Clicks379
V.R.S.
1

Kazania na Adwent - św. Franciszek Salezy (1)

[tł. za: The Sermons of St. Francis De Sales: For Advent and Christmas, red. o. L. S. Fiorelli, Rockford 1985]

(...) Święci Ojcowie [św. Hilary z Poitiers, św. Jan Chryzostom] mówią że nie zadajemy pytań zawsze po to by coś się dowiedzieć lub dlatego że nie wiemy tego o co pytamy. Istnieje wiele innych przyczyn i powodów naszych pytań. W odmiennym wypadku Boży Majestat nigdy nie zadałby żadnego pytania, gdyż On wie wszystko i nie może czegokolwiek nie wiedzieć. Przenika najgłębsze zakątki serca i nie istnieje nic ukrytego ani zakrytego co nie jest całkowicie jasne i wiadome Mądrości Bożej. (...) Bóg zna wszystkie rzeczy a mimo to zadawał ludziom wiele pytań. Jego Boża Opatrzność zadawała te pytania z trzech różnych powodów.
Po pierwsze, aby sprawić by wyznali swe grzechy. Uczynił to kiedy Adam naruszył Jego przykazanie. Zawołał go, mówiąc mu: "Adamie, gdzie jesteś?" i zapytał naszą pierwszą matkę Ewę co uczyniła. Z pewnością nie dlatego, że nie wiedział gdzie był Adam czy że nie znał aktu nieposłuszeństwa jaki popełnił. Pan zapytał go by uznał swoją winę tak by mógł mu przebaczyć. A zamiast ją wyznać ów nieszczęsny człowiek zrzucił winę na swą małżonkę (Rdz 3,12). Nie wyznał swego grzechy i dlatego wraz z całym swym potomstwem został ukarany przez Boga. Niektórzy z Ojców utrzymują, że gdyby, po wezwaniu przez Boga, wyznał swój grzech, gdyby uderzył się w piersi i powiedział żarliwie: peccavi - zgrzeszyłem! [2 Sm 12,13] Pan przebaczyłby mu i nie ukarał go biczem nałożonym na niego i wszystkich jego potomków. Jednak ponieważ tego nie uczynił pozostajemy splamieni grzechem naszych pierwszych rodziców i w konsekwencji poddani karze jaką [Adam] ściągnął na siebie.
Drugą przyczyną, dla której Boży Majestat stawia ludziom pytanie jest oświecenie lub pouczenie ich w kwestiach tajemnic Wiary, tak jak to uczynił wobec dwóch uczniów w drodze do Emaus (Łk 24). Pojawiwszy się im pod postacią pielgrzyma pytał ich o to o czym rozmawiają, dopytując i rozjaśniając wątpliwości jakich doświadczali w kwestii Jego Zmartwychwstania. Nie pytał ich zatem o ich rozmowę dlatego że nie wiedział o czym mówili, lecz po to, by wyznając swą ignorancję i wątpliwości mogli zostać pouczeni i oświeceni.
Trzecią przyczyną, dla której można zadawać pytania jest rozbudzenie miłości. Na przykład, Magdalena po Męce i Śmierci Naszego Pana udała się by namaścić i nabalsamować Jego święte ciało (Mk 16). Gdy znalazła grób otwarty gorzko zapłakała. Ujrzała tam dwóch aniołów, którzy zapytali ją: "Niewiasto, czemu płaczesz?" Odpowiedziała: "Niestety dlatego że zabrali mego Pana i nie wiem gdzie Go złożono". Potem, nieco dalej, napotkała Naszego Pana pod postacią ogrodnika. Zapytał ją: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?" (J 20, 11-15). Oczywiście, nie jest to zaskoczeniem że aniołowie byli zdziwieni, widząc płaczącą Magdalenę oraz zapytali ją czemu płacze, albowiem nie znają płaczu (choć mówi się mistycznie że aniołowie płaczą, Pismo Święte używa tego wyrażenia - Iz 33,7 tylko by ukazać ich grozę wobec jakiejś wielkiej rzeczy. Jednak czemu, Panie, Ty ją pytasz? Czy nie znasz bardzo dobrze przyczyny jej smutku i obiektu poszukiwań? Oczywiście, wiedział to wszystko bardzo dobrze. Zapytał ją nie dlatego by się dowiedzieć, gdyż wszystkie rzeczy są dla Niego najbardziej jasne i znane (Hbr 4,13). Jednakże ten drogi Zbawiciel dusz naszych zadawał te i podobne pytania by wydobyć wypływ modlitw oraz aktów miłości i jedności.
