adan1
11.3K

Trydencki ryt chrztu św.

Za Pawłem Milcarkiem:

1. Zacznę od ogólnych powodów naszego przywiązania do ?dawnego? rytu chrztu dzieci. Pierwszym z nich jest jego niekwestionowana starożytność, świetne znamię katolickiej Tradycji i Liturgii. Obrzęd, który znajduję dzisiaj w moim małym Mszale Rzymskim wydanym w r. 1963, został przepisany przez papieża Pawła V w Rituale Romanum z roku 1614. Już te daty mówią coś o jego długowieczności. Nie mówią jednak wszystkiego, gdyż Paweł V dokonał jedynie kodyfikacji obrzędu, który w tym kształcie był używany co najmniej od X wieku. Ale tak naprawdę historia tego obrzędu trwa nie 350 albo nawet 1000 lat, gdyż ?trydenckie? obrzędy chrztu dzieci są zasadniczo skrótem, jakby streszczeniem wszystkich przyjętych w Kościele od najdawniejszych czasów obrzędów katechumenatu i inicjacji chrzcielnej. Nikt tego nie neguje. Liturgiści XVII-wieczni ? jakby w obawie przed zgubieniem czegokolwiek ważnego - ograniczyli się do syntezy tego wspaniałego dziedzictwa, tak by można je odnajdywać w każdej uroczystej celebracji pierwszego sakramentu. W ten sposób mamy do czynienia nie tyle z twórczością jakiejś epoki (dajmy na to ?potrydenckiej?), ale z wielkim świadectwem wiary Ojców, przekazywanym przez wieki. Gdy zatem czytamy dzisiaj chrzcielne katechezy św. Augustyna, św. Jana Chryzostoma, albo traktat o sakramentach św. Tomasza, bez trudu odnajdujemy tam właśnie odniesienie do tych obrzędów. Przy okazji zauważmy, że współczesny ruch odnowy liturgicznej zaczynał od hasła ?powrotu do źródeł?, ale w wielu wypadkach skończył na promowaniu ? wedle wyrażenia jednego z naszych krajowych liturgistów, entuzjasty reformy ? ?zupełnie nowych obrzędów?. Zastanawiające.
[p]
2. Drugim ogólnym powodem naszej postawy jest wyrazisty uniwersalizm ?dawnych? obrzędów. Proszę zwrócić uwagę, że aż do roku 1972 nie było w Kościele dwóch wyraźnie i zasadniczo różnych obrzędów chrzcielnych: jednego dla dzieci, drugiego dla dorosłych. Owszem, znano to odróżnienie, a nawet znalazło to wyraz w rytuale już w czasach karolińskich. Jednak oba obrzędy były do siebie bliźniaczo podobne (np. w obrzędach chrztu dzieci też zachowano ślad katechumenatu, w tym kolejne skrutynia itd.). Ograniczeń dokonywano na zasadzie streszczenia, a nie okrojenia. Uważamy to za zaletę, bo wzmacnia to uniwersalizm obrzędu i przypomina o jedności chrztu, który nie jest inny, gdy udziela się go dziecku. Czy zresztą nie jest zastanawiające, że Kościół, który od wieku VI chrzcił już niemal wyłącznie dzieci (wyjąwszy kraje misyjne), przez blisko dwadzieścia wieków nie zdecydował się na radykalne odróżnienie chrztu dziecka od chrztu dorosłego? Jaka to zatwardziałość, jaki upór i jaka niewrażliwość kierowałyby pasterzami Kościoła, że nie wprowadzali tej zmiany? Czy byliby ślepi na fizyczną i psychiczną różnicę między dorosłym i niemowlęciem? Wydaje się, że chodziło tu o zupełnie inne przyczyny. I wydaje się, że także ostatni Sobór nie dał mandatu do tak głębokich zmian.
[p]
3. Trzecim ogólnym powodem naszego stanowiska jest charakterystyczny dla ?dawnych? obrzędów autorytet. Proszę zauważyć, jak mocno jest w nich podkreślone, że działa tu Chrystus i Kościół, a szafarz jest właśnie ich narzędziem. Celowo nie pozostawiono miejsca na własną inwencję tego czy innego człowieka, na jakąś ?swobodę?, jakieś ?te lub inne słowa?. Padają tylko te słowa, które podpowiada autorytet Kościoła. Wykonywane są tylko te gesty, które mają ustalone znaczenie i zbawienne skutki. Nie ma miejsca na gadulstwo, wieloznaczne odpowiedzi, dowolność, zgoła reżyserską inwencję szafarza. Nic do tego nie skłania. Mamy przecież do czynienia z liturgią czyli publiczną czynnością Kościoła, będącego świętą Społecznością doskonałą ? a nie z wyczynem tej lub innej jednostki.
