Clicks990
tahamata

Pro Missa Tridentina - Maria K. Kominek OPs

Kilka dni po ogłoszeniu Motu Proprio Ojca Świętego Benedykta XVI ukazało się w mediach (w prasie i na stronach internetowych) wiele artykułów na temat liturgii w rycie, zwanym potocznie trydenckim. Artykuły bardzo różne - jedne pobieżnie traktujące temat, drugie - ukazujące go w sposób w miarę wyczerpujący. Tych ostatnich było zaledwie kilka. Najwięcej było notatek prasowych, w których pisano, że Benedykt XVI pozwolił na "msze po łacinie z księdzem odwróconym plecami do wiernych". Czasami pojawiała się dodatkowa informacja - "ta msza jest niezrozumiała dla wiernych". Było też kilka wypowiedzi osób duchownych, którzy wyrażali się ze sceptycyzmem co do możliwości przyjęcia przez wiernych takiej formy celebracji mszy świętej, kilka pozytywnych opinii i (niestety) mnóstwo wypowiedzi wprost żenujących, świadczących o absolutnym braku znajomości tematu. Po upływie niedługiego czasu temat, jak to zwykle bywa, znikł ze stron gazet. Gazety oczywiście nie są miejscem odpowiednim dla rozważań na temat mszy świętej. W pewnym sensie Internet jest miejscem lepszym, można bowiem poświęcić temu strony internetowe i w sposób szybki docierać do zainteresowanych. Oczywiście najważniejsze jest słowo drukowane, ale nasze czasy charakteryzują się tym, że łatwiej jest szukać w Internecie, niż sięgnąć po odpowiednią literaturę. Dlatego zdecydowaliśmy się na prowadzenie osobnej rubryki Pro Missa Tridentina.
Chcę na początku wyjaśnić w jakim celu wprowadzamy tę rubrykę i jak będzie ona prowadzona. Planuję umieszczanie rozważań, związanych z przeżywaniem mszy świętej, celebrowanej w "rycie nadzwyczajnym". Nie będą to wykłady senso stricte teologiczne, choć będzie w nich wiele teologii. W większej mierze będą one poświęcane temu, co zwykło się nazywać uczestnictwem we mszy świętej. Inaczej rzecz biorąc postaram się ukazywać bogactwo mszy od strony wiernych.
Gwoli ścisłości należy powiedzieć, że dostępna jest wystarczająca ilość literatury teologicznej w języku polskim. Można ją znaleźć w wydawnictwach specjalizujących się w dawnej i nowszej teologii, można również znaleźć na stronach internetowych. W ostatnim czasie w Internecie pojawiło się kilka nowych stron, zajmujących się tym tematem, nawet wprowadzono monumentalną pracę abp. Antoniego Nowowiejskiego. Większość jednak tych pozycji to literatura mniej lub bardziej skierowana do teologów, w związku z tym nie koniecznie łatwa dla przeciętnego wiernego.
Obecna sytuacja w Polsce jest taka, że istnieje kilka ośrodków, gdzie w ostatnich latach celebrowano tzw. "mszę indultową" Chodzi o celebracje mszy św. w rycie nadzwyczajnym, zwanym potocznie, jak już wspomnieliśmy "trydenckim". Taka celebracja była możliwa gdy istniała zgoda miejscowego ordynariusza, zwana "indultem". Około mszy "indultowej" gromadziły się grupy wiernych, raczej nieliczne, prawdopodobnie z kilku powodów. Najpierw było dość trudno dowiedzieć się fakcie celebracji takiej mszy. Trzeba było już być zainteresowanym, niejako "wprowadzonym w temat", by szukać samemu. Po drugie - miejsc "indultu" było wyjątkowo mało. Jeśli się nie mylę w obliczeniach, w Polsce było dotychczas zaledwie 8 takich miejsc, z których w dwóch miastach tylko raz w miesiącu, w jednym dwa razy, w pozostałych co niedziela i w niektóre święta kościelne. Zaledwie w jednym mieście - w Krakowie - celebrowana jest msza "trydencka" codziennie. W tej sytuacji trudno o rozpowszechnienie lub propagowanie tego rytu.
.

