Clicks2.9K
Anja39
1

Stanisław Krajski: ” Papież Franciszek – dokąd zmierza Kościół ?”

Stanisław Krajski: ” Papież Franciszek – dokąd zmierza Kościół ?”

Mamy nowego papieża. Rozpoczyna się nowy rozdział w historii Kościoła. Jaki będzie? Dokąd zmierza Kościół? Co mamy robić, by przyczynić się do jego odnowy, rozkwitu, do poszerzania Królestwa Chrystusowego na świecie i w naszej Ojczyźnie?
( Prezentujemy fragment najnowszej książki dr Stanisława Krajskiego, która w najbliższym czase ukaże się nakładem Wydawnictwa im św.Tomasza z Akwinu )
„Nie lękajcie się” – nasze obowiązki

Już Papież Paweł VI powiedział, że dymy szatańskie przeniknęły do Kościoła. Duch Święty jest jednak stale w Kościele i czuwa nad nim. Bramy piekielne nie przemogą go. To Kościół Chrystusowy, a nie Kościół ludzi, organizm nadprzyrodzony – Mistyczne Ciało Chrystusa, a nie jedna z wielu ludzkich organizacji.
Pan Bóg prowadzi Kościół sobie tylko znanymi drogami. My musimy umieć na bieżąco odczytywać wolę Bożą. Wiemy czego generalnie Chrystus chce od Kościoła i od nas. Wiemy, że ostatecznie będzie tak jak chce tego Pan Bóg.

Jeśli jacyś ludzie, również w Kościele, stają przeciwko Panu Bogu, jeśli próbują coś zrobić niezgodnie z Jego wolą, jeśli jacyś ludzie coś ważnego, również w Kościele, zaniedbują, jeśli są bierni wtedy, gdy powinni być aktywni, na pozostałych spada zwiększony ciężar odpowiedzialności.
Dziś, w tych trudnych, również dla Kościoła (a może szczególnie dla Kościoła), czasach, my wszyscy ortodoksyjni katolicy, starający się ze wszystkich sil zachować wierność Bogu, jesteśmy powołani do usilnej pracy, do szczególnej aktywności, do specjalnej służby Bogu i Kościołowi i to aż do męczeństwa.
Musimy wesprzeć papieża Franciszka w jego służbie jako Zastępcy Chrystusa na Ziemi.

Obowiązki nowego papieża według św. Bernarda z Clairvaux

Kim jest papież? Jakie posiada kompetencje? Jakie posiada obowiązki? Jakie działania powinien podejmować?
Na te pytania odpowiadano wielokrotnie w historii Kościoła. Odpowiedzi na nie są uniwersalne, nie ulegają dezaktualizacji. Na te pytania odpowiadał, między innymi, św. Bernard z Clairvaux. Odwołuję się do niego z dwóch powodów.
Po pierwsze, był wielkim Doktorem Kościoła.
Po drugie, dokonany przez niego opis sytuacji, w której znalazł się Kościół w okresie jego życia, wydaje mi się pasować do naszych czasów.
Św. Bernard z Clairvaux w swoim dziele „O rozważaniu” zwraca się do papieża Eugeniusza III, który właśnie (w 1145 r.) zasiadł na Stolicy Piotrowej i poprosił go o sformułowanie na piśmie wskazówek, które miałyby mu pomóc być dobrym papieżem.
Pierwszym krokiem, który papież musi, według św. Bernarda z Clairvaux, dokonać jest ocena kondycji Kościoła.
Św. Bernard z Clairvaux proponuje nowo obranemu papieżowi, by odpowiedział sobie szczegółowo na następujące pytania:
- „czy wierni z należytą pokorą są ulegli kapłanom, a kapłani Bogu?”;
- „czy w klasztorach i domach zakonnych zachowuje się regułę i strzeże karności?”;
- „czy cenzura kościelna odpowiednio reaguje na działalność i naukę heretyków?”;
- „czy dzięki wzorowemu postępowaniu i świętości duchownych kwitnie winnica Pańska?”;
- „czy kwiaty w niej przynoszą owoce posłuszeństwa i wierności narodów?”;
- „czy rozporządzenia i dekrety apostolskie są spełniane z uległością, na jaką zasługują?”;
- „czy nie ma przejawów lenistwa w uprawianiu winnicy Pańskiej lub czy ktoś podstępnie nie wyrządza szkody?”.
W jaki sposób odpowie na te pytanie papież Franciszek?
W jaki sposób my byśmy na nie odpowiedzieli, my, którzy kochamy Kościół, ale nie do końca wiemy, co się w nim dzieje, choć wiele faktów, trendów i postaw znamy?
Św. Bernard z Clairvaux zwraca się do (każdego) nowo obranego papieża i mówi: „Powinieneś uczynić wszystko, co możliwe, aby niewierzący się nawrócił, aby nawróceni się nie odwrócili, aby odwróceni powrócili do wiary, aby przewrotni skłonili się ku prawości, błądzący wrócili na drogę prawdy, uwodzący innych sami zostali pokonani niezbitymi argumentami i się nawrócili – jeśli to być może – lub przynajmniej pozbawieni zostali możliwości buntowania innych”.
Św. Bernard z Clairvaux mówi też do (każdego) nowo obranego papieża: „Absolutnie nie może ujść Twojej uwadze najgorszy ów rodzaj niemądrych. Mam na myśli heretyków i schizmatyków; oni to, zbuntowawszy się, buntują innych; to psy rozrywające i lisy oszukujące. Tym to – powtarzam – powinieneś poświęcić najwięcej troski i napominać ich lub poskramiać, by nie szkodzili innym. Gdy chodzi o nawrócenie Żydów, masz niejakie usprawiedliwienie ze względu na czas, którego nie należy wyprzedzać (por. Rz 11, 25; przypomnijmy: Nie chcę jednak, bracia, pozostawiać was w nieświadomości co do tej tajemnicy – byście o sobie nie mieli zbyt wysokiego mniemania – że zatwardziałość dotknęła tylko część Izraela aż do czasu, gdy wejdzie [do Kościoła] pełnia pogan. – dop. S.K.). Najpierw winni nawrócić się poganie (czy za pogan nie należy dziś uznać znaczną część mieszkańców Europy, USA, Kanady, Australii itp.? – dop. S. K.). (…) A jaka jest przyczyna naszej bezczynności? Czego się spodziewamy i czym się kierujemy, kiedy nawet nie próbujemy głosić Chrystusa tym, którzy Go nie znają? Czyż nie jest nieprawością nakładać prawdzie pęta? A przecież trzeba, by w swoim czasie poznały ją wszystkie narody. Będziemyż czekać, aż wiara spadnie im z nieba? Nie zdarzyło się, by wiara była owocem przypadku. Jak mogą uwierzyć narody, jeśli nikt nie będzie im głosił Ewangelii? (…) Muszę jeszcze wspomnieć o herezji, która prawie wszędzie zakrada się w skrytości, a w pewnych stronach jawnie się sroży, pożerając na oczach wszystkich słabe dzieci Kościoła”.
Św. Bernard z Clairvaux, zwracając się do (każdego) nowo wybranego papieża, zauważa też: „Niestety, iluż to w samym Kościele szuka tylko własnych korzyści; jedni drugim zazdroszcząc i wzajemnie się irytując, zaprawiamy się do nienawiści, pobudzamy do krzywd, zbroimy do sporów, wysilamy umysł do podstępów, zniesławiamy, doznajemy ucisku od silniejszych, a sami uciskamy słabszych. Jakże bardzo byłbyś godny pochwały, kierując rozważania i myśli serca przeciwko tym zgubnym szaleństwom, które trapią samo Ciało Chrystusowe”.
Św. Bernard z Clairvaux stwierdza też: „Musimy to dostrzec: przyjęły się nowe obyczaje, zmieniły się czasy i zachowania ludzi. Niebezpieczeństwa nam w tej chwili nie grożą – już je przeżywamy. Oszustwo, intryga i przemoc królują obecnie na całym świecie. Wielu mamy oszczerców, mało obrońców. Wszędzie możni uciskają słabych. (…) W Kościele obecnie pełno pyszałków – dlatego też nie przerażają nikogo intrygi i machinacje pychy”.
I zwraca się znowu do (każdego) papieża, który rozpoczyna swój pontyfikat: „Jeśli jesteś uczniem Chrystusa, niechże zapłonie Twoja gorliwość, niech powstanie Twoja władza przeciw takiemu bezwstydowi, przeciw tej powszechnej zarazie. Patrz na Chrystusa, który tak właśnie czyni i mówi: A kto by chciał mnie służyć, niech idzie za mną (J 12, 26). On to nie nadstawia uszu do słuchania, ale bierze bicz do smagania. Nie rzuca słów i nie dyskutuje, nie zasiada do sądzenia, lecz karze. I nie ukrywa przyczyny karania, gdy dom modlitwy zmieniono na targowisko”.
Na koniec, wreszcie, św. Bernard z Clairvaux prosi papieża, by uświadomił sobie w pełni, kim ma być jako papież:
„Rozważaj też, że masz być:
Zwierciadłem sprawiedliwości,
Wzorem świętości,
Przykładem pobożności,
Rzecznikiem prawdy,
Obrońcą wiary,
Nauczycielem narodów,
Wodzem chrześcijan,
Przyjacielem Oblubieńca,
Stróżem Oblubienicy,
Regułą dla duchowieństwa,
Pasterzem ludów,
Mistrzem prostaczków,
Ucieczką prześladowanych,
Obrońcą ubogich,
Nadzieją nieszczęśliwych,
Opiekunem sierot,
Rzecznikiem wdów,
Okiem dla ociemniałych,
Językiem dla niemych,
Podporą starców,
Mścicielem zbrodni,
Postrachem dla występnych,
Chwałą dla dobrych,
Rózgą dla mocarzy,
Młotem dla tyranów,
Ojcem dla królów,
Wyrocznią praw,
Szafarzem ustaw,
Solą ziemi,
Światłością świata,
Kapłanem Najwyższego,
Zastępcą Chrystusa,
Pomazańcem Pana”.


Kontynuacja dzieła Benedykta XVI

Nowy papież pragnący kontynuować dzieło Benedykta XVI rozpocząłby proces wielkiej dysputy wokół treści i wskazań dokumentów Soboru Watykańskiego II, która miałaby, jak chciał tego Benedykt XVI, doprowadzić do zdystansowania się Kościoła wobec wypaczonej wizji soboru, czyli „soboru mediów” i takiej interpretacji nauk soborowych, która pozwoliłaby wreszcie odkryć „sobór ojców”.
„Sobór ojców”, jak wynika to z wielu wypowiedzi Benedykta XVI, byłby to sobór odczytywany w kontekście całej nauki Kościoła i jego tradycji. Reinterpretacji należałoby poddać całość soborowych dokumentów ze szczególnym uwzględnieniem, jak wynikałoby to z wielu wypowiedzi Benedykta XVI, kwestii liturgii, ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego (por. rozdział II, zapis z dnia 16 lutego 2013 r.).
Chodziłoby między innymi, o przywrócenie właściwego kultu Najświętszego Sakramentu i szacunku dla niego (w tym kwestia przyjmowania Komunii Świętej na kolanach), przywrócenie (w ograniczonym wymiarze w każdej parafii) Mszy Świętej Trydenckiej (jak również doprowadzenie do „pozytywnego zakończenia rozmów z Bractwem św. Piusa X”), zmiany pewnych elementów Mszy Świętej w nowym rycie poprzez zastąpienie celebracji versus populum (twarzą do wiernych) celebracją versus Deum (twarzą do Boga; twarzą do ołtarza, na którym znajduje się tabernakulum, gdzie znajduje się Chrystus lub, tak jak robił to sam Benedykt XVI, twarzą do Chrystusa na krzyżu ustawionym na stole), ograniczenie dialogu międzyreligijnego do współpracy w praktycznych kwestiach moralnych, sprowadzenie ekumenizmu do współpracy w tych płaszczyznach, w których nie narusza się następującego, między innymi, twierdzenia Soboru: „Pełnię bowiem zbawczych środków osiągnąć można jedynie w katolickim Kościele Chrystusowym, który stanowi powszechną pomoc do zbawienia” (Dekret o ekumenizmie, punkt 3). Działania ekumeniczne należy w znacznej mierze sprowadzić do powrotu na łono Kościoła chrześcijan, którzy znaleźli się, z takich czy innych przyczyn poza nim (i tak np. Benedykt XVI utworzył specjalny ordynariat, dzięki któremu wielu anglikanów mogło powrócić na łono Kościoła katolickiego).
Warto
podkreślić, że jedną z najważniejszych, jak wszystko na to wskazuje, perspektyw dla papieża Benedykta XVI była perspektywa liturgiczna, w tym, między innymi, kwestia zastąpienie celebracji versus populum celebracją versus Deum. Jeśli papież Franciszek miałby kontynuować dzieło Benedykta XVI, to musiałby postawić mocne akcenty w tej właśnie perspektywie.

Czego oczekują katolicy z całego świata od nowego papieża?

Na początku marca 2013 r., przed konklawe, pojawił się w światowym Internecie list do nowego papieża napisany w 7 językach, któremu towarzyszyła prośba o podpisywanie go i wysyłanie do Watykanu. List ten można znaleźć na portalu „Polonia Christiana”.
W pierwszej części listu scharakteryzowana jest kondycja Kościoła i dokonana ocena świata, który go otacza:
„Ojcze Święty, choć pamiętamy obietnicę samego Pana Jezusa Chrystusa, że Świętego Kościoła Katolickiegobramy piekielne nie przemogą (Mt 16,18), musimy z bólem serca przyznać, że w ciągu dziejów Łódź Piotrowa nigdy nie doświadczała tak dramatycznych i powszechnych burz, jak w naszych dniach.Istotnie, jak zauważył niedawno Synod Biskupów – wewnątrz Kościoła Świętego trwa cicha apostazja milionów wiernych. Fundamentalne prawdy wiary, jak zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, dziewictwo Maryi, realna obecność Pana Jezusa w Eucharystii, istnienie piekła etc. są lekkomyślnie poddawane w wątpliwość nawet przez najwyższych hierarchów Kościoła. Także podstawowe zasady moralne, takie jak nierozerwalność małżeństwa (i w konsekwencji nielegalnośćkolejnego związku), uznanie stosunków homoseksualnych za wypaczenie moralne, aborcję za potworną zbrodnię, eutanazję za straszliwe okrucieństwo, zaś używanie prezerwatyw za niedopuszczalną praktykę, etc. dziś określane są jako przeżytek, który wymaga poddania rewizji i zaadaptowania do nowych zwyczajów społecznych.Ten tragiczny obraz potęguje jeszcze kryzys kleru oraz zgromadzeń zakonnych męskich i żeńskich – przejawiający się w gwałtownym spadku powołań – który jeszcze się nasilił wraz z buntowniczą inicjatywą austriackich proboszczów, mającą swoje reperkusje między księżmi w całym świecie a także skandaliczną rebelią głównego zrzeszenia zakonnic Stanów Zjednoczonych przeciwko sprawiedliwej i niezbędnej interwencji władz kościelnych.Do tego dramatycznego kryzysu wewnętrznego dochodzi jeszcze agresja ze strony wrogów zewnętrznych. Przede wszystkim należy wspomnieć o prawdziwym tsunami laicyzacji,które pochłania kraje zachodnie. Pod pretekstem, że państwo nie uznaje żadnego prawa ponad prawo stanowione przez lud i dla ludu, laicyzm prowadzi niektóre rządy do przymuszania Kościoła i instytucji katolickich, by stały się współwinne licznym pogwałceniom prawa Bożego. Wspomnieć także trzeba okrutne prześladowanie chrześcijan w licznych krajach islamskich a także w tych, które wciąż cierpią pod jarzmem komunizmu, jak: Chiny, Wietnam, Korea Północna czy Kuba”.
Druga część listu to apel skierowany do nowego papieża: „Ojcze Święty, możesz z pomocą charyzmy właściwej Wikariuszowi Chrystusowemu oraz dzięki wsparciu Niebios, zwycięsko stawić czoła dramatycznemu kryzysowi religijnemu, moralnemu i społecznemu współczesności. (…) Błagamy Cię, padając przed Tobą na kolana: nie pozwól usidlić się zasadzkom ateistycznego i gnostyckiego laicyzmu, zwalcz go z ufnością w pomoc Bożą a losy milionów dusz zostaną znowu skierowane na właściwą drogę! Wypowiedz tylko jedno słowo używając Twego autorytetu, jako Następcy Świętego Piotra, a dym szatański zostanie wypędzony zarówno z wnętrza Kościoła Świętego, jak i ze świata, zgodnie z obietnicą Matki Bożej!”.
Wydaje się oczywiste, że każdy katolik, każdy, kto kocha Chrystusa i Kościół powinien się pod tym apelem nie tylko podpisać, ale również zrobić wszystko, by aktywnie przyczynić się do usunięcia całego tego „brudu” z Kościoła.

Droga św. Franciszka z Asyżu

Kard. Bergoglio przybrał, po wyborze go na papieża, imię Franciszka. Od początku przypuszczano, że jest to odwołanie się do św. Franciszka z Asyżu, ale pewności nie było. Mogło przecież chodzić o św. Franciszka Ksawerego, również jezuity lub o św. Franciszka Salezego. Już jednak następnego dnia po zakończeniu konklawe dowiedzieliśmy się, że na pewno chodzi o Biedaczynę z Asyżu.
W mediach (i nie tylko) zaczęto powtarzać, że chodzi o pokorę, ubóstwo i skupienie uwagi na biednych.
W takich duchu ujęła to np. w „Rzeczpospolitej” z dnia 15 marca 2013 r. Ewa Czaczkowska: Znaki, jakie od środy wysyła w świat nowy papież, muszą robić wrażenie na każdym: pochylenie głowy w oczekiwaniu na błogosławieństwo wiernych, wczorajszy wyjazd do rzymskiej bazyliki Matki Bożej Większej nie papieską limuzyną, ale watykańskim samochodem. Do tego informacje o tym, że jako kardynał nie mieszkał w pałacu, że sam sobie gotował i jeździł autobusem. Tak, kard. Jorge Bergoglio naśladował i chce jako papież naśladować św. Franciszka w sposób odpowiedni do czasów, w jakich żyjemy, i urzędu, jaki sprawuje. To jest znak, że będzie chciał uwrażliwić cały Kościół, jego struktury, świeckich i duchownych – na biednych, ubogich, zmarginalizowanych”.
W tym samy numerze „Rzeczpospolitej” znajdujemy materiał autorstwa ks. Grzegorza Śniadocha będącego kapłanem Instytutu Dobrego Pasterza. W pierwszym rzędzie rozprawia się z współczesnym, lansowanym przez media, fałszywym obrazem Wielkiego Świętego: „Laicki świat będzie oczekiwał, aby nowy papież poszedł za błędnym obrazem św. Franciszka z Asyżu i najlepiej sprzedał pałac watykański, a pieniądze rozdał biednym.Dzisiejszy święty Franciszek to bowiem patron ekologów, animalsów, pacyfistów, ekumenistów (tych w duchu Asyżu)”.
Jaki jest zatem prawdziwy obraz św. Franciszka z Asyżu? Jaki jest jego program, który można by dzisiaj podjąć, który mógłby podjąć nowy papież?

