Język
Wyświetlenia
3,5 tys.
borgan 22 9

Zwiedziony zwodziciel?

W związku z filmem opublikowanym na portalu zwiedzeni.pl o Marcinie Zielińskim, rozpętała się znowu burzliwa dyskusja. Powstał list potępiający film, sygnowany przez duchownych i świeckich związanych z tzw. charyzmatyzmem w Polsce, co oczywiście nie dziwi. Jednym z sygnatariuszy jest o. Adam Szustak OP, który dodatkowo nagrał około półgodzinny filmik w tej sprawie. Jest on o tyle cenny, że podejmuje jakąś polemikę z filmem o Marcinie, posługując się swego rodzaju argumentacją, podczas gdy rzeczony list jest pustym protestem, bez wartości merytorycznej. Wygląda na to, że o. Szustak z powodu swego talentu i popularności ma za zadanie skutecznie rozprawić się z filmem, czyniąc to w imieniu całego grona sygnatariuszy, a wykorzystując swoje osobiste atuty. Równocześnie widać, że jest osobiście zaangażowany w temat, zapewne także dlatego, że od dłuższego czasu popiera Marcina. Ponadto o. Szustak przyznaje się do osobistych związków z charyzmatyzmem, konkretnie do "namaszczenia" przez xięży włosko-brazyliskich, Enrique Porcu i Antonello Cadeddu, byłych misjonarzy, uprawiających obecnie działalność "charyzmatyczną".
https://youtu.be/Df9J68y2YeA?t=1970

Tutaj nieco więcej o tych, którzy go "namaścili":
misericordia.com.br/fundadores/

Są to dwaj xięża pochodzący z Sardynii, którzy wraz ze świecką kobietą założyli w Brazylii wspólnotę charyzmatystyczną pod nazwą "Przymierze Miłosierdzia":
www.youtube.com/watch

Poza tym w internecie nie znalazłem żadnych bliższych informacyj na ich temat i wspólnoty. Warto zwrócić uwagę na ich praktyki "liturgiczne":
https://youtu.be/22JvBPDgd_k?t=635

Na takie praktyki zapewne nie mieliby przyzwolenia w Europie, zwłaszcza wtedy, gdy zakładali swoją wspólnotę. To jest prawdopodobnie powód ich działalności akurat w Brazylii. Dopiero w ostatnich latach rozszerzyli swoją działalność na Europę, przede wszystkim na Polskę, gdzie hasło "miłosierdzie" znajduje obecnie szczególnie podatny grunt.

Zaś trudno nie zauważyć, że o. Szustak wykazuje brak znajomości podstawowych praw wiary katolickiej, zawartych już chociażby w Piśmie św., co jest w przypadku kogoś posługującego się w swoich wystąpieniach stale Pismem św. szczególnie skandaliczne i demaskujące. Oto przykład:
teologkatolicki.blogspot.com/…/czy-pan-jezus-z…

Warto zapoznać się także z ogólniejszymi uwagami o nim:
kontrowersje.net/m_dro_ci_z_toi_…

Dlatego warto przyjrzeć się niego bliżej jego działalności, na kanwie chociażby wystąpienia odnośnie M. Zielińskiego, gdyż jest ono znamienne i najbardziej aktualne. Najpierw omówmy poszczególne argumenty i zarzuty ze strony o. Szustaka.

1. Na początku o. Sz. przytacza wypowiedź z końca filmu, gdzie autor przewiduje pojawienie się ataków, co dominikanin nazywa "samo spełniającym się proroctwem". Jest to pierwsze fałszerstwo, którego celem jest wyszydzenie filmu już na wstępie, jak jakiejkolwiej merytorycznej krytyki. Po pierwsze nic nie wskazuje na to, by słowa w filmie miały zamiar czy choćby podtext prorocki. Jest to jedynie przewidywanie reakcji na film, które nie ma jakichkolwiek aspiracyj do bycia nadprzyrodzonym natchnieniem (bo tym jest proroctwo). Tym samym o. Sz. w sposób perfidny imputuje autorowi filmu coś, do czego nie ma choćby najmniejszych podstaw.