Dlatego też nie zawsze zadajemy pytania jedynie z ignorancji, by coś poznać lub się czegoś dowiedzieć, ale z różnych powodów. I tak chwalebny św. Jan [Chrzciciel] nie posłał swych uczniów do Naszego Pana by dowiedzieć się czy jest Mesjaszem, gdyż o tym nie wątpił. Miał trzy powody by wysłać tych uczniów do Jezusa. Po pierwsze, by poznał Go cały świat. Już wcześniej poświęcał czas, głosząc Jego przyjście, Jego cuda i Jego wielkość swoim uczniom. Teraz pragnął by ujrzeli Tego, którego im zapowiadał. Z pewnością poznanie Boga powinno stanowić główny cel wszystkich doktorów i kaznodziejów. Nauczyciele i ci, którzy rządzą, posiadając kierownictwo nad duszami powinni pragnąć i dążyć tylko do tego: by Ten, którego głoszą i w którego imię nauczają mógł zostać przez każdego poznany. To było pragnieniem owego chwalebnego świętego.
Jedynym znakiem, dzięki któremu Bóg może zostać znaleziony i poznany jest sam Bóg. Przy narodzeniu naszego Zbawiciela aniołowie dotarli do pasterzy i ogłosili im Jego przyjście, śpiewając cudownie miłym tonem te święte i często powtarzane słowa: Gloria in excelsis Deo. Jednak by potwierdzić cud, który im dali poznać, powiedzieli: Idźcie Go zobaczyć a wtedy uwierzycie i upewnicie się w tym co wam ogłaszamy (Łk 2,10-14). Albowiem nie ma innego środka ani pewnego znaku znalezienia Boga jak sam Bóg. Dlatego właśnie nasz chwalebny święty po tym jak długo głosił swym uczniom przyjście Naszego Pana, posyła ich teraz do Niego nie tylko po to by mogli Go poznać, lecz tym bardziej by mogli sprawić by inni Go poznali.
Drugą przyczyną, dla której ich posłał było to że nie chciał przyciągać uczniów do siebie samego, lecz do swego Nauczyciela, do którego szkoły teraz ich posyła aby mogli zostać przez niego osobiście pouczeni (...) Z pewnością doktorzy i kaznodzieje, nauczyciele nowicjuszy i ci, którzy sprawują opiekę nad duszami czynią coś wartościowego jedynie w stopniu w jakim posyłają swych uczniów i osoby pod swą opieką do szkoły Naszego Pana by zanurzyli się w Jego morze wiedzy. (...) Jeżeli nauczyciele i ci, którzy sprawują duchową pieczę nad innymi próbują, poprzez piękne słowa, przyciągnąć do siebie uczniów, których nauczają i dusze, którymi się opiekują, są niczym poganie, heretycy i inni, którzy mówią i mówią rozwlekle, i którzy podejmują wielkie wysiłki na ambonie by głosić piękne subtelne i kunsztownie ułożone wywody, których jedynym celem nie jest prowadzenie dusz do Jezusa Chrystusa, lecz jedynie do ich samych! Przyciągają innych do siebie swymi słowami i wywierającym wrażenie językiem. Nie ma tam tego co istotne, jedynie paplanina i trajkotanie a mimo to urzekają w ten sposób wiele ludzi słabego ducha. Prawdziwi słudzy Boży przeciwnie - pouczają i nauczają tych, których prowadzą jedynie po to by wieść ich do Boga, tak przez swe słowa, jak i przez swe uczynki. To właśnie robi (...) św. Jan i do tego wszyscy przełożeni powinni przywiązywać wielką uwagę. Albowiem nigdy nie osiągną powodzenia jeśli nie kierują i nie posyłają swych uczniów do Naszego Pana aby nauczyli się od Niego jaki jest i studiowali pod Jego kierownictwem by wiedzieć i czynić to co jest konieczne do Jego miłości i służby.
