V.R.S.
348

26 stycznia - św. Polikarpa Biskupa i Męczennika

Najpierw Euzebiusz z Cezarei i jego Historia kościelna (przekład ks. bp A. Lisieckiego), w której znajdujemy kilka fragmentów o osobie św. Polikarpa:

I. Fragment pierwszy dotyczy św. Jana Ewangelisty i św. Ignacego Antiocheńskiego:

"Wiadomo, że w tym samym czasie zjawił się twórca nowej herezji, Keryntos. (…)Dionizy, który za naszych czasów zasiadał na stolicy kościoła aleksandryjskiego, przytacza w Il księdze swych Obietnic na podstawie starej tradycji niektóre szczegóły, dotyczące Apokalipsy Janowej, i przy tej sposobności mówi o tym samym Keryntosie w takich oto słowach: „Keryntos, założyciel swym imieniem nazwanej herezji kerynckiej, szukał dla swego tworu nazwy, budzącej zaufanie. Otóż naczelną zasadą jego nauki było, że na ziemi powstanie królestwo Chrystusowe. Będzie ono polegało według jego marzeń na tym, czego sam pożądał, a był to człowiek na wskroś zmysłowy i cielesny, a więc na zaspokojeniu brzucha i tego, co poniżej brzucha, to znaczy na jedzeniu, piciu i miłości, czyli by rzecz tę przyzwoitszym, według jego mniemania, okryć mianem, na świętach, ofiarach i ucztach ofiarnych.”

Tyle Dionizy. Ireneusz zaś przytoczył w I księdze swego pisma Przeciwko herezjom niektóre jeszcze sprośniejsze jego fałsze, a w III księdze dał nam opowiadanie, jakie wydobył z zapomnienia. Dowiedział się od Polikarpa, pisze, że razu pewnego Jan wstąpił do łaźni, by wziąć kąpiel. Lecz skoro spostrzegł, że Keryntos się tam znajduje, natychmiast zawrócił i dopadł drzwi, bo nie mógł znieść, by z tym człowiekiem pozostawać pod jednym dachem. Tak samo radził postąpić swoim towarzyszom i rzekł im: „Uciekajmy, bo łaźnie mogą runąć, jako że jest w nich Keryntos, wróg prawdy”. (...)

Słynął za owych czasów w Azji uczeń apostolski, Polikarp, ustanowiony jako biskup smyrneński przez tych, którzy Pana widzieli i Mu służyli. (...)

Polikarp wspomina o [Ignacym Antiocheńskim] w swym Liście do Filipian, gdzie pisze dosłownie:

„A zatem proszę Was wszystkich: Bądźcie posłuszni słowom sprawiedliwości, I trwajcie w cierpliwości niewzruszonej, Takiej jaką widzieliście na własne oczy, Nie tylko w błogosławionym Ignacym, Zozymie i Rufusie, Ale i innych z Waszego grona, I w samym Pawle, I u reszty apostołów. Bądźcie przekonani, Że oni wszyscy nie biegli na próżno, Ale w wierze i sprawiedliwości, I że zajmują należne sobie miejsce u Pana, Z którym też razem cierpieli. Albowiem nie miłowali wieku obecnego, Ale Tego, który za nas umarł, A którego za nas Bóg wskrzesił.” "


Tu pozwolę sobie dodać jeszcze jeden fragment listu biskupa Polikarpa do mieszkańców Filippi:

“Bądźmy gorliwi w dążeniu do tego co dobre, trzymając się z dala od powodów występku, od fałszywych braci i tych, którzy obłudnie niosą imię Pańskie i wiodą próżnych na manowce błędu "Albowiem każdy kto nie wyznaje że Jezus Chrystus przyszedł w ciele jest antychrystem" Każdy kto nie wyznaje świadectwa Krzyża jest z diabła a każdy kto wedle własnych żądz wypacza wyrocznie Pana i mówi że nie ma zmartwychwstania ani sądu jest pierworodnym szatana. Dlatego, porzucając próżność wielu, powróćmy do Słowa jakie zostało nam od początku przekazane.”

