V.R.S.
2745

Sprawa Księdza Edgara Mortary (2)

Choć [Mortara] płakał i wołał matkę gdy zabierano go z domu, wystarczyło zaledwie kilka łagodnych słów by go całkowicie uspokoić. Nie płakał już więcej i nie pytał o rodzinę. Jak wyjaśnić ową uległość i dobrą wolę u siedmiolatka, który został bardzo starannie wychowany w religii mojżeszowej, która stanowi całkowitą antytezę Religii Katolickiej? Z ochotą zgadza się przyjąć od dwóch dam podróżujących z nim do Rzymu podstawy Wiary. Z przyjemnoscią uczy się podstawowych modlitw chrześcijańskich – Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo. Po raz pierwszy słodkie imiona Jezus i Maria przenikają jego młode serce. Przyjmuje z radością brązowy Szkaplerz, z którym odtąd nigdy się nie rozstaje. I tak dalej doświadcza nadprzyrodzonego macierzyństwa, które po raz pierwszy, ujawniło się w duszy owej opatrznościowej dziewczyny, która odnowiła jego duszę Sakramentem Chrztu. (…)

Pragnie nawiedzać katolickie kościoły, modlić się wraz z Kościołem. Zaczyna już się modlić za swoich rodziców, do których zawsze zachował bardzo synowskie, bardzo czułe uczucie. (…) Stoi przed swoim ojcem i swą rozpaczającą matką, zdeterminowanymi by wrócić do Bolonii wraz z Edgarem. Jego ojciec zaczyna krzyczeć i grozić, jego matka poddaje się przytłaczającemu bólowi przed swym spokojnym dzieckiem. Nie płacze i nie roni ani łzy. Nie okazuje najmniejszego pragnienia by wrócić do swych niepocieszonych rodziców, nawet po to by ukoić ich głęboki smutek. Przeciwnie, wzdryga się i drży, biegnąc do rektora – ks. Enrico Sarry, szukając ochrony. Co więcej, przez cały miesiąc, może dwa, rodzice chłopca będą odwiedzać go codziennie w domu tegoż rektora. Nalegają, proszą, błagają by wrócił do rodziny, by objął swe bolejące rodzeństwo, które jest niepocieszone tym że go już nie ogląda. Jego matka, biedna, upokorzona matka, mówi więcej poprzez łkanie i obfitość łez niż w słowach, obejmuje go i przyciska do swego złamanego serca. Oboje składają mu tysiąc obietnic, które powinny wystarczyć by przekonać dziecko i pokonać jego upór. Obiecują mu wiele prezentów i złoty zegarek. Mówiąc w skrócie, używają wszystkich wybiegów, podstępów i strategii, które może podpowiedzieć natura w podobnych okolicznościach, ze zręcznością zmierzającą do przeniknięcia serca ukochanego syna możliwą jedynie u ojca i kochającej matki. Mimo to dziecko pozostaje nieugięte, niewzruszone i, prawdę mówiąc, obojętne na tę wyszukaną i robiącą wrażenie strategię naturalną. Odrzucając nieodparte wysiłki macierzyńskiej miłości, łzy, westchnienia i szlochanie matki, jest chronione niezwyciężoną tarczą łaski. Używa tylko jednej broni, broni Apostołów, Wyznawców i wczesnych Męczenników: Jestem chrześcijaninem, jeśli chcecie bym poszedł z wami, jest tylko jedna droga: też się nawróćcie.

Pewnego dnia młody neofita mówił do swej matki z wielkim przekonaniem, połączonym z synowskim oddaniem i czułością, o wzniosłych tajemnicach religii katolickiej, o Najświętszej Marii Pannie, świętym Szkaplerzu. Matka, poruszona i zmiękczona, wybuchnęła łzami i powiedziała: ja również chcę tego Szkaplerza Madonny. Jak tylko jego ojciec zorientował się co się dzieje, chwycił żonę za ramię i raptownie rozłączył ją od dziecka. (…) Od tego pamiętnego dnia kiedy światło łaski Bożej zajaśniało w niepocieszonej duszy prostego, niewinnego lecz wymownego dziecka, jego rodzice więcej się nie pokazali. Edgar miał ich ujrzeć dopiero wiele lat później.”