Ks. Grzegorz Śniadoch o tym pisze: „Tymczasem święty Franciszek jest najbardziej reprezentatywnym i ortodoksyjnym wytworem Kościoła czasu wypraw krzyżowych. Nie był prekursorem teologii wyzwolenia ani nie był heroldem chrześcijaństwa przesłodzonego, uproszczonego, ekologiczno-pacyfistycznego, ani kimś ciągle uśmiechniętym, wiejskim prostaczkiem rozmawiającym z ptakami i zawierającym przyjaźń z wilkami. W rzeczywistości on poszedł z V wyprawą krzyżową nawracać muzułmanów swoim przykładem, słowem i bezkompromisowym oddaniem Chrystusowi. Takiej postawy oczekują prawowierni katolicy. (…) Do św. Franciszka Pan powiedział: Franciszku, odbuduj mój Kościół. Odbudować to znaczy przywrócić mu dawny kształt. Nie chodzi więc o wybudowanienowego liberalnego i kompromisowego chrześcijaństwa, aleodbudowanie dawnego bezkompromisowego, ofiarnego i wiernego Ewangelii Kościoła. Takie zadanie będzie stało przed nowym papieżem”.
Mateusz Matyszkowicz charakteryzując św. Franciszka z Asyżu w tygodniku „Do Rzeczy” (nr 8, 18-24 marca 2013) stwierdza: „Teologia Franciszka pozostaje w ścisłej łączności nie tylko z doktryną Kościoła, ale i z jego istotą, którą jest Chrystus obecny w sakramencie eucharystycznym. (…) Czy popularna wizja św. Franciszka nie ma kłopotu ze zdaniami z jego listu do duchowieństwa? Wszyscy szafarze świętych tajemnic… powinni rozmyślać nad smutnym stanem wielu kielichów, korporałów i obrusów, które służą do Ofiary ciała i krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa. Wielu pozastawia Eucharystię w opuszczeniu, w brudnych miejscach, nosi Ją bez czci po ulicach, przyjmuje Ją niegodnie i udziela ja innym bez rozeznania. (…) Gdy dołączył do krucjaty, szedł po to by nawracać muzułmanów. Nie mieczem wprawdzie, ale bez ukrywania różnic. Nie po to, żeby pomonologować sobie z sułtanem i nacieszyć się różnorodnością”.

Rozdział VI

Co wiemy o kard. Bergoglio?

W dniu 13 marca 2013 r. kard. Jorge Mario Bergoglio został papieżem i przybrał imię Franciszek (a nie Franciszek I). W związku z tym, że w wielu mediach nazywano go Franciszkiem I, wypowiedział się rzecznik Watykanu: „Papież nazywa się Franciszek, a nie Franciszek I. Franciszek i basta”.
Na jego temat jest wyjątkowo mało danych. Niektóre informacje są sprzeczne, nieprecyzyjne, wyraźnie zmyślone. Jest prawie całkowity brak dostępu do jego wypowiedzi i tekstów.
Jednak i tak wiele można się o nim dowiedzieć.

Podstawowe dane biograficzne

Kard. Jorge Mario Bergoglio miał w dniu wyboru na papieża 76 lat (urodził się 17 grudnia 1936 r.). Jest z Argentyny.Pochodzi z rodziny włoskich emigrantów z Turynu (do Argentyny przyjechali jego dziadkowie). Jego ojciec był kolejarzem.
W młodości ciężko chorował. Wycięto mu wtedy znaczną część jednego płuca. Pracował fizycznie. Miał też podobno narzeczoną. Po ukończeniu studiów z zakresu chemii (niektóre media twierdzą, że to było technikum chemiczne) w 1958 r. wstąpił do zakonu jezuitów i kontynuował naukę w zakonnych domach w Chile i Argentynie. Studiował filozofię, teologię, literaturę, psychologię – w nowicjacie w Chile zgłębiał nauki humanistyczne, w Colegio Maximo San José w San Miguel koło Buenos Aires obronił licencjat z filozofii, w Colegio de la Immaculada w Santa Fe studiował literaturę i psychologię, a w Colegio del Salvador w Buenos Aires – teologię. 13 grudnia 1969 przyjął święcenia kapłańskie, po czym kontynuował studia w Hiszpanii i tam 22 kwietnia 1973 złożył śluby wieczyste w swym zakonie.
Był mistrzem nowicjatu w Villa Barilari, profesorem Wydziału Teologii i rektorem Colegio Maximo San Jose w San Miguel, członkiem konsulty prowincji zakonnej San Miguel, prowincjałem Argentyny (1973-1979).
W 1992 r. został, po ukończeniu studiów w Niemczech, mianowanybiskupem pomocniczym Buenos Aires, a w 1997 r. promowany na arcybiskupa-koadiutora tej archidiecezji. W 1998 r. został ordynariuszem dla wiernych rytów orientalnych, mieszkających w Argentynie (bez własnego ordynariusza). Pełnił funkcje Wielkiego Kanclerza Katolickiego Uniwersytetu Argentyny oraz wiceprzewodniczącego Konferencji Episkopatu Argentyny. W 2001r. został kardynałem. W latach 2005-2011 był przewodniczącym Konferencji Episkopatu Argentyny. W latach 1998–2013 byłarcybiskupem Buenos Aires i tym samym prymasem Argentyny.
Był członkiem Kongregacji ds. Duchowieństwa, Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Kongregacji ds. Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego orazPapieskiej Rady ds. Rodziny.
Mówi biegle po hiszpańsku, włosku oraz niemiecku.
Był papabile w 2005 r. Dziś mówi się, że zebrał wtedy na konklawe najwięcej głosów po kard. Ratzingerze.
W 2005 r., gdy pytano go, przed konklawe, co sądzi o tym, że mówi się o nim jako o papabile powiedział: „Proszę, chciałbym umrzeć w kurii”.

Co mówiono o kard. Bergoglio przed konklawe?

Mało kto mówił o tym kardynale i tym papabile. Z reguły jego charakterystykę sprowadzono do dwóch określeń: „bardzo konserwatywny”, „lubiany w kręgach Bractwa św. Piusa X”.
Na portalu kościół.pl napisano w 2005 r., że w stałym kontakcie z nim jest przełożony Bractwa św. Piusa X bp Fellay.
Na tym samym portalu, również w 2005 r.zamieszczono tekst, w którym czytamy: „Jeśli na konklawe Papieżem zostanie wybrany Jorge Mario Bergoglio, to będzie on pierwszym w historii Jezuitą uznanym za głowę rzymskiego Kościoła katolickiego. Powściągliwy i skromny, mógłby prezentować zupełnie inny obraz Papieża, niż ten, do którego przywykliśmy w osobie Jana Pawła II, wyrażający się w pielgrzymkach i spotkaniach zarówno ze światowymi liderami jak i zwykłymi ludźmi”.
Na portalu „Gazety Wyborczej” można było przeczytać, zaraz po wyborze papieża: „Bergoglio reprezentuje bardziej konserwatywną frakcję w Watykanie. Dystansował się od popularnej w Brazyliiteologii wyzwolenia”.

Liturgia

Informacje na temat dobrych relacji kard. Bergoglio z Bractwem św. Piusa X, informacje typu, że w stałym kontakcie z nim jestprzełożony Bractwa św. Piusa X bp Fellay, że Begoglio jest „lubiany w kręgach Bractwa św. Piusa X”, są, mówiąc bardzo delikatnie, mocno przesadzone.
To prawda, że zaraz po ukazaniu się w dniu 7 lipca 2007 r. motu proprio „Summorum Pontificum” kard. Bergoglio pozwolił na odprawianie Mszy Świętej Trydenckiej w swojej diecezji (ale tylko w jednym kościele i tylko raz w miesiącu).
Być może w pewnym momencie, gdy kard. Bergoglio, wypowiadał się ostro przeciwko aborcji, eutanazji, in vitro czy kapłaństwu kobiet pojawiały się publicznie słowa poparcia dla niego ze strony bp Fellay'a czy kapłanów należących do Bractwa św. Piusa X.
Kard. Bergoglio szybko jednak, jak twierdzą dobrze poinformowani, zmienił swój stosunek do Mszy Świętej Trydenckiej i doprowadził do tego, ze przestano ją odprawiać w jego diecezji.
W anglojęzycznym Internecie na stronach katolickich powtarza się następującą wypowiedź argentyńskiego dziennikarza Marcelo González, ponoć znawcy kościoła w Argentynie: „A sworn enemy of the Traditional Mass, he has only allowed imitations of it in the hands of declared enemies of the ancient liturgy. He has persecuted every single priest who made an effort to wear a cassock, preach with firmness, or that was simply interested in Summorum Pontificum” („Zaprzysiężony wróg Tradycyjnej Mszy, pozwala tylko na imitację tej mszy. Jest zdeklarowanym wrogom dawnej liturgii. Prześladował każdego kapłana, który starał się nosić sutannę, głosić z mocą, lub po prostu był zainteresowany Summorum Pontificum”.)
W Internecie udało mi się odnaleźć jeden film ukazujący Mszę Świętą odprawianą przez kard. Bergoglio na wielkim stadionie dla młodzieży. Z filmu tego wynika, że argentyński kardynał dosyć swobodnie traktuję liturgię i udziela Komunii Świętej na stojąco, najczęściej na rękę. Msza Święta jest przeplatana, zapewne na sposób południowoamerykański, licznymi tańcami, okrzykami, śpiewem i grą na gitarze (film jest pod adresem: www.youtube.com/watch)
Na portalu fronda.pl znajdujemy następującą informację:„Tradycjonaliści nie chcą jednak przedwcześnie zabierać głosu. Zdaniem przedstawicieli zgromadzeń takich jak Bractwo św. Piotra, jeszcze nie czas na oceny.- Jeszcze nie wiemy, co ten wybór oznacza dla spraw liturgii. Za wcześnie na dywagacje, po prostu musimy czekać. Jest to sprawa na tyle świeża, że jakaś optyka pojawi się dopiero z czasem – mówi ks. Wojciech Grygiel FSSP. Póki co, słyszymy różne komentarze. Ludzie reagując spontanicznie, a czasami wręcz neurotycznie – w jedną lub drugą stronę – i dlatego radziłbym, aby poczekać i zobaczyć, jak potoczy się sprawa. Papież dopiero został wybrany. Sądzę, że to kwestia miesięcy albo roku, kiedy w końcu przekonamy się, jaki kurs przyjmie ten pontyfikat – tłumaczy kapłan z Bractwa św. Piotra”.


Zwolennik kolegialnej władzy w Kościele

W wielu mediach pojawiają się wypowiedzi, w świetle których kard. Bergoglio (i papież Franciszek) jest zdecydowanym zwolennikiem kolegialności w Kościele.
I tak np. czytamy w „Gazecie Wyborczej” z dnia 14 marca 2013 r. (nr 62) w materiale autorstwa Jarosława Mikołajewskiego: „Jego poglądy można było poznać z wywiadu, jakiego udzielił telewizji RAI, powtórzonego przez Porta a porta. Pojawił się w nim jako przeciwnik fundamentalizmu (…) Jako zwolennik kolegialnej władzy w Kościele, mającej swój wyraz w synodzie działającym u boku papieża”.
Na łamach „Gazety Wyborczej” pisał o tym również w dniu 15 marca 2013 r., w swojej korespondencji z Rzymu, Tomasz Bielecki, stwierdzając, że kard. Bergoglio zawsze „uchodził za zwolennika większej kolegialności w Kościele, czyli pewnej decentralizacji na rzecz lokalnych biskupów oraz uważniejszego wysłuchiwania ich przez Watykan”.
Jak czytamy w „Rzeczpospolitej” (nr 63), włoski watykanista Marco Politi „oczekuje, że Franciszek na zupełnie nowych, bardziej partnerskich zasadach zbuduje stosunki między Stolicą Apostolską a episkopatami, a także będzie realizował soborowy postulat kolegialności przy podejmowaniu ważnych decyzji”.

„Kościół jest pełnią uczestnictwa w życiu Chrystusa, w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu”

Na 49. Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym w Kanadzie, który odbył się w dniach 15-22 czerwca 2008 r. w Quebecu, kard. José Mario Bergoglio, który był tam przedstawicielem Ameryki Południowej, powiedział: „Wierzyć w Chrystusa, który przyszedł w ciele, znaczy wierzyć, że cała rzeczywistość ludzka została zbawiona i uświęcona w Chrystusie. Kościół jako rzeczywistość całkowicieuświęcona oraz zdolna przyjąć i przekazywać dalej pełnię świętości Boga, nie jest jakimś uzupełnieniem czy instytucjonalnym dodatkiemdo Jezusa Chrystusa, lecz jest pełnią uczestnictwa w Jego życiu, w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu”.

Ekumenizm: kard. Bergoglio przyjmuje błogosławieństwo od protestantów

„O ekumenizmie następcy Piotra – czytamy na portalu wiara.pl – może świadczyć jego gest, dokonany podczas jednego ze spotkań katolickich i niekatolickich ruchów charyzmatycznych. Prymas Argentyny nie wahał się uklęknąć i pozwolić, by ręce nałożyli na niego także liderzy wspólnot niekatolickich oraz papieski kaznodzieja o. Raniero Cantalamessa”.
W Buenos Aires odbył się w dniach 2-4 lipca 2008 r. Kongres Charyzmatycznych Ruchów Odnowy, tak katolickich, jak i protestanckich. Do uczestników kongresu kard. Bergoglio wystosował list, w którym napisał między innymi: „Zachęcam was, abyście na drodze uwielbienia, pojednania i duchowej ekumenii kroczyli naprzód”.

Kard. Bergoglio bierze udział w żydowskim święcie Hanuki

Jeśli zajrzymy na youtube pod adres:www.youtube.com/watch
Znajdziemy tam urywek wiadomości telewizji JN1 zatytułowany „Hanukkah 2012: Argentine Catholics and Jews celebrate Hanukkah and Christmas together”.
Na filmie tym widać, jak kard. Bergoglio bierze udział w święcie Hanuki z typowo żydowskim, czarnym nakryciem na głowie, modli się wraz z Żydami, przemawia i zapala świece na wieloramiennym świeczniku.
Z portalu gloriatv dowiadujemy się ponadto: „Z wdzięcznymi słowami ze strony synów Izraela zetknął się po tym, jak w 1994 r. wyraził swą solidarność z nimi po zamachu bombowym na budynek należący do diaspory żydowskiej w Buenos Aires”.

Kard. Bergoglio i B’nai B’rith

Już 13 marca, a więc w dniu, gdy usłyszeliśmy słowa habemus papam, można było przeczytać na oficjalnej stronie internetowej B’nai B’rith International oświadczenie w języku angielskim tej organizacji pt. „B’nai B’rith International Welcomes New Pope Francis I”. Znaleźć je można pod następującym adresem:
www.bnaibrith.org/…/bnai-brith-inte…
W oświadczeniu tym napisano: „Jorge Mario Bergoglio jest katolikiem sprzyjającym dialogowi międzyreligijnemu i scementował mocne braterskie relacje ze wspólnotą Argentyńskich Żydów, w szczególności z B’nai B’rith, która została nagrodzona jego serdecznym i szczerym traktowaniem”.
Organizacja ta w ostatnich latach przedstawia się w swoich oficjalnych dokumentach i mediach jako, tak czytamy w „Wikipedii”, „najstarsza nieprzerwanie działająca żydowska organizacja na świecie”, która „jest zaangażowana w szeroko pojmowaną działalność na rzecz wspierania społeczności żydowskich na świecie i w Izraelu”.
Z tego samego źródła dowiadujemy się, że: „Organizacja jest zorganizowana na wzór ruchu wolnomularskiego, gdyż składa się z lóż, chociaż nie uważa się za organizację masońską”.
Nie jest to, delikatnie rzecz ujmując, informacja precyzyjna.
Taką samą informację podaje na Portalu Społeczności Żydowskiej Witold Zyss, Przedstawiciel B’nai B’rith przy UNESCO. Pisze on jednak również: „Działalność B’nai B’rith w Polsce przerwał dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z 22 listopada 1938 r. rozwiązujący organizacje masońskie w Polsce”. Ścisłym związkom B’nai B’rith z masonerią poświeciłem oddzielny rozdział w swojej książce pt. „Masoneria polska 1999”. W książce tej powoływałem się na pracę Leona Chajna o masonerii okresu międzywojennego, w której, pisząc o powstaniu B'nai B'rith, stwierdza, że była to pierwotnie organizacja, której celem było zjednoczenie skłóconych Żydów amerykańskich wokół celów wyznaczanych przez masonerię.
Jeden z przywódców polskiego dystryktu B’nai B’rith w Polsce w okresie międzywojennym pisał: „Związek B'nai B'rith jako organizację światową, której my jesteśmy sami jednostką (…) znamionują dwie cechy zasadnicze. Idea solidarności wszystkich Żydów na całym świecie i wszelkie praktyczne konsekwencje z tej idei płynące, idea uniwersalizmu ludzkości, braterstwa wszystkich ludzi i narodów w myśl naszej idei masońskiej”.
Nahum Sokołow napisał zaś w swojej słynnej pracy „Gdzie są masoni?”: „Bladł majestat XIX wieku. Proces zaczął się jeszcze w pierwszej połowie ubiegłego stulecia, w Ameryce. Już wtedy Żydzi zaczęli czuć się nieswojo w lożach masońskich [zaczęły tam dominować nacjonalistyczne siły anglosaskie]. Z tej właśnie przyczyny doszło do założenia loży B'nai B'rith, która jest żydowskim zakonem wolnomularskim”.
Najwyższa władza masonerii rytu szkockiego podpisała w swoim czasie porozumienie z B'nai B'rith. Ze strony masońskiej podpisał je znany satanista Albert Pike. Ze strony B'nai B'rith Armand Levy. Oto treść tego dokumentu: „My, Wielki Mistrz, Kustosz Saint Palladium, Najwyższy patriarcha wolnomularstwa całego świata przy aprobacie wielkiego i jaśnie Oświeconego Kolegium Doświadczonych Wolnomularzy, w wykonaniu aktu Porozumienia zawartego między Nami a trzema najwyższymi Konsystorzami federalnymi B'nai B'rith z Ameryki, Anglii i Niemiec, podpisanego przez Nas dzisiaj, przyjęliśmy tę rezolucję, z jednym zastrzeżeniem: Konfederacja Generalna Izraelickich Tajnych Lóż opiera się od dzisiaj na tych podstawach, które wyłożone są w Akcie Porozumienia”.

Współpraca kard. Bergoglio z rabinem Abrahamem Skorka

Jak czytamy na portalu Konferencji Episkopatu Polski: „Obecny Papież jest dobrze znany wyznawcom judaizmu w swej ojczyźnie. Tamtejszą trzystutysięczna wspólnotę żydowską uważa się za najważniejszą w Ameryce Łacińskiej. Argentyńscy katolicy od dawna prowadzą z nią dialog. Warto przypomnieć, że Argentyńczykiem jest 90-letni kard. Jorge María Mejía, którego Ojciec Święty odwiedził wczoraj w szpitalu (chodzi o 15 marca 2013 r. – dop. S. K.). W latach 70. i 80. był on w Watykanie sekretarzem Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem, wnosząc wkład w jej dokument o Żydach w katolickiej katechezie i w przygotowanie wizyty Jana Pawła II w synagodze. Wielkie zaangażowanie religijno-społeczne kard. Bergoglio przypomniał po jego wyborze rabin Abraham Skorka z Buenos Aires, rektor tamtejszego seminarium rabinicznego. Od dawna zaprzyjaźniony z arcybiskupem tego miasta, przed trzema laty wydał z nim razem książkę Jorge Bergoglio, Abraham Skorka o niebie i ziemi, będącą owocem serii ich rozmów prowadzonych w telewizji. To w niej kardynał napisał, że bez Jezusa i Jego krzyża Kościół staje się tylko organizacją pozarządową, co powtórzył w swej pierwszej homilii jako Papież”. Tekst powyższy znajduje się pod adresem:episkopat.pl/radio_watykanskie/46831.1,Pozytywne_reakcje_zydowskie_na_wybor_Papieza.html

Wobec islamu

W 2006 r. ukazała się na portalu ekumenizm.pl następująca informacja: „Argentyński dziennik Claríndonosi, że Watykan jest oburzony słowami ks. Guillermo Marcó, rzecznika prasowego arcybiskupa Buenos Aires kardynała Jorge Bergoglio. W komentarzu dla hiszpańskiego wydania Newsweeka ks. Marcó miał skrytykować Benedykta XVI. W czasie, kiedy Watykan przystąpił do dyplomatycznej ofensywy, aby złagodzić ataki świata islamskiego na papieża po jego wykładzie w Ratyzbonie, argentyński ksiądz uprawia własną politykę – informuje Clarin. Kiedy ktoś nalega na podkreślanie różnic między doktrynami religijnymi, to idzie na konfrontację. Dlatego, jeśli papież dyskutuje na temat prawdy i o tym, co nią jest, a co nie, to jest to nieszczęśliwe. Wypowiedź ta zbyt uogólnia mówiąc, że islam nie posiada nic dobrego. Islam wniósł i wciąż wnosi wiele dobrego do historii ludzkości – stwierdził argentyński rzecznik”.
W Materiale tym czytamy także: „Ksiądz Marcó porównał również Benedykta z Janem Pawłem II, mówiąc, że poprzednik obecnego papieża lepiej rozumiał islam. Jeśli papież nie uznaje wartości, jakie posiada islam, a nic nie wskazuje na to, aby mogłoby być inaczej, to wydaje mi się, że w dwadzieścia sekund zostało zniszczone to, co zbudowano w dwadzieścia lat – dodał Marcó. Jeden z rzymskich kurialistów powiedział dziennikarzowi Clarín, że milczenie arcybiskupa Buenos Aires ws. rzecznika znacznie osłabiło jego pozycję w Watykanie”.

