V.R.S.
187

Z pism Księdza Prałata Dominika Celady

Artykuł z Il Tempo 20.02.1969 r.

“Pamiętam jak napisałem do numeru kwiecień-czerwiec 1966 czasopisma muzycznego tekst o liturgii po Soborze Watykańskim II. Były to miesiące, w których nabierał kształtu, jeśli chodzi o całość swego tragicznego znaczenia, niszczycielski plan pewnych „liturgistów”, którzy zaczęli propagować te tak zwane „msze młodych” (z towarzyszeniem tanecznych orkiestr), które przedstawiają – bez względu na kwestię charakteru religijnego – zwycięstwo ignorancji i głupoty. Napisałem wówczas: „Święta Liturgia przechodzi przez okres wielkiego kryzysu, przypuszczalnie najboleśniejszego w swych dziejach. Nigdy nie było tyle dekadencji i zamętu: zaiste sięgnęło dna…”

W wyniku powyższego otrzymałem, mogę zasadnie powiedzieć ze wszystkich stron świata katolickiego, wyrazy aprobaty i pochwały: były to listy od zwykłych wiernych, wielu kapłanów i proboszczów a nawet od biskupów i kardynałów. Jednakże, chcąc zachować szczerość, muszę powiedzieć że otrzymałem również mocną „reprymendę” od kościelnego urzędu zawiadującego tak zwaną reformą liturgiczną, urzędu znanego jako „Consilium”, o którym powstała już obecnie obszerna i z pewnością nieprzychylna literatura.

Autor owej „reprymendy” (sporządzonej na papierze z nagłówkiem, godłem i numerem referencyjnym) rozpoczął od okazania że jest głęboko zgorszony moją diagnozą „kryzysu” liturgii oraz odparował, że, przeciwnie, „liturgia przechodzi dziś przez jeden z bardziej kwitnących i obiecujących okresów”, po czym zadecydował że moje uwagi cechowały się „przewrotnym fałszem” zaś cały tekst przedstawiał sobą „napastliwą insynuację” oraz „subiektywną i błędną ocenę”. Było to ponadto z mojej strony „pisanie niepokojące, cyniczne, napastliwe i zuchwałe”. Wyszedłem z trudnością choć bez szwanku z owych zwałów epitetów pogrupowanych czwórkami, pod którym mógłbym się udusić. Nie minęło od tego czasu nawet trzy lata.

Jakieś 20 dni temu otworzyłem l’Osservatore Romano i znalazłem artykuł na siedem kolumn (całą stronę czasopisma Stolicy Apostolskiej) zatytułowany „Dzieje Kościoła i Kryzys Kościoła”. W tekście tym szacowny historyk Hubert Jedin pisze wprost: „Przede wszystkim, występuje widoczny dla wszystkich kryzys liturgiczny. Nie chcę mówić o chaosie, ale kiedy dziś w niedzielę rano chodzi się po kościołach parafialnych miasta w każdym znajduje się nabożeństwa „zorganizowane” w różny sposób. Napotyka się pominięcia, czasem słyszy różne czytania, przy tych którzy przewidująco nakazali przypowieści, a jeśli znajdziecie się w innym kraju, którego języka nie znacie, czujecie się całkowicie wyobcowani…”

Wydaje mi się znaczące zauważenie, że Hubert Jedin w swej czytelnej diagnozie obecnej sytuacji Kościoła wspomina „przede wszystkim” – nawet przed kryzysem Wiary – właśnie kryzys liturgii, obecnie „widoczny dla wszystkich”. Zważywszy na autorytet autora i watykańskiej gazety, która publikuje artykuły po ich najściślejszej kontroli, należy przyjąć że dziś kryzys liturgii jest bezdyskusyjnym faktem i że uprawnionym jest mówienie i pisanie o nim bez obawy otrzymania listów pełnych niepochlebnych epitetów.

Z drugiej strony w ciągu trzech lat wydarzyło się wiele: Kongregacja ds. Obrzędów musiała interweniować przeciw wielu arbitralnym eksperymentów poprzez „deklarację” z 29 grudnia 1966 r. (która jednakże pozostała martwą literą) zaś sam papież w znanym przemówieniu z 19 kwietnia 1967 roku wyraził swój ból i niepokój z powodu tego co dzieje się na polu liturgicznym, podkreślając „zamęt wśród dobrych wiernych” oraz potępiając pewną mentalność zmierzającą do „zniszczenia autentycznego kultu katolickiego”, również obejmującą „doktrynalne i dyscyplinarne dywersje”.