“W wieku jedenastu lat, w roku 1862 przyjął po raz pierwszy Eucharystię, Anielski Chleb – z rąk Jego Eminencji Pawła Kardynała Cullena, Arcybiskupa Dublina i Prymasa Irlandii. Odtąd bardzo polubił sposób życia i ducha instytutu oraz kongregacji kanoników. Lubił modlić się z nimi i śpiewać Liturgię Godzin (…) Po zwyczajowych próbach, 30 listopada 1864 roku, młody Edgar został powierzony Wielebnemu Ojcu Luigiemu Santiniemu, dyrektorowi kanoników Św. Piotra w Okowach, którzy złożyli profesję. On to, z największą troską i ojcowskim oddaniem, wprowadził młodego kandydata w duchowość apostolskiego zgromadzenia. (…) 7 października 1866 roku Wielebny ks. Santini (…) powierzył młodego postulanta Wielebnemu Ojcu Alfonso Lalliemu, mistrzowi nowicjuszy. Pod jego kierownictwem Pius przygotowywał się do przyjęcia świętego habitu co nastąpiło 7 października 1867 roku z rąk (…) opata generalnego o. Giovanniego Strozziego.”


Kolejny etap kontaktów rodziny z Edgarem wiązał się z osiągnięciem przez niego pełnioletniości, co miało miejsce wówczas w wieku 16 lat. Rozpoczęła się “comiesięczna a często nawet prowadzona dwa razy w miesiącu korespondencja między nim a jego rodziną, która miała trwać trzy lata. Relacje rodzinne zostały całkowicie przywrócone a młodzieniec korzystał z każdej sposobności, zwłaszcza z choroby lub śmierci krewnego aby pokazać lojalność i synowski szacunek wobec swoich rodziców i rodziny. (…) Przyjął z wielką przyjemnością wizytę swego wuja, pana Moskato, który przybył aby spotkać się z Edgarem i objąć go w imieniu rodziców i rodzeństwa. (…)

17 listopada 1867 roku Edgar został przyjęty do zgromadzenia kanoników Świętego Odkupiciela na Lateranie i złożył zwyczajny ślub w wieku zaledwie 16 lat, otrzymując specjalne błogosławieństwo Papieża Piusa IX. Papież zaaprobował jego decyzję i zatwierdził ją, pozwalając młodzieńcowi (zgodnie z jego życzeniem) zmienić imię z Edgara na Pius Maria”.


Nasz bohater zwrócił się następnie do ojca o zgodę na wstąpienie do stanu zakonnego. Rodzice odpowiedzieli mu listownie że “jeśli to jest jego decyzja i jeśli podjął ją swobodnie, nie sprzeciwiają się i są całkowicie usatysfakcjonowani”. Prosili jednocześnie by odwiedził ich we Florencji, gdzie zamieszkali – Florencja była wówczas stolicą tworzonego nowego państwa włoskiego i Pius Maria grzecznie sie wymówił. Rodzice zapowiedzieli teraz że przyjadą do Rzymu lecz ich przyjazd nie następował. W lipcu 1870 wybuchła wojna prusko-francuska a właściwie wojna Bismarcka z Napoleonem III i 2 września doszło do straszliwej klęski Francuzów pod Sedanem. Napoleon wycofał wojska chroniące Rzym i 20 września podeszły pod Wieczne Miasto wojska Risorgimento. Pius IX zrezygnował z walki i zamknął się w Watykanie, siły rewolucyjne i masońskie rozlały się po Rzymie. Oddajmy znów głos ks. Mortarze:

Nie będziemy się zatrzymywać by opisywać te godne ubolewania wydarzenia historyczne – lepiej nazwać je nikczemnymi, haniebnymi orgiami – jakie rozegrały się podczas trzech dni całkowitej anarchii spowodowanej przez wkroczenie sił piemonckich do Wiecznego Miasta. Rzym stał się kolejną Jerozolimą, wydaną na pastwę wściekłości i szatańskiej furii wrogów papiestwa. (…) Opowiemy jedynie jako rzecz dotyczącą naszej historii jak pośród wściekłych okrzyków wznoszonych przez sekcierzy i rewolucjonistów, którzy niczym chmara dzikich zwierząt najechali miasto papieży, jeden brzmiał niczym echo bezbożności żądającej zemsty: “Dziecko Mortara! Chodźmy do Świętego Piotra w Okowach!” – wrzeszczeli opętani masoni. “Chodźmy i zabierzmy dziecko Mortarę aby zwrócić go jego nieszczęśliwym rodzicom!” Z pewnością jedynie szczególny akt Opatrzności powstrzymał buntowniczy tłum przed wykonaniem świętokradczego planu. (…) W połowie października 1870 Salomon Lewi Mortara wraz ze swym synem Arnoldem pojawił się u bram klasztoru Św. Piotra w Okowach. Wyraził pragnienie odwiedzenia syna Edgara. Radość, którą ta nagła, niespodziewana wizyta sprawiła młodzieńcowi łączyła się od pewnego niepokoju i złych przeczuć, które podzielali z nim jego przełożeni. Edgar spotkał się z ojcem w obecności Wielebnego o. Luigiego Santiniego, mistrza profesów, pod którego kierownictwem kształcił się i formował w duchu zakonnym. Jego ojciec przywitał go z wyraźnym uczuciem lecz z pewną rezerwą, którą jego syn zauważył. Ponadto, Arnold zapomniał oddać mu braterski uścisk i dał go dopiero na wyraźne żądanie ojca. (…) Pan Mortata ponawiał zaproszenie swego syna do hotelu, gdzie się zatrzymał i spędzenia z nim dnia, obiadu z rodziną oraz cieszenia się razem wzajemnym ojcowskimi i synowskimi relacjami, jeśli będzie w stanie uzyskać zgodę przełożonych. Nie chcieli oni jednak wydać zgody, przewidując niebezpieczne konsekwencje jakie mogła wywołać wizyta w hotelu w tak krytycznych okolicznościach politycznych, pośród cudzoziemców i przypuszczalnie wrogich ludzi o złych zamiarach. Edgar zatem pospieszył by napisać ojcu bardzo grzeczny list, prosząc go by się nie obrażał, jeśli – z powodu łatwo zrozumiałych przyczyn roztropnościowych – nie będzie mógł pospieszyć z rewizytą”.

Kilka dni później pan Mortara pojawił się ponownie u syna, oznajmiając swą decyzję powrotu do Florencji. Po tej zapowiedzi jednak antypapieskie gazety zaczęły publikować informacje że ojciec zamierza odzyskać syna poprzez interwencję w rządzie powstałych poprzez rabunek domeny Świętego Piotra Włoch. Kilka dni później w klasztorze pojawił się szef policji Berti, który wyjawił młodzieńcowi, że jego ojciec wywiera naciski polityczne by doszło do wizyty syna i że oczekuje tego również opinia publiczna. Edgar odpowiedział: “nie muszę troskać się o opinię publiczną, zważywszy że jestem w dobrych stosunkach z moją rodziną i nie mam nic na sumieniu. Opinia publiczna, o której mówicie nie może żądać ode mnie żadnej satysfakcji.” Jak pisze ks. Mortara:

Najlepszą i najbardziej kategoryczną odpowiedzią na wymysły antykatolickich periodyków, które przedstawiały młodzieńca jako “niechętnego” wobec Chrztu i Wiary Katolickiej, trzymanego jako więzień w kolegium Św. Piotra w Okowach, obciążanego – jak głosili – ciężkimi, nieznośnymi łańcuchami papizmu i przesądu, najbardziej kategorycznym zaprzeczeniem wobec tych haniebnych kłamstw i oszczerstw było to co nazywam jego “Bierzmowaniem i osobistym zatwierdzeniem” jego Chrztu i Bierzmowaniem przez wspaniałomyślnego Papieża Niepokalanej.”

