Clicks1.7K
spacja

Postulator procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki był TW

Świętość ks. Jerzego Popiełuszki pozostaje niepodważalna. Nawet gdyby się okazało, że w procesie beatyfikacyjnym popełniono błędy, a postulator realizował także inne cele prócz doprowadzenia procedury do szczęśliwego końca.

Ksiądz Tomasz Kaczmarek, postulator etapu rzymskiego procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki, chętnie się ze mną spotkał. Bronił argumentacji przedstawionej wPositio – dokumencie dowodzącym męczeństwa kapłana – gdy wskazywałem na zawarte w publicznych wystąpieniach jego nieścisłości i błędy. Dopiero gdy pokazałem mu kopie dokumentów z Instytutu Pamięci Narodowej i zapytałem o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, atmosfera się ochłodziła. Zapytał, kto mnie upoważnił do uzyskania tych dokumentów. Nie przerwał jednak rozmowy.

Paszport

O beatyfikacji uprowadzonego i zamordowanego w październiku 1984 r. ks. Jerzego Popiełuszki zaczęto mówić wkrótce po jego pogrzebie. Już 5 listopada na ręce prymasa kard. Józefa Glempa złożono pierwszą formalną prośbę w tej sprawie podpisaną przez 178 osób – lekarzy, pielęgniarki oraz pracowników administracyjnych warszawskiego szpitala, w którym ks. Popiełuszko był kapelanem.

Proces beatyfikacyjny na poziomie diecezjalnym rozpoczęto jednak dopiero 8 lutego 1997 r. Po jego zakończeniu, cztery lata później, dokumenty zostały przesłane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Dokładnie 21 marca 2001 r. rozpoczęto etap rzymski procesu. Jego postulatorem został początkowo ks. prof. Zbigniew Kiernikowski, rektor Papieskiego Instytutu Polskiego w Rzymie, ale zrzekł się tej funkcji po nominacji na biskupa siedleckiego. 8 września 2002 r. postulatorem rzymskiego etapu procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki został ks. Tomasz Kaczmarek.
Pochodzi z Włocławka (rocznik 1950). Po święceniach został wikariuszem w Choczu nad Prosną i w Izbicy Kujawskiej.

Wiosną 1977 r. ówczesny biskup włocławski Jan Zaręba skierował go na studia w Instytucie Patrystycznym Augustinianum w Rzymie. Starania o paszport zostały wykorzystane przez Departament I MSW do pozyskania agenta.
Jak mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” dr hab. Tomasz Panfil, historyk z KUL: – W jednej z instrukcji werbunku tajnych współpracowników bezpieki były takie zalecenia: „werbować ludzi ambitnych, chcących zrobić karierę, ale również podatnych albo na złamanie, albo na szantaż”.

Z zachowanych w archiwum IPN dokumentów wynika, że z ks. Tomaszem Kaczmarkiem przeprowadzono w sumie cztery rozmowy. Do werbunku doszło 21 kwietnia 1977 r. Funkcjonariusze bezpieki ocenili ks. Kaczmarka jako lojalnego obywatela i patriotę. Jak opisywał to w raporcie dla przełożonych oficer Departamentu I MSW: ks. Kaczmarek „podczas rozmowy werbunkowej wyraźnie zastrzegł, iż jako kapłan – nawet kosztem nie otrzymania paszportu – nie będzie udzielał informacji, które godziłyby w sprawy Kościoła (struktura, duchowieństwo), lub mogłyby być wykorzystane przeciw Kościołowi. Klauzulę tę umieścił w własnoręcznie napisanym zobowiązaniu”.

Pseudonim

Na początku czerwca 1977 r. doświadczony oficer Departamentu I MSW wspólnie z „werbownikiem” podjęli kolejną rozmowę z ks. Kaczmarkiem. Jej efektem było napisanie nowego oświadczenia. Nie zawierało ono już klauzuli o nieszkodzeniu Kościołowi, a poprzednie zostało przez księdza Kaczmarka zniszczone. Według oficera kapłan wyraził świadomą zgodę „na informowanie nas w sprawach, które zostaną mu zlecone biorąc pod uwagę jego naturalne możliwości operacyjne”.

