danutadubiel
274

+ LEON XIII - CRISTI NOMEN ET REGNUM - O KOŚCIELE NA DALEKIM WSCHODZIE

+ LEON XIII - CRISTI NOMEN ET REGNUM -
O KOŚCIELE NA DALEKIM WSCHODZIE

Do wszystkich Czcigodnych Braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów i Biskupów świata katolickiego łaskę i społeczeństwo z Stolicą Apostolską mającym!
Czcigodni Bracia, pozdrowienie i apostolskie błogosławieństwo!


Chrystusowe Imię i Królestwo coraz bardziej rozprzestrzeniać między narodami, a zbłąkanych i rozdzielonych brakiem jedności zapraszać i przywoływać z powrotem na łono Kościoła - to zaiste jest Wasz święty i jeden z naczelnych obowiązków Najwyższego Urzędu, jaki sprawujemy. Od dawna już Jest to przedmiotem Naszych trosk i starań, a miłość apostolska przynagla Nas do tego. Z tej też przyczyny nigdy nie przestawaliśmy bynajmniej troszczyć się o liczebny wzrost świętych wypraw misyjnych, dzięki którym przede wszystkim szeroko rozlewa się światło mądrości chrześcijańskiej wśród błądzących oraz o dostarczanie pomocy, zbieranej wśród narodów katolickich dla ich utrzymania.

Uczyniliśmy to zwłaszcza wydając w trzecim roku Naszego Pontyfikatu encyklikę Sancta Dei civitas, aby zjednać dla przesławnego dzieła Rozkrzewienia Wiary zarówno większy pietyzm jak i większą hojność katolików. Wówczas to dzięki zachętom można było śledzić z zadowoleniem, jak dzieło to z nikłych wyszedłszy początków w krótkim czasie nabrało wielkiego rozmachu, jak znakomici Poprzednicy Nasi, Pius VII, Leon XII, Pius VIII, Grzegorz XVI, Pius IX dodawali mu blasków czy to świadectwami pochwał czy też przywilejami odpustów, i jak wielką przyniosło już ono pomoc misjom świętym na całym świata obszarze, i o ile jeszcze obfitszych należy w przyszłości oczekiwać w tym zakresie. Niemały też za łaską Bożą wynikł już plon jako odpowiedź na zachętą, skoro istotnie widzimy, jak to niezmiernie zasłużone Dzieło upowszechniło się również w tych ostatnich latach, a w ślad za gorliwością i naleganiami Biskupów szła hojność wiernych.
Jednakże nowa zachodzi i poważniejsza jeszcze potrzeba, która w sprawie tej wymaga w większym zakresie serc i rąk miłości katolickiej, a która powinna spotęgować i Wasze, Czcigodni Bracia, zaangażowanie.
Albowiem wydawało się Nam, że Listem Apostolskim Praeclara - jak Wam dobrze wiadomo - wydanym w czerwcu br., odpowiemy zamiarom Opatrzności Bożej, wzywając i zachęcając narody, gdziekolwiek się one znajdują, do jedności w wierze chrześcijańskiej, jako wyraz najwyższego pragnienia tych, którzy oczekują, że może dzięki Nam wcześniej dojrzeje obiecany przez Niego czas, gdy "stanie się jedna Owczarnia i jeden Pasterz".