Presja jednak nie ustała. Podczas spotkania z porucznikiem Wiktora Emmanuela w Rzymie generałem Alfonsem La Marmorą Edgar mówił między innymi: “Panie Generale, prasa mi grozi, powołując się na użycie siły i przemocy przez władze”, na co La Marmora odpowiedział żeby się nie obawiał. Tymczasem jednak postawiono pod klasztorem żandarmów w obawie, żeby młody Mortara nie uciekł. 22 październiak 1870 Edgar w towarzystwie ks. Marianiego, w przebraniu świeckich wymknęli się bocznymi drzwiami z klasztoru i wyruszyli w drogę pociągiem do austriackiego Tyrolu. W Foligno usłyszeli rozmowę o doniesieniach prasowych, że ojciec Mortary dalej naciska w Rzymie by wydano mu syna oraz że “jak się zdaje młodzieniec wyemigrował za granicę, zwodząc policyjny nadzór i teraz go szukają. Wydaje się że ten haniebny unik jest sprawką jezuitów”. Mimo to bez przeszkód przez Ankonę, Bolonię i Padwę uciekinierzy dotarli do Ali w austriackim Tyrolu, gdzie Edgar złożył Bogu dziękczynienie za udaną przeprawe przez granicę. Austria – rywal masońskich Włoch – “przyjęła go i ugościła”. Zaopiekował się nim kanonik z klasztoru w Neustift w okolicy Brixen – o. Jan Chryzostom Mitterrutzner, który wcześniej poznał młodzieńca u Świętego Piotra w Okowach. Protekcją objął go również biskup Brixen Wincenty Gasser. Pod nazwiskiem Paolo Mazzarelli Edgar podjał studia świętej teologii oraz naukę niemieckiego i hebrajskiego. 31 grudnia 1871 złożył w Neustift (obecnie Novacella) uroczyste śluby zakonne. W roku 1872, w którym zmarł ojciec Edgara, na polecenie przełożonych wyjechał on do Beauchene we Francji, gdzie, pod protekcją biskupa Poitiers, późniejszego kardynała Pie powstał nowy dom zakonny. Tam Edgar kontynuował i zakończył studia teologiczne oraz przyjął niższe i wyższe święcenia duchowne. 20 grudnia Roku Pańskiego 1873, w wieku nieco ponad 22 lat, korzystajac z dyspensy udzielonej przez Piusa IX, otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa Pie. Kilka dni później otrzymał okolicznościowe papieskie breve. Wskutek wydarzeń roku 1870 korespondencja Edgara Mortary z rodziną urwała się aż do roku 1876, kiedy to ks. Pius zaczął znów w sposób ożywiony korespondować z matką i rodzeństwem. Podczas swego wygnania dwukrotnie spotkał się z matką.

W roku 1878 zmarł Pius IX, w roku 1880 masoński rząd francuski spowodował usunięcie zakonników nie będących obywatelami Republiki z terytorium Francji. Mimo złego stanu zdrowia ks. Pius Maria, przebywający wówczas w Marsylii, musiał wyjechać i wrócił do Rzymu, gdzie zamieszkał u znajomych dam. Opiekowały się w nim podczas choroby, która trwała prawie dwa miesiące. W marcu roku 1880 wreszcie wyzdrowiał. W celu lepszej rekonwalescensji przeniesiono go znów do Brixen a potem do San Fernando w Hiszpanii, w diecezji Kadyks. W roku 1884 podjął misję na terenie całej Hiszpanii a potem posiadł na terenie kraju Basków, w diecezji Vitoria, gdzie otwarto 2 listopada 1884 roku niższe seminarium zgromadzenia i gdzie spisał swoją relację.