[p]
4. Przyjrzyjmy się teraz przez chwilę pewnym kwestiom szczegółowym, w których konkretyzuje się to, co powiedziano wyżej. Najpierw sprawa na tyle niebagatelna, że wywołująca niepokój najwyższych autorytetów Kościoła, w tym samego papieża Pawła VI, który po wprowadzeniu nowego obrzędu stwierdził: ?W liturgii chrztu skrócono egzorcyzmy. Nie wiem, czy było to posunięcie bardzo realistyczne i należycie przemyślane? (15.XI.1972). Dodajmy, że znany autorytet, którym jest ks. Gabriele Amorth, obecny egzorcysta diecezji rzymskiej, wyraził w swoich ?Wyznaniach egzorcysty? przekonanie, że w nowych obrzędach egzorcyzmy zostały praktycznie usunięte (a nie tylko skrócone). Dla każdego, kto razem z Kościołem przyjmuje prawdę o istnieniu szatana i jego szkodliwym działaniu, musi to być niepokojące. Tymczasem ?stare? obrzędy zachowały wszystkie tradycyjne egzorcyzmy, w których Kościół wzywając władzy swego Pana odważnie i skutecznie przeciwstawia się złym duchom. Nie jest to problem symboliki, albo użytecznego komentarza ? lecz zagadnienie występowania tu określonego sakramentale, którego brak Kościół odczuwa dzisiaj coraz boleśniej.
[p]
5. Mówiąc o egzorcyzmach nie sposób nie stwierdzić, że dawne obrzędy chrzcielne z ewangelicznym realizmem przypominają o trudach życia chrześcijańskiego, w tym o walce, którą toczy chrześcijanin na ziemi. Jest to nie tylko istotny motyw patrystycznych katechez chrzcielnych (?De agone christiani?), ale po prostu jedna z elementarnych zasad współpracy z łaską. Kościół wtajemniczając w misteria Chrystusowe nie mógł pominąć tej treści, ostrzegając przed napaścią przeciwnika i dodając koniecznej siły. Ten motyw wtajemniczenia chrzcielnego jest zresztą widoczny nie tylko w słowach modlitw, ale i w gestach (vide starożytne namaszczenie olejem katechumenów, które figuruje także w nowym Ordo z 1972 r., ale nie jest w Polsce dokonywane mocą decyzji Konferencji Episkopatu).
[p]
6. W obrzędach tradycyjnych ogromne przejęcie wywołuje dostojeństwo, z jakim Kościół w przygotowaniu do chrztu uroczyście przekazuje (traditio!) swoje ?tajemnice?, czy to w formie pouczenia o miłości jako warunku życia wiecznego (?.Jeżeli przeto chcesz osiągnąć życie wieczne, zachowuj przykazania: Będziesz miłował??), czy wprowadzenia do kościoła przy odmawianiu symbolu wiary (?Wierzę w Boga?) i reguły modlitwy (?Ojcze nasz?), czy wreszcie w formie ?oznaczenia?, które nie jest tylko przyjęciem do wspólnoty, lecz przede wszystkim powierzeniem umysłowi i sercu znaku zwycięstwa (?Weźmij znak Krzyża?). Dostojeństwo kościelnego wtajemniczenia chrzczonego dziecka jest wyrażone także w uroczym geście wprowadzenia do kościoła, gdy w trakcie tej procesji szafarz kładzie na dziecko koniec stuły. Cały czas przypomina się nam, że dokonuje się przejście ze śmierci grzechu do życia łaski, a podkreśla to choćby zmiana koloru stuły z fioletowego na biały w momencie, gdy zbliża się obrzęd samego chrztu.
[p]
7. W trakcie obrzędów wstępnych szafarz podaje dziecku poświęconą (egzorcyzmowaną) sól. Bogactwo symboliczne tego gestu jest ogromne. Ale zauważmy tylko, że jest to pierwszy poświęcony pokarm, który przyjmuje mały ?katechumen?. Kościół wkracza ze swoją opieką i wstawiennictwem najpierw do tego zmysłu, który kiedyś stanie się miejscem przyjmowania Komunii św., rzeczywistego Pokarmu na życie wieczne. Już teraz Kościół zabiega, by ten zmysł i cały człowiek został zachowany od zepsucia i nabył prawdziwego smaku rzeczy Bożych.
