Clicks963
Beatus 1

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie Panu! „Pokora cnotą podstawową”

Każdy z nas ma w życiu chwile zwątpienia, gdy ciężar doczesnych trosk przytłacza tak mocno, że myślimy: ”Nie ma ratunku!” W takim nastroju przyszłam pewnej niedzieli na Mszę Świętą. Siedziałam w ławce i rozpaczałam. Moje dzieci oddaliły się od Pana Boga, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Robiłam sobie wyrzuty, obwiniałam się i traciłam resztki nadziei. Co mogłam zrobić? Moją duszę spowiły ciemności. I wtedy poczułam, jakby ktoś okrywał mnie płaszczem i przynosił pociechę. Usłyszałam w myślach słowa otuchy: „Dla Pana Boga nie ma nic niemożliwego”. Przypomniano mi świętą Monikę, która wiele lat modliła się o nawrócenie syna. ” Ja też mogę się tego podjąć – pomyślałam”. Czułam, że to jednak za mało, że oprócz modlitwy potrzebna jest jeszcze pokuta.
Kilka lat temu zaczęłam chodzić na Msze trydenckie. Wszystko było tam dla mnie nowe. Duże wrażenie robili na mnie wierni, którzy szli na kolanach do Komunii Świętej. Wydawało mi się to odważne, bo sama czułabym wstyd. Zastanawiałam się co mogłoby mnie skłonić do takiej pokuty. Po roku odważyłam się to zrobić w intencji córki, a potem gdy miałam ważne prośby chodziłam w taki sposób przyjmować Pana Jezusa.
Teraz, gdy gorączkowo szukałam sposobu zadośćuczynienia za moich bliskich, przypomniałam sobie o tym i zobowiązałam się zawsze chodzić na kolanach do Komunii Świętej. Łatwo było wypełniać moje śluby podczas Mszy trydenckich, ale zaczęłam też chodzić na Msze w swojej parafii, gdzie nikt takiej pokuty nie podejmował. Była to dla mnie lekcja pokory.
Jakiś czas potem zmarł mój znajomy. Przed pogrzebem rozważałam, czy mogę zrobić wyjątek. Rodzinę zmarłego znałam słabo i niezręcznie mi było w ich obecności wypełnić zobowiązanie, więc udzieliłam sobie dyspensy. Na Nabożeństwie żałobnym cały czas biłam się z myślami. Ostatecznie nie poszłam na kolanach, uklękłam dopiero przed kapłanem, przyjęłam ciało Pana Naszego Jezusa Chrystusa i...nie mogłam wstać. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, jakby były przyśrubowane do stopnia ołtarza. Zaczęłam przepraszać Pana Boga w myślach i obiecałam nigdy więcej nie złamać ślubów. Udało mi się nieporadnie podnieść i wrócić do ławki. Wstyd mi było z powodu mojej słabości. Co by było, gdybym nie została napomniana. Robiłabym sporadyczne wyjątki, a potem kolejne i następne (bo boli mnie głowa, bo posadzka mokra, bo znajomy jest w kościele, itp.)... Strach pomyśleć co mogłoby się stać.
Przytoczę Wam ustęp z książki ojca Bonaventury Meyera „ Ostrzeżenie z zaświatów”, dotyczący konieczności naśladowania Pana Jezusa i sensu cierpienia:
”Przede wszystkim potrzeba dzisiejszemu światu, nawet katolickiemu światu wyrzeczenia się powściągliwości, trzeba cierpieć zastępczo – wynagradzająco za innych. To zostało zapomniane, że wszyscy stanowicie Mistyczne Ciało Chrystusa i że wszyscy powinniście cierpieć, wynagradzać jeden za drugiego. Tego wszystkiego nie dokonał Chrystus na krzyżu. Otworzył On wam wprawdzie niebo, ale ludzie muszą wynagradzać jeden za drugiego...Trzeba cierpieć jeden za drugiego i ofiarować cierpienie w Imię Krzyża Chrystusowego i Męki Chrystusowej, w zjednoczeniu z cierpieniami Matki Bożej, być złączonym z Jej wyrzeczeniami życia, swoje cierpienie łączyć z tymi strasznymi cierpieniami Chrystusa na krzyżu, z cierpieniami na Górze Oliwnej.”
Gorąco zachęcam wszystkich do podejmowania pokuty, do przyjmowania Ciała Pana Jezusa w sposób godny (na klęczkach i do ust), do odmawiania modlitwy do Świętego Michała Archanioła po każdej Mszy Świętej i do klęczenia podczas błogosławieństwa, jakby sam Pan Jezus Wam błogosławił.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!