V.R.S.
1646

Sprawa Księdza Edgara Mortary (1)

Kilka lat temu żydowski reżyser Steven Spielberg ogłosił plan nakręcenia filmu Porwanie Edgardo Mortary (The Kidnapping of Edgardo Mortara), który miał opisywać dzieje żydowskiego chłopca ochrzczonego za pontyfikatu papieża Piusa IX, który następnie został księdzem. Jak podaje portal imdb Spielberg prowadził rozmowy o współpracy nad filmem z niejakim Harveyem Weinsteinem. Jednak do finalizacji projektu nie doszło, obaj panowie “rozeszli się, Spielberg i DreamWorks podejmując produkcję tego filmu zaś Weinstein i Weinstein Company – podejmując swój własny oddzielny projekt dotyczący Edgardo Mortary. Paradoksalnie oba projekty zostały ogłoszone jako martwe gdyż Spielberg zajął się innymi projektami i nie jest już związany z DreamWorks Pictures. Harvey Weinstein został jak wiadomo powiązany z dziesiątkami zarzutów na tle seksualnym i od tej pory Weinstein Company wypadła z interesu.” (por. The Kidnapping of Edgardo Mortara - IMDb )
Tymczasem, w roku 2005, między innymi dzięki dziennikarzowi Vittorio Messoriemu, w roku 2005 ukazały się we Włoszech pamiętniki ks. Edgara Piusa Marii Mortary, spisane w roku 1888, kiedy miał 37 lat i prowadził działalność duszpasterską w Hiszpanii, stanowiące cenne świadectwo nie tylko do sprawy, którą próbowała po 150 latach propagandowo wykorzystać strona żydowska, ale również cenne źródło dotyczące epoki, w której masoni stopniowo wykańczali rządy Następców św. Piotra nad Rzymem. Ksiądz Mortara pisał w nich między innymi (źródło edycja angielska: The Unpublished Memoirs of Edgardo Mortara):
Kiedy adoptował mnie Pius IX cały świat krzyczał że byłem ofiarą, męczennikiem z rąk jezuickich. Jednakże mimo tego wszystkiego, ja, wyrażający jak największą wdzięczność Bożej Opatrzności, która poprowadziła mnie do prawdziwej Rodziny Chrystusowej, żyłem szczęśliwie przy kościele św. Piotra w Okowach, zaś w mojej skromnej osobie urzeczywistniło się prawo Kościoła na przekór cesarzowi Napoleonowi III, Cavourovi i innym wielkim ludziom tej ziemi. Co z tego wszystkiego pozostało? Jedynie heroiczne non possumus wielkiego Papieża Niepokalanego Poczęcia.”
Edgardo Lewi Mortara urodził się 21 sierpnia 1851 roku w Bolonii. Jego ojciec Momolo, jak pisze V. Messori, należał do miejscowej loży masońskiej lub był przynajmniej jej publicznym sympatykiem. Do masonerii należał przyjaciel ojca i lekarz rodzinny Libero Murature. Edgardo, mając niewiele ponad rok, zapadł na poważną chorobę i został ochrzczony in articulo mortis przez chrześcijańską służącą Annę. Mały Mortara jednak wyzdrowiał. Sprawa wyszła na jaw pięć lat później, gdy poważnie zachorował młodszy brat Edgarda – Arystyd. Gdy przyjaciele Anny pytali czy ochrzciła Arystyda odpowiedziała że się obawia z powodu Chrztu, który miał miejsce kilka lat wcześniej a chłopiec wyzdrowiał. Arystyd zmarł a spowiednik poradził Annie by poinformowała o Chrzcie Edgarda arcybiskupa Bolonii Michała Kardynała Viale Prela. Arcybiskup przekazał sprawę inkwizytorowi w Bolonii o. Pier Gaetano Felettiemu. Ten poinformował Rzym o sprawie małego żydowskiego chłopca ochrzczonego in articulo mortis, który niespodziewanie wrócił do zdrowia. Rzym nakazał zbadanie sprawy, w tym okoliczności Chrztu – owo dochodzenie trwało ok. 8 miesięcy. Ustalono że Chrzest nastąpił wprawdzie bez zgody rodziców, ale był ważny – i z uwagi na realne niebezpieczeństwo śmierci – godziwy (zasadę tę utrzymał nawet Kodeks Prawa Kanonicznego z roku 1983 – por. Kanon 868.2). Po zakończeniu dochodzenia zaoferowano rodzicom Mortary rozwiązania polubowne by zapewnić wychowanie dziecka w Wierze Katolickiej. Proponowano oddanie go do szkoły katolickiej w Bolonii na koszt Kościoła. Rozmowy prowadził o. Feletti.
