Clicks1.7K
mk2017
2

Anne -Gabrielle Caron: 8-latka, która zadziwiła Kościół. Prosiła Jezusa, by przeniósł na nią cierpienia dzieci.

Anne -Gabrielle Caron: 8-latka, która zadziwiła Kościół. Prosiła Jezusa, by przeniósł na nią cierpienia dzieci.

Anne-Gabrielle Caron.

„Och tak, Jezu!” – brzmiały jej ostatnie słowa. Właśnie rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. „Chociaż nie lubię chorować, to mam szczęście, bo w ten sposób mogę pomagać Dobremu Bogu, by ludzie do Niego wracali”.
„Często nie wiem, co powiedzieć, więc się uśmiecham” – ta, wydawałoby się banalna, recepta na kłopotliwe sytuacje nabiera zupełnie innego znaczenia w ustach cierpiącej na rozległy nowotwór 8-latki, która w trakcie okrutnej choroby nie tylko zachowywała pogodny nastrój, by pocieszać rodziców, ale też prosiła Pana Jezusa, by przeniósł na nią cierpienia wszystkich dzieci w szpitalu, w którym leżała.
I choć jej krótkie życie to gotowy materiał na film o dziecięcej superbohaterce, dziś studiują je nie scenarzyści, a postulator procesu beatyfikacyjnego, który 12 września rozpoczął się we francuskiej diecezji Fréjus-Toulon.

Wilczek Pana Boga
Anne-Gabrielle Caron przyszła na świat 29 stycznia 2002 r. we francuskim Tulonie, w rodzinie o tradycjach skautowskich. Na zdjęciach widnieje jako dziewczynka o niegasnącym promiennym uśmiechu, roziskrzonych oczach i z burzą ciemnych loków. W pamięci najbliższych zapisała się jako osóbka uważna i wrażliwa na ludzką krzywdę (w wieku 3 lat dzięki swojej spostrzegawczości uratowała przed utonięciem młodszego brata, alarmując dorosłych), a także… na cierpienie Jezusa.
Mając zaledwie 2,5 roku, potrafiła przypatrywać się uważnie krucyfiksowi, mówiąc: „Jezus cierpi, muszę go pocieszyć”, a następnie ofiarowywała drobne wyrzeczenia i dziecięce trudy „aby wyciągnąć ciernie z korony Jezusa”. Jako 4-latka wielokrotnie dopytywała rodziców, czy wkrótce umrze, dodając, że jej wielkim marzeniem jest „ujrzeć Dobrego Boga”.

DR
Anne-Gabrielle Caron
Nic wówczas nie zwiastowało, że marzenie dziewczynki wkrótce się spełni, choć jej sposób bycia miał w sobie coś „nie z tego świata”. Jak wspominają bliscy, choć sama była nieśmiała, w gronie rówieśników zawsze towarzyszyła dzieciom osamotnionym i nieakceptowanym. Wobec rodziców i trójki rodzeństwa wykazywała się dojrzałością i empatią. Pomimo młodego wieku próbowała też opanować swój trudny, jak uważała, charakter, zwłaszcza niecierpliwość, za którą wielokrotnie przepraszała mamę.
Jednym z jej dziecięcych pragnień było wstąpienie do skautów. Na kilka miesięcy przed śmiercią zdążyła złożyć przyrzeczenie skautowskie i dołączyć do upragnionej gromady „wilczków”. Choć nie zdążyła zdobyć kolejnych skautowskich sprawności, zainspirowani nią francuscy skauci nazywają ją „wilczkiem Pana Boga” i obierają ją na patronkę kolejnych grup formacyjnych.
Skądinąd to właśnie wieloletni zwierzchnik formacji Europa Scouts, do której należała, Pascal Barthélèmy, jest dziś postulatorem jej procesu beatyfikacyjnego.

Mam szczęście, że jestem chora
Kłopoty zdrowotne Anne-Gabrielle dały o sobie znać gdy, jako 6-latka, zaczęła skarżyć się na uciążliwy ból w kolanie. Dramatycznym „prezentem” na jej 7. urodziny okazała się diagnoza medyczna: mięsak Ewinga, złośliwy nowotwór kości z licznymi przerzutami. Konieczna była 8-miesięczna chemioterapia i liczne bolesne zabiegi, które, w połączeniu z częstymi dojazdami do oddalonego o ponad 60 km szpitala, wywróciły do góry nogami życie dziewczynki i jej najbliższych.
Choć pod koniec 2009 r. nastąpiła kilkumiesięczna remisja choroby, nowotwór powrócił z taką siłą, że Anne-Gabrielle musiała niekiedy przyjmować 10 dawek morfiny w ciągu jednej nocy, a jej kości z trudem wytrzymywały ciężar ciała.
Dziewczynka nie traciła jednak wiary w sens cierpienia, próbowała wyrażać swoimi słowami. „Chociaż nie lubię chorować, to mam szczęście, bo w ten sposób mogę pomagać Dobremu Bogu, by ludzie do Niego wracali” – zwierzała się mamie.
Pomimo dziecięcych obaw przed wczesną śmiercią (martwiła się, że w Niebie nie będzie miała ulubionego domku z klocków), mówiła, że chciałaby zostać świętą na wzór św. Tereski z Lisieux i prosiła Boga, by przeniósł na nią cierpienia wszystkich dzieci, które leżały w tym samym co ona szpitalu.
Będę świętą! – zapewniła kiedyś rodziców. – Czasem mówię sobie, że kiedy umrę, to powiem, że tak naprawdę wcale nie było trudno czynić dobro. Naprawdę, to nie takie trudne być miłym, myśleć o innych, być posłuszną i nie bić się z rodzeństwem”.