2. We wstępie o. Sz. autorytatywnie ogłasza, że "wszystko, co się dzieje wokół Marcina Zielińskiego, co są po prostu czyste bzdury", oraz przyznaje, że obejrzał tyko pierwsze 16 minut (z ponad dwugodzinnego filmu), a potem tylko przeskakiwał co 2 minuty. Zaś przede wszystkim oznajmnia, że została złożona skarga do Konferencji Episkopatu Polski odnośnie działalności strony zwiedzeni.pl, "żeby coś z tym zrobić, bo takich rzeczy w Kościele być nie powinno". Celem ma być wytropienie, "kto za tym stoi", zapewne w celu zakazu działalności i ukarania ludzi demaskujących tzw. ruch charyzmatyczny, zwłaszcza M. Zielińskiego. To jest widocznie główny "argument" o. Sz. - odgrażanie się i straszenie władzami kościelnymi. To mówi samo za siebie. Ten najmocniejszy "argument" ma zapewne sprawić wrażenie, jakoby M. Z. był niewinną ofiarą, która powinna być chroniona przez biskupów. Na koniec swego wystąpienia o. Sz. powraca do tego wątku, co świadczy o jego szczególnej wadze w polemice, aczkolwiek przyznaje tym razem, że być może nie będzie upragnionej przez niego reakcji Konferencji Episkopatu. Tak więc w tym "argumencie" chodzi zarówno o zastraszenie autorów filmu, jak też o sugerowanie, jakoby MZ miał prawo do ochrony ze strony biskupów przed krytyką ze strony katolików. Nie wiem, czy sam o. Sz. wierzy w to, co tutaj wyraża, gdyż to uwłacza nawet przeciętnej inteligencji. Takie odwoływanie się do władzy "starszego i silniejszego" jest zabiegiem oznaczającym przyznanie się do braku merytorycznych argumentów.

3. Następnym "argumentem" jest apel skierowany wprost do odbiorców: "bardzo was zachęcam, nie zaglądajcie" do tego filmu. Tak więc o. Sz. nie tylko przyznaje, że sam nie obejrzał rzetelnie filmu, lecz wzywa swoich fanów, by go w ogóle nie oglądali. Tak więc odbiorcy powinni znać film jedynie z jego relacji, mimo że sam nie podszedł do niego uczciwie. Widać to w sposobie przedstawienia przez niego tegoż treści: o. Sz. przekręca, jakby znał tylko fragmenty, i też po prostu kłamie. Rzetelne przedstawienie zarzutów wraz z dowodami i argumentacją przeciwną nie ma tutaj miejsca. O. Sz. ogranicza się do obelg pod adresem filmu i jego twórców, które odbiorcy mają przyjąć od niego na wiarę.

4. Innym charakterystycznym składnikiem tego niekrótkiego wystąpienia jest strzelanie zarzutami jakby z karabinu maszynowego, seryjnie w jednym zdaniu i bez choćby próby ich uzasadnienia. O. Szustakowi nie podoba się: forma, sposób przedstawiania, muzyka, smutne twarze, że rzekomo film nie podaje faktów (co jest ewidentnym kłamstwem), że występujący czytają przygowany text, a "nie wyrażają własnej opinii", że są "nieautentyczni", i że "faktów nie ma żadnych w tym filmie", że są to w końcu "insynuacje i pomówienia". W tym miejscu o. Sz. stosuje taktykę pomieszania rzeczywistych warsztatowych niedoskonałości filmu (który wszak nie jest dziełem profesjonalistów, jak w przypadku sponsorowanych wystąpień o. Sz.), z ewidentnymi kłamstwami ze swojej strony, które są oszczerstwami i manipulacją.