Aborcja

„Rzeczpospolita” z 14 marca 2014 r. przytacza następującą wypowiedź kard. Bergoglio na ten temat: „Aborcja jest zawsze złem. Kiedy mówimy o matce w ciąży, mówimy o dwóch życiach, z których każde musi być chronione, bo życie ma wartość absolutną. Kiedy raz wstępuje się na drogę ograniczenia wartości najwyższej, jaką jest życie oraz prawa dzieci do poczęcia, nie ma z niej odwrotu”.
W gazecie „Fakt” (nr 62) cytuje się inną, ale bardzo podobną jego wypowiedź na ten temat: „Aborcja nigdy nie jest rozwiązaniem. Mówiąc o ciąży, trzeba brać pod uwagę oba życia. I o oba dbać. Szacunek dla życia jest wartością bezwzględną”.

Nie wolno skazywać dzieci poczętych w wyniku gwałtu na śmierć

Jak czytamy na portalu fronda.pl: „Jako metropolita znany był z mocnego zaangażowania pro life, wspierania organizacji umacniających rodzinę i rozwoju sieci parafialnej. W swoich książkach kardynał Jorge Mario Bergoglio ostro krytykował aborcję. Gdy w 2006 r. władze Argentyny próbowały zalegalizować aborcję on mocno się temu sprzeciwiał i także używał niezwykle mocnych słów. Aborcję określał wyrokiem śmierci na nienarodzone dzieci. I podkreślał, że nie wolno skazywać dzieci poczętych w wyniku gwałtu czy upośledzonych na taką karę. W dokumencie poświęcony Eucharystii nowy papież przypomniał, że do komunii świętej nie mogą przystępować osoby, które opowiadają się przeciwko życiu, są za aborcją, eutanazją czy popełniają poważne przestępstwa przeciw rodzinie”.

Wobec tych, którzy opowiadają się za aborcją

Tak o tym pisze „Fakt” z dnia 14 marca 2013 r: „Według niego Komunii Świętej nie powinni przyjmować ludzie, którzy swoim działaniem lub nawet w opiniach występują przeciwko ochronie życia. I miał tu na myśli zarówno lekarzy jak i polityków”.

Prawo zezwalające na małżeństwa homoseksualne to „machinacja ojca kłamstwa”

„Gdy w 2010 r. w Jego ojczyźnie Argentynie stanęła kwestia tzw. „małżeństw homoseksualnych” – czytamy na portalu gosc.pl – metropolita Buenos Aires pisał: Nie bądźmy naiwni: nie rozmawiamy o zwykłe politycznej bitwie; to destrukcyjne roszczenie skierowane przeciw planowi Boga. Nie mówimy o zwykłym projekcie prawa, a raczej o machinacji ojca kłamstwa, który próbuje uwikłać i oszukać dzieci Boga”.
Gdy pojawił się rządowy projekt ustawy w tej kwestii, kard. Bergoglio „otwarcie sprzeciwiał się projektowi ustawy i wszelkimi sposobami próbował powstrzymać jej przyjęcie”, mobilizując, między innymi kapłanów „w obronie jedności rodziny” i organizując czuwania pod parlamentem.
Na portalu „Gazety Wyborczej” można przeczytać: „W 2010 r. zdecydowanie sprzeciwił się też propozycji zalegalizowania małżeństw jednopłciowych. Argentyńskich duchownych wielokrotnie wzywał do potępiania praktyk eutanazji i aborcji. Mimo że Bergolgio – zgodnie z nauką Kościoła – potępia homoseksualizm, to naucza, że samym homoseksualistom należy się szacunek bez względu na ich orientacje seksualną”.

„Adopcja dzieci przez homoseksualistów to forma dyskryminacji dzieci”

Jak czytamy na portalu gosc.pl w tym samym tekscie: „Dodał, że adopcja dzieci przez homoseksualistów to forma dyskryminacji dzieci. (Ciekawe, co teraz powie prezydent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner, która stwierdziła wówczas, że ton Kościoła przypomina jej „czasy średniowieczne i Inkwizycję”). Kard. Bergoglio wypowiadał się też przeciw aborcji i antykoncepcji”.

Eutanazja

Kard. Bergoglio wypowiadał się na ten temat wielokrotnie. Zawsze, w każdej chyba wypowiedzi na ten temat wracał do swojego ulubionego sformułowania: „To jest jak kara śmierci”.

Środki antykoncepcyjne

Według „Faktu” z 14 marca 2013 r. pozwoli „tylko” w małżeństwie, „w którym jeden z małżonków jest nosicielem HIV, tak by uniknąć zarażenia współmałżonka”.

Wobec AIDS

Jak czytamy na portalu „Gazety Wyborczej”: „Kardynał Bergoglio wsławił się swoją wizytą w hospicjum w 2001 r., podczas której umył i ucałował stopy 12 pacjentów z AIDS”.

O ubóstwie i wartościach materialnych

„Żyjemy w czasach skandalicznej biedy, braku pracy – stwierdził kard. Bergoglio – Każdego dnia ludzie śpią na ulicy w sercu miasta. To skandal, z którym nigdy nie można się pogodzić”.
Kiedy indziej powiedział: „W życiu jest wielu takich, którzy ciągną tylko we własną stronę, tak jakby mogli uzyskać błogosławieństwo tylko dla siebie lub dla swojej grupy. Jakże to smutne, kiedy ktoś mógłby osiągnąć coś dla wszystkich, a tego nie chce”.
Wreszcie stwierdził: „Dyktatura pieniądza niesie z sobą całą masę demonicznych skutków, jak narkotyki, korupcja, handel ludźmi, w tym dziećmi, a także mizerię moralną. To jest chleb powszedni naszych czasów”.

Zawsze działał na rzecz biednych

Na portalu kosciol.pl w materiale z 2005 r. czytamy: „Kiedy mianowano go kardynałem w 2001 r. Bergoglio przekonał setki Argentyńczyków, by nie przylatywali do Rzymu na ceremonię, tylko pieniądze przeznaczone na bilety ofiarowali biednym”.
Powiedział wtedy: „Żyjemy w najbardziej nierównej części świata, która rozwinęła się najwięcej, a najmniej zredukowała ubóstwo. Nierówny podział dóbr utrzymuje się, tworząc sytuację społecznego grzechu, wołającego o pomstę do nieba i ogranicza możliwości pełniejszego życia dla tak wielu naszych braci”.
Kard. Bergglio Zrezygnował też możliwości przeprowadzenia się do biskupiej rezydencji. Jego głównym środkiem lokomocji jest miejski autobus.
„W przeciwieństwie do wielu duchownych z Ameryki Łacińskiej – jak czytamy na portalu kosciol.pl – stawia on jednak główny nacisk na duchową stronę powołania i chęć podążania za przykładem Chrystusa zamiast głoszenia kazań na temat społecznej sprawiedliwości”.

Kard. Bergoglio i cud eucharystyczny

Na początku XXI w. w jednym z parafialnych kościołów w Buenos Aires po Mszy świętej powiedziano kapłanowi, który ją odprawiał, że na podłodze tego kościoła leży hostia. Ksiądz odniósł ją z zamiarem spożycia, jednak widząc jej stan, umieścił ją w naczyniu z wodą i włożył do Tabernakulum. Po kilku dniach zauważył, że hostia zmieniła się w jakąś krwistą substancję, która w ciągu następnych kilku dni jeszcze się powiększyła. Na to wydarzenie zareagował natychmiast kard. Bergoglio, który zlecił jego badanie.
Amerykański patolog, specjalista również w dziedzinie kardiologii, oświadczył poprze prowadzeniu badań: „Mogę dokładnie powiedzieć, co to jest. Materiał ma pochodzenie ludzkie, jest to ciało, a konkretnie część mięśnia sercowego odpowiedzialnego za skurcze serca. I jest to ciało żywe. Mogę coś jeszcze dodać: wokół tkanki jest bardzo wiele białych ciałek. Można to wytłumaczyć dwoma racjami. Pierwsza: to serce żyło w chwili pobierania wycinka. Mówię, że serce żyło, gdyż normalnie białe ciałka obumierają poza żywym organizmem, potrzebują organizmu, aby je ożywiał. I ich obecność wskazuje, że substancja żyła w chwili pobierania próbki”.
Ten cud eucharystyczny nagłośnił potem Ron Tesoriero, australijski prawnik, w swojej książce pt. „Reason to believe”.

Oskarżenia przeciwko kard. Bergoglio

Oskarżano go, jak czytamy w Wikipedii, o to, że w czasie rządów w Argentynie junty wojskowej generała Videli Redondo i podczas tzw. brudnej wojny w latach 1976-1983 donosił wojskowym na lewicujących księży i zakonników. Kard. Bergoglio odrzucił te zarzuty, stwierdził też, że Kościół jako instytucja nie może ponosić odpowiedzialności za zbrodnie wtedy popełnione.
Jak czytamy na portalu kosciol.pl w tekście napisanym w 2005 r.:„Jorge Mario Bergoglio, arcybiskup Buenos Aires dal zielone światło, aby otworzyć proces beatyfikacyjny trzech księży i dwóch kleryków zamordowanych w 1976 r. podczas dyktatury argentyńskiej”.
W tym samy tekście znajdujemy bliższe dane na temat beatyfikowanych: „Księża Alfredo Leaden SAC, Alfredo Kelly SAC Pedro Duffau SAC oraz klerycy Salvador Barbeito SAC i Emilio Barletti SAC zostali znalezienie martwi w sali przy kościele San Patricio, w ich ciałach były widoczne liczne ślady kul. Sprawiedliwość nigdy nie znalazła winnych, jednak wiele wskazuje na to ze tajna policja dyktatury stoi za tym zabójstwem. Zabójstwo to jest najbardziej krwawym wydarzeniem w historii Kościoła Argentyńskiego podczas dyktatury. Szacuje się, że łącznie około 100 księży, osób zakonnych zostało zamordowanych w tym okresie”.
Jak dowiadujemy się z portalu kurier lubelski.pl: „W kwietniu 2005 roku adwokat występujący w imieniu ofiar argentyńskiej junty wojskowej oskarżył kardynała o udział w porwaniu przez wojskowych dwóch jezuitów. Rzecznik duchownego kategorycznie zaprzeczał. Do tej pory nie zdołano znaleźć na to twardych dowodów. Duchownemu ta sprawa nie zaszkodziła w karierze w hierarchii kościelnej”.
A oto co czytamy na ten temat na portalu wyborcza.pl: „Lata 1976-83, gdy krajem rządziła wojskowa dyktatura, był bez wątpienia najczarniejszym okresem także w historii argentyńskiego Kościoła. Jorge Mario Bergoglio był wówczas jezuickim prowincjałem i co najmniej dwóch zakonników stwierdziło, że zostali przez niego wydani władzom za zbytnią lewicowość. Byli torturowani. Dzisiejszy papież zaprzecza i mówi, że robił, co było w jego mocy, wstawiając się za zatrzymanymi. I rzeczywiście – podkreślają obrońcy hierarchy – zakonnicy zostali po kilku miesiącach wypuszczeni, a nie – jak wiele innych ofiar reżimu – zabici, np. przez zrzucenie ze śmigłowca do oceanu. Nikt wprawdzie nie zarzuca Bergogliowi, że ma krew na rękach, ale wielu oskarża go o milczącą współpracę z reżimem. Wypomina mu się też, że jezuicki uniwersytet, w którego władzach Bergoglio wówczas zasiadał, przyznał doktorat honoris causa admirałowi Emilio Masserze. Ten wojskowy był odpowiedzialny m.in. za stworzenie centrum tortur i egzekucji w należącej do marynarki wojennej szkole ESMA. – Nie jestem dumna z takiego papieża, przedstawiciela instytucji, która współpracowała z dyktaturą. Nie przebaczamy i nie zapomnimy! – stwierdziła w kilka godzin po ogłoszeniu werdyktu konklawe narzeczona argentyńskiego wiceprezydenta. Jej wypowiedzi traktowane są w kraju jako to, co rząd chciałby powiedzieć, a z różnych względów nie może. W obronę wziął Franciszka Adolfo Perez Esquivel, argentyński laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 1980 r. i założyciel organizacji, która dokumentowała zbrodnie wojskowych dyktatur w Ameryce Południowej. – Było wielu hierarchów, którzy stali się wspólnikami dyktatury. Bergoglio do nich nie należał. Mówi się, że mógł zrobić więcej, że nie pomógł dwójce zakonników. Znam jednak wiele przypadków, że nawet wstawiennictwo biskupów okazywało się nieskuteczne. Nie ma podstaw, aby wiązać Bergoglia z juntą – zapewnił Esquivel”.
Podobny, do tego, jaki nakreślił Adolfo Perez Esquivel, obraz roli przyszłego papieża w okresie dyktatury wyłania się z pracy o kard. Bergoglio, którą w 2010 r. napisał amerykański dziennikarz Sergio Rubin. „W czasach, gdy hierarchia kościelna współpracowała z reżimem – czytamy w artykule zamieszczonym w „Rzeczpospolitej” w dniu 15 marca 2013 r., który powołuje się na tę pracę – i wzywała Argentyńczyków do patriotycznego wspierania generałów, Bergoglio starał się jak najmniej rzucać w oczy, aby tym skuteczniej wspierać politycznych oponentów. Nie tylko ukrywał ich na terenie budynków zakonu, ale zdarzało się nawet, że użyczał własnych dokumentów tożsamości, aby mogli uciec za granicę. Później, już po ustanowieniu demokracji, z wielką determinacją występował o rehabilitację zamordowanych księży i uznanie ich męczeństwa”.

Stosunki z władzą państwową

Jak czytamy w „Rzeczpospolitej” z dnia 14 marca 2013 r.: „DziennikLa Nacion, powołując się na oficjalne źródła, pisze, że lewicowa prezydent Cristina Fernandez de Kirchner, która wiadomość z Watykanu usłyszała w swojej siedzibie Casa Rosada, byłaoszołomiona. (…) Nie może być!,Nie mogliśmy mieć większego pecha! – mieli wykrzykiwać urzędnicy w Casa Rosada”.
Dlaczego władze Argentyny były tak niezadowolone z faktu, że kard. Bergoglio został papieżem?
„Ostatni raz Kirchner spotkała się z Bergogliem – czytamy w tym samym materiale – 17 marca 2010 r. w swojej siedzibie, gdy przyjmowała członków episkopatu Argentyny, na czele której jezuita stał od 2001 do 2011 r. Jednak przed i po tym spotkaniu stosunki między panią prezydent a Bergogliem były napięte – wyjaśnia dziennik. Jako zwierzchnik argentyńskiego Kościoła Bergoglio walczył z rządami małżeństwa Kirchnerów (…) Gorsze stosunki niż z Cristiną nowy biskup Rzymu miał z jej zmarłym w 2010 r. mężem, prezydentem Nestorem Carlosem Kirchnerem, którego sposób rządzenia kwestionował – ocenia dziennik Clarin. Casa Rosada często skarżyła się, że Kościół nigdy nie uznał tego wszystkiego, co szef państwa zrobił, by wyciągnąć kraj z najgorszego kryzysu w historii – przypomina gazeta. Zmarły prezydent nazwał Bergogliaprawdziwym przedstawicielem opozycji. (…) Kulminacją sporu z Cristiną była dyskusja na temat legalizacji małżeństw homoseksualnych”.

Kard. Bergoglio i… piłka nożna – czy można wierzyć mediom?

Media podały, że papież jest „zagorzałym” kibicem drużyny piłkarskiej Buenos Aires – San Lorenzo. Podały, że odprawia dla niej Msze Święte, ma kartę kibica i chodzi na mecze, że zakłada wtedy koszulkę kibica tej drużyny. Jeden z piłkarzy argentyńskich wypowiedział się w telewizji stwierdzając, że kard. Bergoglio był „fanatykiem piłki nożnej”.
Prawda jest jednak taka, że ostatnią Mszę Świętą odprawił dla piłkarzy pięć lat przed wyborem go na papieża, że ostatni raz na meczu był w 2011r.
Prawda jest taka, że na wszystkich meczach „swojej” drużyny w danym sezonie był w… 1946 r. Chodził na nie z ojcem, gdy miał 10 lat.
Warto dodać, że Klub San Lorenzo został założony 100 lat temu przez ks. Lorenzo Massa, który chciał poprzez sport, tak jak w Polsce ks. Mirosław Mikulski, wychować młodych ludzi z biednych dzielnic.

Wielki romans młodego Bergoglio – czy można wierzyć mediom?

Każdą wiadomość, którą podają media o życiu, działaniach i wypowiedziach Jorge Bergoglio, trzeba kilkakrotnie weryfikować. Wiele jest niedopowiedzeń, przekłamań, półprawd, a zapewne tez i wiadomości całkowicie wyssanych z palca.
Oto jeden przykład. Wiele gazet, szczególnie tych, które okresla się często mianem brukowców skupia swoją uwagę na „wielkim romansie młodego Bergoglio”. Jego ukochana, jak czytamy w jednym z czasopism, żyje i nazywa się Amalia Damonte. Zaraz po zakończeniu konklawe zaczęli ją oblegać dziennikarze. Chętnie udziela wywiadów. Twierdzi, że Bergoglio wyznał jej miłość i w liście proponował jej małżeństwo, grożąc, że w razie odmowy wstąpi do seminarium duchownego. Jej ojciec znalazł ten list, uderzył Amalie w twarz i stwierdził, że nie pozwoli na ten związek, ponieważ Bergoglio pochodzi z biednej rodziny i „nie będzie z niego nic dobrego”.
Wszystko to być może prawda. Być może, ze zgadzają się tylko niektóre fakty. Jest tu tylko jedno „ale”. Media z niechęcią przyznają, że sytuacja ta miała miejsce przed dwunastymi urodzinami Bergoglio.

Czy kard. Bergoglio miał pentagram w herbie?

