Clicks993

«Idź precz: niech cię moje oczy nie widzą!»

Melania Calvat (siostra Maria od Krzyża) przyszła na świat 7 listopada 1831 r. w Corps, siedzibie władz kantonu Isére, położonej przy drodze z Grenoble do Gap. Została ochrzczona nazajutrz i otrzymała imiona Franciszki Melanii.

Przychodząc po trzech chłopcach, już dużych, została przyjęta z radością. Po niej miało się jeszcze urodzić dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Jej rodzina była biedna. Ojciec, Piotr Calvat, zwany potocznie Mateuszem (Mathieu), był murarzem. Najmował się wszędzie tam, gdzie był zarobek. Do domu powracał tylko w sobotę wieczorem, a czasami, jeśli miejsce pracy było odległe, pozostawał poza domem miesiąc albo nawet dłużej.

Kochał swe dzieci i pragnął, aby były dobrymi chrześcijanami. Miał siostrę, która uchodziła za dewotkę Jeśli jednak chodzi o niego samego, to jego zawód i wpływ towarzyszy pracy utrzymywały go często dala od sakramentów. Jego żona, Julia z domu Bariud, była beztroska i wesoła, i nie omijała żadnej okazji wyjścia: w zimie na wieczorki do jednych lub drugich, w ciepłej porze roku na zebrania, bale, pokazy jarmarczne itp.

Dlatego też niezadługo powzięła niechęć do tej córeczki której tak pragnęła. Skoro tylko dziecko miało sześć miesięcy, brała je na widowiska, za którymi szalała; mała zaś, gdy tylko zobaczyła mnóstwo ludzi, zaczynała płakać i w końcu, kryjąc główkę ramionach matki, tak krzyczała, że trzeba było z nią odejść. Ten lęk przed ludźmi nie zmniejszał się, gdy dziecko wzrastało. W domu była milcząca i spokojna; siedziała sama gdzieś w kąciku.

Gdy ojciec był w domu, kazał dzieciom odmawiać pacierz wieczorny i, wziąwszy Melanię na kolana, uczył robić znak Krzyża Świętego, potem włożywszy w jej ręce Krucyfiks, wyjaśniał jak Pan Jezus cierpiał umarł, aby nam otworzyć bramy raju.

"To mi się bardzo podobało - pisze Melania w swej autobiografii włoskiej. - Kochałam tego Jezusa, mówiłam do Niego, ale On mi nic nie odpowiadał, myślałam więc w swej naiwności, że powinnam naśladować Jego milczenie". Dlatego była małomówna, ale płakała, krzyczała i szamotała się, gdy znalazła się tam, gdzie było dużo ludzi.

Była nieznośna. Gdy pozostawiono ją samą w domu i gdy przyszedł jakiś ubogi, bez zastanawiania dawała mu wszystko, cokolwiek miała pod ręką. Miała z tego powodu pewne niewyraźne poczucie winy, gdyż skoro tylko matka zaczęła na nią narzekać i wyrzucać jej, że lepiej by było, gdyby umarła, z całego serca przyzna- wała jej słuszność i pragnęła naprawdę umrzeć, aby skończyła się udręka, którą mimowolnie zadawała matce.

Matka, gdy raz jeszcze z powodu niej musiała wyrzec się pięknego widowiska, postanowiła nie zwracać się do niej imieniem "Melania, lecz "Mutta Gaura, co w miejscowej gwarze znaczy "Niema Dzikuska". Zakazała swym synom nazywać ją siostrą, a jej zabroniła wołać na siebie: mamo; oświadczyła, że nie należy do rodziny i że jest stworzona na to, aby żyć z dzikimi zwierzętami w lesie jak mała wilczyca. Dziewczynka miała wówczas zaledwie lat trzy.

Ubogi dom jej rodziców stał na końcu wsi. Na sąsiednim zboczu, w niewielkiej odległości od wsi, znaj- duje się las. "Już wtedy - tak w odpowiedzi na pytanie księdza Combe notuje Melania w swej autobiografii z r. 1900 - już wtedy jakiś tajemniczy pociąg prowadził mnie do samotni tego lasu.

