V.R.S.
11.2K

85-ta rocznica tzw. Operacji Polskiej NKWD (1)

Był styczeń 1937 roku. Władze sowieckie, w tym Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych Związku Sowieckiego Nikałaj Jeżow, postanowiły przeprowadzić czystkę etniczną na Polakach, którzy pozostali poza granicami II Rzeczypospolitej. Notatka przygotowana przez Jeżowa dla towarzysza Stalina wskazywała na istnienie spisku szpiegowskiej siatki Polskiej Organizacji Wojskowej, na której czele miał stać aresztowany w grudniu 1936 r. i przesłuchiwany przez NKWD działacz Komunistycznej Partii Polski Tomasz Dąbal. Podczas Plenum KC WKP(b) pod koniec lutego 1937 roku Jeżow przedstawił referat o infiltracji i zdradzie w służbach bezpieczeństwa Związku Sowieckiego. Podczas czerwcowego plenum KC WKP(b) Jeżow podzielił się rewelacjami o wykryciu rzekomego spisku POW. W kolejnych tygodniach przystąpiono do opracowania planu wielkiej operacji antypolskiej – 16 lipca Jeżow przedstawił te plany swoim pomocnikom z NKWD. W ramach operacji miało dojść do masowych aresztowań i skazań, w tym likwidacji zlokalizowanego W Białoruskiej SRS projektu „operetkowej” autonomii – Polskiego Rejonu Narodowego im. Feliksa Dzierżyńskiego.

Tzw. Dzierżyńszczyzna powstała w marcu roku 1932, w obwodzie mińskim (Mińsk leżał tuż za granicą II RP). Miała być zalążkiem sowietyzacji Polaków – nie tylko ją zamieszkujących, przewidywano ją jako kuźnię kadr rewolucyjnych wśród osób narodowości polskiej. Pierwszym podobnym projektem była utworzona w roku 1925 na wschód od Wołynia, na terenie Ukraińskiej SRS „Marchlewszczyzna”. Do liderów Dzierżyńszczyzny należeli polskojęzyczni komuniści na terenie ZSRS – wśród nich wspomniany Tomasz Dąbal i Feliks Kon. Ośrodkiem rejonu był Kojdanów, który otrzymał nazwę Dzierżyńsk, oczywiście w hołdzie twórcy CzeKa. Testowa Polska SRS otrzymała polskojęzyczne szkoły, biblioteki, prasę i ośrodki kultury – oczywiście pod ideologicznym kierownictwem komunistów i z lobotomią religijną – miejscowych księży zamordowano lub wywieziono, kościoły i kaplice przeznaczono na „użyteczne obiekty”. Przetestowano też wśród mieszkańców Dzierżyńszczyzny kolektywizację gruntów rolnych, jednak bez powodzenia.

