Edward7
1391

"Pewni w wierze, pomimo Rzymu "- Arcybiskup Hector Aguer

Uporczywe krytykowanie - niekiedy szydercze - przez największych przedstawicieli dzisiejszego magisterium kościelnego tych, którzy są pewni tożsamości wiary i z radością się w niej utwierdzają, wdzięczni Bogu za zakorzenienie w wielkiej Tradycji Kościoła, jest dla wielu wiernych powodem do zdumienia, oszołomienia i niepokoju. Ci wierni chrześcijanie są obrzucani obelgami jako surowi faryzeusze. Niezwykłe stanowisko Stolicy Apostolskiej w tym czasie jest sprzeczne z nauczaniem świętych Jana Pawła II i Benedykta XVI, którzy tak bardzo umiłowali i wysławiali blask prawdy (veritatis splendor). Wyznawany obecnie przez Rzym relatywistyczny moralizm zrzuca rzeczywistość wiary oraz jej etyczne i duchowe konsekwencje do kantowskiej sfery praktycznego rozumu.

Co gorsza, "nowe paradygmaty" proponowane przez obecny pontyfikat podporządkowują się dyktatowi Nowego Porządku Świata, zarządzanego przez masonerię i finansowanego przez międzynarodowy imperializm pieniądza. Od dawna wiadomo, że Watykan jest rojem masonów, którzy pomagają sobie nawzajem we wspinaniu się na najbardziej wpływowe stanowiska, zgodnie z tajnymi paktami, które charakteryzują tę sektę od jej początków, paktami, które były wielokrotnie potępiane przez papieży ostrzegających przed niebezpieczeństwem, jakie ten odwieczny wróg Kościoła Świętego stanowi dla porządku społecznego opartego na prawie naturalnym oraz dla wspierania i rozwoju wiary w życiu narodów. Jestem świadomy prawdy i trafności tego, co właśnie napisałem, dlatego nie obawiam się, że moja wolność zostanie ograniczona środkami, których nikt nie odważy się podjąć.

Błędy i herezje mogą być inicjowane i szeroko rozpowszechniane wobec współwinnego milczenia tych, którzy powinni je potępiać, jak to czyniono od czasów apostolskich. Świadectwo Nowego Testamentu jest wymowne: "Zresztą nawet muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani." (1 Kor 11, 19: ). Synod niemiecki, w obliczu milczenia Rzymu, wyraźnie odróżnia wśród tego germańskiego ludu, ludzi prawdziwie wierzących od tych, którzy wpadli w pułapkę błędów, co powinno wywołać uśmiech na twarzy Marcina Lutra (gdziekolwiek się znajduje). W tym samym liście, który cytowaliśmy, apostoł Paweł przypomina wiernym o Ewangelii, którą im głosił, którą przyjęli, w której trwamy ( 1 Kor 15, 1), przez którą są zbawieni, jeśli trwają (ei katechete: 1 Kor 15, 2), gdyż w przeciwnym razie uwierzyli na próżno . Zasadniczą sprawą - przypomina Paweł - jest to, co im przekazał. Skandalem jest, że Rzym dyskwalifikuje tradycję. Piotr w swoim Drugim Liście zwraca uwagę swoim czytelnikom - i nam również - że jego celem jest ich zabezpieczenie, uczynienie ich bardziej wytrwałymi ( 2 P 1, 12); ostrzega ich przed kłamliwymi nauczycielami (pseudodididáskaloi), którzy są wprowadzani do Kościoła, podobnie jak fałszywi prorocy wśród ludu Izraela; przez nich droga prawdy jest bluźniona (2 P 2, 2).

Listy pasterskie apostoła Pawła opisują sytuację, która w historii Kościoła pojawiała się cyklicznie: "Czasy niebezpieczeństwa" ( 2 Tm 3, 1) są przyspieszane przez wprowadzanie błędów, które osłabiają wiarę i bezpieczeństwo wiernych w odniesieniu do tradycji, na której się opierają. Dlatego zachęca on swoich uczniów i współpracowników, aby stawiali opór. Wiele razy cytowałem fragment z 2 Tym. 4, 1 : Pasterze Kościoła muszą niestrudzenie głosić prawdę, muszą się wspierać i upominać ( 2 Tm 4, 2) "głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, [w razie potrzeby] wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli". Problemem byli i są fałszywi nauczyciele, którzy schlebiają słuchaczom, szukają "aktualności", chcą się ulokować w szerszym świecie, oddają się mitom, porzucają prawdę ( ib 4, 4). Podobne do tych tekstów jest wiele innych fragmentów biblijnych, w których wyrażone jest dokładne przeciwieństwo orientacji obecnego pontyfikatu. Kontrast pojawia się już w prostym porównaniu.