II. Fragment II dotyczy samego św. Polikarpa i jego męczeństwa:

"W owych czasach, kiedy Anicet rządził kościołem rzymskim, żył jeszcze Polikarp, jak opowiada Ireneusz, i przebywał w Rzymie, by się ułożyć z Anicetem w pewnej spornej sprawie, dotyczącej dnia święta wielkanocnego. Ten sam autor podaje nam o Polikarpie dalsze jeszcze wiadomości, które należy dołączyć do tego, co się już o nim powiedziało, a które brzmią jak następuje: Z III księgi Przeciwko herezjom:

„Polikarp nie tylko był uczniem apostolskim, nie tylko żył razem z wielu ludźmi, którzy widzieli Pana, ale apostołowie ustanowili go w kościele smyrneńskim biskupem dla Azji, ja zaś widziałem go w najpierwszych latach dziecięctwa swego. Żył rzeczywiście bardzo długo, a życie zakończył jako starzec sędziwy wspaniałym i przechwalebnym męczeństwem. Tego zawsze uczył, co przejął od apostołów, co również kościół podaje, co wreszcie jest jedynie prawdziwe. Świadkami są wszystkie kościoły Azji, a następcy jego aż po dni nasze mówią, że Polikarp to świadek prawdy, godzien zgoła innej wiary i innego zaufania aniżeli Walenty i Marcjon oraz cała rzesza umysłów przewrotnych.

Za Aniceta przebywał w Rzymie i wielu z wyżej wspomnianych heretyków nawrócił do Kościoła Bożego. Głosił, że jedna jedyna tylko istnieje prawda, którą przejął od apostołów, a którą podaje Kościół. Żyją jeszcze ludzie, którzy słyszeli, jak opowiadał, że Jan, uczeń Pański, razu pewnego poszedł w Efezie do łaźni. Spostrzegłszy Keryntosa, nie brał już kąpieli, tylko wybiegł z łaźni, mówiąc: „Uciekajmy, by się czasem łaźnie nie zapadły, bo znajduje się tam Keryntos, wróg prawdy”. A Polikarp sam, gdy mu Marcjon razu pewnego zabiegł drogę i go zagadnął: „Czy mnie nie poznajesz?*, odpowiedział: „Poznaję, poznaję pierworodnego syna szatana”. Taką ostrożność zachowywali apostołowie i ich uczniowie, że nawet rozmawiać nie chcieli z tymi, co fałszowali prawdę, więc tak właśnie postępowali, jak to Paweł zalecił:

„Heretyka upomnij raz i drugi, A potem go unikaj, I wiedz o tym, Że człowiek taki jest przewrotny i grzeszy, i sam siebie potępić musi” (Tt 3,10-11) (…)W owym czasie, kiedy się w Azji srożyły bardzo gwałtowne prześladowania, Polikarp zakończył życie śmiercią męczeńską. Uważam za rzecz niezbędnie potrzebną, by wspomnienie o śmierci jego, której opis przechował się po dzień dzisiejszy, do niniejszej dołączyć Historii. Otóż istnieje List, pisany w imieniu kościoła, którym rządził, do kościołów Pontu, podający dzieje jego w słowach następujących: „Kościół Boży, który przebywa w Smyrnie, Kościołowi Bożemu, który przebywa we Filomelion, i wszystkim parafiom, gdziekolwiek się znajdują, a należą do Kościoła Katolickiego. Miłosierdzie, pokój i miłość Boga Ojca i Pana naszego, Jezusa Chrystusa, niech na Was spływają obficie. Piszemy Wam, Bracia, o męczennikach i o błogosławionym Polikarpie, który swym męczeństwem jak gdyby przypieczętował i przytłumił prześladowanie”. (…)Polikarp zaś był godny podziwu najwyższego. Otóż przede wszystkim nie przeraził się, gdy go te wieści doszły, zachował spokój i równowagę ducha i chciał pozostać w mieście. Usłuchał jednak swych uczniów, którzy byli innego zdania i prosili go, by uszedł. Udał się więc do posiadłości, leżącej w pobliżu miasta, i przebywał tam w otoczeniu kilku tylko osób. W nocy i we dnie nic innego nie czynił, tylko trwał na modlitwach do Pana, prosząc i błagając o pokój dla kościołów świata całego, jak to zresztą zawsze miał w zwyczaju. Podczas modlitwy, trzy dni przed swym pojmaniem, miał widzenie. Ujrzał w nocy, jak poduszkę, którą miał pod głową, nagle ogień ogarnął, tak że spłonęła. Skutkiem tego zbudził się i zaraz obecnym dał objaśnienie tej wizji, przepowiadał, co go czeka, i zupełnie wyraźnie oświadczył swemu otoczeniu, że dla Chrystusa życie swe w ogniu zakończy. Ci, co go szukali, z wielką zaciekłością tropili ślady jego. Tedy on, raz jeszcze zniewolony namową i życzliwością braci, przeniósł się, jak powiadają, na inną posiadłość. Krótko potem zjawili się urzędnicy policji śledczej i pochwycili dwóch służących, z których jednego skatowali, tak że z ust jego dowiedzieli się o miejscu pobytu Polikarpa. Przybyli późnym wieczorem i przekonali się, że jest obecny i spoczywa na górnym piętrze. Stamtąd mógł jeszcze ujść do innej posiadłości, ale już nie chciał i rzekł: „Niech się dzieje wola Boża!” Skoro się dowiedział, że przyszli, powiada pismo, zeszedł na dół i rozpoczął z nimi rozmowę, przy czym oblicze jego jaśniało nadzwyczajną pogodą i łagodnością. Ponieważ go przedtem nie znali, sądzili, że mają przed sobą zjawę przedziwną, patrząc na jego starość sędziwą oraz powagę i spokój jego postaci. Dziwili się tylko, czemu tyle zabiegów obrócono na pojmanie takiego starca.

On zaś kazał im śpiesznie stół zastawić, po czym ich zaprosił na obfity posiłek i błagał o godzinę czasu, by się mógł spokojnie pomodlić. Gdy się na to zgodzili, modlił się stojąc, a tyle w nim było łaski Bożej, że zdumienie ogarnęło wszystkich obecnych, którzy słuchali modlitwy jego. Wielu z nich nawet żal przejął, że starzec tak święty i bogobojny miał iść na stracenie. Po czym pismo, które o nim opowiada, dalszy ciąg dziejów jego w takich kreśli słowach:

„Wreszcie skończył modlitwy, w których pamiętał o wszystkich znajomych swoich, małych i wielkich, dostojnych i pospolitych, oraz o całym, po świecie rozproszonym Kościele Katolickim. Ponieważ już nadeszła chwila odjazdu, wsadzono go na osła i prowadzono ku miastu. Był to wielki dzień szabatu. Irenarcha Herod i ojciec jego, Niketas, wyruszyli na jego spotkanie. Wzięli go do swego powozu, posadzili przy sobie i tak mu przemawiali do przekonania: „Cóż to złego w tym, jeśli kto mówi: „Panem jest cesarz”, a potem składa ofiarę, by ocalić życie?”

Z początku nic nie odpowiadał, gdy zaś nalegali, odrzekł: „Nie zrobię tego, co mi radzicie”. Przekonali się tedy, że namowy na nic się nie przydadzą, więc powstali na niego w słowach obelżywych i z taką go gwałtownością wypchnęli z powozu, że wypadł i zranił sobie kość goleniową. Beż żadnego znaku oburzenia, jak gdyby mu się nic złego nie stało, ruszył ochoczo i pośpiesznie w dalszą drogę, do stadionu. Taki tam huczał gwar rozgłośny, że słowa nie można było rozumieć. Gdy Polikarp wchodził na arenę, dał się słyszeć głos z nieba, mówiący: „Odwagi, Polikarpie! Bądź mężny!” Nikt wprawdzie nie widział, kto to mówił, ale wielu naszych głos słyszało”. Gdy go wprowadzono, gwar stał się jeszcze większy na wieść, że Polikarpa pojmano.