Tymczasem, na jesieni roku 1929 rozpoczęto wysiedlenia Polaków zamieszkujących strefę przy granicy Ukraińskiej SRS z II Rzeczpospolitą jako „elementów niebezpiecznych społecznie”, w roku 1930 kontynuowano wysiedlenia, także na Białorusi. W roku 1933 OGPU (Objedinnoje gasudarstwiennoje politiczeskoje uprawlenje) czyli poprzednik NKWD rozpoczął aresztowania osób, który przypisywano współpracę z polskim wywiadem lub też wprost POW. W 1933 doszło do sprawy Fiodora Michajłowicza-Konara z komisariatu rolnictwa aresztowanego za szpiegostwo na rzecz Polski i rozstrzelanego z grupą 35 osób. W czerwcu 1933 r. doszło do aresztowań rzekomych szpiegów z kijowskiego środowiska teatralnego. W sierpniu tego roku aresztowano a w marcu 1934 roku skazano na śmierć dawnego działacza PPS Bolesława Skarbka, dyrektora Instytutu Polskiej Kultury Proletariackiej na Ukrainie, któremu przypisywano kierowniczą rolę w POW. Skarbek po przesłuchaniu przyznał się do wszystkiego Przekonanie o szerokich agenturalnych mackach polskiego wywiadu w ZSRS paradoksalnie mogło wynikać z pamięci kierownictwa WKP(b) o Feliksie Dzierżyńskim oraz jego polskich współpracownikach – w tym byłych członków POW Wiktora Steckiewicza-Kijakowskiego i Ignacego Dobrzyńskiego-Sosnowskiego, który po aresztowaniu przeszli na stronę Sowietów. Steckiewicz był potem jednym z mózgów operacji „Trust” i zginął w Mongolii jako instruktor OGPU w roku 1932 a Dobrzyński odpowiadał za zwabienie do Mińska i pochwycenie (16.08.1924) byłego sojusznika Piłsudskiego podczas wojny z Rosją Sowiecką Borysa Sawinkowa. Z Warszawy pochodził również Żyd Stanisław Messing kierujący w l. 1929-1931 sowieckim wywiadem zagranicznym, z którego wyleciał po nieudanym spisku przeciw budowniczemu Archipelagu Gułag Gienrichowi Jagodzie. Sam Stalin na początku lat 30-tych XX wieku został przekonany o głębokim stopniu penetracji sowieckich struktur przez polską agenturę. W październiku roku 1935 wobec braku spodziewanych efektów zlikwidowano Marchlewszczyznę. Decyzja zbiegła się z rozpoczęciem weryfikacji w celu opróżnienia NKWD i struktur partii komunistycznej oraz Kominternu z niepewnego polskiego elementu. W styczniu 1936 roku Komintern rozwiązał polską sekcję Międzynarodówki Komunistycznej. W roku 1936 przystąpiono też w Sowietach do oczyszczenia partii z elementów „trockistowskich i zinowiewowskich”. Przy tej okazji stosowano system trojek i dwojek tj. komisji specjalnych do przyspieszonego rozpatrywania spraw oskarżonych o działalność przeciw ZSRS. Brylowali w niej Jeżow, Wyszynski i Jagoda. We wrześniu 1936 Jeżow zastąpił Jagodę na stanowisku komisarza spraw wewnętrznych. Na jesieni tego roku rozpoczęto akcję usuwania z NKWD osób polskiego pochodzenia. Nie ocalał nawet wspomniany wyżej Ignacy Dobrzyński-Sosnowski, który, aresztowany w listopadzie 1936 r., w śledztwie przyznał się że jest polskim agentem i rok później został posłany na śmierć. Również aresztowanemu 28 marca 1937 roku, podczas plenum KC partii Jagodzie (rozstrzelany 15 marca 1938 roku) zarzucano powiązania z polskim wywiadem.

Dzierżyńszczyzna przetrwała aż do lipca 1937 roku kiedy to rozpoczynała się tzw. „Operacja Polska” NKWD. Jako pretekst jej likwidacji podawano rzekomą działalność szpiegowską przewodniczącego RKW Wąsowskiego oraz próby przymusowej polonizacji ludności białoruskiej. Likwidacja Rejonu oznaczała zamknięcie polskojęzycznych placówek kulturalnych i zabijanie lub wywózkę ludności. 30 lipca Jeżow wydał rozkaz nr 00447 dotyczący represji wobec elementów antysowieckich, w tym byłych kułaków. Pod koniec lipca na sowieckiej Ukrainie rozpoczęły się aresztowania kierowane przez miejscowego komisarza NKWD Izraela Lepleskiego – do początku sierpnia aresztowano już niemal 900 osób – za szpiegostwo, dywersję lub kontrrewolucyjną działalność pro-kościelną. 8 sierpnia już w samym rejonie Kijowa liczba aresztowanych sięgnęła niemal 1300 osób.

9 sierpnia (lub wcześniej) Politbiuro zaaprobowało rozpoczęcie operacji przeciw polskim „grupom dywersyjno-szpiegowskim”. 11 sierpnia Jeżow wydał niesławny rozkaz operacyjny nr 00485 formalnie rozpoczął „operację polską” NKWD zawierający obszerne „uzasadnienie” z opisem rzekomej polskiej działalności wywiadowczej na terenie ZSRS łącznie z infiltracją przez nią KPP oraz z rzekomą współpracą z b. marszałkiem Tuchaczewskim, trockistami oraz białoruskimi i ukraińskimi nacjonalistami oraz planami napaści na ZSRS. Skazywania aresztowanych Polaków – głównie na śmierć, rzadziej łagry dokonywali na podstawie przesłanego przez lokalnej jednostki NKWD krótkich opisów danej sprawy i wstępnej selekcji na kategorie śmierć/łagier (tzw. tryb albumowy) Jeżow wraz z prokuratorem Andriejem Wyszynskim. 15 sierpnia wydano rozkaz operacyjny nr 00486 dotyczący represji wobec członków rodzin zdrajców ZSRS – żony „zdrajców ojczyzny” miały trafić do łagrów, zaś ich dzieci do łagrów, kolonii pracy NKWD lub domów dziecka – celem sowietyzacji. Na podstawie tego rozkazu rozpoczęto budowę obozów dla dzieci – zwykle sierot po zamordowanych przez Sowietów rodzicach.

