Clicks1.8K
Radek33
1

Pan Jezus:"Teraz umrzesz.Zapragnij mojego miłosierdzia"Ona:"Co się stanie z moimi diamentami?!

Gloria Polo jest Kolumbijką, dentystką. Wskutek uderzenia pioruna była tak poważnie ranna, że przez kilka dni znajdowała się w śpiączce. Przy życiu podtrzymywały ją szpitalne urządzenia medyczne. Gdyby je wyłączono, umarłaby. Opiekujący się nią lekarze spisali ją na straty i chcieli odłączyć aparaturę. Jednak jej siostra, która też jest lekarzem, domagała się, by podtrzymywać ją przy życiu. Podczas śpiączki Gloria Polo znajdowała się po drugiej stronie rzeczywistości, w zaświatach. Potem wróciła do życia, by złożyć świadectwo tym, którzy nie potrafią uwierzyć. Przyniosła stamtąd ważne orędzie dla ludzkości.
Podczas mistycznego przeżycia, Gloria mogła zajrzeć do swej Księgi życia. Doświadczenie to wstrząsnęło nią. Na polecenie Pana Boga stała się głosem wołającym na pustyni wiary obecnych czasów.


Nie kradnij
Przy siódmym przykazaniu: Nie kradnij, znowu byłam pewna swego. Uważałam siebie za kogoś godnego czci i nie miałam sobie nic do zarzucenia! Pan jednakże ukazał mi w drastyczny sposób, że wiele artykułów spożywczych w moim domu zaczęło się psuć i pleśnieć, ponieważ kupowaliśmy je bez zastanowienia i nie mogliśmy wszystkiego zjeść. Ja marnowałam żywność, a tyle głodu było na całym świecie. Kiedy Pan mi to ukazał, powiedział jedynie: „Byłem głodny, a popatrz, co zrobiłaś z tym, co ci dałem. Nie ceniłaś tego i zmarnowałaś. Było Mi zimno, a popatrz, jak stałaś się niewolnicą trendów w modzie i wyglądu zewnętrznego. Jaki majątek wydałaś na zastrzyki, by być szczuplejszą. Stałaś się niewolnicą własnego ciała. Krótko mówiąc, ciało swoje wyniosłaś do rangi bóstwa, bożka.”
Pan dał mi do zrozumienia, że tym samym byłam winna nędzy w naszym kraju i że również w przypadku tego przykazania Bożego ponosiłam winę. Potem zwrócił moją uwagę na to, że za każdym razem, gdy źle mówiłam o kimś, kradłam mu honor. Prawie niemożliwością jest naprawienie tego, zwrócenie go. Łatwiejszą rzeczą byłaby kradzież banknotu, gdyż wówczas mogłabym po prostu zwrócić tę sumę. Toteż kradzież dobrej reputacji człowieka jest czymś poważniejszym niż zwykła kradzież rzeczy czy pieniędzy.
Okradałam również swe dzieci, gdy odmawiałam im bycia dobrą gospodynią domową i matką, czułą matką. Nie miały matki, która by się o nie troszczyła, zawsze przy nich była i stanowiła prawdziwy wzór bezinteresownej i ofiarnej miłości. Byłam matką, która wałęsała się i zostawiała dzieci pod opieką telewizora jako substytutu ojca, komputera jako substytutu matki i w kręgu wielu gier wideo – jako substytutu rodzeństwa. By uspokoić swe sumienie, kupowałam im zawsze markowe ciuchy, aby przynajmniej w szkole i wśród kolegów robiły dobre wrażenie i prowokowały do zazdrości.
Jeszcze bardziej przeraziłam się, gdy zobaczyłam, jakie wyrzuty robiła sobie moja matka i pytała siebie, czy była dobrą matką, mimo że przecież była bardzo pobożną i dobrą kobietą, gospodynią i matką, która nieustannie upominała nas, kochała i pokazywała, jak bardzo jest zatroskana o nas i nasze dobro. Podobnie mój ojciec. Na swój sposób ukazywał nam, jak bardzo nas kocha, że jesteśmy najważniejsi w jego życiu.