Stawiono go przed prokonsulem, a ten go zapytał, czy to on jest Polikarp. Skoro to potwierdził, wystąpił prokonsul z namową do odstępstwa i rzekł: „Miej szacunek dla swej starości”, a potem dodał jeszcze to wszystko, co się w takim razie zazwyczaj mówi: „Przysięgnij na bóstwo cesarskie, nabierz innej myśli, wołaj: „Śmierć bezbożnikom!’ Tedy Polikarp poważnym wejrzeniem objął cały tłum, zebrany w stadionie, wyciągnął ku niemu rękę, westchnął, wzniósł oczy ku niebu i rzekł: „Śmierć bezbożnikom!” Prokonsul zaś dalej nalegał: „Złóż przysięgę, a będziesz wolny. Złorzecz Chrystusowi”. Polikarp zaś odpowiedział: „Osiemdziesiąt i sześć lat jestem jego niewolnikiem”, a żadnej krzywdy mi nie wyrządził. Jakżeż tedy mógłbym bluźnić Królowi mojemu, który mnie zbawił?” On zaś jeszcze więcej nalegał: „Złóż przysięgę na bóstwo cesarskie”. Wówczas Polikarp odrzekł: „Mylisz się, jeśli sądzisz, że złożę przysięgę na to, co ty zowiesz bóstwem cesarskim i udajesz, że nie wiesz, kto jestem. Słuchaj tedy, mówię otwarcie: Jestem chrześcijanin. Jeśli zaś chcesz poznać naukę chrześcijańską, daj mi dzień czasu i posłuchaj”. Prokonsul odpowiedział: „Przemów do przekonania ludu”. Polikarp zaś odparł: „Ty jesteś godzien tego, bym z tobą rozmawiał; nauczono nas bowiem władzom i zwierzchnościom, ustanowionym od Boga, oddawać cześć przynależną, i to taką, jaka nam szkody nie wyrządza!. Tych zaś uważam za niegodnych słuchania mojej obrony.” Tedy odezwał się prokonsul:

„Mam zwierzęta dzikie, którym cię rzucę na pożarcie, jeśli nie zmienisz przekonania”. On zaś odrzekł: „Każ je sprowadzić, bo nie można zamienić tego, co lepsze, na to, co gorsze; przeciwnie, rzeczą dobrą jest rzucić to, co złe, a chwycić się tego, co słuszne”. On zaś znowu przemówił do Polikarpa: „Na stosie każę cię spalić, skoro ci zwierzęta nie straszne, jeśli nie zmienisz przekonania”. Polikarp tedy odpowiedział: „Ogniem grozisz, który płonie przez chwilę i wkrótce gaśnie, bo nie znasz ognia sądu, który przyjdzie, i kary wiecznej, ognia, przygotowanego dla bezbożników. Lecz czemu zwlekasz? Czyń, co chcesz”.

Gdy mówił te i tym podobne słowa, pełno w nim było odwagi i radości, a oblicze jego jaśniało łaską, tak że groźby wypowiedziane go nie przeraziły i nie wzruszyły. Przeciwnie, raczej prokonsul wypadł z równowagi i wysłał swego herolda, by na środku stadionu trzykrotnie obwieścił: „Polikarp wyznał, że jest chrześcijaninem”. Skoro to herold obwołał, cały tłum, składający się z pogan i Żydów, w Smyrnie mieszkających, wybuchnął niepohamowaną wściekłością i wrzeszczał na całe gardło: „Oto Azji nauczyciel, ojciec chrześcijan, bogów naszych burzyciel, który swą nauką wielu odwodzi od ofiar i od nabożeństwa”. Wśród takich krzyków żądali od azjarchy”Filipa, by kazał na Polikarpa Iwa wypuścić.