Kolejne spotkanie z agentem, któremu nadano pseudonim: „Calm” (ang. opanowany), odbyło się w końcu lipca 1977 r. w Warszawie. Wówczas przekazano księdzu Kaczmarkowi paszport i omówiono tzw. zasady łączności z oficerem prowadzącym w Rzymie. Z Włocławka na adres rzymski ks. Kaczmarka wysyłano kartkę z hasłem i datą. Miesiąc po tej dacie miało odbywać się spotkanie w Rzymie przy wejściu do kina Verbano (niedaleko ówczesnej ambasady PRL). W razie konieczności pilnego spotkania ustalono kontakt telefoniczny, hasło i datę (tydzień po telefonie). Spotkania zawsze wyznaczano na godzinę 17.

Sam ksiądz po latach na łamach „Studiów Włocławskich” tak wspominał moment wyjazdu do Wiecznego Miasta: „Po miesiącach udręk, żeby zdobyć paszport, a także włoską wizę pobytową, wreszcie we wrześniu 1977 r. było już wiadome, że mogę wyruszyć w kompletnie dla mnie nowy świat (...). Nie znaczy to, że od tej pory moje życie nad Tybrem płynęło sielsko i anielsko. Było po prostu typowo dla Bożej pedagogii: Pan Bóg umacniał, udzielał pomocy bezpośrednio albo poprzez Jego ludzi, dokonywał cudów, gdy było to potrzebne, ale jednocześnie prowadził drogą zakosztowania krzyża wprost »do szpiku kości«, by nauczyć trochę mądrzejszego patrzenia na wszystko”.

Pobyt ks. Kaczmarka w Rzymie trwał sześć lat. W tym czasie – według dokumentów zachowanych w IPN – poza studiowaniem agent „Calm”, a później „Nebbia” (wł. mgła) spotykał się z dwoma pracownikami Departamentu I MSW, którzy oficjalnie pracowali w ambasadzie PRL w Rzymie. W raportach na temat agenta „Nebbia” pisano m.in.: „kontakt systematyczny, dobre rezultaty informacyjne”. Jeszcze przed wyjazdem do Rzymu uznawano go za „agenta perspektywicznego”. Trafnie przewidywano, że po powrocie do Polski ks. Kaczmarek zostanie wykładowcą we włocławskim seminarium.

Jeden z oficerów prowadzących ks. Kaczmarka w Rzymie wyraża zgodę na zacytowanie jego opinii na łamach „Tygodnika” pod warunkiem nieujawniania tożsamości. Wspomina, że z księdzem Kaczmarkiem byli na „ty”. Poza tym „był to bardzo przyzwoity ksiądz – stwierdza po latach oficer. – Sympatyczny młody człowiek, z którym się dobrze rozmawiało”.

Postulator

Według definicji „Słownika prawa kanonicznego” postulator to „osoba fizyczna, prawnie ustanowiona przez powoda i zaaprobowana przez biskupa, która w imieniu powoda prowadzi sprawę kanonizacyjną”. Postulatorami mogą być zarówno kapłani, zakonnicy, zakonnice, jak i świeccy. Normy dotyczące postulatorów określają prawo kanoniczne oraz konstytucja apostolska Jana Pawła II z 1983 r. „Divinus perfectionis Magister”. Według tych norm postulator winien być roztropny, pilny i uczciwie prowadzić powierzoną mu sprawę. Musi być też przekonany o jej słuszności i nie może na siłę zabiegać „o doprowadzenie jej do pomyślnego zakończenia”. Ponadto postulator winien mieć wiedzę teologiczną, kanoniczną i jeśli tylko sprawa tego wymaga, również historyczną. Oprócz wiedzy wymaga się, aby „odznaczał się nienaruszoną sławą”.

