V.R.S.
21.2K

Próba oswajania ohydy spustoszenia

Najpierw wypowiedź p. Edwarda o skandalu w roku 1986 w Asyżu (pogrubienia oryginalne):
"Asyż został wykorzystany przez masonerie do wprowadzania ich uniwersalizmu "ekumenizmu", który miał bardzo złe owoce. Papież miał dobrą intencję, ale owoce tego spotkania nie były dobre - ponieważ to wykorzystywali masoni do zrównania religii - Papież mówił o Chrystusie ... a oni podkładali buddę ... mówił że tylko z Chrystusem może być pokój, a oni już planowali wyrzucić Chrystusa... ale to czyni teraz Bergoglio ... JP II nie szedł na ustępstwa."

Teza jest zatem taka że owoce spotkania w Asyżu były złe, bo przebieg spotkania wypaczyli źli masoni, którzy podłożyli Janowi Pawłowi Buddę postawionego na ołtarzu św. Piotra, niczym ową żabę, która nogę podstawia, gdy kują konia.
Tymczasem, przyjęta przez Karola Wojtyłę formuła spotkania w Asyżu była dokładnie taka, że ten Budda miał znaleźć się na ołtarzu a przedstawiciele fałszywych religii (także pogańskich) w jednym szeregu z Następcą św. Piotra w bazylice św. Franciszka i przed nią.

Czym miał być Asyż - to wyjaśnił w przemówieniu przed modłami w ów dzień sam Jan Paweł II (tł. wł. cytatów za: To representatives of Christian Churches and Ecclesial Communities and of World Religions on the occasion of the World Day of Prayer in Assisi (October 27, 1986) | John Paul II ) :
"Zgromadzenie tak wielu przywódców religijnych na modlitwie stanowi samo w sobie zaproszenie skierowane do świata by uświadomił sobie że istnieje inny wymiar pokoju i inna droga promowania go, która nie jest rezultatem negocjacji, kompromisów politycznych czy targów ekonomicznych. Jest rezultatem modlitwy, która w różnorodności religii wyraża relację z najwyższą siłą, która przekracza nasze ludzkie zdolności. (…) Okoliczność że przybyliśmy tu nie zakłada intencji poszukiwania między nami religijnego konsensusu czy negocjacji w kwestii naszych przekonań w sprawie wiary. Nie oznacza również że może dojść do pogodzenia religii na poziomie wspólnego zaangażowania w ziemski projekt, które je przekroczy. (…)

Okoliczność iż wyznajemy różne credo nie odbiera znaczenia temu wydarzeniu. Przeciwnie – Kościoły, Wspólnoty Kościelne i Światowe Religie ukazują że ochoczo działają na rzecz dobra ludzkości. (…) Dzień ten jest dniem modlitwy i tego co idzie w parze z modlitwą: milczenia, pielgrzymki i postu. Powstrzymując się od jedzenia staniemy się bardziej świadomi powszechnej potrzeby pokuty i przemiany wewnętrznej. Religie są liczne i różne, i stanowią odbicie pragnienia mężczyzn i kobiet na przestrzeni dziejów by wejść w relację z Absolutem.

Modlitwa skłania z naszej strony do nawrócenia serca. Oznacza ono pogłębienie naszego poczucia najwyższej Rzeczywistości. To jest właśnie powód że zebraliśmy się w tym miejscu. Pójdziemy stąd do naszych oddzielnych miejsc modłów. Każda religia będzie miała czas i sposobność by wyrazić się w swoim własnym tradycyjnym rycie. Potem z tych oddzielonych miejsc modlitwy przejdziemy w milczeniu do niższego placu św. Franciszka. Gdy się tam zbierzemy ponownie każda religia, jedna po drugiej, będzie mogła zaprezentować swą własną modlitwę.

Gdy już tak pomodlimy się oddzielnie, pomedytujemy w ciszy nad naszą własną odpowiedzialnością w zakresie pracy na rzecz pokoju. Potem okażemy symbolicznie nasze zaangażowanie na rzecz pokoju. Pod koniec tego dnia spróbuję wyrazić to co ta unikalna celebracja przekaże memu sercu jako wierzącemu w Jezusa Chrystusa i pierwszemu słudze Kościoła Katolickiego."


Podsumowując:

1. Tak, Jan Paweł II zaprosił do Asyżu przedstawicieli różnych fałszywych religii, także pogańskich, nie po to by ich nawracać.

