Clicks434
Beatus 1
3

Koń trojański w mieście Boga. Błędne reakcje.

WŁAŚCIWA RELACJA MIĘDZY MIŁOŚCIĄ BOGA
A MIŁOŚCIĄ BLIŹNIEGO


Inna dezinterpretacja znaczenia miłości bliźniego, często wysuwana w jak najlepszych intencjach przez pobożnych katolików, przyjmowała, że jest czymś doskonalszym, bardziej nadprzyrodzonym, bardziej chrześcijańskim i bardziej miłym Bogu, jeśli wszelkie dobro świadczone bliźniemu i wszelkie ponoszone dlań ofiary będą mieć na względzie wyłącznie zachowywanie Chrystusowych przykazań przy całkowitej obojętności dla innej osoby jako takiej.
Postawa ta, jak sądzono, wypływa wyłącznie z miłości do Chrystusa, a miłości tej - jak przyjmowano - żadne zainteresowanie poszczególną osobą bliźniego nie towarzyszy, przeto i nie uszczupla ono naszego całkowitego oddania własnej osoby Jemu. Można było słyszeć zapewnienia w stylu: Wierz mi, robię to wyłącznie dla Chrystusa. Ten chory człowiek sam w sobie nie interesuje mnie w najmniejszym stopniu.
Rzecz oczywista, istnieje wielka i zasadnicza różnica między miłością bliźniego a wszelkimi innymi rodzajami miłości przyrodzonej (jak miłość rodzicielska, miłość synowska, miłość małżeńska i przyjaźń). Naszym bliźnim jest potencjalnie każdy człowiek bez względu na to, czy jest dla nas kimś atrakcyjnym, czy nie, czy lubimy go, czy też nie, a także bez względu na jego charakter. W danej sytuacji jest on w potrzebie lub niebezpieczeństwie, albo prosi o coś, co należy do nas; staje się naszym bliźnim.
Jednak różnica między miłością bliźniego a wszelką inną ludzką miłością, być może wielka pod wieloma względami, bynajmniej nie wyklucza wyraźnego zainteresowania jego pomyślnością, prawdziwej intentio benevolentiae (dobrej woli) wobec tej oto unikalnej jednostki ludzkiej. Przeciwnie, właśnie ta dobra wola pozwala nazwać naszą miłość bliźniego miłością, do której należą: unikalna serdeczność dla niego, owo tchnienie dobra skierowane ku niemu, objęcie opieką jego duszy, radosne i zwycięskie trwanie przy tym, co jest dlań obiektywnie dobre, bez względu na to, czy odpowie on dobrem, czy złem.

TYLKO CHRYSTUS UZDALNIA NAS DO MIŁOŚCI BLIŹNIEGO

Jest, rzecz jasna, zasadniczą prawdą, że ta prawdziwa miłość bliźniego będąca miłosierdziem w sensie św. Pawła, jest możliwa tylko jako owoc naszej miłości do Boga w Chrystusie i przez Chrystusa. Między miłosierdziem a zwykłą humanitarną miłością bliźniego rozwiera się przepaść. Tu wystarczy może podkreślić, że to nieodparte, zwycięskie dobro miłosierdzia, które zostało poruszone przez Chrystusa, może żyć tylko w tym, czyje serce zostało poruszone przez Chrystusa, czyja dusza otrzymała znamię Chrystusa. Tylko ten może mieć szczere miłosierdzie, kto kocha Boga z całej duszy i umysłu i kto każdego człowieka widzi w świetle Chrystusowego objawienia. Nie chodzi mi tu wyłącznie o nadprzyrodzony aspekt miłosierdzia, który - jak wiemy dzięki wierze - został wlany w naszą duszę w akcie chrztu, lecz raczej o tę właściwość aktu miłosierdzia, która - dla każdego, kto ma poczucie tego co nadprzyrodzone - jest widoczna w świętym człowieczeństwie Chrystusa i w osobach wszystkich świętych, i ze względu na którą miłosierdzie różni się od wszelkiej miłości humanitarnej. Ta właściwość może urzeczywistnić się w duszy człowieka tylko jako odpowiedź płynąca z miłości do Boga w Chrystusie i przez Chrystusa.
Zrozumiejmy, że nie byłoby żadnego powodu, aby odpowiadać miłością człowiekowi złemu - odpychającemu, nikczemnemu i brutalnemu - gdybyśmy nie patrzyli nań w świetle Chrystusowego objawienia jako na istotę stworzoną przez Boga i obdarzoną duszą nieśmiertelną, istotę, dla której Chrystus umarł na krzyżu. Nie jest możliwa jakakolwiek inna pobudka tej miłości.
Beatus 1
Miłość bliźniego...w czasach trudnych..."pandemicznych" jest wystawiona na próbę. Tak wiele nas drażni i tak wiele kwestii wydaje nam się niemożliwych do przyjęcia w drugim człowieku, że nie widzimy możliwości okazania dobrej woli, a raczej dobrą wolę rozumiemy poprzez narzucanie innym swojego sposobu postępowania. Depczemy cudzą wolność, osądzamy, pogardzamy swoimi bliźnimi...warto się nad tym …More
Miłość bliźniego...w czasach trudnych..."pandemicznych" jest wystawiona na próbę. Tak wiele nas drażni i tak wiele kwestii wydaje nam się niemożliwych do przyjęcia w drugim człowieku, że nie widzimy możliwości okazania dobrej woli, a raczej dobrą wolę rozumiemy poprzez narzucanie innym swojego sposobu postępowania. Depczemy cudzą wolność, osądzamy, pogardzamy swoimi bliźnimi...warto się nad tym zastanowić.
V.R.S.
"Depczemy cudzą wolność, osądzamy, pogardzamy swoimi bliźnimi..."
---
Pani pracuje może w tzw. administracji publicznej że padło takie wyznanie?
Beatus 1
Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Znamienne.