Clicks181
Beatus 1

Modlitwa i post

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie Panu!

Pragnę Wam opisać 2 tygodnie mojego życia, które odmieniły mnie na zawsze. Mam 52 lata i jestem opiekunką seniorów. Kilka lat temu trafiłam do domu chorej na raka 80-letniej pani, która złamała prawą rękę. Ponieważ trudno jej było wykonywać nawet najprostsze czynności, jej córka zatrudniła mnie do pomocy, podczas swojej nieobecności w domu (posiłki, leki, spacery, dotrzymywanie towarzystwa).
W mojej pracy rzadko mogę liczyć na rzetelne informacje ze strony rodziny, dotyczące stanu zdrowia, kondycji psychicznej oraz faktycznych problemów osoby, którą się opiekuję. Dlatego opieram się przede wszystkim na swoich obserwacjach i zbieram informacje z dostępnych źródeł, aby nie zaszkodzić i dobrze wykonywać swoje obowiązki. Tutaj dowiedziałam się, że starsza pani w ciągu kilku miesięcy straciła połowę swojej wagi, a wcześniej ważyła około 100 kg, może nawet więcej. Najpierw myślałam, że to z powodu raka, jednak szybko zorientowałam się, że ta pani prawie nie jadła i nie piła, ponieważ myślała, że jest truta. Na domiar złego w jedzeniu i piciu widziała urojone robaki. Opowiadała także o widzianych przez okno dziwnych postaciach, pojazdach, scenach jak z wojennego filmu. Przyznam, że nie wierzyłam, że naprawdę to widzi. Uznałam, że w ten sposób próbuje skupić na sobie moją uwagę. Jednak robaki naprawdę widziała, bo „wyławiała je” przy mnie z talerza i szklanki...i głodowała.
Córka opowiadała, że mama w nocy praktycznie nie śpi, bo dręczą ją koszmary. Kiedyś obudziło ją walenie w podłogę. Gdy weszła do sypialni mamy, ta siedziała na podłodze i młotkiem „zabijała pełzające robaki”. Twierdziła, że w całym pokoju leżą gruzy i poruszała się, jakby po nich rzeczywiście chodziła. Córka zaczęła z nią spać. Uznała, że wszystkiemu winne są leki i po ich zmianie, wszystko wróci do normy.
Ja nie byłam taką optymistką. Podejrzewałam, że to ostry przypadek demencji. Niepokoiłam się również tym, że moja podopieczna może się odwodnić, ponieważ mieliśmy wyjątkowo upalne lato. Utrudnione miałam także podawanie leków z powodu jej nieufności. Martwiło mnie także to, że podczas drzemki kobieta drgała, rzucała się, a po przebudzeniu nie wiedziała gdzie jest, ani kim ja jestem.
Podczas spacerów moja podopieczna zmieniała się nie do poznania. Lubiła rozmawiać z sąsiadami, obserwowała przyrodę, wspominała młodość. Stawała się pogodniejsza. Widać, że była lubiana, bo podchodzili do niej znajomi i z troską pytali o zdrowie. Cieszyli się ze spotkania. Na dworze było miło i sympatycznie. W domu robiło się nerwowo i obsesyjnie. Nie potrafiłam rozwikłać co powodowało takie zmiany w zachowaniu tej pani.
Moja podopieczna była katoliczką. Uczęszczała w prawie każdą niedzielę na Mszę św. i przyjmowała Sakramenty św., więc zaproponowałam jej wspólną modlitwę. Zgodziła się i mniej więcej po dwóch dniach od rozpoczęcia mojej pracy, zaczęłyśmy codziennie odmawiać różaniec, litanie lub koronkę. Modlitwa ją wyczerpywała, ale robiła się spokojniejsza. Po jednej z takich modlitw, starsza pani zdobyła sie na szczerość i przyznała, że nienawidzi swojej rodziny i podejrzewa ją o wszystko co najgorsze. Widziałam oddanie jej córki oraz słyszałam wiele o miłości jej syna, więc zaczęłam się niepokoić o jej stan psychiczny.
W drugim tygodniu mojej pracy miałam wolną środę, z powodu wizyty krewnej zza granicy mojej pracodawczyni. Gdy dzień później wróciłam do pracy dostałam nowe instrukcje. Miałam zamykać okna mimo upału oraz zamykać drzwi wejściowe na klucz. Tłumaczenia były mgliste, ale nie drążyłam tematu. W piątek wszytko przebiegało rutynowo. Rozluźniłam się i zapomniałam zamknąć drzwi wejściowe. Co się mogło stać? Moja podopieczna zmęczona po spacerze drzemała, ja czytałam modlitewnik.
Trzeba Wam wiedzieć, że w tamtym okresie przeżywałam rozkwit mojego życia duchowego. Zaczęłam uczestniczyć w Mszach trydenckich. Nauczyłam się odmawiać Różaniec św. po łacinie i w drodze do pracy zawsze go odmawiałam. Modliłam się praktycznie w każdej wolnej chwili. W piątki pościłam zawsze, ale w ten miałam post ścisły, bo zjadłam tylko śniadanie.
