V.R.S.
653

Henry Sire o pseudo-ekumenizmie i Asyżu

Henry Sire jest znany w Polsce głównie z książki "Papież Dyktator", niestety jego znacznie lepsza książka "Feniks z popiołów", z której pochodzą poniższe cytaty, pozostaje niemal zupełnie nieznana

Kwestia ekumenizmu jest naczelnym przykładem perwersji z jaką Kościół posoborowy skaził słuszną sprawę. W ekumenizmie ostatnich 50 lat Kościół katolicki uczynił wszystko czego nie powinien czynić i nie był w stanie uczynić tego co powinien. Według prawdziwie katolickiego stanowiska, tego, które wyznawali papieże na długo przed Soborem Watykańskim II, naczelnym celem ekumenizmu jest zaleczenie zgorszenia podziału chrześcijan (...) Ponieważ protestantyzm nie posiada sakramentalnie ważnej hierarchii, nie ma możliwości unii kościelnej w takim znaczeniu w jakim występuje ona wobec Kościołów wschodu (...) Ponieważ porozumienie doktrynalne jest niemożliwe w praktyce, zaś unia kościelna – co do zasady, stratą czasu jest rozmowa na ich temat (...)

Zainteresowanie papieża Jana XXIII pierwotnie wyrastało z okresu jego działania jako wysłannik papieski w Bułgarii i Turcji, i logicznie powinno w pierwszej kolejności objąć Kościoły wschodnie. Jednak, jak widzieliśmy, popełnił błąd powierzenia inicjatywy ekumenicznej takim postaciom jak Bea czy Willebrands, których ideą była po prostu wyjście naprzeciw zachodniemu protestantyzmowi (...) Najgorszym jego błędem było pozwolenie kard. Bei na… zawarcie ratującego twarz sojuszu z marionetkowym Kościołem Rosyjskim, krok, który skierował ruch ekumeniczny na kurs zgodności z sowiecką propagandą (...)

Na przestrzeni dziejów Kościół Rzymski zawarł unie z wieloma kościołami wschodnimi, z których najważniejszą była ta z Kościołem na Ukrainie w roku 1596. W późniejszym czasie można powiedzieć, że unie w tej czy innej części świata miały miejsce co kilka dziesięcioleci – ostatnimi były te z Kościołem katolickim etiopskim w roku 1846 i syro-malankarskim Kościołem w Indii, w roku 1930, poza pomniejszymi umowami z niewielkimi grupami bułgarskimi, macedońskimi i rosyjskimi. Jednakże, od czasu Soboru Watykańskiego II, nie zawarto żadnej unii oddzielonego kościoła z Rzymem, nowy, nastawiony ekumenicznie Kościół katolicki jest postrzegany przez ciała wobec których wysuwane takie szczodre gesty jako niewarty przystąpienia (...)

Nie dotknęliśmy jednak największego okropieństwa ruchu ekumenicznego. W tym przypadku, wyjątkowo, wina nie leży po stronie Soboru Watykańskiego II ani Pawła VI. Leży ona w wypaczeniach jakie wprowadził do ruchu ekumenicznego Jan Paweł II, który przestawił go z poszukiwania jedności chrześcijan na tory ogólnej konwergencji światowych religii. Kilkakrotnie podczas jego panowania ów fałszywy kierunek poprowadził go ku szokującym związkom z pogaństwem. I tak, podczas wizyty w Indiach, w lutym roku 1982, pozwolił kapłance hinduistycznej aby opatrzyła go znakiem Telak zaś kolejnej kilka dni później na pomazanie świętymi popiołami jego czoła w hinduistycznym rytuale. W roku 1995, w Australii, prowadził Mszę beatyfikacyjną Marii od Krzyża McKillop, podczas której obrzęd pokutny zastąpiono rytuałem zaczerpniętym z aborygeńskiego kultu ognia.

Jednakże wypadki te przyćmił projekt papieski zgromadzenia przywódców wszystkich religii świata wraz z nim w Asyżu, w październiku roku 1986, aby razem modlić się o pokój na świecie. Podczas tego spotkania, któremu papież przewodniczył, przedstawiciele wielu chrześcijańskich wspólnot, razem z grupami Hindusów, tybetańskich lamów, japońskich bonzów, czcicieli plemiennego kultu węża oraz wszelkiego rodzaju animistów wykonywali swe własne rytuały, podczas czego mniej mainstreamowi uczestnicy wykazali pewne zakłopotanie, prezentując swe zwyczaje poza prywatnym zaciszem ich rodzinnych gajów. Na jeden dzień miasto św. Franciszka zostało przeznaczone na pokazy pogańskiego kultu. Kard. Silvio Oddi relacjonował że grupa buddystów weszła do kościoła św. Piotra i postawiła posąg Buddy na tabernakulum ołtarza, oddając mu cześć przy pomocy modlitewnych zwojów i kadzidła. Kiedy benedyktyński kapłan zaprotestował przeciw profanacji został zabrany przez policję. Tego typu działania, wszystkie podjęte na papieskie polecenie, rodzą pytanie, jakie znaczenie Jan Paweł II wiązał z Pierwszym, z uwagi na porządek i wagę, Przykazaniem: “Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną" (...)

