Clicks919

Mackiewicz o katokomunizmie

Na wakacyjną lekturę wyszperałem w Papieskim Instytucie Studiów Kościelnych w Rzymie książkę Józefa Mackiewicza „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy” (Londyn 1975). Zmarły w 1985 roku autor, brat Stanisława Cata-Mackiewicza, mówił o sobie, że z zawodu jest pisarzem, a z narodowości – antykomunistą. Ten jego radykalny antykomunizm sprawił, że został skazany na przemilczenie nie tylko w czasach PRL-u, ale także po roku 1989, choć wielu uważa go za jednego z najwybitniejszych pisarzy polskich XX wieku. Warto przypomnieć, że to właśnie Józef Mackiewicz jest autorem zdania: „Jedynie prawda jest ciekawa”.

Podaje wiele faktów, które potwierdzają tezę, że w latach 60.i 70. było w Europie sporo katolickich księży, którzy zachłysnęli się ideami komunistycznymi i znaleźli się rzeczywiście pod wpływem „czerwonej gwiazdy” albo pozostawali zadziwiająco nieświadomi zła, jakie niósł komunizm, w tym jego sowiecka wersja. Tego rodzaju duchowni wymierają i jest ich coraz mniej, ale ich działalność wywołała we wspólnocie Kościoła wiele zamieszania, czego skutków doświadczamy również dziś, nie wyłączając Polski.

Mackiewicz wspomina m.in. jak to twórca Włoskiej Partii Komunistycznej, Palmiro Togliatti, wrócił w 1944 roku – po 18 latach przebywania w Moskwie – do Włoch. W tym okresie katolicy i komuniści znajdowali wspólny język w budowaniu frontu antyfaszystowskiego. „Togliatti przywiózł ze sobą z Moskwy instrukcję, aby – jak stwierdza Mackiewicz – wykorzystując te nastroje, dążyć do uzyskania możliwych wpływów w Watykanie, celem ideologicznego rozbudowania założeń «postępowego katolicyzmu» w imię wspólnego hasła: «nie dopuścić do odrodzenia faszyzmu»”. Ukuty w Moskwie sposób działania zakładał, że w zależności od sytuacji walczy się z Kościołem wprost, nie stroniąc od fizycznej eksterminacji, albo próbuje się rozmiękczać katolicyzm od środka, dzieląc go umiejętnie na „wsteczny” i „postępowy”. W powojennej historii Polski mamy mnóstwo przykładów na zilustrowanie obydwu metod. Oczywiście, druga metoda jest bardziej „subtelna”, ale też niekiedy bardziej skuteczna, tyle że wymaga zastępu naiwniaków, czyli owych „katolików postępowych”, gotowych zawsze przyklasnąć klasie przodującej i jej wielkim ideom.

Pożytecznych – dla komunistów – naiwniaków – niestety nie brakowało. Organizowano różne „msze”, których częścią było potępianie historycznej roli Kościoła oraz pomstowanie na bogatych kapitalistów. Podczas jednej z takich imprez we Florencji pewien komunizujący duchowny stwierdził: „Jesteśmy Kościołem biednych i prześladowanych. Ale dumni jesteśmy, że nie mamy nic wspólnego z prałatami, którzy siedzą w swoich bazylikach i korzystają z centralnego ogrzewania”. W latach 90. osobiście spotkałem osobliwy egzemplarz tego rodzaju księży. Był to proboszcz w jednej z podrzymskich parafii, zresztą straszliwie zaniedbanej, który wszędzie widoczne dziadostwo usprawiedliwiał solidarnością z ubogimi, a poza tym chełpił się, że nosi przy sobie Manifest Komunistyczny.

W Ravennie działał ks. Ulisse Frascali, który pracował jako szofer autobusu, odnowę wszystkiego widział w zastosowaniu metod marksistowskich, a ponadto negował sens tradycyjnej rodziny jako wynalazku burżuazyjnego. Przepowiadał ponadto zniszczenie widzialnej struktury Kościoła jako dziejową konieczność, gdyż dopiero wtedy „nie będzie hierarchii, Watykanu, ale będzie za to chrześcijańska ludzkość”. Mam wrażenie, że w Polsce niektórzy „postępowi” dziennikarze i politycy głoszą podobne idee. Warto sięgnąć po Józefa Mackiewicza, aby zobaczyć, że ta zaraza dokucza Kościołowi od dawna.

o. Dariusz Kowalczyk SJ
Autor jest wykładowcą teologii na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie
dkowalczyk(at)jezuici.pl
pielgrzym55
Trzeba przeczytać. Kolejna lektura w kolejce/
predex
Wymaz został u mnie, a po 3 dniach otrzymałem telefon,
że wynik jest pozytywny.

Moszczenica Info w środę
Drodzy Czytelnicy, to co wyprawiają SANEPIDY przechodzi ludzkie pojęcie. Ostatni hit, o którym dowiedzieliśmy się od naszego czytelnika brzmi następująco: - Szanowni Państwo, zaszło u mnie podejrzenie zarażenia koronawirusem, przyjechała karetka do pobrania wymazu i wszystko było by dobrze,…More
Wymaz został u mnie, a po 3 dniach otrzymałem telefon,
że wynik jest pozytywny.

Moszczenica Info w środę
Drodzy Czytelnicy, to co wyprawiają SANEPIDY przechodzi ludzkie pojęcie. Ostatni hit, o którym dowiedzieliśmy się od naszego czytelnika brzmi następująco: - Szanowni Państwo, zaszło u mnie podejrzenie zarażenia koronawirusem, przyjechała karetka do pobrania wymazu i wszystko było by dobrze, gdyby nie fakt, że zapomnieli zabrać wymazu.
Oczywiście do Sanepidu nie szło się dodzwonić, ale po 3 dniach to ja otrzymałem telefon, z informacją że wynik jest pozytywny. Tylko jakim cudem, skoro wymaz został u mnie?

Ostatnio takich informacji pojawia się coraz więcej i bardzo dobrze. O takich rzeczach trzeba mówić głośno, bo wychodzi na to że niektóre instytucje nie mają pojęcia o tym co robią.
-----
W związku z licznymi pytaniami, pragniemy poinformować że nie chodzi tutaj o SANEPID w Gorlicach.
Zmieniony ( 07.08.2020. )