W herbie kard. Bergoglio znajduje się słońce, a na jego tle krzyż z literami IHS, a poniżej trzy gwoździe. W dolnym prawym rogu herbu znajduje się kiść winogron, a w lewem rogu gwiazda pięcioramienna jednym rogiem zwrócona do góry, dokładnie zatem taka sama jak pentagram.
Obecność tej gwiazdy w herbie kard. Bergoglio zaniepokoiło wielu katolików.
W Internecie w komentarzach do wielu stron pojawiły się liczne rozważania internatów na ten temat. Oto niektóre głosy: „Czy ktoś mógłby wyjaśnić co robi w herbie kard. Bergoglio pięcioramienna gwiazda? Satanizm, bolszewizm czy tylko teologia wyzwolenia.?”; „Też się zastanawiałem nad tą gwiazdą…dziwne co najmniej – dziwaczny herb..aha i co mnie uderzyło jeszcze – powtarzane z jego ust wielokrotnie hasło braterstwo (Fraternite – kojarzy mi się to z masonerią i Rewolucją)”; „A może to Gwiazda Betlejemska?”.
Na portalu tvn24.pl znajdujemy materiał referujący watykańską konferencję prasową dotycząca herbu wybranego przez papieża Franciszka. Jego zasadnicze elementy są dokładnie takie same jak w jego herbie biskupim.
Oto co napisano w tym materiale: „Na tarczy herbowej w centrum i jako największy element znalazł się symbol zakonu jezuitów, z którego wywodzi się nowy papież. Poniżej znajduje się pięcioramienna gwiazda, która w heraldyce symbolizuje Matkę Boską, Matkę Jezusa i całego Kościoła. Obok znajduje się gałązka Nardostachys jatamanasi, niepozornej rośliny nazywanej popularnie szpikanardem. Wybrano ją, ponieważ jest uznawana za symbol św. Józefa z Nazaretu. Jak powiedział rzecznik prasowy Watykanu, Federico Lombardi, papież chciał w ten sposób podkreślić swoje przywiązanie do rodziców Jezusa. Podano również, że jako papież Franciszek zachowa swoje wcześniejsze zawołanie biskupieMiserando Atque Eligendo, pochodzące z homilii św. Bedy Czcigodnego, opartej o Ewangelię św. Mateusza. Można je przetłumaczyć jako wybrał go, ponieważ spojrzał na niego oczami miłosierdzia”.
Z portali internetowych poświęconych heraldyce i symbolice chrzęscijańskiej dowiedziałem się niewiele. Dotarłem bowiem tylko do stwierdzeń, że gwiazda związana z Matką Bożą jest sześcioramienna.

Czy kard. Bergoglio był honorowym członkiem Rotary Club?

Na stronie jednego z dystryktów Klubu Rotariańskiego znajdujemy duże zdjęcie papieża Franciszka. W prawym górnym rogu tego zdjęcia umieszczono logo Klubów Rotariańskich. W prawym dolnym rogu tego zdjęcia jest napis: „Un Papa Argentino e Rotariano. O Papa Francisco é sócio honorário de Rotary Club de Buenos Aires, Argentina desde 1999” (Papież z Argentyny jest rotarianinem. Papież Franciszek jest honorowym członkiem Klubu Rotariańskiego w Buenos Aires w Argentynie od 1999 r.”).
A oto adres, pod którym znajdujemy to zdjęcie:www.rotaryfirst100.org/…/vatican.htm
Informacje taka możemy znaleźć na wielu stronach rotariańskich.
Na portalu Klubu Rotariańskiego w Buenos Aires znajdujemy fotokopię pisma podpisanego przez kard. Bergoglio (z jego pieczątką), w którym czytamy: “Me es particarmente grato dirigirme al Sr. Presidente con el fin de avisar recibo de la atenta nota, que conjuntamente con el. Sr. Secretario Honorario, me enviaron, , con fecha 23 del corriente por la que se sirven confirmarme corno Socio Honorario de esa prestigiosa Institucion”.
W liście tym kard. Bergoglio potwierdza zatem swoje honorowe członkostwo w tej „prestiżowej instytucji”.
Fotokopię listu można znaleźć pod następującym adresem: rotaryba.com.ar/…/Francisco1.jpg
Na portalu „Strona Informacyjna Rotary w Polsce” nie ma żadnej informacji na tej temat. Dlaczego się tym nie chwalą?
Wśród znanych polskich osobistości honorowym członkiem Rotary Club był tylko prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Przypomnijmy, ze Rotary Klub to organizacja założona przez masonów, określana jako „przedszkole masonerii” lub „organizacja masońska w szerokim tego słowa znaczeniu”. Pisałem o niej wiele w swoich książkach o masonerii, np. w pracy pt. „Masoneria polska 2012”. Opisałem tę organizację szczegółowo w swojej pracy „Szkice o masonerii i pogaństwie”. Można tam, między innymi przeczytać:Członkowie masonerii okresu międzywojennego jak stwierdza Chajn w swojej książce pt. „Wolnomularstwo w II Rzeczypospolitej” (Warszawa 1975) nazywali Klub Rotariański „lożą przemysłowców i kapitalistów”. ( s.201).
Cytuję tam również jednego ze współczesnych polskich masonów, który stwierdził: „W odróżnieniu od wszystkich innych organizacji, do masonerii się nie wstępuje tylko jest się do niej przyjmowanym. W odniesieniu do Lwów i Rotarian uważam, że musi istnieć jakaś forma działalności społecznej, żeby kandydat na masona mógł się sprawdzić, pokazać, co potrafi”.

Rozdział VII

Pierwsze oceny i komentarze

Wszystkie oczywiście media zareagowały na wybór nowego papieża zamieszczając materiały, w których próbowano odpowiedzieć na pytania dotyczące osobowości i poglądów kard. Bergoglio oraz snując rozważania dotyczące tego jaki będzie jego pontyfikat. W prasie i na portalach internetowych zamieszczano wypowiedzi różnych kompetentnych osób: biskupów, kapłanów, znawców tematu, publicystów. Przedstawiamy poniżej wybrane, najbardziej charakterystyczne opinie.

„Nasz Dziennik”: przeciw sekularyzmowi i narzucaniu liberalnych projektów

W dniu 14 marca w „Naszym Dzienniku” znalazła się następująca charakterystyka kard. Bergoglio: „Skromny, pokorny i bezpośredni, a jednocześnie żywiołowo okazujący swą wiarę. W targanej ostrym kryzysem gospodarczym Argentynie reprezentował opcję na rzecz ubogich, ale nigdy nie uległ nurtowi tzw. teologii wyzwolenia, marksistowskiej wersji Ewangelii, która infekowała umysły niektórych duchownych w Ameryce Łacińskiej. Był krytyczny wobec polityki rządzącej Argentyną prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner, która angażuje się w nachalną promocję aborcji, antykoncepcji, związków homoseksualnych oraz in vitro. Nie milczał w obliczu agresywnych oznak sekularyzmu i narzucania libertyńskich projektów – tak było np. w 2010 r., gdy władze forsowały legalizację układów jednopłciowych i adopcję przez nie dzieci”.
Czytamy tam również: „Unikał wszelkiej pompy i splendorów, nie mieszkał w pałacu biskupim, ale w skromnym mieszkaniu w centrum Buenos Aires; sam prowadził swoje gospodarstwo. Otwarty na świat i ludzi, ale np. nie udzielał prawie nigdy wywiadów mediom. Potrafił rozmawiać z prostym człowiekiem i stanąć wobec milionowej rzeszy młodych ludzi przybyłych na pielgrzymkę do narodowego sanktuarium maryjnego w Luján w Argentynie. W 2012 r. wezwał młodzież do przestrzegania zasad sprawiedliwości i troski o tych, którzy cierpią. „Nauczmy się wszyscy pracować dla sprawiedliwości. Dla tego celu miejmy zawsze otwarte serce, serce wielkie, by odpowiedzieć na potrzeby drugiego. Oby nikomu nie zabrakło tej postawy serca do bycia każdego dnia bardziej sprawiedliwym w naszym życiu. Był blisko każdego człowieka, zwłaszcza biednego – nie stwarzał żadnego dystansu w kontaktach”.

„Rzeczpospolita” – Agata Kaźmierska: „teologicznie nie odbiega od Benedykta XVI”

W nr 62 tego dziennika, z dnia 14 marca 2013 r., czytamy: „Jest konserwatystą w sprawach moralności, a jednocześnie przekonuje do wielkich reform społecznych, które pomogą biednym. Jest członkiem jednego z najstarszych zakonów, ale i działaczem nowoczesnego ruchu Comunione e Liberazione (Komunia i Wyzwolenie) zrzeszającego dziesiątki tysięcy ludzi z całego świata. Odmawia prawa do adopcji parom homoseksualnym, ale ostro potępia księży, którzy ośmieliliby się odmówić chrztu jakiemukolwiek dziecku. Jest wybitnym teologiem, który zamiast kardynalskiej rezydencji wybrał skromne mieszkanie. Jeździł do pracy autobusem, a studentów i wiernych uczył, że przede wszystkim mają pomagać słabym i biednym. Zdaniem watykanistów teologicznie nie odbiega od Benedykta XVI, a charyzmą może dorównać Janowi Pawłowi II. Tylko z pozoru papież Franciszek jest pełen sprzeczności. (…) Czy Franciszek zdoła zreformować Kościół? Wczoraj wyjątkowo często powtarzano jego słowa z 2012 r., gdy oskarżył hierarchów kościelnych o hipokryzję, bo zapominają, że Jezus spotykał się z trędowatymi i z ladacznicami”.

„Rzeczpospolita” – Bogusław Chrabota: „skala tego, z czym musi się zmierzyć jest olbrzymia”

„Jaki będzie nowy papież – Franciszek? – czytamy w materiale Chroboty w nr 62 „Rzeczpospolitej” – Czy przeniesie do stolicy Kościoła swoją legendę ubogiego jezuity? Czy przypomni o ubóstwie i pokorze hierarchom z całego świata? Czy pouczy, że skromność jest honorem bogatych, a misją Kościoła pomoc ubogim? Będziemy mu kibicować, bo skala tego, z czym musi się zmierzyć jest olbrzymia. To wyjałowienie jednych i ortodoksja drugich. To ochrona tradycyjnych wartości i umiejętność wsłuchania się w echa nowoczesności. To umiejętność mówienia głosem obrony wiary, ale i pojednania z resztą świata. Na placu św. Piotra łatwo było dostrzec na jego twarzy spokój i pokorę. To dobre znaki dla tego pontyfikatu. Oby się nam udał”.

„Fakt”: papież globalny

W dzienniku tym czytamy: „Kim jest nowy papież należący do zakonu jezuitów? Jak będzie chciał prowadzić Kościół w czasach kryzysu? Czy zreformuje Kurię Rzymską? (…) Jego imię wskazuje na odwołanie do Kościoła, o jakim marzył Franciszek z Asyżu, mnich podkreślający znaczenie ubóstwa. Nie bez powodu Bergoglio nazywany był kardynałem ubogich. To będzie papież globalny, który poświęci więcej uwagi Kościołowi poza Europą”.

„Dziennik Gazeta Prawna”: mediator pomiędzy kościelnymi konserwatystami i liberałami

W gazecie tej (nr 52) czytamy: „Jeśli można w tej chwili wyciągnąć jakieś wnioski na temat kształtu tego pontyfikatu, to ta jedna rzecz narzuca się jako oczywista. To będzie papież, który kwestie biedy i zrównoważonego rozwoju uczyni swoim absolutnym priorytetem. Kiedy Argentyną targnął kryzys finansowy, swoimi wystąpieniami zapracował na wizerunek obrońcy biednych. Argentyńskie doświadczenia może chcieć wykorzystać w przyszłej pracy duszpasterskiej i uczynić jedną ze sztandarowych spraw pontyfikatu. (…) Chociaż niektórzy widzą go jako mediatora pomiędzy kościelnymi konserwatystami i liberałami, to jednak nie ma najmniejszych wątpliwości, że to nie jest papież, na którego czekali zwolennicy poluźnienia norm obyczajowych. (…) Konserwatyzm nie oznacza też, że jest ślepy na problemy. 76-letni Ojciec Święty ponad doktrynę będzie więc cenił przede wszystkim zdrowy rozsądek”.

„Super Ekspress”: ostrożny reformator

W dzienniku tym (nr 62) można przeczytać: „Czy będzie reformatorem? Na pewno nie radykalnym. Ostro sprzeciwiał się legalizacji małżeństw homoseksualnych w Argentynie, za co prezydent kraju nazwała go głosicielem średniowiecznych poglądów. Z drugiej strony otwarcie krytykował księży, którzy odmawiali chrztu dzieciom urodzonym poza małżeństwami i nazwał ich hipokrytami.Jezus uczył nas, by wychodzić do ludzi i dawać świadectwo – mówił do argentyńskich księży. Która strona osobowości nowego papieża przeważy podczas tego pontyfikatu?”.

„Gazeta Wyborcza”: to będzie Kościół braterstwa

W sobotnio-niedzielnym wydaniu tego dziennika (16-17 marca 2013) znajdujemy materiał autorstwa Jarosława Mikołajewskiego. Czytamy w nim: „Jeśli dobrze wybierze sekretarza stanu i od razu – a zapowiadał taka potrzebę – dopuści biskupów i narodowe konferencje episkopatów do kolegialności, ma ogromna szansę na detoksykację kurii i usprawnienie jej pracy. Kościół papieża z Argentyny ma więc wielka możliwość, by znów stać się ewangeliczny. Osobista odwaga tego człowieka pozwala myśleć, że jako papież pozbędzie się zbędnych struktur. Niewykluczone, ze wręcz zarządzi likwidację banku IOR (watykański bank – Instytut Dzieł Religijnych – dop. S. K.). (…) Kościół papieża Franciszka ma szansę stać się znów Chrystusowy. (…) Powszechny Kościół rzymski będzie bowiem Kościołem radości i bliskości, braterstwa w nierzadkim cierpieniu i nieczęstych momentach szczęścia”.

Fronda.pl: „szewska pasja postępowych środowisk”

W dniu 14 marca 2013 r. pojawił się na tym portalu następujący tekst: „Dzisiejsze media prześcigają się w analizie poglądów nowego papieża Franciszka. I powoli widać, że wybór tego akurat kardynała na Papieża doprowadza postępowe środowiska do szewskiej pasji. Czemu? Papież Franciszek to konserwatysta, zajadły przeciwnik wszelkiej ideologii lewicowej, genderowej, homoseksualnej. Dlatego media z nurtu liberalnego zaczynają ubolewać, że Kościół znowuwybrał starca i zaprzepaścił szansę na reformę. (…) Widać więc, że nie jest to papież salonu postępowego i światowego.

Bp Edward Frankowski: „będzie to wspaniały pontyfikat”

Ta wypowiedź ks. bp. Edwarda Frankowskiego została opublikowana w „Naszym Dzienniku” z dnia 14 marca 2013 r.: „Myślę, że Duch Święty dał nam na te trudne czasy najlepszego Papieża. Pamiętajmy, że został wybrany w Roku Wiary, więc na pewno bardzo będzie się starał o to, aby w dobie agresywnego sekularyzmu wiara katolicka zachowana była w całej swojej pełni. Mamy bardzo wnikliwe diagnozy obecnego świata i sytuacji w Kościele dokonane za Ojca Świętego Benedykta XVI. Poprzedni Papieże ogromnie wiele zrobili dla ewangelizacji świata. Ufam, że nasz nowy Papież jak św. Franciszek całym sercem oraz ze wszystkich sił swoich i możliwości będzie służył Kościołowi. Żywię głęboką nadzieję, że będzie to wspaniały pontyfikat. Teraz wszystko zależy już od wiernych, od nas, żebyśmy nie zostawili Papieża samego, tylko modlili się za niego, pomagali mu i współpracowali z nim dla dobra Kościoła”.

Ks. bp Adam Bałabuch: „człowiek żywej i głębokiej wiary”

w „Naszym Dzienniku” z dnia 14 marca 2013 r. znajdujemy również opinię Księdza Biskupa na temat papieża Franciszka: „Ojca Świętego Franciszka z wdzięcznością przyjmuję jako tego, którego wybrał Pan Jezus – tak jak kiedyś wybrał Piotra, aby Jemu powierzyć klucze królestwa Bożego. Papież Franciszek jest dany nam jako opoka, na której Chrystus będzie budował Kościół naszych czasów. Odnajduję w nowo wybranym Ojcu Świętym człowieka żywej i głębokiej wiary, człowieka modlitwy – co jest przecież fundamentalne dla całego Kościoła”.

Kiko Argüello: „Przy wielu okazjach przewodniczył celebracjom wspólnot neokatehumenalnych”

Na portalu katolickiego tygodnika „Gość Niedzielny” znajdujemy
wywiad z założycielem neokaterchumentu, Kiko Argüello, który mówi w nim o papieżu Franciszku: „Ubóstwo i przepowiadanie Ewangelii – te dwa elementy charakteryzują jego posługę. Jest to coś wręcz życiowego dla Kościoła: ubodzy i kerygmat. Franciszek do człowiek bardzo prosty, nad wyraz inteligentny, o nieprzeciętnym kręgosłupie duchowym – podkreśla Kiko Argüello. – Pamiętam, że gdy głosiliśmy Ewangelię na ulicach Buenos Aires dotarliśmy pod katedrę i tam na placu prowadziliśmy swą misję. Kiedy się z nami później spotkał powiedział: Do mnie jednak nie zaszliście, by podzielić się Ewangelią. Ja także potrzebuję Dobrej Nowiny”.
Na portalu wspólnoty neokachumenalnej z Torunia – neotorun.wordpress.com – znajdujemy zdjęcie kard. Bergoglio w szatach liturgicznych, a pod zdjęciem podpis: „Kard. Bergoglio podczas celebracji we wspólnocie Neokatechumenalnej”.
Na tym samym portalu znajdujemy tekst z dnia 14 marca 2013 r. podpisany przez inicjatorów neokatechumenatu: „Inicjatorzy i odpowiedzialni Drogi Neokatehumenalnej, Kiko Argüello, Carmen Hernández i ksiądz Mario Pezzi, chcieliby wyrazić swoją radość z wyboru kardynała Jorge Mario Bergoglio jako nowego papieża Kościoła, Jego Świątobliwości Franciszka… (…) Jesteśmy przekonani, że jest on papieżem zesłanym przez Opatrzność na dzisiejsze czasy i że będzie niestrudzenie niósł słowa Dobrej Nowiny na cały świat. Był on zawsze bardzo bliski Drodze a nam, inicjatorom, okazywał zawsze swoją miłość i wsparcie. Przy wielu okazjach przewodniczył celebracjom wspólnot neokatehumenalnych w Buenos Aires, jak np. podczas Eucharystii w 2008r. z okazji 40 rocznicy powstania Drogi. Papież Franciszek będzie niestrudzonym głosicielem Ewangelii. Bez wątpienia jest wielką nadzieją dla Kościoła i wszyscy z Drogi Neokatechumenalnej modlimy się za niego i za jego pontyfikat”.

Leonardo Boff: „Papież Franciszek zaskoczy wielu”

Leonardo Boff, tzw. były ksiądz, jeden z najbardziej znanych w świecie twórców teologii wyzwolenia (w 1985 r. został skazany na karę „obsequious silence”, co wiązało się z odsunięciem od wszelkiej działalności wydawniczej, oraz zakaz posługi kapłańskiej), uważa, że papież Franciszek „zaskoczy wielu, dokonując radykalnych zmian w Kościele”.
Jak czytamy na portalu tvn24.pl: „W wywiadzie dla niemieckiego tygodnika Der Spiegel (…) Boff wyraża radość z powodu wyboru na papieża człowieka, który pozostaje wierny przekonaniu, że „Kościół powinien stać po stronie ubogich”. Jego zdaniem papież Franciszek będzie musiał zerwać z pewnymi tradycjami i odsunąć kurię watykańską, aby otworzyć drogę Kościołowi powszechnemu. Imię Franciszek, jakie przybrał, ma charakter programowy: Franciszek z Asyżu to uosobienie Kościoła ubogich i uciskanych, odpowiedzialności za środowisko człowieka oraz odrzucenia luksusu i ostentacji przez duchowieństwo – powiedział Spieglowi Leonardo Boff”.