Z samego już świeżo wydanego Listu apostolskiego, w którym dokładnie pisaliśmy o zachowaniu i przestrzeganiu zasad odnośnie do Kościołów na Wschodzie, przekonaliście się, że w międzyczasie szczególną troskliwością je obejmujemy, kierując wzrok swój ku Wschodowi i jego Kościołom, sławnym i czcigodnym wieloma imionami. Stąd także dość jasno uświadomiliście sobie ustalone zasady, co do których po odbyciu wnikliwych narad z Patriarchami tych ludów doszliśmy do wniosku, że w odpowiedniejszy sposób przyczynią się one do osiągnięcia celu.
Nie przeczymy jednak, że cały ten problem wiąże się z wielkimi trudnościami. Choć wprawdzie siły Nasze nie zdołają ich przezwyciężyć, to przecież nie mniej całą ufność i moc wytrwania wielkodusznie pokładamy w Bogu, któremu najbardziej trzeba zaufać. Ten bowiem, który w Opatrzności swej natchnął Nas zainteresowaniem dla tej sprawy i zapoczątkował ją, On też na pewno z największą łaskawością udzielać będzie sił i pomocy do jej realizacji. To właśnie staramy się też u Niego wyprosić w gorących modlitwach i usilnie zachęcamy, aby wszyscy wierni o to błagali. A ponieważ konieczne jest, aby do Boskich pomocy, o które ufnie prosimy, dołączały się także wsparcia ze strony ludzi, słusznie szczególnych dokładamy starań, aby szukać i dostarczać tych wszelkich pomocy, które zdają się prowadzić do celu, jaki mamy przed oczyma.
W tym bowiem celu, aby wszystkim odłączonym ludom Wschodu utorować powrót do jedynego Kościoła, trzeba przede wszystkim - jak sami to rozumiecie, Czcigodni Bracia -spośród nich samych przygotować odpowiedni i znaczny zastęp sług świętych obrzędów (sacrorum ministrorum), którzy w wielkim stopniu odznaczaliby się nauką i pobożnością i zachęcaliby także innych udzielając im rad odnośnie do upragnionej jedności. Nadto rozumiecie też, że maksymalnie należy rozpowszechniać zasady mądrości i życia katolickiego i przekazywać je w sposób bardziej odpowiadający właściwemu charakterowi danego narodu. Dlatego należy dbać o to, aby dla celów rzetelnego wychowania młodzieży, gdziekolwiek będzie to pożyteczne, stały do dyspozycji odpowiednio urządzone domy, aby można było dysponować większą liczbą szkół średnich rozmieszczonych stosownie do zaludnienia terenów; dalej, aby każdemu rytowi dano możność sprawowania z godnością jego własnych obrzędów, i aby znajomość prawdziwej religii mogła szerzyć się wśród wszystkich przez wydawanie najlepszych publikacji. Sami łatwo rozumiecie, jak wielki wkład będzie potrzebny dla realizacji tych i podobnych spraw. Rozumiecie też, że same Kościoły na Wschodzie nie podołają bynajmniej własnymi siłami tak licznym i doniosłym nakładom, ale że i z Naszej strony, w obecnej trudnej sytuacji, nie jest możliwa pomoc w tym zakresie, w jakim byśmy tego pragnęli.

