Clicks116

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (1 z 7) Życie, dziecko i metoda naturalna

1 Vote

Czy w katolicyzmie chodzi o dziecko lub o katolickiej antykoncepcji

Marsjanin lub inny kosmita przeniesiony na pewien czas na ziemię i zdany wyłącznie na obserwację prasy katolickiej, organizacji katolickich oraz takich oddolnych przesięwzięć jak blogi czy gloria.tv zapytany, o co w sumie w katolicyzmie chodzi, odrzekłby, że o dziecko oraz o kopulację w małżeństwie. Ta ostatnia przebiegać winna bez pigułki i innych sztucznych środków antykoncepcyjnych, jednakże dozwolona jest „antykoncepcja naturalna” polegająca na wykorzystaniu wiedzy o cyklu kobiety, w którym występują dni płodne i niepłodne. Zatem zarówno katolicy, niekatolicy lub poganie współżycją przede wszystkim dla przyjemności lub w celu „utwierdzenia związku” jak przykazuje im prasa niekatolicka. Katolik różni się od katolika tym, że współżyje z własną żoną ślubną w dni niepłodne, po to, by dziecko się nie poczęło, gdyż akurat jakoś zawsze nie jest na nie pora. W oczach współczesnego katolicyzmu, jak relacjonuje dalej Marsjanin, czyli tego po 1962 roku, stosowanie tej naturalnej antykoncepcji jest nie tylko „rozumne”, ale cnotliwe i zgodne z nauką Kościoła, czym przedtem nie było. A gdy się dziecko mimo wszystko pocznie – nasz kosmita westnąłby „niestety” – bo go tak ludzie nauczyli, to należy je „przyjąć z wiarą”, nie abortować, urodzić i wychować, zwykle na Polaka, ewentualnie na Polkę. Narodzenie dziecka poczętego jest postrzegane we współczesnym katolicyzmie, jak zdążył zauważyć kosmita, jako akt skrajnego heroizmu, bo nie dość, że się do jego poczęcia dopuściło, co jest już heroizmem „w oczach świata”, z którym należy prowadzić przecież „dialog”, jak spieszył zapewnić kosmitę posoborowy ksiądz, to jeszcze należy je urodzić, co jest w pewnym stopniu gwałtem na samodzielności i naturze kobiety, skoro to jednak kobiety nadal rodzą.

Ponieważ trudno ujrzeć błędy jakiegoś systemu z wnętrza tegoż systemu, dlatego wprowadziliśmy naszego kosmitę po to, by unaocznić głęboką wewnętrzną posoborową sprzeczność, przy której znowu kłania się dialektyka Heglowska odrzucająca zasadę wyłączonego środka. Bo z jednej strony głosi się, że antykoncepcja jest grzechem, a z drugiej strony się na nią poprzez uznanie „metod naturalnych” zezwala. Wygląda na to, że antykoncepcja katolicka różni się od antykoncepcji światowej jedynie stopniem pewności, według sławnego indeksu Pearla. I o ile skuteczność antykoncepcyjna tabletek hormonalnych, tj. tzw. pigułki wynosi ca. 91 %, o tyle w przypadku „metody rozpoznawania płodności” metoda owulacji Billingsów analogowej wynosi 97% (w przypadku zastosowania wszystkich zaleceń), o tyle metody rozpoznawania płodności za pomocą komputera cyklugwarantują aż 99,36% antykoncepcyjnej skuteczności. Według podanego linku z wikipedii „metody naturalne” zdają się nawet bardziej skuteczne od nienaturalnych i wszystko wskazuje na to, że posoborowi katolicy znaleźli bardziej skuteczne środki antykoncepcyjne od chwalących pigułkę pogan, bo środki naturalne są jednak mniej szkodliwe dla zdrowia.[1]

[...]

Czytaj dalej pod: wobronietradycjiiwiary.wordpress.com/…/wprowadzenie-do…