Ks. Moszoro-Dabrowski: „misyjne ożywienie Kościoła”

Ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski, kapłan stowarzyszenia Opus Dei wypowiedział się na temat papieża Franciszka w „Rzeczpospolitej” z dnia 14 marca 2013 r.: „Jako biskup stawiał bardzo mocno na duszpasterstwo z poszanowaniem sakramentów i podkreślał zawsze wagę rodziny. Jak skutecznym jest duszpasterzem, wskazuje to, że w ostatnich latach w Buenos Aires wiele dzieci przystąpiło do chrztu. Tamtejszy Kościół przeżywa obecnie renesans. (…) Nie bez znaczenia jest też, że papież Franciszek to zakonnik – jezuita. Jako kapłan z Opus Dei chciałbym podkreślić swoją szczególną radość z tego powodu, bo czasami mówi się o nieporozumieniach między naszym stowarzyszeniem a jezuitami. Wybór jezuity będzie oznaczał misyjne ożywienie Kościoła. Skoro kardynałowie uznali, że to najlepszy kandydat na papieża, to oznacza iż – wbrew temu, co mówili niektórzy – wyzwaniem Kościoła nie jest dziś reforma Kurii Rzymskiej, ale potrzeba wyjścia do wiernych, ewangelizacji i poważnego duszpasterstwa. Przed Ojcem Świętym stoi zadanie dotarcia z ewangelią do wszystkich ludzi”.

Ks. Aleksander Posacki: „bardziej duszpasterz niż teolog”

W tym samym numerze „Rzeczpospolitej” swoją opinie o papieżu Franciszku przedstawił jezuita, ks. Aleksander Posacki: „Jeżeli chodzi o kwestie wiary, to papież Franciszek jest człowiekiem ortodoksji, wierności doktrynie, i – jak wiemy – w sposób praktyczny potrafiący ją doskonale przekształcić w świadectwo ewangeliczne. Poprzez to, że żył bardzo ubogo, dawał świadectwo wszystkim tym, którym teologia wyzwolenia mogła wydawać się atrakcyjną propozycją. Myślę, że właśnie taką siłą charakteru Ojciec Święty musiał zaimponować kardynałom. Papież Franciszek jest także człowiekiem modlitwy, czego dał wyraz wczoraj tuż po wyborze. Pokazało to od razu pasterski rys nadchodzącego pontyfikatu. Na pewno nowy Ojciec Święty jest bardziej duszpasterzem niż teologiem, chociaż oczywiście odebrał wszechstronne wykształcenie i doskonale rozumie zarówno tajniki teologii, jak i złożoność problemów współczesnego świata. Podczas jego pontyfikatu spodziewam się odnowy Kościoła poprzez praktyczną wiarę, poprzez świadectwo, które nowy papież potrafi dawać nawet w trudnych warunkach. (…) Odnowa Kościoła niewątpliwie powinna iść w stronę nawracania do życia zgodnego z ewangelią. A jeśli tak jest, to wybór Franciszka będzie pewnie bardzo dobrą decyzją, bo Ojciec Święty nie raz już udowadniał konsekwencję swojego działania i umiejętności odnalezienia się w bardzo trudnych warunkach, a swoim całym życiem pokazywał olbrzymie poszanowanie dla ewangelii”.

Domik Zdort: „nie chcę by papież był powszechnie akceptowany”.

Publicysta ten wypowiedział się w „Rzeczpospolitej” z dnia 15 marca 2013 r. Napisał: „Chętnie uwierzę w autentycznie dobre serce i skromność Ojca Świętego Franciszka. Ale – i to pewnie zbulwersuje niektórych – bardzo bym nie chciał, aby ten mój papież był za autorytet uznawany przez wszystkich, aby wszędzie był kochany i akceptowany. Nie chciałbym tego, bo powszechna miłość zazwyczaj bardzo wiele kosztuje: trzeba się za nią wypłacić ukrywaniem wyrazistych poglądów, przemilczaniem drażliwych kwestii, chowaniem prawdziwego przesłania za zasłoną niewiele znaczących miłych dla ludzi obietnic i deklaracji. Ponosząc taki koszt Ojciec Święty byłby pewnie w stanie powalczyć w rankingach popularności z zespołem Coldplay, pojawiać się w mediach częściej niż David Beckham, a na listach autorytetów byłby umieszczany wyżej niż Jurek Owsiak, Tomasz Lis i Agnieszka Holland. Ale czy na tym polega posłannictwo papieża? W naszych czasach w tej konkurencji dotąd jedynym w miarę skutecznym okazał się Jan Paweł II i trudno sobie wyobrazić, co musiałby wyczyniać Franciszek, aby powtórzyć jego osiągnięcia. Tylko po co miałby to robić? Następca św. Piotra i namiestnik Jezusa Chrystusa na ziemi to naprawdę nie jest ta sama liga, co kilku celebrytów, spoconych w pogoni za popularnością”.
Rozdział VIII

Pierwsze wskazania papieża Franciszka

Nowy papież pierwsze, może niejednoznaczne, ale jednak wiele mówiące sygnały-wskazówki wysłał do nas, gdy pierwszy raz pokazał się światu.

Pierwsze słowa papieża Franciszka: „Jestem biskupem Rzymu”

Był to, najpierw, sposób ubrania (nie założył insygniów władzy papieskiej, w tym nie zawiesił na piersi krzyża papieskiego – miał krzyż biskupi).
Było to świeckie pozdrowienie – „Dobry wieczór” zamiast pozdrowienia chrześcijańskiego i świecki sposób pożegnania.
Było to pomięcie w pierwszym przemówieniu słowa „papież”. O sobie i Benedykcie XVI mówił „biskup Rzymu”.
Czy chodziło tu o to, że był zawsze zwolennikiem kolegialności w Kościele i to, że nie będzie tak bardzo pobożny, bliższy świeckim?

Papież Franciszek zaprosił rabina Rzymu

Jak czytamy na portalu polskieradio.pl: „Dzień po swym wyborze papież Franciszek zapewnił rzymską wspólnotę żydowską o swej gotowości dokonania postępu we wzajemnych relacjach. Zaprosił głównego rabina Wiecznego Miasta na mszę inaugurującą jego pontyfikat 19 marca”.
Jak czytamy na portalu rmf24.pl: „W liście do rabina Rzymu Riccardo Di Segniego nowy papież napisał: Mam głęboką nadzieję, że będę mógł przyczynić się do postępu w relacjach między Żydami a katolikami, jaki zanotowano począwszy od Soboru Watykańskiego II, w duchu odnowionej współpracy i na służbie świata, w którym będzie więcej zgody z wolą Stwórcy”.
Te wiadomości i cytat z listu podaje wiele mediów, w tym „Rzeczpospolita”. Znajdujemy ją też na portalu Episkopatu Polski.

Reakcje środowisk żydowskich na wybór kard. Bergoglio na Stolicę Piotrową

Jak dowiadujemy się z portalu Episkopatu Polski reakcje środowisk żydowskich były bardzo pozytywne. „Arcybiskup Buenos Aires – jak czytamy na tym portalu – znany był w nich od dawna jako czynny uczestnik dialogu międzyreligijnego, szczególnie z wyznawcami judaizmu. (…)Odpowiadając na przesłanie Papieża Franciszka, Riccardo Di Segni (rabin Rzymu – dop. S. K.) życzył mu, by z mocą i mądrością pełnił to niezwykłe zadanie, jakie zostało mu powierzone. Ten wybór daje nam nadzieję, że będzie się kontynuować drogę przyjaźni, szacunku i współpracy – pisze główny rabin Rzymu. (…) Podobne życzenia do nowego Papieża skierowali inni włoscy rabini.Trudne i dręczące problemy naszych czasów wymagają przewodników o silnej i pewnej wierze, ożywionych głęboko ludzkimi uczuciami – pisze prof. Giuseppe Laras, stojący na czele trybunału rabinicznego w Mediolanie. Wyraża nadzieję, że Franciszek będzie kontynuował owocny dialog śladem swych poprzedników. Włoska Rada Zgromadzenia Rabinów zapewnia Ojca Świętego o swym pragnieniu współpracy w dalszym umacnianiu dialogu prowadzonego we wzajemnym poszanowaniu tożsamości i godności obu stron. (…) Decyzję Kolegium Kardynalskiego o wybraniu kard. Bergoglio bardzo pochlebnie ocenia przewodniczący Światowego Kongresu Żydowskiego”.

Pierwsza homilia papieża Franciszka: „Kiedy nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to wyznajmy doczesność diabła”

W homilii wygłoszonej na pierwszej swojej papieskiej Mszy Świętej dla kardynałów biorących udział w konklawe i pracowników Watykanu, która miała miejsce w Kaplicy Sykstyńskiej w dniu 14 marca 2013 r., mówił o ruchu i podążaniu, które są konieczne dla każdego, również chrześcijańskiego życia, o budowaniu Kościoła z żywych kamieni, na kamieniu węgielnym, którym jest sam Chrystus i o wyznawaniu.
Powiedział: „…jeśli nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to dzieje się źle. Staniemy się pozarządową organizacją pomocową, ale nie Kościołem, Oblubienicą Pana. Gdy nie idziemy, stajemy w miejscu. Co się dzieje, kiedy nie budujemy na skałach? Ma miejsce to, co przydarza się dzieciom na plaży, kiedy budują zamki z piasku, wszystko opada, pozbawione jest spójności. Kiedy nie wyznaje się Jezusa Chrystusa, przypominają mi się słowa Léona Bloy: „Kto nie modli się do Boga, modli się do diabła”. Kiedy nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to wyznajmy doczesność diabła, doczesność szatana”.
Następnie mówił o Krzyżu w naszym, katolików, życiu. Stwierdził: „Ten sam Piotr, który wyznał Jezusa Chrystusa, mówi do Niego: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Pójdę za Tobą, ale nie mówmy o krzyżu. To nie wchodzi w rachubę. Pójdę za Tobą inną drogą, bez krzyża. Kiedy idziemy bez krzyża, gdy budujemy bez krzyża i kiedy wyznajemy Chrystusa bez krzyża, nie jesteśmy uczniami Pana: jesteśmy ludźmi doczesnymi, jesteśmy biskupami, kapłanami, kardynałami, papieżami, ale nie uczniami Pana. Chciałbym, aby wszyscy po tych dniach łaski, mieli odwagę, właśnie odwagę by kroczyć w obecności Bożej, z krzyżem Pana; by budować Kościół na Krwi Pana, którą przelał On na krzyżu, i wyznawali jedyną chwałę: Chrystusa Ukrzyżowanego. W ten sposób Kościół będzie szedł naprzód”.
Wyraźnie postawił tu dwa akcenty na wiarę w Chrystusa (jeśli nie jest ona żywa i autentyczna wpadamy w szpony szatana) i na to, że Krzyż jest integralnym, istotnym elementem tej wiary.

Przemówienie papieża Franciszka do kardynałów: „Chrystus jest jedynym Zbawicielem całego człowieka i wszystkich ludzi”

W drugiej swojej homilii wygłoszonej do wszystkich kardynałów, z którymi spotkał się 15 marca 2013 r., powiedział: „To jest dobre, gdyż jesteśmy braćmi. Ktoś mi powiedział: Kardynałowie to księża Ojca Świętego. Ale my jesteśmy wspólnotą i nasza przyjaźń, bliskość, dobrze się nam wszystkim przysłuży. To zaś poznanie i wzajemna otwartość ułatwiały nam bycie uległymi na działanie Ducha Świętego. On, Pocieszyciel, jest głównym autorem każdej inicjatywy i przejawu wiary. To jest ciekawe i daje mi dużo do myślenia. Pocieszyciel jest sprawcą wszystkich różnic w Kościele, i jako taki wydaje się apostołem wieży Babel. Ale z drugiej strony, jest jednocześnie tym, który jest sprawcą zjednoczenia tych wszystkich różnorodności – nie w jednakowości, ale w harmonii. Przypominam sobie pewnego Ojca Kościoła, który tak definiował Ducha Świętego: “Ipse harmonia est”. Ten to Pocieszyciel, który daje każdemu z nas różne charyzmaty, jednoczy nas w tej wspólnocie Kościoła, która uwielbia Ojca, Syna i Ducha Świętego”.
Wyraźnie postawił tu akcenty: na kolegialność Kościoła i różnorodność w Kościele.
Następnie stwierdził: „Chrystus prowadzi Kościół przez swojego Ducha. Duch Święty jest duszą Kościoła poprzez swą ożywiającą i jednoczącą siłę: czyni z wielu jedno ciało, mistyczne Ciało Chrystusa. Nie ulegajmy nigdy pesymizmowi i rozgoryczeniu, jakie diabeł podsuwa nam każdego dnia, nie popadajmy w pesymizm i zniechęcenie. Mamy mocną pewność, że Duch Święty swym potężnym tchnieniem daje Kościołowi odwagę, by wytrwać, a także poszukiwać nowych metod ewangelizacji, aby nieść Ewangelię aż na krańce ziemi (por. Dz 1,8). Prawda chrześcijańska jest pociągająca i przekonująca, ponieważ odpowiada na głęboką potrzebę ludzkiego życia, głosząc w sposób przekonujący, że Chrystus jest jedynym Zbawicielem całego człowieka i wszystkich ludzi. To przepowiadanie pozostaje dzisiaj nadal aktualne, tak jak było w początkach chrześcijaństwa, kiedy dokonywało się pierwsze wielkie misyjne głoszenie Ewangelii”.
Akcenty padły tu na to, że Kościoła nic nie zniszczy, bo jest mistycznym Ciałem Chrystusa i czuwa nad nim Duch Święty, że zbawienie jest tylko przez Chrystusa, że ten Kościół jest wciąż ten sam i zawsze tak samo prowadzi człowieka do Chrystusa.
Powiedział również: „Być może połowa z nas jest ludźmi w podeszłym wieku. Starość – lubię tak to określać – jest siedzibą mądrości życia. Starcy posiadają mądrość zdobytą w ciągu całego życia, jak starzec Symeon czy prorokini Anna w Świątyni Jerozolimskiej, i to właśnie ta mądrość pozwoliła im rozpoznać Jezusa. Dawajmy tę mądrość ludziom młodym, jak dobre wino, które z biegiem lat staje się lepsze! Dawajmy młodym mądrość życia!”.
To bardzo ważne słowa, szczególnie dla świata, który zapomniał o mądrości, odrzuca starość (skłaniając starych, by zachowywali się jak ludzie młodzi) i wzgardził starymi ludźmi uznając ich tylko za niepotrzebny bagaż.
To masoneria, jak pisałem o tym w książce „Masoneria i kryzys” neguje wartość starości i stara się, by ludzkość traktowała ją ze wstydem i uciekała od niej. Jest to walka masonerii z mądrością.
Na zakończenie powiedział: „Potężnemu wstawiennictwu Maryi, naszej Matki, Matki Kościoła, powierzam moją posługę i waszą posługę. Niech pod Jej matczynym spojrzeniem każdy z nas podąża radośnie, będąc posłusznym głosowi Jej Boskiego Syna, umacniając jedność, trwając zgodnie na modlitwie i dając świadectwo autentycznej wiary w nieustanną obecność Pana”.
I tu postawił bardzo ważny akcent: wszystko powinno być z Maryja i przez Maryję, która jest naszą Matka i Matka Kościoła.

Spotkanie papieża Franciszka z mediami: Franciszek – „człowiek ubóstwa, pokoju, który kocha i strzeże stworzenie”

Podczas spotkania z przedstawicielami mediów w dniu 16 marca 2013 roku powtórzył w zasadzie podstawowe tezy swoich poprzednich wystąpień. Gdy już przeczytał tekst swojego oficjalnego wystąpienia dodał jeszcze parę słów od siebie przedstawiając wyznaczniki swojego pontyfikatu.
Tak to zreferowano w „Rzeczpospolitej”: „Kiedy liczba głosów dochodziła do dwóch trzecich i zaczęło się robić niebezpiecznie, kardynał Hummes objął mnie, ucałował i powiedział: Nie zapomnij o ubogich. I wtedy natychmiast pomyślałem o Franciszku z Asyżu – opowiadał papież. Gdy trwało liczenie głosów, „myślałem o Franciszku z Asyżu – człowieku pokoju – dodał. Podkreślił, że wybierając imię Franciszka myślał również o św. Franciszku z Asyżu jako o obrońcy Stworzenia, i powiedział, że dziś człowiek nie ma najlepszych relacji z naturą. (…) W przemówieniu papież dodał, że wie, iż wśród obecnych są również ci, którzy nie należą do Kościoła katolickiego, i niewierzący. – Każdego z was błogosławię prosto z serca, w ciszy szanując sumienie każdego, ale wiedząc, że każdy z was jest dzieckiem Boga”.
Na stronie Rada Maryja w nieco inny sposób referuje się te słowa papieża Franciszka, które padły bezpośrednio po zdaniu„Nie zapomnij o ubogich” wypowiedzianym przez kard. Hummesa: „W odniesieniu do ubogich od razu pomyślałem o św. Franciszku. Następnie pomyślałem o wojnach, podczas gdy w tym samym czasie głosowanie dalej się rozwijało pomyślałem Franciszek to człowiek pokoju i w ten sposób zrodziła się idea o tym imieniu. Franciszek z Asyżu człowiek ubóstwa, pokoju, który kocha i strzeże stworzenie. Wiemy, że relacja człowieka z przyrodą nie jest najlepsza –zaznaczył Ojciec św.”.
Mamy tu zatem trzy akcenty odnoszące się do programu papieża: ubodzy, pokój na świecie, dbanie o przyrodę.

Błogosławieństwo dokonane przez Papieża bez znaku Krzyża

Na portalu Konferencji Episkopatu Polski znajdujemy tekst do tyczący spotkania papieża Franciszka z dziennikarzami. W tekście tym czytamy: „Ojciec Święty zaskoczył też sposobem udzielenia błogosławieństwa, w którym zabrakło znaku krzyża”.
Na koniec spotkania Papież powiedział: „Wielu z was nie należy do Kościoła katolickiego, inni są niewierzący. Z serca udzielam tego błogosławieństwa każdemu z osobna, szanując sumienie każdego z was, jednak wiedząc, że każdy z was jest dzieckiem Bożym”.
Następnie odłożył mikrofon. Zrobił kilka korków w kierunku dziennikarzy i wykonał prawa ręką szereg trudnych do zidentyfikowania znaków. Nie było wśród nich znaku Krzyża.
Na portalu Konferencji Episkopatu Polski można obejrzeć film, na którym to wyraźnie widać.
Powyższe informacje i film znajdujemy pod adresem:episkopat.pl/…/46841.1,Papiesk…

Druga homilia papieża Franciszka: „najsilniejszym orędziem Pana jest miłosierdzie”

Papież Franciszek przewodniczył rano, w niedzielę 17 marca Mszy Świętej w watykańskim kościele św. Anny.
Mówił o ludzie, który przyprowadził do Chrystusa jawnogrzesznicę, by Chrystus ją potępił.
Ojciec Święty stwierdził: Także i my jesteśmy tym ludem, który z jednej strony pragnie słuchać Jezusa, a z drugiej niekiedy ma ochotę pobić innych, potępić, nieprawdaż? Tymczasem orędzie Jezusa to miłosierdzie. Dla mnie – mówię to z pokorą – najsilniejszym orędziem Pana jest miłosierdzie. On sam powiedział: Nie przyszedłem dla sprawiedliwych, sprawiedliwi usprawiedliwią się sami. Jezus przyszedł do grzeszników”.
Po Mszy Świętej papież pierwszy wyszedł z Kościoła i rozmawiał z wychodzącymi z niego wiernymi przez 17 minut. Potem wyszedł na najbliższą ulicę, gdzie za barierkami stali ludzi i rozmawiał z nimi podając rękę rozmówcom.

Anioł Pański z papieżem: „polecam wam książkę o miłosierdziu Bożym kard. Kaspera”

W niedzielę w południe Ojciec Święty odprawił Anioł Pański i powtórzy podstawowe tezy poprzedniej homilii.
„Papież jak czytamy na portalu Radia Maryja – zachęcał do refleksji nad Ewangelią. Przypomniał, jak Jezus ocalił kobietę z rąk faryzeuszy i wypowiedział znamienne słowa: Idź i nie grzesz więcej. Papież dodał, że te słowa każdy z nas powinien przyjąć za swoje”.
Powoływał się też na książkę kard. Waltera Kaspera o miłosierdziu gorąco polecając ją wiernym.