Trzecim powodem, dla którego św. Jan posłał swych uczniów do Naszego Pana jest oddzielenie ich od siebie. Obawiał się że popadną w wielki błąd szanowania bardziej jego niż Zbawiciela. Już wcześniej tak skarżyli się św. Janowi: Nauczycielu, ty i my, twoi uczniowie, wraz z faryzeuszami, pościmy. Jesteśmy ubogo odziani i czynimy wielką pokutę. Ale ten człowiek, ten wielki prorok, który czyni tak wiele cudów pośród nas, nie zachowuje się tak (Mt 9,14, Mk 2,18). (...) [Jan] z pewnością wierzył że Jezus jest Synem Bożym, Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata (J 1,29). I z pewnością, przez swe własne słowa, mógł doprowadzić ich do poznania tej prawdy, lecz wolał skierować ich po pouczenie do Naszego Pana. Mógł ich posłać do Niego po to by Go uczcili i wyznali, lecz, biorąc pod uwagę ich słabość i ułomność, posłał ich jedynie po to by zapytali Go kim jest i czy jest tym, "który miał przyjść", czy też mają szukać innego. (...)
Niektórzy z naszych dawnych Ojców, to jest św. Hilary i św. Jan Złotousty rozważają odpowiedź jaką Nasz Pan dał tym, którzy zapytali Go kim był (...) Pytają Go: kim jesteś? a jego jedyną odpowiedzią jest: "opiszcie to co słyszeliście i widzieliście". Jego odpowiedź uczy nas zatem że to nasze czyny a nie nasze słowa dają świadectwo temu czym jesteśmy, my, tak pełni pychy. Gdyby ktoś dziś zapytał szlachetną osobę: "kim jesteś?" uznałby takie pytanie za wyzwanie rzucone jego honorowi i bez wątpienia podciąłby na miejscu gardło pytającemu! "Kim jesteś?" "Czy muszę pokazywać ci moje pochodzenie i przodków? Czy muszę przedstawiać ci swój rodowód? Czy muszę wykazywać że moi przodkowie pochodzą od Abrahama, Izaaka i Jakuba?" (takie głupstwo jest całkowitym nonsensem!) Z pewnością, nie ma żadnej potrzeby pokazywania tych wszystkich rzeczy bez znaczenia by wykazać że jesteś szlachetną osobą. Jednak zapytany: "kim jesteś?" powinieneś odpowiedzieć: "opisz co widzisz, człowieka łagodnego, serdecznego, życzliwego, opiekuna wdów, ojca sierot i małych dzieci, miłosiernego i dobroczynnego wobec mu poddanych. Jeśli widziałeś i słyszałeś takie rzeczy, powiedz z pewnością że ujrzałeś prawdziwie szlachetną osobę."
Gdy zwracacie się do biskupa: "Kim jesteś?" powinien być zdolny do złożenia takiego świadectwa o sobie: "Opiszcie że widzicie człowieka, który wypełnia swe obowiązki dobrze i nabożnie". A wtedy możecie się upewnić że prawdziwie jest biskupem. Jeśli pytana jest osoba zakonna: "kim jesteś?" i jeśli widać że jest dokładna i sumienna jeśli chodzi o zachowywanie reguły, może odpowiedzieć że prawdziwie jest osobą zakonną. W skrócie, to nasze czyny, dobre i złe, nasz tworzą, i to po nich powinniśmy być poznawani.
