiedy nastanie jedna
Owczarnia i jeden Pasterz".

Niepowodzeniem zakończyły się starania o intronizację Jezusa na Króla Polski przed wybuchem drugiej wojny światowej, w wyniku czego Polska i wiele krajów świata uległo zniszczeniu. Czy zatem misja powierzona Rozalii także zakończyła się niepowodzeniem? Przez jakiś czas tak wydawało się samej Rozalii. Jej dotychczasowym staraniom o intronizację przyświecała myśl: teraz albo nigdy. Gdy po wybuchu wojny rozmyślała nad tymi słowami uważając, że czas łaski dany Polsce został zaprzepaszczony, usłyszała głos Jezusa: "Czy czas u Boga jest czasem ludzkim? Czyż nie przygotowuję serc ludzkich do tej wzniosłej chwili, jaką ma być intronizacja? Czy sądzisz, jakoby ma zapowiedź nie dała się spełnić?" Rozalia otrzymała w latach wojny dalsze przynaglenia od Jezusa, by nadal usilnie zabiegać o intronizację w Polsce. W dniu 2 stycznia 1941 roku pisze: "Pan Jezus prawie nagli moją duszę, bym wszystko uczyniła, co tylko jest w mojej mocy, by przyśpieszyć ten dzień błogosławiony oddania całych narodów pod panowanie Jego słodkiej miłości". Przed samą śmiercią Rozalia da świadectwo swej wierze: "Ja tak wierzę w intronizację, w jej przeprowadzenie, że choćby mi głowę ścinano, że to nigdy nie nastąpi, nie uwierzyłabym temu. Już nigdy nie będę myślała, dlaczego tak, czy inaczej się stało, dlaczego nie teraz, lecz później… (ona nastąpi)". Ale też zdumiewa się nad postawą ludzi odpowiedzialnych za nasz Naród: "O jakże serce ludzkie jest ślepe i rozum szalenie ograniczony. (…) Ojciec Kochany jeszcze będzie musiał przypomnieć o tej sprawie Jego Eminencji Prymasowi Polski".

--------------------------------------------------------

5 listopada 1996 r. mogło nastąpić uroczyste otwarcie procesu kanonizacyjnego
Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny w Kaplicy Pałacu Arcybiskupów Krakowskich.

3 maja 1997 r. Kard. Józef Glemp zapowiedział z Wałów Jasnej Góry przeprowadzenie Intronizacji jesienią 1997 r. Wypowiedź ta nie miała dalszego ciągu.

Z końcem 1999 r. prace procesowe dobiegały końca i wielkimi krokami zbliżała się chwila uroczystego zamknięcia procesu na terenie Archidiecezji Krakowskiej przez ks. Kardynała Franciszka Macharskiego.
Osoby zaangażowane w to dzieło mogły chwilowo odetchnąć z wielką ulgą. Byliśmy bowiem świadomi walki, jaka toczyła się już od kilku lat o królowanie Jezusa Polsce. Zwłaszcza w roku 1998 idea intronizacji Jezusa Króla Polski była usilnie zwalczana przez środowiska liberalne duchownych i świeckich. A ponieważ w tle intronizacji stała Rózia, odczuwaliśmy rosnące zagrożenie dla jej procesu kanonizacyjnego. Tym samym coraz ciemniejsze i groźniejsze chmury gromadziły się nad Biurem Postulacji i nad prowadzonymi przez nie pracami.

