Clicks337

"Przerażające pseudochrześcijaństwo" ks. prof. Alfred Wierzbicki

osdamen
MODERNIŚCI, KOMUNIŚCI, ATEIŚCI i MASONI Brak Eucharystii „naprawi” polski katolicyzm? Z zaskakującymi tezami o wpływie koronawirusa na religijność Polaków wystąpił na łamach „Więzi” ks. prof. …More
MODERNIŚCI, KOMUNIŚCI, ATEIŚCI i MASONI

Brak Eucharystii „naprawi” polski katolicyzm?


Z zaskakującymi tezami o wpływie koronawirusa na religijność Polaków wystąpił na łamach „Więzi” ks. prof. Alfred Wierzbicki z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Kapłan ten w artykule z 16 marca przekonywał, że głębia naszej wiary nie zależą od „od wody święconej, Komunii ustnej, a nawet od obecności fizycznej na Mszy w skupiskach ludzi, którzy mogą zarażać groźnym wirusem”. Utrzymywał też, jakoby obecna sytuacja domagała się „ograniczenia nabożeństw, a nawet ich całkowitego publicznego zawieszenia”. Na tym jednak nie koniec. Ks. Wierzbicki stwierdził bowiem, co następuje:

Zamknięcie kościołów, czy tylko ograniczenie dostępu do nich, paradoksalnie może być ozdrowieńcze dla naszej religijności, może pomóc nam odróżniać rzeczy istotne od wtórnych, odkrywać na nowo religijną tęsknotę i międzyludzką solidarność”.


W dniu 9 kwietnia, w Wielki Czwartek, który jest szczególnym dniem dla wszystkich kapłanów, ks. prof. Alfred Wierzbicki, kapłan archidiecezji lubelskiej i profesor KUL, biorąc udział w programie na antenie TVN24, wypowiedział pod adresem innego kapłana następujące słowa: „można być profesorem i można być skończonym durniem, nie waham się tego powiedzieć”.

Wypowiedź ta wywołała zdumienie i uzasadnione oburzenie wielu osób oglądających program. W związku z tym Arcybiskup Lubelski skierował do Księdza Profesora list z upomnieniem i wezwaniem do publicznego przeproszenia wspomnianego księdza za skandaliczne naruszenie jego godności osobistej.

Metropolita lubelski upomniał kierownika Katedry Etyki KUL ks. Alfreda Marka Wierzbickiego za ostre słowa pod adresem ks. prof. Tadeusza Guza.

Ks. Alfred Marek Wierzbicki otrzymał upomnienie od swojego przełożonego, abp. Stanisława Budzika, za nazwanie ks. prof. Tadeusza Guza, skończonym durniem w Wielki Czwartek, 9 kwietnia, w programie Moniki Olejnik w TVN24.
W odpowiedzi na upomnienie ks. Wierzbicki przeprosił ks. prof Guza i arcybiskupa oraz wyjaśnił, jak rozumie swoją obecność w mediach.

Poniżej publikujemy dwa dokumenty: oficjalną informację o nałożeniu upomnienia i odpowiedź z przeprosinami ks. Wierzbickiego.

Przypomnieć należy, że 3 kwietnia br. abp Budzik wezwał ks. prof. Guza do sprostowania jego wypowiedzi wygłoszonych podczas „Rozmów niedokończonych” na antenie Radia Maryja i TV Trwam, dotyczących niemożliwości zarażenia się koronawirusem podczas udzielania Komunii świętej, „bo to jest akt święty”, a „kapłan ma konsekrowane dłonie”.

Ks. prof. Guz podtrzymał swoje twierdzenia także w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”. Jak wyjaśniał wówczas rzecznik archidiecezji lubelskiej, metropolita uznał tezy ks. prof. Guza za „sprzeczne z katolicką nauką o przeistoczeniu i ze zdrowym rozsądkiem” oraz stojące „w jaskrawej sprzeczności z dokumentami i decyzjami Episkopatu”.[...]

Źródło: Kwartalnik Więź za
Lublin, 14 kwietnia 2020 r.
Gość NiedzielnyLublin, KAI, źródła własne

Analogiczną narrację, tym razem na łamach „Tygodnika Powszechnego”, zaprezentował ks. Adam Boniecki. W tekście z 20 kwietnia pisał, że Polacy zaczęli korzystać z praktyk „w sposób magiczny”, a nasz katolicyzm „zdominowała obrzędowość”, która „ma niewiele wspólnego z wiarą”. Stąd, stwierdził kapłan, czas koronawirusa można potraktować „jako kurację z klerykalizmu”. „Nagle się okazało, że ksiądz nie jest nam niezbędnie potrzebny do zbawienia” - stwierdził kapłan.