Jednakże przede wszystkim interesujące jest porównanie jakiego uczony [Jedin] dokonuje między kryzysem, przez który Kościół przeszedł w XVI wieku i tym czasów obecnych. Jak Kościół pokonał ów kryzys? Jedin odpowiada: „Nie poprzez wyrzekanie się swego autorytetu, ani poprzez akceptację dwuznacznych kompromisowych formuł czy chaosu liturgicznego wytworzonego przez dowolne nowinki w służbie Bożej”. To prawda. Podczas gdy dekrety trydenckie przywróciły bezpieczeństwo Wiary, Mszał i Brewiarz św. Piusa V zunifikowały jeszcze bardziej liturgię. Zaprawdę nie możemy zapominać, że wedle starożytnej maksymy lex orandi stanowi również legem credendi: prawo wiary (dlatego wydaje się logiczne że dzisiejsza licentia [dowolność] orandi odpowiada licentiae credendi). Hubert Jedin pisze dalej: „Obawiam się że wkrótce nie będzie można znaleźć łacińskiego Mszału…”

Mimo to – jak przypomina uczony – „sama Konstytucja o liturgii (SC 36) zachowuje jako zasadę, w taki sam sposób jak dotychczas, liturgię łacińską. Czy nie byłoby nonsensem, gdyby Kościół Katolicki w naszym stuleciu, stuleciu, w którym świat się jednoczy, całkowicie wyrzekł się tak cennej więzi jedności jaką jest łacina jako język liturgiczny? Czy nie byłoby to opóźnione osunięcie się w nacjonalizm uważany już obecnie za przestarzały? (…)” Są to pytania czysto retoryczne, gdyż owo niewytłumaczalne wyrzeczenie się nastąpiło już w praktyce „in fraudem legis” – przeciw obowiązkowi wynikającemu z prawa soborowego, które wyraźnie przepisuje używanie łaciny oraz przeciw prawa katolickich wiernych do cieszenia się dobrem wspólnym.

Następnie, złamawszy jedność języka i zniszczywszy tożsamość obrzędów zamęt rozszerzył się z pola liturgicznego na pole doktrynalne. Już w kwietniu 1967 Paweł VI zaczął biadać nad „czymś bardzo dziwnym i bolesnym” to jest „zmianą znaczenia jedynej prawdziwej wiary”. Było to następstwo – doskonale i nieubłaganie logiczne – majstrowania przy wielkim gmachu Liturgii, to jest tłumaczenia, okaleczania i zastępowania tekstów i formuł, które stanowiły „summam” pobożności i doktryny. Dziś bardziej niż kiedykolwiek jest zrozumiała prawda nauczania Piusa XII w encyklice Mediator Dei: „Używanie języka łacińskiego stanowi jasny i szacowny znak jedności oraz skuteczne antidotum na jakiekolwiek skażenie czystej doktryny”.

Kryzys liturgii jest obecnie „widoczny dla wszystkich”. Ujawniono wiele zwodzeń. Mimo to nowinkarze dalej działają, z niepokojem tych, którzy nie są pewny samych siebie, aby majstrować, psuć i rozwalać to co pozostało (konferencja liturgiczna ostatnio dyskutuje „nowe przepisy eucharystyczne” i nowe „ordo Missae”…). Znany katolicki pisarz Franciszek Mauriac napisał niedawno o tych upartych reformatorach wprowadzających zamęt w liturgii: „Zastanawiam się w nagłym popłochu: co jeśli wszyscy ci wspaniali nowinkarze są jedynie bandą potwornych idiotów? Wówczas nie byłoby ucieczki, albowiem było tak że głusi odzyskiwali słuch, ślepi wzrok a nawet umarli wstawali z martwych, jednak nie ma żadnego dowodu, żadnego dokumentu że ktoś przestał być idiotą.”

Wydaje mi się że francuski akademik jest nieco nazbyt pesymistyczny. Zdaje się on zapominać, że każdy idiota nawet jeśli nie może przestać być idiotą, może po prostu zostać umieszczony w takim miejscu, że nie będzie robił szkód.”


List otwarty Ks. prałata Dominika Celady do projektodawców Novi Ordinis Missae

„Od dłuższego czasu pragnąłem do Was napisać, znamienici mordercy naszej świętej Liturgii. Nie dlatego bym miał nadzieję, że moje słowa mogą wywrzeć jakikolwiek wpływ na Was, którzy nazbyt długo pozostajecie w szponach szatana i staliście się jego najposłuszniejszymi sługami, lecz by wszyscy ci, którzy cierpią z powodu niezliczonych zbrodni przez Was popełnionych mogli odnaleźć swój głos.

Nie miejcie złudzeń, panowie. Potworne plagi jakie otworzyliście w ciele Kościoła wołają o pomstę w oczach Boga, sprawiedliwego Mściciela. Wasz plan dokonania poprzez liturgię przewrotu w Kościele jest bardzo starodawny. Wielu waszych poprzedników, dużo bardziej od Was inteligentnych, których Ojciec Ciemności przyjął już do swego królestwa, próbowało go zrealizować. Pamiętam waszą nienawiść, wasz szyderczy grymas, gdy piętnaście lat temu życzyliście śmierci Eugeniuszowi Pacellemu – wielkiemu Papieżowi, słudze Bożemu albowiem zrozumiał on wasze plany i przeciwstawił się im wraz z autorytetem Tiary. Po owej słynnej konferencji o „liturgii duszpasterskiej”, na którą spadły jak miecz bardzo jasne słowa Papieża Piusa XII, opuściliście mistyczny Asyż z pianą złości i trucizny.