Kiedy pytają was: "kim jesteście?" nie zadowalajcie się odpowiedzią podobną małym dzieciom na lekcji religii: "Jestem chrześcijaninem", lecz żyjcie w taki sposób że każdy jasno pozna w was osobę, która miłuje Boga całym sercem, która zachowuje Przykazania, przyjmuje Sakramenty i czyni wszystko co godne prawdziwego chrześcijanina. Nie mam tu na myśli tego, że pytani nie powinniśmy odpowiadać że jestesmy chrześcijanami. Całkowicie nie! To najpiękniejszy tytuł jaki możemy sobie przydać. Zawsze miałem szczególną nabożność do wielkiej św. Blandyny umęczonej w Lyonie, której życie zostało spisane przez Euzebiusza. Pośród wszystkich straszliwych katuszy swego męczeństwa powtarzała łagodnie: "jestem chrześcijanką", używając tego słowa jak świętego balsamu leczącego jej wszystkie rany. Chodzi mi o to że nie wystarczy nazwać się chrześcijaninem jeśli nie pełnimy chrześcijańskich uczynków. W końcu czym jesteśmy? Marnym pyłem i popiołem (Rdz 3,19, 18,27). (...)
"Powiedzcie Janowi że ślepi wzrok odzyskują". O Boże, gdzież większa ślepota niż nasza. Pełni poniżenia i nędzy, mimo to pragniemy coś znaczyć! Cóż nas zaślepia jeśli nie miłość własna, która, nie dość że sama ślepa, zaślepia również tego, w którym zamieszkuje? Ci, którzy malują Kupidyna zawsze zakrywają mu oczy aby wskazać że miłość jest ślepa. To należy odnieść tym bardziej do miłości własnej, która jest ślepa na swą własną ułomność i nicość, z której wypływa i która ją formuje. Z pewnością jest wielką łaską i znakiem wewnętrznego nawrócenia kiedy Bóg daje nam swe światło byśmy poznali naszą nędzę. Ten, który prawdziwie zna siebie nie gniewa się, gdy uważa się go i traktuje takim jakim jest. Albowiem otrzymał owe światło, które uwalnia go ze ślepoty.
"Powiedzcie Janowi że chromi chodzą". (...) Większość żyjących na tym świecie jest chroma na obie nogi. Posiadamy wszyscy dwie natury niczym nasze dwie nogi. Są to gniewliwość i pożądliwość. Jeśli nie są dobrze uregulowane i umartwione czynią człowieka chromym. Pożądliwość pragnie bogactwa, zaszczytów, godności, wyróżnienia, przyjemmności i rozkoszy oraz czyni osobę zawistną i chciwą, sprawiając że człowiek utyka na jedną stronę. Są też inni, którzy choć nie są chciwi, posiadają tak silną, gniewliwą naturę, że kiedy nie zostanie właściwie podporządkowana rozumowi, tworzy w nich wzburzenie i nieuporządkowaną urazę za najmniejsze uczynione im rzeczy. Stawiają gardę i ciągle szukają sposobu by pomścić się za każde najmniejsze słowo czy zło im uczynione. Bez względu na to ku której stronie się zwraca, dobrej czy złej, ta natura jest bardzo silna, lecz kiedy zwraca się ku złej stronie, trudno zaiste ją naprawić. Wielu posiada obie te natury niesprawne i ci są chromi na obie strony, inni utykają tylko na jedną. Nasz Pan przyszedł by uleczyć chromych: przyszedł by sprawić aby kroczyli prosto przed Jego obliczem, zachowując Jego przykazania (Łk 1,6). (...)
