Clicks319
Beatus 1
1

Koń trojański w mieście Boga. Błędne reakcje.

ABY KOCHAĆ CHRYSTUSA, MUSIMY KOCHAĆ BLIŹNIEGO

Te rozmyślania nad naturą miłosierdzia pokazują poważny brak w takim podejściu do bliźniego, przy którym jest on traktowany jedynie jako okazja dla spełnienia aktu posłuszeństwa wobec Chrystusa. Sam blask miłosierdzia, o którym tak wspaniale mówi św. Paweł, wymaga prawdziwego, pełnego zainteresowania bliźnim. Jeśli miłość ze względu na Chrystusa będziemy rozumieć w sposób drastycznie zubożony, sprowadzimy miłość bliźniego do samego tylko zachowania się tak, jak gdybyśmy kochali bliźniego. Chrystus jednakże nie powiedział: Zachowuj się tak, jak gdybyś kochał, lecz: Kochaj bliźniego twego, jak siebie samego. Traktowanie bliźniego jedynie jako okazji do okazania posłuszeństwa wobec Chrystusa i dokonania chwalebnego czynu nie jest więc w istocie prawdziwym miłosierdziem; nie jest ono nawet wyrazem posłuszeństwa wobec Chrystusowego przykazania, ponieważ nie urzeczywistnia jego pełnej treści. Kiedy więc interpretujemy słowa Chrystusa: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich mniejszych, Mnieście uczynili, powinniśmy koniecznie pamiętać, że jednostka, nasz bliźni został obdarzony wielką wartością, ponieważ Chrystus kocha go miłością nieskończoną i umarł dla niego na krzyżu.

MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO NIE JEST MIŁOŚCIĄ DO CHRYSTUSA

Niestety jednak, również w tej kwestii katolicy postępowi pragną zastąpić niedoskonałą postawę z przeszłości postawą znacznie bardziej niebezpieczną. Aby podkreślić wymóg autentycznego zainteresowania się naszym bliźnim jako jednostką, nadają oni wypowiedzi: Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili taki sens, że tylko w naszym bliźnim możemy odnaleźć Chrystusa. W rezultacie miłość do Boga zostaje odsunięta na plan dalszy, o ile nie usunięta zupełnie. Interpretacja ta w oczywisty sposób opiera się na najbardziej skrajnym błędzie, ponieważ pomija pierwsze przykazanie: miłuj Boga - a to ono jednak poprzedza wszelkie inne przykazania. O ile błędem jest ograniczać miłość wyłącznie do Boga, a odmawiać prawdziwej miłości bliźniemu, to przecież znacznie większym błędem jest usuwać miłość wprost do Boga skierowaną.
Co więcej, wypowiedź Chrystusa, że znajdujemy Go w każdym bliźnim, traci wszelki sens, o ile nie rozumiemy, że w tych słowach Chrystus ukazuje nam możliwość kochania nawet takiego bliźniego, którego charakter nie daje nam żadnego powodu, aby go kochać. Ten oto dowolny człowiek i każdy bez wyjątku jest kimś drogocennym, stworzonym na podobieństwo Boga. Co więcej, każdy człowiek jest wyróżniony przez to, że jest w nim obecny Chrystus. To wszakże w oczywisty sposób zakłada bezpośrednią miłość do samego Chrystusa (który w swym świętym człowieczeństwie jest kimś nieskończenie godnym miłości) jako podstawę miłości bliźniego.
Miłosierdzie jest niemożliwe bez bezpośredniej miłości do Boga w Chrystusie i przez Chrystusa, bez komunii Ja-Ty z Chrystusem. Nie dość tego podkreślać. Tylko w tej relacji Ja-Ty z Jezusem Chrystusem miłosierdzie może zrodzić się w naszej duszy. W sposób najbardziej widoczny ukazują to święci. W momencie gdy uważamy miłość bliźniego za jedyną drogę do miłości Boga, zastępujemy miłosierdzie - z całą jego chwalebną i wzniosłą świętością - zwykłą humanitarną miłością bliźniego, którą w rzeczywistości wypada nazywać nie miłością, lecz zaledwie bladą dobroczynnością.
Podobnym wypaczeniem byłoby twierdzenie, że obecny u św. Jana werset: Jeśliby ktoś mówił; "Miłuj Boga", a brata swego nienawidził, jest kłamcą, znaczy, że miłość Boga polega jedynie na miłości bliźniego.
Beatus 1
Bardzo lubię czytać pana Hildebranda, ponieważ jego wypowiedzi dają mi niepowtarzalną możliwość przeanalizowania pewnych zagadnień z perspektywy czasu. Autor omawia prawdy częściowe, sugeruje jak należy je uzupełnić i wykazuje błędy rozumowe postępowych katolików, i wszystko mamy w pigułce, omówione w jasny, przejrzysty sposób. Prawdziwa gratka.