Clicks538
V.R.S.

Św. Pius X, syjonista i mason

1904. Non possumus.
26 stycznia 1904 roku pionier syjonizmu Teodor Herzl przybył do Rzymu i na audiencji u papieża Piusa X chciał uzyskać jego poparcie dla utworzenia państwa żydowskiego w Palestynie. Relacja Herzla na temat tego wydarzenia znajduje się w jęz. angielskim na stronie ccjr.us/…-of-the-relationship/herzl1904 , poniżej cytuję jej fragmenty:
“(…) Przyjął mnie na stojąco i wysunął dłoń, której nie ucałowałem. Lippay powiedział mi bym to uczynił, lecz nie zrobiłem tego. (…) Obawiałem się tego pocałunku dłoni. Byłem zadowolony kiedy ten moment przeszedł. (…) Jest dobrym, pozbawionym ogłady, wiejskim księdzem, dla którego chrześcijaństwo pozostało czymś żywym, nawet w Watykanie. Krótko przedstawiłem mu swą prośbę. On jednakże, być może rozgniewany moją odmową ucałowania ręki, odpadł twardo i zdecydowanie:
Noi non possiamo favorire questo movimento. Non potremo impedire gli Ebrei di andare a Gerusalemme—ma favorire non possiamo mai. La terra di Gerusalemme se non era sempre santa, è santificata per la vita di Jesu Christo. Io come capo della chiesa non posso dirle altra cosa. Gli Ebrei non hanno riconosciuto nostro Signore, perciò non possiamo riconoscere il popolo ebreo [Nie możemy dać aprobaty naszej temu ruchowi. Nie możemy zabronić żydom udania się do Jerozolimy, lecz nigdy tego nie usankcjonujemy. Ziemia jerozolimska, nawet jeśli nie była święta od zawsze, została uświęcona życiem Jezusa Chrystusa. Jako głowa Kościoła nie mogę powiedzieć nic innego. Żydzi nie uznają naszego Pana, dlatego nie możemy uznać narodu żydowskiego]. (…)
Próbowałem być koncyliacyjny. Wygłosiłem mą krótką przemowę o eksterytorialności, res sacrae extra commercium [miejsca święte poza obrotem handlowym]. Nie zrobiło to wielkiego wrażenia. Gerusalemme, powiedział, nie powinno znaleźć się w rękach żydowskich. ‘A jego obecny status, Ojcze Święty?’
‘Wiem że nie jest miłe oglądanie Turków w posiadaniu naszych Miejsc Świętych. Musimy to cierpieć. Jednak popieranie żydów by zajęli Miejsca Święte, tego nie możemy uczynić (…) Jako głowa Kościoła nie możemy, ja nie mogę tego uczynić. Istnieją dwie możliwości. Albo żydzi będą trzymali się swej wiary i nadal czekali na Mesjasza, który, dla nas, już przyszedł. W takim wypadku będą zaprzeczać Bóstwu Jezusa i nie możemy im pomagać. Albo pójdą tam, nie mając żadnej religii a wówczas będziemy wobec nich jeszcze mniej łaskawi.’
‘Religia żydowska była podwaliną naszej własnej, lecz została zastąpiona przez nauczanie Chrystusa i nie możemy już dłużej uznawać jej ważności [prawdziwości]. Żydzi, którzy powinni byli być pierwszymi, którzy uznali Jezusa Chrystusa, nie uczynili tego aż po dziś dzień.’ (…) Powiedziałem: ‘Może terror i prześladowanie nie były prawidłowymi środkami do oświecenia żydów.’
Jednak odpowiedział i tym razem był wspaniały w swej prostocie: ‘Nasz Pan przyszedł bez siły. Był ubogi. Przyszedł w pokoju. Nie prześladował nikogo. On był prześladowany.
Opuścili Go nawet Jego apostołowie. Dopiero zyskał pozycję. Zabrało trzy stulecia aż Kościół wyszedł na powierzchnię. Żydzi mieli zatem czas by uznać jego Bóstwo bez żadnego nacisku. Jednak nie uczynili tego aż do dziś.’
‘Ależ, Ojcze Święty, żydzi są w strasznym położeniu. Nie wiem czy Wasza Świątobliwość został zaznajomiony w pełni z tą smutną sytuacją. Potrzebujemy ziemi dla tego prześladowanego ludu.’
‘Czy musi to być Jerozolima?’
‘Nie prosimy o Jerozolimę, lecz o Palestynę – tylko ziemię świecką.’
‘Nie możemy temu sprzyjać.’
‘Czy Wasza Świątobliwość zna sytuację żydów?’
‘Owszem, z moich czasów w Mantui. Żydzi mieszkali tam. I zawsze byłem z nimi w dobrych stosunkach. (…) Zawsze istnieją inne relacje poza religią: grzeczność i dobroczynność. Tych nie odmawiamy żydom. I zaprawdę modlimy się też za nich – aby ich umysły zostały oświecone. Dziś Kościół obchodzi święto niewierzącego, który, na drodze do Damaszku, został cudownie nawrócony na Prawdziwą Wiarę. Dlatego, jeśli przybędziecie do Palestyny i osiedlicie tam swój lud, będziemy mieli kościoły i kapłanów gotowych by was wszystkich ochrzcić.’ (…)
Powtórzył, to co powiedział mi wcześniej: ‘non possumus‘ [nie możemy].”