"Powiedzcie Janowi że trędowaci zostają oczyszczeni". Na świecie jest bardzo wiele duchowych trędowatych. Złem tym jest pewna leniwość i letniość w służbie Bożej. Dotknięte w ten sposób osoby nie posiadają ani gorączki ani zagrażającej życiu choroby, lecz ich ciała są tak zakażone owym trądem, że są całkowicie osłabieni i złamani. Rozumiem przez to że nie posiadają dużych niedoskonałości i nie popełniają ciężkich grzechów, lecz czynią i pomijają tak wiele małych rzeczy, że ich serce pozostaje dość słabe i ospałe. Zaś najbardziej niebezpieczną kwestią ze wszystkich jest to, że gdy pozostają w powyższym stanie, nie można ich dotknąć ani poruszyć, nie kłując do głębi serca. Z pewnością dotknięci tym trądem przypominają bardzo małe jaszczurki, nędzne i żałosne zwierzęta, najmarniejsze i najlichsze ze wszystkich. A jednak, mimo swej słabości i ułomności, od razu rzucają się by nas ugryźć jeśli je nawet lekko dotkniemy. Tak samo zachowują się duchowi trędowaci. Choć są cali pokryci nieprzeliczoną ilością małych niedoskonałości, są tak wyniośli że nie chcą aby je dostrzeżono ani dotknięto w żaden sposób. A jeśli nawet trochę ich upomnisz, zaraz obracają się by cię ukąsić.
"Powiedz Janowi że głusi słyszą". Istnieje duchowa głuchota, która jest bardzo groźna. Jest to rodzaj próżnego samozadowolenia z siebie i tego co robimy, tak że, wydaje się nam, iż nie potrzebujemy już żadnego wzrostu ani polepszenia. Nie chcemy już słuchać głoszonego słowa Bożego ani czytać nabożnych książek, być upominanymi ani poprawianymi. Zabawiamy się błahostkami, narażając się w ten sposób na wielkie niebezpieczeństwo. Czy jeśli dobrym znakiem jest kiedy ktoś chętnie słucha słowa Bożego, nie jest złą oznaką kiedy jest nim zniesmaczony i uważa że go już nie potrzebuje?
"Powiedzcie Janowi że umarli są wskrzeszani". Faktycznie to święte słowo wskrzesza umarłych. To przez słuchanie nauk otrzymujemy dobre natchnienia i przechodzimy od grzechu do łaski. To również przez dobrą lekturę ożywia się serce, zyskując nową siłę i wigor.
"Powiedzcie Janowi, że ubogim głoszona jest Dobra Nowina". (...) Uczniowie św. Jana nie odnaleźli Naszego Pana pośród władców i przywódców tego świata lecz wśród ubogich, którzy słuchali Go i za Nim podążali. Ten drogi Zbawiciel naszych dusz przybył do ubogich i znalazł szczególne upodobanie w przebywaniu z nimi (...) To prawda że nasz drogi Zbawiciel i Mistrz przyszedł by nauczać tak małych jak i wielkich, uczonych i prostaczków. A mimo to niemal zawsze odnajdujemy Go pośród ubogich i ludzi prostych. Jakże inny jest Duch Boży od ducha tego świata, który szanuje jedynie wygląd i przepych. (...) Dziś widzimy wielu prostaczków wzgardzonych przez niektórych ludzi, którzy irytują się lub męczą rozmową z nimi i znajdują przyjemność jedynie w przebywaniu pośród wzniosłych umysłów. Bez względu na to jak hardzi, pyszni i aroganccy mogą okazać się ci ludzie, świat ich toleruje. Jednak Duch Boży czyni inaczej - odrzuca pysznych i rozmawia z pokornymi. Nasz Pan zalicza to nawet do swych cudów: "Powiedzcie Janowi, że ubogim głoszona jest Dobra Nowina". A potem dodaje: "Błogosławiony jest ten, który się Mną nie zgorszy". (...) "Będę" - mówi Pan - "pośmiewiskiem ludzi i wzgardzonym u ludu" (Ps 21,7), będę zgorszeniem dla żydów i głupstwem dla pogan (1 Kor 1,23, Rz 9,33, 1 P 2,7-8). Jednak błogosławiony ten, który się Mną nie zgorszy. Albowiem ja, który czynię tak wielkie cuda pośród was, muszę zostać ukrzyżowany i przybity