Na jej koniec ks. Mortara wraca do osoby służącej – Anny Morisi, jego “matki w porządku nadprzyrodzonym”, która go ochrzciła. Po odebraniu go rodzicom pod naciskiem antykatolickiej opinii musiała opuścić Bolonię i zamieszkała w Tossignano, gdzie wyszła za mąż. Niestety później ślad po niej zaginął. Końcowa część relacji daje również świadectwo miłości ks. Piusa do naturalnej matki:

“Wiele razy, nie będąc w stanie rozmawiać o Nim [Jezusie] ze swą matką, mówi do Niego o swojej matce, zwłaszcza gdy składa Świętą Ofiarę Ołtarza i trzyma w dłoniach oraz umieszcza w swych ustach czystą Hostię, świętą Żertwę, Ofiarę bez skazy. To prawda, że modlitwy i łzy księdza Piusa niewiele znaczą, bardzo niewiele. Jednakże są dopełniane, podnoszone i przemieniane przez modlitwy i łzy tak wielu szczodrych dusz. (…) Don Pio wierzy i pokłada nadzieję w Jezusie. Aby, podobnie jak święty Augustyn, wielki człowiek Kościoła, jego wielki Ojciec i Doktor był najpłodniejszym owocem trudnych boleści i łez swej matki Moniki, mogła także matka ks. Piusa stać się ku jego radości katoliczką i przyjaciółką Jezusa, jako tak bardzo upragniony owoc łez jej syna.”

Ostatnie słowo poświęca jednak ks. Pius “chwalebnej i błogosławionej pamięci Piusa IX. Oby było świadectwem nieustającej wdzięczności wobec Kościoła Katolickiego i zgromadzenia apostolskiego, do którego Don Pio ma honor przynależeć, do tego znamienitego Zakonu, który wychował go i wykształcił w zdrowej, prawdziwej doktrynie, którą jest gotowy szerzyć. (…) Pius IX sprawił że dziecko zostało odjęte [rodzicom] i zadbał o jego wykształcenie. Dzięki jego ojcowskiej opiece Edgar wzrastał i czynił postępy, pozostając stałym w wierze, której go nauczono. Poświęcił sie potem Bogu w zgromadzeniu Kanoników Regularnych Laterańskich. (…)

Religia Katolicka jest jedyną prawdziwą, nadprzyrodzoną religią, jest stowarzyszeniem wyższego początku, istotowo różnego od społeczeństwa świeckiego. Mortarowie wyznają religię żydowską, która jest [z nią] sprzeczna i zastąpiona w historii. (…) Ich obowiązkiem jest przyjęcie prawdziwej religii chrześcijańskiej i wychowanie w niej swych dzieci. Jest to nieunikniony, absolutny obowiązek, któremu nie jest możliwe moralnie przeciwstawić się. Mortarowie posiadają jednak wolność i Bóg szanuje ich wolność oraz pragnie i nakazuje ludziom by ją szanowali. Dlatego nikt nie zmusi Mortarów by porzucili swą religię i przyjęli Religię Katolicką i Kościół nie chciał nigdy narzucić jej siłą. (…) Jednakże słynna sprawa Mortary nie dotyczyła dziecka żydowskiego, lecz dziecka ochrzczonego, ochrzczonego in articulo mortis, to jest na krawędzi wyzionięcia ducha. (…) Prawo cywilne państwa, w którym mieszkali Mortarowie było jasne. Nakazuje i przepisuje odebranie dziecka w tazie niebezpieczeństwa jego moralnego zepsucia przez rodziców. (…) Oczywiście jeśli łagodniejsze, bardziej pojednawcze środki nie doprowadzają do oczekiwanego rezultatu i jeśli moralne zepsucie dziecka jest wyraźne i nieuniknione, prawo usprawiedliwia, nakazuje i przepisuje odebranie.

I to właśnie uczynił Pius IX. Nie ukradł ani nie porwał dziecka rodzicom, jak powtarzała niestrudzenie antykatolicka prasa. Po wykorzystaniu wszystkich możliwych środków perswazji i kroków koncyliacyjnych, po zaproponowaniu rodzicom łagodnych, ojcowskich środków, wobec niebezpieczeństwa najwyższego i bezpośrednio grożącego duszy dziecka, obmytej i oczyszczonej drogocenną Krwią, Pius IX podjął czynności w celu separacji dziecka. Miało ono wówczas siedem lat i doszło do używania rozumu. (…) Mogło stać się wskutek przewrotnej, błędnej edukacji apostatą, przymusowym heretykiem, wrogiem Jezusa i Jego Kościoła. Pius IX, natchniony geniusz, anioł stróż, niezwyciężony i niepokonany Mojżesz prawa łaski rozumiał czym jest dusza, dusza, za którą dano okup w postaci krwi Boga. Uratował tę duszę od Piekła aby przywrócić ją, Temu, który ją przeznaczył i wybrał, Chrystusowi, Synowi Boga prawdziwego, niewidzialnej Głowie Kościoła. (…) Nie wtrącił go do więzienia, nie wydał bezlitosnym katom, nie pozwolił by zatonęła w nędzy, przeciwnie, umieścił go w mistycznym Edenie. Nauczył go miłować Jezusa, być Jego sługą oraz uświęcać duszę własną i dusze innych.”