Po odrzuceniu propozycji, do czego, jak pisze ks. Mortara w swojej relacji, przyczyniły się namowy bolońskich żydów, w czerwcu 1858 roku nakazano rodzicom przymusowo wydać 7-letniego Edgarda na katolicką edukację. Owo ograniczenie władzy rodzicielskiej wyegzekwowano przy pomocy żandarmerii. W domu Mortarów pojawili się strażnicy aby rodzice nie wywieźli chłopca a 24 czerwca wieczorem okazano Mortarom postanowienie o separacji. Ojciec protestował przeciwko “barbarzyńskiemu aktowi”, mały Edgar nawet uderzył jednego ze strażników. 29 czerwca Edgardo dotarł do Rzymu, gdzie został powierzony pod opiekę ks. Enrico Sarra – rektorowi instytutu ds. konwertytów i przyjęty przez Piusa IX na audiencji. W Rzymie pojawili się również rodzice chłopca, którym umożliwiono codzienne spotkania z ks. Sarrą i Edgardem. Podczas wizyt towarzyszył im główny rabin rzymskiej synagogi.
Zdarzenie wywołało interwencję i burzę środowisk żydowskich i masońskich (Bolonia była już wówczas pod panowaniem piemonckim). Napoleon III, który przed światem próbował występować jako protektor papieskiej władzy nad Rzymem opisał sprawę Mortary jako “jaskrawy powrót do najmroczniejszych wieków średnich” i użył jej jako pretekst do stopniowego wycofania się z ochrony. Bardzo aktywnie występował też wspomniany przez ks. Mortarę Conte di Cavour – jeden z ojców Risorgimento, którego sekretarzem był niejaki Izaak Artom, żydowski aktywista. Jak podaje Messori owo Risorgimento było możliwe m.in. dzięki pożyczkom od barona Jakuba Rotszylda, który zresztą pożyczał również papieskiemu Rzymowi. W roku 1849 po klęsce Piemontu w wojnie z Austrią Rotszyld – oczywiście w zamian za odpowiednie prawa i koncesje - pośredniczył w negocjacjach z Wiedniem dotyczących redukcji kontrybucji wojennej, którą zmniejszono ponad dwukrotnie. Jak przyznawał Cavour w jednym z listów: “zagraniczni Żydzi są panami naszych finansów. Ten baron nas dusi”. Piemont ratował się konfiskatą dóbr kościelnych w zajmowanych kolejnych prowincjach Italii. Sprawę Mortary podawano zresztą jako jeden z powodów zajęcia w roku 1859 (tj. rok po jej wyjściu na jaw) przez powstające państwo włoskie kolejnych terytoriów papieskich. Przy tej okazji został aresztowany o trzeciej w nocy o. Feletti, zamknięto go w więzieniu i oskarżono o przestępstwa związane z odebraniem Edgarda rodzicom, lecz po trzech miesiącach zwolniono. Za granicą, obok Napoleona i żydo-masońskich kręgów w Wielkiej Brytanii szczególnie donośny odgłos wywołała w USA, kraju, w którym wówczas w najlepsze trwał dalej system niewolniczy oraz spychanie ludności indiańskiej do rezerwatów – prezydent Jakub Buchanan wystosował protest i prośbę do Piusa IX o uwolnienie Edgarda. Jak komentuje Messori” “hipokryzja… osiągnęła poziom bezczelności”.
