Clicks289
tahamata
3

Adam Danek: Dziejowa szansa Polski

Adam Danek: Dziejowa szansa Polski

Dawaj bogobojnemu, a nie wspomagaj grzesznika. Dobrze czyń biednemu, a nie dawaj bezbożnemu, odmów mu chleba swego i nie użyczaj mu, aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą. Znajdziesz w dwójnasób zło za wszystko dobro, które byś mu wyświadczył.”

Mądrość Syracha 12, 4-5

Kryzys imigrancki w Europie zaostrza się. Komisja Europejska na polecenie Niemiec próbuje wymusić na państwach „nowej Unii” zgodę na transfer do nich coraz większej liczby imigrantów. W przypadku Polski mowa była najpierw o dwóch tysiącach, potem o ponad dwóch, obecnie padają słowa o dwunastu tysiącach. Jeżeli rząd w Warszawie się na to zgodzi, nie wiadomo, ilu dalszych imigrantów Niemcy postanowią wepchnąć do Polski za pośrednictwem Brukseli po upływie następnych kilku tygodni. Spróbujmy nakreślić właściwe stanowisko, jakie Polska powinna zająć wobec tego problemu i zmiany, jakie powinna wprowadzić w swojej polityce migracyjnej i zagranicznej.

Syryjscy chrześcijanie”, „uchodźcy” i inni

Mimo wzmożonych wysiłków dyżurnej ekipy Lisów, Kraśków i Żakowskich większość Polaków pozostaje przeciwna ściąganiu imigrantów do naszego kraju. Serwowana przez medialnych Goebbelsików mieszanina upiększających kłamstw, pompatycznego kaznodziejstwa i szantażu emocjonalnego rozbija się bezsilnie o mur ludowego zdrowego rozsądku – i fakt ten budzi ich rozzłoszczone zaskoczenie. Tym większe, że polską opinię publiczną w tej sprawie od początku poddawano starannie obmyślonej manipulacji. Od pierwszych, ostrożnych prób oswojenia Polaków z myślą, że może się rozpocząć ściąganie tu imigrantów, za każdym razem natychmiast dodawano: to będą „syryjscy chrześcijanie”. Podczas debaty przed drugą turą tegorocznych wyborów prezydenckich, śledzonej przez miliony telewidzów, prowadząca ją dziennikarka zapytała obu kandydatów z dramatyczną afektacją, czy zgodziliby się na przyjęcie do Polski „syryjskich chrześcijan”. Cały ten teatrzyk nie służył oczywiście poznaniu poglądów kandydatów (z góry było wiadomo, że obaj powiedzą to samo), lecz uspokojeniu polskiego społeczeństwa, iż potencjalnymi imigrantami są wyłącznie „syryjscy chrześcijanie”. Chrześcijanie, czyli ludzie nam bliscy, współwyznawcy, w dodatku autentycznie prześladowani. Narracja o „syryjskich chrześcijanach” miała uczynić wyłom w zasadniczej niechęci Polaków do sprowadzania imigrantów, z założeniem, że po jego rozpoczęciu nikomu już nie będzie się chciało sprawdzać, czy wszyscy cudzoziemcy przywożeni do Polski faktycznie są syryjskimi chrześcijanami, i jako „syryjskich chrześcijan” będzie można u nas upychać kogokolwiek. A kiedy wyjdzie na jaw, iż większość przywiezionych to muzułmanie, będzie już szczęśliwie za późno na protesty.

Następnie, zgodnie z planem, kategoria „syryjskich chrześcijan” została zastąpiona szerszą i bardziej rozmytą kategorią „uchodźców”. O ostatniej fali imigrantów nie wolno mówić w mediach inaczej, niż jako o „uchodźcach”. Gdzie indziej dość już przytoczono dowodów, że większość tych ludzi to nie żadni uchodźcy, tylko zwykli poszukiwacze wygodniejszego życia. Mówmy więc konsekwentnie nie o zmyślonych uchodźcach, a właśnie o imigrantach.