Pozostaje więc zwracać się po odpowiednie zasiłki szczególnie i w odpowiedni sposób do wspomnianego wyżej Dzieła. Zamierzenia jego są całkowicie zbieżne z tymi, jakie obecnie z pełnym oddaniem mu wyznaczamy. Równocześnie zaś, aby misje apostolskie nie doznały jakiejkolwiek szkody wskutek częściowego odpływu na inny użytek zasobów, w których się one utrzymują, należy jak najusilniej dbać o to, aby tym obficiej wpływały do niego ofiary hojności.
Podobnie słuszną jest tez rzeczą przedsiębrać środki ostrożności odnośnie do pokrewnego a nader pożytecznego dzieła Szkół Wschodu, który już innym razem zalecaliśmy, zwłaszcza że podobnie jest ono gotowe - jego moderatorzy wyraźnie to przyobiecali - ze sum, jakie w swym zakresie zgromadzą, w większej, na ile tylko będzie to możliwe, mierze służyć Nam do dyspozycji w tym samym celu.
To więc, Czcigodni Bracia, jest dziedzina, odnośnie do której apelujemy do Waszego szczególnego poczucia obowiązku. I nie wątpimy, że Wy, którzy gorliwie staracie się na wszelki sposób wraz z Mami podejmować i posuwać naprzód sprawy religii i Kościoła, wspomagać Nas walnie będziecie i w przyszłości. Usilnie i skutecznie dążcie do tego, aby i samo Dzieło Rozkrzewienia Wiary w jak największej możliwie mierze rozrastało się wśród wiernych powierzonych Waszej trosce. Uważamy bowiem za rzecz pewną, że o wiele więcej wiernych chętnie wstąpi w jego szeregi i w miarę możności obfite wnosić będzie składki, dzięki Wam zrozumiawszy jasno, jak wielkie jest jego znaczenie i jak wielkie bogactwo dóbr duchowych, oraz jak doniosłych stąd z największą słusznością spodziewać się należy korzyści dla sprawy chrześcijańskiej.
Zapewne powinno to pobudzić dogłębnie katolików, świadomych, że niczego innego nie mogą uczynić, co byłoby milsze Nam ani bardziej zbawienne dla Kościoła, jak popierać te Nasze pragnienia zabiegając o gorliwe przyczynianie się do tego, byśmy istotnie mogli w sposób odpowiedni realizować szczęśliwie to, co ustaliliśmy dla dobra Kościołów Wschodnich.
A Bóg najłaskawszy, o Którego chwałę jedynie chodzi w rozszerzaniu Imienia chrześcijańskiego i w świętym zespoleniu tejże wiary i kierownictwa, niech wspiera Nasze pragnienia i sprzyja rozpoczętym dziełom!
Jako pomyślny zadatek najlepszych Jego darów, z największą życzliwością udzielamy Wam wszystkim, Czcigodni Bracia, oraz Duchowieństwu i ludowi Waszemu błogosławieństwa apostolskiego.

Dan w Rzymie u św. Piotra, dnia 24 grudnia r. 1894, w 17 roku Naszego pontyfikatu.
Leon XIII

Leon XIII. Ad extremas orientis oras - O kościele w Indiach

Do wszystkich Czcigodnych Braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów i Biskupów świata katolickiego łaskę i społeczeństwo z Stolicą Apostolską mającym!
Czcigodni Bracia, pozdrowienie i apostolskie błogosławieństwo!


Ku najdalszym wybrzeżom Wschodu, zbadanym dzięki szczęściu i męstwu Portugalczyków, do których zdychają codziennie tak liczni ze względu na bogate zyski z handlu, My skierowaliśmy serce i myśli już na samym początku Pontyfikatu, przedkładając nadzieję na rzeczy w wiele większe.
Zachowujemy w sercu i rozbudzają w Nas ogromną miłość owe niezmierzone przestrzenie Indii, na których przez tyle już wieków, w pocie czoła trudzą się misjonarze. Przede wszystkim przychodzi na myśl św. Tomasz Apostoł, którego słusznie uważa się za pierwszego głosiciela Ewangelii w Indiach; myślimy także o św. Franciszku Ksawerym, który po długim czasie starał się usilnie o tę samą chwałę, doprowadzając swoją stałością i niesłychaną miłością setki tysięcy Hindusów od baśni braminów i nieczystego zabobonu do prawdziwej religii i wiary. Idąc w ślady bardzo świętego męża, na mocy powagi i zlecenia Stolicy Apostolskiej, bardzo liczni kapłani diecezjalni i zakonni starali się potem i dotąd się starają, strzec gorliwie i rozwijać chrześcijańską służbę Bożą i obyczaje, które wprowadził Tomasz, a które Franciszek Ksawery odnowił. Mimo to, jakże ogromna liczba ludzi, na tak wielkich obszarach, nie zna jeszcze prawdy, otoczona żałośnie ciemnościami zabobonu! Jak wielka mianowicie, rozciąga się ku północy rola, wcale jeszcze nie przygotowana do przyjęcia ziarna Ewangelii!