[p]
8. Zwróćmy uwagę również na nie doceniany dzisiaj u nas starożytny obrzęd, w trakcie którego u wejścia do chrzcielnicy szafarz dotyka uszu i nozdrzy dziecka mówiąc: ?Effeta, to znaczy: Otwórz się?. Jest to powtórzenie gestu samego Zbawiciela (por. Mk 7, 31-37), tak wspaniale uwyraźniające ostateczne przygotowanie do przyjęcia chrztu w pełnej otwartości na jego ozdrowieńcze łaski. Także i tu mamy do czynienia z realistycznym wskazaniem na drogę, jaką człowiek przyjmuje pouczenie i łaskę. Dotykając zmysłów, Kościół pragnie otworzyć drogę do serca. Ten obrzęd przygotowawczy był stosowany z całą pewnością już w V-VI w., ale jakaś jego forma była zapewne przyjęta nawet w wieku III (!). Dodajmy, że został podobny obrzęd (ale bez słów: ?Otwórz się??) znalazł się w nowym Ordo, lecz w innym miejscu, co wpłynęło na zmianę sensu: stał się obrzędem wyjaśniającym, który następuje po chrzcie. W rytuale polskim obrzęd ten został zresztą opuszczony decyzją Konferencji Episkopatu.
[p]
9. Sprawa ostatnia, a równocześnie podsumowanie. Dawny Ordo baptismi parvulorum łączy harmonijnie powagę, właściwą publicznej czynności Kościoła-Państwa Bożego, z serdecznością, odpowiednią dla troskliwych zabiegów Kościoła-Matki. Efektem tego szczęśliwego związku jest widoczne tutaj namaszczenie, owa kardynalna cecha liturgii katolickiej, o której mówi ze słusznym przejęciem Dom Guéranger. W modlitwach dawnego Ordo da się słyszeć czarujący głos Oblubienicy, niespokojnej w chwilowym rozstaniu z Ukochanym, zabiegającej o Jego względy. W gestach odczuwalne są troskliwe dotknięcia Matki, polecającej swe małe dzieci samemu Panu i zastawiającej je przed napaścią Złego. A w tym wszystkim subtelna i dyskretna słodycz dobrego wina, które fermentowało bez pośpiechu i bez laboratorium, a dojrzewało wiekami. Porzucenia tego wszystkiego z pewnością nie uzasadnia wystarczająco soborowa konstytucja Sacrosanctum Concilium. Ale w ogóle żaden dokument Kościoła nie uzasadnia jakiegoś ostatecznego i bezpowrotnego ?porzucenia? przez wszystkich dawnej liturgii. W Kościele Bożym nie atakuje się miłości, zwłaszcza gdy dotyczy ona rzeczy świętych o powadze uznanej przez wieki, o skuteczności poświadczonych żywotami Świętych Pańskich. Zasady tej nie naruszała przez długie wieki żadna reforma liturgii. I do tej właśnie zasady nawiązuje czytelnie Katechizm Kościoła Katolickiego, gdy stwierdza słowami ostatniego Soboru: ?Trzymając się wiernie Tradycji, Sobór Święty oświadcza, że święta Matka Kościół uważa za równe w prawach i godności wszystkie prawnie uznane obrządki i że chce je na przyszłość zachować i zapewnić im wszelki rozwój?(KKK, n.1203). Trudno sobie wyobrazić, by nie dotyczyło to czcigodnego obrządku łacińskiego. Warto zatem przemyśleć swoisty komentarz, jaki do wspomnianych słów Soboru dał niedawno Kardynał Józef Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary: ?Uważam, że powinniśmy ze znacznie większą wspaniałomyślnością przyzwalać na dawny rytuał wszystkim, którzy sobie tego życzą. W ogóle niepodobna zrozumieć, cóż takiego miałoby być w tym niebezpieczne lub nieakceptowalne. Wspólnota, która wszystko, co dotychczas było dla niej najświętsze i najszczytniejsze, ni stąd, ni zowąd uznaje za surowo zakazane, a tęsknotę za tymi zakazanymi elementami traktuje wręcz jako nieprzyzwoitość, stawia samą siebie pod znakiem zapytania. Bo właściwie jak człowiek ma tu jej jeszcze wierzyć? Czy dzisiejsze nakazy nie staną się jutro zakazami? (?) Niestety, tolerancja nawet dla ekstrawaganckich igraszek jest u nas niemal nieograniczona, podczas gdy praktycznie nie ma czegoś takiego jak tolerancja dla dawnej liturgii. Z całą pewnością jest to błędna droga? (Kard. J.Ratzinger, Sól ziemi, Kraków 1997, s.152-153).
[p]
(opublikowane w ?Biuletynie Warszawskiego Środowiska Wiernych Tradycji Łacińskiej? w roku 1998)
tomo
Pamiętajmy, że opętania potrafią przechodzić z pokolenia na pokolenie. Po to w starym rycie chrztu było pięć egzorcyzmów aby odciąć nowego potomka od obciążeń swoich rodziców. W dzisiejszych czasach prawie nikt nie wierzy w szatana, mówienie o tym jest niemodne.
tahamata and one more user link to this post