Prawdziwi uchodźcy

Oczywiście inaczej należy spoglądać na prawdziwych uchodźców we właściwym tego słowa znaczeniu. Na przykład z Palestyny. Część palestyńskiej prasy wyraża obawy, iż wielu Palestyńczyków dziś jeszcze mieszkających w swojej ojczyźnie może w niedalekiej przyszłości udać się na emigrację ze względu na nieludzkie warunki życia utrzymywane przez okupanta. Palestyńczycy podlegają w swoim kraju autentycznemu prześladowaniu, jakiego we własnej pamięci narodowej musielibyśmy szukać w epoce mikołajowskiej lub w okresie II wojny światowej. Polityka Izraela wobec nich to ludobójstwo integralne, łączące w sobie elementy „miękkiego” etnocydu i „twardego” genocydu. Żydzi codziennie strzelają do palestyńskich cywili, raniąc ich lub zabijając. Od czasu do czasu mordują palestyńskiego polityka. Masowo aresztują Palestyńczyków „w trybie administracyjnym” i trzymają w swoim kazamatach dowolnie długo. Rozwalają ich domy buldożerami i bombardowaniem artyleryjskim. Niszczą uprawy rolne. Podczas zbrojnych walk rozmyślnie ostrzeliwują ludność cywilną, ze względu na efekt psychologiczny mierząc zwłaszcza w dzieci. Nielegalnie kolonizują palestyńskie ziemie agresywnymi osadnikami. Ludzie uciekający za granicę przed takim traktowaniem byliby prawdziwymi uchodźcami i względy moralne nakazywałyby udzielenie im schronienia.

Osobiście nie miałbym nic przeciwko przyjęciu do Polski uchodźców z Palestyny. Palestyńczycy są najlepiej wykształconym z narodów arabskich i na pewno nie przysporzyliby nam kłopotów. Mamy tradycje wzajemnej przyjaźni: w okresie PRL państwo polskie współpracowało z Rewolucją Palestyńską (Republika Okrągłego Stołu zaraz po swoim powstaniu porzuciła ją na rzecz umizgów do Izraela). Ze względu na podobieństwo losów, naznaczonych niewolą narodową, długoletnią walką o niepodległość i licznymi powstaniami przeciw zaborcy, Polacy i Palestyńczycy szybko zaczęliby się dobrze rozumieć.

Ale do takiej sytuacji nie dojdzie. Bo Palestyńczycy nie chcą masowo wyjeżdżać. Wolą znosić prześladowanie na własnej ziemi, żyć na celowniku okupanta, od kilku pokoleń mieszkać w obozach dla uchodźców w pobliżu swoich granic, często w warunkach urągających ludzkiej godności – niż porzucić ojczyznę. Pamiętajmy o tym, zanim pod dyktando sitwy liberalnych pismaków zaczniemy użalać się nad zalewającą Europę falą imigrantów, złożoną głównie z młodych, zdrowych i silnych mężczyzn.

Solidarni – z chrześcijanami

Prawdziwymi uchodźcami są również bliskowschodni chrześcijanie. To, co w ostatnich latach uczyniły z nimi wahabickie ugrupowania pokroju Państwa Islamskiego czy Frontu al-Nusra, publicysta Olgierd Domino trafnie określił jako „pierwsze ludobójstwo XXI wieku”. Im rzeczywiście nakazują udzielić schronienia wyższe racje moralne. Ale, mówiąc najoględniej, nie wszyscy przybysze z ostatniej fali to bliskowschodni chrześcijanie uciekający przed nożami wahabitów. Jeżeli więc Polska ma w ogóle przyjąć uchodźców, należy wdrożyć ścisłe procedury ich sprawdzania i odsiewania zwykłych imigrantów, których nie ma powodu wpuszczać do naszego kraju. Azyl możemy zapewnić tylko chrześcijanom z Syrii i Iraku. Oczywiście, kiedy nielegalni imigranci usłyszą, że zostanie on udzielony wyłącznie wyznawcom chrześcijaństwa, wszyscy zaczną się za nich podawać. Dlatego organy naszego państwa dokonujące ich kwalifikacji nie mogą się opierać na zapewnieniach samych zainteresowanych. Status uchodźcy w Polsce należy przyznawać wyłącznie osobom, których przynależność do jednej z chrześcijańskich wspólnot na Bliskim Wschodzie zostanie udowodniona, w miarę możliwości potwierdzona dokumentami. Osób o nieustalonej tożsamości w ogóle przepuszczać przez granicę nie wolno. W celu skutecznej weryfikacji przybyszów polskie władze muszą ustanowić system stałych kontaktów roboczych z rządami Syrii i Iraku.