Wskazałem na jedną z przyczyn dominacji moralizmu, który pozbawia doktrynę wiary dynamizmu, kierującego ją ku wymiarowi mistycznemu. Wiara jest kontemplacyjna; jej zastosowanie w działaniu zależy od tego płodnego i pewnego spoczynku w prawdzie, która jest jej przedmiotem: jest to raczej "theoria" niż "praxis"; a ta ostatnia wie, co robić w każdej sytuacji, ponieważ jest oświetlona tym wyższym światłem, które pozwala nam rozeznawać mądrze. Moralizm jest z konieczności pragmatyczny i relatywistyczny. Krytyka, jaką kieruję pod adresem nurtu, który jest dziś oficjalny, zawiera spostrzeżenie, że doktryna wiary nie jest już głoszona w całości. Święty Jan Paweł II pozostawił nam w Katechizmie Kościoła Katolickiego uaktualnioną syntezę tego, w co należy dziś wierzyć i co należy głosić. W tym korpusie, który obejmuje dogmatykę, moralność i duchowość, znajduje się tożsamość katolicyzmu, w której my, chrześcijanie, w tych "niebezpiecznych czasach" możemy się utwierdzić, kierując wzrok naszego ducha na Pana, który jest z nami "każdego dnia". (Mt 28, 20).

Wydaje się niewiarygodne - ale jest to bolesna rzeczywistość - że po ponad pół wieku te słowa Pawła VI są nadal aktualne: "Przez jakąś szczelinę dym szatana dostał się do Domu Bożego". Uwodzicielski "duch Soboru", przeciwko któremu Jacques Maritain tak mądrze zareagował w "Chłopie z Garonne", pojawia się ponownie, tym razem z samego Wzgórza Watykańskiego! Przemówienia "papieskie" wyraźnie omijają prawdy, które powinny być zapamiętane z jasnością, wielkodusznością i cierpliwością, a skupiają się wyłącznie na "nowych paradygmatach", które uderzają na próżno w tych, którzy są naprawdę wierni, którzy starają się żyć wiernie tym, co otrzymali. Chrześcijanin to ktoś, kto otrzymał to, w co wierzy, i kto dzięki sakramentom pokuty i Eucharystii stara się uporządkować swoje życie jako nowy człowiek na wzór Chrystusa.

Nie powinno nas dziwić, że sakramenty nie znajdują miejsca w programach duszpasterskich promowanych przez "synodalność". Sacramentum jest tłumaczeniem greckiego "mysterion"; relatywistyczny pragmatyczny moralizm nie jest w stanie dostrzec tajemnic wiary i spontanicznie ma tendencję do odrzucania nadprzyrodzonego wymiaru duszpasterstwa sakramentów, które zapewnia dar łaski ofiarowany wszystkim: wyzwolenie z grzechu i rozwój nowego życia w uczestnictwie w boskiej naturze. Jesteśmy uczestnikami boskiej natury, "theias koinōnoi physeōs" (2 P 1, 4). To, co stanowi życie chrześcijanina, to trwanie w tym, co otrzymał, w "starym przykazaniu", o którym św. Jan mówi w swoim Pierwszym Liście: entolēn palaiàn (1 J 2, 7), czyli przyjęcie światła, które gładzi ciemności: "hē skotia paragetai" (1 J 2, 8).

Faktem historycznym, który pozwala nam zrozumieć, jak daleko sięga "niebezpieczeństwo" tego mrocznego czasu, jest milczenie, a może odrzucenie, jakie towarzyszyło pełnemu szacunku przedstawieniu wątpliwości co do zakresu na wpół ukrytej innowacji w adhortacji Amoris Laetitia, (wątpliwości) będącej dziełem czterech wybitnych kardynałów: Burke'a, Cafarry, Brandmüllera i Meisnera. Kwestia możliwości dopuszczenia do sakramentów osób rozwiedzionych, które zawarły nowy związek, była balonem próbnym relatywistycznego moralizmu, dla którego nie istnieją już czyny wewnętrznie złe. Jest to oszustwo wobec tych samych potencjalnych beneficjentów tego pozwolenia, mające na celu wytyczenie drogi alternatywnej do tej, którą wskazuje Tradycja; jest to ekwiwokacja, której nie można uznać za gest miłosierdzia.