I gdy tak pogrążona byłam w tych myślach, rzekłam do siebie samej: „Co się ze mną stanie, ze mną, która nigdy niczego nie dałam moim dzieciom? Może w ogóle nie zauważą, że mnie nie będzie; prawdopodobnie nic ich nie obchodzę!” Przy tych słowach wzdrygnęłam się cała i przeszył mnie ból, jak miecz wbity prosto w serce. Wstydziłam się tego, że zawiodłam na całej linii. Musicie wiedzieć, że w Księdze życia widzi się wszystko jak na filmie. I tak oto zobaczyłam, jak moje dzieci rozmawiały ze sobą: „Miejmy nadzieję, że mamie zajmie jeszcze trochę czasu, nim wróci do domu. Miejmy nadzieję, że stoi w korku. Nasza mama jest bardzo nudna i przez cały czas potrafi tylko narzekać i krytykować...”
Jakim szokiem było dla mnie słyszeć to z ust trzyletniego syna i trochę starszej córeczki, jak tak rozmawiali o swojej matce-złodziejce. Ponownie zdałam sobie sprawę, że okradałam ich z prawdziwej matki. Nigdy nie dałam im przytulnego ogniska domowego. Swoją postawą uniemożliwiłam im poznanie Boga w dzieciństwie. Nie nauczyłam ich miłości bliźniego. Jest bowiem tak: jeśli nie kocham bliźniego, nie będę miała nic do czynienia z naszym Panem Bogiem. Jeśli sama nie okazuję współczucia i miłosierdzia i nie wcielam go w czyn, wówczas nie mogę być po stronie Boga, a tym samym nie mogę nikomu przybliżyć Boga i przekazywać wiary. Bóg bowiem jest miłością...

Nie mów fałszywego świadectwa
przeciw bliźniemu swemu

Teraz opowiem wam coś na temat przykazania: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.” W przekraczaniu tego przykazania byłam profesjonalistką. Czy wszyscy słyszeli? Diabeł stał się moim ojcem. Każdy z nas ma swego ojca, czy to Boga Ojca, czy szatana[14], który spiera się z Nim o ojcostwo. Jeśli Bóg jest miłością, a ja jestem pełna nienawiści, to kto jest moim ojcem? Nie trudno odpowiedzieć na to pytanie. Łatwo jest też to zrozumieć. Gdy Bóg mówi mi ciągle o pojednaniu i przebaczeniu, gdy wzywa mnie do tego, abym kochała również moich nieprzyjaciół i tych, którzy wyrządzają mi szkody, a ja myślę jedynie o zemście i kieruję się mottem: „Ząb za ząb” (taki wtedy był mój świat i moje wyobrażenia), to kto tak naprawdę był moim ojcem? Mało tego: On, nasz Pan jest samą Prawdą, a szatan – księciem kłamstwa. Kto zatem był wtedy moim ojcem? Rozumiecie teraz. Cokolwiek bym teraz robiła, wynik jest zawsze taki sam: sama wybrałam diabła na ojca w moim życiu. I powiadam wam, nie ma podziału na grzechy: nie ma podziału na niewinne, nieszkodliwe i niepozorne kłamstewka. Każde kłamstwo to po prostu – kłamstwo. Podobnie jak nie ma niewinnych kłamstewek, tak nie ma też kłamstw z konieczności albo z grzeczności, miłosierdzia czy litości i wielu innych rodzajów, jakie przebiegłe osoby wymyśliły za natchnieniem złych duchów. Każde kłamstwo jest po prostu kłamstwem. A diabeł jest ojcem kłamstwa, kłamcą od samego początku.
Kłamstwa, jakie rozsiewałam, były straszne, po prostu potworne. Mogłam zobaczyć, że tu zdobyłam największą ilość punktów. Kłamstwo to kłamstwo i zawsze nim pozostanie. Najgorsze jest to, gdy sami wikłamy się w kłamstwa tak dalece, że na koniec przyjmujemy je za prawdę. Największym kłamstwem jest to, gdy człowiek uważa się za świętego mówiąc: „Nie kradłem, nikogo nie zabiłem. [Kłamie też ten, kto mówi:] nie ma żadnego Boga. A jeśli Bóg naprawdę istnieje, to pójdę bezpośrednio do Nieba, bo jestem taki pobożny i święty. Gdzież indziej miałbym się w tej mojej świętości dostać?” Są też tak zwane życiowe kłamstwa.