Z Kongregacją Spraw Kanonizacyjnych ks. Kaczmarek podjął współpracę w listopadzie 1984 r., już po swoim powrocie do Polski. Został wówczas włączony do grona tzw. cooperatores externi, czyli współpracowników zewnętrznych rzymskiej dykasterii. Opracowywał Positio super martyrio, czyli szczegółowy dokument dotyczący życia i duchowości kandydatów na ołtarze, którzy ponieśli męczeńską śmierć, m.in. w procesach bp. Michała Kozala, 108 męczenników II wojny światowej oraz ks. Jerzego.

W 2005 r. zamierzano odwołać ks. Tomasza Kaczmarka z funkcji postulatora w procesie beatyfikacyjnym ks. Popiełuszki. Wspominał o tym na łamach „Studiów Włocławskich” o. Gabriel Bartoszewski – promotor sprawiedliwości w tymże procesie, czyli osoba, która oceniała zebrane dowody świętości. „Zastrzeżenia co do metody pracy postulatora” zgłaszał m.in. ks. Hieronim Fokciński (relator procesu nadzorujący z ramienia Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych pracę postulatora). „Wymiana myśli – pisał o. Bartoszewski – dotyczyła też meritum sprawy, głównie przy udowadnianiu męczeństwa materialnego i formalnego. Relator przygotował szereg krytycznych uwag pod adresem pracy ks. Kaczmarka”.

Na odwołanie ks. Kaczmarka z funkcji postulatora nie wyrazili zgody prymas kard. Józef Glemp oraz nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk. Jak pisał o. Bartoszewski: „Po wielu dyskusjach z relatorem [ks. Fokcińskim] ostatecznie zdołano dojść do porozumienia, by pracę nad dokończeniem Positio posuwać naprzód”. Ostatecznie w czerwcu 2008 r. w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych złożono Positio do dyskusji teologicznej o męczeństwie za wiarę ks. Jerzego Popiełuszki. Dwa lata później ks. Jerzy został beatyfikowany.

Ks. Hieronim Fokciński w rozmowie telefonicznej z „TP” potwierdza fakt próby odwołania z funkcji postulatora ks. Tomasza Kaczmarka. W mailu podkreśla, że obowiązuje go sekret papieski i nie może ujawnić korespondencji w tej sprawie m.in. z ks. Kaczmarkiem, o. Bartoszewskim, kardynałami Glempem i Nyczem. Wspomina jedynie, że listów tych było dużo.

Lustracja

Kiedy w roku 2007 wybuchła w polskich mediach sprawa lustracji wśród polskich duchownych, ks. Kaczmarek od wielu już lat wykładał we włocławskim Wyższym Seminarium Duchownym, a od września 2001 r. rozpoczął również pracę dydaktyczną na Wydziale Teologicznym UMK w Toruniu. Był też po swoim powrocie z Rzymu m.in. kapelanem kolejnych dwóch biskupów włocławskich, notariuszem kurii i diecezjalnym egzorcystą.

W 2007 r. po apelu biskupa włocławskiego Wiesława Meringa do księży, aby wyjaśnić ewentualne kontakty z władzami PRL, ks. Kaczmarek przedstawił „szczegółowo pisemnie” sprawę m.in. swojego wyjazdu do Rzymu i „spotkania z pracownikami MSW”. Gdy niedawno w internecie zaczęły pojawiać się materiały wspominające o jego współpracy, ks. Kaczmarek napisał w oświadczeniu z 9 lutego 2017 r. oględnie: „Kwestia [postawiona w 2007 r.], przy ówczesnym stanie wiedzy, została potraktowana jako niedająca podstaw do oskarżeń o działanie przeciw Kościołowi”.