16 sierpnia zlikwidowano Komunistyczną Partię Polski jako rzekomą agenturę polską. Polaków przedstawiano w sowieckiej propagandzie, której ważnym członkiem był redaktor naczelny niesławnej Prawdy Żyd z Odessy Lew Mechlis, awansowany w grudniu 1937 roku przez Stalina na wiceministra obrony, jako agentów głównego wroga Republiki Rad, kraju faszystowskiego i gnębiącego głodujących robotników oraz chłopów, dodatkowo nacechowanego antysemickim zdziczeniem, sprzymierzeńca trockistowskich wywrotowców oraz hitlerowskich Niemiec. Mechlis postulował m.in. całkowitą rusyfikację prasy na Ukrainie, występując przeciw promowaniu języków „narodów burżuazyjnych”.

Represje zaczynały się tuż za Zbruczem. W ówczesnej Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej objęły 47327 skazań na śmierć, w Białoruskiej SRS – 17772 skazań na śmierć (dane za stroną IPN operacja-polska.pl). W tej drugiej wyróżniał się Matwiej Berman. Zabijano zwykle strzałem w tył głowy (ofiary często rozbierano do naga), czasem duszono, bito na śmierć lub nawet topiono w morzu. Łącznie w ramach ludobójczej „operacji polskiej” zamordowano ponad 111 tysięcy Polaków (liczba 111093 wynika z ustaleń rosyjskich historyków w latach 90-tych XX w. i jest przypuszczalnie zaniżona). Szczególnymi represjami objęto Księży katolickich – na początku operacji było ich ok. 470, po jej zakończeniu zaledwie 10. Z kościołów pozostały jedynie dwa – w Moskwie i Leningradzie. Zabijano również jeńców polskich z wojny 1919-20 roku, członków partii (w tym KPP) i osoby uznane za działaczy narodowych polskich oraz członków ich rodzin. Ludobójstwo na Polakach wpisywało się w szerszy aspekt mordów czasu „wielkiej czystki” stalinowskiej. Przykładowo wspomniane wyżej mordy na księżach polskich stanowiły element wielkiej rozprawy z „sektami”, podczas której, jak donosił Jeżow Stalinowi w listopadzie 1937 roku rozstrzelano prawie 13700 osób. Zabijano też duchownych przebywających w łagrach, m.in. na Wyspach Sołowieckich (Sołowkach), na Morzu Białym. Ci Polacy, którzy nie podpadali pod „szpiegów” byli likwidowani w ramach operacji „antykułackiej”.

Ludobójcza operacja przeciw Polakom, która wg rozkazu nr 00485 miała się zakończyć do 20 listopada, była kilkakrotnie przedłużana – dyrektywami Jeżowa z 4 listopada (nr 49721) i 11 grudnia 1937 r. (nr 50194) oraz decyzjami Biura Politycznego KC WKP(b) z 31 stycznia i 26 maja 1938 roku. 17 września 1938 roku rozkazem nr 00606 powołano w miejsce dotychczasowego trybu „albumowego” specjalne trojki do rozstrzygania w sprawach osób aresztowanych w trakcie „operacji polskiej” (stosowane wcześniej m.in. w sprawach Kapłanów katolickich). Pierwszym zastępcą Jeżowa był już wówczas Ławrientij Beria – kiedy pod koniec 1938 roku Jeżow poszedł w odstawkę (na stanowisko komisarza ds. żeglugi śródlądowej) zastąpił go właśnie Beria. Było to tuż po krwawym finiszu „operacji” – 10 listopada 1938 roku powołano komisję z udziałem m.in. Jeżowa, Wyszynskiego i Berii nadzorującą finalizację operacji. 17 listopada wstrzymano działanie jej organów a 26 listopada rozkaz Berii nr 00762 zakończył operację. Rozkazem tym uznawano za nie posiadające mocy prawnej m.in. rozkaz nr 00485 oraz unieważniono rozkaz nr 00486. 10 kwietnia 1939 roku Jeżow został aresztowany. Oskarżono go m.in. o szpiegostwo na rzecz Polski i wywiadów innych wrogich państw. Rozstrzelano go 6 lutego 1940 roku.

