Clicks693

Święty gniew!

Spotyka się zarzut, jakoby cnota chrześcijańska nie posiadała męskości i siły. Zarzut ten stawia się szczególnie cichości. Czy takie pojęcia odpowiadają nauce i przykładowi Chrystusa?
Niewątpliwie w przeciwnościach swego apostolstwa okazywał Pan Jezus zdumiewającą łagodność i rezygnację i to zarówno wobec natrętnych i bezwzględnych tłumów jak i wobec swych uczniów, którzy z trudem pojmowali naukę i nie byli wolni od przywar. Nawet w stosunku do sprzeciwów, złości i fałszu przywódców ludu nie spotykamy ni cienia zniecierpliwienia, złości czy nieopanowania.

Heroiczną wręcz rezygnację okazał w czasie Męki: pozwala się związać bez oporu, milczy na wszystkie fałszywe oskarżenia. Pozwala, że ludzie się z Nim źle obchodzą, plują na Niego, drwią, biczują, wkładają wieniec cierniowy i przybijają do krzyża. Nie broni się i na pomstę nie wzywa legionów anielskich, stojących do Jego dyspozycji (Mt 26,53). Umiera, modląc się za katów (Łk 23,34). Spełniły się naprawdę słowa Proroka: „Jako owca na zabicie wiedzion będzie, a jako Baranek przed strzygącymi Go zamilknie, ani nie otworzy ust swoich” (Iz 53,7).

Czy ta bezprzykładna łagodność i rezygnacja wypływała z jakieś tępoty i zobojętnienia na wszystko, lub też z tchórzostwa i słabości charakteru? Ten sam Chrystus pokazał się nam również z innej strony. Kiedy przeciwnicy zarzucali Mu, że w szabat uzdrawia, „spojrzał na nich z gniewem” (Mk 3,5). Kiedy uczniowie chcą odsunąć matki z dziećmi, oburza się (Mk 10,14). Obłudnym faryzeuszom ciska w twarz ośmiokrotne „biada!” Nazywa ich „obłudnikami, plemieniem wężowym, żmijowym, synami diabła” (Mt 23,13-33). Co więcej, widząc jak handlarze bezczeszczą świątynię, wpada w płomienny gniew, chwyta za bicz i wypędza ich ze świątyni (J 2,13-17).

Umiał więc Zbawiciel wystąpić zdecydowanie i mocno, umiał się oburzyć i rozgniewać. Czy to było jakieś odchylenie od właściwej linii? Bynajmniej. Gniew Chrystusa był zawsze gniewem świętym, płonącym dla godnych celów, był gniewem pełnym umiaru, nie zapominającym się nigdy. Wola Ojca kierowała zawsze gniewem Jezusa. Jeśli Ojciec chciał, odzywała się cała potęga Syna w obronie i w walce. Ale kiedy Ojciec dla wyższych celów zalecił rezygnację, nie opierał się wcale, milczał i cierpiał dobrowolnie z miłości do Niego (J 10,18;14,31). W ten sposób „Baranek Boży” (J 1,29) potrafił być też „lwem z pokolenia Judy” (Obj 5,5).

Oto wzór prawdziwej cichości. Nie ma ona nic wspólnego ze zwykłą flegmą, której żaden wypadek nie zdoła wyprowadzić z leniwego spokoju. Nie ma też nic wspólnego ze służalczą czy chorobliwą tępotą, która obojętnie i bez wrażenia wszystko bierze na siebie. Jeszcze mniej ze stoicką obojętnością, która dusi w sobie uczucia. A najmniej wspólnych cech ma cichość Jezusa z pobłażliwością i słabością tchórza, który nie mając odwagi stanąć w obronie słuszności, zdradza prawdę i obowiązek. Chrześcijańska cichość nie wyklucza gniewu, lecz kieruje nim i jest jego panią. Ten Boży „oręż naszej natury” obraca się ku prawdziwym wrogom, w użyciu zachowuje umiar, broni energicznie, ale opanowanie sprawy Bożej, prawdy i cnoty. Taką cichość ma na myśli Jezus, mówiąc: „Uczcie się Ode mnie!

