Język
Wyświetlenia
522
VRS

Jadwiga (1)

Ferrara, październik Roku Pańskiego 1187
Sługa sług Bożych i namiestnik Jezusa Chrystusa na ziemi Urban III leżał samotnie na łożu i rozmyślał. Wydarzenia jakie się rozgrywały zwiastowały czas próby lub nawet Bożej kary. Świat chrześcijański zdawał się trzeszczeć w posadach, zaś jego przywódca nie miał już siły. Ani zbrojnej, ani politycznej, ani fizycznej. Nie miał nawet wstępu do Rzymu. W czerwcu jedynie zagrożenie papieską ekskomuniką powstrzymało chrześcijańskich królów Henryka oraz Filipa od walnej bitwy na polach pod Chateauroux i skłoniło do zawarcia rozejmu. Groźby wyłączenia ze społeczności wiernych nie przestraszył się natomiast Fryderyk Rudobrody. Cesarz poniżył autorytet Stolicy Piotrowej, najpierw w sporze o arcybiskupstwo Trewiru, potem przeprowadzając bez jej zgody i mimo sprzeciwu małżeństwo swego syna Henryka z następczynią trony Sycylii Konstancją. Papież wysłał wprawdzie legatów na ślub jaki odbył się w Mediolanie w styczniu 1186, lecz zdecydowanie odmówił koronacji Barbarossy na króla Italii. Ten się nie poddał i skłonił do udziału w koronacji patriarchę Aquilei, na co Urban nałożył suspensę na duchownych, którzy uczestniczyli w ceremonii i konsekrował Wolmara na arcybiskupstwo trewirskie, na przekór mającemu cesarskie poparcie Rudolfowi. W odpowiedzi cesarz zakazał swoim poddanym niemieckim składania skarg do papieża i ustawił swoich ludzi na alpejskich szlakach przechwytując posłańców, których Urban wysyłał do Rzeszy. W Italii Barbarossa pozostawił syna Henryka, który poniewierał biskupów i plądrował papieskie dobra, zaś jednemu z urzędników Stolicy Świętej kazał obciąż nos. Zwolennicy cesarscy nazywali Urbana turbanus, powodujący perturbacje aby pognębić cesarza, szydzono że papieżem kieruje osobista zemsta wobec Barbarossy za krzywdy jakie doznała rodzina Crivelli w Mediolanie. Urban III nie miał spokoju nawet w Weronie, gdzie się schronił. Gdy postanowił wezwać upartego Rudobrodego do Werony by go ekskomunikować, sprzeciwili się ogłoszeniu tej decyzji mieszkańcy miasta, obawiając się cesarskiego odwetu. Urban ruszył do Wenecji i w drodze, w pobliżu Ferrary dopadła go słabość. Medycy twierdzili że z zatrucia.
Myślał o złamanym złotym krzyżu papieskim, znaku złowróżbnym, myślał o rozmowie z dziwnym mnichem z Fiore Joachimem, który zapowiadał karę Bożą za ludzkie grzechy. Myślał jednak przede wszystkim o dalekiej ziemi, po której kiedyś stąpał Chrystus, a z której dochodziły niepokojące wieści. Armia Królestwa Jerozolimskiego została w upale i pyle Palestyny starta w proch, król Gwidon de Lusignan wzięty do niewoli, relikwia Prawdziwego Krzyża zagarnięta, liczni rycerze królestwa, templariusze i szpitalnicy zabici w boju lub ścięci. Co z Jerozolimą? Karę za grzechy, za spory w chrześcijańskim świecie srogą Bóg wymierzył. I apostazję. Papież przerzucił drżącą dłonią na stoliku obok pergaminy. Wyjął rozpaczliwy list, jaki przekazał mu mistrz zakonu św. Jana Archambault, otrzymany od braci zza morza, opisujący przerażające wypadki jakie miały tam miejsce. Przeczytał go po raz kolejny.
... Baldwin z Fatinor, Bakbaberhok z Tabarii oraz Leizjusz z trzema innymi towarzyszami oddzielili się od armii, udali się do Saladyna – i co z żałością musimy przekazać – zaparli się swojej wiary, poddali mu się i zdradzili przed nim wojska króla Jerozolimy, ujawniając trudną sytuację, w jakiej się znalazły. Toteż Saladyn wysłał przeciw nam Taki ad-Dina z 20 tysiącami wyborowych wojowników, którzy uderzyli na nasze wojska i rozgorzała zacięta bitwa od godziny dziewiątej aż do nieszporów. I za przyczyną naszych grzechów wielu z naszych zabito, chrześcijanie zostali pokonani, król wzięty do niewoli, Święty Krzyż zabrany, zaś młody Onfred i książę Reynald pojmani i zgładzeni. Hrabia Trypolisu, lord Balian i Renald, pan na Sydonie, uszli. Po tym wszystkim Saladyn zebrał ponownie swe wojska i w niedzielę przybył pod Saforę, i zajął Seforę i Nazaret, i Górę Tabor, zaś w poniedziałek udał się pod Akkę, a miasto mu się poddało. Podobnie poddały się Kaifas i Cezarea, i Jafa, i Napolis, i Ramlah, i St. Georges, i Ibelin, i Bellefort, i Mirahel, i Tyron, i Gwaler, i Gaza, i Audurum. A kiedy nasza galera dotarła do Laodycei otrzymaliśmy wieści, że Tyr się poddał. Tak wielka jest liczba Saracenów i Turków, że pokryli całą ziemię od Tyru aż po Jerozolimę, jak niezliczona armia mrówek i jeśli pomoc dla zachowanych miast i dla niewielu chrześcijan, którzy ocaleli na Wschodzie nie nadejdzie szybko, wkrótce podobnie jak poprzednie zostaną spustoszone przez szalejących pogan, spragnionych chrześcijańskiej krwi.