do Krzyża. Z tego powodu wielu będzie zgorszonych". Błogosławieni ci, którzy nie zgorszą się upokorzeniem i poniżeniem Naszego Pana, kiedy ujrzą Go wzgardzonym i pośmiewiskiem wszystkich. Błogosławieni ci, którzy, za tego życia, dają się ukrzyżować razem z Nim, rozważając Jego Mękę i nosząc w sobie Jego umartwienie (2 Kor 4,10). (...) Nie ma innej drogi do Nieba. Nasz Pan pierwszy ją przemierzył. Doświadczajcie tak wiele ekstaz, duchowych porywów i uniesień ile pragniecie, dajcie się zachwycić nawet Sercem Wiecznego Ojca jeśli potraficie. Jednakże jeśli przy tym wszystkim nie spoczniecie na Krzyżu Zbawiciela i nie będziecie praktykowali umartwień, zapewniam was że reszta jest całkowicie niczym i rozwieje się jak próżny dym a wy natomiast pozostaniecie pozbawieni wszelkiego dobra, pozwalając sobie na zgorszenie Męką Naszego Pana, podobnie jak wielu z Mu współczesnych. W skrócie, nie ma innej bramy do Nieba niż upokorzenie i umartwienie. (...)
Jesteśmy ciągle zmienni. Zmieniamy się w zależności od czasu i pory. Niektórzy ludzie są tak zmienni że kiedy pogoda sprzyja nic nie może dorównać ich radości, lecz kiedy nadchodzi burza nic nie może dorównać ich przygnębieniu. Tacy ludzie, którzy są żarliwi, bystrzy i optymistyczni w pomyślności, będą słabi, przygnębieni i zrozpaczeni w przeciwnościach. Potrzeba wówczas poruszyć Niebo i ziemię by przywrócić im pokój a zwykle nawet wtedy wszystkie nasze wysiłki są bez rezultatu. Znajdziecie innych, którzy chcą tylko szczęśliwych czasów, gdyż w takich czasach czynią cuda, przynajmniej tak im się wydaje. Inni wolą przeciwności. Utrapienie, mówią, utrzymuje ich blisko Boga. Mówiąc w skrócie, jesteśmy duchowo niestali i zaprawdę nie wiemy czego chcemy. Są tacy, którzy w pociechach nie znają granic, lecz gdy są smutni, nie sposób ich pocieszyć. Kiedy sprzeciwimy im się w nieważnej sprawie, o Boże, są tak silni i dokonują tak wielkich rzeczy! Jednak gdy ich dotkniemy, gdy się im sprzeciwimy w najmniejszej rzeczy, wszystko jest stracone. Tak trudno nam przyjmować nawet najmniejszą rzecz, która nie zgadza się z naszym upodobaniem że spokój naszej duszy może zostać przywrócony dopiero po dłuższym czasie i po użyciu wielkiej ilości balsamu. Mój Boże, cóż za wstyd, że jesteśmy tak niestali! Z pewnością brak nam jakiejkolwiek stałości a jest to najważniejsza cecha w życiu duchowym. Jesteśmy trzcinami rzucanymi w różne strony przez każdy nastrój i każdy humor.
Zakończę, odwołując do chwalebnego św. Ambrożego (...) to co Nasz Pan powiedział w odniesieniu do św. Jana Chrzciciela: nie widzieliście trzciny na pustyni. Powinniście mieć szczególne nabożeństwo do św. Ambrożego albowiem on był ojcem duchowym św. Augustyna (...) Choć był nadzwyczaj łagodny i miłosierny, był również bardzo surowy jeśli chodzi o karanie i potępianie tego co zasługiwało na potępienie, nie pozwalając sobie na zawahanie się. Jakąż gorliwość okazał w stosunku do cesarza Teodozjusza, odmawiając mu wejścia do kościoła i surowo przemawiając do niego, bez wahania zanim cesarz nie wyznał swej winy. A kiedy mu przypomniano że napomina cesarza, dał świadectwo że ma na względzie jedynie chwałę Bożą. (...) I pokazał zaiste że, bez zważania na osobę króla czy cesarza, pozostanie nieugięty w pełnieniu swego urzędu. Opiszcie to co widzieliście i słyszeliście, albowiem sława tego wielkiego świętego szerzyła się wszędzie, tak że nawet bardzo uczeni i doświadczeni ludzie przybywali z daleka by usłyszeć jego naukę.