Akta ludobójczej „operacji polskiej” strona polska uzyskała m.in. wskutek osłabienia Rosji za czasów prezydentury Jelcyna (1992) oraz konfliktu między Rosją a Ukrainą. W 2009 prozachodni prezydent Wiktor Juszczenko zdecydował o odtajnieniu dokumentów SBU obejmujących m.in. dokumentację operacji na terenie Ukraińskiej SRS.

Dokumenty i faktografię dotyczącą „operacji polskiej” NKWD przedstawia m.in. książka T. Sommera Operacja Antypolska NKWD 1937-38, prezentując również szersze tło historyczne mordów. Autor zauważa m.in. że „akcja mordowania Polaków początkowo w ogóle nie została dostrzeżona przez polskie władze”. Cytuje również szereg interesujących dokumentów, w tym późniejsze (po upadku Jeżowa) zeznania samych śledczych co do sposobu prowadzenia spraw aresztowanych Polaków:

„Sam porządek wydawania wyroków w tych „albumowych” sprawach był urządzony wyjątkowo prymitywnie i z góry dopuszczał możliwość dokonywania wszelkich nieprzyzwoitości, za które nie trzeba było się obawiać zatrzymania. Ten porządek był taki: na kartce papieru po lewej stronie trzeba było opisać biografię, wszystkie dane aresztowanego, a po prawej istotę sprawy. Z ko lei po środku przez cały czas wymagali zapisywania pokrótce, np. zdemaskowany przez materiały, zeznania, sam się przyznał, istota przestępstwa, szpiegostwo, dywersja, terror, jakich czynności aresztowany dokonał, albo jakie miał zadania. W centrali wszystkie te sprawy, zszyte dla wygody w albumy po sto stron, kierowano na adres Cesarskiego, albo do 3 Wydziału Minajewowi, po podpisaniu przez naczelnika zarządu i prokuratora. Rozpatrywanie tych spraw przeprowadzono po prostu w sposób przestępczy, na początku operacji Cesarski i Minajew w kilka godzin rozpatrywali 500-600, a innym razem 1000 spraw i ich decyzja była ostateczna. Kiedy zaczęła spływać większa liczba albumów, to oni dzielili pomiędzy siebie albumy i każdy oddzielnie ustalał wysokość kary. Z zasady, w 95 proc. przypadków, dawano najwyższy wymiar kary. Potem spisywano protokół i dawano do podpisu Jeżowowi. Jeżow, jak niejednokrotnie sam widziałem, ich nawet nie czytał, otwierał na ostatniej stronie i ze śmiechem pytał Cesarskiego ile tu Polaczków… podpisywał nie czytając, już był tam podpis Wyszyńskiego, jak podpisywał prokurator, to czy on sprawdzał cokolwiek – nie wiem, ale mogę powiedzieć, że zmian jakichkolwiek nigdy nie robił. Takim sposobem były decydowane sprawy, a z terenu szły przerażające sygnały o najbardziej niedopuszczalnych nadużyciach zarówno przy aresztowaniach, jak i przy prowadzeniu śledztw, przychodziły informacje o masowych aresztowaniach, bez żadnych podstaw, żeby tylko był Polak. Ja też to robiłem…”

Interesującą częścią książki są również relacje polskich świadków – poniżej przytaczam ich fragmenty części z nich:

Maria Budkiewicz: „W historii Petersburga jest jeszcze jeden »polski okres« – są to tragiczne lata 1937-1938, »wielkiego terroru«, w rezultacie którego kolonia polska w Petersburgu przestała istnieć. Na mocy tajnego rozkazu NKWD nr 00485 z dnia 11 sierpnia 1937 r. rozpoczęły się masowe represje Polaków i ich rodzin. Ludzie przestali rozmawiać po polsku nawet w domu. (…) Kontakty z Polską zostały wstrzymane, korespondencja i wyjazdy do Polski wydawały się NKWD podejrzane, co z kolei groziło represjami. Listy nie dochodziły do adresatów. Represje te zostawiły trwały ślad w świadomości ocalałych Polaków. Polakom tego pokolenia trudno teraz odtworzyć w pamięci lub też nauczyć się od nowa języka polskiego”.

