Język
Wyświetlenia
43
mk2017 1 2

Jacek Salij OP - Ogień Ducha Świętego.

Jacek Salij OP

Ogień Ducha Świętego

fot. PiyushSagar, Candle | Pixabay (cc)

Z językami ognia, które w dniu zesłania Ducha Świętego pojawiły się nad głowami apostołów, trudno nie skojarzyć sobie słów Jana Chrzciciela, że Ten, któremu on nie jest godzien rozwiązać rzemyka u sandałów, „będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem” (Łk 2, 3).

Przede wszystkim jednak sam Pan Jezus mówił o tajemniczym ogniu, którym zamierza nas obdarzyć: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12, 49).

Dar ognia z nieba

Najpierw zwróćmy uwagę na kilka opisanych w Starym Testamencie wydarzeń, kiedy ogień z nieba był znakiem szczególnej Bożej łaskawości. Wszystkie te wydarzenia wiązały się ze składaniem ofiary. Jak wiadomo, w czasach Starego Testamentu podstawowe ofiary składano ze zwierząt. Składający takie ofiary Bogu doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że Bóg ich nie potrzebuje, ale że jest to nasz sposób oddawania Mu czci. Ludzie składający ofiarę potwierdzali w ten sposób i odnawiali swoje przymierze z Bogiem.

Otóż zdarzyło się kilka razy – zawsze dokonywało się to w momentach szczególnie ważnych – że na położoną na ołtarzu ofiarę spadał ogień z nieba. Bóg dawał w ten sposób świadectwo, że nie zapomina o przymierzu, w jakie wszedł ze swoim ludem, i że zawsze będzie mu wierny.

Warto przypomnieć sobie tamte wydarzenia. Oto, co się stało podczas inauguracji posługi kapłańskiej Aarona, brata Mojżesza: „Mojżesz i Aaron weszli do Namiotu Spotkania, potem wyszli stamtąd i pobłogosławili lud. Wtedy chwała Pana ukazała się całemu ludowi. Ogień wyszedł od Pana i strawił ofiarę całopalną razem z częściami tłustymi na ołtarzu. Widząc to, cały lud krzyknął z radości i upadł na twarz” (Kpł 9, 23-24).

Dwa momenty tego opisu zasługują na szczególne podkreślenie: objawienie się „chwały Pana”, czyli widzialnych znaków życiodajnej obecności Boga wśród swego ludu, oraz entuzjastyczna radość i uwielbienie Boga, jakie ogarnęły wszystkich świadków tego wydarzenia. Oba te momenty powtórzą się – zresztą w sposób jeszcze bardziej podniosły – podczas uroczystości poświęcenia świątyni jerozolimskiej:

„Skoro Salomon zakończył modlitwę, spadł ogień z nieba i strawił całopalenie oraz żertwy, a chwała Pańska wypełniła dom. Kapłani nie mogli wejść do domu Pańskiego, ponieważ chwała Pańska napełniła dom Pański. Wszyscy zaś Izraelici, widząc zstępujący ogień i chwałę Pańską spoczywającą nad świątynią, upadli twarzą ku ziemi, na posadzkę, i oddali pokłon, a potem wysławiali Pana, że jest dobry i że na wieki Jego łaskawość” (2 Krn 7, 1-3).

Szczególnie przejmująco wydarzenie to powtórzyło się w czasach wielkiego odstępstwa ludu do kultu Baala, które miało miejsce w czasach króla Achaba. Prorok Eliasz stanął wówczas na górze Karmel do konfrontacji z kilkuset prorokami Baala i – ufając, że sam Bóg zechce spuścić ogień na składaną Mu ofiarę – kazał zalać wodą zarówno ofiarę, jak i wszystko wokół ołtarza. „Wówczas spadł ogień od Pana z nieba i strawił żertwę i drwa oraz kamienie i muł, jako też pochłonął wodę z rowu. Cały lud to ujrzał i upadł na twarz, a potem wołał: Naprawdę Pan jest Bogiem! Naprawdę Pan jest Bogiem!” (1 Krl 18, 38-39).

