Clicks130
PiotrM

Zesłanie Ducha Świętego w czasach koronawirusa.

Zesłanie Ducha Świętego w czasach koronawirusa.

Dusza ludzka jest najzacniejszą i najszlachetniejszą częścią człowieka. Dlatego Kościół zawsze poświęcał najwięcej troski duszy ludzkiej.

Za wyjątkiem czasów koronawirusa oczywiście, kiedy dobro ludzkiej duszy zostało odłożone na czas dalszy, aż ciało będzie bezpieczne. A jeśli ciało nie było bezpieczne i zdarzyło mu się zejść, tym gorzej dla duszy, która powinna cierpliwie poczekać na zakończenie pandemii a nie domagać się jakiegoś specjalnego traktowania. Posłuszeństwo zarządzeniom państwa przede wszystkim. Każdy duch musi ustąpić wobec tak doniosłego autorytetu. Ordnung muss sein.

Ale wróćmy do nauczania przedkoronawirusowego.

Duch Święty bowiem nie jest tym duchem, który przyszedł na stadiony od heretyków po to, by wszystkich hurtowo uzdrawiać niezależnie od stanu duszy, bo nic świętego od heretyków przyjść nie może. Widać to było, kiedy duch ten zwinął się na czas koronawirusa, aby przeczekać kryzys i nie rzucać w oczy, aż się wszystko uspokoi. Tryumfalnie wraca jak pandemia minęła.

Działanie prawdziwego Ducha Świętego objawia się w pobożności. Pobożność zaś zaczyna się od ludzkiej duszy i z niej przelewać się powinna na rzeczy zewnętrzne. Duch modlitwy jest wewnątrz nas, bo jest łaską Bożą, i dlatego Święty Paweł naucza Galatów, że będąc przysposobieni przez Boga za dzieci, otrzymaliśmy zesłanego przez Boga Ducha Jego Syna, który w naszych sercach woła: Abba! Ojcze!

W sercu pobożnego człowieka głos ten odzywa się bezustannie. Duch ten Boski ukryty jest w najtajniejszych zakątkach ludzkiej duszy, działa na najszlachetniejsze władze duszy: rozum, wolę, wolność naszą.

Cokolwiek więc odbiera nam rozum, wolę i wolność albo ją ogranicza lub upośledza, nie pochodzi od Ducha Świętego.

Zakazy uczestnictwa we Mszach Świętych nie były więc dyktowane przez Ducha Świętego.

Prawdziwa pobożność mieści się więc w samej istocie człowieczeństwa, w korzeniach ludzkiej duszy: stamtąd wzbudza w człowieku uczucia, i święte myśli. Stamtąd przechodzi na zewnątrz i ożywia i uświęca wszelkie zewnętrzne nasze sprawy.

Bez tej wewnętrznej pobożności uświęcającej wszelkie zewnętrzne dzieła pobożności, byłyby tylko pusta gadaniną, próżną deklaracją, sprawy nasze byłyby bałwanem, który czyni pozory pobożności dla ludzi, ale nie dla Boga, który przenika ludzkie serca i wszystko widzi. Ludzie patrzą zewnętrznie, i nie znają pobudek wewnętrznych. Jeśli nasze czyny przynoszą ludziom korzyść, schlebiają ich lękom, potwierdzają ich żądze, usprawiedliwiają ich tchórzostwo, potwierdzają zakłamanie, przyjmują je z ochotą, ale Pan Bóg nie przyjmuje czci i pokłonów, które z duszy nie pochodzą.

Szatan zaś wiedząc o tym, zarzuca ludziom wierzącym, okazującym pobożność wypływającą ze szczerej czci dla Boga, że się popisują czynami pobożnymi dla ludzkiej chwały i pychy. Tak prześladowano ludzi, którzy nalegali na obecność na Mszach Świętych w niedzielę, mimo ogólnego przeświadczenia o zagrożeniu koronawirusem, i zarzucano im, że w imię własnej pychy i braku miłości dla bliźniego chcą w czasie zagrożenia epatować faryzejską i fałszywą pobożnością mającą pozabijać innych ludzi przez roznoszenie zabójczego bakcyla.