Nie wiadomo, czy dziesięć lat temu o sprawie została poinformowana Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych. Jeśli tak by się wówczas stało – według ks. Fokcińskiego – trzeba byłoby się sprawie dokładnie przyjrzeć oraz ustalić, czy mogło to mieć jakikolwiek wpływ na pracę postulatora przy beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. Tym bardziej że to właśnie oficerowie Departamentu I wraz z rzymską agenturą po męczeńskiej śmierci ks. Popiełuszki w licznych raportach wysyłanych z Wiecznego Miasta do centrali omawiali kwestię potencjalnej beatyfikacji kapelana Solidarności i konieczności jej blokowania przez władze PRL.

Okazuje się też, że sama lustracja w polskim Kościele nie wiązała się z jakimikolwiek konsekwencjami wobec kapłanów zamieszanych we współpracę z komunistycznymi służbami. – Z wysokich hierarchów Kościoła katolickiego w Polsce – podkreśla historyk Tomasz Panfil – poniósł je właściwie tylko abp Stanisław Wielgus. Lustracja Kościoła w Polsce była bardziej bytem medialnym niż rzeczywistą działalnością, która kończyłaby się np. serią dymisji czy pokutą ujawnionych konfidentów.

Nie ma też do dziś szczegółowych badań historycznych na temat tego, jak wyglądało dalsze funkcjonowanie zwerbowanych w czasach PRL duchownych, którzy po 1989 r. mogli działać jako tzw. agenci wpływu.

Wątpliwości

Na łamach dziennika „Avvenire” 7 lutego 2007 r. ukazał się tekst włoskiego dziennikarza Luigiego Geninazziego o śledztwie prowadzonym przez IPN w sprawie śmierci ks. Popiełuszki, zatytułowany: „Avvoltoi su don Jerzy” („Sępy nad księdzem Jerzym”). Uzupełnieniem tekstu był wywiad z ks. Tomaszem Kaczmarkiem, który stwierdził w nim m.in., że „grupa dziennikarzy wspólnie z prokuratorem Witkowskim próbowała narzucić rekonstrukcję faktów [dotyczących okoliczności śmierci ks. Popiełuszki] znacznie odbiegającą od ustaleń w procesie [toruńskim] z 1985 r. Były to hipotezy niczym nie poparte, ale odnotowano to dopiero latem ubiegłego roku, zamykając śledztwo, które nie miało żadnego sensu”.

Nie wiadomo, czy tekst był autoryzowany, ale jest to jedna z pierwszych publicznych wypowiedzi postulatora w sprawie męczeńskiej śmierci Popiełuszki, w której są błędy. W roku 2006 nie zamknięto śledztwa IPN dotyczącego śmierci ks. Popiełuszki. Jest ono prowadzone do dziś. Formalnie wszczęto je w 2002 r., dwa lata później odebrano jego prowadzenie prokuratorowi Witkowskiemu. Sprawa liczy 139 tomów akt głównych, a od 2004 do listopada 2016 r. przesłuchano w śledztwie ponad stu świadków (co daje średnią ośmiu świadków rocznie – nie jest to za wiele!).
Po ataku ks. Kaczmarka na dziennikarzy i prokuratora Witkowskiego we włoskiej gazecie pojawiły się jego następne publiczne wypowiedzi. Najbardziej zaskakujące okazało się wystąpienie na konferencji naukowej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w 30. rocznicę śmierci ks. Jerzego – cztery lata po beatyfikacji, jeszcze podczas trwania diecezjalnego etapu procesu kanonizacyjnego, którego postulatorem był również ks. Tomasz Kaczmarek.

W obszernym wystąpieniu ks. Kaczmarek położył szczególny nacisk na datę śmierci kapłana męczennika. Zapowiedział, że „przedstawia bazę źródłową, na której opierano się w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, gdzie po wnikliwym, wieloaspektowym studium sprawy została przyjęta jednoznacznie data 19 października 1984 r., jako dzień męczeństwa błogosławionego ks. Jerzego. Tego też dnia ciało Męczennika zostało zatopione przy tamie na Wiśle we Włocławku”.