Trynitarny sens prawdy, że Bóg jest Miłością

Spektakularne te wydarzenia były zaledwie cieniem i zapowiedzią tego, co wydarzyło się w pięćdziesiątym dniu po zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Nad głowami apostołów pojawiły się ogniste języki – na znak tego Boskiego Ognia, który oni wtedy otrzymali. Święty Łukasz, autor Dziejów Apostolskich, wyjaśnia: „wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”.

Prawdę trójjedyności Boga – Ojca i Syna, i Ducha Świętego – Kościół od wieków zgłębia w perspektywie miłości. Toteż właśnie w tej perspektywie spróbujmy sobie przypomnieć, kim jest Duch Święty, który w tamten pamiętny dzień zstąpił na apostołów. Otóż już św. Augustyn zwrócił uwagę na bliskie tekstowe sąsiedztwo dwóch bardzo pamiętanych w Kościele zdań z Pierwszego listu apostoła Jana. „Bóg jest miłością” – napisał umiłowany uczeń Pana Jezusa, a tuż przedtem napisał, że „miłość jest z Boga” (1 J 4, 7-8). Staranne analizy biblijne, które Augustyn przedstawił w swoim wiekopomnym dziele O Trójcy Świętej, utrwaliły w Kościele następujące spojrzenie na tajemnicę Trójcy Świętej: w Bogu Ojciec jest pierwszym Kochającym, Syn – pierwszym Umiłowanym, natomiast równy w bóstwie im Obu Duch Święty jest osobową Miłością, którą przedwiecznie Ojciec miłuje swojego Syna i przez Niego jest miłowany.

Spróbujmy sobie teraz uprzytomnić, co to znaczy, że Syn Boży stał się człowiekiem mocą Ducha Świętego. Aż strach to powiedzieć: On stał się człowiekiem i przeszedł przez swoje ludzkie życie cały wypełniony Duchem Świętym, czyli tą samą nieskończoną boską Miłością, którą jest On jako Syn Boży zjednoczony ze swoim Przedwiecznym Ojcem. Wszystko, czego On dokonał na naszej ziemi, stało się w Duchu Świętym. Sam nawet wyraz „Chrystus” wskazuje na Ducha Świętego, znaczy bowiem: Namaszczony, Pomazaniec. Podczas nabożeństwa w synagodze w Nazarecie Pan Jezus do siebie odniósł zapowiedź proroka Izajasza, że Mesjasz będzie namaszczony Duchem Pańskim (por. Łk 4, 18).

W Duchu Świętym rozpoczyna Jezus swoją publiczną działalność. Wszystkie cztery Ewangelie podkreślają obecność Ducha Świętego podczas chrztu Jezusa w Jordanie, jest ona podkreślona również w późniejszych działaniach Jezusa. Co więcej, w Duchu Świętym przeszedł Jezus przez krzyż i swoją świętą mękę: „przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę” (Hbr 9, 14). W Duchu Świętym dokonało się również Jego zmartwychwstanie: „Zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia w Duchu” (1 P 3, 18).

To niezwykle ważne uświadomić sobie, że cała ziemska droga Jezusa – od poczęcia aż po zmartwychwstanie – dokonała się w Duchu Świętym. Że Jezus całe dzieło naszego zbawienia wypełnił w tej samej nieskończonej i osobowej Miłości, którą jako Syn Boży złączony jest z Przedwiecznym Ojcem. Że dzieło naszego zbawienia dokonało się wewnątrz tej Miłości przedwiecznej, którą Bóg umiłował całe swoje stworzenie, a zwłaszcza stworzenia rozumne.

Ten Ogień jednoczy z Chrystusem!