Sprawiedliwość - usprawiedliwienie przez łaskę - jest prawdziwym miłosierdziem. Obiektywizm, z jakim praktyka eucharystyczna wpisuje się w życie chrześcijańskie, jest nie mniej ważny niż samo subiektywne pragnienie przyjęcia Komunii; w tym porządku Tradycja katolicka, z uznaniem solidnej teologii, jest wierna źródłom, które jednoznacznie pojawiają się w Nowym Testamencie. Bezpieczeństwo, jakie daje przyjęcie prawdy znanej i umiłowanej, w żaden sposób nie oznacza pogardy dla tych, którzy się wahają lub zostali już pozyskani przez relatywizm; przeciwnie, wyraża braterską troskę o to, by mogli oni uczestniczyć w radości, jaką daje integralność wiary, pokornie przyjętej jako niezasłużony dar.

Niepokój wywołany obecnym stanowiskiem magisterium pogłębia się, gdy weźmie się pod uwagę system promocji do episkopatu i do godności kardynalskiej, ze względu na ich ilość i ukierunkowanie. W istocie, jaki sens ma posiadanie dwóch biskupów pomocniczych w diecezji, w której brakuje powołań i która ma niewystarczającą liczbę kapłanów, aby zaspokoić potrzeby duszpasterskie? Odnoszę się tu do tego, co dzieje się w Argentynie, choć taką samą postawę można zaobserwować w innych krajach. Nie jest grzechem podejrzliwości sądzić, że istnieje tu wyraźny cel, aby przeformować Kościół i rozpowszechnić kryterium moralistyczne i relatywistyczne, które - jak już powiedziałem - stało się oficjalną polityką.

Chciałbym uwolnić się od takich obaw i nie mylić się w ocenie orientacji narzuconej z Rzymu. Jak wielu innych ludzi na świecie, którzy podzielają moje obawy, mogę polegać jedynie na zaufaniu i miłości Chrystusa, Pana i Oblubieńca Kościoła, oraz na wstawiennictwie Najświętszej Dziewicy, którą wzywam z całego serca. Nie chcę popaść w pretensjonalność "posiadania racji" w mojej krytyce, chociaż wypowiedzi i fakty przedstawione powyżej są dla mnie źródłem gorzkiego bólu, który skłania mnie do refleksji i osądu.

Niech Pan się nad nami zmiłuje i złagodzi czas trwania tego "niebezpiecznego okresu", w którym żyjemy! Nalegam na to, co zauważyłem na początku: zdumienie, oszołomienie, niepokój: jakie inne uczucia mógłby wzbudzić dziwny spektakl, w którym bije się prawdziwych katolików, a heretyków się pieści? Nasi prości wiejscy ludzie powiedzieliby: "cosa 'e mandinga" ("dzieło diabła"); "dym szatana, który wszedł przez szczelinę do Domu Bożego", jak wyznał rozczarowany Paweł VI.

Arcybiskup Hector Aguer
Buenos Aires
3 maja 2022 r


RORATE CÆLI - Blogger/“Secure in the faith, despite Rome (Bergoglio)”—Archbishop Hector Aguer
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
,,Niech Pan się nad nami zmiłuje i złagodzi czas trwania tego "niebezpiecznego okresu", w którym żyjemy! Nalegam na to, co zauważyłem na początku: zdumienie, oszołomienie, niepokój: jakie inne uczucia mógłby wzbudzić dziwny spektakl, w którym bije się prawdziwych katolików, a heretyków się pieści? Nasi prości wiejscy ludzie powiedzieliby: "cosa 'e mandinga" ("dzieło diabła"); "dym szatana, który …More
,,Niech Pan się nad nami zmiłuje i złagodzi czas trwania tego "niebezpiecznego okresu", w którym żyjemy! Nalegam na to, co zauważyłem na początku: zdumienie, oszołomienie, niepokój: jakie inne uczucia mógłby wzbudzić dziwny spektakl, w którym bije się prawdziwych katolików, a heretyków się pieści? Nasi prości wiejscy ludzie powiedzieliby: "cosa 'e mandinga" ("dzieło diabła"); "dym szatana, który wszedł przez szczelinę do Domu Bożego", jak wyznał rozczarowany Paweł VI.''