Ponieważ moja matka nie mogła patrzeć na mnie siedzącą samotnie w kąciku, by mi nie powiedzieć: «Idź precz: niech cię moje oczy nie widzą!», chciałam mieć dość siły, aby chodzić do tego lasu, ale padałam w pobliżu domu. Wtedy natychmiast zjawiał się przy mnie śliczny chłopczyk w moim wieku i podawał mi rękę, by mnie podnieść. Znałam go od dawna, widywałam go niemal codziennie, dokąd tylko sięga moja pamięć...". Ale jak "Mutta Gaura" chłopczyk ów nic nie mówił. Dopiero w lesie miał się odezwać po raz pierwszy.

Narzecze wsi Corps jest zniekształceniem języka prowansalskiego.


LAS

Pewnego wieczoru, wypędzona z domu, skierowała się zatem Melania do lasu. Była bardzo zgnębiona i smutna, że nie ma już ni ojca ni matki, ani braci, ani sióstr, ani nikogo, kto by chciał ją przygarnąć. Zaczęła myśleć o Chrystusie swego ojca, o tym Chrystusie z zamkniętymi oczyma. "Tak sobie myślałam - notuje w autobiografii włoskiej - Odkupiciel nie spojrzał na mnie, nie zna mnie, jakże tedy może wiedzieć, że jestem sama?

Nigdy do mnie nie przemówił, a przecież umarł za mnie - wszak ma zamknięte oczy; dlatego i ja chcę Go kochać, chcę umrzeć dla Niego, oddaję Mu się cała i na zawsze... Chcę modlić się, ale nie głośno, jak mnie uczył ojciec; wszak Chrystus ma usta zamknięte, więc i ja będę się modlić z zamkniętymi ustami".

Modli się zatem, ale - jak sama się zwierza - nie wiedząc jeszcze, że to, o co trzeba przede wszystkim prosić, to Łaska, bez niej bowiem nie możemy nawet się modlić. Mówiła tedy (bez słów): Jezu, kocham Cię jak przyjaciela, kocham Cię jak ojca dobrego dobrocią samą, chcę Ci służyć jak Ojcu potężnemu a czułemu. Twoim tronem jest Krzyż, ja także chcę Krzyża". Miałam na myśli Krzyż drewniany: wyjaśnia - nie umiałam pójść dalej.

Słońce kładło się do snu, ptaki już nie śpiewały, wokół panowała cisza. Biedna sierotka usiadła na ściętym drzewie i znów poczęła płakać, przypomniawszy sobie rodziców, których pewnie opuściła na zawsze. Potem wyobraziła sobie krucyfiks i tak myślała: Chrystus nie płacze i nic nie mówi, bo ma oczy i usta zamknięte", chcę Go naśladować; więc już nie będę płakała". Zamknęła tedy oczy i zasnęła ze smutku i znużenia. Obudziła ją dopiero pieszczota porannego słońca.


SEN

Tej nocy miała sen. Ten sen - to odpowiedź na modlitwę, dowód przyjęcia jej pragnienia: W przewijających się symbolach widziała obraz swego życia.

Był to więc początek tych nadprzyrodzonych kontaktów które będą urabiać jej duszę.

Śni się jej, że - znużona fizycznie, przygnębiona duchowo - szuka miejsca spoczynku. Daremnie. Wreszcie spostrzega wielkie drzewo, które ścięto, ponieważ grube korzenie, które wyrosły skrzyżowane jedne nad drugimi, uniemożliwiały jego wykopanie. Wydawało się martwe, lecz z jego pnia wyrastał zielony pęd. Siedząc na starym pniu, oparta plecami o nowe drzewo; zasnęła ze znużenia i smutku.

Wtedy to usłyszała wołanie: "Siostro..., moja droga siostro.. Jestem twoim bratem... Zbliż się do mnie...". Wygnanka wstaje, patrzy i widzi piękne dziecię, które już zna, ubrane w strój różowy, w białych bucikach. Ale teraz chłopczyk przemawia. Oczarowana dziewczynka chce go pocałować, lecz on mówi, że jeszcze nie pora na to. Tymczasem jej cierpienia ustąpiły, jej serce rozpłomieniło się miłością, a w całą jej istotę wlało się jasne i głębokie poznanie Odwiecznej Mądrości i Dobroci Odwiecznej, które czuła w sobie wszędzie, aczkolwiek oczywiście nie zajmowały miejsca.