**

Wieść o upadku Jerozolimy dotarła do Ferrary nazajutrz po tym jak Umberto Crivelli zamknął oczy. Kardynałowie musieli, kierując się asystencją Ducha Świętego i koniecznością chwili, wybrać kogoś kto wezwałby do odzyskania Grobu Świętego, a jednocześnie potrafiłby poradzić sobie z cesarzem. Świątobliwy i energiczny zarazem pięćdziesięciolatek kardynał Henryk de Marsiac, cysterski zakonnik i biskup Albano, był idealnym kandydatem. Parę lat wcześniej potrafił skłonić Piotra Waldo z Lyonu do złożenia wyznania wiary, a gdy jego zwolennicy trwali w oporze, zorganizować wyprawę na niepokorny Lavaur. Jednak Henryk pragnął podążyć w ślady św. Bernarda z Clairvaux i grzecznie odmówił, argumentując że zamierza całkowicie poświęcić się sprawie krucjaty. W tym celu musiał pogodzić świat chrześcijański i zamierzał najpierw doprowadzić do zgody Henryka II angielskiego z Filipem II francuskim, a następnie zjednać dla wyprawy samego cesarza.
Wybór padł zatem na kanclerza Urbana - kardynała Alberta de Morra, norbertanina z klasztoru św. Marcina w Laonie. Znany był ze swych rozjemczych zdolności. To jemu powierzono misję ogłoszenia absolucji dla Henryka II po zabójstwie arcybiskupa Tomasza Becketa. Ukoronowano go 25 października. Przyjął imię wielkich papieży wieku VI i XI, Grzegorza Wielkiego i Hildebranda. Grzegorz VIII nie zamierzał jednak wdawać się w spór z cesarzem, w czasie gdy Jerozolima została utracona. Nie zamierzał również próżnować i najpierw na znak żałoby i pokuty zakazał duchownym i świeckim noszenia barwnych i jedwabnych strojów, a kilka dni po swoim wyborze, przystąpił do sporządzenia listu do całego chrześcijańskiego świata:
Grzegorz, biskup, sługa sług Bożych, do wszystkich wiernych Chrystusa, którzy list ten otrzymają, pozdrowienia i błogosławieństwo apostolskie. Kiedy usłyszeliśmy o srogości strasznego sądu, którym ręka Boża nawiedziła ziemię jerozolimską, my i nasi bracia, zatroskani tak strasznymi rzeczami, dotknięci taką boleścią że ledwie rozeznajemy co należy lub co powinniśmy czynić, jak biadając mówi psalmista: Boże, poganie najechali Twe dziedzictwo, zbezcześcili Twój święty przybytek, Jeruzalem obrócili w ruinę. Ciała świętych Twoich wydali na żer zwierzętom polnym i ptakom powietrznym. Zaiste z powodu wojny, którą złośliwość ludzi sprowadziła na ową ziemię z diabelskiego natchnienia, Saladyn najechał ją z hordą zbrojnych. Stawili im czoło król i biskupi, templariusze i szpitalnicy, baronowie i rycerze z ludem tej ziemi, i z krzyżem Pana, zaś po boju jaki się wywiązał, strona nasza została pokonana zaś krzyż Pana nam zabrany. Biskupi zostali wycięci, król pojmany, zaś niemal wszyscy z naszej strony poszli albo pod miecz, albo w pęta. Nieliczni tylko umknęli. Także templariusze i szpitalnicy zostali ścięci w obecności pogan. Po klęsce armii nie najechali oni następnie i zajęli wszystkie miejsca i tylko nieliczne nie znalazły się w ich mocy.
Mimo to, choć mówiąc słowami proroka: "któż da mej głowie źródło wody i łez krynicę dla mych oczu, abym mógł dniem i nocą opłakiwać śmierć mego ludu", nie zamierzamy oddawać się rozpaczy i wierzyć że Bóg jest tak gniewny na swój lud że gniew Jego na niezliczone ich grzechy nie może zostać rychło powstrzymany, gdy ucieszy się ich pokutą. A, po płaczach i lamentach, poprowadzi ich do wywyższenia. Zaprawdę ten, kto nie opłakuje choćby w sercu tak wielkiej przyczyny boleści, nie tylko nie zaznał wiary chrześcijańskiej, która uczy nas łączenia się w cierpieniu, lecz nie zaznał też człowieczeństwa...