Józefa Nikiforowa: „Pewnego dnia wszystko pokryło się ciemnością, pojawiła się trwoga. (…) Pewnego dnia przepadli gdzieś sąsiedzi Hrynkiewiczowie, Żółtanowscy, do brata przestał przychodzić kolega Popławski (mieli własny dom na Ochcie). Przestali przychodzić też pozostali przyjaciele Polacy. Mama była teraz smutna, zdarzało się, że obejmowała mnie mocno i płakała. Wkrótce nagle zachorowała, sparaliżowało ją, trafiła do szpitala. W tym samym czasie, po zakończeniu ferii zimowych, nie pamiętam czy był to rok 1937 czy 1938, dowiedzieliśmy się, że polskiej szkoły już nie ma.”

Jerzy Gorczyński: „W 1937 roku zostali aresztowani trzej synowie brata mojego dziadka Edwarda: Feliks, lotnik wojskowy, Władysław, oficer łączności i Bolesław, pułkownik służby intendenta. Pierwsi dwaj zostali rozstrzelani, trzeciego zesłano do Workuty. (…) Gdy mój dziadek i ojciec dowiedzieli się o tym, co się stało, przerwali wszelką korespondencję z pozostałą rodziną. W ankietach zaczęli pisać, że z rodziną dziadka od dawna nie utrzymują kontaktów i nic o niej nie wiedzą. Sądzę, że mego ojca uratowało nie to, a fakt, że sprawy rodziny prowadziły ukraińskie »organy«, które w związku z częstą zmianą miejsca zamieszkania nie zdążyły go »wyłapać«.”

Eugienia Kuźmińska: „Niemal wszyscy represjonowani zostali aresztowani na skutek donosów komsomolców. Za każdego »wroga ludu« otrzymywali oni 150 karbowańców. Traktowali więc donoszenie jako rodzaj pracy, przynoszącej niezły zarobek bez żadnego wysiłku. Wydając człowieka mieli pieniądze na wódkę i papierosy.”

„Gdy przebywałam w Kijowie, mój ojciec, 15 lutego 1938 r., został nocą aresztowany. Oskarżono go o antyrewolucyjną działalność, mającą na celu obalenie władzy komunistycznej. Tato był wtedy w kołchozie buchalterem czyli księgowym. Wziął on z kasy kołchozu 25 tys. rubli, by na drugi dzień jechać do Kijowa i kupić dla kołchozu dwa traktory. W nocy przyszli do niego dwaj milicjanci i oświadczyli mu złowrogo: » – Jesteście aresztowani!« (…)Zabrali go, ale na drugi dzień znowu przyjechali i zabrali całą bibliotekę ojca, twierdząc że jest to zakazana zagraniczna literatura. Żaden z nich nie umiał oczywiście ani słowa po polsku, ale dla każdego polska książka była dowodem wrogiej działalności. Polskie książki zabrane ojcu były wystarczającym powodem, by uznać go za »wroga ludu«. 15 listopada 1938 r. został on rozstrzelany w Kamieńcu Podolskim.”