2. Tak, Jan Paweł II udostępnił wszystkim zaproszonym religiom wydzielone miejsca modlitwy by ich przedstawiciele mogli "wyrazić się w swoim własnym tradycyjnym rycie" (a zatem np. buddyści przez postawienie bałwana na ołtarzu)

3. Tak, Jan Paweł II przewidział że potem zgromadzeni razem na placu przed bazyliką przedstawiciele różnych religii - prawdziwej obok fałszywych - będą prezentowali swoje modlitwy.

4. Tak, Jan Paweł II przekazał po tych modlitwach - nie nauczanie Najwyższego Pasterza Kościoła na ziemi lecz swoje odczucia jako przedstawiciela jednej z religii.

Przejdźmy teraz do tego ostatniego punktu a zatem jakie wrażenia miał Jan Paweł II po tej całej hucpie - w tym po tym jak Buddę postawiono na ołtarzu św. Piotra. Był zniesmaczony? żałował? Nie - dziękował wszystkim za przybycie a Bogu za całą imprezę - nazwał ów dzień "dniem łaski dla świata".

Oto cytaty z jego przemówienia po modlitwach:

"Modliliśmy się, każdy na swój własny sposób, pościliśmy, szliśmy razem. W ten sposób próbowaliśmy otworzyć nasze serca na boską rzeczywistość poza nami oraz na naszych braci i siostry. (...)

Ten dzień w Asyżu pomógł nam stać się bardziej świadomymi naszych religijnych zobowiązań. Lecz sprawił również że świat, patrzący przez nas poprzez media, stał się bardziej świadomy odpowiedzialności każdej religii w kwestiach wojny i pokoju. Być może bardziej niż kiedykolwiek w dziejach, dla wszystkich stała się widoczna wewnętrzna więź między autentycznym podejściem religijnym i wielkim dobrem pokoju. Cóż za olbrzymie brzemię dla ludzkich ramion a jednocześnie cóż za cudowne i porywające wezwanie, za którym można iść!

Choć modlitwa sama w sobie jest działaniem, nie zwalnia nas od pracy na rzecz pokoju. Działamy tu jako zwiastuni moralnej świadomości ludzkości jako takiej, ludzkości, która pragnie pokoju, potrzebuje pokoju. (...)

Pokój czeka na swoich proroków. Dziś razem napełniliśmy nasze oczy wizjami pokoju: uwalniają one energie do nowego języka pokoju, nowych gestów pokoju, gestów, które rozbiją fatalne łańcuchy podziałów odziedziczone z historii lub będące dziełem współczesnych ideologii. (...)

Pozwólcie mi zwrócić się do każdego z was, przedstawiciele Kościołów chrześcijańskich i Wspólnot kościelnych i Światowych Religii, którzy przybyliście do Asyżu na ten dzień modlitwy, postu i pielgrzymki. Dziękuję wam ponownie że przyjęliście moje zaproszenie do przybycia tu na ten akt świadectwa przed światem. Podziękowaniami obejmuję także wszystkich, którzy umożliwili naszą tu obecność, zwłaszcza naszych braci i sióstr w Asyżu. A przede wszystkim dziękuję Bogu, Bogu i Ojcu Jezusa Chrystusa za ten dzień łaski dla świata, dla każdego z was i dla mnie (…)"


(tł. wł. za: vatican.va - To representatives of Christian Churches and Ecclesial Communities and of the World Religions for the World Day of Prayer at the Basilica of St Francis in Assisi (October 27, 1986) | John Paul II)

Zatem sam Jan Paweł II uznał, że owoce spotkania w Asyżu były dobre. No dobrze, można powiedzieć, że tam, na gorąco, papież o tym wszystkim nie wiedział. Że przegapił tego Buddę, który później dopiero wyszedł na jaw.

No ale mamy o blisko dwa miesiące późniejsze „Bożonarodzeniowe” przemówienie Jana Pawła II do Kurii Rzymskiej z 22 grudnia 1986 r. (źródło), wygłoszone już wtedy, gdy przysłowiowe mleko się rozlało i podniósł się szum oburzenia na asyską ohydę spustoszenia w miejscach świętych.