Grzegorz przerwał na moment i dyktował dalej.
....Od dawna mogli się obawiać tych rzeczy, gdy Edessa i inne ziemie wpadły w ręce pogan, i wiadome było, że jeśli pozostali znów będą czynić pokutę, zadośćuczynią Bogu, którego obrazili swoimi grzechami. Albowiem gniew Jego nie jest spieszny, lecz odkłada On karę, dając czas do nawrócenia. Jednak, ostatecznie nie zatraca On w miłosierdziu swej sprawiedliwości, lecz używa swą opatrzność do ukarania grzeszników i dla pewności tych, którzy mają zostać zbawieni.
Dlatego mamy wzgląd i wyrażamy niepokój o grzechy nie tylko mieszkańców owej ziemi, ale także nasze własne i całego ludu chrześcijańskiego tak aby to co pozostało z owej ziemi nie zostało utracone, a furia pogan nie szalała w innych ziemiach. Albowiem z każdej strony dochodzą nas wieści o rzeczach gorszących i sporach między królami a książętami, wśród miast, tak iż biadamy wraz z prorokiem, mówiąc: "nie znają w tych ziemiach prawdy ni Boga: łgarstwo, morderstwo i cudzołóstwo się plenią, a krew za krwią spływa". Dlatego każdy musi zrozumieć i podjąć odpowiednie działanie, abyśmy poprzez żal za nasze grzechy mogli zostać nawróceni do Pana przez pokutę i pobożne dzieła, i abyśmy mogli najpierw przemienić w naszym życiu zło, które czynimy. A wtedy możemy przemóc dzikość i złośliwość naszych wrogów. Zaś to czego nie obawiają się czynić przeciw Bogu, my nie zawahamy się czynić dla Boga... Zatem, synowie, zważcie jak przyszliście na ten świat i jak wszystko przemija i wy przeminiecie. Wykorzystajcie czas na pokutę i czyńcie dobrze jak tylko to w waszej mocy, składając dzięki. Oddajcie siebie, poświęćcie się, albowiem nic do was nie należy... Zwracajcie uwagę nie na ziemski zysk i chwałę, lecz na wolę Boga, który sam nauczył nas oddać życie za naszych braci. Dajcie Mu swe bogactwa, albowiem chcąc czy nie chcąc, nie wiecie nawet którym z chciwych spadkobierców one przypadną. Nie jest to rzeczą nową ani niezwyczajną że kiedy sprawiedliwość Boża dotyka ziemię, po ciosach i poprawie, może ona uzyskać przebaczenie...
Przyrzekamy całkowite odpuszczenie grzechów i życie wieczne tym, którzy podejmą trud tej wędrówki z sercem skruszonym i duchem pokornym, oraz wyruszą w żalu za swe grzechy i ze szczerą wiarą. Czy przetrwają czy zginą, niech wiedzą że po szczerej Spowiedzi, otrzymają odpuszczenie nałożonej kary poprzez miłosierdzie wszechmogącego Boga, władzą Apostołów Piotra i Pawła oraz naszą władzą. Ich dobra, począwszy od przyjęcia krzyża, wraz z ich rodzinami, pozostają pod opieką Świętego Rzymskiego Kościoła, arcybiskupów, biskupów i innych kapłanów. Nie zostaną wszczęte żadne prawne postępowania dotyczące rzeczy, które zgodnie z prawem posiadają od chwili, gdy przyjmą krzyż do chwili, gdy wrócą lub gdy ich śmierć zostanie uznana za pewną i zachowają wszystkie swoje dobra. Nie zostaną zmuszeni do zapłaty odsetek jeśli zaciągnęli pożyczkę. Nie powinni podróżować w wystawnym odzieniu i z psami lub ptakami, lub innymi rzeczami, które świadczą o zbytku i bogactwie, lecz odziewając i zachowując się skromnie, powinni czynić raczej pokutę niż poszukiwać próżnej chwały.