Zabieganie o jedność z Bogiem pomimo zagrożenia życia nazywać pustą pobożnością mógł tylko szatan. Szatan ustami ludzi pustych duchowo, także niegodziwych księży i biskupów, przestraszonych i małodusznych, ubliżał tym, którzy mając łaskę pobożności nie wyobrażali sobie niedzieli bez Mszy Świętej i na Mszę Świętą chodzili niezależnie od ograniczeń.

Działanie Ducha Świętego w ludzkiej duszy daje łaskę prawdziwej pobożności, która odwraca się od rzeczy zewnętrznych które ją rozpraszają, i skupia duszę w sobie. Dusza zatapia się w Bogu, którego obecność w sobie czuje. Duch Święty działa w duszy ucząc ją, jak ma zmysły utrzymać w skupieniu, jak panować nad wyobrażeniami, jak odrzucać próżne i niepotrzebne myśli, jak uspokajać poruszenia, jak uciszać niespokojność żądz, jak zbierać wszystkie siły by utrzymać się w Bożej obecności. To wewnętrzne złączenie z Bogiem poświęca Bożej obecności nie tylko modlitwy ale rozmyślania. Nie tylko ożywia i uświęca wszelkie wykonywane obowiązki, dobre uczynki, ale nadaje niejako moralną zasługę działaniom fizycznym ciała, jak używanie pokarmu, napoju, odpoczynku, wszelkim sprawom życia samym z siebie najobojętniejszym, jakimi są rozrywki, odpoczynek po pracy, które pobożna dusza umie zamienić na większą chwałę Bożą według słów Św. Pawła Apostoła:

Cokolwiek czynicie, wszystko na większą chwałę Boga czyńcie.

Omnia quaecumque facitis, ad Dei gloriam facite. (Kor 1,10)


Powiedział Pan Jezus: Królestwo Boże w was jest (Łk 17, 4).

Człowiek prawdziwie pobożny łatwo zrozumie znaczenie tych słów Pana Jezusa, ponieważ tylko w prawdziwie pobożnym to królestwo znajduje się. Bóg sam je stwarza poprzez działanie swej łaski na duszę, która się Jemu całkowicie poświęca. Dusza słucha wewnątrz siebie Jego głosu, którym Bóg w każdym momencie swoją wolę jej oznajmia. Głos Boży w ludzkiej duszy jest niezwykle subtelny, nie daje się słyszeć w niespokojnym sercu, w zgiełku namiętności, poruszeniach żądzy. Dusza więc, która zakosztowała raz rozkoszy, jaką sprawia w niej ów głos, która poznaje, jak bardzo zależy jej na tym, by ów głos słyszeć, będzie starała się zawsze być wewnętrznie skupioną, wyciszoną, nierozdartą. Będzie starała się być w wewnętrznym osamotnieniu. Wspomnienie tych słodkich chwil obcowania z Bogiem będzie jej tęsknotą, kiedy się zagubi, i będzie ona powracać ze zgiełku do wewnętrznego osamotnienia i ciszy jak do własnego domu, szukając tam Bożego głosu, Bożej woli. Dusza taka nie zapomni nigdy słodyczy Bożego głosu w sobie, i będzie w swojej duszy szukała pojednania gdy zgrzeszy, będzie w niej szukała utraconego Oblubieńca. Niepokój duszy i brak tam Bożego Oblubieńca będzie najcięższą karą dla duszy, która zasmakowała w sobie obecności Bożej. Wspomnienie tej świętej duchowej ciszy i samotności wewnętrznej będzie jak latarnia morska podczas sztormu w czasie duchowego zamętu. Nic nie jest piękniejsze i słodsze niż ta duchowa cisza, wewnętrzne skupienie, w którym słychać głos Oblubieńca. Słodycz i wolność, przestrzeń, odczucie prawdziwości tego głosu Boga w pustelni własnej duszy nie da się niczym zastąpić, niczym podmienić i niczym oszukać.