Ks. Pelczar w swej wyśmienitej, cytowanej na tej stronie obszernie (por. zakładka SERIE) biografii Pius IX i jego pontyfikat opisuje sprawę Mortary następująco:
“ Mieszkający w Bolonii żyd Salomon Lewi Mortara, znany pod nazwą Sor Momel, trzymał w domu służącą chrześcijankę, chociaż prawo cywilne państwa kościelnego wyraźnie tego wzbraniało. Zdarzyło się, że jednoroczny syn tegoż Edgar ciężko zachorował i był już bliskim śmierci; co widząc owa służąca, nazwiskiem Anna Morisi, potajemnie go ochrzciła (1852). Tymczasem chłopiec wyzdrowiał, ku wielkiemu Anny zmartwieniu, która dopiero w r. 1858, kiedy drugie dziecko zachorowało, Mariannie Bajesi rzecz całą opowiedziała. Skoro to doszło do wiadomości kard. arcybiskupa Viale-Prela, zasięgnął tenże informacji w Rzymie i polecił najprzód zbadać, czy Anna Morisi zasługuje na wiarę i czy chrzest był ważnie udzielony, a kiedy to sprawdzono, kazał umieścić chłopca w rzymskim domu katechumenów. Wykonał to dominikanin Piotr Kajetan Faletti 24 czerwca 1858 r., jako pełniący tamże urząd inkwizytora, przy pomocy policji. Wprawdzie prawo kościelne nie pozwala chrzcić dzieci niewiernych wbrew woli rodziców, z wyjątkiem, gdy są porzucone, lub gdy śmierć pewna im grozi; jeżeli jednak dziecię już jest ochrzczone, tedy według prawa Boskiego i kościelnego winno być wychowane w religii chrześcijańskiej, choćby się na to rodzice nie zgadzali. Określił to bliżej papież Benedykt XIV w instrukcji z 28 lut. 1747. Otóż tu właśnie ten wypadek zachodził, dlatego trzeba było dziecię odebrać rodzicom. Mały Edgar, przywieziony 3 lipca do Rzymu, nie znał wcale wiary chrześcijańskiej i rwał się do rodziców; skoro atoli opowiedziano mu o Chrystusie i Najśw. Pannie, zaraz się uspokoił i oświadczył, że dopiero wtenczas do nich wróci, gdy zostaną chrześcijanami, tymczasem zaś będzie się modlił o ich nawrócenie. Niemało utwierdziło go w tym postanowieniu błogosławieństwo Ojca św., który go przycisnął z czułością do serca i znak krzyża na jego czole położył. Niebawem przybył do Rzymu własny jego ojciec. Zobaczywszy syna, płakał rzewnie, ściskał go i zapewniał, że cała rodzina nie będzie szczęśliwą, dopóki on nie wróci do domu. Chłopiec zbladł, łzy pociekły mu z oczu, ale się nie zachwiał. „Czemu płaczesz — rzekł po chwili— przecieżem nie zginął, a tu mi bardzo dobrze”. Ojciec mówił dużo, Edgar już się nie odezwał. Po odejściu ojca był bardzo smutny. Myślał on, że ojciec się uraduje, widząc go zdrowym i otoczonym wszelką opieką, spodziewał się nawet, że ojca nawróci; tymczasem inaczej się stało.