Konsekracja
Zgodę na celebrację mszy "indultowej" uzależniano od ilości wiernych, chętnych uczestniczyć w takiej mszy. Ciężko jednak zebrać taka grupę, jeśli wierni nie mają możliwości zapoznać się z rytem. Czasami pojawiały się inne problemy - odmawiano ze względu na istniejący w "pobliżu" ośrodek, gdzie celebrowano "indult", jak było jakiś czas temu w diecezji warszawsko-praskiej, gdzie nie udzielono zgody, ponieważ w Warszawie jest już jeden kościół, gdzie celebruje się "indult".
Warszawa jest dobrym przykładem, bo choć od dawna tu celebrowano "mszę trydencką", zawsze był problem z "dotarciem na nią". Otóż Warszawa to duże miasto i nie zawsze można dotrzeć tam gdzie się chce, szczególnie jeśli odprawiana jest tylko jedna taka msza w niedzielę.
Sytuacja, przedstawiona bardzo skrótowo, doprowadziła do tego, że środowiska tradycyjne stały się ilościowo niewielkie i niestety zamknięte.
Od razu chcę się obronić przed tymi, którzy mogą się oburzyć na ostatnie określenie - środowiska "zamknięte". Ma ono brzmienie, przyznaję pejoratywne, ale nie jest moim celem ganić te środowiska za zamkniętość, chcę raczej wyjaśnić, że właśnie ta zamkniętość, prawdopodobnie wymuszona, a nie zawiniona, może stać się przeszkodą w udostępnieniu nadzwyczajnego rytu mszy świętej szerszemu gronu wiernych.
Różne powody doprowadziły do tego, że środowiska "indultowe" wytworzyły pewną elitarność, polegającą na tym, że czują się jakby inni, strach powiedzieć "lepsi", inaczej rzecz biorąc - czują się jakby bardziej wtajemniczeni. I tu rozpoczyna się błąd, bo nikt nie jest mniej lub bardziej wtajemniczony w Tajemnicę, inaczej nie była by Ona Tajemnicą.
Ciekawe, ale ten sam błąd popełniają przeciwnicy powrotu rytu trydenckiego. Ich argument w skrócie brzmi: "Jeśli msza jest odprawiana w języku narodowym, to rozumiemy wszystko". Argument ten jest głęboko nie teologiczny - Tajemnica bowiem zostaje zawsze tajemnicą, można się do niej w jakiś sposób zbliżyć, lecz nigdy nie można zrozumieć.
Elitarność środowisk "indultowych" wiąże się oczywiście i z innymi elementami - samo posiadanie dawnego mszalika jest już jakiś element wyróżniający; mają one jednak coś, co charakteryzuje wszystkie środowiska zamknięte - niechętnie otwierają się na nowych ludzi, raczej ich nie zachęcają, nie szukają sposobów poszerzenia swoich szeregów.
Motu proprio Ecclesia Dei, pozwalające na celebrację mszy "indultowej", wspominało o udostępnieniu jej wiernym przywiązanym do tradycji. Trzeba wziąć pod uwagę, że Ojciec Święty Jan Paweł II podpisał go prawie 20 lat temu, kiedy było jeszcze wielu wiernych wychowanych na mszy "trydenckiej" i pamiętających dawne czasy. Trzeba wziąć pod uwagę jeszcze i fakt, że Kościół w Polsce przed długie lata uchronił się przed nadużyciami liturgicznymi, które niestety w ostatnich czasach się rozpowszechniają w tempie wręcz zastraszającym. Inaczej było w innych krajach, gdzie nieporządki liturgiczne odstraszały wiernych, którzy masowo zaczęli odchodzić od Kościoła. O ile w Europie kościoły pustoszały to w Polsce, dzięki bardzo rozważnemu działaniu Prymasa Tysiąclecia nie mieliśmy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Dlatego jeśli na Zachodzie istniały i istnieją grupy wiernych, którzy nigdy nie uczestniczyli w "nowej" mszy i słusznie można ich było nazwać przywiązanymi do tradycji, to w Polsce takich grup nie było. Środowiska "indultowe" grupują raczej ludzi młodszych, nie pamiętających czasów przed reformą liturgiczną, podchodzących do liturgii nieraz w sposób wybitnie intelektualny, co też przyczynia się do wytworzenia pewnej elitarności .
W takiej sytuacji, mając z jednej strony szeroki dostęp do literatury, lecz literatury raczej mało dostępnej w swej treści dla każdego, z drugiej strony - bardzo ograniczoną możliwość poznania samej mszy "trydenckiej" i to takiego poznania, które nie skończyłoby się zniechęceniem, czy to przez niedostępność treści mszy, czy przez zamkniętość środowisk, wydaje się celowe postarać się w jakiś prosty sposób przybliżyć jej piękno, przekonać do zainteresowania się, do "spróbowania jak słodki jest Pan".
Chce uprzedzić pytanie: dlaczego chcę propagować nadzwyczajny ryt mszy świętej? Otóż dlatego, że jestem przekonana, (nic nie ujmując mszy celebrowanej według zwyczajnego rytu), że jest wielu wiernych, którzy potrzebują dla lepszego rozwoju swej duchowości właśnie takiej formy celebracji. Kościół zawsze był i jest bardzo bogaty (hojnością Chrystusa Pana). Jeśli Kościół udostępnia nam jeszcze jedną duchowość, jeszcze jedną formację, to należy pomóc tym, którzy mogli by znaleźć w niej swoje miejsce.
Spróbuję więc przekazać naszym Czytelnikom swoje przemyślenia i swoje przemodlenia. Ostatnio karierę robi słowo "świadectwo". Otóż jeśli kto woli - będzie to moje świadectwo na rzecz rytu nadzwyczajnego. Będzie to jednocześnie próba pomocy tym, którzy nie znają tego rytu, by poznali go i pokochali. I do przekonania ich, że nadzwyczajny ryt należy do wszystkich, że jest zrozumiały dla każdego, nie tylko dla intelektualistów czy znawców łaciny. I choć zwany jest "nadzwyczajnym" - należy do ludzi całkiem zwyczajnych.

Maria K. Kominek OPs
24 lipca 2007

źródło: www.krajski.com.pl/missa.html
Public domain