Zatem zesłanie Ducha Świętego na apostołów, którzy przecież stanowili zaczątek Kościoła, to dowód, że Ojciec Przedwieczny w miłości do nas posunął się jakby do szaleństwa: On chce, żebyśmy również my – stworzeni z nicości i w dodatku grzesznicy – kochali Go tym samym Duchem Świętym, Bogiem Prawdziwym, który jest Jego wiekuistą Miłością do Syna i którym również On przez Syna od zawsze jest miłowany! Tym samym Duchem Świętym, w którym Syn Boży – stawszy się Synem Człowieczym – dokonał naszego odkupienia! A więc obietnica naszego przebóstwienia to nie metafora, to najautentyczniejsza rzeczywistość.

Mówiąc krótko, ogniste języki nad głowami apostołów objawiają ostateczny zamysł Bożej miłości wobec nas: Ojciec Przedwieczny do tego stopnia nas umiłował, że posyła wszystkim, którzy uwierzyli w Chrystusa i pragną Go kochać, tego samego Ducha Świętego, który jest osobową Pieczęcią Jego jedności z Synem i sprawcą jedności Chrystusowego człowieczeństwa z boską Osobą Syna Bożego. To właśnie Duch Święty sprawia – na razie zaczątkowo, jednak coraz więcej – ten niepojęty rodzaj jedności i zażyłości z Jezusem Chrystusem, że już teraz jesteśmy realnie Jego ciałem. Możemy – zgodnie z tym, co On sam nam zapowiadał – „trwać w Nim, a On w nas” (J 15, 4nn; 6, 56). To właśnie dzięki Duchowi Świętemu staje się z nami coś tak tajemniczego, że razem z apostołem Pawłem możemy mówić: „teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20).

To Duch Święty jest tym Ogniem, który przemienia nas, należących do Chrystusa, w ofiarę miłą Bogu i sprawia, że coraz mocniej my jesteśmy w Chrystusie, a Chrystus w nas. Szczególnie uprzywilejowanym momentem, w którym Duch Święty na nas zstępuje, jest każda Msza Święta. Podczas każdej bez wyjątku Mszy Świętej, po konsekracji chleba i wina, celebrans błaga Boga o udzielenie zgromadzonemu Kościołowi Ducha Świętego: „Pokornie błagamy – modli się odprawiający Eucharystię kapłan – aby Duch Święty zjednoczył nas wszystkich, przyjmujących Ciało i Krew Chrystusa”.

Tak często podczas Mszy Świętej słyszymy modlitwę celebransa, ażeby Duch Święty „uczynił nas wiecznym darem dla Ciebie”, innym zaś razem, żebyśmy „stali się w Chrystusie żywą ofiarą ku Twojej chwale”. Dopiero dzięki krzyżowi Chrystusa Pana te nasze modlitwy mogą być wysłuchane.

Wspaniale pisał o tym św. Jan Paweł II w encyklice Dominum et Vivificantem, 41: „Duch Święty jako Miłość i Dar zstępuje niejako w samo serce ofiary, która jest składana na Krzyżu. Nawiązując do tradycji biblijnej, można powiedzieć: spala tę ofiarę ogniem Miłości, która jednoczy Syna z Ojcem w trynitarnej komunii. Ponieważ równocześnie ta Krzyżowa ofiara jest w pełnym tego słowa znaczeniu własnym czynem Chrystusa, dlatego też w tej ofierze otrzymuje On Ducha Świętego. Otrzymuje Go w taki sposób, że może On – i tylko On razem z Bogiem Ojcem – dać Go Apostołom, Kościołowi, ludzkości. On sam Go posyła od Ojca”.

Jacek Salij OP
Idziemy nr 21 (504), 24 maja 2015 r.

Napisz komentarz
mk2017
Zdarzyło się kilka razy – zawsze dokonywało się to w momentach szczególnie ważnych – że na położoną na ołtarzu ofiarę spadał ogień z nieba. Bóg dawał w ten sposób świadectwo, że nie zapomina o przymierzu, w jakie wszedł ze swoim ludem, i że zawsze będzie mu wierny.