5. O. Sz. przyczepia się do występującego w filmie sformułowania "nie sposób odnieść wrażenia" i "nie sposób myśleć inaczej", co interpretuje: "pokazują jakieś fakty, które de facto mogą oznaczać wszystko, i po zbiorze trzech, czterech faktów nagle główny prowadzący (...) wypowiada takie zdanie, no nie sposób odnieść wrażenia po tym". Według o. Szustaka, "każdy może sobie odnieść wrażenie, jakie chce", zaś autor powinien był przedstawić "fakty nie budzące żadnych wątpliwości". Dlatego "wszystko, co jest w tym fllmie zrobione, to są insynuacje i pomówienia". Tutaj o. Sz. buduje swój zarzut nie potrafią, a może nawet nie chcąc zacytować faktycznych słów z filmu. On je po prostu diametralnie przekręca. W filmie jest sformulowanie "nie sposób NIE odnieść wrażenia". Oczywiście jest to sformułowanie słabe i problematyczne, wynikające z braku wyrobienia dziennikarsko-retorycznego, co o. Sz. bezlitośnie wykorzystuje. Jednak jest to jedynie kwestia doboru słów, nie meritum. De facto autorzy filmu prezentują niezbijalne, rzetelnie udokumentowane fakty. Że swoje rzetelne wnioski ubierają w niecałkiem adekwatne sformułowanie, które nie stanowi meritum sprawy, lecz słabość retoryczną, uczciwy odbiorca przy odrobinie dobrej woli potrafi odpowiednio potraktować. O. Sz. tego nie robi, z czego można wnioskować o kwalifikacji jego woli.

6. Korzenie czyli powiązania z protestantami. Ten zarzut o. Sz. uważa za "kuriozalny". Według niego

- "mniej więcej połowa współczesne biblistyki katolickiej powstala w oparciu o osiągnięcia również biblistyki protestanckiej",

- "protestanci to są nasi bracia w wierze",

- przypomina słowa Pana Jezusa: "kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami",

- wyraża "nadzieję, że nadejdzie taki czas, że będziemy razem wspólnie uwielbiać Pana Jezusa i czytać Jego słowo, a nie się ciągle dzielić".

- twierdzi, że "jeśli Marcin to robi, to robi tak, jak robi cały Kościół" oraz porównuje MZ do Jana Pawła II w Asyżu, który "modlił się razem z innowiercami" i też z protestantami.

Tutaj o. Sz. ponownie poważnie przekręca treść filmu, czy to ze zwykłego niechlujstwa (u niego nierzadkiego niechlujstwa i braku szacunku dla kogoś o innych poglądach), czy zamiaru oszukiwania odbiorców (którym poleca nie zaglądać do filmu). Otóż:

Po pierwsze Marcin nie studiuje teologii, lecz sięga do poglądów i rad protestantów odnośnie prowadzenia swojej wspólnoty.

Po drugie podejście i interpretacja Pisma św. przez protestantów opiera się na zasadach diamentralnie sprzecznych z katolicką hermeneutyką biblijną, o czym także o. Sz. powinien wiedzieć ze swoich studiów teologii, choćby nawet marnej jakości. Czym innym jest korzystanie z poszczególnych tez naukowych, a czym innym uczenie się podstaw oraz danej interpretacji.

Po trzecie, o. Sz. kłamliwie pomija fakt, że teologia, także egzegeza protestancka powstała i rozwijała się w opozycji, właściwie w proteście i przeciw teologii i egzegezie katolickiej.

Po czwarte, o. Sz. albo nie zna, albo świadomie odrzuca chociażby takie dokumenty watykańskie jak "Dyrektorium Ekumeniczne", które określa granice dialogu i spotkań z protestantami.

W końcu fałszywe, poniekąd także groteskowe, jest porównanie MZ do Jana Pawła II, który z całą pewnością nie po to się spotykał z protestantami i innymi innowiercami, by szukać u nich wskazówek do prowadzenia Kościoła czy uczyć się od nich interpretacji Pisma św. czy jakichś praktyk.

7. Kolejną zafałszowaną prezentacją treści filmu jest oskarżenie o "magiczne" pojmowanie nałożenia rąk praktykowanego w pentekostaliźmie i charyzmatyźmie (wersji pentekostalizmu na terenie katolicyzmu). O. Sz. oznajmia: "tak nie działa rzeczywistość duchowa". Wzmiankuje wypowiedź x. Mariana Rajchela, ale albo jej rzetelnie nie wysłuchał, albo z premedytacją okłamuje odbiorców, równocześnie zarzucając autorom filmu "wmanipulowanie" kapłana, który jest znanym exorcystą Archidiecezji Przemyskiej. X. Rajchel mówi wyraźnie, że trzeba uważać, kto wkłada ręce, że jest niedopuszczalne, by czyniły to osoby nie będące w łasce uświęcającej, tym samym także innowiercy. O. Sz. pomija te słowa milczeniem.