Żydzi uzyskali poparcie dla państwa syjonistycznego dopiero u papieża Jana Pawła II. Wcześniej Watykan nie uznawał de jure "państwa Izrael".

1910. Audiencja, której nie było.
Wiosną 1910 roku były prezydent USA Teodor Roosevelt odwiedził Rzym. Zamierzał uzyskać audiencję u papieża oraz odwiedzić rzymską wspólnotę metodystów. Swoje wrażenia opisał w liście do G. O. Trevelyana z 01.10.1911 roku. Całość listu jest dostępna w Internecie (theodorerooseveltcenter.org/…tal-Library/Record/ImageViewer). Poniżej zacytuję fragment (od s. 15):
“Jego [Leona XIII] następca jest szanowanym, ograniczonym proboszczem, pod całkowitą kontrolą swego sekretarza stanu, Merry’ego del Vala, uprzejmego człowieka o wielkich w ramach swego ograniczenia zdolnościach, lecz zaciekle bigoteryjnego reakcjonisty, będącego faktycznie doskonałym typem XVI-wiecznego hiszpańskiego duchownego. Tobie, który znasz Rzym tak dobrze a Twój syn pisał tak cudownie o Garibaldim oraz ruchu, który zmienił Rzym w to czym jest obecnie, nie muszę mówić że Wieczne Miasto ukazuje najostrzejsze kontrasty między ekstremum radykalnego nowoczesnego postępu, społecznego, politycznego i religijnego oraz ekstremalnym sprzeciwem wobec wszelkiego tego typu postępu. Podczas mojej wizyty Watykan reprezentował ten drugi, wolnomyślicielski burmistrz Żyd, dobry człowiek, oraz jego socjalistyczni poplecznicy w Radzie Miejskiej, ten pierwszy. Między nimi zaś znajdowali się król i mężowie stanu tacy jak jego żydowski premier oraz pisarze (…) i duchowni, w tym część kardynałów (…) W tym środowisku pojawili się nagle amerykańscy metodyści, szereg ich przedstawicieli wysłano tu na misje. (…) Założyli szkołę niedzielną, w której jedną z nauczycielek była wnuczka Garibaldiego, zaś jednym z absolwentów jej brat – wnuk Garibaldiego (…) Dzieło to było nie tylko dobre samo w sobie, lecz dobre z punktu widzenia tych, którzy życzą dobrze, tak jak ja, Kościołowi Katolickiemu, albowiem zmierzało do wprowadzenia ducha rywalizacji w posłudze, rywalizacji w dobrym postępowaniu, co w dłuższej perspektywie jest korzystne dla Kościoła i ludzi, lecz co jest oczywiście szczególnie obrzydliwe dla ciasnych umysłowo i nietolerancyjnych duchownych reakcjonistów, którzy kiedy tylko i gdzie tylko zyskają przewagę w Kościele, czynią z niego złowrogiego nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego.”
Roosevelt przechodzi następnie do opisu swojego pomysłu odwiedzenia metodystów w Rzymie oraz świadomości iż podobna idea podczas wizyty w mieście byłego wiceprezydenta USA Fairbanksa wywołała sprzeciw Watykanu, pisząc dalej:
“W Kairze doręczono mi list od Merry’ego del Vala, wysłany w odpowiedzi na prośbę ambasadora Lejszmana o audiencję dla mnie u Papieża, w którym Merry del Val oświadczył że audiencja może się odbyć jedynie w oparciu o założenie że nie zamierzam odwiedzić metodystów – jak to ujął: że nie wydarzy się coś podobnego do tego co uniemożliwiło Papieżowi przyjęcie Fairbanksa. Odpowiedziałem że mam nadzieję zobaczyć Papieża, lecz, musi zostać wyraźnie zrozumiane że nie złożę żadnego oświadczenia w jakikolwiek sposób naruszającego moją swobodę zachowania w zakresie spotkania się z tymi, z którymi zechcę się spotkać. (…) Wówczas Merry del Val odpowiedział że Ojciec Święty nie będzie mnie w stanie przyjąć.”
Roosevelt cytuje treść tej korespondencji, przekazanej mu przez ambasadora Lejszmana:
“(…) Jego Świątobliwość uznaje prawo Pana Roosevelta do wolności zachowania. Z drugiej strony, wobec istniejących okoliczności, za które ani Jego Świątobliwość ani Pan Roosevelt nie są odpowiedzialni, audiencja nie może się odbyć bez osiągnięcia porozumienia wyrażonego w poprzedniej wiadomości.” Były prezydent USA przekazuje też swoją odpowiedź że uważa powyższe za “niemożliwe”. Dalsze zakulisowe rozmowy nie przyniosły rezultatu i 3 kwietnia 1910 Roosevelt wydał oficjalne oświadczenie w tej kwestii, podkreślające że docenia katolików i protestantów i ich wysiłki misyjne. Jak skonkludował “Im więcej Amerykanin dowiaduje się o innych krajach tym głębsze staje się jego uczucie wdzięczności, że w jego własnym kraju nie istnieje jedynie całkowita tolerancja, lecz najszczersza dobra wola i sympatia między uczciwymi i szczerymi ludźmi różnych wyznań – dobra wola i sympatia tak wielka że w koniecznych codziennych stosunkach naszego amerykańskiego życia katolicy i protestanci spotykają się i pracują razem, nie myśląc w ogóle o różnicach w ich credo. Jest to warunek tak istotny dla naszego narodowego dobrobytu, że nie można pozwolić by cokolwiek to zakłóciło.”

Mamy tu zatem wykład o zaletach amerykańskiej wolności religijnej, którą w XX wieku USA będą próbować forsować i bronić w świecie, w tym także w Kościele Katolickim. Następnie Roosevelt przechodzi w swojej relacji korespondencyjnej do znacznie cieplejszych kontaktów ze świeckimi władzami rzymskimi: “Burmistrz Natan był Żydem, który mówił doskonale po angielsku i najwyraźniej był dobrym urzędnikiem publicznym. Jadłem z nim obiad po lunchu spożytym w towarzystwie członków rządu, siedząc obok premiera, również Żyda, większego intelektualisty niż Natan. Pomyśl cóż to był za kontrast: w Wiecznym Mieście, w domenie papieży, ojczyźnie Getto, jadłem przy jednym Żydzie, który był premierem Włoch oraz gościłem na posiłku u innego Żyda, który był przewodniczącym samej rady miasta Rzymu: Premier i jego koledzy wypadli jako prawi ludzie, sympatyzujący z liberalnymi i postępowymi ideami, pragnący czynić sprawiedliwość, oraz, ujmując ogólnie, jako ludzie kulturalni, bardzo oczytani, oraz, mówiąc w skrócie – dobrzy towarzysze.”

Tak było zaledwie 76 lat przed Asyżem i "bratnią" wizytą w synagodze.