Jan Kozicki: „Represje z 1937 r. pamiętam doskonale, mimo że miałem wtedy tylko 8 lat. Ich konsekwencje ciągnęły się bardzo długo za naszą rodziną. Na całą wieś padł strach. Za jedną głowę dawali donosicielom 150 karbowańców. Jak ktoś na kogoś złożył donos, to tak jakby – tego na kogo doniesiono – już go nie było. »Głową« naszej Rady Wiejskiej była wyjątkowo wredna kobieta, komunistka wyjątkowo nienawidząca ludzi wierzących. Wcześniej wielu z nich wpisała na listy deportacji do Kazachstanu, a w 1937 r. wielu ludzi skazywała na śmierć, wystawiając im laurki »wrogów ludu«. Miała ona na usługach całą armię donosicieli, którzy informowali ją, co dzieje się w każdej chacie. Z mojej rodziny, jako pierwszego aresztowano przyrodniego brata dziadka. Zgodnie ze zwyczajem, starsi ludzie zawsze zbierali się przy zmarłych, żeby pomodlić się za ich dusze, odmówić różaniec. Wszyscy mieli po 70 i więcej lat. Wśród nich był też wspomniany brat dziadka. Ktoś oczywiście doniósł o tym do »głowy« rady wiejskiej. Ta miała skwitować donos: » – Już ja im się namodlę!« Brat dziadka zdążył tylko przyjść do domu i już zjawiła się u niego milicja, która go zabrała wraz z kilkoma innymi staruszkami, którzy także odmawiali przy zmarłym różaniec. Wszyscy zostali rozstrzelani w Kamieńcu Podolskim [20 km od ówczesnej polsko-sowieckiej granicy na Zbruczu – przyp. wł.]. Wkrótce aresztowany został brat mojego ojca. Pamiętam, jak ojciec przyszedł z roboty i oświadczył: » – Zabrali także Franka, pewnie i mnie niedługo zabiorą.« Tego samego wieczoru ktoś zaczął dobijać się do naszej chaty. Ojciec otworzył. W drzwiach stanęła »głowa« rady wiejskiej i jeszcze jakiś nieznany człowiek. Kazali się ojcu biegiem zbierać i iść z nimi. Wszyscy zaczęli płakać. Wszyscy czuli, że ojciec już nie wróci. Ojciec pożegnał się z nami i wyszedł z chaty. Ja, z młodszym bratem, zacząłem głośno płakać. Wtedy »głowa« rady obejrzała się i powiedziała: » – Nie płaczcie, ojciec zaraz wróci«. Ojciec jednak nigdy nie wrócił. Nigdy go już nie widziałem. Zabrali go do Kamieńca Podolskiego i tam rozstrzelali.”

Mieczysław Łoziński: „Na terenie Żytomierszczyzny, tam gdzie zamieszkiwałem, praktyczne wyszukiwanie »polskich szpiegów« polegało na tym, że służby NKWD wyznaczały pewne limity ludzi do aresztowań dla poszczególnych sielsowietów (gmin). Tworzyły w sielsowietach tzw. »trójki zaufanych«, zadaniem których było personalne wyznaczanie na miejscu Polaków do skazania. Do »trójki zaufanych« należały trzy osoby: przewodniczący danego sielsowietu (gminy), przewodniczący kołchozu i jeden członek partii lub młodzieżowej organizacji Komsomołu. To te »trójki«, pod nadzorem i za zgodą NKWD, decydowały o życiu lub śmierci tysięcy Polaków. Do »trójek« należało także rozstrzyganie problemu, jakich ludzi należy wydać a jakich pozostawić. Najczęściej typowani byli Polacy niewygodni, klasowo obcy i tzw. podejrzani, a wyjaśnień pod jakim względem byli podejrzani już nikt w NKWD nie domagał się i nikt z »trójek« podejrzeń nie uzasadniał. (…)Masowe potajemne nocne aresztowania budziły porażający lęk wśród ludności pochodzenia polskiego. Ślad po aresztowanych ginął.”

Jarosław Rafalski: „W 1937 roku rozpoczęły się aresztowania Polaków. Prawie wszystkich Zalizowskich (braci mojej mamy i ojca), oprócz najstarszego Jana i Dionizego, aresztowano i wkrótce rozstrzelano jako wrogów ludu. Ojciec był przekonany, że fala represji go nie doścignie: był pierwszym organizatorem kołchozów, zaakceptował władzę radziecką. Donos nauczyciela ze szkoły ukraińskiej i są siada zadecydował o jego życiu, i w noc z 30 kwietnia na 1 maja 1938 roku, o godzinie 3.00 nad ranem, pod dom przyjechała czarna buda. Po trzygodzinnym przetrząsaniu pomieszczeń nastąpiło aresztowanie. Wychodząc z domu ojciec powiedział: » – To nieporozumienie, wkrótce wrócę, nie będę się nawet żegnać z wami…« Więcej go nie zobaczyliśmy. Został rozstrzelany w nocy z 3 na 4 czerwca 1938 roku. Po trzech miesiącach, do rejonowego KGB zabrała czarna buda moją mamę. Kazano jej w ciągu dwudziestu czterech godzin zostawić rodzinę i wyjechać z obwodu żytomierskiego. Nie powiedziała nam o tym, tylko płakała dwie doby, przy

tym nie jadła i nie piła. (…)Schowaliśmy ją na strychu w dużej beczce 1,5×1 m, przykryliśmy z góry główkami kapusty. Mamą trzeba było się opiekować. Udawało się nam to robić w ciągu trzech lat. Nawet wyprowadzaliśmy w nocy na spacer. Tak było do 5 sierpnia 1941 roku. Do przyjścia na naszą ziemię Niemców.”