Kard. Walter Kasper: „należy wyświecać kobiety”

Kard. Kasper, wcześniej bp Kasper głosił, za pontyfikatu Jana Pawła II, taką naukę o miłosierdziu Bożym i usprawiedliwieniu, która miała zbliżyć katolików i luteran. Jego teksty uznawane były za modernistyczne i niezgodne z prawdami wiary. Mówił się o potępieniu niektórych jego tez. Sprawa jednak przycichła, a bp. Kasper został niespodziewanie kardynałem. Biskupem został w 1989 r., a kardynałem w 2001 r. Był współprzewodniczącym Katolicko-Luterańskiej Komisji Promowania Jedności Chrześcijan, a potem prezydentem Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan.
Na temat aktywności kard. Kaspera w latach osiemdziesiątych tak pisze „Gazeta Wyborcza”: „Sensacją był list duszpasterski biskupów z roku 1993 podpisany m.in. przez biskupa Fryburga Oskara Saiera, biskupa Moguncji Karla Lehmanna i kardynała Waltera Kaspera, ówczesnego biskupa Rottenburga-Stuttgartu, w którym postulowali, aby osoby, które powtórnie zawarły związek małżeński, po dogłębnym rachunku sumienia same mogły zadecydować, czy chcą znów przystępować do komunii”.
Kongregacja Doktryny Wiary, na czele której stał kard. Ratzingera zareagowała na to: „W 1994 r. Kongregacja Nauki Wiary opublikowała List do biskupów Kościoła katolickiego na temat przyjmowania Komunii św. przez wiernych rozwiedzionych żyjących w nowych związkach. Dokument przypomniał tradycyjne nauczanie, powołując się na adhortację Jana Pawła II Familiaris consortio. Czytamy w nim, że Kościół wierny słowu Jezusa Chrystusa, stwierdza, że nie może uznać ważności nowego związku, jeśli poprzednie małżeństwo było ważne. Jeśli rozwiedzeni zawarli związek cywilny, znajdują się w sytuacji, która obiektywnie jest niezgodna z prawem Bożym i dlatego nie mogą oni przystępować do Komunii św., dopóki trwa ta sytuacja”.
Jak czytamy w katolickim tygodniku „Idziemy” z lutego 2013 r.: „W referacie wygłoszonym na forum wiosennego zebrania episkopatu Niemiec w Trewirze (odbyło się ono 18 lutego 2013 r. – dop. S. K.) emerytowany przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan postawił pytanie, czy w obliczu nowych wyzwań Kościół katolicki nie mógłby przewidzieć sakramentalnego urzędu dla kobiet, który miałby swój własny profil. Poruszony przez niemieckiego purpurata temat spotkał się z szerokim zainteresowaniem. Jednocześnie kard. Kasper zachęcił, aby w tym celu nawiązać do tradycji urzędu diakonis, jaki istniał już w rodzącym się Kościele i jest do dziś kontynuowany w niektórych Kościołach prawosławnych tradycji wschodniej. (…) Kobiety powinny być dopuszczone do najwyższych gremiów decydujących w Kościele – uważa pochodzący z Niemiec kardynał. Zaproponował, aby idąc za przykładem apostołów w ramach mającej nastąpić odnowy struktur synodalnych kobiety mogłyby uczestniczyć w określonym stopniu w synodach, w radach duszpasterskich oraz w komisjach. (…) Również w Watykanie kobiety powinny otrzymać większe kompetencje – uważa kard. Kasper, który w latach 199-2010 kierował Papieską Radą ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Jego zdaniem Kurii Rzymskiej wyszłoby tylko na dobre, gdyby kobiety mogły wnieść swój charyzmat i fachowe kompetencje, a ponadto, na płaszczyźnie lokalnej, regionalnej, krajowej i międzynarodowej, mogłyby być przedstawicielkami Kościoła w sferze publicznej: np. w dziedzinie kultury, oświaty, wychowania, czy mediów”.
A oto opinia kard. Kaspera na temat papieża Franciszka, z którą zapoznajemy się z tekstu zamieszczonego na portalu Konferencji Episkopatu Polski: „Papież Franciszek myśli o Kościele pokornym, czyli także szanującym przekonania innych. Według kard. Kaspera widać to było w czasie milczącego błogosławieństwa udzielonego dziennikarzom. Oznacza to, że nie chce on nikogo do niczego zmuszać. Nie jest to jednak rezygnacja z misji. Przeciwnie, jest to prowadzona w dialogu działalność misyjna – podkreśla były przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan przypominając, że dialog jest właśnie jednym z warunków misji”.

To nie była intronizacja

Jak czytamy na portalu ekai.pl w dniu 18 marca 2013 r.: „Rozpoczęcie posługi Piotrowej przez biskupa Rzymu – taką nazwę nosi wtorkowa uroczystość na placu św. Piotra, podczas której papież Franciszek otrzyma paliusz i pierścień Rybaka – znaki swej posługi. – Nie jest to intronizacja – oświadczył ks. Federico Lombardi, dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, który poinformował dziennikarzy o planowanym przebiegu uroczystości”.

Komunia Święta była przyjmowana na kolanach

Przed papieżem Franciszkiem, tak jak przed papież Benedyktem XVI, stał, podczas odprawiania Mszy Świętej w dniu„rozpoczęcie posługi Piotrowej przez biskupa Rzymu” stał Krzyż. Papież odprawiał zatem Mszę Święta twarzą do Boga (versus Deum).
Papież udzielił Komunii Świętej tylko kilku osobom w białych szatach. Przed nim nie było klęcznika, ale wszystkie te osoby przyjęły Komunię Świętą w postawie klęczącej. Następnie Papież usiadł. Przed nim postawiono dwa klęczniki. Stanęli przed nimi dwaj kapłani, którzy udzielali Komunii Świętej. Ustawiła się kolejka. Wszyscy w niej przystępowali do Komunii Świętej w pozycji klęczącej, klękając na tych klęcznikach.
Po placu rozeszli się kapłani, którzy udzielali Komunii Świętej wiernym przez barierki. Tu już ludzie przyjmowali ja w różny sposób, również na rękę i na stojąco.

„Strzec każdego stworzenia”

W trakcie tego „Rozpoczęcie posługi Piotrowej przez biskupa Rzymu”, w ramach homilii wygłoszonej podczas Mszy Świętej Papież zarysował, jak się tego spodziewano, podstawy swojego papieskiego programu.
Na początku swojego wystąpienia powiedział, że to „zbieg okoliczności”, że jego „posługa Piotrowa” rozpoczęła się w dzień św. Józefa.
Następnie pozdrawiał kardynałów, biskupów, polityków oraz kościoły i wspólnoty chrześcijańskie. Pozdrowienia zakończył słowami: „Dziękuję społeczności żydowskiej i innym społecznościom religijnym”.
Pierwszą część swojej homilii Papież poświęcił św. Józefowi, określając go jako opiekuna Maryi, Chrystusa i Kościoła. Scharakteryzował typ tej opieki stwierdzając, że była ona dokonywana: „z dystansem”, „z pokorą”, „w milczeniu”, „z całkowitą wiernością” i z „troską”, pozwalającą na to, by „prowadzić się Jego wolą”.
Taka opieka nie dotyczy tylko, jak stwierdził Ojciec Święty, Chrystusa, ale ma „wymiar ludzki”, „dotyczy wszystkich”. Chodzi tu również o opiekę „nad pięknem stworzenia”. To więc „szacunek dla każdego stworzenia, ludzi, dzieci, kobiet i starców”. To również „troska jeden o drugiego w rodzinie”. Kilkakrotnie powtórzył, że „należy się troszczyć o stworzenie i braci”.
W drugiej części homilii wezwał wszystkich, by „opiekowali się” stworzeniem, ludźmi, „środowiskiem naturalnym”. Trzeba tutaj „dobroci”, „łagodności”, „otwartości na bliźniego”.
Papież mówił też o obowiązkach i władzy Piotrowej. Zapytał: „O jaką władzę Piotrową chodzi?” i stwierdził: „Paś baranki moje”. To jest służba, która jest naśladowaniem św. Józefa – przyjąć z miłością całą ludzkość, zwłaszcza biednych. Tego samego dnia Papież na specjalnym spotkaniu przyjął delegacje Kościołów i wspólnot chrześcijańskich oraz innych religii. Przybyło na nie szesnastu przedstawicieli judaizmu (z Rzymu, Izraela, Światowego Kongresu Żydów i Ligi przeciw Zniesławieniu) oraz wielu reprezentantów muzułmanów, buddystów, sikhów i dżinistów.

Rozdział IX

Dokąd będzie zmierzał Kościół pod przewodnictwem papieża Franciszka?

Tego nikt nie wie i nikt chyba tego nie będzie mógł powiedzieć w najbliższym czasie (a być może do końca pontyfikatu papieża z Ameryki Południowej).
Papież Franciszek wydaje się być nieprzewidywalny i wszystko w trakcie jego pontyfikatu może się zdarzyć. W każdym momencie możliwy jest gwałtowny zwrot Kościoła, a przynajmniej zwrot w myśleniu, priorytetach i kierunkach aktywności samego papieża.
Należy oczywiście brać pod uwagę działanie Ducha Świętego, które może wszystko zmienić, ale logika ludzka wskazuje tu jednoznacznie na pewne kierunki i tendencje.
Wydaje się, że papież Franciszek nie będzie realizował większości zaleceń św. Bernarda z Clairvoux i nie będzie konsekwentnie kontynuował dzieła Benedykta XVI. Można zgodzić się tu (wyjątkowo) ze Stanisławem Obirkiem, który na łamach „Rzeczpospolitej” w dniu 15 marca 2013 r. stwierdził, że pontyfikat papieża Franciszka będzie najprawdopodobniej pontyfikatem „odcięcia się od bezpośrednich poprzedników i zaproponowaniem nowego programu”.
Ten nowy program nie będzie realizacją programu św. Franciszka z Asyżu rozumianego, zgodnie z jego duchem, jako „odbudowaniedawnego bezkompromisowego, ofiarnego i wiernego Ewangelii Kościoła”, działanie skupione na obronie doktryny i osiągnięciu celów wypraw krzyżowych.
Przypomnijmy w tym momencie koncepcję Enrico Maria Radaellego, włoskiego filozofa i teologa, nazywanego uczeniemRomano Amerio, który sugeruje, że są dziś w Kościele obecne dwa kościoły – „kościół dogmatu” i „kościół duszpasterstwa”.
Przypomnijmy, że ten pierwszy strzeże, w ujęciu Radaellego, prawd wiary i je głosi, skłaniając wiernych do bezwzględnej wierności Chrystusowi we wszystkich porządkach, nie toleruje żadnych ustępstw, nie bierze pod uwagę tego, że takie postępowanie może spowodować, że wielu opuści Kościół, uznając jego naukę za „nieżyciową” i „nie do przyjęcia” – „przestarzałą”.
Przypomnijmy, że ten drugi uznaje za najważniejsze skuteczne duszpasterstwo – doprowadzenie do tego, by wierni nie opuszczali Kościoła, by było ich jak najwięcej, by „ten świat”, któremu wierni przecież też podlegają i jakoś do niego należą, był nastawiony do Kościoła jak najbardziej pozytywnie.
Przypomnijmy jeszcze, że „kościół duszpasterski”, jak twierdzi Radaelli, idzie na liczne ustępstwa wobec tego świata, akcentuje przede wszystkim to, co spotyka się z akceptacją świeckich, stara się być „nowoczesny”.
Ujmując w takiej perspektywie problem, trzeba by powiedzieć, że papież Franciszek jawi się jako ktoś, kto funkcjonuje w sposób dość specyficzny i zaskakujący na obrzeżach „Kościóładuszpasterskiego”.
Wydaje się, że Bergoglio zawsze (jako kapłan, biskup, kardynał) miał duszę i mentalność nie tyle ewangelizatora, co misjonarza, który idzie do pogan o prymitywnej kulturze (np. dzikich w dżungli), by głosić im Ewangelię, nawrócić ich i przekazać im podstawową formację chrześcijańską.
Misjonarz taki mówi tylko o tym, jak Chrystus kocha człowieka oraz opiekuje się nim i nie próbuje zbyt radykalnie wkraczać w życie pogan, by ich nie zniechęcić.
Misjonarz taki wszystko podporządkowuje swojej misjonarskiej skuteczności i dostosowuje do mentalności tych, których nawraca, starając się, by to, co głosi i czyni było dla nich jak najbardziej pociągające.
W związku z tym traktuje liturgię dosyć swobodnie, wprowadzając do niej liczne zewnętrzne (atrakcyjne) elementy, jest otwarty na wszelkie religie, kulty i wyznania, które napotyka (nikogo nie obraża, wszystkich i wszystko szanuje), co powoduje (bo musi powodować), że nie prezentuje doktryny w jej podstawowym dogmatycznym wymiarze i jakoś od niej abstrahuje.
Misjonarz taki zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nie wystarczy otworzyć pogan na Chrystusa, ale trzeba ich też skłonić do życia po chrześcijańsku i to w sposób konsekwentny. Akcentuje więc mocno podstawowe chrześcijańskie rozstrzygnięcia w porządku moralnym, a zatem ostro staje w obronie tradycyjnej rodziny, życia nienarodzonych i jednoznacznie wypowiada się na temat homoseksualizmu, in vitro i eutanazji.
Misjonarz taki wreszcie przyjmuje opcję ubogich i głosi takie koncepcje, które pociągają za sobą ich obronę i opiekę nad nimi, ponieważ ci, których chce nawrócić są, z reguły, ubodzy.
Na spotkaniu papieża Franciszka z mediami, które odbyło się rano w dniu 16 marca 2013 r., zaprezentował on w kilku punktach swój program, odwołując się do św. Franciszka z Asyżu. Program ten można oddać za pomocą trzech haseł: biedni, pokój na świecie, ekologia (papież wspomniał o franciszkańskim podejściu do Bożych stworzeń). Niejako przy okazji zasygnalizował, że nie zamierza dokonywać w Kościele żadnej reformy (stwierdzając, że imię Hadrian by mu nie pasowało; wszystko wskazuje na to, że chodziło mu o Hadriana VI, który zamierzał zreformować Kościół w duchu Ewangelii).
W tym programie najważniejszym punktem stało się, siłą rzeczy, odniesienie do biednych, którym trzeba pomóc, tak duchowo (doprowadzić ich do Chrystusa), jak i materialnie.
Wydaje się, że w tym kontekście należy przyznać rację watykanistom, którzy starali się wyjaśnić, jak to się stało, że to właśnie kard. Bergoglio został papieżem.
Twierdzą oni (a przynajmniej wielu z nich), że w pierwszym dniu konklawe było dwóch poważnych kandydatów: kard. Scola i kard. Scherer. Pierwszy był kandydatem Benedykta XVI i „ratzingerowców” oraz Kurii Rzymskiej (nie zamierzał w sposób zdecydowany dokonywać w niej istotnych zmian). Drugi był kandydatem tych, którzy chcieli głębokich zmian w samym Watykanie.
W drugim dniu konklawe kardynałowie, zdaniem watykanistów, doszli do wniosku, że pomiędzy zwolennikami kard. Scoli i kard. Scherera panuje tak trwała równowaga, że obaj nie mają szansy. Zaczęto zatem szukać kardynała, na którego zgodziłyby się obie strony. Wybrano kard. Bergoglio z kilku powodów. Miał dużą szansę, bo i spore poparcie (jak wskazywało poprzednie konklawe w 2005 r.). Dla „raztzingerowców” był do przyjęcia ze względu na jego konserwatyzm w perspektywie moralnej. Dla zwolenników głębokich reform Kurii Rzymskiej był do przyjęcia, bo był zwolennikiem takich reform. Dla kardynałów Kurii Rzymskiej i kardynałów związanych z nimi był do przyjęcia, ponieważ zakładali, że Kurii Rzymskiej nie zreformuje, bo się na tym nie zna, bo co innego go interesuje.
Obie strony zakładały, jak się wydaje, że Duch Święty i Kuria Rzymska nie dopuszczą do tego, by jako papież przekroczył pewne granice, tak w perspektywie liturgii, jak i w perspektywie ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego oraz, oczywiście, w perspektywie dążenia doprowadzenia Kościoła do ubóstwa.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz dotyczący najbliższych lat Kościoła wydaje się być taki, że nic w tym Kościele się nie zmieni i żadne podstawowe i istotne (w tym również organizacyjne) problemy nie zostaną rozstrzygnięte, a akcent zostanie położony na skuteczne duszpasterstwo (i misje), ze szczególnym uwzględnieniem ubogich i to chyba głównie z innych niż Europa kontynentów.
Wydaje się, że papież Franciszek będzie się zachowywał tak, jak papież Jan Paweł II, ale będzie jeszcze bardziej bezpośredni i niekonwencjonalny. Jeszcze bardziej będzie zbliżał się, i to osobiście, do ludzi, przede wszystkim ubogich i wchodził w wiele pozytywnych relacji z „tym światem” oraz innymi wyznaniami i religiami.
Wydaje się, że kardynałowie zakładali, że będzie to krótki i „przejściowy” pontyfikat bez wielkich zmian i wstrząsów. Trudno wskazywać na powody przyjęcia takiego przekonania, bo przecież papież Franciszek może żyć jeszcze długo, a i nie widać jakichś stuprocentowych gwarancji, że będzie realizował taki właśnie scenariusz.
Jakie inne scenariusze mogą być realizowane? Zależy to od tego, co się stanie w czterech porządkach.
Po pierwsze, zależy to od tego, jak rozwinie się kwestia oceny udziału kard. Bergoglio w wydarzeniach mających miejsce w czasie rządów w Argentynie junty wojskowej. Antykatolickie ośrodki zrobią wszystko, jak się wydaje, by udowodnić, że Bergoglio, jako prowincjał jezuitów ponosi współodpowiedzialność za łamanie przez nią prawa i popełnione przez nią zbrodnie, że był jej zwolennikiem, że był uwikłany w podejmowane przez nią działania.
Mogą pojawić się w związku z tym jakieś nieznane dotąd dokumenty lub „dokumenty” (fałszywki).
Mogą też pojawić się świadkowie lub „świadkowie” (ustawieni odpowiednio krzywoprzysięzcy).
Wszystko to może się skończyć wielkim skandalem, który w taki czy inny sposób, w takiej czy innej mierze, będzie rzutował na cały Kościół.
Po drugie, w Kościele może pojawić się ostry ferment związany z jednoznacznymi i bardzo mocnymi wypowiedziami i działaniami papieża Franciszka w perspektywie moralnej. Ojciec Święty może przecież zaktywizować się, i to w radykalny sposób, w tej perspektywie.
Może zacząć stawiać na ostrzu noża kwestie aborcji, związków homoseksualnych, antykoncepcji, in vitro, eutanazji. To może, z kolei, zaktywizować modernistów, wywołać takie ich oburzenie, które zaowocuje jawną schizmą – oderwaniem się od Rzymu np. kościołów we Francji czy w Niemczech.
A może dobrze by było, gdyby tak się stało?
Wydaje się jednak, że tak się nie stanie, że Papież nie będzie stawiał mocnych akcentów w tej perspektywie. Pierwsze dni pontyfikatu ujawniły, że Ojcu Świętemu bardzo zależy na dobrych relacjach ze światem, dla którego te kwestie są podstawowe.
Po trzecie, w Kościele może pojawić się ostry ferment związany z bardziej liberalnymi wypowiedziami i działaniami papieża Franciszka w perspektywie liturgii, ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego. Stałoby się tak, gdyby zaczął być w tej perspektywie szczególnie aktywny i to na sposób, który był właściwy dla niego jako dla kardynała. Wielu wiernych może wtedy szukać ucieczki w Bractwie św. Piusa X, ale mogłoby to się skończyć również schizmą.
Może być również i tak, że wszystkie wspomniane wyżej zjawiska wystąpią naraz, że świat będzie oskarżał Ojca Świętego o największe zbrodnie, a Kościołem będzie wstrząsać schizma, i modernistyczna, i konserwatywna.
Po czwarte, mogą zostać zrealizowane różne bardziej czarne scenariusze, o których nawet boję się pisać.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na inne problemy, które mogą się zrodzić w związku z zachowaniem papieża Franciszka.
Warto tu przytoczyć następujące celne uwagiBartłomieja Gajosa na portalu konserwatyzm.pl: Święty Jozafat Kuncewicz, arcybiskup połocki, zamordowany przez schizmatyków w 1623 roku, oddawał się ascezie rezygnując z wielu dogodności właściwych życiu metropolity. Robił to jednak w ukryciu, nie obnosząc się z tym. Nosząc włosiennicę, nie ściągał bogato zdobionych szat biskupich. Nie mieszkał w drewnianej chacie, ale w pałacu arcybiskupim. Godził osobiste ubóstwo z dostojeństwem sprawowanego urzędu. Podobnie święty Pius X, który wywodził się z ludu, z rodziny, której ubóstwo było o wiele większe niż ubóstwo dzisiejszych biedaków. Gdy dostępował kolejnych godności kościelnych nigdy nie zapominał o biednych ofiarując im swoje dochody, zapożyczając się na ich edukację czy budując dla nich szkoły i internaty. Nigdy jednak nie rozciągał ubóstwa na powagę urzędu biskupa, patriarchy czy wreszcie papieża. Nie rezygnował z barokowych szat liturgicznych, z rozbudowanego ceremoniału papieskiego i z honorów temu właściwych, a jednak osobiście pozostał biedny rozdając wszystko tym, spośród których się wywodził. Biedak św. Pius i rzymski arystokrata Pius XII posługiwali się tym samym ceremoniałem i odbierali te same honory, chociaż wywodzili się z zupełnie innych warstw społecznych. Obaj rozumieli, że hierarchia i ład, w których każdy zajmuje stosowne miejsce są ważniejsze niż poprawa złej sytuacji materialnej”.
Warto też przytoczyć następującą jego wypowiedź: „W jakiej sytuacji znajdą się lokalne episkopaty, kler i organizacje katolickie, kiedy liberalne media wypowiedzą im wojnę za to, że nie realizują programu ubogiego Kościoła papieża Franciszka? Mam na myśli zwłaszcza te kraje, gdzie Kościół katolicki ma pewne przywileje i nadal mocną pozycję, czyli także nasz kraj. Nie trudno sobie wyobrazić jak wielką będzie to pożywką dla prymitywnych antyklerykałów, dla których bogactwo Kościoła jest Jego największym grzechem. Strach pomyśleć jakie będą rezultaty takiej antykatolickiej nagonki, z którą trzeba się niestety liczyć”.
No właśnie czy jutro lewicowe media i działacze ruchu Palikota nie będą namawiać wiernych, by „naśladując Franciszka” ogołocili „ze sreber” Jasna Górę?
Kard. Bergoglio był zdecydowanym zwolennikiem kolegialności w Kościele, zwolennikiem znacznego osłabienia pozycji papieża. Wydaje się, że jako papież (jest trochę znaków, które by na to wskazywały) zamierza być konsekwentny w tej perspektywie. Jeśli by tak było, jeśli nie robiłby niczego „na własną rękę”, ale oczekiwał wsparcia kardynałów i biskupów, doprowadziłoby to do tego, że sytuacja byłaby stabilna i żadne istotne zmiany by nie zaszły oraz nie nastąpiłyby żadne wielkie wstrząsy za jego pontyfikatu.
Pozostaje ostatni ważny problem: co my katolicy, starający się zachowywać wierność Chrystusowi i Kościołowi mamy robić, jak zachowywać się, gdy przyjdzie do realizacji jednego z wyżej przedstawionych scenariuszy?
Można by powiedzieć, że przez najbliższe lata będziemy się czuć w Kościele trochę jak na czynnym wulkanie, który może w każdej chwili wybuchnąć i nie wiadomo, jakie będą tego skutki.
W pierwszym rzędzie trzeba się modlić o to, by wszystko działo się w zgodzie z wolą Chrystusa i by to Duch Święty faktycznie kierował Kościołem.
Sama jednak modlitwa nie wystarczy.
Potrzeba nam gwałtownie szczególnego, prawidłowego, a zatem opartego na Piśmie Świętym, nauce Kościoła i Tradycji uwrażliwienia naszych katolickich sumień, uwrażliwienia nie tylko w perspektywie moralnej, ale również (powiedzmy wprost: przede wszystkim) w perspektywie doktryny, abyśmy, niezależnie od tego, co się stanie, nie zagubili się, zawsze wiedzieli, po której stronie stanąć – do czego wzywa nas Chrystus i gdzie kieruje nas nauka Kościoła i Tradycja.
Potrzeba nam również wewnątrzkościelnej aktywności, byśmy byli w Kościele tymi, którzy chronią jego tożsamość, którzy chronią prawdy wiary i czuwają na kierunkami, będącymi kierunkami samego Chrystusa i rozstrzygnięciami, które podpowiada nam Bóg (poprzez nasze katolickie sumienia).
Potrzeba nam Chrystusowej żarliwości i prawdziwego heroizmu, gorącej miłości do Boga i wierności oraz posłuszeństwa naszej Królowej, Królowej Polski, Matce Bożej.