Zrozumiała, że wszelka prawdziwa wiedza polega na poznaniu Stwórcy i umiłowaniu Krzyża; że Boga należy kochać miłością czystą, nie za Jego dary, a nawet nie za szczęście niebios, którym Jego miłosierdzie obdarza tych, co Go naśladują, ale dla Niego samego.

Objawieniom tym towarzyszyło poczucie jej małości: przy czym im bardziej się umniejszała; tym bardziej rosła w niej miłość jej Odkupiciela; im bardziej "roztapiała się" w swej niskości, tym więcej jej umysł otrzymywał światła, ciepła, pociechy.

Ale czując, że jest bezsilna odpowiedzieć na tyle łask światła, jakimi ją tak hojnie obsypuje jej ukochany Brat, pragnie cierpieć. Wyjaśni to później, w liście z 22 listopada 1898 r., skierowanym do ks. Combe: "Gdy w głębi duszy żywo się odczuwa tę obecność Boga... cierpieć staje się prawdziwą koniecznością, głodem, potrzeba dowiedzenia Ukochanemu, że się Go kocha."

Wtedy jej Brat bierze ją za rękę i mówi: Dokąd chcesz pójść?" Ona zaś natchniona natychmiast mu odpowiada: "Na Kalwarię!" "Dobrze - mówi Braciszek - ale uważaj, żebyś mnie nie opuściła, bo upadniesz."

Wtedy las znika, oni zaś znajdują się u podnóża wysokiej góry i zaczyna się heroiczna wspinaczka. Droga prosta, w którą trzeba się zapuścić, by na pewno dojść do szczytu, zawalona jest cierniem i głazami, a im wyżej wznoszą się wędrowcy, tym większe stają się głazy, tym grubsze ciernie i tym częściej tkwią w nich krzyże; z nieba również spadają krzyże, duże i małe: Jakby pogrzebana pod nimi pada dziecinka i woła pomocy.

Jej Brat natychmiast powraca do niej i mówi: "Jeszcze nie doszliśmy do celu. Jeśli chcesz, możesz zawrócić, będziesz miała mniej cierpienia". "Nie, chcę iść dalej... Pójdę za Tobą i tam, gdzie Ty postawisz swoją stopę, ja postawię swoją" "Moja droga siostro, domyśliłaś się sekretu" - odrzekł chłopczyk i podał jej swą delikatną a mocną dłoń. Ale wspinanie jest mozolne, a krzyże niezliczone i ciężkie.

Wreszcie niebo zaciąga się ciemnymi chmurami, zapada mrok. Ale oto dzieweczka traci odczuwanie dotyku, już nie czuje dłoni, która ją pociągała i podtrzymywała. Czyżby ta dłoń rzeczywiście ją puściła? Och, byłaby to niełaska nad niełaskami. Jej trwoga, jej cierpienie jest tak wielkie, że nie czuje nawet kamieni, cierni i krzyżów. Niezmierny niepokój przewyższa wszystko; jedyna rzecz, która w tym mrocznym labiryncie przynosi jej pociechę; to cierpienie, które odczuwa jako zasłużone.

Tymczasem inną, szerszą i łatwiejszą drogą przechodzą obok ludzie tłumnie, śmiejąc się i bawiąc, i widząc ją mozolącą się, szydzą z niej, obelgami ją obrzucają, nazywają głupią, szaloną, fałszywą dewotką, obłudnicą. Jedni idą pieszo, inni jadą powozami. Ale wkrótce wszyscy zapadają w coś w rodzaju studni, z której zionie płomieniami i dymem.

Przerażona pada na kolana i ofiaruje Zbawicielowi swą gotowość cierpienia codziennie przez całe życie, na wynagrodzenie zniewag wyrządzonych Jego majestatowi.