Wśród grzechów głównych występuje gniew.
Lecz w teologii chrześcijańskiej spotykamy się też z pojęciem Świętego gniewu.
Czy ten stan gwałtownego uniesienia, raz może być reakcją, nad którą winniśmy, pod groźbą popełnienia grzechu ciężkiego, zapanować, zaś innym razem będzie wybuchem pożądanym i Świętym? Czy to jednak nie paradoks, że tak poważny występek, w pewnych okolicznościach może całkowicie zmienić swe znaczenie?
Czymże zatem jest Święty gniew?
Wzorcem Świętego gniewu jest reakcja Jezusa na profanację Świątyni Jerozolimskiej przez handlarzy i bankierów. To przykład podarowany nam przez Najwyższy Autorytet.

Ten łagodny Jezus, unikający przemocy, niekiedy czule zwracający się do grzeszników, tym razem nie mówi: „drodzy bracia, może byście łaskawie przenieśli swój biznes na zewnątrz”; albo: „dzieci, rozumiem, że prowadzicie interesy, ale proszę bądźcie łaskawi choć o pół tonu ciszej”; nie mówi też: „odpuszczam wam to świętokradztwo, tylko idźcie stąd i nie wracajcie tu więcej”.
Nic z tych rzeczy.
Co robi Jezus? Ocenia, że to nie czas na dyskusję i pomimo posiadania argumentów teologicznych sięga po argument siły. Ukręca bicz z postronków, wymachuje nim, rozrzuca monety i wywraca stoły, krzyczy, wypędza ze świątyni (por. J 2, 13-15).

Dlaczego tak się zachowuje?
Bo nie jest „letni”, a jego gniew stanowi emanację żarliwości, która z kolei wynika z miłości. Miłości do tego, co Święte, a ponieważ wszelka Świętość pochodzi od Boga, więc gniew Jezusa wynika z miłości do Ojca, który jest Świętością.
Jezus wpada w gniew z miłości.
Taki Boży „paradoks” – gniew będący wynikiem miłości.

Można więc wysnuć wniosek, że gniew jest święty, gdy jest sprowokowany naruszeniem porządku miłości ustanowionego przez Boga.
Gdy ktoś bezcześci to, co święte, gdy szargane są wartości lub, gdy jesteśmy świadkami rażącej niesprawiedliwości, Święty gniew staje się naszym obowiązkiem. Jeśli go nie przejawiamy to znaczy, że tkwimy w stanie, przed którym ostrzega Apokalipsa Św. Jana:
„ Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wypluć z mych ust”
(Ap 3, 15-16).
Biada nam, gdy jesteśmy „letni” niczym skarcony Kościół w Laodycei, bo to stan najgorszy, stan letargu sumienia, a może już jego śmierci.

Piękną wykładnię Świętego gniewu daje nam Święty Jan Maria Vianney:
„ Muszę jednak ze Św. Tomaszem tę zrobić uwagę, że jest także gniew Święty, który pochodzi z gorliwości o Chwałę Bożą (…) Bywa więc gniew słuszny i sprawiedliwy, który należy nazwać raczej gorliwością niż gniewem (…) Biada mu (duszpasterzowi – przypis mój, A.W.), jeżeli będzie milczał na widok obrazy Bożej i zguby dusz! Jeżeli nie chce się potępić, musi wzgardzić względami ludzkimi i wystąpić przeciwko nadużyciom (…) choćby go za to spotkała pogarda i nienawiść, choćby go miano zabić na ambonie (…) Gdy w waszej parafii są zgorszenia, a pasterze milczą, biada wam, bo widocznie Bóg was karze, posyłając takich duchownych ! Jeszcze raz powtarzam, że taki gniew jest święty, chwalebny i zalecony przez samego Boga. Cześć wam, gdy się takim unosicie gniewem!”

Czy przypadkiem nie nazbyt chętnie zapominamy o powołaniu do kapłaństwa powszechnego?
Ze spolegliwości, gdy trzeba wybuchnąć, nie tłumaczy nas obawa przed możliwymi konsekwencjami. Jezus też ryzykował; ryzykował pobicie, wyrzucenie ze świątyni, interwencję straży świątynnej, aresztowanie, egzekucję odszkodowania za zniszczony towar.

Trzeba uczynić i tę ważną tu dla nas uwagę, że proceder handlu w świątyni nie był dokonywany wbrew przepisom; handlarze mieli bez wątpienia stosowne uprawnienia wydane przez żydowskich urzędników; Jezus zaś podkreśla, że od początku tak nie było, a formalna moc rozporządzenia nie może być ważniejsza niż wartości oparte na niewzruszonym fundamencie Bożego prawa.
Gniew nie może jednak być skierowany przeciwko osobie, lecz zawsze przeciw złu, które jednakowoż czynią ludzie (por. Mt 5, 22).