Papież przetarł dłonią zmęczone oczy i popatrzył w dal. Czy poróżniony między sobą świat chrześcijański odpowie na jego apel?

***

Leon de Monumento, konsul Republiki Rzymskiej i przedstawiciel cesarza Barbarossy stał w komnacie dworu papieskiego w Ferrarze.
- Cesarz - powiedział z głębokim ukłonem - pragnie pokoju i raduje się widząc to samo pragnienie u Waszej Świątobliwości. Na dowód czego polecił mi przekazać, że aby pomóc Waszej Świątobliwości w dziele pomocy dla chrześcijan w Ziemi Świętej zapewni swobodne przemieszczanie i ochronę wysłanników Apostolskiej Stolicy po ziemiach cesarstwa oraz pokrycie kosztów ich podróży.
- Ciężki cios dotknął chrześcijaństwo nie tylko ze strony Saracenów. - odparł Grzegorz. - Winnica Pańska jest pustoszona przez lisy, pełne ambicji i chciwości, przez bogactwo i herezję. Naszym życzeniem jest pokuta i czyn, pokój, wiara i zjednoczenie. Podziękuj swemu panu i przekaż moje błogosławieństwo by odważył się dziś stanąć na czele wojska Pana.

Andechs, kwiecień Roku Pańskiego 1188

Zamek Andechs, na którego najwyższej wieży dumnie łopotały złote lwy miejscowych hrabiów położony był na okazałej górze między jeziorami Woerms i Ammer, niedaleko Monachium. W jego dziejach zlewały się świętość z ziemską chwałą. Twierdza lilii, jak ją zwano, mieściła kaplicę, w której miejscowy hrabia Rasson, zmarły w opinii świętości, zgromadził, umieszczone tu dla ochrony przed najazdem Madziarów w połowie X stulecia, cenne relikwie: cząstki Krzyża świętego i szat Chrystusowych. Tu również znalazł się wtedy złoty krzyż należący do opiekuna Stolicy Świętej Karola Wielkiego. Inny święty - biskup Otton z Bambergu podarował miejscowemu hrabiemu Bertoldowi trzy konsekrowane Hostie świadczące o cudownym charakterze najświętszej z tajemnic, którą przechowywał Kościół. Dwie z nich opisywano już w żywotach wielkiego papieża, świętego Grzegorza z czasów karolińskich. Zaczęły krwawić, gdy niewiasta pracująca w piekarni wypiekającej opłatki zaczęła śmiać się szyderczo podczas Mszy, gdy Grzegorz określił je jako Ciało Pańskie. Trzecia Hostia była związana ze świętym papieżem Leonem XI.
I Hostie, i ułamek Krzyża świętego łączyły Andechs niewidzialnym mostem z daleką Jerozolimą i przywoływały dramat, który tam się odbył dwanaście stuleci wcześniej, i który odbywał się na nowo.
- Tag Gottes - mówił ojciec rozentuzjazmowany
Prawdziwie sprawa to Boża, gdy kardynał Henryk z biskupem Tyru Jozjaszem doprowadził do zgody swego imiennika z Anglii z francuskim Filipem i przyjęcia przez nich krzyża. Z Arras przybył prosto na sejm. Sam cesarz przyjął znak krzyża, wraz z nimi wielu możnych, a wszyscy szczerze płakali nad niedolą chrześcijan w ziemi świętej. Siedmioletni rozejm Boży został ogłoszony w całym chrześcijańskim świecie. Ojca Świętego Grzegorza powaliła niestety w grudniu, gdy był w Pizie, jednak nowy papież Klemens jest równie pobożny i gorliwy.
- A ty ojcze? - zapytała Jadwiga.
- Ja?
- Krzyż przyjąłeś?
- Przyjąłem, za cesarzem i biskupami, wśród innych książąt i hrabiów. Nikt w całych Niemczech, kto chciałby być uważany za dobrego człowieka, nie opuścił Moguncji bez życiodajnego znaku krzyża. Wszyscy zapłonęli szlachetnym pragnieniem odparcia najeźdźców i odbicia Grobu Świętego. Dziesięć tysięcy.