Zwiastuny walki

Narastającego zagrożenia doświadczaliśmy bezpośrednio na własnej skórze. Dla przykładu wspomnimy tylko o jednej akcji, bardzo dla nas przykrej, wymierzonej w misję Rozalii. Otóż Zakon Jezuitów, od którego jeszcze wtedy podnajmowaliśmy pomieszczenie na Biuro Postulacji, zaczął wywierać na p. Postulator, głównie osobach ówczesnego Rektora Kolegium i Bazyliki ks. Władysława Gryzło SJ oraz ks. Stanisława Obirka SJ, presję, by z wszelkich modlitw (nawet tych, które miały imprimatur), ogłoszeń i tekstów zamieszczanych w Posłańcu Serca Jezusowego usunąć słowo "intronizacja" oraz tytuł Jezus Król. Zażądano także usunięcia Aktu Intronizacyjnego, odmawianego do tej pory po Komunii świętej podczas Mszy św., odprawianych każdego 13. dnia miesiąca w intencji wyniesienia Rózi na ołtarze i ogólnopolskiej Intronizacji. Przypuszczaliśmy, że Jezuici nie tyle działali we własnym imieniu, ile byli do tego inspirowani z zewnątrz, bo podobne działania obserwowaliśmy w wielu środowiskach kościelnych, nie mówiąc już o jawnej wrogości do idei intronizacji ze strony politycznych środowisk lewicowych i liberalnych.
Dla nieprzyjaciół Jezusa Króla wiadomym było, że najskuteczniejszym sposobem na obalenie idei intronizacji, było zniszczenie procesu kanonizacyjnego Rozalii. Również i dla nas wiadomym było, że najskuteczniejszym sposobem, by nie dopuścić do odsunięcia Rózi w mroki zapomnienia, nawet gdyby proces został zniszczony, było wystawienie w Bazylice jej sarkofagu - rzeczy już nie usuwalnej. Pod presją tych obaw działaliśmy nadal z wielkim pośpiechem. Gdy wszystkie formalności prawne zostały dopełnione Fundacja i Postulacja zleciły p. M. Gołąbkowi wykonanie sarkofagu w dniu 18 września 1998 roku. Nadszedł wreszcie dzień 5 marca 1999 r., dzień montażu sarkofagu w Bazylice. tym dniu przypadł pierwszy piątek miesiąca, dzień w którym szczególnie czci się w Kościele Najświętsze Serce Jezusa, lecz także dzień, w którym naród izraelski wydał na śmierć swego Króla.
Rankiem na plac przed Bazylikę zajechały samochody z odlewami z brązu oraz z elementami kamiennymi sarkofagu. Nastąpiły konsultacje wykonawców z zarządem Bazyliki. Ustalono harmonogram prac i rozpoczęły się prace przygotowawcze do ustawienia sarkofagu. W Biurze Postulacji rozdzwonił się telefon. Dzwonił osobisty kapelan ks. Kardynała Franciszka Macharskiego, wzywając p. Postulator Sylwię Kaczmarek do niezwłocznego stawienia się u Jego Eminencji w Kuriii Metropolitarnej. Jednocześnie Księża Jezuici poprosili wykonawców sarkofagu o wstrzymanie prac montażowych do powrotu p. Postulator z Kurii. Na sercach osób zgromadzonych w Postulacji kładło się ciężarem ołowiu złowróżbne przeczucie i zmagało się z nadzieją, że przecież jest rzeczą niemożliwą, by mogło dojść do niewystawienia sarkofagu, ze względu na prawne zabezpieczenie umowami jego budowy. Po trzech godzinach oczekiwania w drzwiach Biura Postulacji stanęła zdruzgotana p. Postulator, oświadczając, że Jego Eminencja wstrzymał ekshumację. Takiego obrotu rzeczy nikt z nas nie przewidział, a było dla nas rzeczą jasną, że decyzja ta przekreśla także możliwość dokończenia budowy sarkofagu. Zresztą sam ks. Kardynał oświadczył, że "pusty sarkofag byłby raną, do powstania której nie można dopuścić". Tego samego zdania byli Księża Jezuici. Zasłaniając się decyzją Jego Eminencji co do ekshumacji, poprosili o wyprowadzenie sarkofagu z Bazyliki. Motywy tej decyzji nie zostały przez ks. Kardynała podane i do tej pory są nieznane Fundacji i Postulacji. Wkrótce potem Komitet Budowy Sarkofagu, złożony z przedstawicieli Ofiarodawców dwukrotnie zwrócił się listownie do Jego Eminencji ks. Kardynała Macharskiego z prośbą o podanie powodów, dla których wstrzymał ekshumację, oraz z prośbą o wyrażenie zgody na dokończenie przerwanych prac. Komitet niestety nie otrzymał odpowiedzi na żaden z doręczonych do rąk ks. Kardynała listów (zał nr 5, zał nr 6). W tej sytuacji Fundacja i Postulacja dla dobra sprawy postanowiły cierpliwie czekać na zmianę stanowiska ks. Kardynała w tej sprawie.

W sierpniu 2000 r. Biuro Postulacji zakończyło prace procesowe, gromadząc zebrane materiały dowodowe w osiemnastu tekturowych teczkach, specjalnie w tym celu wykonanych przez introligatora. Każda strona tych starannie ułożonych dokumentów została zaznaczona kolejnym numerem, opieczętowana i podpisana, a całość opatrzona pismem wiodącym, stwierdzającym zamknięcie prac procesowych procesie kanonizacyjnym S.B. Rozalii Celakówny na terenie Archidiecezji Krakowskiej. Ten ostatni najważniejszy dokument podpisuje uroczyście Jego Eminencja ks. Kardynał Franciszek Macharski. Dopiero wtedy wszystkie dokumenty można przesłać do Rzymu do Kongregacji do Spraw Świętych. Na podjęcie decyzji przez ks. Kardynała w sprawie zamknięcia procesu Rózia czeka cierpliwie już czwarty rok. Wraz z nią czekają rzesze osób, które modlą się o wyniesienie jej na ołtarze, upatrując w jej misji ratunku dla naszej Ojczyzny.