Po sprowadzeniu bliskowschodnich chrześcijan do naszego kraju otworzy się szerokie pole dla aktywności polskiego Kościoła. Kościelni hierarchowie wyraźnie pragną uczynić coś w sprawie kryzysu imigranckiego, ale sami nie wiedzą zbyt dobrze, co by to mogło być. W rezultacie na napiętą sytuację strona kościelna reaguje dość nieprzemyślanymi i niezbyt liczącymi się z rzeczywistością deklaracjami, a nawet absurdalnymi propozycjami przerzucenia kosztów utrzymania muzułmańskich imigrantów na katolickie parafie. Jednak w kwestii rozlokowania chrześcijańskich uchodźców w Polsce pomoc władz kościelnych będzie niezastąpiona. Polski Kościół, który od dawna dostarcza kapłanów placówkom duszpasterskim na całym świecie, dysponuje konkretną liczbą duchownych znających rodzime języki uchodźców, a także realia ich ojczystych krajów. W akcję opieki nad uchodźcami na pewno lepiej będzie zaangażować tych księży, niż podejrzane, a ostatnio bardzo aktywne „fundacje” finansowane przez nie wiadomo kogo. Dzięki działalności ekumenicznej Kościół katolicki ma już wypracowane kontakty z Kościołami odłączonymi na Wschodzie i we współpracy ze stroną państwową może zająć się zorganizowaniem posługi religijnej (sprowadzeniem duchownych etc.) dla uchodźców, których wspólnoty wyznaniowe nie mają struktur na terytorium naszego państwa.

Armaty zamiast masła

Musimy przy tym pamiętać, że udzielenie uchodźcom schronienia w Polsce to zaledwie środek paliatywny, zastępczy. Uchodźca z definicji jest kimś, kto opuszcza swój kraj tymczasowo i pod przymusem, a nie na stałe i dobrowolnie. Rozwiązanie problemu może polegać tylko na umożliwieniu mu bezpiecznego powrotu do domu, a więc na usunięciu zagrożenia, które zmusiło go do desperackiej ucieczki. Bliskowschodni chrześcijanie uchodzą przed szwadronami śmierci Państwa Islamskiego czy Frontu al-Nusra. Polska nie ma dostatecznego potencjału, by wysłać wojska, żeby zniszczyły wahabickie bandy. Może jednak udzielić istotnej pomocy tym, którzy już je zwalczają. A takich podmiotów na Bliskim Wschodzie nie brakuje. Codziennie walki na śmierć i życie toczą z Państwem Islamskim i Frontem al-Nusra: Syryjska Armia Arabska, libański Hezbollah, Robotnicza Partia Kurdystanu (PKK). Oprócz nich operują formacje zbrojne tworzone przez samych chrześcijan, takie jak milicja Sutoro w Syrii czy Jednostki Ochrony Równiny Niniwy w Iraku.

Stosunkowo najłatwiej Polska mogłaby pomóc w obronie bliskowschodnich chrześcijan, dozbrajając syryjską armię, co można uzgodnić w drodze zwykłych umów dwustronnych między Warszawą a Damaszkiem. Bardziej skomplikowana byłaby pomoc dla chrześcijańskich milicji, ale zarazem jest im ona o wiele pilniej potrzebna, jako związkom o nieporównywalnie mniejszym potencjale operacyjnym od syryjskiego wojska, znacznie bardziej zagrożonym zgnieceniem przez liczne już w tej chwili i dobrze wyekwipowane hordy Państwa Islamskiego. Polski rząd zapowiedział udzielenie pożyczki w wysokości stu milionów złotych Ukrainie, która długo, a być może nigdy, nie będzie w stanie spłacić jakichkolwiek długów. Skoro te pieniądze i tak mają zostać bezzwrotnie wydane dla czystej idei, to przeznaczmy je na naprawdę słuszny cel, zamiast wyrzucać w błoto w Kijowie. Niemcy chcą, żeby Polska przyjęła dwanaście tysięcy uchodźców? Dobrze. Przyjmijmy ich nawet więcej, ale pod warunkiem, że przyjmujemy wyłącznie uchodźców autentycznych, chrześcijan z Syrii i Iraku, i dokładnie to sprawdzamy. Dajmy schronienie kobietom, dzieciom, starcom i innym osobom niezdolnym do walki. Dla mężczyzn powinniśmy natomiast uruchomić program szkoleń wojskowych. Kiedy już zostaną odpowiednio przygotowani przez doświadczonych polskich żołnierzy, zorganizujmy ich przerzut do ojczystych krajów i przekazujmy wraz z bronią i kompletnym ekwipunkiem dowództwom chrześcijańskich formacji zbrojnych. Kiedy oni będą walczyć o wyzwolenie swojej ziemi, Polska zadba o ich rodziny. Od zeszłego roku polscy policjanci, oficerowie służb specjalnych, a nawet generałowie jeżdżą na Ukrainę jako doradcy i eksperci, żeby pomóc w „reformach”. Zamiast organizować te pielgrzymki, które niczemu nie służą, niech nasze państwo wyśle milicji Sutoro i Jednostkom Ochrony Równiny Niniwy odpowiednio wyselekcjonowanych oficerów Sił Zbrojnych i wywiadu jako doradców wojskowych. Wtedy sen co bardziej krewkich patriotów o nowej odsieczy wiedeńskiej i Polakach jako krzyżowcach XXI wieku stanie się ciałem. Polski żołnierz wreszcie uda się na zagraniczną misję jako prawdziwy wyzwoliciel, a nie pomocnik najeźdźcy i okupanta. Dla Polski wymierną korzyść przyniesie przeszkolenie kadry wojskowej w rzeczywistych warunkach bojowych. Niech nasze państwo jak najszybciej zacznie udzielać chrześcijańskim formacjom walczącym z Państwem Islamskim wsparcia zbrojeniowego, sprzętowego, zaopatrzeniowego, finansowego, informacyjnego, propagandowego. W miarę możliwości powinno się to odbywać w porozumieniu z rządami Syrii i Iraku, aby nie oskarżyły one Polski o wspomaganie zbrojnych grup operujących na terytoriach tych państw bez wiedzy i zgody ich legalnych władz.