Jan Paweł II mówił wówczas m.in.: „Z pewnością dzień w Asyżu zachęca wszystkich tych, których życie osobiste i wspólnotowe jest kierowane przez przekonanie wiary [sic!] aby wyciągnęli konsekwencje na poziomie głębszej koncepcji pokoju i nowego sposobu własnego zaangażowania w tym zakresie. (…) Właściwy klucz do interpretacji tak wielkiego wydarzenia [sic!] pochodzi z nauczania Soboru Watykańskiego II, który w zdumiewający sposób łączy rygorystyczną wierność biblijnemu objawieniu i tradycji Kościoła ze świadomością potrzeb i niepokojów naszego czasu (Gaudium et spes 4). Sobór więcej niż raz podkreślił samą tożsamość i misję Kościoła w odniesieniu do jedności rasy ludzkiej, zwłaszcza gdy zechciał zdefiniować Kościół ‘jako sakrament to jest znak i narzędzie bliskiej jedności z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego’ (LG 1.9, GS 42). (…) Musimy wierzyć że Duch Święty daje każdemu możliwość kontaktu w sposób Bogu jedynie wiadomy z tajemnicą paschalną (GS 22). (…) Ta jaśniejąca tajemnica wynikającej ze stworzenia jedności rodzaju ludzkiego oraz jedności zbawczego dzieła Chrystusa (…) została jasno zamanifestowana w Asyżu [sic!] mimo różnic wyznań religijnych (…) Mimo tego [podziałów religijnych] ludzie zostali włączeni do wielkiego planu Bożego w Jezusie Chrystusie, „który w jakiś sposób zjednoczył się z każdym człowiekiem” (GS 22). W tym wielkim planie Boga dla ludzkości Kościół odnajduje swoją tożsamość i zadanie jako „powszechny sakrament zbawienia” (LG 1) (…) Wszyscy ci, którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii zostali „przyporządkowani” do najwyższej jedności jednego Ludu Bożego (…) To właśnie ta rzeczywista i obiektywna wartość tego „przyporządkowania” do jedności jednego Ludu Bożego (…) może zostać rozpoznana w dniu w Asyżu (…) Wydarzenie w Asyżu może zatem zostać uznane jako widzialna ilustracja, lekcja faktów, czytelna dla wszystkich katecheza co zakłada i co znaczy ekumeniczne zaangażowanie i zaangażowanie na rzecz dialogu między religijnego zalecane i propagowane przez Sobór Watykański II. Inspirującym źródłem i fundamentalnym kierunkiem tego zaangażowania jest zawsze tajemnica jedności (…) wyrażona w „przyporządkowaniu” do Ludu Bożego” zgodnie z Unitatis redintegratio i Nostra Aetate, „które należy czytać w kontekście konstytucji Lumen Gentium” (Jan Paweł II przywołuje dalej m.in. jej postanowienia dotyczące żydów i mahometan). „Przedstawiając Kościół Katolicki trzymający za ręce chrześcijańskich braci i łączący ręce z braćmi z innych religii dzień w Asyżu był niczym widzialny wyraz tych twierdzeń Soboru Watykańskiego II”.

Jan Paweł II zapowiedział też dalsze podobne wydarzenia:Temu, który ‘w jakiś sposób we Wcieleniu zjednoczył się z każdym człowiekiem’ (GS) chciałbym ponownie powierzyć to co nastąpi po dniu w Asyżu oraz inicjatywy jakie w tym celu każdy w Kościele powinien podjąć lub które już podejmujemy by odpowiedzieć na fundamentalne powołanie Kościoła bycia pośród ludzi ‘sakramentem powszechnego zbawienia’ oraz ‘najważniejszym nasieniem jedności i nadziei dla całej ludzkości’” (LG 9).

Tyle jeśli chodzi o mity i rzeczywistość. To nie żadni masoni wypaczyli przebieg i charakter asyskiego wydarzenia, choć zapewne ucieszyli się z niego dość mocno. A, niezależnie od intencji Jana Pawła II, obiektywny ogląd wydarzenia z października 1986, wskazuje że musiało przynieść ono jako będące znakiem fałszywego "ekumenizmu" i irenizmu (przedłożenie dobra doczesnego "pokoju" nad Najwyższe Dobro jakim jest Bóg, który objawił nam się w Jezusie Chrystusie) fatalne owoce.