Elżbieta Maksymczuk: „Tylko 4 grudnia, już w samym końcu roku 37, przyszli do mieszkania dwoje, to było około godziny 9 wieczora, i zaczęli ryć wszystko na świecie, zdaje mi się, że oni byli w cywilnym ubraniu. Tylko pamiętam, że oni przeryli dosłownie wszystko, wszystko, wszystko, wszystko (…). I powiedzieli ojcu, ubieraj się, pojedziesz z nami. Mama jeszcze tak pyta ich: Za co? Niech się pani nie martwi, niech się nie martwi. Coś przepytamy i na ranek wróci. (…)U mamy 5 czerwca [38] – to był ostatni dzień roku szkolnego, ostatni dzień mama poszła do szkoły, oni już przygotowali się widocznie… Mama była nauczycielką niższych klas. (…) A tak tylko tamtego dnia ona przychodzi ze szkoły, przychodzi po niej jeden pan, jeden… Może i dwoje. Przy tym nie byłam, ale zdaje się mi, że jeden… Spisali protokół rewizji i zabrali mamę. (…) A brat przyszedł, nie chce nawet wierzyć, że to tak mamę zabrali. Brat nie uwierzył, że mama nie przyjedzie. Ale gdy rankiem brat przebudził się, to jak zaraz widzę, brat na łóżku podniósł się i tak – hup i upadł, i szlochając upadł. Już zrozumiał, że mamy nie ma, mama nie przyjdzie – nas troje dzieci. Przyszli do nas, żeby nas zabrać do domu dziecka.”

Edward Koczergin (Rosjanin): „Następnego dnia przyszli po nią. Najpierw weszła dozorczyni Faina, Tatarka, za nią grzeczny wojskowy z teczką, za nim jeszcze ktoś, nie pamiętam kto. Grzeczny wojskowy zaczął pytać o nazwisko, imię, kilkukrotnie spytał, czy jest Polką. Pozostali zaczęli przeszukiwać rzeczy, zaglądać do łóżek, stołów. Próbowałem powiedzieć im, że pluskiew nie ma, rzecz jasna, po polsku i jeszcze niezbyt wyraźnie. Mama poprosiła Fainę o przywołanie Janka z pierwszego piętra, by zabrał mnie do siebie. Kiedy Janek mnie zabierał, matka Bronia błogosławiła mnie obrazem Matki Boskiej i pocałowała.”

Zenon Gliwiński: „Do represji ojca Żydzi zaprzedali, to przecież wszystko Żydzi robili. W Ponince Cwejbojm, Barenbojm, Werbne – wszystko robili. Na 10 godzin wieczora idą do pracy, a oni siedzą w portierni, aha, zobaczył – tamten poszedł, tamten poszedł… A inni idą ze zmiany – zapisał… »Czarny kruk« przyjechał w nocy, zabrali – i wszystko. Im płacili po 50 rubli na osobę, Żydom. Ojciec w straży pożarnej pracował, jego w 36 zabrali… Werbne bardzo z ojcem pili wódkę u nas w domu, świnie kupowali, nocą świnie kłuli, wtedy zabraniało się, żeby skórę nie zdać, nocą kłuli, ci Żydzi hulali, pili i Żydzi oddali ojca… Za jedne słowo »Żid« ginął, nawet nie ma wątpliwości. Teraz nazywam ich żydobolszewicko-komunistyczna dżuma. Wszystko.”

Hanna Podwysocka: „Żydki mieli wtedy wielką siłę: »Władza sowiecka – to jest nasza władza, którą żądacie… O–o-och!« (…)To później oni ostygli, a na początku o-cho-cho! To ich władza… Nawet słowo »Żid« nie można było powiedzieć, a nie-nie-nie!.. Tylko »Jewriej«, bo za »Żida« ginęli, nie można było mówić …I nie słychałam, żeby Żydki byli represowani, i nie słychałam, żeby oni w czasie głodu z głodu umierali… Nie-nie-nie, byli oni i biedni, ale tak żeby umierali z głodu nie słychałam.”