8. Zamiast tego sprowadza sprawę do namaszczenia rąk w obrzędzie święceń prezbiteratu. Wedlug o. Sz. namaszczenie to jest jedynie "obrzędem wyjaśniającym", bez istotnego znaczenia. Widocznie nie przestudiował solidnie sakramentologii katolickiej, choć powinien przynajmniej coś wiedzieć o sakramentaliach. Po pierwsze, według teologii namaszczenie Krzyżmem podczas święceń ma charakter sakramentale, czyli udziela łaskę, tym samym nie jest pozbawione znaczena w porządku nadprzyrodzonym. Po drugie, nawet jako tylko obrzęd "wyjaśniający" wskazuje na istotę Sakramentu Święceń, którą jest wyposażenie w moc działania w Osobie i w imieniu Jezusa Chrystusa. Tym samym dla każdego, kto ma choćby nikłe pojęcie o teologii katolickiej, nie jest bez znaczenia, czy osoba nakładająca ręce jest kapłanem czy nie. Dla o. Sz. widocznie nie stanowi to różnicy.

9. O. Sz. twierdzi, że mówienie o "ogniu" w wykonaniu M. Zielińskiego i ostatecznie w Toronto Blessing jest wzięte Pisma św., bo Pan Jezus "chciał, żeby ogień zapłonął na ziemi" i tym samym to, co robi MZ, "jest w najczystszym nurcie Kościoła". Jest to następne oszustwo dominikanina, gdyż zupełnie odrywa ten wątek od faktycznej treści filmu w kontekście nauczania i działalności MZ. Jest zwykłym kłamstwem twierdzenie, jakoby nauczanie i działalność MZ była tożsama z tym, co robi Kościół. Żaden biskup nie prowadzi tego typu wspólnoty, nie gromadzi ludzi na "uwielbieniu" z rzekomym uzdrowieniami itd. Są owszem poszczególni duchowni, którzy to robią i są tym samym podobni zarówno do protestantów pentekostalnych i do MZ. Ale twierdzenie, jakoby to odpowiadało choćby nawet liturgii Kościoła, jest po prostu bezczelnym kłamstwem.

10. O. Sz. kłamliwie insynuuje wybiórcze traktowanie stanowiska biskupa. Film przedstawia świadectwa byłych członków wspólnoty M. Zielińskiego, którzy podają, że po pierwsze zachowania na spotkaniu z biskupem zostały starannie zaaranżowane i nie odpowiadały zachowaniu na co dzień, oraz że biskup oparł się głównie na opinii proboszcza. Nie ma to nic wspólnego z wybiórczością, gdyż nie chodzi w żaden sposób ani o całościowy stosunek autorów filmu do biskupa diecezji łowickiej, ani o ocenę jego stanowiska. Film mówi wyłącznie o metodzie MZ i jego wspólnoty zastosowanej wobec biskupa. Nic więcej. Słusznie natomiast o. Sz. podaje kryterium oceny, mianowicie "czy dany biskup działa zgodnie z nauką Kościoła". W świetle tej zasady akurat można mieć przynajmniej wątpliwości odnośnie aprobaty biskupa miejsca, skoro ta wspólnota czy jej lider praktykuje i naucza tak a nie inaczej.

11. O. Sz. szydzi z ankiety przeprowadzonej wśród członków wspólnoty MZ. Próbuje ją podważyć, stawiając absurdalny wymóg, że musiałaby obejmować wszystkich członków wspólnoty, czego oczywiście nie czyni żadne badanie socjologiczne. Wyraża swoje "przypuszczenie", że autorzy filmu wykorzystali do ankiety przeciwników wspólnoty, co jest bezpodstawnym pomówieniem. Równocześnie jednak widocznie przyjmuje wiarygodność ankiety, omawiając temat różnicy w nauczaniu "dla nowicjuszy". Tutaj popełnie kolejne kłamliwe pomieszanie. Otóż w zarzucie z strony autorów filmu chodzi o niezgodność między wersją dla początkujących i dla zaawansowanych. Konkretnie chodzi o maryjność: dla adeptów są zachowane pozory katolickości, które już nie obowiązują wtajemniczonych. To jest właśnie znamienne dla sekt. Jest to coś zupełnie innego niż stopniowe wprowadzanie, które jest normalną i powszechną metodą pedagogiczną. Przykład Ignacjańskich Ćwiczeń Duchowy jest trafny: nie ma najmnejszej sprzeczności między Fundamentem a którymkolwiek z tygodni Ćwiczeń, choć św. Ignacy zaleca, by podawać każde ćwiczenie pojedynczo, nie wybiegając w następne. Tak więc albo o. Sz. ma sekciarskie doświadczenia w swoim zakonie, albo po prostu znowu oszukuje na doraźny użytek.