Stosunkowo największą trudność przedstawiałaby pomoc Hezbollahowi i Robotniczej Partii Kurdystanu, które odznaczają się dużym potencjałem operacyjnym w walkach z Frontem al-Nusra i Państwem Islamskim, jednak są uznawane przez Unię Europejską za organizacje terrorystyczne. Ale przecież, jak po fakcie przyznał minister Radosław Sikorski, Polska z pogwałceniem prawa międzynarodowego zaopatrywała już w broń bandy libijskiej „opozycji demokratycznej” walczące z legalnymi władzami państwa (i spójrzmy, jaką zbudowała w Libii piękną demokrację). Nie ma więc dobrych powodów, by polski wywiad nie zaczął po cichu organizować dostaw broni dla oddziałów Hezbollahu czy PKK. Pamiętajmy, że każdy wahabicki pies posłany do piachu i każda piędź ziemi odbita z rąk jego towarzyszy przybliżają moment, w którym chrześcijańscy uchodźcy będą mogli bezpiecznie powrócić do swoich domów.

Solidarni przeciw imigrantom

Unijni mędrcy pouczają nas ostatnio, iż w kwestii imigrantów potrzebne są „solidarność” i „duch europejskiej wspólnoty”. Mają rację. Państwa europejskie powinny się solidarnie naradzić nad tym, jak wspólnie usunąć ostatnią falę nielegalnych imigrantów z Europy. To jedyna solidarność, do jakiej obowiązku Polska powinna się poczuwać – organizując pomoc wyłącznie dla prawdziwych uchodźców zgodnie z zarysowaną powyżej propozycją. Jeżeli natomiast Niemcy czy Francja chcą się niszczyć wpuszczaniem masowej imigracji, niech nie oczekują od nas naśladowania ich głupoty.
Adam Danek

źródło: xportal.pl
m.rekinek
Dawaj bogobojnemu, a nie wspomagaj grzesznika. Dobrze czyń biednemu, a nie dawaj bezbożnemu, odmów mu chleba swego i nie użyczaj mu, aby przypadkiem nie wziął góry nad tobą. Znajdziesz w dwójnasób zło za wszystko dobro, które byś mu wyświadczył.”

Mądrość Syracha 12, 4-5
Cały w tym ambaras, że wzorem Sadamma Huseina w Iraku, Muamara Kadafiego w Libii gangsterzy globalni chcą również zamordować prezydenta Syrii Asada - gwaranta stabilizacji w tym kraju. W tym celu wyszkolili i uzbroili ich "prawą rękę", czyli ISIS.
tahamata
Stosunkowo najłatwiej Polska mogłaby pomóc w obronie bliskowschodnich chrześcijan, dozbrajając syryjską armię, co można uzgodnić w drodze zwykłych umów dwustronnych między Warszawą a Damaszkiem. Bardziej skomplikowana byłaby pomoc dla chrześcijańskich milicji, ale zarazem jest im ona o wiele pilniej potrzebna, jako związkom o nieporównywalnie mniejszym potencjale operacyjnym od syryjskiego …More
Stosunkowo najłatwiej Polska mogłaby pomóc w obronie bliskowschodnich chrześcijan, dozbrajając syryjską armię, co można uzgodnić w drodze zwykłych umów dwustronnych między Warszawą a Damaszkiem. Bardziej skomplikowana byłaby pomoc dla chrześcijańskich milicji, ale zarazem jest im ona o wiele pilniej potrzebna, jako związkom o nieporównywalnie mniejszym potencjale operacyjnym od syryjskiego wojska, znacznie bardziej zagrożonym zgnieceniem przez liczne już w tej chwili i dobrze wyekwipowane hordy Państwa Islamskiego.
stanislawp likes this.