=======================

W połowie roku 1996 jedyny spadkobierca rodziny Celaków - ich skromnego majątku: domu w którym urodziła się Rózia, oraz dwóch hektarów pól i lasów - ks. Rafał Celak, salwatorianin, przekazał notarialnie tę własność Kurii Metropolitarnej w Krakowie. Uczynił tak, ten blisko osiemdziesięcioletni kapłan, od lat ciężko schorowany, gdyż był świadom, że zbliża się moment otwarcia procesu Rozalii, pragnął tę bezcenną pamiątkę związaną z jej życiem oddać w opiekę Jego Eminencji ks. Kardynała Franciszka Macharskiego.
Po otwarciu procesu osoby związane z Postulacją i Fundacją były częstymi gośćmi w Jachówce, szukając w domu rodzinnym Rózi umocnienia i natchnienia do dalszej pracy na rzecz jej procesu i misji. Dom ten bowiem krył w sobie wiele duchowych tajemnic i przemawiał z wielką siłą do naszych serc swą ewangeliczną prostotą. Jedynym opiekunem tego cudownego miejsca była z własnej chęci Rodzina Wadowskich, mieszkająca w powyżej stojącym domu. Zwłaszcza żarliwą miłośniczką Rózi i wiernym stróżem pamiątek po niej była p. Janina Wadowska, człowiek o wielkim sercu i dziecięcej wierze. W latach jej młodości Rózia zapisała się swą dobrocią trwale w jej pamięci. P. Janina (zobacz kaseta video), niczym prorokini Anna, od lat z wielką tęsknotą wypatrywała chwili wyniesienia Rózi na ołtarze i bardzo bolała, widząc jej dom rodzinny w opuszczeniu. W lutym 2000 r. umiera ks. Rafał Celak. 1 kwietnia tego samego roku umiera p. Janina Wadowska. Obojga tych ludzi przygwoździł cierpieniem los sarkofagu i wydawało się nam, że Bóg powinien to wynagrodzić, pozwalając im dożyć szczęśliwego epilogu procesu Rózi i przeniesienia jej doczesnych szczątków do Bazyliki Serca Jezusa. Tymczasem Bóg w swej Opatrzności, powołując ich do Siebie, zaoszczędził im następnych bolesnych przeżyć, związanych z wydarzeniami, które niebawem miały nastąpić.
Otóż 26 lipca 2001 r. w okolicach Jachówki nastąpiło oberwanie chmury i straszliwa w skutkach powódź nawiedziła tamte strony. W następstwie obfitych opadów poruszyło się zbocze góry, na którym stał dom Rózi i kilka innych domów. Wszystkie domy murowane w tej strefie popękały i mieszkańcy byli zmuszeni je opuścić, łącznie z Rodziną Wadowskich. Dom Rozalii uległ nieznacznemu przesunięciu i wyrządzone mu szkody, z tej racji, że był drewniany, okazały się niezbyt wielkie. Pierwszymi osobami, które dotarły po opadnięciu wody do domu Rózi, był Zarząd Fundacji Serca Jezusa. Dzięki temu możemy obok zaprezentować Państwu zdjęcia, które zostały wtedy wykonane.

Wkrótce potem pojawili się sponsorzy, którzy na własny koszt byli gotowi zabezpieczyć dom Rózi lub przenieść go w bezpieczne miejsce. Zanim jednak do właściciela domu - Kurii Metropolitarnej w Krakowie - wystąpili w tej sprawie, dom został zburzony. W kilkanaście dni po powodzi, tj. w sierpniu 2001 r. Kuria Krakowsk a wysłała do Jachówki ekipę swych robotników, którzy w ciągu paru dni zrównali z ziemią gniazdo rodzinne Celaków. Trudno zrozumieć ten pośpiech i jego zamysł, gdyż popękane murowane domy, okalające dom Rózi, stoją do tej pory, a jest już rok 2004!
Napisz komentarz
SŁUŻEBNICA BOŻA ROZALIA CELAKÓWNA - ŻYCIORYS I POSŁANNICTWO
Napisz komentarz
SŁUŻEBNICA BOŻA ROZALIA CELAKÓWNA - ŻYCIORYS I POSŁANNICTWO
Napisz komentarz