Po tym akcie gorącej miłości odzyskuje uczucie dotyku, znów czuje łagodne a silne ujęcie dłonią swego Brata. On jest przy niej, nie porzucił jej. Ona też nie oddaliła się od niego. Radość jej była tak wielka, że się obudziła i odnalazła się sama w lesie, w miejscu, gdzie zasnęła.

Słonko było już wysoko. Ale odtąd czeka innego światła, bardziej przenikliwego i stałego, kąpie dla niej wszystkie rzeczy i ją samą.


OBJAWIENIE

Jak długo trwa to pierwsze i ostateczne wtajemniczenie w życie Boże? Ile dni mała Melania pozostaje porwana i zagubiona w tym zaczarowanym lesie? Nie wie tego. Wie tylko, że wtedy zostały jej objawione wszystkie wielkie prawdy wiary, tajemnice miłości nie stworzonej, z jej atrybutami i miłosierdziem. - Przedziwny to katechizm, choć bez szkolnych formułek.

W tym samym czasie rodzi się w niej gorące pragnienie zrozumienia i przekonania się, że Miłość Wieczysta jest nieskończona i że jej własna miłość zawsze jest jakby niczym.

Jak odpowiedzieć na tę nieskończoną miłość, jeśli nie cierpieniem i ukrzyżowaniem siebie samej na wzór Odkupiciela? Jej pierwsza modlitwa, na podziękowanie za tyle światła, jest jednocześnie modlitwą o uproszenie siły, która by jej pozwoliła zdobyć się na cierpienie tak wielkie, że zjednałoby jej łaskę ukochania Odkupiciela tak, jak On chce być kochanym: - To są jej własne słowa z autobiografii.

Jakby w odpowiedzi na swe błaganie otrzymuje objawienie tajemnicy Eucharystii. "Im bardziej dostrzegałam doskonałość Bożej Miłości, tym bardziej znikałam sama w swych własnych oczach i gdyby Najwyższy zechciał pozostawić mnie mojej nicości; byłabym upadła jak zeschły liść; który unosi wiatr i którego już nie sposób odnaleźć...".

Ale Najwyższy odrywa ją od niej samej: Ukazanie się Najwyższego przemienionego w chleb nie trwało dłużej jak minutę... Słodki; świetlany moment, moment rozkochania, w którym uniżone serce zostaje pokrzepione; odnowione, wzmocnione... Zrozumiałam, że z siebie samej nic nie mogę zrobić, aby nabyć tej ożywiającej miłości: miłość ta zakorzenia się w sercach osadzonych silnie w żywej wierze, z której się rodzi czysta miłość Boga i bliźniego, a wszystko to wyjednuje nam Krew Zbawiciela...

Podczas gdy zamierzałam powiedzieć swemu rozkochanemu i Boskiemu Mistrzowi, że chciałabym, aby On modlił się ze mną, we mnie, błyskawicznie ujrzałam nie oczyma ciała, lecz ducha - jak ten mój słodki i drogi Odkupiciel przechodzi ukoronowany cierniem, niosąc wielki Krzyż.


KRZYŻ

Było to jej pierwsze widzenie Chrystusa ukrzyżowanego. Gdy ono się zaciera, pozostaje tylko gorące pragnienie znoszenia cierpień samej Męki Chrystusowej. Składając siebie swemu słodkiemu Jezusowi w całopalnym darze, błaga Go usilnie, aby ją przyjął jako wspólniczkę Swych Mąk.

Jej Brat przychyla się do jej prośby i - każąc jej zjeść fioletowozielony kwiat, symbol bólu i żywej wiary - zadaje jej cierpienie, które może ona znieść w swym młodym wieku. I zaraz, natychmiast zapala w niej żywe pragnienie, aby wszyscy ludzie zostali oświeceni światłem odwiecznym i aby byli świadomi wszechobecności Boga. Jeśli zaś o nią chodzi, to ona ma wewnętrzną pewność, że gdziekolwiek znajdzie się na ziemi, choćby była w stanie najwyższego ogołocenia i ubóstwa, zawsze trwać będzie w obecności Boga, pod okiem Jego bezmiaru.