12. Podobnie postępuje, broniąc "maryjności" M. Zielińskiego. Także w tym temacie albo nie zna czy nie chce znać treści filmu, albo ją z rozmysłem kłamliwie przedstawia. Film podaje jednoznaczne świadectwa na pierwotną antymaryjność M. Zielińskiego i jego wspólnoty, która zmieniła się dopiero niedawno, co jest dość wyraźnie motywowane względami taktycznymi dla zdobywania zwolenników i zwalczenia krytyki. Te zarzut o. Sz. zbywa jednym zdaniem, szydząc z rzekomego czytania w myślach, i zakłamując tym samym faktyczne wypowiedzi w filmie, gdzie podane są odnośne fakty, nie przypuszczenia odnośnie wnętrza MZ.

13. O. Sz. twierdzi, że w filmie jest "mnóstwo ludzi z zamazanymi twarzami", mówiąc tym samym ponownie nieprawdę. Świadectwa osób anonimowych stanowią jedynie nikłą część filmu i zawierają treści nieistotne dla całości przekazu. Film byłby równie treściwy i mocny, gdyby takich świadectw nie było. Ich obecność świadczy o charakterze tej wspólnoty i ogólnie środowiska tzw. charyzmatyków, czego przykładów jest wiele (sam tego również doświadczyłem, gdy po tekście odnośnie MZ w marcu br. posypały się groźby i to niebagatelne). Stąd nazywanie tych osób "tchórzami" jest kolejnym popisem perfidii i bezczelności.

14. Na koniec o. Sz. broni gościnnych występów MZ na swoim kanale. W filmie pojawia się zarzut, że prezentowana w nich maryjność jest pozorna, gdyż zdecydowana większość czasu i treści nie jest poświęcona Maryi lecz samemu Marcinowi Z. Także ten zarzut spotyka się z szyderstwem o. Sz. Porównuje on wystąpienia swego protegowanego do całego Pisma św., a właściwie do pism historycznych Starego Testamentu, gdzie więcej miejsce poświęcone jest patriarchom niż Bogu. Porównuje też do Ewangelij, w których jest mało mowy o Maryi. Nasuwa się więc przede wszystkim pytanie, czy o. Sz. to porównanie traktuje poważnie, czy żartem, czy może w zapędzie szyderstwa i pogardy nie tylko dla szkalowanego filmu i ich autorów, lecz także dla słuchających go lemingów nie całkiem zdaje sobie sprawę z tego, co mówi. Czyżby nie znał i nie zauważał różnicy między księgami Pisma św. a 10-minutowym wystąpieniem, które według deklarowanego zamiaru ma być poświęcone danemu tematowi, konkretnie Maryi? Czyżby uważał swoich odbiorców za tak tępych umysłowo, że można im serwować tego typu prymitywny i zarazem perfidny zabieg?

W podsumowaniu o. Sz. po raz kolejny powtarza swój repertuar kłamliwych obelg i wyzwisk pod adresem filmu, jego autorów i osób występujących w nim, że to "paszkwil, złośłliwy, fałszywy, płotkarski, nie poparty żadnymi dowodami". Zarzuca kłamliwie zmyślając: "posługujecie się nieustannie słowami, że Marcin jest skrajnie głupi i wykazuje się skrajną głupotą i debilizmem i tak dalej". Wskazania na cytaty czy przynajmniej na miejsca w filmie oczywiście brak, gdyż takich słów w filmie po prostu nie ma. Nie przeszkadza to jednak słynnemu dominikaninowi nazwać ten film "złożeniem fałszywego świadectwa", choć to określenie dokładnie i wybitnie pasuje go jego wystąpienia.

Cóż można na koniec powiedzieć? Wygląda na to, że w tym wystąpieniu o. Sz. przeszedł samego siebie w kłamliwości, ignorancji, bucie i perfidii. Widocznie nerwy mu poważnie puściły. Aczkolwiek nie są to nowe cechy, ani u niego, ani u innych osób związany z tzw. charyzmatyzmem.