Teraz odnieśliście powodzenia. Przynajmniej na razie. Stworzyliście wasze „arcydzieło” – nową liturgię. To że nie jest ona dziełem Bożym jest widoczne przede wszystkim (odkładając kwestię implikacji dogmatycznych) w bardzo prostej rzeczy: jest ona przerażająco brzydka. Jest to kult wieloznaczności i niezrozumiałości, nierzadko kult nieprzyzwoitości. To wystarczy by zrozumieć że wasze „arcydzieło” nie pochodzi od Boga, źródła wszelkiego piękna, lecz od pradawnego niszczyciela dzieł Bożych.

Owszem, pozbawiliście katolickich wiernych najczystszych uczuć wywodzących się z rzeczy wzniosłych ucieleśnionych przez tysiąclecia w liturgii: piękna słów, gestów, muzyki. Co daliście nam w zamian? Degustowanie brzydoty, groteskowych „tłumaczeń” (jak dobrze wiadomo wasz ojciec tam w dole nie posiada poczucia humoru), poruszeń gastrycznych spowodowanych wyciem gitar eleketrycznych, gestów i postaw co najmniej wieloznacznych.

A gdyby tego nie było dość, istnieje jeszcze inny znak, który ukazuje że wasze „arcydzieło” nie pochodzi od Boga. To narzędzia, którymi się posłużyliście aby je zaprowadzić: oszustwo i kłamstwa. Udało wam się sprawić że uwierzyliśmy, iż Sobór nakazał usunięcie języka łacińskiego, odesłanie do archiwum dziedzictwa muzyki sakralnej, usunięcie tabernakulum, obalenie ołtarzy, wprowadzenie zakazu klękania przed Naszym Panem obecnym w Eucharystii i wszystkie wasze pozostałe postępowe kroki stanowiące część (jak powiedzieliby prawnicy) „jednego przestępczego zamiaru”.

Wiedzieliście bardzo dobrze że lex orandi stanowi również legem credendi i że dlatego właśnie, zmieniając jedno, zmienilibyście drugie. Wiecie, że wymierzając wasze zatrute włócznie w żywy język Kościoła w praktyce zabilibyście jedność wiary. Wiedzieliście, że zarządzając wyrok śmierci na chorał gregoriański, świętą polifonię, mogliście wprowadzić wedle waszego uznania wszystkie te pseudomuzyczne plugastwa, które profanują kult Boży i rzucają cień wieloznaczności na celebracje liturgiczne. Wiedzieliście że niszcząc tabernakula, zastępując ołtarze „stołami uczty eucharystycznej”, odmawiając wiernym padania na kolana przed Synem Bożym szybko wygasicie wiarę w rzeczywistą obecność Bożą.

Działacie z otwartymi oczami. Porwaliście się na monument, do którego powstania dołożyły się Niebo i ziemia, gdyż wiedzieliście że wraz z nim niszczycie Kościół. Przyszliście by zabrać Mszę Świętą, nawet wyrywając serce katolickiej liturgii (ową Mszę Świętą, dla której zostaliśmy wyświęceni na kapłanów i której nikt na tym świecie nigdy nie będzie w stanie nam zakazać, albowiem nikt nie może deptać prawa naturalnego).

Wiem że teraz możecie roześmiać się wobec tego co powiem. A śmiejcie się. Udało się wam usunąć z Litanii do Wszystkich Świętych wezwanie „a flagello terremotus, libera nos Domine” i nigdy wcześniej ziemia nie trzęsła się na każdej szerokości geograficznej. Usunęliście wezwanie „a spiritu fornicationis, libera nos Domine” i nigdy wcześniej nie byliśmy tak pokryci błotem niemoralności i pornografii w ich najbardziej obrzydliwych i zdegenerowanych formach. Znieśliście wezwanie “ut inimicos sanctae Ecclesiae humiliare digneris” – i nigdy przedtem nieprzyjaciele Kościoła nie działali tak pomyślnie we wszystkich kościelnych instytucjach, na wszystkich poziomach.

Śmiejcie się, śmiejcie. Wasz śmiech jest grubiański i pozbawiony radości. Jest pewne, że nikt z was nie zna łez radości i bólu, które my znamy. Nie jesteście nawet zdolni do płaczu. Wasze tępe oczy, czy to ze szkła czy metalu patrzą na rzeczy, ale ich nie widzą. Jesteście podobni do krów gapiących się na pociąg. Wolę od was złodzieja, które kradnie dziecku złoty łańcuszek, porywacza, rabusia z bronią w ręku, bandytę i grabieżcę grobów. Ludzi o wiele mniej zbrukanych od was, którzy ograbiliście lud Boży ze wszystkich jego skarbów.

Czekając aż ojciec wasz, który jest w dole przyjmie i was do swego królestwa, „gdzie płacz i zgrzytanie zębów”, pragnę byście znali naszą niezachwianą pewność, że owe skarby zostaną nam zwrócone. I będzie to restitutio in integrum [restytucja w całości]. Zapomnieliście że to szatan jest przegranym na wieczność.”


za:

:: Corsia dei Servi :: Agli illustri assassini della nostra santa Liturgia


Annibale Carracci - Szydzenie z Chrystusa