Gdy rozważymy to w sercu, pokładamy wprawdzie bardzo wielką ufność w łaskawości i miłosierdzi Boskiego naszego Zbawiciela, który jedynie zna właściwy czas i dojrzałą porę użyczenia swego światła, który też zwykle ukrytym tchnieniem łaski niebieskiej skłania umysły ludzi ku prawdziwej drodze zbawienia. Tymczasem jednak chcemy i powinniśmy, na ile to od Nas zależy, dołożyć starań, aby tak wielka część świata odczuła jakiś owoc Naszej troskliwości.
Gdy wspominając o tym rozważaliśmy pilnie, czy w jakiś sposób należy lepiej uporządkować i pomnożyć dobro religii chrześcijańskiej w Indiach, ze szczęśliwym skutkiem ustanowiliśmy niektóre rzeczy, które przyczyniają się do powodzenia religii katolickiej. Najpierw zawarliśmy w właściwy sposób dwustronny układ z najwierniejszym królem Portugalii i Algarve w sprawie zarządzenia patronem narodu Portugalskiego w Indiach Wschodnich. Gdy to nastąpiło, ucichły, przez usuniecie przyczyn sporów, owe niemałe rozdwojenia, które tak długo rozdzierały umysły chrześcijan. Uznaliśmy ponadto za rzecz dojrzałą i zbawienną utworzenie z poszczególnych wspólnot chrześcijańskim, które przedtem podlegały Wikariuszom i Prefektom Apostolskim, rzeczywistych diecezji, które mają własnych biskupów i są zarządzane na mocy zwyczajnego prawa. Dlatego prze List Apostolski Humanae salutis z dnia 1 IX 1886 ustanowiono na tych terenach nową hierarchię obejmującą osiem prowincji kościelnych, a mianowicie z siedzibą w Goa, której dla zaszczytu nadano tytuł patriarchalny, w Agra, Bombaju, Werapoli, Kalkucie, Madres, Pondichery i Colombo. Wreszcie wytrwale usiłujemy dokonać tam przez świętą Naszą Kongregację rozkrzewiania Imienia Chrześcijańskiego wszystkiego, cokolwiek rozpoznajemy jako owocne dla zbawienia i pożyteczne do wzrostu pobożności i wiary.

Lecz pozostał jeszcze jedna sprawa, od której bardzo zależy zbawienie Hindusów. Chcemy, abyście wy, Czcigodni Bracia, i wszyscy, którzy miłują ludzkość i imię chrześcijańskie zwrócili na nią większą uwagę. Powodzenie mianowicie wiary katolickiej u Hindusów będzie niepewne i rozkrzewianie jej wątpliwe tak długo, dopóki brak będzie kleru wybranego z dobrze do zadań kapłańskich przygotowanych ludzi miejscowych, którzy będą w stanie nie tylko pomagać obcym kapłanom, lecz będą mogli sami w swoich krajach należycie zarządzać sprawami chrześcijańskimi. Wspominają, że taki pogląd miał Franciszek Ksawery. Podobno twierdził on zwykle, że religia chrześcijańska nie może mocno zakorzenić się w Indiach bez wytrwale pracujących, pobożnych i gorliwych kapłanów urodzonych w Indiach. Łatwo wykazać, jak dojrzały miał być pogląd na tę sprawę. Wiele bowiem rzeczy utrudni pracę misjonarzy przybywających z Europy, a najbardziej nieznajomość miejscowego języka, którego poznanie jest bardzo trudne; ponadto niezwykłość zwyczajów i obyczajów, do których nawet po długim czasie trudno się przyzwyczaić; tak że z konieczności europejscy kapłani czują się tam jak w obcym sobie miejscu. Ponieważ zaś lud z przykrością powierza się obcym, jasne jest, że praca kapłanów rodzimych będzie daleko owocniejsza. Znają bowiem dokładnie zamiłowania, wrodzone zdolności i obyczaje swojego ludu; wiedzą kiedy mówić, a kiedy milczeć; a wreszcie Hindusi wśród Hindusów nie są narażeni na żadne podejrzenia; trudno wprost wyrazić, jak wielkie ma to znaczenie, szczególnie w sprawach budzących wątpliwości.