Ksiądz Mortara pisze następnie o “rażącej, biernej ignorancji wielu katolików, którzy rozumieją wszystko na swój własny sposób i mierzą dzieła Boże swą własną ograniczoną wizją. Boski Odkupiciel mówi: ‘Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.’ (Mt 10) (…)

W sprawie Mortary, tak bardzo omawianej i dyskutowanej, niespodziewanymi wieściami było to że Chrzest i doktryna chrześcijańska zostały zapomniane. Chrzest jest duchowym odrodzeniem duszy. (…) Przez łaskę dusza, choć grzeszna w Adamie i z powodu Adama, zostaje oczyszczona i pojednana w Chrystusie i przez Chrystusa. Choć była dzieckiem gniewu i ognia, dusza zostaje podniesiona i wyniesiona do godności dziecka i spadkobiercy: dziedzica Bożego i współspadkobiercy z Chrystusem, jak mówi św. Paweł. (…) Pius IX wiedział czym jest Chrzest. Pius IX wiedział co i jak wiele jest warta dusza. Aby ją ocalić ryzykuje wszystko, na sposób ewangeliczny i dlatego z niewinnością gołębicy lecz przemyślnością węża. Jest cichy i łagodny jak baranek, lecz odważny jak Lew Judy (…) Pius IX w sprawie Mortary polecił by świat zbadał najbardziej podstawowe zasady nauki chrześcijańskiej. (…) Jest oczywiste że wszyscy stronnicy systemów, które są tak wygodne dla zdegenerowanego, zepsutego człowieka będą się śmiać ze wszystkiego co właśnie napisałem i potępią odebranie małego Mortary jako barbarzyńskie i despotyczne. Nie mam innego argumentu i obrony, które stawią opór takim sofistom poza słowami Dantego: Nie martw się nimi, lecz patrz i idź dalej. Co do protestantów i członków różnego rodzaju sekt, które podnoszą swe głosy chórem przeciw Kościołowi Rzymskiemu i oskarżają go o nietolerancję i nieprzejednanie, powiem jedynie, że gdyby nie stali się wolnomyślicielami i nie zapomnieli podstaw Wiary, wówczas w podobnych okolicznościach działali by jedynie w taki sam sposób w jaki działał Pius IX.

Jednak zwracam się głównie do katolików i zaraz napotykam tych zdumionych i zdziwionych ponieważ nie mają wiedzy albo ponieważ zapomnieli. Powstrzymujemy się od określenia ich tytułem na jaki zasługują. Takim katolikom powtórzę jedynie słowa Veuillota:

‘Świat i społeczeństwo zapomniały naukę chrześcijańską: niech jej się zatem uczą i nauczą jakie są prawa Boże i prawa Jego Kościoła. Sami wzywają Boga jako swego Ojca, który jest w Niebie. Nazywają Kościół swą Świętą Matką. Mają również dzieci. Jeśli któreś z nich zostałoby aresztowane przez obcego lub wroga, który traktował by je źle i zatruwał jego życie, czy nie ruszyliby niczym lwy by ocalić owo dziecko tak im drogie? Niech zatem zrozumieją, że również Bóg i Kościół, nasi Rodzice w porządku łaski, również mają prawo wydrzeć Piekłu swe dziecko, trzymane w niewoli w ‘ciemnościach i cieniu śmierci’. (…) Lękliwym, tchórzliwym katolikom, którzy szanują prawa Kościoła, lecz nie ośmielają się dać zewnętrzne świadectwo swej wiary, powiem że tchórzostwo jest bardzo okropną rzecza w każdym porządku rzeczywistości, lecz w kwestiach religijnych jest bliskie dezercji i apostazji. Niech dobrze to przemyślą. Jednak zwracam się w szczególności do tych pół-katolików, którzy są bojaźliwi i słabi, pragnący kompromisów i ugód. Szukają układów i koncesji, które są całkowicie nie do przyjęcia. Marzą o nie wiadomo jakich ideach zbliżenia Kościoła do tego co nazywają w swym żargonie “duchem modernistycznym, ideami dnia dzisiejszego”. Twierdzą że Kościół powinien dostosować się do ich wzniosłego kryterium i przyjąć te idee a przynajmniej pozwolić by weszły do niego, zreorganizowały go i zakorzeniły się w nim. Tacy pół-katolicy są miłośnikami ‘gier równoważących’ jak miał w zwyczaju mówić Pius IX. (…) Tacy katolicy często chodzą do Spowiedzi i Komunii, wielokrotnie tego samego dnia, w którym są obecni na sztukach teatralnych lub gorszących balach. Dają jałmużnę ubogim, są nazywani ‘religijnymi osobami’ lecz mimo tego nie rozumieją jak Pius IX mógł ‘wydrzeć’ dziecko jego rodzicom. (…) Piszący te słowa oglądał wielokrotnie podobne sceny. Dla tych ‘liberalnych katolików’ mamy wiele współczucia lecz ich zdziwienie nas nie zdumiewa a ich łzy nas nie ruszają. (…) Katolicy ci są mniej lub bardziej przeniknięci lub nasiąknięci ponurymi doktrynami i trendami nowoczesnego naturalizmu, starszego brata liberalizmu potępionego przez Kościół, który redukuje wszystko do odczuć i który można podsumować w znanej lecz bardzo nieszczęsnej maksymie: ‘wszystko co lubię jest dobre, wszystko czym gardzę i czego nie lubię jest złe. Tym lękliwym, słabym katolikom, którzy pragną układów, koncesji i kompromisów między prawami Bożymi a żądaniami świata, który nienawidzi Jezusa Chrystusa i jest nieprzyjacielem Jego Krzyża powtórzę straszliwe słowa Apostoła Narodów:

‘Jakaż jest zgoda Chrysusa z Belialem (Szatanem)?’ (2 Kor 6,15). (…)

A teraz, na zakończenie, rzucamy wyzwanie całej grupie osób: wszystkim, którzy obłudnie i faryzejsko są poruszeni współczuciem wobec losu małego Mortary i jego dotkniętych utrapieniem rodziców, wszystkich, którzy patrzyli lub patrzą ze zdziwieniem i zdumieniem, lub ze zmarszczeniem brwi i smutkiem, lub z niezadowoleniem i oburzeniem, lub z pretensją i nienawiścią na sprawę Mortary, wszystkich, którzy wyrażają się z dezaprobatą o szlachetnym, wspaniałomyślnym czynie Piusa IX, bez względu na to czy są niewierzącymi, protestantami, ateistami, racjonalistami, pozytywistami, materialistami, radykałami, republikanami, masonami czy też osobami powiązanymi lub związanymi z masonerią, owym nieustannym, nieprzejednanym wrogiem Jezusa Chrystusa i papiestwa. Wszystkim im w całej ich masie mówimy: podnieście oczy i patrzcie. Ujrzycie jak Aleksander II, car rosyjski posyła na wygnanie tysiące polskich katolików w straszliwe mrozy na lodowatej Syberii, odrywając od rodziców, rodzeństwa i małżonków ich synów, braci i mężów oraz pozostawiając ich na śmierć bez litości i miłosierdzia w najgłębszym i najstraszliwszym ubóstwie. Tymczasem wielki Pius IX, ze Wzgórza Watykańskiego wydał wymowny, wyzniosły krzyk swej głębokiej boleści: ‘Świat zaatakował mnie ze wściekłością za ocalenie małego Mortary przez odseparowanie go od rodziców a car rosyjski zabiera z dala ode mnie, wspólnego Ojca wiernych tysiące dusz!’