Przy każdej okazji, na przykład podczas plotek, które szerzyłam wszędzie wokół, naśmiewałam się z kogoś, lekkomyślnie wymyślałam innym ludziom złośliwe przezwiska, mówiłam o nich dookoła, za każdym razem naigrywałam się w straszliwy sposób. Jak bardzo i jak wiele osób przez to zraniłam, obraziłam, wystawiłam na pośmiewisko i oczerniłam. To wszystko wyrządziłam moim bliźnim. Nie macie pojęcia, jak jedno przezwisko może zranić jakąś osobę. Może ona z tego powodu nabrać kompleksów niższości, które mogą towarzyszyć jej przez całe życie i stać się przyczyną cierpień. Na przykład pewną koleżankę, która była nieco pulchna, nazywałam „grubaskiem” albo „tłuścioszkiem”. Na zawsze już pozostała „tłuścioszkiem”. Bardzo ją to bolało. Frustracja uczyniła z niej bulimiczkę, co wpływało na jej sylwetkę. Z tego powodu inni często nie zabierali jej ze sobą ani nie zapraszali. Zauważcie, że słowa mogą pociągać za sobą czyny. Na końcu powstaje mnóstwo złośliwości. A wszystko to stanowi trujący owoc jednego lekkomyślnie wypowiedzianego słowa.
Potęga słowa...! Niszczymy nieraz dziewczynę, nadając jej różne przydomki. Wchodzi demon i sieje w niej zniszczenie. Ona także będzie niszczyć innych swoją nienawiścią... i tak się rozszerzają fale zła. Gdzie jest nienawiść, tam jest szatan. Możemy tak zabić koleżankę szkolną... zabić jej duszę!
To było dwadzieścia lat temu... Miałam kuzynkę, bardzo miłą. Uczyłam ją, doradzałam, jak ma się ubierać, aby wyeksponować wartość swego ciała, jak się malować itd. Pewnego dnia sparzyła się poważnie – ponad 70% ciała. Tylko twarz nie uległa poparzeniu. Była w stanie bardzo ciężkim, mogła umrzeć.
Wpadłam we wściekłość, złościłam się na Boga. Poszłam do kaplicy szpitalnej i powiedziałam: „Boże, jeśli istniejesz, daj mi dowód! Udowodnij mi, że istniejesz. Uratuj ją!”. Wyobrażacie sobie moją pychę! Moja kuzynka przeżyła, ale ponieważ całe jej ciało było poparzone, pozostały jej poważne blizny. Ręce były zniekształcone… Było to smutne.
Wtedy dobrze mi się już powodziło ekonomicznie i zabierałam ją na spacer, czasami na basen. Kiedy wchodziła do wody, wszyscy ludzie wychodzili, protestując słowami: „Jakie to odrażające! Po co wychodzić z domu z kimś takim? Przychodzi, żeby nam popsuć wakacje!” Tak mówiły te osoby, które ją widziały! Tak mówią ludzie źli, przewrotni, egoiści, kiedy widzą czyjeś nieszczęście. Wskutek tego moja kuzynka zaczęła obawiać się wychodzenia z domu. Bała się ludzi! W końcu ich znienawidziła![15] Pan każdemu z nas ukaże, kiedy ośmieszyliśmy brata, nie mając za grosz współczucia. Jakim prawem zadajesz komuś cierpienie, wymyślasz przezwiska, nazywasz kogoś obraźliwie, bez świadomości, co ta osoba przeżywa? Jakim prawem jesteś tak okrutny? Bóg ukaże ci, ile osób zamordowałeś samymi tylko słowami! Zobaczysz straszną moc, jaką posiada słowo, bo może zabić nawet duszę.

Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest
Gdy już sprawdzono moje życie na podstawie Dziesięciu Przykazań Bożych, okazało się, że całe moje zło, grzechy i złośliwości miały swój początek w chciwości. To szalona chęć, ta żądza posiadania wszystkiego i decydowania o wszystkim. Bardziej „mieć” aniżeli „być”. Sądziłam zawsze, że będę szczęśliwa, jeśli posiądę wszystkie pieniądze świata i będę bogata. To marzenie, by mieć pieniądze, stało się dla mnie obsesją. Było to dla mnie wielką tragedią, bo gdy posiadałam naprawdę dużo pieniędzy i stać mnie było na wiele, wtedy przeżywałam najgorszy i najnieszczęśliwszy okres w moim życiu. Moja dusza była na takim dnie, że chciałam nawet odebrać sobie życie. Miałam bardzo dużo pieniędzy i bogactwa, a mimo to byłam sama i pusta wewnętrznie, samotna i opuszczona. Na własnej skórze doświadczyłam, że pieniędzmi nie można kupić miłości, przyjaźni ani sympatii. Nawet jeśli za pieniądze całego świata próbuje się kupić miłość, otrzymuje się zazwyczaj jedynie obłudę, fałsz, pochlebstwa i udawaną służalczość. Byłam dogłębnie rozczarowana, zgorzkniała w tej ślepej uliczce mojego życia, którą sama wybrałam. Osiągnęłam szczyt frustracji, a tam wiał lodowato zimny wiatr, który nasuwał mi pytanie, po co tam w ogóle się wspięłam.
Chciwość, jak każda inna żądza zresztą – ta żądza pieniędzy i bogactwa; zazdrość tego, co ktoś inny już ma; to „też-to-muszę-mieć” – uczepiło się mnie, brało mnie za rękę i sprowadzało na manowce. Chciwość ta prowadziła mnie bezpośrednio do piekła, daleko od Boga, mojego Stworzyciela, z Jego ręki tą chęcią posiadania wyrwałam się. Żądza, chciwość oddala zawsze od Boga. Idzie się w przeciwnym kierunku i podąża się za diabłem. Im bardziej jest się oddalonym od Boga, tym mniej zauważa się Jego obecność i tym mniejsza jest Jego ochrona.
By wam ukazać, jak Bóg w cudowny sposób przybliżał się do mnie, chcę opowiedzieć następujące wydarzenie. Po moim wypadku sanitariusze zawieźli mnie do publicznego szpitala, zanim dotarłam do kliniki. Wiecie, co mi się przytrafiło w tym szpitalu publicznym? Było tam tak wiele chorych i ofiar wypadków, że po prostu nie było już miejsca. Nawet korytarze szpitalne przepełnione były łóżkami i noszami. Nie było więc ani jednego wolnego miejsca, by mnie położyć. Bóg dopuścił, abym doznała w ten sposób zupełnego opuszczenia przez ludzi. Dla tych biednych lekarzy było to wszystko ponad ich siły. Byli całkowicie zdezorientowani. Ratownicy niosący mnie na noszach bezustannie pytali: „Gdzie mamy ją położyć?” Jedyną odpowiedzią, jaką za każdym razem otrzymywali, było: „Połóżcie ją tam w kącie!” albo „Połóżcie ją tam na podłodze!” Oni jednak nie chcieli mnie położyć na podłodze w korytarzu, gdyż wiedzieli, że z moimi oparzeniami łatwo dostałabym śmiertelnego zakażenia albo sepsy. W owych godzinach, kiedy tak tam leżałam i nikt z lekarzy nie mógł się o mnie zatroszczyć – ponieważ mieli poważne przypadki, a było więcej nadziei na powodzenie ich zabiegów – doświadczyłam tego całkowitego opuszczenia ze strony wszystkich dokoła mnie, chociaż roiło się od ludzi: chorych pacjentów i zdrowych pomocników. Gdy wszyscy lekarze spoglądali na mnie, jak tak leżałam podobna do zwęglonego kawałka mięsa z grilla, myśleli sobie, że na wszelką pomoc i tak jest za późno i że nie da się już uratować mojego życia.