Filip zaś odrzekł, że do tego nie ma prawa, ponieważ czas igrzysk zwierzęcych już minął. Tedy podniósł się krzyk jednomyślny: „Niech Polikarp żywcem będzie spalony”. Miało się bowiem spełnić dane mu widzenie, gdy na modlitwie ujrzał, jak wezgłowie jego zgorzało, a on się zwrócił do swego otoczenia i rzekł: „Mam być żywcem spalony”. Do wykonania przystąpiono z nadzwyczajnym pośpiechem. Jeszcze nie przebrzmiały okrzyki, a tłumy ludu już znosiły drzewo i chrust z warsztatów i łaźni, przy czym, jak zazwyczaj, Żydzi odznaczali się gorliwością największą. Gdy już stos był gotowy, Polikarp sam rozebrał się z wszystkich szat swoich, rozwiązał swą przepaskę i usiłował zdjąć obuwie, czego dotychczas nie czynił, bo wierni zawsze się ubiegali o to, by się zbliżyć do jego ciała. Tak wielki bowiem urok otaczał go dla jego życia cnotliwego, jeszcze zanim mu zbielały włosy. Zaraz też złożono dokoła niego wszystkie narzędzia, potrzebne do spalenia skazańca na stosie. Gdy go chcieli przygwoździć, odezwał się: „Zostawcie mnie tak, albowiem Ten, który mi zsyła mękę ogniową, da mi również bez pomocy waszych gwoździ siłę, bym niewzruszony pozostał na stosie”. Więc nie przygwoździli go, ale przywiązali. On zaś sam podał w tył ręce do przywiązania, i był jak baranek najprzedniejszy, wybrany z licznej trzody na ofiarę, na miłe całopalenie, przygotowane dla Boga wszechmocnego i rzekł: „Ojcze umiłowanego i błogosławionego Syna Swego, Jezusa Chrystusa, który nas nauczył znać Ciebie! Boże Aniołów i mocy i wszystkiego stworzenia, całego rodu ludzi sprawiedliwych, którzy żyją przed obliczem Twoim! Błogosławię Ciebie, że mnie uczyniłeś godnym tego dnia i tej godziny, bym pośród liczby męczenników miał udział w kielichu Chrystusa Twego, na zmartwychwstanie do żywota wiecznego, duszą i ciałem, w nieskazitelności Ducha Świętego. Obym wśród nich dzisiaj stanął przed obliczem Twoim jako ofiara piękna i przyjemna, tak właśnie jak mnie przygotowałeś, i już naprzód mi objawiłeś, i jak to spełniłeś, Boże niekłamliwy i prawdy pełen. Za to i za wszystko chwalę Ciebie, błogosławię Ciebie i uwielbiam Ciebie, przez wiekuistego Arcykapłana, Jezusa Chrystusa, umiłowanego Syna Twego, przez którego Tobie, z Nim razem i Duchem Świętym, chwała, i teraz, i na przyszłe wieki. Amen”.

Gdy wymówił „amen*” i skończył modlitwę, palacze wzniecili ogień. Wielki płomień rozbłysnął, a myśmy ujrzeli cud, my, którym to dano widzieć, i którzyśmy zachowani na to, by to, co się stało, opowiadać drugim. Otóż ogień utworzył rodzaj sklepienia, na kształt żagla okrętowego, wzdętego wichrem, i otoczył ciało męczennika. On zaś był w samym środku i nie miał wyglądu ciała spalonego, ale złota i srebra, gorejącego w piecu. A oto doszła nas woń miła, jak zapach kadzidła lub innych bezcennych wonności. Wreszcie bezbożnicy, widząc, że ciała jego ogień spalić nie może, kazali dobijaczowi podejść do niego i przebić go puginałem. Gdy go żgnął, wypłynęło tyle krwi, że ogień zalała. Tłum zaś cały nie mógł wyjść z podziwu, że tak bardzo niewierni różnią się od wybranych. Jednym z tych wybrańców był niewątpliwie przedziwny Męczennik, który za naszych czasów jako nauczyciel stał się apostołem i prorokiem, biskupem Kościoła Katolickiego w Smyrnie. Każde albowiem słowo, które wypłynęło z ust jego, już się spełniło i jeszcze się spełni.