Trzeba też zauważyć, że misjonarzy z obcych krajów jest o wiele za mało, by mogli urabiać te chrześcijańskie społeczności, które już obecnie istnieją. Wynika to jasno z akt misji; potwierdzają one, że misje w Indiach nie przestają domagać się i usilnie żądać od Św. Kongregacji Rozkrzewienia Imienia Chrześcijańskiego coraz to nowych głosicieli Ewangelii. Jeżeli zaś kapłani przybywający z innych krajów nawet obecnie nie są w stanie sprostać potrzebom duszpasterskim, to co będzie później, gdy wzrośnie liczba chrześcijan? Nie ma bowiem nadziel, że wzrośnie odpowiednio liczba tych, których posyła Europa. Jeżeli więc chce się zadbać o zbawienie Hindusów i utwierdzić na tych niezmierzonych obszarach imię chrześcijańskie z nadzieją przetrwania, trzeba wybrać spośród ludności rodzimej takich, którzy po troskliwym przygotowaniu będą wypełniać zadania i obowiązki kapłańskie.
Po trzecie, nie można pominąć i tego, co wprawdzie jest bardzo mało prawdopodobne, lecz jak każdy przyzna,
może jednak kiedyś się zdarzyć: mogą mianowicie nastać w Europie lub Azji takie czasy, że siłą i przemocą zmuszać się będzie kapłanów obcych do opuszczenia Indii. Gdyby to nastąpiło, a nie byłoby rodzimego kleru, to jak mogłaby ostać się religia bez szafarzy świętych tajemnic i głosicieli nauki? Dość jasno świadczy o tym historia Chińska, Japońska czy Etiopska. Gdy mianowicie nienawiść i nieszczęścia przytłoczyły chrześcijaństwo w Japonii i Chinach, to wiele razy siła nieprzyjacielska, mordując lub wypędzając kapłanów obcych, oszczędziła tubylczych; ci znając dobrze język i obyczaje ojczyste, opierając się na pokrewieństwie i przyjaźni, mogli nie tylko pozostać bezpiecznie w ojczyźnie, lecz we wszystkich prowincjach sprawować święte obrzędy i swobodnie wypełniać obowiązki duszpasterskie. Przeciwnie w Etiopii, gdzie chrześcijan było już prawie dwieście tysięcy, po wymordowaniu i wypędzeniu misjonarzy europejskich, z braku kleru rodzimego, nagła burza prześladowania zniszczyła całkowicie owoc długiej pracy.

Należy wreszcie przyjrzeć się starożytności i wiernie zachować to, co niegdyś zbawiennie ustanowiono. Apostołowie przy wypełnianiu apostolskiego zadania mieli zwyczaj sami i polecali przepoić najpierw lud chrześcijańską nauką, a następnie udzielić święceń niektórym wybranym z miejscowego ludu, a nawet wynieść ich do godności biskupiej. Później papieże, idąc za ich przykładem, zawsze mieli zwyczaj dawać misjonarzom polecenie, aby wszędzie tam, gdzie powstała dość liczna społeczność chrześcijańską, starali się usilnie wybrać kapłanów spośród ludności rodzimej. Aby więc zabezpieczyć powodzenie i rozkrzewienie imienia katolickiego wśród Hindusów, trzeba Hindusów kształcić na kapłanów, którzy we wszelkich okolicznościach czasu będą w stanie sprawować święte obrzędy i przewodzić swoim chrześcijańskim ziomkom.
Dlatego właśnie za radą i zachętą Stolicy Apostolskiej, Przełożeni misji w Indiach założyli seminaria duchowne wszędzie tam, gdzie tylko było to możliwe. Owszem, na synodach w Colombo, Bangalore i Allahabad, które odbyły się z początkiem r. 1887, zarządzono, aby poszczególne diecezje miały własne seminarium dla kształcenia kapłanów rodzimych; gdyby któryś z biskupów z biedy nie mógł mieć własnego seminarium, powinien kleryków swej diecezji utrzymywać na swój koszt w seminarium metropolitalnym. Biskupi wprawdzie według możności usiłują z pożytkiem wprowadzić w życie te dekrety; lecz niedostatek środków materialnych i brak zdatnych kapłanów dla kierowania studiami i mądrego wykładania nauki staje w poprzek ich wzniosłej woli.