Ktokolwiek ma doświadczenie z tym środowiskiem i zarazem trzeźwe spojrzenie z pewnego dystansu, ten wie, że zasadniczą główną jego cechą jest zakłamanie i pycha. To wystąpienie, dość emocjonalne zresztą, tym samym w miarę autentyczne, jest tegoż dobitnym przykładem.

Na koniec wspomnę jeszcze jeden przykład w związku z działalnością o. Szustaka. Około rok temu napisał do mnie 17-letni chłopak z Głogowa czy okolic. Miał trudny okres, dość poważne problemy życiowe. Wyznał, że jest pilnym słuchaczem wystąpień o. Szustaka oraz bpa Rysia. Ale wyznał mi też, że ma za sobą kilka prób samobójczych, o których opowiadał zadziwiająco swobodnie, powiedzmy na luzie. Próbowałem z nim poważnie o tym porozmawiać. Wówczas dowiedziałem się, że inspiracją były dla niego słowa o. Szustaka i że chciał po prostu zobaczyć Pana Boga. To była jego motywacja do samobójstwa...

W związku z tym z całą odpowiedzialnością zaznaczam, że uważam działalność o. Szustaka za wysoce niebezpieczną dla dusz i dla Kościoła. Ma on niewątpliwie talent showmastera i zdolność zdobywania sobie sympatii w wystąpieniach, w których się ewidentnie świetnie czuje i bawi. To jest kwestia techniki i narzędzi. Niestety wiele wskazuje na to, że swoją działalnością obecną powoduje wielkie szkody, głównie dla wiarygodności Kościoła. Posługując się zakłamaniem i zwodzeniem, prowadzi wielu młodych ludzi na manowce. Zastanawiam się, ilu młodych ludzi np. popełniło samobójstwo pod wpływem jego słów inspirujących do ciekawości tego, co jest po śmierci, bez przekazania powagi i skutków.

Zaś kluczem zarówno do jego osobowości jak działalności jest jego własne opowiadanie autobiograficzne, wskazane powyżej: nie ma w nim ani pół słowa o nawróceniu koniecznym do zbawienia, jest natomiast tylko o doświadczeniu akceptacji grzesznika. Niestety jest to protestancki schemat myśleniał, gdzie usprawiedliwienie polega nie na uświęceniu, lecz na przykryciu ohydy grzechu. To wyjaśnia też doglębne i systematyczne zakłamanie, jaskrawo widocznie zwłaszcza w wystąpieniu w obronie M. Zielińskiego. Dobrze, że powstał film. Zdemaskował on nie tylko "charyzmatyka" ze Skierniewic...

teologkatolicki.blogspot.com/…/zwiedziony-zwod…
Napisz komentarz
Anieobecny
Najgorszym zwodzicielem jest ten co mówi 98%prawdy, a resztę...
Bądźmy czujni i trwajmy na modlitwie
Pokornej modlitwie...
Napisz komentarz
Elkam
Ale co to "langusta na palmie" ? - paralogia jakaś czy co?
Napisz komentarz
Bartek100
I co tu jeszcze rostrząsać nad człowiekiem słowa ?
Neon i tyle.
Napisz komentarz
Matricaria
Dowiedziona to rzecz,jeśli ktoś zyskuje popularność medialną to jest w poważnym niebezpieczeństwie,w ciągu dekady kilku medialnym zakonnikom palma odbiła i odeszli sobie tam gdzie ich poniosło.Moim zdaniem Langusta stworzona przez o.Adama zaczyna przejawiać znamiona sekty:tworzenie rodzinnej atmosfery,zwierzenia ,kokoszenia się sobą,tulaski,całuski,to wszystko ma dostarczyć pozytywnych emocji i … Więcej
Napisz komentarz
Matricaria
S. Borkowska uważa, że człowiek, który na modlitwie poszukuje tylko doznań, choćby doświadczał najpiękniejszych i najbardziej wzniosłych uczuć, "odkonsekrowuje" swoje życie, bo przestaje traktować poważnie Boga. Według niej, im większej słabości doświadcza, tym usilniej powinien szukać siły tam, gdzie jest jej źródło - u samego Boga.
//www.deon.pl/…/art,35948,s-mal…

