V.R.S.
21.5K

Kościół bez ścian za to z otwartymi drzwiami

W rzeczywistości posoborowej kolejne mądrości etapu nadchodzą zwykle w pakiecie (tak jak przyzwolenie na Komunię doręczną na wiosnę 1969 w pakiecie z nowym rytem Mszy). I tak, w pakiecie z dokumentem o liturgii będącym łabędzim śpiewem rewolucji liturgicznej, którą najwyraźniej mało kto zrozumiał, mimo iż nie oparła się o "niejasne poczucie tajemniczości" łaciny (por. wczorajszy wpis) otrzymaliśmy z Domu Św. Marty wykład o Kościele "nowych horyzontów" (źródło):

"(...) Czasami, jako Kościół, zostajemy ogarnięci przez lenistwo: wolimy siedzieć i rozważać te kilka bezpiecznych rzeczy, które posiadamy [le poche cose sicure che possediamo], zamiast wstać i spoglądać na nowe horyzonty, otwarte morze. Często jesteśmy jak Piotr w okowach, uwięzieni przez nasze zwyczaje, lękający się zmiany i przykuci do łańcuchów naszej rutyny. Prowadzi to po cichu do duchowej przeciętności: ryzykujemy "pójście na łatwiznę", "po najmniejszej linii oporu", także w naszej pracy duszpasterskiej. Nasz entuzjazm do misji znika, zamiast być znakiem witalności i kreatywności, staje się letni i bierny. Wówczas wielki prąd nowości i życia, którym jest Ewangelia staje się w naszych rękach - mówiąc słowami Ojca de Lubaca - wiarą, która "popada w formalizm i rutynę (...) religią obrzędów i dewocji, ozdobników i wulgarnych pocieszeń (...) chrześcijaństwo, które jest klerykalne, formalistyczne, anemiczne i stwardniałe" (Dramat ateistycznego humanizmu)
Synod, który obecnie obchodzimy, wzywa nas do stania się Kościołem, który powstaje, który nie jest nakierowany na siebie, lecz zdolny do pójścia naprzód, pozostawiając za sobą swoje własne więzienia i wyruszając na spotkanie świata z odwagą otwarcia drzwi. (...) Otwórzmy drzwi. Pan wzywa (...) Kościół bez łańcuchów i murów, w którym każdy może się poczuć dobrze przyjęty i obdarzony uwagą, w którym słuchanie, dialog i uczestnictwo są kultywowane pod wyłącznym kierownictwem Ducha Świętego. Kościół, który jest wolny i pokorny, który "szybko wstaje" i nie zwleka ani nie odkłada na późnień wyzwań obecnego czasu. Kościół, który nie odgradza się w obrębie sakralnym, lecz jest prowadzony zapałem głoszenia Ewangelii oraz pragnieniem spotkania i akceptacji każdego. Nie zapominajmy o tym słowie: każdego. Każdego! Idźcie na rozstaje i przyprowadźcie każdego: ślepego, głuchego, chromego, chorego, sprawiedliwego i grzesznika: każdego! To słowo Pana powinno rozbrzmiewać echem w naszych sercach i umysłach: w Kościele jest miejsce dla każdego. Wielokrotnie stajemy się Kościołem drzwi otwartych, ale jedynie po to by odsyłać ludzi, potępiać ludzi. Wczoraj ktoś z was powiedział mi: "To nie czas by Kościół odsyłał, to czas by przyjmował" (...) Przyprowadźcie każdego, każdego! "Ale to grzesznicy..." - Każdego!"

---
Kościół Drzwi Otwartych i Nowych Horyzontów nie przyjmuje najwyraźniej jednak tych, którzy uparcie patrzą na tradycyjne, apostolskie horyzonty: Boga i Jego chwałę oraz trzy rzeczy ostateczne. Zwłaszcza tych, którzy nie przyjmują rewolucyjnych zmian Kościoła Drzwi Otwartych i Nowych Horyzontów (znanego za Jana Pawła II jako Kościół Nowego Adwentu i za Pawła VI jako Kościół Soborowy) i pozostają wierni tradycyjnej nauce katolickiej i będącej jej wyrazem a zarazem fundamentem (zgodnie ze sprzężeniem lex credendi - lex orandi) tradycyjnej liturgii rytu rzymskiego.

Tymoteusz
Nie da się czytać tych bergogliańskich dyrdymałów...
V.R.S.
Spamerowi od "Księgi Prawdy" dziękuję za "merytoryczny" udział w dyskusji na temat.