Bertold potarł ręką czoło. Wydarzenia na świecie wydawały się wyrywać w jakiś szalony rytm. Jeszcze rok temu, jechał z małżonką w orszaku młodego Henryka, syna cesarza do Italii, by na przekór papieżowi doprowadzić do jego ślubu z sycylijską księżniczką. Genialny politycznie manewr Rudobrodego, który po klęsce pod Legnano, znów miał objąć półwysep mocną ręką narażał go na ryzyko ekskomuniki, którą zapowiedział Urban. A teraz z ramienia cesarza i z błogosławieństwem papieża miał prowadzić świętą wyprawę do ziemi Chrystusowej. Upadek Jerozolimy zmieniał wszystko. Chrześcijaństwo znów stawało się jednością w trudnych czasach. A czasy były zaprawdę trudne. Jak oznajmił na sejmie czcigodny kardynał Henryk: ukrzyżowały ponownie Pana w Jeruzalem, bezczeszcząc i pustosząc święte miejsca, diabelskie hordy proroka. Zaś wysłannik sprośnego Mahometa Saladyn groził nie tylko zmieceniem przypartych do wybrzeża resztek chrześcijańskiego Lewantu, ale przypomnieniem o czasach gdy wyznawcy Proroka plądrowali Rzym, zalewali Iberię i ziemie Franków oraz stawali nad Bosforem. Wszystkiemu, jak mówił Henryk, winna była oschłość chrześcijaństwa, brak miłości i miłosierdzia. Konrad z Monferrat bronił się w Tyrze ostatkami sił i trzeba było mu pomóc.
Jadwiga czytała list, jaki przywiózł ojciec. Napisał go dawny opat Clairvaux, współbrat świątobliwego Bernarda, wspomniany już Henryk, kardynał Albano:
... O godny czci Krzyżu, leku na nasze rany, uzdrowicielu nasz, słodkie drzewo, znaku życia, chorągwi rycerstwa chrześcijańskiego! Wyznajmy że wszystko to było konieczne, albowiem będziemy mniej cierpieli wśród wszystkich przeciwności, choć możemy się obawiać że będzie ich więcej. Mimo to, skoro miłosierdzie i prawda stanowią całą drogę Pana, nie możemy ich odrzucać, albowiem zawsze powinno być przed naszymi oczyma że Ten, który ukarał lud chrześcijański sądem nad jego grzechami, który odwrócił swe oczy od ich ziem wskutek ich żądz, zamierzył również dla nas wybawienie poprzez swe miłosierdzie. Albowiem któż mógł pozwolić zabrać drzewo Krzyża poganom, jeśli nie po to by On został ukrzyżowany ponownie przez ten lud? Spójrzcie, widzimy znowu tajemnicę naszego odkupienia, kiedy dla nas samych nie oszczędził ani imienia swego ani Krzyża...
Albowiem jest to czas sposobny, jest to dzień zbawienia, w którym rycerze Chrystusa, odrzucając dzieła ciemności i przyjmując oręż światła, pancerz wiary i hełm zbawienia, nie zawahają się pomścić zniewagę wyrządzoną Krzyżowi. Zło nie jest rycerstwem albowiem ci, których zamiarem była rzeź chrześcijan, rabunek i potworne męki, zasłużyli na ogień wieczny i wieczne wężowe katusze. Szczęśliwą jest rycerska służba dla tych, którzy szukają zwycięstwa dla chwały raczej niż dla łupu. Dziś Ten, który kocha dusze i nie szczędzi własnych cierpień wzywa was do tego celu, albowiem złożył On ów obowiązek na wiernych mu, skłaniając ich do przyjęcia tej służby rycerskiej. On jest tym, który nakłada znak życia na tych, którzy opłakują tak wielkie zło aby pokonać tę nieznośną ranę. I choć agresorzy, którzy nas napadli, dzierżą liczną broń zniszczenia z powodu naszych grzechów, zranią jedynie tych, którzy odrzucą znak życia dany przez Tego, który jest w niebie...

Znak życia. Żyć dla Chrystusa albo umrzeć, wybierając śmierć już za życia.

Napisz komentarz …
22Cecylia
Teraz też jest taki czas, tyle, że nie ma tego, ktoryby tak zawołał: "Albowiem jest to czas sposobny, jest to dzień zbawienia, w którym rycerze Chrystusa, odrzucając dzieła ciemności i przyjmując oręż światła, pancerz wiary i hełm zbawienia, nie zawahają się pomścić zniewagę wyrządzoną Krzyżowi. Zło nie jest rycerstwem albowiem ci, których zamiarem była rzeź chrześcijan, rabunek i potworne męki, … Więcej
Weronika.S lubi to.
mariba lubi to.