Ks. Kaczmarek myli się co do następujących faktów: błędnie opisuje eksperyment z użyciem psa tropiącego w miejscu uprowadzenia księdza w Górsku (zdaniem ks. Kaczmarka miało do tego dojść pod hotelem Kosmos w Toruniu). Podaje błędną datę oraz miejsce odnalezienia różańca, który mógł należeć do księdza Jerzego. W sposób daleki od staranności opisuje też zeznania rybaków-kłusowników, którzy po latach w IPN-owskim śledztwie twierdzili, że widzieli w nocy 25 października 1984 r., jak dwóch mężczyzn wrzucało do Wisły na tamie we Włocławku duży pakunek, który przypominał zwłoki. Ks. Kaczmarek twierdzi też, że zeznania złożone w procesie beatyfikacyjnym przez byłych funkcjonariuszy Departamentu IV MSW: Grzegorza Piotrowskiego, Waldemara Chmielewskiego oraz Leszka Pękalę zasługują na wiarę, ponieważ dokonana przez postulatora „analiza psychologiczna wypowiedzi przekonuje o tym, że tu wypowiadają się sprawcy bezpośredni zbrodni”.

Z tych wszystkich twierdzeń wynika, że postulator pisząc Positio bardzo słabo znał zebrany w procesie beatyfikacyjnym materiał dowodowy, mylił i nadal myli podstawowe fakty, podaje nieprawdziwe informacje i wierzy w wersję z procesu toruńskiego, choć przytomnie zauważa, że był on „inscenizacją przygotowaną przez ówczesny reżim, gdzie chodziło o wyciągnięcie nawet korzyści politycznej, tj. uwiarygodnienie systemu w oczach społeczeństwa, że przestrzega [on] sprawiedliwości i potrafi rozliczać swoich wysokich funkcjonariuszy”.

Używana przez postulatora retoryka nie przekonuje. Twierdzenie, że wszystko już wiemy o okolicznościach uprowadzenia i męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, może doprowadzić jedynie do smutnej konstatacji, że proces beatyfikacyjny oczyścił z zarzutów współudziału w zbrodni na kapelanie Solidarności innych funkcjonariuszy systemu nieosądzonych do dziś, a dalsze śledztwo prowadzone przez IPN w tej sprawie nie ma żadnego sensu.
Tymczasem, o ile data śmierci ks. Popiełuszki nie ma znaczenia dla wyniku procesu kanonizacyjnego (np. nie znamy daty śmierci św. Edyty Stein), o tyle jest bardzo istotna dla oceny procesu toruńskiego. Zmiana tej daty podważyłaby ustalenia przyjęte w 1985 r.

Kryptonim „Dąb”

Jest jeszcze jedna niewyjaśniona okoliczność związana z działalnością przyszłego postulatora. W archiwach IPN zachowały się dokumenty, z których wynika, że od 25 czerwca 1988 r. jako TW o pseudonimie „Łukasz” ks. Kaczmarek został pozyskany na zasadzie dobrowolności i wykorzystany w operacyjnym rozpracowaniu o kryptonimie „Dąb” (dotyczącym prawdopodobnie abp. Bronisława Dąbrowskiego, ówczesnego sekretarza Episkopatu). Zachowane szczątkowe dokumenty w tej sprawie podpisali m.in. dwaj koledzy kapitana Grzegorza Piotrowskiego z byłego Departamentu IV MSW: płk mgr Romuald B. (od 16 maja 1984 r. naczelnik sekcji „D”) oraz płk mgr Janusz D. (w czasie uprowadzenia i zabójstwa księdza Popiełuszki zastępca kapitana Piotrowskiego, także działający w sekcji „D”). Trzeba przypomnieć, że sekcja „D” odpowiedzialna była za zabójstwa i uprowadzenia działaczy opozycji oraz księży w latach 1973–1989.