Ojciec przychodził często i zawsze powtarzał Edgarowi, że on musi wrócić do rodziny, a kiedy to nie pomogło, przywiózł z Bolonii swą żonę Mariannę z Padovanich. Matka ze łzami namawiała syna, aby oświadczył, że nie chce być chrześcijaninem, lecz on na to nic jej nie odpowiedział. Innego dnia powiedziała mu, że jest żydem i umrze żydem, i że nie powinien chodzić na Mszę, zdjęła mu przy tym z szyi medaliki. Chłopak nie bronił jej tego, ale był mocno wzruszony. Mówił potem, że podczas tej przykrej chwili ciągle w duszy powtarzał: „Jestem chrześcijaninem i chcę umrzeć chrześcijaninem”. Rodzice skarżyli się przed rektorem, że Edgar nie dość im okazuje przywiązania; rektor tedy zapytał go w ich obecności: „Ażali cię nie uczymy, że po Bogu masz najbardziej kochać rodziców?” „Ja myślę że po Bogu najprzód papieża, a potem rodziców” — odpowiedział sam ze siebie chłopiec. Inną razą, słysząc narzekania chłopca, iż chyba umrze z żalu, zawołał: „Jakże nie mądrze mówisz, ojcze. Nie umrzesz, ale zostań chrześcijaninem, a ja pójdę z tobą“. Z początku umieszczono go w domu katechumenów, następnie powierzono pieczę nad nim kanonikom regularnym (Rochettini), mającym szkołę przy kościele św. Piotra in Vincoli. Pius IX przyjął łaskawie ojca Edgara; ale zarządzenia tego nie zmienił.
Tymczasem w Europie, a nawet i w Ameryce, powstała stąd straszna wrzawa. Na znak dany przez synagogę aleksandryjską w Piemoncie i przez rabinów we Francji i Niemczech, wszystkie dzienniki żydowskie, masońskie, protestanckie, a nawet i schizmatyckie, które milczały wtenczas, kiedy car Mikołaj tysiące dzieci katolickich wydzierał z rąk matek, by je wychować w prawosławiu, rzuciły się teraz z zajadłością na papieża i Kościół, piorunując na nietolerancję, fanatyzm, pogwałcenie praw przyrodzonych i władzy ojcowskiej. Czyli słusznie? Przede wszystkim rząd papieski nie kazał sam ochrzcić Edgara wbrew woli rodziców, ale po dokonaniu faktu, zastosował prawa, obowiązujące w państwie kościelnym. Otóż wedle zasad chrześcijańskich, uznanych w tymże państwie w całej rozciągłości, dziecię, otrzymawszy chrzest, ma święte i nienaruszalne prawo, by było wychowane w tejże religii, choćby miało być na chwilę wyjęte z pod władzy ojcowskiej; gdyż władza ta nie jest tak bezwzględną, iżby miała przeszkadzać dziecku do osiągnięcia zbawienia wiecznego. Jeżeli prawodawstwo cywilne każe dziecię odebrać ojcu, w razie, gdy tenże godzi na jego życie doczesne: o ileż słuszniej władza ojcowska może być zawieszona, gdy idzie o życie nadprzyrodzone i wieczne. (…)Co do Edgara Mortary, władza papieska (…) byłaby go zostawiła pod opieką rodziców, gdyby była nadzieja, że tenże otrzyma wychowanie chrześcijańskie, jak to uczyniła w podobnym wypadku w r. 1840; ponieważ jednak tej nadziei nie było, przeto kazała go, aż do wieku dojrzałego, umieścić w zakładzie duchownym, gdzie by mógł poznać naukę chrześcijańską. Dla zachowania praw rodzicielskich stare prawo kościelne wzbroniło udzielania chrztu dzieciom żydowskim wbrew woli rodziców, krom dwóch wypadków, to jest, w razie porzucenia dzieci przez rodziców, lub w chwili śmierci; aby zaś ostatni wypadek nie sprowadził takiej kolizji, jaka zaszła w r. 1858, postanowiło stare również prawo, aby żydzi nie trzymali u siebie sług chrześcijańskich, co też przez wzgląd na dobro tychże sług było usprawiedliwionym. Wiedział o tym Salomon Mortara; mimo to przekroczył prawo, a stąd naraził się dobrowolnie na wszystkie następstwa, z których jednym było oddalenie Edgara. (…)