Wszyscy, którzy potępialiście lub teraz potępiacie Piusa IX pomyślcie o tym co racjonalistyczne rządy i ich przywódcy zrobili i robią dziś w imię postępu i wolności. Owi przedstawiciele państwa ateistycznego – to jest państwa despotycznego, tyrańskiego i barbarzyńskiego – wymyślają na swych burzliwych spotkaniach a potem bezlitośnie stosują przewrotne prawa, które atakują najświętsze prawa sumienia. Ich nauczanie, nauczanie, które jest antyreligijne i wybitnie masońskie, zostało scentralizowane i zmonopolizowane poprzez roznoszące zarazę katedy profesorskie objęte przez ludzi bez wiary, bez zasad i bez moralności.

Rodzice są zobowiązani wydac ukochane dusze swych synów tym demonom w ludzkim ciele tak aby mogli ich zdeprawować i zaciągnąć w czeluście piekielne. W innym wypadku synowie ci będą pozbawieni kariery, praw obywatelskich a czasem nawet dachu nad głową. Zobaczcie co robi masoneria: oczarowuje ubogą młodzież, która jest zwiedziona i zaślepiona, pragnąca nowinek, okultyzmu, misteriów. Po przyciągnięciu ich tymi przynętami zamienia ich w krzywoprzysięzców, barbarzyńców okrutnych wobec własnych rodziców, braci i przyjaciół – przyjaciół , w których serca któregoś dnia będą musieli wbić sztylet owego krwawego bożka, którym są loże (…) Spójrzcie co uczynili i co czynią wolnomyśliciele wszelakiej maści. Zrabowali duchowieństwo, zabierając święte skarby Kościoła, profanując klasztory, wypędzając mnichów i zakonnice oraz plamiąc ich krwią ulice i place rewolucyjnych miast, do nut Marsylianki. Przypomnijcie sobie wrześniowe masakry, Rewolucję 1870 roku, Komunę Paryską, sołdatów Garibaldiego w Italii. A potem oskarżajcie Piusa IX, potępiajcie Piusa IX, nazywajcie go despotą i barbarzyńcą ponieważ oddzielił dziecko od rodziców aby ocalić jego duszę i uczynić bratem Jezusa Chrystusa, przyjacielem aniołów i dziedzicem Nieba. (…) Kontrowersja dotycząca małego Mortary stanowiła jedynie pretekst. Chcieli jedynie upokorzyć Kościół, dyskredytując papieża aby położyć kres jego doczesnej władzy. (…)

Dziś, obok Wielkiego Papieża Niepokalanej i Syllabusa wznosi się głos tegoż dawnego dziecka, dziś mężczyzny, kapłana i zakonnika, syna św. Augustyna. Wyciąga miecz słowa i broni Piusa IX, swego anioła stróża, swego Ojca i Opiekuna, któremu, po Bogu, wszystko zawdzięcza. Niech to ostatnie słowo jakie właśnie wygłosił Don Pio będzie skromnym kwiatem złożonym na grobie, który kryje szacowne szczątki Piusa IX, prześladowanego i profanowanego przez dzisiejszą masonerię. (…) Przyjdzie dzień i nie jest on daleki, w którym potomność, gdy tylko przestanie słuchać kalumnii i okrzyków: Crucifige! ze strony motłochu, przyjmie skromne argumenty małego Mortary, by przywiązac je do pachnących wieńców nieśmiertelnych kwiatów, które ozdobią i przystroją ołtarz, na którym katolicki świat pozdrowi entuzjastycznymi okrzykami ŚWIĘTEGO PIUSA IX.”


V.R.S.
@Adam Adolf Makowski
Jeszcze jeden wulgaryzm tutaj i będzie blok.
V.R.S.
@Weronika....S
Za to półkatolików (po ok. 150 latach to już chyba będą góra "ćwierć-katolicy") i tyrańskich bezbożnych rządów, o których pisze ks. Mortara w cytowanym tekście, mamy pod dostatkiem.