Czesław Karpiński: „Jak mi opowiadał, od Żydów zależało wtedy bardzo dużo. Niektórzy z nich donosili na Polaków, biorąc za to pieniądze. Kogo wskazali jako »wrogów władzy sowieckiej«, ten automatycznie podlegał represjom. W najlepszym wypadku został z rodziną deportowany do Kazachstanu lub na Syberię, a w najgorszym, ginął od kuli w tył głowy. Mój wujek, Adolf Chorążewski, brat matki, czyli syn dziadka, został aresztowany i żadne wstawiennictwo mu nie pomogło. Wywieźli go na Wyspy Sołowieckie, gdzie został rozstrzelany.”

Henryk Radziewski: „W 1937 r. z naszej chaty zabrali wszystko. Szukając, nie wiadomo czego, rozebrali nawet stodołę i część chaty. Niczego nie znaleźli i zabrali ojca. Pamiętam to jak dziś. Padał deszcz, była noc. Razem z bratem spaliśmy w stodole. W domu, podczas poprzedniej wizyty, GPU zabrało nasze łóżka. Nagle coś mnie obudziło. Przez szpary w deskach zobaczyłem, że jakaś podwoda zajechała na nasze podwórko. Ktoś wszedł do naszej chaty. Po jakimś czasie wyszedł, podwoda odjechała, wszystko ucichło. Mój brat spał i o niczym nic nie wiedział. Ja też wkrótce ponownie usnąłem. Wstajemy rano, a mama mówi: »Tatę zabrali!« Mnie zamurowało. Mama od razu pobiegła na wieś. Szybko się okazało, że tej nocy aresztowano w wiosce 10 mężczyzn, będących głowami rodzin. Nikt nie wiedział, co się stało i z jakiego powodu ich aresztowano. Jeden tylko Alasko powiedział krótko: » – Dziewczyny jesteście wdowami, możecie powtórnie wychodzić za mąż.«”

Jadwiga Ostrowska: „Dziadka zabrali nocą. Pod nasza chałupę podjechał cziornyj woron. Dziadek ciężko chory leżał na piecu. Funkcjonariuszy GPU to nie zraziło. Chwycili dziadka za ręce i nogi, i jak trupa wrzucili do samochodu i pojechali. Ani ojca, ani dziadka nigdy więcej nie zobaczyłyśmy. Początkowo nie miałam nawet czasu zajmować się ich losem. Od śmierci głodowej trzeba było ratować rodzinę. (…)Dopiero nieoficjalnie dowiedziałam się, że ojciec został rozstrzelany na trzeci dzień po aresztowaniu. Co stało się z dziadkiem, nikt mi nie potrafił powiedzieć. Nie figurował w żadnych dokumentach. Podejrzewam, że zmarł tuż po aresztowaniu, jeszcze w cziornym woronie i funkcjonariusze najzwyczajniej wyrzucili jego ciało na stepie i nie odnotowali tego faktu w dokumentach.”

Mieczysława Rybczyńska: „Mój ojciec, Franciszek Rybczyński, został aresztowany 6 sierpnia 1937 r. w wiosce Jawne pod Żytomierzem, gdzie wtedy mieszkaliśmy. Ja miałam wtedy niecały rok (…)Tata, jak się dowiedziałam już w latach 90. XX w., został oskarżony o to, że jest polskim szpiegiem. Już 18 października 1937 r., czyli niecałe dwa miesiące po aresztowaniu, został skazany na śmierć. Wyrok wykonano 23 listopada 1937 r. w Żytomierzu. Jego miejsce pochówku do dziś nie jest ustalone. (…) 25 października 1937 r., czyli tydzień po skazaniu mojego ojca, aresztowali moją matkę Gabrielę. Tego samego dnia skonfiskowano cały majątek mojej rodziny. Ja, z siostrą, trafiłam do sowieckiego domu dziecka, a nasza żyjąca jeszcze babcia po prostu została wyrzucona z domu na drogę. Moja mama siedziała w więzieniu w Żytomierzu do końca czerwca 1938 r. Wtedy to, dokładnie28 czerwca, została skazana za to, że była żoną polskiego szpiega, na 5 lat zesłania do Kazachstanu. Moja mama przeżyła i spotkałam ją, ale dopiero po wojnie. Moja babcia chciała się nami opiekować, ale jej nie pozwolono. Do końca życia żyła z tego, co dali jej dobrzy ludzie, bo nie pozwolono jej nigdzie pracować, a cały majątek został przecież skonfiskowany.”

Ekshumacja w Winnicy w roku 1943 przeprowadzona przez Niemców
Lilianna w ogrodzie
Ocalić od zapomnienia.