Marcin Zieliński potrafi grać…
Więcej
Napisz komentarz
Polak-PL
O. Szustaka słuchałem wielokrotnie i niestety będąc delikatnym stwierdzę, że opowiada czasami dziwne rzeczy, choć z tego co widzę jest tu uznawany za modernistę, co pokrywa się w tym co mówi. Jestem tu nowy więc dopiero ogarniam to środowisko. Zdecydowałem się zarejestrować, ponieważ jest tu sporo newsów niezgodnych zarówno z nauczaniem, jak i zwykłą prawdą, w kwestiach poza kościelnych. Lubię … Więcej
Napisz komentarz
Matricaria
Genialnie napisała s.Borkowska na temat kryzysu jakiego doświadcza się w życiu zakonnym:
Osoby konsekrowane prędzej czy później doświadczają bezradności i pustki wewnętrznej, której niczym nie można wypełnić: ani aktywnością apostolską, ani wyobraźnią, ani odchodzeniem od ślubów. Dodała też, że dużo szkody czynią w Kościele "piewcy sztucznej młodości", którzy "czarują rzekomym zapałem". … Więcej
Napisz komentarz
baranek
Mnie w tym wszystkim niezmiernie intryguje jedna rzecz:dawniej, jezeli ktos twierdzil,ze ma dary od Boga:charyzmaty, objawienia itp, to byl dlugo i wnikliwie badany, czekano na owoce, czesto te osobe izolowano w glebi klasztoru kontemplacyjnego, by jej sodówa do glowy nie uderzyla wobec ewentualnego aplauzu publicznosci.Poddawano charyzmat próbom pokory, pisluszenstwa, nawet jesli sadzono,ze … Więcej
Napisz komentarz
Ewelina Anna
Langusta w końcu spadła z palmy.
Napisz komentarz
Jota-jotka
Uważnie czytam wszystko za i przeciw i bardzo dziękuję za konkretne, merytoryczne wyjaśnienie sprzeciwu do filmiku O Szustska
Zastanowia mnie popularność jednego MZ i O SZ oraz niepokoi fakt ,że jest to kierowane do młodych ludzi często zagubionych na pewno szukających prawdziwego Boga.
Jeśli to prawda to zapytam .Kto weźmie odpowiedzialność za tą młodzież słuchającą jednego i drugiego? Wiem … Więcej
Napisz komentarz
Ribena
Czarno na białym ,jeżeli jest tak mocne lobby mamy duży problem

www.youtube.com/watch
Napisz komentarz
Ewelina Anna
I to trupa, który swój zgniły odór tak roznosi publicznie, po świecie i kompromituje mądrość wszystkich Świętych i Błogosławionych Dominikanów.
Napisz komentarz
Ewelina Anna
Przeczcigodny Zakon Tomasza z Akwinu, miłośnika Różańca - św. Dominika, św Jacka, pierwszego dominikanina w Polsce - nie mógłby w sobie nosić trupa.
Napisz komentarz
Ewelina Anna
Zarzucić ojcu dominikaninowi że jest nieoczytany w kwestii doktryny katolickiej to znaczy uśmiercić go. Jeżeli tak nieoczytany jest cały zakon dominikański to nie żyje on już dla Kościoła. Przestał istnieć. Czyli niedouczeni dominikanie to coś, co nie istnieje.
Napisz komentarz
Ewelina Anna
O. Szustak to nie tylko głuptak. Synod w Kartaginie już w roku 255 zaliczył O, Szustaka jako zwodziela i heretyka. Zaliczył go do oficerów zwodziciela, kłamcy i mordercy.
Oni naprawdę myślą, że niczego nie czytamy, skoro przebujali się bezrozumnie na swoich seminaryjnych studiach niczego się nie nauczywszy.
Napisz komentarz
Tymoteusz
O. Szustak - głuptak.
Napisz komentarz
borgan
O. Szustak mówi, że wszyscy innowiercy są w Kościele i wszyscy ludzie będą zbawieni (od 4 minuty www.youtube.com/watch). Twierdzi też, że Chrystus nie zmartwychwstał własną mocą: teologkatolicki.blogspot.com/…/czy-pan-jezus-z…
Napisz komentarz