List (…) [żydów] i inne memoriały, nie zmieniły postanowień Piusa IX, bo szło tu o sumienie i zasadę. Nie pomogła też misja, jakiej w marcu 1859 podjął się bogaty żydowin z Londynu, sir Moses Mentefiore, w towarzystwie Gerszom’a Kurscheedfa z Nowego Orleanu, a przy pomocy Odona Russella, reprezentanta W. Brytanii przy Watykanie. Ojciec św. nie dał posłuchania ambasadorom monarchii żydowskiej; za to kardynał Antonelli przyjął ich grzecznie i oświadczył, że skoro Edgar Mortara pozna naukę chrześcijańską i dojdzie do 17—18 lat wieku, wolno mu będzie wrócić do rodziców, tymczasem zaś przystęp do niego nie będzie im wzbroniony. To stanowcze „non possumus“ oburzyło opinię antykatolicką; Jakoż w Anglii 22 biskupów anglikańskich, 26 parów, 34 członków parlamentu i wiele innych osób wystąpiło z protestem przeciw „tyranii papieskiej” i nie tylko tę deklarację wydrukowali w dzienniku Times, ale złożyli na ręce ministra Johna Russella, chcąc wywołać dyplomatyczną interwencję. (…) Co gorsza, do agitacji dał się także wciągnąć Napoleon III, i przez posła swego, ks. Grammont, robił w Watykanie poufne przedstawienia; ale otrzymał taką samą odpowiedź. Nie smucił się z tego wcale mefistofel turyński, hr. Cavour, bo mógł znowu zaprotestować przeciw „okrutnym” rządom papieskim. Pius IX niemało wówczas cierpiał, jak to sam wyrzekł później do Edgara Mortary: „Synu, wieleś mię ty boleści kosztował”. (…)
Młody Mortara, któremu przy uzupełnieniu ceremonii chrztu dano imię Pius, nie tylko wytrwał w swoich uczuciach, ale z własnej woli wstąpił do klasztoru Kanoników regularnych laterańskich. Dwunastego kwietnia 1867 miał Dom Pius imieniem swoich braci zakonnych przemowę do Piusa IX, na którą tenże odpowiedział w te słowa : „Jesteś mi bardzo drogi, mój synu, bo cię nabyłem dla Chrystusa za wielką cenę. Tak jest, znaczny okup za ciebie dałem. Twoja to sprawa wywołała powszechną burzę przeciwko mnie i tej Stolicy apostolskiej. Rządy i ludy, możni tego świata i dziennikarze, ci mocarze tegocześni, wydali mi wojnę. Nawet monarchowie wyruszyli do boju i przez swoich ambasadorów nasłali mi noty dyplomatyczne, a wszystko z przyczyny ciebie… Żalono się na krzywdę wyrządzoną twoim rodzicom, iż zostałeś odrodzony łaską chrztu świętego i otrzymałeś naukę wedle woli Bożej. Tymczasem nikt nie ubolewa nade mną, ojcem wszystkich wiernych, gdy odszczepieństwo wyrywa mi tysiące dzieci w Polsce, by je zepsuć zgubnymi naukami. Ludy i rządy milczą, podczas gdy ja wołam i jęczę nad dolą tej części mojej owczarni, którą pustoszą opryszki wśród białego dnia. Nikt się nawet me ruszy, by nieść pomoc ojcu i dzieciom”.
Przyjąwszy święcenia kapłańskie, pozostał O. Mortara czas jakiś w Rzymie; kiedy zaś Piemontczycy w r. 1870 zbliżali się do bram, wyjechał na życzenie Piusa IX najprzód do Austrii, a następnie do Francji, gdzie znakomity biskup z Poitiers, Pie, dla Kanoników regularnych klasztor Notre-Dame de Beauchene zbudował. Później bawił w Hiszpanii jako kaznodzieja i nauczyciel. Obóz antykatolicki nie mógł długo zapomnieć klęski wówczas poniesionej i jeszcze w roku 1879 musiał Dom Pius w liście do deputowanego Madier de Montjan zbijać obelgi przez tegoż radykała i masona publicznie na ś. p. papieża Piusa IX miotane.”