Rozdział X

Biskup Rzymu, misjonarz, kaznodzieja

W poprzednim rozdziale napisałem: „Kard. Bergoglio był zdecydowanym zwolennikiem kolegialności w Kościele, zwolennikiem znacznego osłabienia pozycji papieża. Wydaje się, że jako papież (jest trochę znaków, które by na to wskazywały) zamierza być konsekwentny w tej perspektywie. Jeśli by tak było, jeśli nie robiłby niczego „na własną rękę”, ale oczekiwał wsparcia kardynałów i biskupów, doprowadziłoby to do tego, że sytuacja byłaby stabilna i żadne istotne zmiany by nie zaszły oraz nie nastąpiłyby żadne wielkie wstrząsy za jego pontyfikatu”.
Powyższe zdania napisałem w dniu 15 marca 2013 r. Dziś w dniu 19 marca, po południu, już bym ich nie napisał. Wyraziłbym się zupełnie inaczej. Dlaczego? Ponieważ wreszcie połączyłem w jedna całość różne gesty i wypowiedzi papieża Franciszka i wysłuchałem jego homilii, która wszyscy określali jako „programową”
Przed uroczystościami, które miały miejsce 19 marca 2013 r., które oficjalnie nazwano „Rozpoczęciem posługi Piotrowej przez biskupa Rzymu” korespondentka z Rzymu jednej ze stacji telewizyjnych powiedziała: „Papież ani razy nie nazwał siebie papieżem”. Wydaje się to być prawdą. W pierwszych swoich słowach określił siebie jako „biskupa Rzymu”. Poprzedniego Papieża, Benedykta XVI tez nazwał „biskupem Rzymu”. Potem powtarzał to określenie i unikał słowa papież. Użył go dwa czy trzy razy, ale bez odniesienia do kogokolwiek.
W przemówieniu do kardynałów użył tytułu „Ojciec Święty”.
Jakie jednak znaczenie mu nadał?
Powiedział: „Drodzy Bracia Kardynałowie! Nasze obecne spotkanie pragnie być jakimś przedłużeniem intensywnej komunii kościelnej doświadczanej w tym okresie. Ożywieni głębokim poczuciem odpowiedzialności i wspierani przez wielką miłość do Chrystusa i do Kościoła modliliśmy się razem, dzieląc po bratersku nasze uczucia, nasze doświadczenia i przemyślenia. W tym klimacie wielkiej serdeczności wzrosło nasze wzajemne poznanie i otwarcie jednych na drugich, i to dobrze, bo jesteśmy braćmi. Ktoś mi powiedział:kardynałowie są księżmi Ojca Świętego. Ale jesteśmy tą wspólnotą, przyjaciółmi, bliskimi sobie, co wszystkim nam dobrze uczyni. To wzajemne poznanie, otwarcie jednych na drugich ułatwiły nam posłuszeństwo wobec działania Ducha Świętego. (…)Wychodząc właśnie od autentycznej kolegialnej miłości jednoczącej Kolegium Kardynalskie, wyrażam wolę służenia Ewangelii z odnowioną miłością, pomagając Kościołowi, by stawał się coraz bardziej w Chrystusie i z Chrystusem owocującą winnicą Pańską. Pobudzeni także obchodami Roku Wiary, wszyscy razem, pasterze i wierni, będziemy usiłować, by wiernie odpowiedzieć na odwieczną misję: niesienia Jezusa Chrystusa człowiekowi i prowadzenia człowieka na spotkanie z Jezusem Chrystusem, Drogą, Prawdą i Życiem, rzeczywiście obecnym w Kościele i współczesnym wobec każdego człowieka” (podkreślenia – S. K.)
W swojej „programowej” homilii w dniu uroczystości „Rozpoczęcia posługi Piotrowej przez biskupa Rzymu” nie przyrównał się nawet do św. Piotra. Przyrównał się natomiast do św. Józefa, który tylko opiekuje się Kościołem: „z dystansem”, „z pokorą”, „w milczeniu”, z „łagodnością”, „otwartością na bliźniego”. Św. Józef jest przedstawiony, jako ten, który „tylko towarzyszy Kościołowi”. I taki ma być papież.
Ojciec Święty mówi o tym wprost: „Dzisiaj wraz z uroczystością świętego Józefa obchodzimy początek posługi nowego BiskupaRzymu, Następcy Piotra, która pociąga za sobą także pewną władzę. Oczywiście, Jezus Chrystus dał władzę Piotrowi, ale o jaką władzę chodzi? Po potrójnym pytaniu Jezusa do Piotra o miłość, następuje potrójne zaproszenie: Paś baranki moje, paś owce moje. Nigdy nie zapominajmy, że prawdziwą władzą jest służba i że także papież, by wypełniać władzę musi coraz bardziej wchodzić w tę posługę, która ma swój świetlisty szczyt na krzyżu, musi spoglądać na pokorną, konkretną, pełną wiary posługę św. Józefa i tak jak on otwierać ramiona, aby strzec całego Ludu Bożego i przyjąć z miłością i czułością całą ludzkość, zwłaszcza najuboższych, najsłabszych, najmniejszych, tych których św. Mateusz opisuje w sądzie ostatecznym z miłości: głodnych, spragnionych, przybyszów, nagich, chorych, w więzieniu (por. Mt 25, 31-46). Tylko ten, kto służy z miłością potrafi strzec! (…) Strzec Jezusa wraz z Maryją, strzec całego stworzenia, strzec każdej osoby, zwłaszcza najuboższej, strzec nas samych: to właśnie jest posługa, do której wypełniania powołany jest Biskup Rzymu, ale do której wezwani jesteśmy wszyscy, aby zajaśniała gwiazda nadziei: Strzeżmy z miłością tego, czym Bóg nas obdarzył! (podkreślenia – S. K.).
Ojciec Święty charakteryzuje obowiązki każdego chrześcijanina i w sposób bardzo wyraźny sugeruje, że to będą jego zadania jako „biskupa Rzymy”.
Nie ma tu w ogóle mowy o realizacji tych obowiązkach papieża, które związane są z tym faktem, że jest Zastępcą Chrystusa na ziemi.
Nie ma mowy o realizacji tych obowiązków papieża, które określa św. Bernard z Clairvoux.
Zaczynam odczuwać niepokój: czy to nie jest za blisko koncyliaryzmu?
W „Katechizmie Kościoła Katolickiego” w punkcie 882 czytamy:Papież, Biskup Rzymu i następca św. Piotra, jest trwałym i widzialnym źródłem i fundamentem jedności zarówno biskupów, jak rzeszy wiernych. Biskup Rzymski z racji swego urzędu, mianowicie urzędu Zastępcy Chrystusa i Pasterza całego Kościoła, ma pełną, najwyższą i powszechną władzę nad Kościołem i władzę tę zawsze ma prawo wykonywać w sposób nieskrępowany”.
Są to cytaty z Konstytucji soborowej – Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium”. W konstytucji tej czytamy również: : „Jednego tylko Piotra wyznaczył Pan na Opokę i Klucznika Kościoła (por. Mt 16,18-19) i jego tylko ustanowił Pasterzem całej swojej trzody (por. J 21,15 nn)”.
Papież, jak stwierdza ta konstytucja, może jednak wykonywać swoją władzę kolegialnie.
Trzeba tu jednak zawsze pamiętać o tym, że, jak czytamy w tej konstytucji: „Kolegium albo ciało biskupie posiada władzę autorytatywną jedynie wtedy, gdy się je bierze łącznie z Biskupem Rzymskim, następcą Piotra, jako jego głową, i gdy nienaruszoną zostaje władza zwierzchnia tego ostatniego nad wszystkimi, zarówno Pasterzami, jak wiernymi”.
Wydaje się, że papież Franciszek deklaruje w pierwszych dniach swojego pontyfikatu, że jakoś ograniczy, i to chyba w znaczny sposób, w stosunku do poprzednich papieży, swoje pole działania, że będzie wyłącznie Biskupem Rzymu, Ojcem katolików i całej ludzkości, opiekunem biednych i „piękna stworzeń”, działaczem na rzecz pokoju na świecie, misjonarzem, ewangelizatorem i kaznodzieją.
Czyżby na naszych oczach otwierał się zupełnie nowy rozdział w historii Kościoła – rozdział, który dziennikarze nazwaliby zapewne rozdziałem demokracji?
Czy, jeśli dokona się takie samoograniczenie papieża, nie będzie to oznaczać znacznego zwiększenia samodzielności kościołów lokalnych, w tym również tych, które mają olbrzymie kłopoty ze swoja katolicką tożsamością?
Czy nie pociągnie to za sobą zaprzestania tych reform, które planował papież Benedykt XVI, który napotykał, przy ich wdrażaniu na olbrzymi opór w Kościele?
Czy oznacza to, że nie będzie, przynajmniej w najbliższym czasie tego, co papież Benedykt XVI nazwał powrotem do „soboru ojców” a odejściem od „soboru mediów”?
Czy ratzingerowska „hermeneutyka tradycji” zostanie, na jakiś przynajmniej czas, zapomniana?

Zakończenie

W pierwszym i drugim dniu pontyfikatu papieża Franciszka „Gazeta Wyborcza” i TVN dokonywały na niego agresywnych ataków skupiając się głównie na kwestii jego domniemanej współpracy z argentyńską juntą wojskową.
Już jednak w trzecim dniu te media przycichły w tej kwestii, by zacząć głosić peany na cześć Papieża. Dlaczego są tak pozytywnie nastawieni do Ojca Świętego, że nawet nie przeszkadza im stosunek kard. Bergoglio do kwestii związanych z homoseksualizmem i aborcją? Przecież w tej perspektywie wszystko ich z papieżem dzieli.
To niepokoi.
Co stanie się jutro, za miesiąc, za rok?
Czas pokaże.
Módlmy się o to, by najbliższą przyszłość Kościoła kształtował Duch Święty, by to On pokazał, a nie ludzie.