Jan Paweł II zwołał spotkanie modlitewne w Asyżu ponieważ był to rodzaj demonstracji, któremu przyklasnęła zachodnia opinia społeczna (...) Oczywiście, nic nie cieszy niewierzących bardziej niż oglądanie jak Kościół Katolicki stawia się na równi z zabobonem oraz chętnie potępią oni arogancję i bigoterię, tych, którzy przeciwstawiają się takiemu pomysłowi. Z tym stanowiskiem polityka Jana Pawła II znalazła się w harmonii. Skierował on ekumenizm na tory, których pragnęli wrogowie chrześcijaństwa: przestawił go z ruchu skierowanego na zjednoczenie chrześcijan w stronę bezcelowego pomieszania religii. Jeśli chodzi o skutki praktyczne, wpływ modlitewnego spotkania w Asyżu mógł jedynie wzmacniać przekonanie, już bardzo zakorzenione u mających przyćmiony umysł katolików, że wszystkie religie świata stanowią manifestacje tej samej wielkiej prawdy i powinniśmy wybrać tę, która przynosi nam najlepsze wewnętrzne uczucia (...)

[Jan Paweł II], który uczestniczył we wszystkich sesjach Soboru, z emfazą podkreślał że spotkanie w Asyżu stanowi wypełnienie ducha Soboru (...) Mamy tu zatem wypowiedź z tak autentycznego źródła wykładni jak papież. Znaczeniem Soboru Watykańskiego II jest to by katolicy popierali kulty bałwochwalcze i łączyli się z nimi w swych modlitwach (...) Religijny subiektywizm jaki legł u podstaw Deklaracji o Wolności Religijnej przynosi owoc w postaci synkretyzmu spotkania w Asyżu. Podstawą religii staje się nie Bóg, który objawia się człowiekowi, lecz religijne poczucie człowieka, szukającego wiary, bez względu na jej obiekt. Kwestią dla przyszłych papieży i soborów będzie decyzja czy rzeczywiście to miał na myśli Sobór czy aberrację tę należy w całości przypisać papieżowi Janowi Pawłowi II (...)

Żeby postawić sprawę jasno: zło spotkania modlitewnego w Asyżu nie leży w zgromadzeniu religii niechrześcijańskich, lecz w aktach bałwochwalstwa, które, w wyniku działań papieża były podejmowane jako świadomy element jego gestu. Nauczanie Kościoła od stuleci potępiało udział chrześcijan w modlitwach fałszywych religii czy też tolerancję dla bałwochwalstwa (...) W pierwotnej dyscyplinie Kościoła idolatria stanowiła niewybaczalny grzech, który pozbawiał nawet pokutującego grzesznika powrotu do łączności. Podejmując próby nakłonienia do kompromisu, pogańskie imperium proponowało chrześcijanom łatwe, formalne gesty lojalności: przysięgę na geniusz cesarza czy ofiarowanie szczypty kadzidła jego posągowi. Jednakże Kościół nie dopuszczał do żadnego z nich – szczypta kadzidła ofiarowana fałszywemu bogu była potwornością jaką należało odrzucić nawet za cenę męczeństwa (...) Można wyobrazić sobie niedowierzanie i grozę z jaką owi, pierwsi chrześcijanie, w tym wielu z nich, którzy przelali swą krew za prawdziwego Boga, przyjęliby wiadomość o tym że pewnego dnia biskup Rzymu zbierze się razem z pogańskimi czcicielami i zaprosi ich do sprawowania ich bałwochwalczych obrzędów, mieszając je z jego własnymi (...)

Kiedy rozważamy błędny gest Jana Pawła II w Asyżu, możemy wskazywać na jego sprzeczność z odwiecznym nauczaniem Kościoła, możemy komentować zamęt myślowy jaki doprowadził Jana Pawła II do skierowania ekumenizmu ku zbliżeniu z religiami pogańskimi, możemy boleć nad szkodą jaką wyrządzono uznaniu Bożej prawdy. Jednak główne zło nie leży w tych rzeczach, lecz fakcie że w Asyżu, w roku 1986 papież Jan Paweł II odszedł od przykładu Chrystusa, którego był przedstawicielem na ziemi i popełnił śmiertelny, publiczny grzech przeciw pierwszemu przykazaniu.