Dusza, która ze swoim Bogiem jest wewnętrznie złączona i bezustannie Go nasłuchuje, nie męczy się tym jednak, nie uprzykrza się jej ten stan czuwania. Bóg bowiem nieustannie ją instruuje, poucza, utrzymuje, odnawia młodość ludzkiej duszy jak orła (Ps 103,5).

Jeśli jednak Bóg dopuszcza doświadczenie i uczucie opuszczenia, tym gorętsza miłość i tęsknota w duszy się budzi i tym większe ma zasługi w wierności. Tęsknota ta staje się paliwem miłości, bo wszelka miłość karmi się ofiarą, i cierpienie ją oczyszcza w ogniu jak złoto. A Pan Jezus zapewnia, że Jego jarzmo jest słodkie a brzemię lekkie: Venite ad me omnes qui laboratis, et onerati estis, et ego reficiam vos. – Jugum enim meum svave est, et onus meum leve. (Mt 11).

Otóż dusza skupiona na Bogu, porządkująca żądze i niepokoje, umie w swej duszy, słuchając Bożego głosu w sobie, zdecydować niezależnie od wszelkich lęków o ciało, i względów ludzkich nie odstępować od Boga. Dusza zjednoczona z Bogiem wie, że ciało się osypuje jak ziarno rzucone w glebę, i że obumierając dla Boga, w jedności z Bogiem wyda owoc. Jeśli obumrze ciało, a dusza nie będzie w ramionach Ojca, straci i ciało i duszę.

Duch Święty przenikający ludzką duszę szukającą woli Bożej, ożywiający i uzdalniający do bycia dzieckiem Bożym o tym poucza tych, których pobożność jest wewnętrzna i prawdziwa. Pobożność pochodząca od prawdziwego Ducha Bożego, wewnętrzna, nie dała się oderwać od sakramentów ani zagrożeniem fizycznego życia, ani oskarżeniami o narażanie innych. Duch Święty uspokajał wzburzone fale zmysłowych lęków i dusze prawdziwie pobożne nie klękały przed koronawirusem by deptać Ciało Pańskie, ale klękały przed Bogiem, z dziecięcą miłością przyjmowały Boga z szacunkiem i czcią, na kolanach, do ust jak pokarm święty, jak dziecię całkowicie ufne, jak ptaszęta całkowicie zależne od Ojca i Żywiciela.

Mistrzostwem szatańskiej intrygi jest zaspokajać żądzę bycia uznanym za pobożnego, a pozwalać Ciało Pańskie sypać po ziemi. Pobożność pozorna, która gotowa jest pogardzić samym Bogiem, podeptać Ciało Pańskie, w imię swojej bezpiecznej i higienicznej pobożności.

Taka pobożność jest na własną chwałę, do budowania własnego mitu pobożności ale nie dla Boga.

Pobożność depcząca partykuły Hostii Świętej jest wstrętna, ale już wielokrotnie przetestowana przez ducha, który nie jest duchem świętym, bo przyszedł od heretyków. Od heretyków nic świętego przyjść nie może. Pobożność pochodząca od takiego ducha, który pozwala na możliwość rozsypania Eucharystii nie jest pobożnością pochodzącą od Ducha Świętego, bo Duch Święty przenika rozum, wolę i wolność. Ktoś, kto nie rozumie, że po partykułach samemu się nie chodzi i komuś nimi nie kruszy, kto nie ma woli zabezpieczyć Ciało Boże przed każdą możliwością ubliżenia Mu, kto nie ma wolności przeciwstawić się niegodziwości i poniżeniu swego Boga, Ducha Świętego nie posiada.

Wzywajmy więc Ducha Świętego, o ile zechce zstąpić do kościołów, gdzie wzywając Go, depcze się Przenajświętsze Ciało Boże.

Módlmy się, aby wzywanie Ducha Bożego dzisiaj w kościołach nie polegało na autoryzowaniu Jego Imieniem ubliżania pozostałym Osobom Trójcy Przenajświętszej, i znieważania Ciała Bożego Syna, co stało się nowo nabytym powszechnie zwyczajem polskiego Kościoła.