Ą oto zazdrosny i nienawistny niegodziwiec, przeciwnik rodzaju ludzi sprawiedliwych, widział wielkość męczeństwa Polikarpa i życie jego, od samego początku niepokalane. Patrzał na to, jak uwieńczony został wieńcem nieskazitelności i wziął nagrodę, której już nie utraci, więc o to zabiegał, byśmy nawet zwłok jego zabrać nie mogli, co wielu wiernych pragnęło uczynić i posiąść święte szczątki jego. Podmówili więc niektórzy ludzie Niketasa, ojca Heroda, a brata Alki, by wpłynął na prokonsula, iżby nie wydawał ciała jego, by snać, powiadali, nie rzucili Ukrzyżowanego i nie zaczęli czci boskiej oddawać Polikarpowi. Tak mówili za namową i naleganiem Żydów, którzy na nas czatowali, gdyśmy ciało jego chcieli wydobyć z ognia. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że przecie nigdy nie będziemy mogli ani porzucić Chrystusa, który cierpiał dla zbawienia wszystkich, w całym świecie przeznaczonych do zbawienia, ani czci boskiej oddawać komu innemu. Jemu się kłaniamy, bo jest Synem Bożym, męczenników zaś miłujemy jako uczniów i naśladowców Pańskich, i słusznie ich miłujemy za ich bezgraniczne przywiązanie do swego Króla i Nauczyciela. Obyśmy mogli być ich współuczestnikami i współuczniami. Setnik, widząc opór ze strony Żydów, wystawił ciało Polikarpa według zwyczaju na widok publiczny, a potem je spalił.

Myśmy zaś później zebrali kości jego, zacniejsze od drogich kamieni i cenniejsze od złota, i złożyliśmy je w miejscu stosownym. Tam, o ile to będzie możliwe, zbierać się będziemy w radości i weselu, i da Bóg, będziemy święcili dzień jego męczeńskich urodzin, na pamiątkę tych również, co już zwycięsko wyszli z zapasów, oraz na przygotowanie i ćwiczenie do walk, jakie nas samych czekają. Tyle o błogosławionym Polikarpie, który razem z wiernymi z Filadelfii poniósł w Smyrnie jako dwunasty męczeństwo, ale on sam tylko z pośród wszystkich w najżywszej się przechował pamięci, tak że nawet poganie wszędzie o nim mówią.” Tak tedy życie Polikarpa, męża przedziwnego i apostolskiego, taki zaszczytny uwieńczył koniec, a bracia kościoła smyrneńskiego opis jego podali w Liście, przez nas wspomnianym."


III. Fragment trzeci dotyczy osoby św. Polikarpa w kontekście działalności jego ucznia - św. Ireneusza z Lyonu

"Gdy Potinos, skończywszy 90 rok swego życia, umarł razem z męczennikami Galii, został Ireneusz jego następcą na lugduńskiej stolicy biskupiej, na której właśnie Potinos zasiadał. Ireneusz był w swej młodości, jak wiemy, uczniem Polikarpa. (...) Przeciwko burzycielom zdrowego porządku kościelnego w Rzymie Ireneusz rozmaite pisze Listy. Jeden z nich, O odszczepieństwie, zwrócił do Blastosa, drugi zaś do Florynusa: O monarchii, czyli O tym, że Bóg nie jest twórcą złego. (…) W co dopiero zaś przytoczonym Liście do Florynusa, Ireneusz wspomina ponadto, że razem obcowali z Polikarpem,i mówi:

„Te nauki, Florynusie, że się łagodnie wyrażę, nie płyną z myśli zdrowej. Te nauki nie są zgodne z kościołem i wtrącają w największą bezbożność tych, co ich słuchają. Tych nauk nawet heretycy, którzy stali poza kościołem, nigdy głosić nie mieli odwagi. Tych nauk nie przekazali tobie prezbiterzy, którzy żyli przed nami i obcowali z apostołami. Otóż gdy jeszcze byłem dzieckiem, widziałem Cię w Azji Dolnej przy boku Polikarpa, jak się wspaniale obracałeś wśród przepychu dworu cesarskiego, i jak się o jego względy starałeś. Lepiej ja pamiętam owe czasy, aniżeli zdarzenia świeże. Toć wrażenia lat dziecięcych rozwijają się razem z duszą i z nią się zrastają do tego stopnia, że mogę wskazać nawet miejsce, gdzie błogosławiony Polikarp siadał i przemawiał, jak wychodził i wchodził, jaki był tryb jego życia, jaka jego postać, jak przemawiał do ludu, jak opowiadał o swych stosunkach z Janem i z innymi, którzy widzieli Pana, jak przypominał ich słowa, i co od nich słyszał o Panu, o cudach Jego, o nauce, jak to Polikarp, zgodnie z Pismem, opowiadał, co przejął od świadków naocznych Słowa Żywota. Tego ja wówczas chciwie słuchałem, dzięki zmiłowaniu, jakie mi Bóg okazał, i przechowałem to w pamięci, nie na papierze, ale w swym sercu. I zawsze za łaską Bożą żywo to sobie stawiam przed oczy, a mogę wobec Boga zaświadczyć, że ów błogosławiony i apostolski prezbiter, gdyby był słyszał coś podobnego, byłby krzyknął i uszy swe zatkał, byłby zawołał według swego zwyczaju: „O dobry Boże, jakich to kazałeś mi dożyć czasów, że takie rzeczy znosić muszę,” i byłby uciekał z miejsca, na którym siedział czy stał, takie słysząc słowa. Można się o tym przekonać również z jego Listów, które pisał częścią do kościołów sąsiednich, by je skrzepić, częścią do niektórych braci, by ich upomnieć i zachęcić.”


Polikarp poniósł śmierć męczeńską przypuszczalnie w roku 156, w Smyrnie. Parę lat później spisano jego Martyrium – jedną z najwcześniejszych zachowanych przykładów relacji tego typu. W Martyrium Polycarpi znajdziemy wzmianki o aktywnym udziale smyrneńskich żydów w kaźni Polikarpa (tł. za Ante-Nicene Fathers, vol. I). Gdy sędziwy biskup Polikarp wyznał wiarę chrześcijańską “cała rzesza zarówno pogan, jak i żydów, którzy mieszkali w Smyrnie zawołała z niepohamowaną wściekłością, gromkim głosem: Oto jest nauczyciel Azji, ojciec chrześcijan, który obala naszych bogów”. Gdy ogłoszono że Polikarp zostanie spalony tłum zaraz zaczął znosić “drwa i wiązki chrustu ze sklepów i łaźni, zwłaszcza żydzi, stosownie do zwyczaju, gorliwie im pomagali”. Gdy Polikarp po ciosie nożem, gdyż ogień się go nie imał, oddał ducha “za namową i usilną prośbą żydów”, którzy obawiali się czci wobec relikwii, odmówiono chrześcijanom wydania ciała męczennika a “centurion widząc spór wzniecany przez żydów złożył ciało w środku ognia, który je strawił.”

Św. Polikarp był, jak wspomniano wyżej, uczniem św. Jana Ewangelisty, a i sama Apokalipsa (Ap 2,8-9) wspominała w listach do Kościołów Azji Mniejszej społeczność żydów smyrneńskich:

”Aniołowi Kościoła w Smyrnie napisz: To mówi Pierwszy i Ostatni, który był martwy, a ożył: Znam twój ucisk i ubóstwo – ale ty jesteś bogaty – i [znam] obelgę wyrządzoną przez tych, co samych siebie zowią Żydami, a nie są nimi, lecz synagogą szatana.”