Starsza pani po drzemce obudziła się jak zwykle zdezorientowana. Nie poznawała mnie. Zaczęłam ją łagodnie uspokajać, a wtedy ona uciekła do przedpokoju i na klatkę schodową. Przez moje niedbalstwo mogła zrobić sobie krzywdę. Zdecydowanie objęłam ją i zaczęłam wciągać do środka. Szło mi to opornie. Staruszka z ogromną siłą się wyrywała. Cały czas myślałam, że bardzo się mnie wystraszyła (znałyśmy się tylko 2 tygodnie) i dlatego tak walczy. W końcu jakoś udało mi się doprowadzić ją do pokoju i posadzić na kanapie. Teraz porządnie zamknęłam drzwi. Gdy wróciłam do podopiecznej jej bojowy nastrój jeszcze się spotęgował. Wykrzyknęła, że chcę ją zabić i rzuciła się na mnie. Byłam o 30 lat młodsza, zdrowa i silna, a jednak dałam się całkowicie zaskoczyć i zanim się zorientowałam, wisiała na mojej szyi, próbując równocześnie zerwać krzyżyk na łańcuszku i szkaplerz. Interesowały ją tylko te dwa przedmioty. Oburącz ciągnęła mnie w dół, a ja nie byłam w stanie się wyrwać. Skąd czerpała siłę? Była niedożywiona, odwodniona, miała niesprawną rękę. Powinnam z łatwością się uwolnić, a nie mogłam. Postanowiłam w tej dziwnej pozycji zadzwonić do jej córki. Na szczęście telefon komórkowy miałam przy sobie. Wysapałam, żeby przyjeżdżała jak najszybciej.
Furiatka podwoiła teraz wysiłki i po chwili łańcuszek pękł. Teraz pozostał tylko szkaplerz. Zaparła się kolanami o mój brzuch i z całej siły ciągnęła, przyginając mnie do kanapy. Walczyłam, ale bez skutku. Sznurek pękł, a szkaplerz upadł na podłogę. Teraz zaczęła deptać po poświęconych przedmiotach, wydając z siebie dzikie okrzyki. Czułam się bezbronna i bezsilna. Miałam do czynienia ze złowrogą siłą. Zaczęłam szlochać. Co robić? I wtedy przypomniałam sobie...zaczęłam mówić...Pater noster, qui es in...Kobieta znieruchomiała. Potem stało się coś dziwnego. Zaczęła ze mną pertraktować. Miałam nie mówić nikomu co tu się stało, a w zamian ona mi da co tylko zechcę: pieniądze, biżuterię. Powiedziałam: Precz Szatanie! I dalej się modliłam. Zaczęła prosić, żebym przestała mówić w tym języku. Coraz spokojniejsza zaproponowała, że odmówi ze mną różaniec po polsku i nawet wzięła go do ręki, ale po chwili odrzuciła ze wstrętem. Gdy wyrecytowałam wszystkie modlitwy, które znałam po łacinie (Pater noster, Ave Maria, Gloria Patri, Sub tuum praesidium), staruszka była już całkowicie spokojna. Kazałam jej się cofnąć. Podniosłam z podłogi moje odzyskane skarby. Wycofałam się do przedpokoju, a jej kazałam zostać na miejscu do przyjścia córki.
Pierwszy przybył sąsiad zaprzyjaźniony z rodziną. Mimo, że mieszkał 3 minuty od tego domu, droga zajęła mu ponad 10. Potem zjawiła się córka i jej brat, którego pierwszy raz wtedy zobaczyłam. Starsza pani spokojnie siedziała przy stole, łypiąc na mnie złym okiem. Ja byłam posiniaczona, obolała, z wybroczynami wokół szyi, ona nie miała nawet zadyszki. Zostałam poproszona do drugiego pokoju. Gdy opowiedziałam co się stało córka wyznała, że w środę podczas wizyty krewnej, matka zaatakowała gościa. Cztery dorosłe osoby usiłowały nad nią zapanować (w tym sąsiad, który teraz niechętnie zjawiał się z odsieczą). Nie poznałam szczegółów, ale coś mi mówiło, że miały związek z oknem i drzwiami wejściowymi. Dowiedziałam się również, że córka po tym wydarzeniu, nie chciała zostać sama z matką, więc nocował z nimi brat.
Sugerowałam, żeby sprowadzili do domu księdza. Nie użyłam słowa „egzorcysta” a i tak zostałam wyśmiana. Wtedy się pożegnałyśmy. Byłam zbyt wyczerpana by się upierać. Następnego dnia, gdy emocje opadły poczułam, że muszę jednak coś zrobić. Zadzwoniłam do byłej pracodawczyni, prosząc by sprowadziła do matki pomoc, tym razem używając słowa „egzorcysta”. Okazało się, że starsza pani trafiła do szpitala. Zażądano, żebym nie dzwoniła więcej, bo oskarżą mnie o napaść na podopieczną. Więcej nie mogłam nic zrobić poza modlitwą.
Gdy teraz myślę o tym wszystkim, ogarnia mnie głęboka wdzięczność, że Pan Bóg nade mną czuwał. Nasuwa mi się niezmiennie fragment ewangelii według św. Mateusza o uzdrowieniu lunatyka. Uczniowie nie mogli go pomóc i zapytali Pana Jezusa dlaczego. „Rzekł im: Dla niewiary waszej. Zaprawdę bowiem powiadam wam, gdybyście mieli wiarę jako ziarnko gorczycy, rzeklibyście tej górze: Przejdź stąd tam, a przejdzie, i nic nie będzie dla was niemożliwe. A ten rodzaj nie wypędza się inaczej, jak przez modlitwę i post.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!