Większość materiałów dotyczących współpracy ks. Kaczmarka po 1988 r. została protokolarnie zniszczona w październiku 1989 r. we Włocławku przez trzech znanych z imienia i nazwiska funkcjonariuszy miejscowego Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych.

Ksiądz Kaczmarek twierdzi, że dokumenty te zostały sfałszowane. Podkreśla też, że nie współpracował na przełomie lat 70. i 80. z Departamentem I MSW w Rzymie i prowadził tylko rozmowy na temat stosunków państwo–Kościół, a ludzi, z którymi się spotykał, chciał nawracać.

Rozmowy

Z ks. Kaczmarkiem odbyłem trzy spotkania: pierwsze w październiku 2016 r., następne dwa w lutym 2017 r. Ksiądz zaproponował współautorstwo tekstu (w mailu z 26 lutego 2017 r. napisał: „Do mojego formalnego współautorstwa nie musimy podchodzić rygorystycznie”) oraz spytał, w jaki sposób mógłby wynagrodzić mi „za poświęcony czas i pracę nad tą sprawą”. Podczas drugiego spotkania (12 lutego 2017 r.) wyciągnął nawet z biurka niewielką białą kopertę, chcąc mi ją wręczyć. Propozycja była ponawiana tego dnia jeszcze kilka razy mimo mojej zdecydowanej odmowy.
Po wymianie korespondencji mailowej i zabronieniu mi cytowania swoich wypowiedzi w planowanej publikacji ks. Kaczmarek zagroził, że mój tekst może zaszkodzić kanonizacji księdza Jerzego i „że byłby to wymarzony prezent dla Szatana”.

Że ks. Kaczmarek niezbyt rygorystycznie podchodzi do współautorstwa pisanych przez siebie tekstów, przekonałem się, gdy w przywołanym już jego wystąpieniu na UKSW w październiku 2014 r. odnalazłem identycznie brzmiący fragment, który pięć lat wcześniej pojawił się na łamach „Studiów Włocławskich” w tekście innego autora. Co ciekawe, jest to artykuł o ks. Kaczmarku autorstwa o. Gabriela Bartoszewskiego zatytułowany „Kapłan, który umiłował świętych”. Ukazał się on „w 25. rocznicę posługi ks. dr. Tomasza Kaczmarka jako postulatora procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych w Polsce”.

Przywołany tekst o. Bartoszewskiego kończył się laudacją na cześć jubilata, „który umiłował świętych i poświęca im swoje kapłańskie życie. Kościół w Polsce, a szczególnie archidiecezja warszawska, mają mu wiele do zawdzięczenia. Jest przecież jednym z postulatorów polskich, który najwięcej sług Bożych doprowadził do beatyfikacji. Ta jego wytrwała praca, ukazując świętość biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnic oraz osób świeckich, przyniosła chwałę całemu Kościołowi w Polsce”.

Ojciec Bartoszewski, pytany o błędy w procesie beatyfikacyjnym ks. Popiełuszki oraz o swój tekst na temat postulatora, powtarza, że nie widzi większego sensu, żeby „rozgrzebywać te sprawy”. Trudno się dziwić. Sprawa jest wstydliwa. Problem w tym, że ważniejsza od wstydu jest prawda i jej ujawnianie. ©

Korzystałem m.in. z materiałów przechowywanych w Archiwum IPN; „Słownika prawa kanonicznego” M. Sitarza (Warszawa 2004); tekstów opublikowanych na łamach „Studiów Włocławskich” (tom 12, Włocławek 2009), zwłaszcza: „W miejsce biografii” ks. T. Kaczmarka i „Kapłan, który umiłował świętych” o. G. Bartoszewskiego; oraz z tekstu ks. T. Kaczmarka „Dzień śmierci Błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki” opublikowanego w książce „Śmierć bł. ks. Jerzego Popiełuszki z perspektywy 30 lat” (red. M. Kindziuk, Warszawa 2016).

Artykuł autorstwa Piotra Litki