Szła do ołtarza jak do Nieba
Przystąpienie do I Komunii świętej było dla 7-letniej wówczas Anne-Gabrielle wydarzeniem, na które czekała z niecierpliwością. „Czy wy zdajecie sobie sprawę, że On przyjdzie do mojego serca, naprawdę obecny, cały? Już nie mogę się doczekać!” – mówiła najbliższym. Oczekiwanie to, aż do ostatniej chwili było jednak naznaczone trudnościami i niepewnością.
Dwa dni przed uroczystością, zaplanowaną na 7 czerwca 2009 r. dziewczynka ponownie znalazła się w szpitalu. W dniu I Komunii uprosiła lekarzy, by mogła wyjść na przepustkę. Pomimo pośpiechu, do kościoła dojechała wraz z tatą, gdy chór śpiewał… pieśń na wyjście po zakończonej uroczystości.
Na jej widok przerwano jednak procesję wyjścia i ponownie zaintonowano pieśń eucharystyczną. Dziewczynka samotnie podeszła do ołtarza, gdzie ks. Jean-Raphaël Dubrule, przyjaciel rodziny, udzielił jej upragnionego sakramentu.
Nigdy nie widziałem nikogo, kto przyjmowałby Komunię św. tak jak ona. W moim sercu kapłana ten moment zapisał się jako bardzo poruszający” – wspominał później młody kapłan. Podobnym wspomnieniem podzieliła się jedna z przyjaciółek mamy Anne-Gabrielle: „My, którzy widzieliśmy, jak zbliżała się do ołtarza, byliśmy pod wielkim wrażeniem jej spojrzenia. Mieliśmy wrażenie, że ona szła w stronę Nieba”. Odtąd dziewczynka pragnęła codziennie przystępować do Komunii św.

©Archives familiales

Czy dusze czyśćcowe o mnie wiedzą?
W ostatnich tygodniach życia, jakby przeczuwając zbliżającą się śmierć, Anne-Gabrielle starała się upewnić, czy udało jej się pogodzić ze wszystkimi i wielokrotnie prosiła bliskich o wybaczenie. Jak wspominają rodzice, w modlitwie i rozmowach z bliskimi szukała pocieszenia.
„Dziś rano złożyłam ofiarę za dusze czyśćcowe – mówiła na miesiąc przed śmiercią – Czy myślicie, że dusze, które uratowałam przez moją ofiarę, będą mogły zrobić coś dla mnie, kiedy umrę? Czy myślicie, że one wiedzą, że gdzieś na ziemi jest 8-latka, która się za nie modli?”.
8-letnia dziewczynka zmarła w opinii świętości 23 lipca 2010 r., po 30-godzinnej agonii, w której do ostatniej chwili pozostawała świadoma. „Och tak, Jezu!” – brzmiały ostatnie słowa, jakie wypowiedziała, jakby zgadzając się na śmierć, której dotąd się obawiała.
Dziś Anne-Gabrielle jest przywoływana jako młoda orędowniczka i wzór do naśladowania dla dzieci zmagających się z ciężkimi chorobami, a także tych, które przygotowują się do przyjęcia I Komunii świętej.
Weronika....S
@tommy1 Masz na myśli, że zaczną padać na ulicy, biorąc pod uwagę te głupawe media, które mówią o padaniu na ulicy chorych, podczas gdy chory na tego koronawirusa ma objawy grypowe i leży w łóżku. Około 15 lat temu miałam objawy podobne do tych, które obecnie podają. Leżałam w łóżku dwa tygodnie, nikt więcej nie był w domu chory. Po 2 tygodniach wstałam osłabiona. Padają jak na wojnie od kul …More
@tommy1 Masz na myśli, że zaczną padać na ulicy, biorąc pod uwagę te głupawe media, które mówią o padaniu na ulicy chorych, podczas gdy chory na tego koronawirusa ma objawy grypowe i leży w łóżku. Około 15 lat temu miałam objawy podobne do tych, które obecnie podają. Leżałam w łóżku dwa tygodnie, nikt więcej nie był w domu chory. Po 2 tygodniach wstałam osłabiona. Padają jak na wojnie od kul pewnie. Chodzi zdrowy i nagle pada na ulicy.
mk2017
Jej sposób bycia miał w sobie coś „nie z tego świata”. Jak wspominają bliscy, choć sama była nieśmiała, w gronie rówieśników zawsze towarzyszyła dzieciom osamotnionym i nieakceptowanym.