Ksiądz Mortara zmarł w wieku 89 lat, 11 marca Roku Pańskiego 1940, w oparcie Bouhay, w Belgii, tuż przed napaścią niemiecką na to państwo. Powrót do rodzinnych Włoch w roku 1939 został uniemożliwiony przez wybuch II wojny światowej.
Przejdźmy jednak do wspomnień ks. Mortary – tak opisuje on swój pobyt w Rzymie jako dziecko, w tym wizyty rodziców z rabinem po przewiezieniu go do Rzymu: “Używając bardzo nęcących obietnic próbowali go przekonać by wrócił z nimi do domu. Don Sarra nigdy nie pozostawiał chłopca sam na sam z rodzicami. Po miesiącu od przyjazdu rodzice wyjechali: matka wróciła do Bolonii, podczas gdy ojciec pozostał w okolicy, szukając korzystnej sposobności by doprowadzić do skutku swe zamiary. Edgarda zabrano do podmiejskiej miejscowości Alatri by spędził kilka dni z rodziną Sarry. Pewnego dnia, kiedy Edgardo opuszczał kościół z księdzem, któremu właśnie służył do Mszy, pojawił się jego ojciec by zabrać chłopca. Wielki lęk ogarnął chłopca, lecz ksiądz Don Vincenzo Sarra, brat rektora, od razu przybył i upomniał bardzo zdecydowanie pana Mortarę, tak iż ten odszedł. Nie pojawił się ponownie aż dopiero w roku 1870”.
Ostatecznie Edgarda oddano pod opiekę kanonikom laterańskim przy kościele św. Piotra w Okowach: “gdy uczestniczył w Mszy w owej szacownej bazylice i ujrzał śnieżnobiały habin noszony z taką skromnością przez tych kapłanów, oraz przez tych niewinnych, prostych chłopców, Edgardo został głęboko poruszony. Wyraził gorące pragnienie zostania dopuszczonym do owego kolegium i odziania w ten sam anielski habit”. Do pragnienia tego przychylił się sam Pius IX i 8 grudnia 1858 roku opat św. Piotra w Okowach powitał Mortarę “z wielkim uczuciem”, powierzając go przełożonemu uczniów. Sprawę ze swym Chrztem komentował po latach, porównując ją do słynnych słów św. Hieronima ze Strydonu o postępach herezji ariańskiej (świat zdumiony ujrzał nagle że stał się ariański), tj. że świat katolicki zdumiony ujrzał że zapomniał doktryny chrześcijańskiej i że nie wiedział już czym jest Chrzest. Jako główny ośrodek propagandy sprzeciwiającej się decyzji Piusa IX o wychowaniu go w Wierze Katolickiej uznawał Francję i Napoleona – cesarza “niestety oszukanego przez sekty masońskie, których biernie słuchał”, porównując go do XIX-wiecznego Piłata oraz oczywiście Piemont – Wiktora Emmanuela. Z kolei Pius IX trwał niewzruszenie niczym nowy Mojżesz i nie ustępował przed gniewem cesarza oraz innych możnych tego świata:
Naśladując Boski heroizm Męża Boleści, ukrzyżowanego Boga, Pius IX nie dał innej odpowiedzi na protesty, zniewagi oraz profanacyjne ataki niegodziwych, ani nie użył innego oręża w obronie przed ich świętokradczymi atakami poza swym wzniosłym: non possumus (…) Zaprawdę Pius IX był wielki podczas swego długiego, burzliwego pontyfikatu. Był wielki i wzniosły w swej wspaniałej i szlachetnej nieustępliwości wobec buntowniczego rewolucyjnego tłumu w roku 1848, wielki podczas swego wygnania w Gaecie. Był wielki i wzniosły, ogłaszając chwałę Niepokalanej. Był wielki i wzniosły, publikując Syllabusa, ów wspaniały, nieśmiertelny dowód swego sprzeciwu wobec ducha epoki nowoczesnej. Był szczególnie wielki w konfrontacji z Piłatami i Herodami, którzy go znieważali, wzywając go do ustąpienia z tronu i zrzeczenia się panowania aby przyjąć żądania współczesnje cywilizacji. (…) Aby ocalić duszę dziecka wielki Papież znosi wszystko, bierze za wszystko odpowiedzialność, poświęca wszystko, ryzykuje nawet utratę swego własnego państwa wobec furii i piekielnej uporczywości wrogów Boga. Z tego samego powodu Pius IX ogląda jak jego godność Wikariusza Chrystusa jest wleczona przez błoto teatrów i prasy wolnomyślicielskiej. Jak swój Boski wzór stał się obiektem pogardy, szyderstw, żartów oraz okrutnego sakrazmu ze strony ludu, sług najgorszych apostatów i cesarzy zaprzańców.”