PIERWSZA KOMUNIA ŚW.

Żywiła się dzikimi owocami rosnącymi w lesie, ale zawsze... "Muszę powiedzieć - tak się zwierza w autobiografii włoskiej - że mój Brat kilka razy przyniósł mi wykwintne pożywienie, podtrzymujące siły przez kilka dni". Początkowo były to kwiaty zawierające rozkoszny sok. Później, gdy pewnego dnia pozostawała na klęczkach w obawie, że nie wydała całej swej duszy pożerającemu płomieniowi miłości Bożej, jej Brat ukazał się jej już dorosły, ubrany jak Kapłan do celebry.

Wtedy jeszcze nie wiedziała, co to znaczy: Dowiedziała się o wiele później, gdy pierwszy raz brała udział we Mszy Św: Brat jej miał na piersiach jakby serce otwarte, roztaczające świetliste promienie - ognie miłości i pokoju. W pewnej chwili sięgnął ręką do tej gorącej rany Serca, dwoma palcami wyjął z niej mały bielutki krążek, na którym widniał Jego portret, ale portret z żywego ciała, z ruchomymi oczyma i ze słowami na ustach.

Wkładając jej ten krążek do buzi, rzekł: "Siostro mego serca, przyjmij wieczną Miłość Boga mocnych". W tej chwili poczuła się ożywiona. Jej serce skakało w piersi, jakby chciało z niej się wyłamać, ale umysł zachował całą swą zdolność spostrzeżeń, bo zanotowała potem: "Uścisnęły się dwie skrajności: niezmierna, wieczna, nieskończona wielkość i najmniejsze nic".


źródło: duchprawdy.com/la_salette_ks_paul_gouin.htm
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
Zrozumiała, że wszelka prawdziwa wiedza polega na poznaniu Stwórcy i umiłowaniu Krzyża; że Boga należy kochać miłością czystą, nie za Jego dary, a nawet nie za szczęście Niebios, którym Jego Miłosierdzie obdarza tych, co Go naśladują, ale dla Niego Samego.
jac505
Matka Boża z La Salette zapowiedziała, że Rzym straci wiarę i stanie się siedzibą anty-Chrysta. Opętana kobieta krzyczała na watykańskim placu św. Piotra do Rycerzy Chrystusa Króla, że Rzym jest pusty ! Kogo tam nie ma, skoro urzęduje tam tyle osób i osoba wybrana na papieża ? Panie Jezu przyjdź !
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
Gdy ojciec był w domu, kazał dzieciom odmawiać pacierz wieczorny i, wziąwszy Melanię na kolana, uczył robić znak Krzyża Świętego, potem włożywszy w jej ręce Krucyfiks, wyjaśniał jak Pan Jezus cierpiał umarł, aby nam otworzyć bramy raju.

"To mi się bardzo podobało - pisze Melania w swej autobiografii włoskiej. - Kochałam tego Jezusa, mówiłam do Niego, ale On mi nic nie odpowiadał, myślałam więc …
More
Gdy ojciec był w domu, kazał dzieciom odmawiać pacierz wieczorny i, wziąwszy Melanię na kolana, uczył robić znak Krzyża Świętego, potem włożywszy w jej ręce Krucyfiks, wyjaśniał jak Pan Jezus cierpiał umarł, aby nam otworzyć bramy raju.

"To mi się bardzo podobało - pisze Melania w swej autobiografii włoskiej. - Kochałam tego Jezusa, mówiłam do Niego, ale On mi nic nie odpowiadał, myślałam więc w swej naiwności, że powinnam naśladować Jego milczenie". Dlatego była małomówna, ale płakała, krzyczała i szamotała się, gdy znalazła się tam, gdzie było dużo ludzi.
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
Nigdy do mnie nie przemówił, a przecież umarł za mnie - wszak ma zamknięte Oczy; dlatego i ja chcę Go kochać, chcę umrzeć dla Niego, oddaję Mu się cała i na zawsze... Chcę modlić się, ale nie głośno, jak mnie uczył ojciec; wszak Chrystus ma Usta zamknięte, więc i ja będę się modlić z zamkniętymi ustami".