Ciężkim grzechem jest nienawiść. Ale i ona może być moralnie usprawiedliwiona, a nawet stać się uczuciem błogosławionym właśnie wtedy, gdy nie jest ukierunkowana na osobę, ale na czynione zło. Nie wolno być obojętnym i pobłażliwym w stosunku do zła, bo to znaczy, że nie kocha się Boga, który jest Dobrem. Tu także dochodzimy do pojęcia „letniości”.

W sposób trafnie skondensowany zostało to ujęte w Księdze Przysłów.
„Bojaźnią Pańską - zła nienawidzić” ( Prz 8, 13).
Kto nie nienawidzi zła nie kocha Boga, bo swą obojętnością lekceważy Jego przykazania.
I jeszcze przykład Prymasa Stefana Wyszyńskiego we wspomnieniach pani Róży Siemieńskiej. Otóż, Prymas miał kiedyś powiedzieć o kimś, kto zdradził Kościół i Polskę:
„Miałbym nieraz ochotę chwycić za kark, zrzucić ze schodów. Zaraz jednak przychodzi mi na myśl: a gdzie jest moja miłość nieprzyjaciół? Dla Kościoła to Judasz, dla Polski zdrajca, zdaję sobie sprawę, że sam nie wyjdę z mojej odrazy.”

Czyżby Prymas Wyszyński pałał krwiożerczą nienawiścią i żądzą zemsty? Nic podobnego; on żył miłością Boga i Ojczyzny. Dlatego nienawidził zła, które wyrządzał wspomniany zdrajca, lecz z całą pewnością modlił się o nawrócenie tego grzesznika.

Nienawiść do zła, nie do człowieka, Święty gniew z miłości do Świętości, gniew nie przeciwko osobie, lecz nikczemnym czynom.

pch24.pl/swiety-gniew-chrystusa/
naszeblogi.pl/61603-swiety-gniew
Weronika....S
@MEDALIK ŚW,BENEDYKTA. Ale przyznaj twój gniew na forum bardzo często jest nienawistny, poniżający innych i mściwy.
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
@MEDALIK ŚW,BENEDYKTA. Ale przyznaj twój gniew na forum bardzo często jest nienawistny, poniżający innych i mściwy.
------
Weronika proszę o dowody.
Sławomir Sokołowski
Pan Jezus nie użył przemocy, bo celem przemocy jest krzywdzenie niewinnego, a forma tej przemocy nie ma tu znaczenia ("można" być agresywnym, nie używając żadnych narzędzi czy nawet nie wypowiadając jednego słowa; często milczenie, gdy należy mówić, np. milczenie rodzica, obrażonego na dziecko - jest formą przemocy). Pan Jezus użył, mówiąc dzisiejszym językiem prawnym, środków przymusu …More
Pan Jezus nie użył przemocy, bo celem przemocy jest krzywdzenie niewinnego, a forma tej przemocy nie ma tu znaczenia ("można" być agresywnym, nie używając żadnych narzędzi czy nawet nie wypowiadając jednego słowa; często milczenie, gdy należy mówić, np. milczenie rodzica, obrażonego na dziecko - jest formą przemocy). Pan Jezus użył, mówiąc dzisiejszym językiem prawnym, środków przymusu bezpośredniego - aby zażegnać zagrożenie profanacji, a nawet więcej, aby przerwać profanację miejsca Kultu. Ze znacznie gorszą profanacją mamy od dziesięcioleci do czynienia (publiczna nagość) i dzisiaj nikt się tym nie przejmuje.
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
W Starym Testamencie piękny przykład Świętego gniewu daje nam Matatiasz:

(1 Mch 2,15-29)
Do miasta Modin przybyli królewscy wysłańcy, którzy zmuszali do odstępstwa przez uczestnictwo w składaniu ofiary. Wielu spomiędzy Izraelitów przyszło do nich. Gdy jednak zebrali się Matatiasz i jego synowie, wtedy królewscy wysłańcy zwrócili się do Matatiasza słowami: „Ty jesteś zwierzchnikiem, sławnym i …More
W Starym Testamencie piękny przykład Świętego gniewu daje nam Matatiasz:

(1 Mch 2,15-29)
Do miasta Modin przybyli królewscy wysłańcy, którzy zmuszali do odstępstwa przez uczestnictwo w składaniu ofiary. Wielu spomiędzy Izraelitów przyszło do nich. Gdy jednak zebrali się Matatiasz i jego synowie, wtedy królewscy wysłańcy zwrócili się do Matatiasza słowami: „Ty jesteś zwierzchnikiem, sławnym i wielkim w tym mieście, a powagę twoją umacniają synowie i krewni. Teraz więc ty pierwszy przystąp i wykonaj to, co poleca dekret królewski, tak jak to uczyniły już wszystkie narody, a nawet mieszkańcy Judy i ci, którzy pozostali w Jerozolimie. Za to ty i synowie twoi będziecie należeli do królewskich przyjaciół, ty i synowie twoi będziecie zaszczytnie obdarzeni srebrem, złotem i innymi darami”. Na to jednak Matatiasz odpowiedział donośnym głosem: „Jeżeli nawet wszystkie narody, które mieszkają w państwie podległym królewskiej władzy, na znak posłuszeństwa swemu królowi odstąpiły od kultu swych ojców i zgodziły się na jego nakazy, to jednak ja, moi synowie i moi krewni będziemy postępowali zgodnie z przymierzem, które zawarli nasi ojcowie. Niech nas Bóg broni od przekroczenia Prawa i jego nakazów. Królewskim rozkazom nie będziemy posłuszni i od naszego kultu nie odstąpimy ani na prawo, ani na lewo”. Zaledwie skończył mówić te słowa, pewien człowiek, Judejczyk, przystąpił do ołtarza w Modin, ażeby złożyć ofiarę zgodnie z królewskim dekretem. Gdy zobaczył to Matatiasz, zapłonął gorliwością i zadrżały mu nerki, i zawrzał gniewem, który był słuszny. Pobiegł więc i zabił go obok ołtarza. Zabił wtedy także królewskiego urzędnika, który zmuszał do składania ofiar, ołtarz zaś rozwalił. Zapałał gorliwością o Prawo i tak uczynił, jak Pinchas Zambriemu, synowi Salu. Wtedy też Matatiasz zaczął w mieście wołać donośnym głosem: „Niech idzie za mną każdy, kto płonie gorliwością o Prawo i obstaje za przymierzem”. Potem zaś on sam i jego synowie uciekli w góry, pozostawiając w mieście wszystko, co tylko posiadali. Wtedy wielu ludzi, którzy szukali tego, co sprawiedliwe i słuszne, udało się na pustynię i tam przebywali.
Weronika....S
Skorzystaj z tego przykładu!!! Nie bądź religijnie obłudna. Osobiście to zauważam. Wolno mi mieć takie zdanie w związku z tym jak lubisz poniżać innych, zamiast odpowiadać argumentami.
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
(...)''„ Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wypluć z mych ust”
(Ap 3, 15-16).
Biada nam, gdy jesteśmy „letni” niczym skarcony Kościół w Laodycei, bo to stan najgorszy, stan letargu sumienia, a może już jego śmierci.(...)''
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
''(...),Piękną wykładnię Świętego gniewu daje nam Święty Jan Maria Vianney:

„ Muszę jednak ze Św. Tomaszem tę zrobić uwagę, że jest także gniew Święty, który pochodzi z gorliwości o Chwałę Bożą (…) Bywa więc gniew słuszny i sprawiedliwy, który należy nazwać raczej gorliwością niż gniewem (…) Biada mu (duszpasterzowi – przypis mój, A.W.), jeżeli będzie milczał na widok obrazy Bożej i zguby …More
''(...),Piękną wykładnię Świętego gniewu daje nam Święty Jan Maria Vianney:

„ Muszę jednak ze Św. Tomaszem tę zrobić uwagę, że jest także gniew Święty, który pochodzi z gorliwości o Chwałę Bożą (…) Bywa więc gniew słuszny i sprawiedliwy, który należy nazwać raczej gorliwością niż gniewem (…) Biada mu (duszpasterzowi – przypis mój, A.W.), jeżeli będzie milczał na widok obrazy Bożej i zguby dusz! Jeżeli nie chce się potępić, musi wzgardzić względami ludzkimi i wystąpić przeciwko nadużyciom (…) choćby go za to spotkała pogarda i nienawiść, choćby go miano zabić na ambonie (…) Gdy w waszej parafii są zgorszenia, a pasterze milczą, biada wam, bo widocznie Bóg was karze, posyłając takich duchownych ! Jeszcze raz powtarzam, że taki gniew jest święty, chwalebny i zalecony przez samego Boga. Cześć wam, gdy się takim unosicie gniewem!”(...)''