Świat nie zna nas (1 Jan 3, 1). To jeszcze nie najgorsze. My sami już się nie znamy. „Prawdziwie rozpacz to i niezastąpiona strata, że zatraciła się w nas świadomość tego, że jesteśmy synami Bożymi, że każdemu z nas przysługują prawa, więcej warte niż korony królewskie”. „Nie ma myśli, która mogłaby nas napełnić tak wielkim uczuciem wolności i radości, taką dumą i takim szczęściem, jak świadomość tego. Należałoby sądzić, że wśród bezustannego uniesienia dźwięczą u nas chrześcijan radosne dzwony świąteczne. Nie! Nic z tego nie słychać!” (Emil Fiedler). Czyś możemy wymagać, by świat nas znał? Sami wpierw poznajmy się na nowo. Musimy zrozumieć, kim jesteśmy, odzyskać świadomość nadprzyrodzonej boskiej naszej wielkości. Przepełniać nas powinna niewymowna wdzięczność dla Ojca, święta duma, błoga radość i pewność zwycięstwa. A reszta sama się spełni.
Ciekawy wpis ze świetnym tytułem. Duma jest czymś wtórnym. Początkiem dobrej drogi - Bojaźń Boża. Przez nią poznajemy naszą małość i nicość. Przez tę nicość poznajemy niepojętą wielkość Boga. Pracująca w nas, Boża Bojaźń, zaczyna leczyć zranienia i otwierać serce, a wraz z tym otwieraniem zaczynamy poznawać Prawdziwą Miłość. Bez tej Miłości nie ma nadziei.