Zresztą Asyż nie był ostatnią z tego typu inicjatyw. I tak, przykładowo, w roku 2003 zainaugurowano imprezę, którą abp C. Vigano nazwał po latach "sabatem z Astany" czyli Kongres Przywódców Światowych i Tradycyjnych Religii. Pierwszy taki kongres w Kazachstanie odbył się w roku 2003. Z tej okazji Jan Paweł II "w duchu Asyżu" wystosował specjalne przesłanie, którego tłumaczenie podaję w całości:

Przesłanie Jana Pawła II na Pierwszy Kongres Światowych i Tradycyjnych Religii Narodów w Astanie

Z okazji Międzyreligijnego Kongresu jaki ma miejsce w Astanie na temat roli [różnych] religii w obecnej globalnej sytuacji pełnej zagrożeń dla światowego pokoju, z radością przesyłam serdeczne pozdrowienia Przewodniczącemu Kongresu, Jego Ekscelencji, Panu Nursułtanowi Nazarbajewowi i wszystkim jego uczestnikom, którym życzę powodzenia w ich obradach.

W duchu Asyżu ta nowa inicjatywa władz kazachskich pomoże propagować szacunek do ludzkiej godności, obronę wolności religijnej i wzrost wzajemnego zrozumienia między narodami, przekonanymi podobnie jak my, że religia, należycie rozumiana, okazuje się mocnym narzędziem propagowania pokoju. W tym celu Kościół Katolicki, opierając się o objawione nauczanie żywe wewnątrz niego, popiera każdy szczery wysiłek na rzecz prawdziwego pokoju opartego na prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności.

Jan Paweł II”


źródło

Na ów pierwszy Kongres Watykan Jana Pawła II wysłał zresztą silną delegację pod przewodnictwem kard. Józefa Tomko – przewodniczącego Kongregacji ds. Ewangelizacji w towarzystwie m.in. abp Renato Martino, abp Pier Luigi Calaty, sekretarza w Sekratariacie Stanu bp Juliusza Murata, przy udziale nuncjusza abp Józefa Wesołowskiego a także ordynariusza Astany – abp Tomasza Pety.


Kto tam stoi w cieniu kapliczki Porcjunkula, w asyskiej bazylice? Ano Jan Paweł II z poganami
V.R.S.
P. Medalikowa napisała: "Papieżowi udało się zgromadzić wokół siebie ludzi wierzących wszystkich wyznań, Kościołów i religii."
---
Czyli udało się to co nie udało się żadnemu z Apostołów. Tyle że Apostołowie się takimi rzeczami nie zajmowali.
Jednocześnie warto zwrócić uwagę w jakim to (modernistycznym) znaczeniu używa się powyżej słowa "wierzący", bo jest to typowe dla pomieszania pojęć w …More
P. Medalikowa napisała: "Papieżowi udało się zgromadzić wokół siebie ludzi wierzących wszystkich wyznań, Kościołów i religii."
---
Czyli udało się to co nie udało się żadnemu z Apostołów. Tyle że Apostołowie się takimi rzeczami nie zajmowali.
Jednocześnie warto zwrócić uwagę w jakim to (modernistycznym) znaczeniu używa się powyżej słowa "wierzący", bo jest to typowe dla pomieszania pojęć w czasie obecnego kryzysu.

I jeszcze G. K. Chesterton:
"Synkretykom nigdy nie udaje się stworzyć czegoś większego niż Credo, bez pominięcia jakiegoś elementu. (...) Teozofiści budują panteon, ale jest to panteon wyłącznie dla panteistów. Zwołują Parlament Religii jako spotkanie wszystkich ludów, ale jest to wyłącznie spotkanie wszystkich zarozumialców. Dokładnie taki panteon został zbudowany dwa tysiące lat temu nad brzegami Morza Śródziemnego i chrześcijanie zostali zaproszeni do ustawienia w nim podobizny Jezusa obok posągów Jupitera, Mitry, Ozyrysa, Attisa czy też Amona. To właśnie odmowa chrześcijan stała się punktem zwrotnym historii. Gdyby chrześcijanie wyrazili zgodę , niewątpliwie zeszliby razem z całym światem, jak mówi groteskowa, ale precyzyjna metafora, na psy. Zmieniliby się w gromadę nieróżniących się niczym kundli, tarzających się w błocie kosmopolitycznego zepsucia, które pozbawiło już indywidualności wszystkie pozostałe mity i tajemnice. Nie rozumie natury Kościoła ani alarmującego tonu jego starożytnej doktryny ten, kto nie zdaje sobie sprawy, że w pewnym momencie cały świat o mało nie umarł na chorobę zwaną tolerancją i braterstwem wszystkich religii" ("Ortodoksja")
Posoborowe absurdy
Cenna uwaga!!! Dialog ekumeniczny propagował już przed SW II (1961 r.) kard. Wyszyński >> ZDRAJCY !!! “Prekursorzy współczesnego ekumenizmu w Polsce, pod przewodnictwem księdza infułata …