Ks. Mortara pokazuje dalej, na przykładzie zdarzeń własnego życia, różnicę między Wiarą Katolicką a Wiarą Żydowską, odnosząc się też do masońskiego błędu wolności religijnej:
(…) musimy wskazać że edukacja jaką [chłopiec] otrzymał od rodziców była żydowska w szerokim i bardziej ścisłym znaczeniu tego słowa. W czasie, o którym piszemy (1851-1858) idee godnego ubolewania eklektyzmu i fatalnej tolerancji w kwestiach religijnych, które powodują dziś tak wiele zniszczenia, nie pojawiły się jeszcze w społeczeństwie. Wolność religii i myśli była błędem głoszonym przez pisarzy i uczelnie, lecz nie cieszyła się takim oficjalnym statusem jaki obecnie posiada, nie otrzymała też jeszcze żadnej prawnej ani instytucjonalnej sankcji.
Ponadto, między Talmudem a Ewangeliami, synagogą a Kościołem Katolickim, żydami a chrześcijanami, istniała przepaść, wynikająca z tradycji antypatia, bardzo zagorzały antagonizm. Był jak Wielki Mur Chiński, przeszkoda nie do pokonania, która oddzielała jedną grupę od drugiej, uniemożliwiając jakąkolwiek interakcję, kompromis, zmieszanie czy pomieszanie. Aby użyć precyzyjnego i właściwego wyrażenia: uniemożliwiała jakąkolwiek krzyżówkę. Chłopiec Edgar nigdy nie słyszał o Chrystusie ani Kościele, papieżu ani chrześcijanach, którzy też nie przybywali nigdy do jego domu. (…) Mały chłopiec ledwo wiedział że istnieją chrześcijanie, o których nigdy się w domu nie mówiło – ani w dobrym ani w złym tonie. (…) W żydowskiej szkole, do której Edgar uczęszczał w bardzo młodym wieku, został wprowadzony w historię wiary mojżeszowej oraz w Talmud i język Palestyny. Czynił tak znaczne postępy w hebrajskim, że kiedy miał zaledwie cztery lata, był w stanie czytać podczas publicznych i oficjalnych zgromadzeń żydowskiej wspólnoty w Bolonii. Otrzymywał za swą wykraczającą poza swój wiek gorliwość wiele prezentów, słodyczy i zabawek. Z tego całego wcześniejszego kształcenia, jasno widać że dusza chłopca czuła jeśli nie odrazę i nienawiść do chrześicjaństwa to co najmniej bardzo intensywne przywiązanie do religii rodziców w zestawieniu, z którą Jezus, Kościół i chrześcijanie byli obcymi rzeczywistościami. (…) Mimo całego tego mojżeszowego kształcenia i w opozycji do niego mały Mortara okazywał, że posiada duszę, którą Tertulian określa jako naturaliter christiana: w skrócie, przyjąwszy Chrzest [jako roczniak] (choć o tym nie wiedział) został chrześcijaninem przez nadprzyrodzone natchnienie łaski.