Modlitwa do ekranu „doskonalsza” niż przed Najświętszym Sakramentem?
Popularne dziś oglądanie transmisji Mszy świętych nie może być rozumiane jako choćby substytut udziału w liturgii. Patrzenie w ekran, choćby nawet pobożne, nie jest uczestnictwem w Mszy świętej. Przypomniał o tym niedawno bp Andrzej Czaja z Opola, wskazując, że oglądanie na żywo celebracji Mszy to jedynie forma „duchowej łączności”, ale nic ponadto. Ba, przed zbytnim skupieniem się na transmitowanej liturgii przestrzegał nawet papież Franciszek, wskazując w jednej z homilii, że Kościoła i sakramentów nie da się przenieść do świata wirtualnego. Inne jednak zdanie mają na ten temat przedstawiciele katolicyzmu otwartego. W ich ocenie we Mszy świętej nie tylko da się uczestniczyć na odległość, ale podobne działania mogą nawet być doskonalsze i lepsze, od normalnego udziału w liturgii.

W cytowanym już tekście ks. Adam Boniecki przekonywał, że oglądanie Mszy jest równie dobre, co udział w niej. „Jeśli Eucharystia, przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, jest działaniem Boga, to dlaczego ta sprawowana daleko od nas, w którą się włączamy duchowo, oglądając ją w telewizji, ma być mniej ważna od tej, w której uczestniczymy na miejscu, w kościele? Czy od Boga oddzielają nas ziemskie kilometry? Czy istotny jest zasięg głosu księdza, głośnika, a może miejsce w pierwszej ławce?” - stwierdził. „Nie musisz pędzić do kościoła – możesz uczestniczyć w mszy przy telewizorze. Nie musisz iść do spowiedzi – wzbudź w sobie żal za grzechy. Nie pędź do komunii – bo komunia to także pragnienie spotkania z Chrystusem” - przekonywał następnie.

Jeszcze dalej posunął się ks. Dariusz Piórkowski SJ. Na łamach portalu Deon.pl raczył napisać: „Eucharystia, którą oglądamy w mediach, dzieje się naprawdę i na żywo. To nie film czy sztuka teatralna. Słuchamy prawdziwego Słowa. Jesteśmy świadkami i uczestnikami religijnego wydarzenia”. I dalej: „Media dają nam możliwości, których wcześniej ludzie nie posiadali. Słowo Boże słuchane przez media może nas tak samo poruszyć jak Słowo słuchane w kościele. To wielkie dobrodziejstwo płynące z postępu technicznego” - przekonywał. Wreszcie padły słowa po prostu straszne:

„Oglądając Eucharystię za pośrednictwem medium audiowizualnego nie jesteśmy obecni tam fizycznie, ale możemy być obecni intencją, świadomością, czyli duchem. W pewnym sensie, jest to doskonalsza forma obecności”.


A zatem dla ks. Piórkowskiego „doskonalej” jest oglądać Mszę, niż w niej uczestniczyć? Trudno pogodzić się z tym, że tak głęboko niekatolickie i dramatycznie bolesne słowa przeczytać można na portalu jezuickim czytanym przez setki tysięcy katolików w Polsce…

W tę samą przedziwną narrację wpisał się też bp Adrian Galbas z Ełku. Hierarcha ten na antenie radia Siódma9 stwierdził, że „uczestnictwo we Mszy świętej w sposób pośredni przez transmisję” jest „wielką możliwością”, a ludziom trzeba tłumaczyć, że w niedzielę mają „nie iść do kościoła”, tylko Mszę oglądać, bo to jest jakoby „uczestnictwo we Mszy świętej, tylko w innej formie”. „Pójście do kościoła jest w tej chwili wbrew miłości bliźniego i wbrew miłości własnej” - stwierdził. Jego wypowiedź szeroko zacytował portal Deon.pl.

Wirtualizację życia kościelnego pochwalać też zdawał się ks. Wacław Oszajca SJ. Na łamach „Więzi” próbował wykazywać, że Komunia duchowa „stoi przed komunią sakramentalną, poprzedzach ją i decyduje o jej skuteczności”; na łamach Deon.pl przekonywał też, że „zbawienie nie zależy jedynie, ani przede wszystkim, od chodzenia, czy niechodzenia do kościoła”. Pana Jezusa według jezuity „nie można zamykać w kościele, w obrzędzie, w liturgii”; także my nie możemy „siebie zamykać w obrębie świątyni, jak też doktryny”. W dobie koronawirusa „chrześcijański szabat” musi „ustąpić prawu miłości”, to znaczy: wierni nie mogą chodzić do kościoła. Powołując się na ks. Karla Rahnera ks. Oszajca deprecjonował Mszę świętą, pisząc, że jest to dzieło Kościoła tworzone oczywiście pod natchnieniem Ducha Świętego, ale też ducha czasu, ducha tego świata”. [...]
więcej: pch24pl