Dlatego nie ma prawie żadnego seminarium, w którym można zdobyć pełne i doskonałe wykształcenie. Dzieje się to w tym czasie, gdy władza państwowa i niemała liczba protestantów nie szczędzi żadnych nakładów ani trudów, by całą młodzież gruntownie i dokładnie wykształcić.
Widać więc jasno, jak to jest pożyteczne, jak zgodne z dobrem ogólnym, by w Indiach Wschodnich założyć jakieś kolegia, gdzie można by tubylczych młodzieńców wyrastających ku nadziei Kościoła wychowywać w wszelkiej doskonałości nauki i w tych cnotach, bez których nie można w sposób święty i pożyteczny wypełniać świętych czynności. Jeżeli po usunięciu przyczyn nieporozumień przez dobrowolne układy i po uporządkowaniu zarządu diecezji przez ustanowienie hierarchii kościelnej będziemy mogli, jak to przedstawiono, zadbać odpowiednio o wykształcenie kleru, to będziemy uważali, że wykończyliśmy całe dzieło. Gdy bowiem raz, jak powiedzieliśmy, założy się seminaria duchowne, będzie istniała niezawodna nadzieja, ze wyjdą z nich w wielkiej obfitości zdolni kapłani, którzy daleko rozszerzą światło pobożności i nauki i którzy świadomie wypełnią szczególne zadanie swej gorliwości w rozszerzaniu prawdy Ewangelii. Wypada, aby do dzieła tak szlachetnego i tak zbawiennego dla niezliczonej liczby ludności wnieśli jakiś wkład Europejczycy, zwłaszcza, że sami nie możemy pokryć wszystkich wydatków. Jest obowiązkiem chrześcijan uważać wszystkich ludzi, gdziekolwiek żyją, za braci i nikogo nie wykluczać ze swej miłości, i to szczególnie w sprawach dotyczących wiecznego zbawienia bliźnich. Dlatego prosimy was bardzo, Czcigodni Bracia, abyście zechcieli, ile tylko zdołacie, wspomóc materialnie Nasz zamiar i Nasze wysiłki. Dołóżcie starań, aby położenie religii katolickiej w tak odległych krajach było znane; sprawcie, aby powszechnie zrozumiano, że trzeba coś zrobić dla Indii; niech najbardziej odczują to ci, którzy za najlepszy pożytek z pieniędzy uważają możność czynienia dobra.
Jesteśmy pewni, że nie na darmo błagaliśmy o hojność waszych wiernych. Jeżeli szczodrobliwość byłaby większa niż wydatki na wyżej wspomniane kolegia, to całą nadwyżkę zebranych pieniędzy postaramy się wydać na inne pożyteczne i pobożne cele.
Jako zadatku darów niebieskich i dowód Naszej ojcowskiej życzliwości z wielką miłością udzielamy wam, Czcigodni Bracia, oraz waszemu klerowi i ludowi Apostolskiego błogosławieństwa.

Dan w Rzymie, u św. Piotra, dnia 24 VI 1893 r., w szesnastym roku Naszego pontyfikatu.
Leon XIII

TUTAJ ALBUM DO PRZEMÓWIEŃ PAPIESKICH

TUTAJ ALBUM DO ENCYKLIK PAPIESKICH