Przy pewnych okazjach, wychodząc na spacer ze służącą, która potajemnie go ochrzciła, owym błogosławionym stworzeniem, które mógł uważać za swą matkę w Chrystusie i widząc, że, przechodząc koło kościoła, Anna czynił Znak Krzyża, Edgardo z szacunku zdejmował swoją czapkę. Gdy Anna wchodziła do jednego z owych kościołów, dziecko z tak wielką radością podążało za nią, że czasami to ono prosiło ją by wejść, mimo iż młoda niewiasta, bojąc się że rodzice chłopca mogą się o tym dowiedzieć, uznawała za rozsądne i właściwe by nie spełniać takiego życzenia. Edgardo nadal pamięta z przyjemnością jak, podczas gdy był z matką pewnego dnia na placu w Bolonii, w momencie, gdy przechodziła uroczysta procesja na cześć św. Petroniusza – patrona miasta, okazał gorliwe i niecierpliwe pragnienie by obejrzeć ową procesję chrześcijańską. I aby go nie rozczarować matka zgodziła się, choć potem szybko i pośpiesznie odciągnęła, go chwytając ręką, naglona przez jakiś wewnętrzny niepokój. Ze swej strony Edgardo próbował powstrzymać matkę w dziecinnym zmaganiu, które nie posiada innego wyjaśnienia jak to co nazywa się i co nazywam “nadprzyrodzonym poczuciem łaski”. Nie dziwi że diabeł, który, wedle nauczania św. Tomasza, “ocenia wewnętrzną dyspozycję łaski z aktów zewnętrnzych”, wnioskując z tychże faktów że dziecko należało do Chrystusa (który wkrótce miał się o nie upomnieć), niestrudzenie ujawniał wielokrotnie swą złość i nienawiść”.
[c.d.n.]



podobne tematy:
Izrael Zoller / Eugeniusz Zolli
Maria-Alfons Ratisbonne i jego cudowne nawrócenie 20 stycznia 1842 r. (1)
Maria-Alfons Ratisbonne i jego cudowne nawrócenie 20 stycznia 1842 r. (2)
Maria-Alfons Ratisbonne i jego cudowne nawrócenie 20 stycznia 1842 r. (3)
V.R.S.
"Tradycjonalistom może się nie spodobać - przyjmuję to do świadomości, ale wierzycie i modlicie się, a moim powołaniem jest przyciągnięcie do Boga tych, którzy zrezygnowali z modlitwy"
---
Wrzucam poniższy usunięty komentarz tutaj, bo pani Kabacińska:
Utwór ,,Kieruj mną” powstał za czasów kiedy to Justyna studiując w Lub…
najwyraźniej z cnotą ma problem, bo się nawet tak delikatnej jak poniższa …More
"Tradycjonalistom może się nie spodobać - przyjmuję to do świadomości, ale wierzycie i modlicie się, a moim powołaniem jest przyciągnięcie do Boga tych, którzy zrezygnowali z modlitwy"
---
Wrzucam poniższy usunięty komentarz tutaj, bo pani Kabacińska:
Utwór ,,Kieruj mną” powstał za czasów kiedy to Justyna studiując w Lub…
najwyraźniej z cnotą ma problem, bo się nawet tak delikatnej jak poniższa krytyki boi:
"No ja wszystko rozumiem: że panią w duszę szczypie i to jakoś tak w duchu czasu (gdybym był krytykiem muzycznym określiłbym ten sposób wyrażania się jako Pink New Gospel) ale żeby wyzywać katolików od "tradycjonalistów" (taki błąd potępiony w XIX w.) to tego nie pojmuję"

i suplement do ww. usuniętego komentarza:
Rozumiem też, że lansik ma być ale wtedy należałoby się powstrzymać od wzniosłych słów z lansikiem nielicujących.