Dodatek

Ks. Jacek Bałemba SDB

Droga pewna

Propheta quoque et sacerdos
abierunt per terram nescientes

„Nawet prorok i kapłan
niczego nie pojmując błąkają się po kraju”
(Jer 14, 18)
Ecclesia – una, sancta, catholica et apostolica. Kościół jest jeden, święty, katolicki, apostolski. Natomiast czynniki destrukcyjne w nim to działanie szatana i złych duchów oraz niewłaściwości człowieka: błąd i grzech. Krytyka uprawniona nie dotyczy Kościoła – jednego, świętego, katolickiego, apostolskiego. Krytyka uprawniona dotyczy działania szatana i złych duchów oraz niewłaściwości człowieka: błędu i grzechu.
Wrogowie Kościoła. Różne środowiska eksploatują temat wrogów Kościoła zewnętrznych. To jest ważne. I trzeba to robić. Przed złem trzeba ostrzegać, z którejkolwiek strony by nie pochodziło.
Najpoważniejszym problemem Kościoła nie są jednak prześladowania zewnętrzne, lecz niszczenie wiary, które ma miejsce wewnątrz Kościoła. Niszczenie wiary katolickiej dokonuje się na dziesiątki sposobów wewnątrz Kościoła. Kto dzisiaj ten temat poważnie i odpowiedzialnie podejmuje? A jeżeli nie podejmuje, to dlaczego? Z lęku przed wilkami? Z innych racji? Jakich?
Święty Papież Pius X w swojej encyklice Pascendi Dominici gregispisał:
„Zwolennicy błędów nie znajdują się już wśród otwartych jedynie nieprzyjaciół, ale, nad czym najwięcej boleć i czego lękać się trzeba: kryją się w łonie i wnętrzu Kościoła i o tyle są niebezpieczniejsi, o ile trudniej ich rozpoznać. – Mamy na myśli, Czcigodni Bracia, wielu spośród katolików świeckich, a nawet, co najsmutniejsza, spośród kapłanów, którzy z pozornej ku Kościołowi miłości, bez głębszego wykształcenia filozoficznego i teologicznego, a co gorzej, aż do szpiku kości przejęci zapatrywaniami, głoszonymi przez przeciwników Kościoła, zuchwale narzucają się na odnowicieli Kościoła i w zwartym szeregu zaczepiają butnie najświętsze sprawy w dziele Chrystusowym, nie oszczędzając nawet Osoby Boskiego Zbawiciela, w której nie widzą w świętokradzkim zapędzie nic więcej, jak tylko zwykłego, prostego człowieka.
Dziwią się ci ludzie, że zaliczamy ich do nieprzyjaciół Kościoła; nie zdziwi się jednakże temu z pewnością nikt, kto, pomijając ich zamysły, które Bóg osądzi, zapozna się z ich zapatrywaniami, z ich sposobem mówienia i działania. A nawet nie mija się z prawdą, kto uważa ich za przeciwników, dla Kościoła niebezpieczniejszych od wszystkich innych.
Przemyśliwują bowiem o zgubie Kościoła nie z zewnątrz, ale w jego łonie i stąd tkwi niebezpieczeństwo w samych niemal żyłach i wnętrznościach Kościoła, a cios mu zadany tym groźniejszy, im dokładniej owi nieprzyjaciele Kościół znają. A nadto przykładają siekierę nie do gałęzi i latorośli, ale do korzenia, do wiary i do drgnień jej najgłębszych. Przeciąwszy zaś ten korzeń nieśmiertelności, rozprowadzają truciznę po całym drzewie. Nie ma prawdy katolickiej, której by nie dotknęli, której by skazić nie usiłowali. A niezliczonych używając sposobów wyrządzenia szkody, niesłychaną posługują się przebiegłością i zdradą. Udają na przemian to racjonalistów, to katolików, i to z takim podstępem, że niebacznego łatwo w błąd wprowadzają. Zuchwalstwo do ostatnich posuwają granic; nie cofają się przed żadną konsekwencją, narzucając ją uporczywie i bez wahania. Poza tym widnieje w nich, co niezmiernie łatwo zwieść może umysły: życie nadzwyczajnie czynne; wytrwałe a gorliwe zajęcie się naukami; dążenie do życia, podpadającego surowością obyczajów. W końcu, co wyklucza niemal nadzieję naprawy, zapatrywania ich tak ich usposobiły, że gardzą wszelką władzą i nie znoszą żadnych wędzideł, lecz dufając złudnemu przeświadczeniu wewnętrznemu, usiłują zamiłowaniu prawdy przypisać to, co w rzeczywistości przypisać należy pysze i uporowi”.
Św. Papież Pius X z najwyższą troską przestrzega przed pismami skażonymi herezją modernizmu:Non enim minus haec nocitura, quamquae contra mores conscripta; immo etiam magis quod christianae vitae initia vitiant – „Są one nie mniej zgubne, niż druki pornograficzne; a nawet gorsze od tych ostatnich, gdyż zatruwają życie chrześcijańskie u źródła”.
Pisze dzisiaj człowiek świecki: „Największą słabością i zagrożeniem Kościoła jest brak wiary (…) wewnątrz Kościoła, który nie omija nawet jego hierarchii”.
Grzech i błąd. Oto podstawowe i najgłębsze problemy Kościoła.Iluż to duchownych, osób zakonnych i świeckich dało się w ostatnich kilkudziesięciu latach zwieść pozorom Prawdy! Łatwowierność nie jest cnotą. Wiara – katolicka, czyli jedyna prawdziwa, objawiona przez Boga wiara – jest cnotą. Żaden autorytet nie jest godny zaufania, jeśli w miejsce wiary w Boże Objawienie zawarte w Piśmie Świętym i Tradycji, faworyzuje kategorię nowości, zmiany i postępu.
Niewiara jest najcięższym grzechem. Sine fide autem impossibile placere Deo – „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu” (Hbr11, 6). Dlatego sam Pan Bóg przestrzega: Videte, fratres, ne forte sit in aliquo vestrum cor malum incredulitatis discedendi a Deo vivo.– „Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego” (Hbr 3, 12). Pan Jezus autorytatywnie i jednoznacznie naucza: Qui crediderit et baptizatus fuerit, salvus erit; qui vero non crediderit, condemnabitur. – „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 16).
Czasy pomieszania powszechnego. Dzisiaj na niwie Kościoła siane są trzy rodzaje ziaren: zdrowe ziarna Prawdy, zmutowane ziarna wypowiedzi dwuznacznych lub wieloznacznych oraz zatrute ziarna wypowiedzi sprzecznych z Tradycją. Czy wobec tej sytuacji równouprawnienia (a przynajmniej współistnienia) ziaren zdrowych, zmutowanych i zatrutych, można się dziwić, że postępują z każdym rokiem dezorientacja i zagubienie rzesz wiernych oraz deformacja ich sumień? I tak się dzieje, jak pisał św. Paweł: Quidam aberrantes conversi sunt in vaniloquium, volentes esse legis doctores, non intellegentes neque quae loquuntur neque de quibus affirmant. – „Niektórzy zwrócili się ku czczej gadaninie. Chcieli uchodzić za uczonych w Prawie nie rozumiejąc ani tego, co mówią, ani tego, co stanowczo twierdzą” (1 Tm 1, 6-7).
W Liście do Rzymian św. Paweł wyraźnie nakazuje i pociesza:
Rogo autem vos, fratres, ut observetis eos, qui dissensiones et offendicula praeter doctrinam, quam vos didicistis, faciunt, et declinate ab illis; huiusmodi enim Domino nostro Christo non serviunt sed suo ventri, et per dulces sermones et benedictiones seducunt corda innocentium. Vestra enim oboedientia ad omnes pervenit; gaudeo igitur in vobis, sed volo vos sapientes esse in bono et simplices in malo. Deus autem pacis conteret Satanam sub pedibus vestris velociter. Gratia Domini nostri Iesu vobiscum.
„Proszę was jeszcze, bracia, strzeżcie się tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia przeciw nauce, którą otrzymaliście. Strońcie od nich! Tacy bowiem ludzie nie Chrystusowi służą, ale własnemu brzuchowi, a pięknymi i pochlebnymi słowami uwodzą serca prostaczków. Wasze zaś posłuszeństwo znane jest wszystkim. A więc raduję się z was, pragnę jednak, abyście byli w dobrym przemyślni, a co do zła – niewinni. Bóg zaś pokoju zetrze wkrótce szatana pod waszymi stopami. Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa niech będzie z wami!” (Rz 16, 17-20).
Trzeba więc odważnie i klarownie, i publicznie wyartykułować poważne i naglące pytania: Kto i po co nasiał i nadal sieje ziarna zmutowane i zatrute? Nie wyrosną owoce świętości, jeśli siane ziarna są zmutowane lub zatrute. Wymogiem miłości jest identyfikować ziarna i przestrzegać przed siewcami ziaren zmutowanych i zatrutych. Wymogiem miłości jest przestrzegać przed wrogiem.
Już czas, aby wyartykułować to jasno i publicznie: powodem dezorientacji w umysłach i sercach wielu katolików jest fakt, iż oprócz ortodoksyjnej katolickiej – czyli zgodnej z Bożym Objawieniem zawartym w Piśmie Świętym i Tradycji – nauki, głosi się poglądy dwuznaczne oraz ewidentnie sprzeczne z Tradycją nauczaną przez wieki przez nieomylny Urząd Nauczycielski Kościoła, nierzadko przedstawiając je – perwersyjnie albo naiwnie, z nieświadomości – jako zgodne z Tradycją.
Wymyślają różni różne – ciągle nowe – sposoby odnowy Kościoła. A przecież od dwudziestu wieków daje nam Pan Bóg – na tacy! – jedyny niezawodny program nie nowej, lecz Bożej odnowy Kościoła: wierność Bożemu Objawieniu zawartemu w Piśmie Świętym i Tradycji, wierność Prawdzie i łasce, czyli mądrość i świętość, w czym zawiera się także walka z błędem i grzechem.Instaurare omnia in Christo. Odnowić wszystko w Chrystusie.
Ten program przekracza ramy koniunktury, doraźności i podległości różnych
Ten program jest aktualny zawsze i wszędzie, i dla każdego człowieka.
Program aktualny dla Kościoła – Ecclesia Militans – Kościoła Wojującego, do którego mamy zaszczyt z Bożej łaski należeć.
Dla jasności: Prawda to Boże Objawienie zawarte w Piśmie Świętym i Tradycji. Chodzi o Tradycję rozumianą tak, jak ją rozumie Kościół. Tradycja jest w samym centrum teologii katolickiej, zwłaszcza apologetyki i eklezjologii czyli katolickiej nauki o Kościele. Nie chodzi o tradycje i zwyczaje czysto ludzkie – choćby i szacowne. Przez Tradycję Objawia się Bóg. Przez Tradycję Bóg objawia Prawdę. Przez Tradycję przemawia Duch Święty – mowa aktualna w każdym czasie – zawsze na czasie.
Autorem Pisma Świętego jest Duch Święty. Autorem Tradycji jest Duch Święty. Już fakt, że współcześnie niektórych katolików określa się jako „katolicy Tradycji”, świadczy o skali zdrady, jaka ma miejsce wewnątrz Kościoła. Przecież katolik z istoty swej jest chrześcijaninem Pisma Świętego i Tradycji! Jeśli zdradza Pismo Święte lub zdradza Tradycję – nie jest katolikiem. Nie można być katolikiem pomijając Tradycję. Tak jak nie można być katolikiem pomijając Pismo Święte. Kto zdradza Boże Objawienie zawarte w Piśmie Świętym i Tradycji, ten jest niszczycielem, destruktorem Kościoła. Nie jest katolikiem. Jest zdrajcą i zatruwa Kościół. Caecus autem si caeco ducatum praestet, ambo in foveam cadent – „Jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną” (Mt 15, 14).
Raz jeszcze rozumnie rozważmy słowa, które bł. kard. John Henry Newman zawarł w swoim katolickim dziele O rozwoju doktryny chrześcijańskiej:
Prawdziwy rozwój zatem można opisać jako taki, który jest zachowawczy wobec przebiegu poprzednich procesów rozwojowych i który sam jest w rzeczywistości tym poprzednim i czymś jeszcze ponadto: jest to pewien naddatek, który wyjaśnia a nie zaciemnia, który podkreśla, a nie poprawia cały zespół myśli, z jakiego się wywodzi. I ta cecha przeciwstawia go rozwojowi takiemu, który jest wypaczeniem”.
W Wyznaniu wiary św. Atanazego czytamy: Quicumque vult salvus esse, ante omnia opus est ut teneat catholicam fidem – „Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary”.
Ergo:
Katoliku świecki, choćby błądzili pasterze i wszyscy wokół Ciebie, trzymaj się mocno katolickiej wiary i przekazuj ją młodym pokoleniom!
Katoliku świecki, choćby błądzili pasterze i wszyscy wokół Ciebie, trzymaj się mocno Bożego Objawienia zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji, i przekazuj je młodym pokoleniom!
Katoliku świecki, choćby błądzili pasterze i wszyscy wokół Ciebie, pilnuj odważnie zwyczajów naszych Ojców i przekazuj je młodym pokoleniom!
Katoliku świecki, choćby błądzili pasterze i wszyscy wokół Ciebie, klękaj przed Panem Bogiem i ucz klękać młode pokolenie!
Wczoraj na Jasnej Górze widziałem troje młodych ludzi – dwóch chłopców i dziewczynę – wszyscy w wieku 17-18 lat. Z szacunkiem klęczeli i modlili się. Nie męczyli się klęczeniem! Twarze skupione, szlachetne. Piękny widok.
Itaque, fratres, state et tenete traditiones, quas didicistis sive per sermonem sive per epistulam nostram. Ipse autem Dominus noster Iesus Christus et Deus Pater noster, qui dilexit nos et dedit consolationem aeternam et spem bonam in gratia, consoletur corda vestra et confirmet in omni opere et sermone bono.
„Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu. Sam zaś Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam nie kończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie!” (2 Tes 2, 15-17).
Haec est via, ambulate in ea.
„To jest droga, idźcie nią!” (Iz 30, 21).

Spis treści:
Wstęp
Rozdział I – Ostatnie dni pontyfikatu Benedykta XVI
11 lutego 2013 r. – zapowiedź abdykacji: „grom z jasnego nieba”.
13 lutego 2013 r. – „Czy On jest Panem, czy ja sam?” –„oblicze Kościoła zostaje oszpecone”
14 lutego 2013 r. – „Potrzeba nam nowej interpretacji dokumentów Soboru Watykańskiego II”
17 lutego 2013 r. – „Instrumentalizacja Boga”
18-23 lutego 2013 r. – rekolekcje
23 lutego 2013 r. – po rekolekcjach: „zło zanieczyszcza stworzenie”
24 lutego 2013 r. – ostatni „Anioł Pański” z Benedyktem XVI: „Ale to nie oznacza porzucenia Kościoła”
25 lutego 2013 r. – Motu Proprio o przyspieszeniu zwołania konklawe
26 lutego 2013 r. – „tylko” modlitwa
27 lutego 2013 r. – ostatnia środowa audiencja generalna Benedykta XVI – „Łódź Kościoła nie jest moja, nie jest nasza, lecz Jego”
28 lutego 2013 r. –„Smutek i żal, ale i nadzieja”
Rozdział II – Fakty, opinie, komentarze: 11-28 lutego 2013 r.
12 lutego 2013 r. – „Walczył z dyktaturą relatywizmu”
13 lutego 2013 r. – „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?”
14 lutego 2013 r. – oceny Żydów i luteran
15 lutego 2013 r. – trudna sytuacja w Watykanie i zmęczenie papieża
16 lutego 2013 r. – „Czy to jest próba przebudzenia ludu Bożego?”
18 lutego 2013 r. – „Papież nie ma głosić własnych idei”
19 lutego 2013 r. – „Czy autorytet przyszłego papieża może być mniejszy?”
20 lutego 2013 r. – „Czy to będzie zwycięstwo tradycjonalizmu?”
22 lutego 2013 r. – „Czy Papież jest ofiarą niecnych spisków”?
23 lutego 2013 r. – „To jest głęboko niesprawiedliwy opis Kościoła”.
24 lutego 2013 r. – „Umiał sterować łodzią Piotrową nawet wtedy, gdy fale potrząsające nią były bardzo wielkie”.
25 lutego 2013 r. – ogólnoświatowa, skoordynowana akcja przeciwko Kościołowi
26 lutego 2013 r. – „Sekrety Watykanu muszą poczekać”
Rozdział III – Abdykacja Benedykta XVI – kontekst i przyczyny
Pierwsze komentarze do oświadczenia papieża
O czym faktycznie mówi papież w swoim oświadczeniu?
Przykład Leona XIII
Jakie były powody abdykacji papieży?
Dlaczego kard. Ratzinger kilka razy podał się do dymisji?
Czy Benedykt XVI chciał uniknąć schizmy?
Nieposłuszeństwo w Kościele w trakcie pontyfikatu Jana Pawła II
Kard. Ratzinger: „Ile brudu jest w Kościele?”
O jaki „brud” tu chodzi?
Czyżby chowali głowę w piasek?
Raport trzech kardynałów
„Czy go zdradzili?”
Różne postacie schizmy
Jaki był stopień nieposłuszeństwa wobec papieża Benedykta XVI?
Kardynał, który nie zgadza się z papieżem
Nieposłuszeństwo kapłanów w nauczaniu papieża Benedykta XVI
Bunt proboszczów w Austrii
Problemy z „Motu Proprio Summorum Pontificum”
Czy kardynał Mahony powinien być na konklawe?
Sprawa arcybiskupa Stanisława Wielgusa
Kwestia przyjmowania Komunii Świętej na kolanach
„Największą siłą czyniących zło jest tchórzostwo i słabość katolików”
Jaki był zamysł Benedykta XVI?
„Bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16, 18)

Rozdział IV – Przygotowanie do konklawe – papabile: czy Kościół jest rozdarty?
Skład konklawe
Pośpiech
Dlaczego warto zajmować się papabile?
Kandydatury – czy reprezentują tylko centrum?
Kard. Angelo Scola
Kard. Odilo Pedro Scherer
Kard. Marc Ouellet
Kard. Gianfranco Ravasi
Kard. Peter Turkson
Kard. Francis Arinze

Kard. Raymond Leo Burke
Kard. Albert Malcolm Ranjith
Kard. Óscar Andrés Rodríguez Maradiaga
Kard. Luis Antonio Gokim Tagle
Kard. Leonardo Sandri
Kard. Mauro Piacenza
Kard. Antonio Cañizares Llovera
Kard. Angelo Bagnasco
Kard. Cláudio Hummes
Kard. Timothy Michael Dolan
Kard. Christoph Schönborn
„Czy w Kościele są dwa kościoły?”

Rozdział V – Jaki powinien być papież?
„Nie lękajcie się” – nasze obowiązki
Obowiązki nowego papieża według św. Bernarda z Clairvaux
Kontynuacja dzieła Benedykta XVI
Czego oczekują katolicy z całego świata od nowego papieża?
Droga św. Franciszka z Asyżu

Rozdział VI – Co wiemy o kard. Bergoglio?
Podstawowe dane biograficzne
Co mówiono o kard. Bergoglio przed konklawe?
Liturgia
Zwolennik kolegialnej władzy w Kościele
„Kościół jest pełnią uczestnictwa w życiu Chrystusa, w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu”
Ekumenizm: kard. Bergoglio przyjmuje błogosławieństwo od protestantów
Kard. Bergoglio bierze udział w żydowskim święcie Hanuki
Kard. Bergoglio i B’nai B’rith
Współpraca kard. Bergoglio z rabinem Abrahamem Skorka
Wobec islamu
Aborcja
Nie wolno skazywać dzieci poczętych w wyniku gwałtu na śmierć
Wobec tych, którzy opowiadają się za aborcją
Prawo zezwalające na małżeństwa homoseksualne to „machinacja ojca kłamstwa”
„Adopcja dzieci przez homoseksualistów to forma dyskryminacji dzieci”
Eutanazja
Środki antykoncepcyjne
Wobec AIDS
Kobieta w Kościele
O ubóstwie i wartościach materialnych
Zawsze działał na rzecz biednych
Kard. Bergoglio i cud eucharystyczny
Oskarżenia przeciwko kard. Bergoglio
Stosunki z władzą państwową
Kard. Bergoglio i… piłka nożna – czy można wierzyć mediom?
Wielki romans młodego Bergoglio – czy można wierzyć mediom?
Czy kard. Bergoglio miał pentagram w herbie?
Czy kard. Bergoglio był honorowym członkiem Rotary Club?

Rozdział VII – Pierwsze oceny i komentarze
„Nasz Dziennik”: przeciw sekularyzmowi i narzucaniu liberalnych projektów
„Rzeczpospolita” – Agata Kaźmierska: „teologicznie nie odbiega od Benedykta XVI”
„Rzeczpospolita – Bogusław Chrabota: „skala tego, z czym musi się zmierzyć jest olbrzymia”
„Fakt”: papież globalny
„Dziennik Gazeta Prawna”: mediator pomiędzy kościelnymi konserwatystami i liberałami
„Super Ekspress”: ostrożny reformator
Fronda.pl: szewska pasja postępowych środowisk
„Gazeta Wyborcza”: to będzie Kościół braterstwa
Bp Edward Frankowski: „będzie to wspaniały pontyfikat”
Ks. bp Adam Bałabuch: „człowiek żywej i głębokiej wiary”
Kiko Argüello: „przy wielu okazjach przewodniczył celebracjom wspólnot neokatehumenalnych”
Leonardo Boff: „Papież Franciszek zaskoczy wielu”
Ks. Moszoro-Dabrowski: „misyjne ożywienie Kościoła”
Ks. Aleksander Posacki: „bardziej duszpasterz niż teolog”
Domik Zdort: „nie chcę by papież był powszechnie akceptowany”.

Rozdział VIII – Pierwsze wskazania papieża Franciszka
Pierwsze słowa papieża Franciszka: „Jestem biskupem Rzymu”
Papież Franciszek zaprosił rabina Rzymu
Reakcje środowisk żydowskich na wybór kard. Bergoglio na Stolicę Piotrową
Pierwsza homilia papieża Franciszka: „Kiedy nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, to wyznajmy doczesność diabła”
Przemówienie papieża Franciszka do kradynałów: „Chrystus jest jedynym Zbawicielem całego człowieka i wszystkich ludzi”
Spotkanie papieża Franciszka z mediami: Franciszek – „człowiek ubóstwa, pokoju, który kocha i strzeże stworzenie”
Błogosławieństwo dokonane przez Papieża bez znaku Krzyża
Druga homilia papieża Franciszka: „najsilniejszym orędziem Pana jest miłosierdzie”
Anioł Pański z papieżem: „polecam wam książkę o miłosierdziu Bożym kard. Kaspera”
Kard. Walter Kasper: „należy wyświęcać kobiety”
To nie była intronizacja
Komunia Święta była przyjmowana na kolanach
„Strzec każdego stworzenia”

Rozdział IX – Dokąd będzie zmierzał Kościół pod przewodnictwem papieża Franciszka?
Rozdział X – Biskup Rzymu, misjonarz, kaznodzieja
Zakończenie
Dodatek: ks. Jacek Bałemba SDB, Droga pewna
malgorzata__13
Razem z papieżem Franciszkiem chcemy otworzyć nową kartę w naszych stosunkach – powiedział Yusuf Al-Quaradawi, przewodniczący Międzynarodowej Unii Uczonych Muzułmańskich.
Warto dodać, że słowa o współpracy padły także ze strony innego ważnego ośrodka muzułmańskiego, zresztą głównego sprawcy konfliktu wokół Ratyzbony - kairskiego uniwersytetu Al-Azhar. Jego przełożony - wielki imam Ahmed el-…More
Razem z papieżem Franciszkiem chcemy otworzyć nową kartę w naszych stosunkach – powiedział Yusuf Al-Quaradawi, przewodniczący Międzynarodowej Unii Uczonych Muzułmańskich.
Warto dodać, że słowa o współpracy padły także ze strony innego ważnego ośrodka muzułmańskiego, zresztą głównego sprawcy konfliktu wokół Ratyzbony - kairskiego uniwersytetu Al-Azhar. Jego przełożony - wielki imam Ahmed el-Tayyeb wystosował do Papieża specjalny telegram gratulacyjny.
Napisał w nim o potrzebie „świata pełnego współpracy i miłości, by zapewnić wspólne wartości, kładąc kres kulturze nienawiści i nierówności”. Gratulując „chrześcijanom Wschodu i Zachodu” wyboru nowego zwierzchnika muzułmański dostojnik wyraził nadzieję, że rozpoczęty obecnie pontyfikat przyczyni się do otwarcia „nowej epoki, pozytywnej dla wszystkich narodów w zmieniającym się świecie, który potrzebuje stabilności i pokoju”.
Muzułmanie chcą dialogu z Franciszkiem wiara.pl