Jakże prawdziwe jest to że człowieka poznaje się po jego czynach. Zatem jeśli chcemy wiedzieć kim jesteśmy, musimy spojrzeć na nasze czyny, naprawiając to co nie jest dobre i doskonaląc to co jest dobre, tak abyśmy, naśladując tych dwóch chwalebnych świętych [św. Ambrożego i Augustyna] w ich cnotach, mogli się cieszyć z nimi chwałą w Niebie. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Beatus 1
Jedynym znakiem, dzięki któremu Bóg może zostać znaleziony i poznany jest sam Bóg.

Jeżeli nauczyciele i ci, którzy sprawują duchową pieczę nad innymi próbują, poprzez piękne słowa, przyciągnąć do siebie uczniów, których nauczają i dusze, którymi się opiekują, są niczym poganie, heretycy i inni, którzy mówią i mówią rozwlekle, i którzy podejmują wielkie wysiłki na ambonie by głosić piękne …More
Jedynym znakiem, dzięki któremu Bóg może zostać znaleziony i poznany jest sam Bóg.

Jeżeli nauczyciele i ci, którzy sprawują duchową pieczę nad innymi próbują, poprzez piękne słowa, przyciągnąć do siebie uczniów, których nauczają i dusze, którymi się opiekują, są niczym poganie, heretycy i inni, którzy mówią i mówią rozwlekle, i którzy podejmują wielkie wysiłki na ambonie by głosić piękne subtelne i kunsztownie ułożone wywody, których jedynym celem nie jest prowadzenie dusz do Jezusa Chrystusa, lecz jedynie do ich samych! Przyciągają innych do siebie swymi słowami i wywierającym wrażenie językiem. Nie ma tam tego co istotne, jedynie paplanina i trajkotanie a mimo to urzekają w ten sposób wiele ludzi słabego ducha. Prawdziwi słudzy Boży przeciwnie - pouczają i nauczają tych, których prowadzą jedynie po to by wieść ich do Boga, tak przez swe słowa, jak i przez swe uczynki.

Kiedy pytają was: "kim jesteście?" nie zadowalajcie się odpowiedzią podobną małym dzieciom na lekcji religii: "Jestem chrześcijaninem", lecz żyjcie w taki sposób że każdy jasno pozna w was osobę, która miłuje Boga całym sercem, która zachowuje Przykazania, przyjmuje Sakramenty i czyni wszystko co godne prawdziwego chrześcijanina.

Błogosławieni ci, którzy nie zgorszą się upokorzeniem i poniżeniem Naszego Pana, kiedy ujrzą Go wzgardzonym i pośmiewiskiem wszystkich. Błogosławieni ci, którzy, za tego życia, dają się ukrzyżować razem z Nim, rozważając Jego Mękę i nosząc w sobie Jego umartwienie (2 Kor 4,10). (...) Nie ma innej drogi do Nieba.

Niektórzy ludzie są tak zmienni że kiedy pogoda sprzyja nic nie może dorównać ich radości, lecz kiedy nadchodzi burza nic nie może dorównać ich przygnębieniu. Tacy ludzie, którzy są żarliwi, bystrzy i optymistyczni w pomyślności, będą słabi, przygnębieni i zrozpaczeni w przeciwnościach. Potrzeba wówczas poruszyć Niebo i ziemię by przywrócić im pokój a zwykle nawet wtedy wszystkie nasze wysiłki są bez rezultatu.

Mądre kazanie. Bóg zapłać!