Złościłam się będąc w tej beznadziejnej sytuacji, że nikt się mną nie zajął. Gdy byłam tak opuszczona i rozzłoszczona, ujrzałam nagle naszego Pana, Jezusa Chrystusa, jak pochylił się nade mną i z całą swoją czułością położył rękę na mojej głowie, by mnie pocieszyć. Zamknęłam oczy, sądząc, że mam halucynacje, ale gdy je znowu otworzyłam, widziałam Go pochylonego nade mną i usłyszałam Jego głos mówiący do mnie: „Zobacz, Moja mała, teraz umrzesz. Zapragnij Mojego miłosierdzia!” Wyobraźcie sobie, gdy to usłyszałam, pomyślałam sobie: „Co to ma znaczyć? Miłosierdzie, pragnienie miłosierdzia? Cóż złego uczyniłam? Dlaczego mam potrzebować miłosierdzia?” W żaden sposób nie mogłam zrozumieć powodu i sensu tej oferty. Nie miałam już w ogóle sumienia. Zupełnie je straciłam. Byłam całkowicie pozbawiona skrupułów! Jedno pojęłam: to, że teraz umrę. Nadeszła moja ostatnia godzina. Jedyna myśl, jaka mi przeszła przez głowę, była taka: „Co stanie się teraz z moimi pierścionkami z diamentami, które mam na palcach?” Wcięły się w zupełnie spalone i napuchnięte palce. Martwiłam się, że się uszkodzą, gdy się je odetnie lub zdejmie. Myśląc o tym, próbowałam rozpaczliwie ściągnąć je z palców. Czy wiecie, jak strasznie boli spalona skóra i członki? Nie możecie sobie wyobrazić, jakie cierpienie sama sobie zadawałam przy próbie zdjęcia pierścionków. Odrywało się przy tym ciało od palców. Mimo tego wmawiałam sobie fanatycznie, że na pewno je zsunę z palców. W moim życiu nie spotkałam się jeszcze ze zbyt trudnym zadaniem lub wygórowanym celem. Zawsze wszystko osiągałam, co sobie postanowiłam. W tym przypadku też miałam to nastawienie, a właściwie tę egoistyczną obsesję. Powiedziałam sobie: „To byłby już szczyt wszystkiego, gdybym przed śmiercią nie mogła zdjąć pierścionków z palców!” Ledwo udało mi się to zrobić, ogarnęła mnie kolejna rozpacz. Naszły mnie czarne myśli: „Boże mój, zaraz umrę. Potem pielęgniarki z pewnością od razu skradną moje cenne pierścionki!” I wtedy nagle podszedł do mnie szwagier i z ulgą pomyślałam: „Bogu niech będą dzięki, teraz przynajmniej moje pierścionki są bezpieczne!” Przekazałam mu je i powiedziałam: „Daj je mojemu mężowi Ferdynandowi! I powiedz moim siostrom, aby troszczyły się o moje dzieci, ponieważ będą musiały sobie teraz poradzić beze mnie. Muszę ci powiedzieć, że tym razem nie ujdę z życiem. Umrę.” Teraz mogłam już spokojnie umrzeć. Tak zamglony był mój umysł w tej ostatniej godzinie, że nawet nie mogłam ujrzeć światła, które Jezus mi ofiarowywał. I wiecie, co było moją ostatnią myślą? „Boże mój, skąd oni wezmą pieniądze na pogrzeb z tym ogromnym debetem na koncie?”
Popatrzcie, to historia osoby, która utraciła swoje sumienie, która swoje ostatnie myśli i chwile poświęcała marnościom tego świata i, przekonana o swej świętości, nie myślała w ogóle o wieczności, o przyszłości duszy i propozycji Pana. Gdy człowiek uważa się za „świętego”, właśnie wtedy bardzo łatwo ześlizguje się w kierunku piekła albo przyczynia się tą błędną oceną do własnego potępienia.
CDN.

www.teologia.pl/gloria_polo/gloria_polo.htm
Weronika-S.
@tommy1 Odbiło ci, nie ma czegoś takiego jak ,,emerytowany papież,,.